Poniedziałek, 29 maja 2017
Kategoria > 100
Nowa trasa, wilczym śladem
Poporosiłem kiedyś Wilka o przesłanie śladu jego pętelki przez Czersk, Chynów i Drwalew i dziś wreszcie przyszedł czas bym ją przejechał. Okolice Góry Kalwarii to bardzo popularny cel, tych troszkę dalszych rowerowych pojeżdżawek, bo te bliższe kończą się w Słomczynie, albo Ciszycy. Mowa tu rzecz jasna o trasach wiodących drogami Republiki rowerowej Gassy. Ja dotychczas z Góry jeździłem na drugą stronę Wisły, albo - ostatnio - trasą dookoła Piaseczna, jak ją nazwała Katana .
Dziś trasa wiodła inaczej. Po przejechania niedużego, około półtora kilometra, kawałka drogą krajową 79 na Sandomierz, skręciłem na Czersk, potem koło kościoła i zamku w dół, z górki na pazurki i znalazłem się w krainie ciszy, spokoju, sadów i dobrego asfaltu. Trzymając się wgranego do telefonu wilczego śladu, pokonywałem kolejne kilometry, a każdy następny kawałek trasy był tak samo urokliwy, jak poprzednie. Piękne, spokojne tereny, minimalny ruch samochodowy, można naprawdę poczuć radość z jazdy. Tylko w miarę pokonywania kolejnych kilometrów rozbiło się coraz goręcej, ale to już nie wina trasy... W Nowym Wągrodnie pożegnałem ślad i skręciłem na Prażmów, a potem w Jazgarzewie przed Piasecznem, znalazłem wreszcie właściwy skrót i kierując się na Lesznowolę, a potem NIE jadąc tak jak podpowiada pierwszeństwo na skrzyżowaniu, tylko prosto, dojechałem do Kolonii Lesznowola. Dalej to już banał, setki razy przemierzyłem tę trasę jadąc do córki, albo wracając od niej.
Jak wspomniałem wyżej, temperatura poczatkowo dość komfortowa, rosła z każdą godziną i już gdzieś od trzynastej zrobił się upał. Wprawdzie wiatr przynosił ochłodzenie, ale na niektórych fragmentach trasy redukował moją predkośc do 15 km/h. Na szczęście zaplanowałem powrót z wiatrem tylnym i tylno - bocznym i w miarę tak było. Włożyłem też mokrą chustkę pod kask, którą dodatkowo moczyłem w Górze Kalwarii w szatni pracowniczej Wodociągów Gminnych. Najpierw szukałem fontanny, ale nie znalazłem na żadnym odnowionym placu, ani skwerze. Następną okazję miałem dopiero w Gołkowie, kiedy to zatrzymałem się przy kompleksie warsztatów samochodowych i poprosiłem o wodę. Dostałem do pustej już butelki po Oshee, wodę z dystrybutora, a ze szlauchu wodę do zmoczenia chustki i przemycia twarzy. Podsumowaując: Wycieczka udana, nowa trasa spełniła z naddatkiem wszystkie moje oczekiwania, a jedyne niewielkie pretensje moge mieć do siebie. Drugi już raz skusiłem się na skręt w lewo, zgodnie z drogowskazem Prażmów, bo jest tam kuszący zjazd w dół. Nie trzeba tego robić, do Jazgarzewa prowadzi też prostsza droga. Piszę to, bo może dzięki temu zapamiętam i za trzecim razem pojadę lepiej.

Sanktuarium w Pieczyskach © yurek55

Sanktuarium w Pieczyskach © yurek55

Upamiętnienie katastrofy smoleńskiej © yurek55

W Drwalewie © yurek55

Kościół w Chynowie, jeden z najstarszych drewnianych © yurek55

Zachowaj Panie od wszelkiego złego 1831 - Pęcław © yurek55

Oto moje dzisiejsze drogi © yurek55

Rowerzyści mogą tylko podziękować © yurek55

Niespełna pół roku po remoncie - poprawki malarskie © yurek55

Wiadukt w Dawidach © yurek55
Jak wspomniałem wyżej, temperatura poczatkowo dość komfortowa, rosła z każdą godziną i już gdzieś od trzynastej zrobił się upał. Wprawdzie wiatr przynosił ochłodzenie, ale na niektórych fragmentach trasy redukował moją predkośc do 15 km/h. Na szczęście zaplanowałem powrót z wiatrem tylnym i tylno - bocznym i w miarę tak było. Włożyłem też mokrą chustkę pod kask, którą dodatkowo moczyłem w Górze Kalwarii w szatni pracowniczej Wodociągów Gminnych. Najpierw szukałem fontanny, ale nie znalazłem na żadnym odnowionym placu, ani skwerze. Następną okazję miałem dopiero w Gołkowie, kiedy to zatrzymałem się przy kompleksie warsztatów samochodowych i poprosiłem o wodę. Dostałem do pustej już butelki po Oshee, wodę z dystrybutora, a ze szlauchu wodę do zmoczenia chustki i przemycia twarzy. Podsumowaując: Wycieczka udana, nowa trasa spełniła z naddatkiem wszystkie moje oczekiwania, a jedyne niewielkie pretensje moge mieć do siebie. Drugi już raz skusiłem się na skręt w lewo, zgodnie z drogowskazem Prażmów, bo jest tam kuszący zjazd w dół. Nie trzeba tego robić, do Jazgarzewa prowadzi też prostsza droga. Piszę to, bo może dzięki temu zapamiętam i za trzecim razem pojadę lepiej.

Sanktuarium w Pieczyskach © yurek55

Sanktuarium w Pieczyskach © yurek55

Upamiętnienie katastrofy smoleńskiej © yurek55

W Drwalewie © yurek55

Kościół w Chynowie, jeden z najstarszych drewnianych © yurek55

Zachowaj Panie od wszelkiego złego 1831 - Pęcław © yurek55

Oto moje dzisiejsze drogi © yurek55

Rowerzyści mogą tylko podziękować © yurek55

Niespełna pół roku po remoncie - poprawki malarskie © yurek55

Wiadukt w Dawidach © yurek55
- DST 119.20km
- Czas 05:42
- VAVG 20.91km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie tak znowu rekreacyjnie, pod Warszawą na lekko to już raczej mocnym tempem jeżdżę. Traska w sumie niezła na szybszą jazdę, w rejonie Warszawy południowe rejony na szosę są chyba najsenowniejsze. Ale generalnie rejon stolicy szosowo jest słabiutki pod względem atrakcyjności, natomiast w terenie wypada dużo lepiej
wilk - 16:40 środa, 31 maja 2017 | linkuj
też poproszę o trasę tej wycieczki katana.01978@gmail.com
Katana1978 - 20:02 wtorek, 30 maja 2017 | linkuj
Jak na Mazowsze to całkiem niezła szosowa trasa, sporo spokojnych dróg z niezłą nawierzchnią, o tej porze roku przez sady się jedzie całkiem przyjemnie.
wilk - 19:31 wtorek, 30 maja 2017 | linkuj
Świetna wycieczka: spokój, dobre asfalty i urokliwe widoki :)
Pieczyska to miejsce urodzenia "ojca polskiego lotnictwa" - Czesława Tańskiego.
Interesująca jest historia Sanktuarium w Pieczyskach:
http://archwwa.pl/parafie/pieczyska-narodzenia-nmp/ malarz - 04:26 wtorek, 30 maja 2017 | linkuj
Komentuj
Pieczyska to miejsce urodzenia "ojca polskiego lotnictwa" - Czesława Tańskiego.
Interesująca jest historia Sanktuarium w Pieczyskach:
http://archwwa.pl/parafie/pieczyska-narodzenia-nmp/ malarz - 04:26 wtorek, 30 maja 2017 | linkuj