Informacje

  • Wszystkie kilometry: 164018.56 km
  • Km w terenie: 2858.65 km (1.74%)
  • Czas na rowerze: 350d 18h 31m
  • Prędkość średnia: 19.45 km/h
  • Więcej informacji.
button stats bikestats.pl ... i w latach poprzednich

AD 2024 button stats 
bikestats.pl

AD 2023 button stats 
bikestats.pl

AD 2022 button stats 
bikestats.pl

AD 2021 button stats 
bikestats.pl

AD 2020 button stats 
bikestats.pl

AD 2019 button stats 
bikestats.pl

AD 2018 button stats 
bikestats.pl

AD 2017 button stats 

bikestats.pl

AD 2016 button stats 

bikestats.pl

AD 2015 button stats 

bikestats.pl                   AD 2014 button stats 

bikestats.pl                   AD 2013 button stats 

bikestats.pl                   AD 2012 button stats 

bikestats.pl                  AD 2011 Gminobranie



Pogoda na rower

Pogoda Warszawa

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy yurek55.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Środa, 25 czerwca 2014 Kategoria <50, ku pomocy, Piaseczno/Ursynów

Zagadka z Lesznowoli.

Czułem w nogach wczorajszy dystans i dlatego do Piaseczna pojechałem zwykłą, najkrótszą  drogą. Pechowe skrzyżowanie na Puławskiej, gdzie w zeszłym tygodniu zostałem potrącony przez samochód, tym razem przejechałem korzystając z fragmentu drogi dla rowerów. Za mało czasu upłynęło i wspomnienie jest nadal żywe, wolałem nie ryzykować. Niestety na dalszym fragmencie ulicy Puławskiej i tak zawsze muszę podejmować ryzyko, bo od Auchan do Decathlonu jest zakaz jazdy rowerem i przez kilometr można mnie bezkarnie potrącić samochodem. I jeszcze mandat dostanę jak przeżyję.
Ale ponieważ i tym razem mi się udało, mogłem zabrać na spacer wnuczkę, żeby mogła się wyspać, a jej mama mogła coś w domu zrobić.
Wracałem drogą przez Jazgarzewszczyznę, Borowiec, Wilczą Górę, Magdalenkę, Janki, i Raszyn. Już od kościoła w Raszynie zaczyna sie korek, który ciągnie się aż do skrzyżowania z obwodnicą na Alei Krakowskiej. Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, ale to niezmienny element wjazdu do Warszawy od południa. Facet w Mercedesie kabrio, który wyjeżdżał z parkingu przy Centrum Handlowym Janki i którego wyminąłem stojącego w Raszynie, wyprzedził mnie dopiero w Warszawie przy Łopuszańskiej. Ale oprócz satysfakcji z omijania stojących w korku samochodów, nie jest to droga przyjazna rowerzystom, wolę jednak wracać przez Dawidy i drogą dla rowerów (formalnie w budowie) wzdłuż lotniska Okęcie. Dziś pojechałem tamtędy tylko dlatego, żeby sobie przypomnieć jak nie lubię tamtędy jeździć. 
Na zakończenie tytułowa zagadka. Co autor miał na myśli? Dla ułatwienia dodam, że baner jest w tym miejscu od kilku lat.
Kto zrozumie to przesłanie?
Kto zrozumie to przesłanie? © yurek55

I jeszcze informacja na murze Toru na Służewcu, zainteresowani będą wiedzieć o co chodzi.

Mural informacyjny hip festiwal
Mural informacyjny hip festiwal © yurek55


  • DST 48.53km
  • Czas 02:09
  • VAVG 22.57km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 czerwca 2014 Kategoria > 100

Długa droga na Grochów

Wczoraj zrobiłem rekonesans i dziś ponownie wybrałem się do jedynego optyka w Warszawie umiejącego naprawiać okulary. To nie żart, wszystkie sieciowe salony optyczne kierują tam klientów z uszkodzeniami oprawek. Oni mogą co najwyżej zausznik wymienić na gwarancji, albo noski założyć i soczewki wyczyścić. Prawdziwe naprawy, tylko w ciasnym i niemiłosiernie zagraconym warsztacie na Mińskiej gdzie, trzy osoby w środku to już ciasnota. Mieści się on w starym, przedwojennym, typowo praskim budynku naprzeciwko biurowca dawnych PZO i przyjeżdżają tam ludzie z całej Warszawy. Większość napraw wykonuje się "od ręki", oczywiście w zależności od liczby czekających klientów, to "od ręki" może trwać godzinę, lub półtorej - a wyjątkowo odbiór następnego dnia.
Jak tam dojechałem, przed warsztatem i w środku czekali klienci, więc pan kazał przyjechać za półtorej godziny. Zrobiłem więc sobie powtórkę wczorajszej pętelki dojazdowej, tylko w drugą stronę. Ulicami Grochowa dojechałem do Traktu Lubelskiego i znów koło Hiltona i kościoła w Żerzeniu (Żerzniu?) do ronda przy Wale Miedzeszyńskim, a powrót ddr wzdłuż Wisły i przez Saską Kępę i Park Skaryszewski do Grochowskiej i Mińskiej. Musiałem jeszcze poczekać trochę, bo była mała obsuwa czasowa, co dało okazję do krótkiego odpoczynku i po piętnastu minutach słuchania ciężkich, niemieckich, metalowych bitów płynących z warsztatowego  boomboxa, mogłem odebrać zrobione okulary i wracać. Jeszcze tylko rzut oka na licznik i już wiedziałem, że musze trochę wydłuzyć trasę, by pod domem nie dokręcać do setki, jeżdżąc dookoła placu pod oknami. Wolałem wcześniej zjechać z "Poniatoszczaka" na Powiśle i  pojechać dłuższą drogą, a nie kręcić się pod blokiem.
Tak więc dziś jadąc z Ochoty na Grochów, gdzie realna odległość w obie strony to niecałe dwadzieścia kilometrów, udało mi się przejechać ponad sto kilometrów. Pewno przez Kraków wyszło by więcej...
Dróg ekspresowych i autostrad ci u nas dostatek. Kukurydzę też się uprawia w Stolicy
Dróg ekspresowych i autostrad ci u nas dostatek. Kukurydzę też się uprawia w Stolicy © yurek55
Dojechałem przez Puszczę Kampinoską do Budy, Pesztu - brak
Dojechałem przez Puszczę Kampinoską do Budy, Pesztu - brak © yurek55
Hutnicy z Huty Warszawa w 1979 roku postawili pomnik wrześniowym obrońcom Warszawy
Hutnicy z Huty Warszawa w 1979 roku postawili pomnik wrześniowym obrońcom Warszawy © yurek55
Ofiarna obrona północnego przedpola Warszawy przez 1 Batalion  30 Pułku Strzelców Kaniowskich z uwagi na poniesione dotkliwe straty, zyskała nazwę Warszawskich Termopil. (z napisu na tabliczce)
Obowiązkowa fotka z mostu, kierunek północ
Obowiązkowa fotka z mostu, kierunek północ © yurek55
Na Bródnie w Warszawie
Na Bródnie w Warszawie © yurek55
Były Zakłady Przemysłu Tłuszczowego, został tylko komin
Były Zakłady Przemysłu Tłuszczowego, został tylko komin © yurek55
Trening żeglarski na Jeziorku Kamionkowskim
Trening żeglarski maluchów na Jeziorku Kamionkowskim © yurek55
Mural na Grochowie
Mural na Grochowie © yurek55
Street art na ulicy Kamionkowskiej
Street art na ulicy Kamionkowskiej © yurek55
Street art na Powiślu ul. Wilanowska
Street art na Powiślu ul. Wilanowska © yurek55
Wisła oddała plażę warszawiakom
Wisła oddała plażę warszawiakom © yurek55
  • DST 103.95km
  • Teren 5.00km
  • Czas 04:57
  • VAVG 21.00km/h
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 23 czerwca 2014 Kategoria 50-100

Naokoło na Mińską

Silny wiatr wiejący od rana skłaniał do precyzyjnego zaplanowania trasy tak, żeby wracać z wiatrem.  Jedyne co mi przychodziło do głowy to powtórka z wczoraj, być może z zatoczeniem większej pętli do Leszna, albo i do Niepokalanowa jak w Wielką Sobotę. Wtedy ledwo pokonywałem ostatnie kilometry pod wiatr, dziś by było odwrotnie - wiatr przywiał by mnie do domu lekko, łatwo i przyjemnie. Zanim jednak mogłem wyjechać zrobiło się trochę późno na taki dystans, a po drugie - i to ważniejszy powód - postanowiłem sprawdzić, czy optyk na Mińskiej jest w stanie naprawić moje oprawki od okularów.  Przy zderzeniu z samochodem i upadku ułamał się taki drobny element, co zauważyłem dopiero po pewnym czasie.
Wobec powyższego pojechałem tam wybierając oczywiście mocno okrężną  trasę bo prostą drogą jest za blisko. Powrót też naokoło i dopiero na Trasie Toruńskiej trafiłem na wiatr centralnie od przodu i to na odkrytym terenie. Ale to tylko siedem kilometrów, inne fragmenty nie były takie straszne.

Tradycyjne zdjęcie z mostu
Tradycyjne zdjęcie z mostu © yurek55
Niespodziewanie na peryferiach stolicy natknąłem się na HILTONA
Hilton na Trakcie Lubelskim
Hilton na Trakcie Lubelskim © yurek55
A na Grochowie straszą obiekty słynnego warszawskiego klubu kolarskiego.

"Orzeł" wylądował © yurek55
Nachylenie łuków jest większe niż na torze jazd próbnych FSO, choć kolarze torowi nie osiągają takich prędkości jak Polskie Fiaty 125p czy Polonezy. Pewnie dlatego, że rowery mają tylko dwa koła?

Tor kolarski na Podskarbińskiej
Tor kolarski na Podskarbińskiej © yurek55

Tor Orła na Grochowie
Tor Orła na Grochowie © yurek55

Optyk na Mińskiej oczywiście naprawi moje oprawki, tylko muszę mu je zostawić na godzinę. Dziś tego zrobić nie mogłem, bo nie miałem zapasowych okularów, a bez nich jestem ślepy jak nietoperz.

Edit: dodaje mapę przejazdu bo wczoraj nie sprawdziłem i się nie dodała


  • DST 66.39km
  • Czas 03:13
  • VAVG 20.64km/h
  • Temperatura 17.5°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 22 czerwca 2014 Kategoria 50-100, przed śniadaniem

*Trochę słońce, trochę deszcz*

Gdy dziś rano otworzyłem oczy było wprawdzie pochmurnie i wiał silny wiatr, ale nie padało, a to najważniejsze. Postanowiłem przejechać moją ulubioną trasą głównie z powodu, że wiem ile zajmie mi czasu, a to jest w niedzielę istotne, bo chcę zdążyć na wspólne śniadanie. Miłym zaskoczeniem była praca napędu po powrocie do starego łańcucha, rower poruszał się niemal bezszelestnie, nic nie przeskakiwało, przerzutka też bez zastrzeżeń. Okazuje się, że zbyt pochopnie i zdecydowanie przedwcześnie założyłem nowy łańcuch, właściwie tylko dlatego, że przymiary w serwisach pokazywały jak jest rozciągnięty. Niech sobie będzie, ale skoro coś działa, to - pierwsza zasada - nie ruszać!
Początkową część trasy, aż do kościoła w Borzęcinie jechałem pod wiatr, ale o dziwo niespecjalnie mi to dziś przeszkadzało i zajęło tylko godzinę. Widocznie wiszące nisko chmury działały na moją podświadomość i kazały szybko jechać, by zdążyć przed deszczem. Od Mariewa gdzie skręciłem w powrotną drogę wiatr stał się moim sprzymierzeńcem, ale za to zaczął padać najpierw drobny, a potem rzęsisty deszcz. Cóż było robić? Na przystanku autobusowym w Wojcieszynie założyłem kurtkę i pojechałem dalej. Po kilku minutach wydostałem się ze strefy opadu, ale od tamtej pory cyklicznie, co kilkanaście - kilkadziesiąt minut strefa deszczu mnie dopadała i tak sobie jechałem - raz w słońcu, raz w deszczu. Słońca było jednak więcej, tak że do domu dojechałem już prawie suchy z wyjątkiem spodenek i bielizny. Ale to wina braku błotników,  bo kałuże jednak były spore na jezdniach, a ja nadal nie mogę się zdecydować na  zakup. Ale nawet pomimo tego nie narzekam i uważam wycieczkę za bardzo udaną.

Droga do kościoła w Borzęcinie
Droga do kościoła w Borzęcinie © yurek55

Kościół w Borzęcinie
Kościół w Borzęcinie © yurek55
Przystanek na przebranie
Przystanek na przebranie © yurek55
A to dwa kilometry dalej
W Koczargach jeszcze nie pada
W Koczargach jeszcze nie pada © yurek55
Najtańsze paliwo w Warszawie
Najtańsze paliwo w Warszawie © yurek55


  • DST 55.51km
  • Czas 02:22
  • VAVG 23.45km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 21 czerwca 2014 Kategoria 50-100, Naprawy, Sobotnio

Z wiatrem i pod wiatr.

Nowy łańcuch nadal nie bardzo chce współpracować z kasetą i to pomimo, że jeździłem na trzy łańcuchy i przejechałem niecałe 3500 kilometrów. Postanowiłem wobec tego wrócić do jazdy na starych łańcuchach, przejechać drugie tyle i dopiero wtedy wymienić jedno i drugie. Dokładnie przymierzyłem do siebie wszystkie trzy i okazało się, że jeden z nich jest wyciągnięty o prawie jedno ogniwo, w stosunku do dwóch pozostałych. Wybrałem najkrótszy, wykąpałem go w benzynie, wysuszyłem, założyłem, nasmarowałem i zobaczymy jak będzie się jeździć. Ale powinno być dobrze. A przy zdejmowaniu nowego łańcucha zauważyłem, że w miejscu zakucia już prawie rozeszły się ogniwa, bo za płytko, albo za głęboko wcisnąłem pin. Dobrze, że się za to wziąłem, bo w trasie bym miał kłopot jak by się rozerwał. Zdjąłem więc jedno ogniwo i wrócę do sprawdzonego systemu łączenia na spinkę, to przy moich umiejętnościach zdecydowanie bardziej niezawodny sposób. Nie zmienia to jednak faktu, że chcę robić samodzielnie coraz więcej rzeczy przy rowerze i sprawia mi to satysfakcję. Muszę zacząć kompletować narzędzia.

Był Ruch, był IPN, będzie...?
Był Ruch, był IPN, będzie...? © yurek55
Nogi i kondycję trenuję nie tylko na rowerze. Po schodach chodzimy już 19 dni.

Nowe drzwi od windy
Drzwi już są na wszystkich piętrach © yurek55
  • DST 51.16km
  • Czas 02:13
  • VAVG 23.08km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 18 czerwca 2014 Kategoria <50, kurierowo, Naprawy

Krótka przejażdżka powypadkowa

Po wczorajszym zderzeniu z samochodem i szorowaniu po asfalcie nie odczuwam żadnych dolegliwości, typu siniaki czy potłuczenia, więc nie widziałem powodu, by dziś się nie przejechać choć kawałek. Na więcej nie miałem czasu bo monter z kablówki przyszedł instalować dekoder telewizji cyfrowej i trochę mu się zeszło. A potem mnie tyle samo, żeby spisać na kartce numery ponad stu programów. Inaczej tego nie da się ogarnąć, przynajmniej na początku trzeba mieć pod ręką spis.
Zanim wyjechałem założyłem wczoraj zakupiony łańcuch i przy okazji wypróbowałem zakupiony  jakiś czas temu skuwacz. Dał radę. Kaseta protestuje, czasem przeskakuje, ale trzeba trochę kilometrów przejechać i się ułoży. W przyszłości jednak poważnie zastanowię się nad wariantem bestiaheniu - czyli jeździć i nic nie robić.
A co do samej jazdy, to tylko odebrałem z Marynarskiej tablet i naokoło wróciłem do domu z małym przystankiem na glinkach.
Jak widać, tłumów nie ma. Za to na niebie, chemitrails.

Basen na Szczęśliwicach
Basen na Szczęśliwicach © yurek55

  • DST 18.62km
  • Czas 00:59
  • VAVG 18.94km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 17 czerwca 2014

Drugie potrącenie

I znów leżałem na jezdni potrącony przez samochód i drugi raz za kierownicą siedziała kobieta. Czy to jakiś nowy sposób na podrywanie rowerzystów? Wydaje mi się, że aż tak atrakcyjny nie jestem?...
A było tak: Jechałem ulicą Puławską w stronę Piaseczna, a tymczasem pani jadąca za mną chciała skręcić w prawo i Południową Obwodnicą Warszawy pojechać sobie do pracy. Pech chciał, że tym samym pasem jechałem i ja, tylko że prosto. Co zrobiła pani? Wyprzedziła mnie oczywiście z lewej strony i skręciła w prawo spychając mnie z toru jazdy i przewracając. A najlepsze było jej tłumaczenie: - Myślałam, że pan też będzie skręcał w prawo!  Ręce opadają...
Potem jeszcze z żalem w glosie i troską pytała, dlaczego ścieżką rowerową nie jechałem, bo oni z mężem też jeżdżą rowerami, ale tylko po ścieżkach (wtedy, jak rozumiem, by mi nie przywaliła), albo, dlaczego prawym pasem nie jechałem - bo nie skręcałem w prawo, proszę pani!  Po kilku minutach utrzymanej w podobnym tonie rozmowy, doszliśmy do porozumienia w sprawie wzywania policji i mogłem pojechać dalej.
Rower przy tym zderzeniu o dziwo nie ucierpiał, jedynie łańcuch mu spadł, a ja?..., no cóż, mogło być gorzej - tak to ujmę. Najwięcej zawdzięczam kaskowi, który spełnił swoje zadanie gdy moja głowa nawiązywała bliski kontakt z asfaltem. Okulary prawie utrzymały się na nosie, tylko nosek się ułamał i oprawka porysowała mi boczną część nosa. Oprócz tego zdarty lewy łokieć, lewe i prawe kolano (trochę się turlałem po asfalcie) i krwotok z nosa. Żadnych złamań, zwichnięć, ani stłuczeń, nawet teraz wieczorem nic nie boli, oprócz obcierek. Czyli nie wszystkie upadki muszą być bolesne w skutkach, ale wolę nie powtarzać i nie sprawdzać. Tylko nie zawsze to od nas zależy, niestety.
PS. Dziękuję koledze na szosie o czerwonych oponach (więcej nie umiem sobie przypomnieć), który jechał za mną i wszystko widział. Zatrzymał się, spytał w czym może pomóc, wspomagał mnie w rozmowie z kierowczynią Citroena (to on uświadomił pani, że ja nie sygnalizowałem zamiaru skrętu w prawo), okazywał troskę, dał chusteczkę do zatamowania krwawienia z nosa. Czułem się w jego towarzystwie trochę pewniej i lepiej. Dziękuję.
PS2. Proszę się nie śmiać z moich umiejętności graficznych, jestem miszczem Painta, wiem.
Czerwona strzałka -mój tor jazdy.
Czarna strzałka - tor jazdy Citroena (dobrze, że to nie ta ciężarówka ze zdjęcia)

Puławska przy POW - miejsce potrącenia
Puławska przy POW - miejsce potrącenia © yurek55
Sprawca - Citroen C1 WJ 68095
Sprawca - Citroen C1 WJ 68095 © yurek55

Fontanny na piaseczyńskim rynku
Fontanny na piaseczyńskim rynku © yurek55
Telefon wypadł z pokrowca i się wyłączył w momencie uderzenia, dopiero na miejscu wyjąłem baterię i to pomogło mu wrócić do żywych.

  • DST 45.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:12
  • VAVG 20.45km/h
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 16 czerwca 2014 Kategoria 50-100, kurierowo, Naprawy

Serwisować, czy nie?

Wreszcie po kilku pochmurnych i deszczowych dniach, słońce pokazało się już od rana w swej pełnej krasie, zapowiadając piękny dzień. Akurat bardzo dobrze się składało, bo miałem do załatwienia kilka spraw i mogłem - co bardzo lubię - połączyć przyjemne z pożytecznym. Najpierw pojechałem do najbliższego Lidla po szybkie i niewielkie zakupy (winda nadal w remoncie) i po powrocie do domu zabrałem się za usprawnianie mojego roweru. Ponieważ znalazłem dawcę, zamieniłem sobie pedały, mostek i chwyty i pojechałem sprawdzić, czy jest lepiej, czy gorzej, czy tak samo. Pedały platformowe z plastiku spełniły moje oczekiwania, są szersze, wygodniejsze, lepiej się trzyma na nich nogę, niż na metalowych oryginalnych poprzednikach. Mostek jest niemal identyczny; wznios ma ten sam, jest minimalnie krótszy, o około jeden - dwa centymetry, tak że trudno mówić o jakiejś zmianie, czy poprawie pozycji. Założone gripy, bez szału, bo ręce drętwieją nadal, ale chyba lepsze od tych gumowych niby-ergonomicznych. No nic, pojeździmy - zobaczymy. 
W serwisie-sklepie rowerowym na ulicy Michalinki w Falenicy, gdzie pojechałem odebrać olej do łańcucha poprosiłem o pomiar rozciągnięcia łańcucha. Przymiar wszedł w ogniwa bez żadnego oporu, co niestety oznacza zużycie i konieczność wymiany - mam nadzieję, że kaseta jeszcze przyjmie. Zobaczymy jutro.
Tu chciałbym się na chwilę zatrzymać. Od początku jeżdżenia tym rowerem postanowiłem oszczędzać kasetę i jeździłem na trzy łańcuchy, wymieniane co około pięćset kilometrów. Czytając opinie na ten temat sądziłem, że dzięki temu do jesieni będę miał spokój z napędem. Tymczasem przejechałem niecałe 3400 kilometrów i wszystkie trzy łańcuchy są wyciągnięte ponad miarę, a co do kasety - na dwoje babka wróżyła. Sądzę, że tyle samo kilometrów bym przejechał nie dotykając się w ogóle do niczego. Czy nie lepiej w takim razie, nie robić absolutnie nic i tylko jeździć? Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Po powrocie przymierzyłem wszystkie trzy łańcuchy do siebie, założyłem ten najmniej wyciągnięty i pojechałem do najbliższego sklepu rowerowego zmierzyć go i ewentualnie kupić nowy. Także i w tym łańcuchu przymiar wpadł w dziury na durch, ale z zakupu zrezygnowałem, bo cenę mi zaśpiewał jakąś z sufitu. Aż zapytałem, czy to z wymianą ta cena - ale nie. Jutro za te pieniądze dwa kupię i jeszcze złotówka mi zostanie.
Zapis trasy włączony z opóźnieniem w miejsce zrobienia zdjęcia, a odcinka porannego i popołudniowego nie ma wcale. Stąd większa różnica kilometrów niż zwykle.
PS. Na Spacerowej pobiłem swój rekord międzyczasów - przejechałem kilometr w 1 min 35 sek, co daje Vśr. na tym odcinku 37,89 km/h !!! Prędkość maksymalną jaką zauważyłem to 44km/h, a może i 45 mi mignęło, ale nie jestem pewien, bo nie wpatrywałem się na zjeździe w licznik, tylko walczyłem o życie... :-)

Ścieżka Kapuścińskiego na Polu Mokotowskim z Jeffsem w tle
Ścieżka Kapuścińskiego na Polu Mokotowskim z Jeffsem w tle © yurek55
  • DST 75.00km
  • Czas 03:29
  • VAVG 21.53km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 14 czerwca 2014 Kategoria <50, Sobotnio

Szybka jazda z deszczem w tle

Jazda dzisiejsza przebiegała pod znakiem podświadomej - i świadomej też - obawy o totalne przemoczenie. Gdy wyjeżdżałem temperatura wynosiła rześkie 13,7°C,  na niebie nisko wisiały ciemne, ołowiane chmury i wiał dość silny wiatr. Stąd można wnioskować, że moje obawy były w pełni uzasadnione, a każdy przejechany "na sucho" kilometr traktowałem jak wygrany los na loterii. Choć tak całkiem "na sucho" to jednak nie było. W powietrzu bowiem unosiły się drobniutkie kropelki wody i w połączeniu z wiatrem dawały odczucie jak na falochronie podczas sztormu. Co ciekawe, krople były tak drobniutkie, że nawet nie moczyły jezdni ani chodników, czy ubrania. Dawały się jedynie poczuć na twarzy, a ja dodatkowo widziałem je na okularach.
Gdy przejeżdżałem przez Śródmieście, kałuże na jezdniach były widocznym śladem niedawnych opadów, a na Palcu Konstytucji zaczęło już nieśmiało słońce wychodzić. Ja jednak konsekwentnie zmierzałem w kierunku domu i dobrze zrobiłem. Deszcz zaczął padać gdy byłem już tak blisko domu, że nawet mi się nie chciało stawać i zakładać kurtki. Jedynie brak błotników jak zwykle zaowocował przemoczeniem najbardziej do tyłu wysuniętej części ciała, ale biorąc pod uwagę to, co działo się później nad Warszawą - miałem jednak sporo szczęścia.
Kościół przy roindzie w Laskach
Kościół przy roindzie w Laskach © yurek55
Kościół Matki Bożej Krółowej Meksyku w Laskach Warszawskich
Kościół Matki Bożej Krółowej Meksyku w Laskach Warszawskich © yurek55
Południowy fragment Placu Konstytucji w Warszawie
Południowy fragment Placu Konstytucji w Warszawie © yurek55


  • DST 46.67km
  • Czas 01:59
  • VAVG 23.53km/h
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 13 czerwca 2014

Sprintersko

Tytuł jest dużym nadużyciem, wiem. Uczestnicy Maratonu Podróżnika mają takie średnie prędkości przelotowe, jak ja maksymalną, więc  ustalmy, że to było sprintersko, jak na MOJE  możliwości. Patrząc na międzyczasy widzę nawet, że jeden kilometr pokonałem w 1:49 co oznacza, że na tym odcinku miałem średnią prędkość ponad 30km/h. Z wiatrem w plecy jeździ się lekko, łatwo i przyjemnie. Z powrotem do szybkiej jazdy dopingowała mnie czarna chmura zapowiadająca pogodowy armagedon, nawet pokropiło trochę na Ursynowie, ale nic więcej. Nie chcąc jednak kusić losu, bo byłem "na krótko" i w dodatku bez kurtki, postanowiłem wrócić do domu.
Mapki są dwie, żeby uwiecznić czas przejazdu do Instytutu

  • DST 22.53km
  • Czas 00:58
  • VAVG 23.31km/h
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl