Wpisy archiwalne w miesiącu
Wrzesień, 2018
Dystans całkowity: | 2209.26 km (w terenie 2.00 km; 0.09%) |
Czas w ruchu: | 98:24 |
Średnia prędkość: | 22.45 km/h |
Liczba aktywności: | 27 |
Średnio na aktywność: | 81.82 km i 3h 38m |
Więcej statystyk |
9...,10...,11... tysięcy kilometrów
Zacząłem miesiąc wrzesień mając dziewiątkę z przodu, kończę z jedenastką. Mowa oczywiście o przejechanych kilometrach, bo ten mój wrzesień zapisze się w annałach bikestatsa. Po bardzo mizernym sierpniu, krzywa na wykresie wystrzeliła w górę i pokazuje 2209 kilometrów. To mój rekordowy miesiąc, z jedenastoma wyjazdami 100+ i najlepszy wynik pierwszych dziewięciu miesięcy roku. Nie zmienia to faktu, że jestem cienki jak Polsilver; na drodze do Góry Kalwarii wyprzedzali mnie wszyscy, a potem było tylko gorzej. Jechało sie koszmarnie ciężko, dopadł mnie jakiś kryzys i turlałem sie po prostu z wielkim trudem, aż doturlałem się do domu.
Tyle na dziś.

Słonecznie, lecz chłodno nad Wisłą © yurek55

Prom dobija do przystani © yurek55

Jabłka czekają na skup © yurek55

Jabłuszko pełne snu © yurek55

Wólka Kosowska © yurek55

Al. Jerozolimskie, w tle WTT (po lewej) i Warsaw Spire © yurek55
Tyle na dziś.

Słonecznie, lecz chłodno nad Wisłą © yurek55

Prom dobija do przystani © yurek55

Jabłka czekają na skup © yurek55

Jabłuszko pełne snu © yurek55

Wólka Kosowska © yurek55

Al. Jerozolimskie, w tle WTT (po lewej) i Warsaw Spire © yurek55
- DST 111.21km
- Czas 05:17
- VAVG 21.05km/h
- Temperatura 13.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 28 września 2018
Kategoria > 100
Nareszcie są! :)
Piątek to dobry dzień wycieczkę do Secymina Polskiego i odwiedzenie Sklepu u Marty. Po trzech nieudanych próbach, udało mi się wreszcie nabyć drogą kupna, bułeczki z nadzieniem z serka mascarpone. W tym tygodniu w sprzedaży są o smaku mascarpone, bo dostawca nie rekomendował pani Marcie tych o smaku owocowym. Też mieliśmy taką znajomą sprzedawczynię w cukierence na dole, która na prośbę o wskazane ciastko mówiła - To nie dla pana:)
I faktycznie, dzisiejsze bułeczki były przepyszne. Najpierw kupiłem cztery, ale tak dobrze weszły, że dokupiłem jeszcze dwie. Tak posilony i wreszcie kulinarnie zaspokojony mogłem wracać. Ale jako że tym razem poraz pierwszy odwróciłem kierunek jazdy, żeby wrócić do domu musiałem się od niego oddalić. Czekało mnie jeszcze kilkanaście kilometrów jazdy na zachód do Śladowa, by tam dopiero skierować się na południe, a potem na wschód. Nie ukrywam, że czekałem bardzo na ten moment, gdy wreszcie wiatr przestanie mi przeszkadzać, a stanie się moim sojusznikiem. To dlatego wybrałem dziś taki kierunek jazdy. No i faktycznie wszystko szło zgodnie z założeniami, ale w okolicach Leszna wiatr zdecydowanie przesadził. Muszę przyznać, że aura napędziła mi porządnego stracha. Do domu miałem ponad trzydzieści kilometrów, krótkie spodnie i cienką koszulkę, żadnej kurki, zaczął padać deszcz i rozpętała się wichura. A ja w szczerym polu. Nic mi innego nie pozostawało, jak tylko uciekać jak najszybciej - i to robiłem. Na szczęście skończyło się tylko na strachu. I poprawieniu kilku rekordów na Stravie, :)

Bułeczki z mascarpone © yurek55

Obszar ochrony ścisłej wilków utworzony w KPN w 1959 roku © yurek55

Wędkarz na środku Wisły © yurek55

Rower przy schodach © yurek55

Podlizywania się rowerzystom ciąg dalszy © yurek55
I faktycznie, dzisiejsze bułeczki były przepyszne. Najpierw kupiłem cztery, ale tak dobrze weszły, że dokupiłem jeszcze dwie. Tak posilony i wreszcie kulinarnie zaspokojony mogłem wracać. Ale jako że tym razem poraz pierwszy odwróciłem kierunek jazdy, żeby wrócić do domu musiałem się od niego oddalić. Czekało mnie jeszcze kilkanaście kilometrów jazdy na zachód do Śladowa, by tam dopiero skierować się na południe, a potem na wschód. Nie ukrywam, że czekałem bardzo na ten moment, gdy wreszcie wiatr przestanie mi przeszkadzać, a stanie się moim sojusznikiem. To dlatego wybrałem dziś taki kierunek jazdy. No i faktycznie wszystko szło zgodnie z założeniami, ale w okolicach Leszna wiatr zdecydowanie przesadził. Muszę przyznać, że aura napędziła mi porządnego stracha. Do domu miałem ponad trzydzieści kilometrów, krótkie spodnie i cienką koszulkę, żadnej kurki, zaczął padać deszcz i rozpętała się wichura. A ja w szczerym polu. Nic mi innego nie pozostawało, jak tylko uciekać jak najszybciej - i to robiłem. Na szczęście skończyło się tylko na strachu. I poprawieniu kilku rekordów na Stravie, :)

Bułeczki z mascarpone © yurek55

Obszar ochrony ścisłej wilków utworzony w KPN w 1959 roku © yurek55

Wędkarz na środku Wisły © yurek55

Rower przy schodach © yurek55

Podlizywania się rowerzystom ciąg dalszy © yurek55
- DST 143.00km
- Czas 06:07
- VAVG 23.38km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Rejterada przed wiatrem
Kolejne tłuczenie kilometrów na tej samej trasie. Za mostem na Jeziorce w Obórkach, złapałem koło jakiegoś kolesia i dowiozłem się za nim do Gassów. Ponad pięć kilometrów ze średnią powyżej 30 km/h, dokładnie 30,7 km/h i jest to mój nowy PR na tym segmencie. Potem skręciłem na zachód w stronę Konstancina i dostałem taki wmordewind, że po kilkuset metrach zawróciłem. Jak sobie pomyślałem, że czeka mnie tyle piłowania pod wiatr pomyslałem: - Za jakie grzechy?
Całkiem jak ten pan z hipkowej rekacji z MPP. który ich dopytywał, gdzie tak nagrzeszyli, że taką pokutę dostali.
Tak więc zamiast zmagać się z przeciwnym wiatrem, zmagałem się z wiatrem bocznym, co jest nieporónywanie łatwiejsze. W Gassach na przystanku pozbyłem się jednej z dwóch warstw odzieży, bo jednak zrobiło się za ciepło na podkoszulkę.
Na tym przystanku.

No a więcej to już nie ma o czym pisać.
Pod spodem droga z Łęgu do Ciszycy

A to już na Żwirki i Wigury

Na koniec mapka trasy
Całkiem jak ten pan z hipkowej rekacji z MPP. który ich dopytywał, gdzie tak nagrzeszyli, że taką pokutę dostali.
Tak więc zamiast zmagać się z przeciwnym wiatrem, zmagałem się z wiatrem bocznym, co jest nieporónywanie łatwiejsze. W Gassach na przystanku pozbyłem się jednej z dwóch warstw odzieży, bo jednak zrobiło się za ciepło na podkoszulkę.
Na tym przystanku.

No a więcej to już nie ma o czym pisać.
Pod spodem droga z Łęgu do Ciszycy

A to już na Żwirki i Wigury

Na koniec mapka trasy
- DST 63.00km
- Czas 02:52
- VAVG 21.98km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Gassy przed obiadem, po południu
Straciłem nieco wrześniowy rozpęd przez te dwa dni przerwy, wczoraj i przedwczoraj, a niewiele brakowało i dziś też bym nie wsiadł na rower. Po całym poranku i przedpołudniu, spędzonym w samochodzie na zakorkowanych ulicach Warszawy i to pod presją zdążania na okresloną godzinę, nic mi się już nie chciało. Tak się jednak szczęśliwie złozyło, że zanim zdążyłem zalec na kanapie, znnalazł się naciagany pretekst, by pojechac do córki do Piaseczna. Potraktowałem to jako zrządzenie losu i szybko, żeby się nie rozmyslić, wyjechałem z domu. Wiatr w mieście nie jest aż tak bardzo dokuczliwy, a za miastem trzeba tylko znaleźć optymalne przełożenia i przyjąć pozycję aero. No i nie patrzeć na prędkość. Za to na drugiej przyprostokątnej, tej na zachód, patrzyłem często i z satysfakcją. Do szybszej jazdy dopingowały mnie ciemne, nisko wiszące chmury, które wzięły się nie wiadomo skąd. Całe przedpołudnie świeciło słońce, więc nie brałem żadnej kurtki i teraz obawiałem się zmoknięcia. Tym bardziej, że miałem gołe nogi, wiał wiatr i było dość chłodno. Drugim powodem był prawie rozładowany telefon i obawa, że znowu nie zarejestruje całej trasy - a trzecim, czekający obiad. Wszystko dobrze się skończyło i moje obawy były niepotrzebne. Na obiad zdążyłem, deszczu uniknąłem, prądu w telefonie wystarczyło. Tylko zdjęć nie ma. Przy niskim poziomie baterii aparat się nie włącza. Dlatego dziś z internetu.

PS. Można już jechać Prętową, skończyli i położyli nowy asfalt.

PS. Można już jechać Prętową, skończyli i położyli nowy asfalt.
- DST 63.60km
- Czas 02:45
- VAVG 23.13km/h
- Temperatura 13.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 23 września 2018
Kategoria całe NIC
Po uliczkach Piaseczna i Zalesia
W ubiegłym tygodniu zabrałem z Piaseczna i zawiozłem do naprawy koła od Gianta. Całego roweru nie było sensu wozić, skoro tylko piasty wymagały serwisu. No i dziś po zamontowaniu do roweru przejechałem się kawałek zobaczyć jak jeździ. Okazało sie, że nadspodziewanie dobrze. Nic nie stuka, nic nie puka, nie skrzypi, przerzutki działają płynnie, grube opony fajnie wybierają nierówności i nawet sztywny widelec nie przeszkadza. Kilka uliczek było bez asfaltu i też dawało radę.
- DST 4.50km
- Czas 00:15
- VAVG 18.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Aktywność Jazda na rowerze
Poranek na rowerze
Wstałem na tyle wczesnie, że do jedenastej zdążyłem objechać Gassy i Piaseczno. W drodze pokropiło mnie troszkę, ale prawdziwy deszcz spadł dużo później, dopiero wieczorem. I pada nadal.

Droga serwisowa łącząca Paluch z Aleją Krakowską; po prawej lotnisko, po lewej Trasa S2

Droga serwisowa łącząca Paluch z Aleją Krakowską; po prawej lotnisko, po lewej Trasa S2
- DST 65.00km
- Czas 02:45
- VAVG 23.64km/h
- Temperatura 13.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 22 września 2018
Kategoria > 100, Gassy, Piaseczno/Ursynów
Niespodzianka w Cieciszewie
Skończyło się lato i skończyły letnie upały, a wręcz zrobiło się chłodno. Ubrałem sie więc stosownie do temperatury w koszulkę z długim rękawem i nogawki, a dodatkowo do kieszonki włożyłem swoją ultralekką kurtkę - trzepotkę. Tym razem obrałem kierunek na Gassy z zamiarem przedłużenia do Góry Kalwarii i może odwiedzenia córki w drodze powrotnej. W drodze jak zwykle napotkałem wielu rowerzystów i jedną większą ustawkę, ale prawdziwa niespodzinka czekała mnie w Cieciszewie. Dla tych co nie wiedzą, to miejscowość na trasie, którą wszyscy gassowi kolarze muszą mijać po drodze. Dziś firma Bike Expo zorganizowała tam punkt żywieniowy, taki kolarski bufet. Zapraszali wszystkich po kolei i ja też się zatrzymałem. Dostałem banana, dobrą kawę i posłuchałem rozmów o wyścigach i innych ciekawych wydarzeniach kolarskich. Większość znała się z różnych ustawek i imprez, ale i ja stojąc tam czułem się częścią tego środowiska. Choć tylko przez fakt posiadania roweru sziosowego. :) Zapytałem rzecz jasna, z jakiej to okazji: - Z okazji zakończenia letniego sezony rowerowego - usłyszałem. "A jutro będziemy z okazji rozpoczęcia jesiennego sezonu rowerowego". Było bardzo sympatycznie.
Co do pogody to było i gorąco i zimno i deszczowo i - przede wszystkim - bardzo wietrznie! Wiatr z zachodu czasem pomagał, czasem przeszkadzał, ale na pewno wychładzał. Nogawki zdjąłem jeszcze na postoju w Cieciszewie, ale kurtkę zakładałem i zdejmowałem chyba ze trzy razy.

Poczęstunek, rozmowy, spotkania w Cieciszewie © yurek55

Tomek i Artur(?) obsługa bufetu © yurek55

Wieża do ćwiczeń dla strażaków w Górze Kalwarii © yurek55

Enduro na budowie obwodnicy © yurek55 Po prawej na górce szykują się do zjazdu

Tymczasowy tor motocrossowy © yurek55

Do biegu, gotowi, start! © yurek55
Co do pogody to było i gorąco i zimno i deszczowo i - przede wszystkim - bardzo wietrznie! Wiatr z zachodu czasem pomagał, czasem przeszkadzał, ale na pewno wychładzał. Nogawki zdjąłem jeszcze na postoju w Cieciszewie, ale kurtkę zakładałem i zdejmowałem chyba ze trzy razy.

Poczęstunek, rozmowy, spotkania w Cieciszewie © yurek55

Tomek i Artur(?) obsługa bufetu © yurek55

Wieża do ćwiczeń dla strażaków w Górze Kalwarii © yurek55

Enduro na budowie obwodnicy © yurek55 Po prawej na górce szykują się do zjazdu

Tymczasowy tor motocrossowy © yurek55

Do biegu, gotowi, start! © yurek55
- DST 102.35km
- Czas 04:29
- VAVG 22.83km/h
- Temperatura 14.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 21 września 2018
Kategoria > 100
Bardzo duży Kampinos i bułeczki z czekoladą
Nie mam szczęścia do bułeczek z serkiem mascarpone. Już któryś raz z kolei w Secyminie brakuje sztandarowego wyrobu. Dziś zadebiutowały bułeczki z czekoladą i choć były bardzo smaczne, to jednak nie to, co nadzienie serkowe o smaku owocowym. Choć właściwie ostatnio jadłem z rabarbarem, a to chyba nie owoc? No, mniejsza... Dla degustacji nowego smaku oraz uzupełnienia bilansu energetycznego i płynów, zamówiłem sześć sztuk i litr coli. To chyba górny pułap, jaki daję radę zjeść bez męczenia się, czyli odczuwając przyjemność z jedzenia. Potrzebowałem tego wzmocnienia, bo przejechałem ponad 90 kilometrów na jednym bidonie wody. Solidnie posilony wyruszyłem w droge powrotną, wykorzystując najpiękniejsze - dla rowerzystów - fragmenty dróg. Dodatkowo, jazda przez Puszczę Kampinoską ochroniła mnie przed niedobrym wiatrem. W puszczańskiej wsi Wiersze, gdy chciałem zrobić zdjęcie, telefon zakomunikował rezerwę prądową, czyli ostatnie 15% życia baterii. Nie chciałem by mój życiowy dystans nie został udokumentowany, ale wpływu na to nie miałem. Niestety w domu okazało sie, że już nie żyje i tylko nie wiadomo było, jak dawno umarł. Okazało się, że przy Szpitalu Bielańskim, a po wyeksportowaniu niedokończonego śladu do Stravy, zginęło tylko dwa kilometry, ufff... :)
A tak wogóle, to dystans nie zrobił na mnie wrażenia. Czas na kolejne wyzwania.
Kilometry i czas podaję z licznika.
Zdjęcia:
Pierwsze dla Morsa, bo się upominał kiedyś. ;)

Sprzedawczynie w Secyminie © yurek55

W tym tygodniu z czekoladą © yurek55

Konsumpcja na miejscu © yurek55

Ostatnia bułeczka, widać że smakowało © yurek55

Kościół w Brochowie kolejny raz gości na moim blogu © yurek55

W hołdzie bohaterom bitwy nad Bzurą © yurek55

Most na rzece Bzura © yurek55

Narodowy Instytut Fryderyka Chopina © yurek55

Coś kwitnie na żółto, ale nie wiem co © yurek55

Rzeka Bzura, ale już z innego mostu © yurek55

Ujęcie wody oligoceńskiej, rowerowe tankstelle © yurek55
I na koniec pewne ogłoszenie. Nie tak dawno u morsa była oferta z jakiejś miesciny, gdzie mieszkanie kosztowało taniej niz to miejsce parkingowe.

Sprzedam miejsce parkingowe w budynku za 24 tys zł © yurek55
A tak wogóle, to dystans nie zrobił na mnie wrażenia. Czas na kolejne wyzwania.
Kilometry i czas podaję z licznika.
Zdjęcia:
Pierwsze dla Morsa, bo się upominał kiedyś. ;)

Sprzedawczynie w Secyminie © yurek55

W tym tygodniu z czekoladą © yurek55

Konsumpcja na miejscu © yurek55

Ostatnia bułeczka, widać że smakowało © yurek55

Kościół w Brochowie kolejny raz gości na moim blogu © yurek55

W hołdzie bohaterom bitwy nad Bzurą © yurek55

Most na rzece Bzura © yurek55

Narodowy Instytut Fryderyka Chopina © yurek55

Coś kwitnie na żółto, ale nie wiem co © yurek55

Rzeka Bzura, ale już z innego mostu © yurek55

Ujęcie wody oligoceńskiej, rowerowe tankstelle © yurek55
I na koniec pewne ogłoszenie. Nie tak dawno u morsa była oferta z jakiejś miesciny, gdzie mieszkanie kosztowało taniej niz to miejsce parkingowe.

Sprzedam miejsce parkingowe w budynku za 24 tys zł © yurek55
- DST 162.00km
- Czas 06:59
- VAVG 23.20km/h
- Temperatura 30.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 20 września 2018
Kategoria 50-100, Piaseczno/Ursynów
Kurierka
Dwa wyjazdy kurierskie; pierwszy północ - południe, drugi, wschód - zachód. Ten pierwszy środkiem Warszawy, od Hali Marymonckiej do Piaseczna, powrót przez południowe wioski. Drugi na Gocław i powrót przez Mokotów. Szczerze mówiąc zdecydownie gorzej i trudniej, choć zdecydowanie krócej. No i ten podjazd Dolną do Puławskiej w korku samochodowym...
Ale co mialem zrobić, zrobiłem.

Pierwszy wyjazd, mural na Służewcu

Jakiś Michał i Karolina wierzą w miłość zamkniętą na kłódkę z łańcuchem


Te trzy powyżej z drugiego wyjazdu. Widok na Warszawę z Mostu Siekierkowskiego
Na koniec zamieszczam screen z moich PR na segmentach Stravy: przed, na i za Mostem Poniatowskiego.

PS.
Nie mogę udostępniać mapki ze Stravy, nie chce się wygenerować link do osadzenia na blogu. Wczoraj też. Nie wiecie co się dzieje?
Ale co mialem zrobić, zrobiłem.

Pierwszy wyjazd, mural na Służewcu

Jakiś Michał i Karolina wierzą w miłość zamkniętą na kłódkę z łańcuchem


Te trzy powyżej z drugiego wyjazdu. Widok na Warszawę z Mostu Siekierkowskiego
Na koniec zamieszczam screen z moich PR na segmentach Stravy: przed, na i za Mostem Poniatowskiego.

PS.
Nie mogę udostępniać mapki ze Stravy, nie chce się wygenerować link do osadzenia na blogu. Wczoraj też. Nie wiecie co się dzieje?
- DST 83.00km
- Czas 03:53
- VAVG 21.37km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Z kolegą, acz nie do końca
Zostawiłem Krzyśka, zresztą na jego wyraźną prośbę, w Zaborowie. Reszta wpisu wieczorem.
Wieczorem.
Po wczorajszym bajabongo łamanym przez pitu-pitu, dziś chciałem normalnie pojeździć. Byłem w pełni przekonany, że Krzysztof spokojnie da radę przejechać 70 - 80 kilometrów i nie będzie odstawał z tyłu. Wywiozłem go więc na zachodnie wioski i spokojnie jechaliśmny razem, aż dojechaliśmy do Kampinosu. Prawdę mówiąc nie zamierzałem aż tak daleko jechać, ale zagapiłem się na skrzyżowaniu i nie skręciliśmy na Leszno. W Kampinosie zrobiliśmy krótki popas na picie, jedzenie i ochłodę pod pompą. Pocieszyłem kolegę, że już wracamy i że teraz będzie już wiatrem - i ruszyliśmy. Do Leszna jechalismy razem, ale później Krzysztof zaczął zostawać i zostawać, aż straciłem go z oczu. Nieco zaniepokojony zatrzymałem się na poboczu, ale gdy dojechał kazał mi się nie przejmować, tylko jechać swoje.Do Zaborowa dojechaliśmy razem, a dalej on pojechał prosto, a ja skręciłem na Mariew i potem Traktem Królewskim i dalej stałą trasą do Babic i przez Latchorzew do Warszawy.
PS.
Krzysztof dojechał do domu szczęśliwie i chce nadal jeździć ze mną.

W Kampinosie fotografowałem zawsze fontannę, albo kościół. Tego krzyża nie pamiętam, czy kiedyś był na blogu. Postawiono go w dziesiatą rocznicą odzyskania niepodległości staraniem Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej.

A w babicach pierwszy raz skorzystałem z poidełka, bo pierwszy raz je zauwazyłem. Nie jest łatwo zaspokoić pragnienie z tego urządzenia - brakuje jednej reki, albo naczynia do nabrania wody. :)

Wieczorem.
Po wczorajszym bajabongo łamanym przez pitu-pitu, dziś chciałem normalnie pojeździć. Byłem w pełni przekonany, że Krzysztof spokojnie da radę przejechać 70 - 80 kilometrów i nie będzie odstawał z tyłu. Wywiozłem go więc na zachodnie wioski i spokojnie jechaliśmny razem, aż dojechaliśmy do Kampinosu. Prawdę mówiąc nie zamierzałem aż tak daleko jechać, ale zagapiłem się na skrzyżowaniu i nie skręciliśmy na Leszno. W Kampinosie zrobiliśmy krótki popas na picie, jedzenie i ochłodę pod pompą. Pocieszyłem kolegę, że już wracamy i że teraz będzie już wiatrem - i ruszyliśmy. Do Leszna jechalismy razem, ale później Krzysztof zaczął zostawać i zostawać, aż straciłem go z oczu. Nieco zaniepokojony zatrzymałem się na poboczu, ale gdy dojechał kazał mi się nie przejmować, tylko jechać swoje.Do Zaborowa dojechaliśmy razem, a dalej on pojechał prosto, a ja skręciłem na Mariew i potem Traktem Królewskim i dalej stałą trasą do Babic i przez Latchorzew do Warszawy.
PS.
Krzysztof dojechał do domu szczęśliwie i chce nadal jeździć ze mną.

W Kampinosie fotografowałem zawsze fontannę, albo kościół. Tego krzyża nie pamiętam, czy kiedyś był na blogu. Postawiono go w dziesiatą rocznicą odzyskania niepodległości staraniem Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej.

A w babicach pierwszy raz skorzystałem z poidełka, bo pierwszy raz je zauwazyłem. Nie jest łatwo zaspokoić pragnienie z tego urządzenia - brakuje jednej reki, albo naczynia do nabrania wody. :)

- DST 102.50km
- Czas 04:20
- VAVG 23.65km/h
- Temperatura 28.3°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze