Informacje

  • Wszystkie kilometry: 171110.93 km
  • Km w terenie: 2866.65 km (1.68%)
  • Czas na rowerze: 366d 03h 47m
  • Prędkość średnia: 19.44 km/h
  • Więcej informacji.

AD 2026 button stats bikestats.pl ... i w latach poprzednich

AD 2025 button stats bikestats.pl

AD 2024 button stats 
bikestats.pl

AD 2023 button stats 
bikestats.pl

AD 2022 button stats 
bikestats.pl

AD 2021 button stats 
bikestats.pl

AD 2020 button stats 
bikestats.pl

AD 2019 button stats 
bikestats.pl

AD 2018 button stats 
bikestats.pl

AD 2017 button stats 

bikestats.pl

AD 2016 button stats 

bikestats.pl

AD 2015 button stats 

bikestats.pl                   AD 2014 button stats 

bikestats.pl                   AD 2013 button stats 

bikestats.pl                   AD 2012 button stats 

bikestats.pl                  AD 2011 button stats 

bikestats.pl Gminobranie



Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy yurek55.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Niedziela, 18 stycznia 2015 Kategoria <50, przed śniadaniem

Gleba i mgła

Nareszcie po otworzeniu oczu w niedzielny poranek wybrałem rower, a nie wylegiwanie się w łóżku z książką. Już od dwóch miesięcy nie mogłem się do tego zmusić, więc słowo "nareszcie", jest tu w pełni na miejscu. Jednak moja niedzielna jazda zaczęła się dość pechowo. Po niespełna dwóch kilometrach zaliczyłem solidną glebę - i dziś nie był to poślizg na lodzie, a wyłącznie moja nieuwaga. Podniosłem się, postałem chwilę czekając aż przejdzie pierwszy ból kolana i dłoni, którą się podparłem upadając i ponieważ nic groźnego się nie stało, pojechałem dalej. Po pół godzinie jazdy, nie wiadomo skąd i dlaczego, raptem ogarnęła wszystko gęsta mgła, a jazda w tych warunkach zaczęła tracić dla mnie sens. Lubię coś widzieć podczas jazdy, zresztą dlatego nie jeżdżę po ciemku. Niespodziewanie po kilkunastu minutach mgła zaczęła znikać, a po pół godzinie nie było po niej śladu. Czyli w przeciągu godziny przeszliśmy od jasnego dnia, do całkowitego zamglenia i z powrotem do jasnego dnia. Nawet z nieśmiałymi przebłyskami słońca, które wprawdzie w końcu się nie przebiło, ale przynajmniej próbowało. A moja noga wyglądała po powrocie gorzej, niż naprawdę się czuła, a stłuczona dłoń bolała tylko wtedy, gdy trzymałem nią kierownicę. Czyli generalnie wszystko w porządku. Dobrze, że nie mam żadnych drutów w nodze, bo wtedy by mogło być gorzej.
Trasa S-8 we mgle
Trasa S-8 we mgle © yurek55
Nieśmiałe słońce na drodze do Lipkowa
Nieśmiałe słońce na drodze do Lipkowa © yurek55
Pola w Koczargach
Pola w Koczargach © yurek55
Najtaniej w Warszawie
Najtaniej w Warszawie © yurek55
Efekt upadku
Efekt upadku © yurek55
  • DST 43.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 21.50km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 17 stycznia 2015 Kategoria <50, Sobotnio

Po mieście

Mało jeżdżę w styczniu, ale sobota to zawsze dzień rowerowy, więc i dziś te parę kilometrów zrobiłem. Przejechałem się trochę nad Wisłą, zajrzałem na Starówkę, zaliczyłem rowerową Świętokrzyską... Stop! Świętokrzyska po przebudowie zyskała wprawdzie drogi rowerowe i szerokie chodniki dla spacerowiczów, ale ludzie wolą jednak chodzić po asfaltowych ddrkach. Trzy razy musiałem wydzierać się na młodych ludzi, żeby móc przejechać, bo szli całą szerokością w parach albo i trójkach, no załamka. Tak zupełnie bezmyślnie, bezrefleksyjnie widzą symbol roweru pod nogami i nic im to nie mówi?! To dlaczego po jezdni tak nie chodzą!
Choć do domu miałem już niedaleko, trochę zawstydziłem sie mizerności przejechanego dystansu i nadłożyłem nieco drogi, wracając przez Ursynów. Na murze Wyścigów Konnych graficiarze odnawiali, bądź malowali nowe dzieła, trzeba będzie któregoś dnia obejrzeć efekty ich pracy. Nie wiem natomiast - i chyba nie chcę wiedzieć - jak ich organizmy, a szczególnie płuca, znoszą kontakt z lakierami w sprayu. Ja przejechałem tylko parę metrów, w tych śmierdzących i zapewne toksycznych oparach, a oni? Nawet masek nie zakładają, pewnie te są tylko dla mięczaków.
Trasa dziś w dwóch kawałkach, bo chciałem zrobić panoramiczne zdjęcie moim telefonem i coś mi się niechcący nacisnęło. Jak  chciałem wznowić rejestrację, to zobaczyłem, że poprzedni fragment już się zapisał i trzeba zaczynać od nowa. 

Nad Wisłą
Nad Wisłą © yurek55
Panorama z Gnojnej Góry
Panorama z Gnojnej Góry © yurek55
Pomnik Siłacza dłuta Stanisława Czarnowskiego
Pomnik Siłacza dłuta Stanisława Czarnowskiego © yurek55
Kamienice na Brzozowej
Kamienice na Brzozowej © yurek55
Most na Wiśle
Most na Wiśle © yurek55
Ślizgawka na Rynku Starego Miasta
Ślizgawka na Rynku Starego Miasta © yurek55






  • DST 43.88km
  • Czas 02:15
  • VAVG 19.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 13 stycznia 2015

Uff, jak gorąco!

Miałem do załatwienia kilka spraw na mieście, a to mnie najlepiej motywuje do jazdy. Pierwsza, blisko domu, druga w Śródmieściu, trzecia na Bródnie i czwarta na Tarchominie. Wycieczka zapowiadała się całkiem przyjemnie, deszcz juz nie padał i tylko kałuże na jezdniach trochę przeszkadzały. Potem doszedł do tego jeszcze jeden problem. Z każdą godziną i kilometrem było mi coraz bardziej gorąco, czułem pot na brzuchu i plecach, a nie miałem jak się rozebrać. Ostatkiem rozsądku powstrzymywałem sie od zrobienia półstriptisu na środku drogi, w końcu to styczeń i mogliby mnie do wariatkowa zabrać. A tak naprawdę, to mam za dużo lat, by spocony tors wystawiać na działanie styczniowego wiatru. Ale gdy dojechałem do warsztatu na Arkuszowej, który w sobotę udzielił mi schronienia przy wymianie dętki, uznałem, że dość tego. Zapytałem, czy nie będzie przeszkadzać jak się rozbiorę i wreszcie z wielką ulgą i radością pozbyłem się podkoszulki termicznej. Dalej juz pojechałem w samej koszulce i kurtce - i to było optymalne odzienie na dzisiejszą temperaturę. Choć w sumie w nogi też mi było ciepło, więc wydaje się, że dziś można by jechać nawet w krótkich spodenkach i też by było dobrze. I wiatrówka też by wystarczyła, zamiast softshelu. Jeziorko Szczęśliwickie
Jeziorko Szczęśliwickie © yurek55

Koszyki
Koszyki © yurek55

Ulica Foksal
Ulica Foksal © yurek55

Zamek Królewski w Warszawie
Zamek Królewski w Warszawie © yurek55

Przejaśnia się
Przejaśnia się © yurek55

Jagielońska 55 zaplanowany termin zakończenia-wrzesień 2016
Jagielońska 55 zaplanowany termin zakończenia-wrzesień 2016 © yurek55

Prawy brzeg Wisły
Prawy brzeg Wisły © yurek55


  • DST 87.80km
  • Czas 04:35
  • VAVG 19.16km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 12 stycznia 2015 Kategoria całe NIC

Bo mi się iść nie chciało...

...więc pojechałem na rowerze.


  • DST 2.70km
  • Czas 00:08
  • VAVG 20.25km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 10 stycznia 2015 Kategoria Sobotnio, <50

Jazda "na mokro"

Patrzyłem wczoraj na stronie ICM i wydawało mi się, że taki milimetrowy opad deszczu, to jest w zasadzie niezauważalny. A dziś, jakby na potwierdzenie mojej teorii, nie padało wcale jak wyjeżdżałem. Pomimo to, nie omieszkałem włożyć do plecaka torebek foliowych do ewentualnego nałożenia na buty, a dla przeciwwagi, uznałem za niepotrzebne spodnie przeciwdeszczowe. No cóż, jakoś musiałem zaakcentować, że w deszczu nie jeżdżę, prawda? Gdybym się spodziewał deszczu, to bym z domu nie wychodził. Proste. Po pewnym czasie zaczęło jednak kropić, co nawet specjalnie mi to nie przeszkadzało. Niestety uporczywość tych opadów sprawiła, że w końcu ulice pokryły się kałużami, a ja po powrocie do domu wszystko musiałem włożyć do pralki. Buty i rękawiczki schną na kaloryferze, a ja zastanawiam się, czy gdybym miał błotniki, to by to wiele zmieniło? Pewnie przynajmniej tyłek bym suchy przywiózł do domu. Ale ten sam efekt osiągnę zakładając spodnie przeciwdeszczowe, więc w sumie nie wiem: kupować te błotniki, czy nie?
Skoro ja przecież w deszczu nie jeżdżę...

Jesteśmy śmieciami, nie tylko dla władz Warszawy i HGW
Jesteśmy śmieciami, nie tylko dla władz Warszawy i HGW © yurek55

Ptactwo wodne na Broniewskiego
Ptactwo wodne na Broniewskiego © yurek55
  • DST 36.66km
  • Czas 01:52
  • VAVG 19.64km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 5 stycznia 2015 Kategoria 50-100

Najgorzej wyjść z domu, potem już z górki...

Znowu trudno mi było wyjść z domu, choć świeciło od rana słońce, temperatura była lekko dodatnia, wiatr ucichł, a ja miałem ustalony cel podróży. Czyli teoretycznie spełnione były wszystkie warunki, a pomimo to zwlekałem prawie do południa, zanim wreszcie wsiadłem na rower. Wybrałem kierunek zachodni, by przez podwarszawskie wioski dotrzeć na Żoliborz i na Podleśnej odebrać ze sklepu grę planszową "Pytaki". Do Macierzysza dotarłem tym razem przez Ursus i Mory, a potem ustaloną trasą do Izabelina i dalej do celu. Stamtąd szybki zjazd w kierunku Wisły, bo uznałem, że skoro już tam jestem, to sprawdzę postępy prac na budowach. Niestety nadal nie da się przejechać wschodnią stroną Wisłostrady, a Bulwary Wiślane też jeszcze w lesie. Już trzy lata fotografuję baner: - "Do zobaczenia niedługo" i myślę, że w czwartym roku już doczekamy otwarcia rowerowej nadwiślanki na lewym brzegu. Tymczasem dziś jeszcze musiałem jechać środkowym pasem zieleni, by pokonać zagrodzony fragment gdzie trwa budowa. Bo wracać się nie lubię. Gdy dojechałem do Pomnika Sapera na Płycie Czerniakowskiej skręciłem do parku i tym razem zachciało mi się pod górę wjechać parkowymi alejkami. Na szczęście wystarczyło mi przełożeń i na najmniejszym i z językiem na brodzie, podjechałem pod sam Sejm. Dalsza droga ulicami Warszawy nie przyniosła więcej żadnych wyzwań, przy Hali na Koszykach tym razem się nie zatrzymałem. Jak nic się nie działo, tak nic się nie dzieje. I tyle wrażeń na dziś. A co do samej wycieczki, to było okej, najgorzej mi wychodzi wychodzenie z domu. Jak już wyjdę, to się cieszę, że mogę wreszcie gdzieś pojechać.

Zameczek w Laskach
Zameczek w Laskach © yurek55

Neogotyckie blanki z merlonami prostokątnymi
Neogotyckie blanki z merlonami prostokątnymi © yurek55

Trasa Toruńska w (prze)budowie
Trasa Toruńska w (prze)budowie © yurek55

Czapla i żuraw
Czapla i żuraw © yurek55
A już czapla myśli: "Szkoda,
Wszak nie jestem taka młoda,
Żuraw prośby wciąż ponawia,
Chyba wyjdę za żurawia!"


Zmieniamy Warszawę - teraz czas na bulwary wiślane
Zmieniamy Warszawę - teraz czas na bulwary wiślane © yurek55



  • DST 52.89km
  • Czas 02:48
  • VAVG 18.89km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 3 stycznia 2015 Kategoria Sobotnio, <50

Pierwsza jazda i pierwsza guma

Przyszedł wreszcie ten sobotni dzień, gdy postanowiłem zdjąć rower ze strychu i przejechać trochę kilometrów. Pomimo dość silnego wiatru uznałem, że pogoda nie jest przeszkodą i trzeba przyznać - nie była. Jazda pod wiatr pozwalała się rozgrzać, z wiatrem była premią za trud, a boczne podmuchy sprawdzały refleks i wyzwalały czujność i skupienie. Uznałem, że skoro nie pada, a droga nie jest pokryta lodem, to nie ma co narzekać. Niestety długo jazdą się nie nacieszyłem, zaklejona w grudniu substancją w sprayu dętka, wytrzymała zaledwie sto kilkadziesiąt kilometrów. Zaprowadziłem rower na podwórko warsztatu na Arkuszowej, bo tam wiało trochę mniej i zmieniłem dętkę. Ja w odróżnieniu od niektórych, nie wyobrażam sobie wyjazdu bez zapasu. Ale to zdarzenie wybiło mnie z rytmu i zachwiało postanowieniem długodystansowej jazdy. Do tego założona dętka miała już sporo ponaklejanych łatek, a jej wentyl też nie budził zaufania - summa summarum, postanowiłem wracać do domu.  Zamarznięte lodowe igiełki padające niekiedy z nieba i szeleszczące na kasku i kurtce, utwierdzały mnie w przekonaniu o słuszności decyzji, a gdy zaczął padać deszcz ze śniegiem, byłem już w domu. Czyli nie ma tego złego...

Przy Cmentarzu Powązkowskim
Przy Cmentarzu Powązkowskim © yurek55

Domek na blokowisku
Domek na blokowisku - ostaniec zabudowy podmiejskiej © yurek55

  • DST 33.22km
  • Czas 01:41
  • VAVG 19.73km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 31 grudnia 2014 Kategoria Bez wyjazdu

Krótkie podsumowanie 2014

button stats bikestats.pl Rok 2014 był pod względem rowerowym zupełnie i niespodziewanie wyjątkowy. Przejechałem ponad dwanaście tysięcy kilometrów i wyśrubowałem średnią prędkość do 20km/h. Wśród uzytkowuników BS uplasowałem się na 85 miejscu wśród mężczyzn i 92 w kategorii open.
Inne statystyki poniżej:

Free Image Hosting at imageshack.com

Legenda:
Free Image Hosting at imageshack.com
Postanowień noworocznych czynić nie będę, a Wam życzę Wszystkiego Najlepszego i Do Siego (rowerowego) Roku
Wtorek, 30 grudnia 2014 Kategoria <50

Miało być krótko...

Piękne słoneczko za oknem, a ja znów od rana szukałem pretekstu, by opóźnić swoje wyjście na rower. Ponieważ miałem zawieźć coś córce do pracy, a to blisko, więc uznałem, że nie ma co się spieszyć. Dopiero jak skończyłem książkę i dowiedziałem się, kto zabił i dlaczego, ubrałem się ciepło i pojechałem. Na ulicy mróz szybko złapał mnie za twarz, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem siedząc w ciepłym domu. W duchu zaś cieszyłem się z szybkiego powrotu. Drogę na Kruczą pokonałem szybko, dałem córce kulinarny podarek od mamy i wyruszyłem z powrotem. Ale nie chciałem wracać tą samą drogą, gdyż wówczas ślad jest taki płaski, i jakoś tak bez świadomego zamysłu, samo mi się zjechało Górnośląską do Myśliwieckiej. Tam chwilkę postałem, pomyślałem - i zacząłem jechać Rozbrat w kierunku domu. Nie byłem jednak w pełni przekonany, czy dobrze robię i wnet dotarło do mnie, że przecież wcale nie jest mi zimno i wcale już do domu nie chcę wracać. Błyskawicznie przeprowadzony proces myślowy kazał mi natychmiast zawrócić i pojechać do Powsina, aby po drodze mieć czas, zastanowić się nad dalszą trasą. Od razu zrobiło mi się lżej, bo przynajmniej wiedziałem gdzie jadę. Jazda bez sprecyzowanego celu bardzo, ale to bardzo mnie demotywuje. W Powsinie uznałem, że na jazdę do Konstancina i powrót przez Piaseczno nie mam już czasu i trzeba pod górę pchać się ulicą Podgrzybków na Ursynów. Tam postanowiłem powielić wczorajszy kierunek jazdy, ale nadać mu przeciwny zwrot. Tylko w Dawidach zrezygnowałem z drogi rowerowej wzdłuż lotniska i jadąc prosto dojechałem do Alei Krakowskiej. W drodze powrotnej miałem na obiad coś kupić i w sklepie dopiero tak naprawdę poczułem, że zmarzłem. Przy kasie trudno mi było wyjąć portfel i zapłacić zdrewniałymi rękami, a chodziłem trochę jak paralityk na szczudłach, bo w nogach tez czucie straciłem. Nawet prozaiczna czynność zapinania i odpinania roweru przed sklepem, stawała się po tych trzech godzinach na mrozie, sporym wyzwaniem. Rękawice, to chyba tylko z jednym palcem mogą dać lepszą ochrona co do stóp, to dwie pary skarpet już noszę, może czas zrezygnować z adidasów i przynieść z piwnicy bardziej zimowe buty...? Chyba tak zrobię.

Moja pierwsza parafia
Moja pierwsza parafia © yurek55 Będziemy bronić tęczy jak niepodległości
Będziemy bronić tęczy jak niepodległości © yurek55

  • DST 45.00km
  • Czas 02:27
  • VAVG 18.37km/h
  • Temperatura -7.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 29 grudnia 2014 Kategoria <50

Zimowa przejażdżka

Z trudem udało mi się przezwyciężyć lenistwo i przejechać trochę kilometrów. Wyraźnie w końcówce roku spocząłem na laurach, a grudzień będzie najsłabszym miesiącem tego roku. Do dzisiejszego wyjazdu skłoniły mnie naczynia i pojemniki do oddania, które jak to w Święta, jeździły po różnych domach wraz z zawartością. Teraz stały się niezłym pretekstem do wyruszenia na Ursynów. Drogę wybrałem trochę okrężną, bo to i kilometrów więcej i nie jechałem przez miasto, a do tego chciałem przez Las Kabacki kawałek pojechać. Okazało się, że trasą przez Dawidy mam do córki dwadzieścia kilometrów, tylko o jeden kilometr bliżej niż do Piaseczna, do drugiej córki. Po dojechaniu na miejsce troszkę posiedziałem, napiłem się wyśmienitej kawy i postanowiłem wracać do domu. Niestety nie udało mi się włączyć ponownie nagrywania po pauzie, jakaś pomroczność mnie naszła, więc drogi powrotnej nie ma na mapie endomondo. Ten Locus nie jest dla mnie łatwy do opanowania, ciągle się uczę i ciągle zapominam, co już umiałem. Ale teraz, jak już zdecydowałem się skorzystać z promocji i zakupić za pół ceny wersję PRO, będę musiał poważnie tym się zająć.
Dzisiejsza przejażdżka dobrze mi zrobiła. Wreszcie ubrałem się odpowiednio do pory roku, a najgrubsze rękawice, pozwoliły uniknąć bólu odmarzających w cieple palców. Mam tylko - po ostatnich dwóch upadkach na lodzie - problem z podświadomym, a może świadomym, lękiem przed kolejną wywrotką. I nawet nie chodzi o obawę przed uderzeniem, potłuczeniem, czy bólem. Najgorsza jest całkowita i ostateczna bezradność w takich sytuacjach, utrata kontroli nad rowerem, ale też nad swoim ciałem, które zwala się jak kłoda na ziemię. No, ale "nic to" - jak mówił Baśce, Michał Wołodyjowski. Z czasem się zapomni.


Zdradziecki lód pod spodem
Zdradziecki lód pod spodem © yurek55


  • DST 33.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 18.50km/h
  • Temperatura -5.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl