Informacje

  • Wszystkie kilometry: 137259.46 km
  • Km w terenie: 2414.65 km (1.76%)
  • Czas na rowerze: 291d 06h 20m
  • Prędkość średnia: 19.59 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl ... i w latach poprzednich

AD 2023 button stats 
bikestats.pl

AD 2022 button stats 
bikestats.pl

AD 2021 button stats 
bikestats.pl

AD 2020 button stats 
bikestats.pl

AD 2019 button stats 
bikestats.pl

AD 2018 button stats 
bikestats.pl

AD 2017 button stats 

bikestats.pl

AD 2016 button stats 

bikestats.pl

AD 2015 button stats 

bikestats.pl                   AD 2014 button stats 

bikestats.pl                   AD 2013 button stats 

bikestats.pl                   AD 2012 button stats 

bikestats.pl                  AD 2011 Gminobranie



Pogoda na rower

Pogoda Warszawa

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy yurek55.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2017

Dystans całkowity:690.94 km (w terenie 1.00 km; 0.14%)
Czas w ruchu:34:56
Średnia prędkość:19.78 km/h
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:53.15 km i 2h 41m
Więcej statystyk
Czwartek, 26 października 2017 Kategoria <50

Siodełka

Niewiele tych kilometrów i na dodatek na raty, a do tego drugi odcinek się nie zapisał i nawet nie wiem dlaczego. Po pauzie machinalnie włączyłem nagrywanie, nawet nie patrząc, czy mam fixa i czy się włączyło. Dlatego dziś będzie bez mapy. 
Zakończyłem etap testów siodełka Selle SMP od  Vukiego, ale ja się chyba na testera nie nadaję. No bo co można o siodełku napisać? Przejechałem trzysta parę kilometrów,w tym jedną wycieczkę powyżej setki - i wiem jedno. Na każdym siodełku, po czterech godzinach jazdy zaczynam szukać wygodniejszej pozycji. Dziś przejechałem za mało, żeby coś o kolejnym siodełku powiedzieć. Teraz na tapecie jest Kellys KLS Apex.
Dodam jeszcze na koniec, że efektem tego kombinowania z siodełkami, jest ból w przedniej części kolana podczas schodzenia ze schodów. :(


                                                                                    Przebudowa Lazurowej

  • DST 35.00km
  • Czas 02:01
  • VAVG 17.36km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Sprzęt Bystry Baranek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 października 2017 Kategoria 50-100

Pogoda dobra, tylko ubiór niewłaściwy

Jako że od chłodów przedwiośnia minęło pewni z pół roku, zapomniałem jak należy się ubierać przy temperaturze 6°C i chłodnym wiaterku. Wiatróweczka i kolarska koszulka okazały się zbyt słabą ochroną przed przewiewaniem, a zamiast nogawek, też mogłem długie spodnie kolarskie włożyć. Również dłonie z czasem zaczęły marznąć, choć rękawiczki miałem pełne, a nawet stopy w kolarskich butach. Nie wiem co będzie później, bo o ile mogę się ubrać cieplej, to dłonie i stopy pozostaną moją piętą achillesową. 
Dłonie i stopy - piętą, hahahaha.
Na drogach Republiki Rowerowej Gassy pustki, zaledwie czterech rowerzystów spotkałem od Wilanowa.

Zimno. Ciemno. Ponuro. 






  • DST 69.30km
  • Czas 03:19
  • VAVG 20.89km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Sprzęt Bystry Baranek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 20 października 2017 Kategoria <50

Wieczorna jazda - niedobra jazda

Pisałem już, że nie lubię jeździć po ciemku?  No to nie lubię. 
Strava
  • DST 23.30km
  • Czas 01:16
  • VAVG 18.39km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Sprzęt Bystry Baranek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 18 października 2017 Kategoria z kolegą, > 100

Niewidzialny człowiek kontra Sawa Taxi

Było tak. Jechaliśmy w stronę Ursynowa ulicą Wołoską, jak najbardziej przepisowo, po śmieszce rowerowej. Gdy na skrzyżowaniu z Domaniewską "przeskoczyła" na drugą stronę, dalej pojechaliśmy jezdnią. Po chwili, tuż przed wjazdem na jakiś korporacyjny parking, wyprzedziła mnie taksówka i przed nosem skręciła w prawo. Zdążyłem lekko odbić kierownicą , by nie walić w nią centralnie przednim kołem i już leżałem na ziemi. Krzysiek jechał z tyłu i zdążył wyhamować. Pierwsze co zauważyłem po podniesieniu się, to kapiąca krew z opuszka palca. W tym czasie taksówkarz wyskoczył z auta tak przejęty i spanikowany, że o mało nie płakał. Wielokrotnie jak katarynka powtarzał: "nie widziałem pana, przepraszam..., przepraszam, nie widziałem..., przepraszam", aż mi się go szkoda zrobiło. Coś tam jeszcze wspominał o swoim pasażerze, którego właśnie dowiózł już prawie do pracy, tłumaczył, że Krzyśka widział, a mnie nie widział, no, powiem szczerze, nie widziałem tak roztrzęsionego człowieka.  Poprosiłem o apteczkę by jakoś zatamować krwawienie, ale jak próbował mi zrobić opatrunek, to tak mu ręce latały, że w końcu sam sobie zawinąłem palec. Dopiero potem sprawdziłem rower, a że uszkodzeń nie było, a mnie po zabandażowaniu krew już nie leciała i też byłem gotów do jazdy, kazałem mu w końcu jechać. Szkoda mi było czasu na słuchanie podziękowań, bo czekała nas daleka podróż.
....
Teraz wieczorem, na spokojnie, mogę zrobić podsumowanie. Oprócz przyciętego palca, który mocno zsiniał i spuchł  - ale nie jest złamany, dodatkowo mam lekkie otarcie na lewym łokciu, chyba uderzyłem lewą stroną kasku o asfalt i lewym półdupkiem, bo coś czuję.  A tak, wszystko w porządku.  To trzeci raz gdy leżałem potrącony przez samochód i zawsze było tak samo. Tylko wtedy za kierownicą siedziały kobiety, co w jakiś sposób tłumaczyło te zdarzenia. Ale teraz naprawdę wypada uwierzyć, że staję się czasem niewidzialny. Gdybym tylko nauczył się kontrolować tę niewidzialność, to dopiero by się działo! 
....
...
...
Na koniec najważniejsze. Siodełko od  Vukiego nie ucierpiało. Żadnych uszkodzeń ani otarć! :D
A teraz zdjęcia: 

W Górze Kalwarii z "Dziadkiem" i Tribanem


  Sanktuarium w Pieczyskach.
Więcej zdjęć nie robiłem bo  są w tym wpisie. A o historii Sanktuarium zainteresowani dowiedzą się z linku udostępnionego przez malarza w komentarzu.


Przydrożne wierzby rosochate

Strażacy opatrują kierowczynię - oni zawsze są pierwsi

                                                                                             A to koreczek
Pewnie tutaj kierowca też czegoś nie widział, jak ten taksówkarz rano na Wołoskiej. :) 
Niechętnie, ale linkuję do  informacji o kolizji. ;) 
PS. Kilometry się trochę nie zgadzają, bo rejestrację włączyłem dopiero przy działkach na Rostafińskich. Widać i na filmie i na stravie.


height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/1236050877/embed/bde0b12ae69855f2c2fb74921ce20d378d797cd0">
  • DST 113.00km
  • Czas 05:11
  • VAVG 21.80km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Bystry Baranek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 17 października 2017 Kategoria z kolegą, 50-100

Spacerkiem po Warszawie

Wczoraj wieczorem nieoczekiwanie zadzwonił do mnie kolega Krzysztof z propozycją wspólnej przejażdżki. Od naszej ostatniej wycieczki upłynęło już ponad półtora miesiąca i myślałem, że może woli sam jeździć? Okazało się, że rok temu wyznaczono mu termin na operację oka na Szaserów i dlatego się nie odzywał. Już jest po zabiegu i rekonwalescencji i odezwał się chętny i gotowy do wspólnej jazdy. Dziś chciał sprawdzić coś na Bartyckiej i coś tam mówił o Kopcu Czerniakowskim, zwanym też Kopcem Powstania Warszawskiego. Postanowiłem przychylić się do jego sugestii i zaproponowałem spokojną jazdę po Warszawie. Na dłuższą wycieczkę i tak nie miałem czasu, musiałem jechać po Dominikę do Piaseczna i przywieźć ją do ortodonty na kontrolę aparatu. Kiedy już jechaliśmy Bartycką rozglądaliśmy się uważnie szukając tej drogi na Kopiec, ale bez rezultatu. Widzieliśmy go ciąglę, a wejścia jak nie było, tak nie było. W końcu jak już go objechaliśmy niemal dookoła, spytałem człowieka i on nam wytłumaczył jak znaleźć ten wjazd.  Początkowy, króciutki odcinek rzeczywiście da się podjechać, a dalej na szczyt prowadziły wygodne schody. Nota bene ktoś założył tam nawet segment na Stravie; mój wynik 4:05, KOM - 0:30, QOM - 0:48. Pierwszy raz byłem tam na górze i trochę czasu nam zeszło, zanim się napatrzyliśmy na Warszawę z tej perspektywy. Powietrze nie było jeszcze zbyt przejrzyste, bo słońce nie zdążyło jeszcze osuszyć porannych mgieł i oparów, unoszących się z zielonego kobierca u naszych stóp.

"Pamięci Pomordowanych i Poległych w latach 1939 - 1944 Żołnierzy Armii Krajowej Powstańców Warszawskich Mieszkańców Warszawy"

Widok z Kopca na Sadybę
W końcu jednak zeszliśmy na dół i ruszyliśmy w dalszą podróż. Mostów zaliczyliśmy trzy: dwa skrajne normalnie, a Łazienkowski trzy razy. Widać to zresztą na filmiku.  Poziomami dla rowerów stroną południową i północną, a poziomem górnym, dla pieszych, tylko stroną północną.




Na wysokości Spójni zatrzymałem się by popatrzeć na ciężką pracę holowników transportujących jakiś wielki i wcale nieopływowy obiekt pod prąd, zapewne do  Portu Czerniakowskiego. Szło to bardzo powoli, idąc pieszo można by temu zestawowi  dotrzymać tempa. Holownik "Retman IV" ciągnął, "Żubr" - pchał. Doszedłem do wniosku, że to trudna i niebezpieczna praca jest.




Jesień złota
Dalej droga prowadziła bulwarami aż do Mostu Trasy AK, tam kolejna przeprawa, by pokazać nową trasę rowerową i kładkę żerańską.

Ujście Kanału Żerańskiego do Wisły
Powrót koło Huty Warszawa i przez Żoliborz, do Powązek i wzdłuż Trasy do Zachodniego i do domu. Krzysiek pod koniec narzekał na zmęczenie i skurcze mięśni, ale trzymał się dzielnie i nie odstawał z tyłu za bardzo. 

  • DST 51.30km
  • Czas 02:56
  • VAVG 17.49km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Bystry Baranek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 16 października 2017 Kategoria 50-100

Lato wróciło!

Wstałem bardzo wcześnie i pojechałem do Piaseczna, a wróciłem przez Ursynów i Mordor. Te pierwsze czterdzieści kilka kilometrów pokonałem ze średnią prędkością 22 km/h. SAMOCHODEM! Na dodatek ona jest zawyżona jazdą Południową Obwodnicą Warszawy. Fragment od Marynarskiej do Puławskiej jechałem powyżej 100 km/h, gdyby nie to, poranna AVG byłaby jeszcze niższa. Gdy już byłem z powrotem w domu, miałem chwilowy moment zawahania, czy wsiadać na rower, czy lepiej coś poczytać. Szybko jednak się wypędziłem tę niemądrą myśl tym bardziej, że czekały nowe siodełka na testy. Najpierw założyłem to anatomiczne Selle SMP i po chwili, na ulicy, musiałem wyciągać narzędzia i troszkę je opuścić. Jest widocznie grubsze, a jazda z całkowitym wyprostem nogi jest i niewygodna i niezdrowa. Nie lubię zaczynać jazdy od poprawek i napraw, bo jakoś psuje mi to nastrój już na starcie, ale to była konieczność. Trasę układałem sobie patrząc na kierunek wiatru i na początek pojechałem na południe, by potem przez Nadarzyn i Piaseczno pojechać do Gassów i wrócić z wiatrem. W drodze do Nadarzyna dwukrotnie napotkałem znaki droga bez przejazdu, raz dodatkowo nawet zagrodzoną do połowy jezdnia, tak jak wiadukt na drodze do Raszyna, którym Katana jeździ do pracy. Oczywiście pomimo tej drogowej ściemy można spokojnie tamtędy jechać nie tylko rowerem, ale i samochodem. Zapewne to kwestia odbiorów technicznych lub innych proceduralnych przepychanek pomiędzy inwestorem, a wykonawcą. Kiedy dojechałem do Komorowa znowu popełniłem błąd nawigacyjny i wpakowałem się w drogę leśną. Tym razem musiałem troszkę pospacerować z rowerem po lesie.



W Nadarzynie drogowy armagedon na "gierkówce", ale rowerem dało sie przez pasy na drugą stronę przejechać. Na drodze do Piaseczna zgubić się trudno, ale za to niepotrzebnie zjeżdżałem czasami na drogę dla rowerów i to w takich miejscach, gdzie po kilkudziesięciu metrach się kończyły. Chciałem być taki uprzejmy i dbający o kierowców jadących za mną.
W Lesznowoli dużo jest takich dyniowych stoisk.



Na Rynku w Piasecznie na szczęście fontanny jeszcze działają i mogłem zmoczyć chustkę pod kaskiem. Było to potrzebne, bo zaczynała mi już głowa parować całkiem jak w lecie. Bo też i temperatura była dziś całkiem letnia. To wszystko na dziś.








  • DST 83.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 04:12
  • VAVG 19.76km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Bystry Baranek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 13 października 2017 Kategoria <50

Krótki wpis o niczym

W jedną stronę pojechałem nad Wisłą i zdobyłem kilka pucharków od Stravy, w drugą stronę, przez miasta środek, a pucharki zdobyłem w Alejach niepodległości i na ursynowskich drogach rowerowych. To właściwie wszystko. co o dzisiejszej jeździe warto napisać. a gdyby nie strava, to i tego by nie było. :)



  • DST 45.00km
  • Czas 02:14
  • VAVG 20.15km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 12 października 2017 Kategoria <50

Słaba jazda na bujanym rowerze

Ponieważ chwilowo, do niedzieli, nie mieszkam u siebie i nie mam swojego roweru, zamierzałem zrobić przerwę od roweru. Ale kolega Vuki  postarał się, bym nie gnuśniał bezczynnie i zafundował mi kurs do paczkomatu. A skoro już  wyciągnąłem rower i napompowałem opony, to postanowiłem przejechać większy kawałek i jeszcze coś tam po drodze pozałatwiać. Jazda na bardzo miękkich amortyzatorach sprawiała, że czułem się jakbym zamiast siodełka miał fotel na biegunach. a do tego siedziałem wyprostowany jakbym kij połknął. Nie przeszkadzało mi to jednak, bo wycieczkę traktowałem czysto rekreacyjnie, co widać po Avg. Jedynie na zjeździe Książęcą pobiłem życiówkę, ale to był dopiero mój trzeci rejestrowany przez Stravę przejazd - jakoś mi tamtędy nigdzie nie po drodze. 
Jak już odebrałem przesyłkę od Marka, zawiozłem ją do domu i dopiero po rozpakowaniu zobaczyłem, że mam dwa nowe siodełka do testów! Teraz muszę się rzeczywiście zabrać za robotę, bo dopiero kilkaset przejechanych kilometrów da jakiś pogląd o ich wygodzie, a właściwie dopasowaniu do mojej dupy.
Dzięki Marku!
Pierwsze zdjęcie - chryzantemy złociste (choć to nie cmentarz, ani Wszystkich Świętych)

Drugie zdjęcie - "Ranny w lesie", ale nie film, tylko fragment muralu na Żoliborzu

Zdjęcie trzecie - wiadukt kolejowy nad ulicą Wolską

Zdjęcie czwarte - medytacje wiejskiego listonosza

Zdjęcie piąte i ostatnie - Selle SMP 4 bike vs. Kellys KLS Apex





  • DST 48.00km
  • Czas 02:55
  • VAVG 16.46km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 8 października 2017 Kategoria Bez wyjazdu

Filmik zamiast wpisu - wczorajsza jazda

Sobota, 7 października 2017 Kategoria > 100

Październikowa setka - wariant południowy

Po wczorajszej wieczornej wycieczce wiedziałem, że czas na krótkie spodenki i kurteczkę cienką jak pergamin się skończył. Początkowo myślałem o długich spodniach zimowych, ale na szczęście przypomniałem sobie o nogawkach i to był strzał  w dziesiątkę. W kurtce deszczówce z Lidla początkowo się zagrzałem, ale jak przystanąłem przy heliporcie sfocić startujący ultralekki śmigłowiec, to dość szybko ostygłem i już nie narzekałem na kurtkę. Tam też zobaczyłem, że telefon po jedenastu kilometrach zgubił fixa i nie rejestruje trasy. W takich wypadkach pomaga jedynie restart. Dlatego też nie zgadzają się kilometry. Na trasie do Góry Kalwarii napotkałem kilkudziesięciu kolorowo ubranych rowerzystów mknących w peletonach o różnej liczebności. Najliczniejsza ekipa liczyła chyba z dwanaście osób. W Górze Kalwarii chciałem skrócić powrotną drogą i i pojechać przez Konstancin, ale jakoś samo mi się pojechało na Sobików. :) Dalej już nie miałem wyjścia, musiałem jechać jak drogi prowadzą, a te zaprowadziły mnie do Prażmowa i Tarczyna. Niestety jechałem pod wiatr i dużo czasu straciłem, a mieliśmy proszony obiad w planach, więc po dojechaniu do "siódemki" skierowałem się na południe i nie patrząc na hałas, spaliny i tiry, najkrótszą drogą popedałowałem jak najszybciej do domu. Nawet kilka rekordów na tamtych segmentach mi wpadło. 
Na obiad zdążyliśmy spokojnie.
PS. Rękawice z Castoramy zadebiutowały na dzisiejszej trasie i  zdały egzamin.








  • DST 108.00km
  • Czas 05:06
  • VAVG 21.18km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Sprzęt Bystry Baranek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl