Piątek, 12 września 2014
Kategoria <50
Lidl, BlueCity, Practiker
Nic ciekawego
- DST 31.00km
- Czas 02:00
- VAVG 15.50km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 11 września 2014
Kategoria > 100
Bez gmin, ale z "setką"
Nabrałem od rana chęci na nowe gminy, a że wiatr miałem sprzyjający, to postanowiłem pojechać na północny - wschód i wrócić z wiatrem w plecy. Wprawdzie jest szkoła, która mówi, że lepiej jest wracać pod wiatr, bo do domu bez względu na wszystko wrócić przecież trzeba. Ja jednakowoż wolę wracać z wiatrem, szczególnie z dalekich podróży, a dzisiejsza na taką się zapowiadała.
Wyjazd z Warszawy nielubianą drogą na Białystok, ale wcześniej fotka z mostu, jak szybko bulwary wiślane powstają.

Zmieniają Warszawę dla nas, Bulwary wiślane © yurek55
W okolicach Radzymina zaczął kropić deszcz i dopiero wtedy przypomniałem sobie wczorajsze prognozy meteo.

"Tak zwyciężców zwyciężył w końcu sen, brat śmierci." Radzymin © yurek55
Niestety nie mam nawyku sprawdzania przed wyjazdem, czy nie zapowiadają się opady deszczu i znów zostałem zaskoczony. Zadzwoniłem do brata by przeczekać u niego spodziewaną ulewę i po pół godzinie byłem na miejscu.

Wierny stróż i obrońca cane corso Vito © yurek55
Tymczasem deszcz nie mógł się zdecydować, czy ma padać na poważnie, czy tylko straszyć, ale skoro już dojechałem, to posiedziałem trochę, pogadaliśmy, wypiłem kawę i postanowiłem jednak jechać dalej. Chociaż zrezygnowałem z planowanego gminobrania, to jednak nie zamierzałem wracać najkrótszą drogą, tylko pojechałem do Starych Załubic i Nieporętu.

Marina jachtowa © yurek55
Tam tradycyjne zdjęcie z mostu widokiem na port i czas na decyzję, którędy jechać: czy w lewo do Nieporętu i dalej Płochocińską, czy prosto i skręt do Legionowa, a dalej Modlińską. Pogoda niby się nie poprawiła radykalnie, ale też i nie pogorszyła więc postanowiłem zaryzykować i wybrać wariant dłuższy. Potem nawet wydłużyłem go do Wieliszewa, bo odechciało mi się jechać po mokrej jezdni, w towarzystwie setek samochodów i ciężarówek zmierzających drogą krajową 61 do Warszawy. Tam wreszcie deszcz zaczął padać na poważnie więc założyłem kurtkę i pojechałem prosto przed siebie.

Za mną Wieliszew, przede mną Legionowo, a nade mną deszcz © yurek55
W Legionowie trochę pobłądziłem i dzięki temu znalazłem koszary, będące pozostałością jeszcze carskiego garnizonu, które do dziś służą - podobnie jak te w Twierdzy Modlin - za budynki mieszkalne.

Dysonans - plac zabaw w carskich koszarach © yurek55

Budynek koszarowy ul. Polskiej Organizacji Wojskowej, Legionowo © yurek55
Przejeżdżałem też po raz pierwszy obok stadionu Legionovii z muralem i mottem: "Od zawsze w mieście mimo trudności - jedno serce dwie miłości"

Legionovia i Legia © yurek55
Deszcz przestał padać, a droga dla rowerów pozwalała unikać jazdy po kałużach na jezdni, to jechałem i jechałem, aż dojechałem do Chotomowa, a stamtąd do Jabłonny. Potem już tylko kawałek Modlińską, następnie skręt w Aluzyjną i już byłem na Tarchominie, skąd do Mostu Marykury prowadzą spokojniejsze uliczki niż wjazdowa Modlińska. Na moście zdjęcia nie robiłem, ale za to przeprowadziłem szybką analizę ile mam czasu, ile przejechałem i czy mogę zrobić setkę. Wyszło mi, że jest to możliwe. Musiałem tylko wybrać odpowiednią drogę, żeby nie dokręcać pod domem, bo tego nie chcę, nie lubię i nie będę robił. Wybrałem wariant powrotu przez Mościska i Kwirynów, a potem lasem do osiedla Groty i ulicą Kocjana, przez rozkopane Bemowo, do Górczewskiej i do domu. A sznur samochodów w rejonie skrzyżowania sięga po horyzont - i to z każdej strony.

Powstańców Śl. kierunek Bemowo © yurek55

Kasa jest, można zaczynać przedstawienia © yurek55
Gdybym nie to, że musiałem kilka razy zakładać i zdejmować kurtkę, to wycieczka udała mi się nadspodziewanie. Żałuję jedynie, że zbyt łatwo zrezygnowałem ze zdobycia nowych gmin do kolekcji i to już po przejechaniu najgorszego odcinka trasy i dojechaniu do Radzymina. Ale chmury naprawdę były bardzo czarne i równie dobrze w każdej chwili mogło lunąć. Trzeba będzie poczekać do następnej okazji.
Wyjazd z Warszawy nielubianą drogą na Białystok, ale wcześniej fotka z mostu, jak szybko bulwary wiślane powstają.

Zmieniają Warszawę dla nas, Bulwary wiślane © yurek55
W okolicach Radzymina zaczął kropić deszcz i dopiero wtedy przypomniałem sobie wczorajsze prognozy meteo.

"Tak zwyciężców zwyciężył w końcu sen, brat śmierci." Radzymin © yurek55
Niestety nie mam nawyku sprawdzania przed wyjazdem, czy nie zapowiadają się opady deszczu i znów zostałem zaskoczony. Zadzwoniłem do brata by przeczekać u niego spodziewaną ulewę i po pół godzinie byłem na miejscu.

Wierny stróż i obrońca cane corso Vito © yurek55
Tymczasem deszcz nie mógł się zdecydować, czy ma padać na poważnie, czy tylko straszyć, ale skoro już dojechałem, to posiedziałem trochę, pogadaliśmy, wypiłem kawę i postanowiłem jednak jechać dalej. Chociaż zrezygnowałem z planowanego gminobrania, to jednak nie zamierzałem wracać najkrótszą drogą, tylko pojechałem do Starych Załubic i Nieporętu.

Marina jachtowa © yurek55
Tam tradycyjne zdjęcie z mostu widokiem na port i czas na decyzję, którędy jechać: czy w lewo do Nieporętu i dalej Płochocińską, czy prosto i skręt do Legionowa, a dalej Modlińską. Pogoda niby się nie poprawiła radykalnie, ale też i nie pogorszyła więc postanowiłem zaryzykować i wybrać wariant dłuższy. Potem nawet wydłużyłem go do Wieliszewa, bo odechciało mi się jechać po mokrej jezdni, w towarzystwie setek samochodów i ciężarówek zmierzających drogą krajową 61 do Warszawy. Tam wreszcie deszcz zaczął padać na poważnie więc założyłem kurtkę i pojechałem prosto przed siebie.

Za mną Wieliszew, przede mną Legionowo, a nade mną deszcz © yurek55
W Legionowie trochę pobłądziłem i dzięki temu znalazłem koszary, będące pozostałością jeszcze carskiego garnizonu, które do dziś służą - podobnie jak te w Twierdzy Modlin - za budynki mieszkalne.

Dysonans - plac zabaw w carskich koszarach © yurek55

Budynek koszarowy ul. Polskiej Organizacji Wojskowej, Legionowo © yurek55
Przejeżdżałem też po raz pierwszy obok stadionu Legionovii z muralem i mottem: "Od zawsze w mieście mimo trudności - jedno serce dwie miłości"

Legionovia i Legia © yurek55
Deszcz przestał padać, a droga dla rowerów pozwalała unikać jazdy po kałużach na jezdni, to jechałem i jechałem, aż dojechałem do Chotomowa, a stamtąd do Jabłonny. Potem już tylko kawałek Modlińską, następnie skręt w Aluzyjną i już byłem na Tarchominie, skąd do Mostu Marykury prowadzą spokojniejsze uliczki niż wjazdowa Modlińska. Na moście zdjęcia nie robiłem, ale za to przeprowadziłem szybką analizę ile mam czasu, ile przejechałem i czy mogę zrobić setkę. Wyszło mi, że jest to możliwe. Musiałem tylko wybrać odpowiednią drogę, żeby nie dokręcać pod domem, bo tego nie chcę, nie lubię i nie będę robił. Wybrałem wariant powrotu przez Mościska i Kwirynów, a potem lasem do osiedla Groty i ulicą Kocjana, przez rozkopane Bemowo, do Górczewskiej i do domu. A sznur samochodów w rejonie skrzyżowania sięga po horyzont - i to z każdej strony.

Powstańców Śl. kierunek Bemowo © yurek55

Kasa jest, można zaczynać przedstawienia © yurek55
Gdybym nie to, że musiałem kilka razy zakładać i zdejmować kurtkę, to wycieczka udała mi się nadspodziewanie. Żałuję jedynie, że zbyt łatwo zrezygnowałem ze zdobycia nowych gmin do kolekcji i to już po przejechaniu najgorszego odcinka trasy i dojechaniu do Radzymina. Ale chmury naprawdę były bardzo czarne i równie dobrze w każdej chwili mogło lunąć. Trzeba będzie poczekać do następnej okazji.
- DST 103.68km
- Teren 1.00km
- Czas 04:58
- VAVG 20.88km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 10 września 2014
Na Solec i z Piaseczna. Dwie wycieczki.
Musiałem pojechać na ulicę Solec, a że to strefa płatnego parkowania w Warszawie, wybrałem rower. Nie byłem w stanie przewidzieć ile czasu tam spędzę, a stresować się blokadą założoną na koło nie miałem zamiaru, Niestety sytuacja wymagała choć trochę oficjalnego stroju, a takie ubranie strasznie demotywuje uniemożliwiając normalną jazdę. Wybrana trasa w okolicach rozkopanej Pańskiej, Świętokrzyskiej, Marszałkowskiej wiodąca częściowo po chodnikach, też zrobiła swoje, stąd znowu zawrotne Vśr. 15km/h na tej pierwszej wycieczce.

Słabo trzymają takie buty © yurek55

Niesamowity pęd © yurek55
A przynajmniej na zdjęciu z telefonu tak wygląda.
Po powrocie do domu załadowałem rower do samochodu, przebrałem się rowerowo i pojechałem do Piaseczna oddać samochód. Wracałem przez Kolonię Lesznowola, Zgorzałę i Dawidy, a potem ddr przy Cargo Okęcie i Żwirki I Wigury. Korek na tej alei wydatnie poprawił mi humor, bo jechałem środkiem pasa wyprzedzając setki samochodów. A przynajmniej tak myślałem, że setki, bo przecież nie liczyłem.
Na endomondo ślad z obu wycieczek plus prosta linia, gdyż włączyłem rejestrowanie w Piasecznie, po pauzie zrobionej na Ochocie.

Słabo trzymają takie buty © yurek55

Niesamowity pęd © yurek55
A przynajmniej na zdjęciu z telefonu tak wygląda.
Po powrocie do domu załadowałem rower do samochodu, przebrałem się rowerowo i pojechałem do Piaseczna oddać samochód. Wracałem przez Kolonię Lesznowola, Zgorzałę i Dawidy, a potem ddr przy Cargo Okęcie i Żwirki I Wigury. Korek na tej alei wydatnie poprawił mi humor, bo jechałem środkiem pasa wyprzedzając setki samochodów. A przynajmniej tak myślałem, że setki, bo przecież nie liczyłem.
Na endomondo ślad z obu wycieczek plus prosta linia, gdyż włączyłem rejestrowanie w Piasecznie, po pauzie zrobionej na Ochocie.
- DST 38.60km
- Czas 02:06
- VAVG 18.38km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 września 2014
Kategoria <50, Piaseczno/Ursynów
Nietypowe oświadczyny
Najpierw rano zrobiłem kółko: Prymasa - Górczewska - Powstańców/Dźwigowa-Al. Jerozolimskie, z krótkim przystankiem w warsztacie na Parowcowej, a po południu pojechałem do Piaseczna. Po wczorajszej słabości ani śladu.
A na murze Wyścigów Konnych nowe graffiti, ale czasu nie miałem na obszerniejszą dokumentację. Dziś zamieszczam tylko, jako ciekawostkę, oświadczyny. Obok jest mural poświęcony spadochroniarce?, podobny do opisywanego w ubiegłym roku, ale parkujący samochód nie pozwolił zrobić zdjęcia.

Jaka odpowiedź, Kasiu? © yurek55
Ślad w jedną stronę, wracałem samochodem
A na murze Wyścigów Konnych nowe graffiti, ale czasu nie miałem na obszerniejszą dokumentację. Dziś zamieszczam tylko, jako ciekawostkę, oświadczyny. Obok jest mural poświęcony spadochroniarce?, podobny do opisywanego w ubiegłym roku, ale parkujący samochód nie pozwolił zrobić zdjęcia.

Jaka odpowiedź, Kasiu? © yurek55
Ślad w jedną stronę, wracałem samochodem
- DST 35.00km
- Czas 01:40
- VAVG 21.00km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 8 września 2014
Kategoria <50, BAJABONGO!
Spacerkiem
Po roku z hakiem od naprawy dachu w moim samochodzie, pojawiły się pod lakierem wybrzuszenia. W warsztacie nie robili problemów z uznaniem gwarancji i dziś zostawiłem u nich samochód do poprawki. Wracałem oczywiście rowerem, ale zupełnie nie szła mi ta jazda - i nie sądzę, by była to tylko kwestia "cywilnych" ciuchów i sandałów na nogach. Dość powiedzieć, że siedem kilometrów jechałem czterdzieści minut...
W domu uznałem, że nie ma po co zmuszać się do jazdy i skoro wychodzi tak kiepsko, to lepiej odpuścić. Przecież nie jestem wyczynowcem i żadnego planu treningowego nie muszę realizować. Nic na siłę. Jednak piękna pogoda za oknem sprawiła, że mi się w końcu szkoda zrobiło i uznałem, że przejadę się chociaż kawałek. Nie ubierałem się rowerowo, tylko tak jak stałem wsiadłem i pojechałem. Chyba podświadomie wybierałem miejsca gdzie są drogi rowerowe, a przy moim tempie, w ogóle nie przeszkadzali mi piesi na nich, ani jadący "po angielsku" rowerzyści na Veturillo. I tak nie spiesząc się przejechałem kolejne dwadzieścia cztery kilometry i tym dystansem zakończyłem swój "ultramaraton".
A w ramach poprawienia (sobie) humoru dodam, że w sobotę przekroczyłem osiem tysięcy kilometrów w tym roku.

Z Mostu Świętokrzyskiego widok na Stadion metro Powiśle © yurek55

Naturalny łuk triumfalny © yurek55

Już gotowa ddr na Słomińskiego © yurek55

Łoś na Prymasa Tysiąclecia © yurek55
W domu uznałem, że nie ma po co zmuszać się do jazdy i skoro wychodzi tak kiepsko, to lepiej odpuścić. Przecież nie jestem wyczynowcem i żadnego planu treningowego nie muszę realizować. Nic na siłę. Jednak piękna pogoda za oknem sprawiła, że mi się w końcu szkoda zrobiło i uznałem, że przejadę się chociaż kawałek. Nie ubierałem się rowerowo, tylko tak jak stałem wsiadłem i pojechałem. Chyba podświadomie wybierałem miejsca gdzie są drogi rowerowe, a przy moim tempie, w ogóle nie przeszkadzali mi piesi na nich, ani jadący "po angielsku" rowerzyści na Veturillo. I tak nie spiesząc się przejechałem kolejne dwadzieścia cztery kilometry i tym dystansem zakończyłem swój "ultramaraton".
A w ramach poprawienia (sobie) humoru dodam, że w sobotę przekroczyłem osiem tysięcy kilometrów w tym roku.

Z Mostu Świętokrzyskiego widok na Stadion metro Powiśle © yurek55

Naturalny łuk triumfalny © yurek55

Już gotowa ddr na Słomińskiego © yurek55

Łoś na Prymasa Tysiąclecia © yurek55
- DST 32.40km
- Czas 02:05
- VAVG 15.55km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 6 września 2014
Kategoria 50-100
Na działkę i po nowe gminy
Wczoraj długo sprawdzałem którędy mam dziś jechać na działkę, żeby jakieś nowe gminy zaliczyć i ułożyłem sobie optymalną trasę. Dziś wystarczyło tylko pojechać po kresce, co przy użyciu nawigacji nawet mi się udało. Nie wiedziałem tylko, że wytyczona trasa prowadzi niekiedy drogami gruntowymi, ale mniejsza o to. W końcu skoro mam amortyzowany widelec, to niech wreszcie zapracuje na swą cenę, prawda?
Nie wiem dlaczego wyłączyło mi się endo i nie ma pełnego śladu, może nie chciało współpracować z nawigacją google maps? Po zaliczeniu gminy Zakroczym, pojechałem w kierunku Kroczewa, po gminę Załuski, a stamtąd przez lokalne asfalty i drogi polne do Jońca. Celem podróży był Cieksyn, więc trzeba było pojechać drogą na Nowe Miasto (kolejna gmina), a potem przez leśne drogi dotarłem do celu.
Z powrotem rower jechał na dachu, a ja za kierownicą, więc do statystyk nie dopisuję. A temperaturę podaję po dotarciu na miejsce, jak wyjeżdżałem było 14 stopni.

Droga brukowana do Pieczuługi © yurek55

Droga żwirowa do szosy na Wronę © yurek55

Zakroczym DK 62 - prosty i tani sposób na poprawę statystyk dotyczących infrastruktury rowerowej © yurek55

Koszary 1899 w Twierdzy © yurek55

Obrońcom Twierdzy Modlin 1939 © yurek55

Kapliczka w Jońcu © yurek55

Drewniany most na Wkrze. Joniec © yurek55

Spływ kajakowy do Borkowa, Pomiechówka, a nawet Modlina © yurek55
Czy wiecie, że Wkra jest jedyną w Polsce rzeką płynącą z północy na południe? - To teraz już wiecie.

Wioskowy przystanek PKS © yurek55

Most na rzece Nasielnej © yurek55

Różowe drzewo? Czy ja jadę drugą noc w BBTour? © yurek55
Nie wiem dlaczego wyłączyło mi się endo i nie ma pełnego śladu, może nie chciało współpracować z nawigacją google maps? Po zaliczeniu gminy Zakroczym, pojechałem w kierunku Kroczewa, po gminę Załuski, a stamtąd przez lokalne asfalty i drogi polne do Jońca. Celem podróży był Cieksyn, więc trzeba było pojechać drogą na Nowe Miasto (kolejna gmina), a potem przez leśne drogi dotarłem do celu.
Z powrotem rower jechał na dachu, a ja za kierownicą, więc do statystyk nie dopisuję. A temperaturę podaję po dotarciu na miejsce, jak wyjeżdżałem było 14 stopni.

Droga brukowana do Pieczuługi © yurek55

Droga żwirowa do szosy na Wronę © yurek55

Zakroczym DK 62 - prosty i tani sposób na poprawę statystyk dotyczących infrastruktury rowerowej © yurek55

Koszary 1899 w Twierdzy © yurek55

Obrońcom Twierdzy Modlin 1939 © yurek55

Kapliczka w Jońcu © yurek55

Drewniany most na Wkrze. Joniec © yurek55

Spływ kajakowy do Borkowa, Pomiechówka, a nawet Modlina © yurek55
Czy wiecie, że Wkra jest jedyną w Polsce rzeką płynącą z północy na południe? - To teraz już wiecie.

Wioskowy przystanek PKS © yurek55

Most na rzece Nasielnej © yurek55

Różowe drzewo? Czy ja jadę drugą noc w BBTour? © yurek55
- DST 92.00km
- Teren 18.00km
- Czas 04:17
- VAVG 21.48km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 4 września 2014
Kategoria > 100
Po zaległe gminy
Pojechałem zaliczyć dwie brakujące gminy na zachodzie województwa mazowieckiego, żeby zapomnieć wreszcie o tym kierunku jazdy. Wprawdzie Meteor wyrysował mi ciekawą trasę (przy okazji, dziękuję), ale zobaczyłem ją za późno, to po pierwsze, a po drugie, nie bardzo wiem, jak ją można wykorzystać. Trzeba chyba nad tym posiedzieć, przenieść do jakiejś nawigacji w telefonie, a to na razie dla mnie za trudne.
Dlatego sam popatrzyłem na mapę i wybrałem trasę najprostszą z możliwych: najpierw do Mszczonowa, stamtąd do Puszczy Mariańskiej i do Żyrardowa, a wracając skręcić w lewo na Baranów i powrót starą poznańską. Początek trasy do Mszczonowa krajową "ósemką", raczej mało atrakcyjny turystycznie i krajobrazowo, ale za to trudno się zgubić. Urozmaiceniem są jedynie gigantyczne rozkopy na odcinku pięciu kilometrów; zaczynają się zaraz za Jankami i ciągną aż za Centrum Handlowe "Maximus" w Nadarzynie. W Mszczonowie na drugim rondzie włączyłem na chwilę nawigację, żeby mnie przeprowadziła przez miasto, ale za rynkiem - parkingiem pokazał się drogowskaz i mogłem ją wyłączyć.

Rynek - parking w Mszczonowie © yurek55
Do samej Puszczy Mariańskiej jechałem lokalną drogą, kojąc nerwy ciszą i spokojem.

Droga do Puszczy Mariańskiej © yurek55
Po dwunastu kilometrach takiej jazdy znalazłem się na miejscu i dopiero wtedy dowiedziałem się, skąd pochodzi nazwa miejscowości. Jakoś wcześniej nie kojarzyłem. Wstyd.

Kaplica klasztorna Zgromadzenia Księży Marianów © yurek55
(Latarnia wyrosła niespodziewanie, zauważyłem ją dopiero na ekranie)

Ołtarz w kaplicy © yurek55

Wnętrze kaplicy © yurek55

Kościół parafialny w Puszczy Mariańskiej © yurek55
Do Żyrardowa stamtąd jest tylko dziesięć kilometrów, potem przejazd bez zatrzymywania przez miasto, a po kolejnych pięciu drogowskaz "Baranów 7". Skręciłem i zaraz za zakrętem wyłoniło mi się monumentalne domiszcze o pretensjonalnej nazwie "Eden".

"Eden 2012" w Starych Budach © yurek55
Dalsza droga znów bez samochodów tym razem wśród pól i łąk aż do Autostrady Wolności. Tam popełniłem swój pierwszy poważny błąd nawigacyjny i pojechałem w lewo do miasta, zamiast w prawo na Jaktorów. Pod siedzibą gminy spytałem miejscowego o drogę, a on kazał zawrócić i jechać przez Jaktorów. Bez żalu zrezygnowałem z pierwotnego pomysłu, bo i czasu miałem mało i drogi nie znałem, a nie chciałem już liczyć na nawigację. Wróciłem więc do autostrady
i tu popełniłem drugi błąd; widząc drogę asfaltową wzdłuż autostrady wziąłem ją za drogę techniczną, która doprowadzi mnie do samej Warszawy. Po niedługim czasie droga asfaltowa się nagle skończyła, pojechałem jeszcze kawałek drogą gruntową i znowu musiałem odpalać nawigację. Słuchając głosowych wskazówek pojechałem drogą przez pola, a im dalej jechałem, tym droga robiła się gorsza, a na końcu były już tylko koleiny po traktorach. Nie rozumiem gdzie twórcy map google widzieli drogę, bo tam dalej wyglądało to raczej na ścieżkę wydeptaną przez zwierzęta w drodze do wodopoju.

"Droga" do Jaktorowa, dalej było gorzej. Dziękuję ci google maps © yurek55
Ponieważ jednak kierunek był słuszny wyjechałem wreszcie do cywilizacji o nazwie Kolonia Jaktorów i dalej drogą szutrową i potem asfaltową, dotarłem do Jaktorowa na wysokości stacji kolejowej. Skręt w lewo i powtórka z rozrywki, czyli jazda 719 do Warszawy. Dziś jednak nie zrobiło to już na mnie wrażenia. Pewnie dlatego, że była cudowna pogoda, byłem mniej zmęczony, nie było aż tak późno i co najważniejsze - wiedziałem, że teraz to już naprawdę prędko tą drogą nie pojadę. Wprawdzie nie dalej jak tydzień temu też tak myślałem, ale dziś - to już naprawdę. Już nie mam po co.
Dlatego sam popatrzyłem na mapę i wybrałem trasę najprostszą z możliwych: najpierw do Mszczonowa, stamtąd do Puszczy Mariańskiej i do Żyrardowa, a wracając skręcić w lewo na Baranów i powrót starą poznańską. Początek trasy do Mszczonowa krajową "ósemką", raczej mało atrakcyjny turystycznie i krajobrazowo, ale za to trudno się zgubić. Urozmaiceniem są jedynie gigantyczne rozkopy na odcinku pięciu kilometrów; zaczynają się zaraz za Jankami i ciągną aż za Centrum Handlowe "Maximus" w Nadarzynie. W Mszczonowie na drugim rondzie włączyłem na chwilę nawigację, żeby mnie przeprowadziła przez miasto, ale za rynkiem - parkingiem pokazał się drogowskaz i mogłem ją wyłączyć.

Rynek - parking w Mszczonowie © yurek55
Do samej Puszczy Mariańskiej jechałem lokalną drogą, kojąc nerwy ciszą i spokojem.

Droga do Puszczy Mariańskiej © yurek55
Po dwunastu kilometrach takiej jazdy znalazłem się na miejscu i dopiero wtedy dowiedziałem się, skąd pochodzi nazwa miejscowości. Jakoś wcześniej nie kojarzyłem. Wstyd.

Kaplica klasztorna Zgromadzenia Księży Marianów © yurek55
(Latarnia wyrosła niespodziewanie, zauważyłem ją dopiero na ekranie)

Ołtarz w kaplicy © yurek55

Wnętrze kaplicy © yurek55

Kościół parafialny w Puszczy Mariańskiej © yurek55
Do Żyrardowa stamtąd jest tylko dziesięć kilometrów, potem przejazd bez zatrzymywania przez miasto, a po kolejnych pięciu drogowskaz "Baranów 7". Skręciłem i zaraz za zakrętem wyłoniło mi się monumentalne domiszcze o pretensjonalnej nazwie "Eden".

"Eden 2012" w Starych Budach © yurek55
Dalsza droga znów bez samochodów tym razem wśród pól i łąk aż do Autostrady Wolności. Tam popełniłem swój pierwszy poważny błąd nawigacyjny i pojechałem w lewo do miasta, zamiast w prawo na Jaktorów. Pod siedzibą gminy spytałem miejscowego o drogę, a on kazał zawrócić i jechać przez Jaktorów. Bez żalu zrezygnowałem z pierwotnego pomysłu, bo i czasu miałem mało i drogi nie znałem, a nie chciałem już liczyć na nawigację. Wróciłem więc do autostrady
i tu popełniłem drugi błąd; widząc drogę asfaltową wzdłuż autostrady wziąłem ją za drogę techniczną, która doprowadzi mnie do samej Warszawy. Po niedługim czasie droga asfaltowa się nagle skończyła, pojechałem jeszcze kawałek drogą gruntową i znowu musiałem odpalać nawigację. Słuchając głosowych wskazówek pojechałem drogą przez pola, a im dalej jechałem, tym droga robiła się gorsza, a na końcu były już tylko koleiny po traktorach. Nie rozumiem gdzie twórcy map google widzieli drogę, bo tam dalej wyglądało to raczej na ścieżkę wydeptaną przez zwierzęta w drodze do wodopoju.

"Droga" do Jaktorowa, dalej było gorzej. Dziękuję ci google maps © yurek55
Ponieważ jednak kierunek był słuszny wyjechałem wreszcie do cywilizacji o nazwie Kolonia Jaktorów i dalej drogą szutrową i potem asfaltową, dotarłem do Jaktorowa na wysokości stacji kolejowej. Skręt w lewo i powtórka z rozrywki, czyli jazda 719 do Warszawy. Dziś jednak nie zrobiło to już na mnie wrażenia. Pewnie dlatego, że była cudowna pogoda, byłem mniej zmęczony, nie było aż tak późno i co najważniejsze - wiedziałem, że teraz to już naprawdę prędko tą drogą nie pojadę. Wprawdzie nie dalej jak tydzień temu też tak myślałem, ale dziś - to już naprawdę. Już nie mam po co.
- DST 134.30km
- Czas 05:58
- VAVG 22.51km/h
- Temperatura 23.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 września 2014
Kategoria 50-100, BAJABONGO!
Do fryzjera
Koniecznie muszę wprowadzić nową kategorię w moim blogu pod umowną nazwą "bajabongo". Wiadomo o co chodzi - o takie jazdy jak dziś, ze średnią ledwo powyżej 16km/h. A plany rano miałem bardzo dalekosiężne, tak na >100 - i dzida od startu do mety. Niestety jak otworzyłem komputer, by wytyczyć i zoptymalizować trasę, to jakoś nie wiedzieć kiedy zrobiło się prawie wpół do jedenastej. Tym sposobem rozwiązał się problem dalekiej trasy i postanowiłem w takim razie wreszcie sprawdzić, jak wygląda strzyżenie za dziesięć złotych w Galerii Ursynów. (Sprawdziłem - i jestem zadowolony). Ponieważ odległość niezbyt wymagająca i raczej mało ambitna, to chociaż trasę postanowiłem sobie urozmaicić i dojechać na miejsce przez Las Kabacki, tym razem od Puławskiej. Ale wcześniej jadąc Poleczki, też w ramach poznawania nowych dróg, nie pojechałem do Puławskiej, tylko skręciłem w Poloneza i... odkryłem cmentarz na Wyczółkach. Ta najmłodsza nekropolia Warszawy założona w 1994 roku, jest cmentarzem parafialnym grabowskiej parafii pod wezwaniem św. Zofii Barat. Najbardziej zaskoczyły mnie tam nagrobki, wszystkie jak nie granit, to marmur, bogactwo aż bije po oczach. A druga rzecz, to porządek i symetria, ale tu nie ma się co dziwić, skoro ktoś od początku tego pilnuje. Jednak na starych cmentarzach jest to niespotykane.

Wiceminister kultury Tomasz Merta © yurek55

Tomasz Merta lat 44 © yurek55

Granit, marmur i rower © yurek55

Marmur i granit © yurek55

Siostry zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa Sacre Coeur © yurek55

Są jeszcze wolne miejsca © yurek55
Tak się rozleniwiłem i wybiłem z rytmu jazdy tym łażeniem po cmentarzu w słoneczku i ciepełku, że kolejne kilometry pokonywałem kręcąc z zawrotną prędkością 16 - 18, no góra 20 km/h. Ale za to do Puławskiej dojechałem nowymi, nieznanymi drogami. Do drogi przez las też w końcu trafiłem i po niedługim czasie byłem na Ursynowie. Stamtąd już tylko krok do Powsina, tym razem ulicą Podgrzybków, a dalej postanowiłem przebić się jakoś nad Wisłę, do ulubionego szlaku Wałem Zawadowskim. Od tej strony nie było to proste, bo chciałem utrzymać z grubsza kierunek na Warszawę, a nie na Gassy. Nawigowałem utrzymując kierunek przy pomocy słońca, jadąc często gęsto polnymi drogami, szutrami, betonkami, trelinkami - tylko kocich łbów nie napotkałem po drodze.
Jadąc od strony pól, z daleka zobaczyłem budynek o bardzo ciekawej linii dachu, podjeżdżając bliżej zobaczyłem, że cały dom ma niespotykany kształt. Niestety posiadłość jest tak rozległa, że zdjęcie z mojej "małpki" nie pokazuje wiele, ale wstawiam dla ilustracji zdjęcie satelitarne. Teren jest naszpikowany kamerami, a od bramy do domu jest pewnie ze sto metrów, ciekawe, kto tam mieszka?

Posiadłość przy ulicy Ruczaj © yurek55

Kulisty dach © yurek55

Widok z góry © yurek55
W końcu dojechałem do Wału, ale po dojechaniu do Mostu Siekierkowskiego pojechałem dalej prosto aż do ulicy Rodzynkowej. Tam znalazłem skromną tablicę upamiętniającą desant I Armii Wojska Polskiego we wrześniu 1944 roku.

Miejsce pamięci na Siekierkach © yurek55
"TU WE WRZEŚNIU 1944 ROKU STOCZYLI WALKĘ ŻOŁNIERZE BOHATERSKIEGO DESANTU PIERWSZEJ ARMII WP SPIESZĄCEGO Z POMOCĄ POWSTAŃCOM WARSZAWY"
Na Czerniakowskiej przeoczyłem odpowiedni skręt i nie zaliczyłem Monte Agricola, ale podjazd Myśliwiecką i Górnośląską też skutecznie odbiera mi oddech i do Wiejskiej dojeżdżam 8 - 10 km/h. Pokręciłem się trochę po ulicach, bo nie byłem zdecydowany którędy jechać i w końcu postanowiłem zobaczyć co słychać na "Koszykach". I co zobaczyłem? Hali wprawdzie nie odbudowują, ale wszystkie okoliczne bloki w pajęczynie rusztowań, a na terenie hali zaplecze budowy - kontenery socjalne. Rusztowania stoją przy tzw. "ślepych ścianach", a na budynku Koszykowa 59 na ścianie zamontowano jakieś jakby prowadnice? Nie wiem o co chodzi, może chcą tam stawiać "plomby"? Oelka będzie wiedział.

Rusztowania na budynkach wokół hali na "Koszykach" © yurek55

Koszykowa 59 © yurek55
O dzisiejszym wyjeździe mogę powiedzieć, że był spokojny, rekreacyjny, spacerowy - czyli BAJABONGO!

Wiceminister kultury Tomasz Merta © yurek55

Tomasz Merta lat 44 © yurek55

Granit, marmur i rower © yurek55

Marmur i granit © yurek55

Siostry zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa Sacre Coeur © yurek55

Są jeszcze wolne miejsca © yurek55
Tak się rozleniwiłem i wybiłem z rytmu jazdy tym łażeniem po cmentarzu w słoneczku i ciepełku, że kolejne kilometry pokonywałem kręcąc z zawrotną prędkością 16 - 18, no góra 20 km/h. Ale za to do Puławskiej dojechałem nowymi, nieznanymi drogami. Do drogi przez las też w końcu trafiłem i po niedługim czasie byłem na Ursynowie. Stamtąd już tylko krok do Powsina, tym razem ulicą Podgrzybków, a dalej postanowiłem przebić się jakoś nad Wisłę, do ulubionego szlaku Wałem Zawadowskim. Od tej strony nie było to proste, bo chciałem utrzymać z grubsza kierunek na Warszawę, a nie na Gassy. Nawigowałem utrzymując kierunek przy pomocy słońca, jadąc często gęsto polnymi drogami, szutrami, betonkami, trelinkami - tylko kocich łbów nie napotkałem po drodze.
Jadąc od strony pól, z daleka zobaczyłem budynek o bardzo ciekawej linii dachu, podjeżdżając bliżej zobaczyłem, że cały dom ma niespotykany kształt. Niestety posiadłość jest tak rozległa, że zdjęcie z mojej "małpki" nie pokazuje wiele, ale wstawiam dla ilustracji zdjęcie satelitarne. Teren jest naszpikowany kamerami, a od bramy do domu jest pewnie ze sto metrów, ciekawe, kto tam mieszka?

Posiadłość przy ulicy Ruczaj © yurek55

Kulisty dach © yurek55

Widok z góry © yurek55
W końcu dojechałem do Wału, ale po dojechaniu do Mostu Siekierkowskiego pojechałem dalej prosto aż do ulicy Rodzynkowej. Tam znalazłem skromną tablicę upamiętniającą desant I Armii Wojska Polskiego we wrześniu 1944 roku.

Miejsce pamięci na Siekierkach © yurek55
"TU WE WRZEŚNIU 1944 ROKU STOCZYLI WALKĘ ŻOŁNIERZE BOHATERSKIEGO DESANTU PIERWSZEJ ARMII WP SPIESZĄCEGO Z POMOCĄ POWSTAŃCOM WARSZAWY"
Na Czerniakowskiej przeoczyłem odpowiedni skręt i nie zaliczyłem Monte Agricola, ale podjazd Myśliwiecką i Górnośląską też skutecznie odbiera mi oddech i do Wiejskiej dojeżdżam 8 - 10 km/h. Pokręciłem się trochę po ulicach, bo nie byłem zdecydowany którędy jechać i w końcu postanowiłem zobaczyć co słychać na "Koszykach". I co zobaczyłem? Hali wprawdzie nie odbudowują, ale wszystkie okoliczne bloki w pajęczynie rusztowań, a na terenie hali zaplecze budowy - kontenery socjalne. Rusztowania stoją przy tzw. "ślepych ścianach", a na budynku Koszykowa 59 na ścianie zamontowano jakieś jakby prowadnice? Nie wiem o co chodzi, może chcą tam stawiać "plomby"? Oelka będzie wiedział.

Rusztowania na budynkach wokół hali na "Koszykach" © yurek55

Koszykowa 59 © yurek55
O dzisiejszym wyjeździe mogę powiedzieć, że był spokojny, rekreacyjny, spacerowy - czyli BAJABONGO!
- DST 54.00km
- Teren 8.00km
- Czas 03:14
- VAVG 16.70km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 2 września 2014
Kategoria 50-100, Piaseczno/Ursynów
Za chlebem.
Tytuł wiernie oddaje cel wycieczki, pojechałem do Piaseczna po "Chleb serwatkowy" z piekarni w Prażmowie. Tak więc był cel, trzeba było tylko trasę do niego dopasować. Początkowo miałem zamiar jechać drugą stroną Wisły, ale przypomniałem sobie o ważnej rzeczy i musiałem wrócić na Bazar Banacha i do domu. Nawet przez chwilę w domu zastanawiałem się, czy nie założyć koszulki z długim rękawem, ale w końcu uznałem, że jest wystarczająco ciepło - i bardzo dobrze zrobiłem.
Pojechałem więc drugi raz, tym razem wybierając drogę przez Gassy i Konstancin. Przed kościołem przy trasie Mostu Siekierkowskiego, obok nowej siłowni "pod chmurką", postawiono słupek z taką oto informacją:

Tak było na Siekierkach © yurek55
Ciekawe co będą robić, czyżby ocieplenie styropianem? Zobaczymy za kilka, kilkanaście dni...

Kościół na Siekierkach ubrany w rusztowanie © yurek55
Facet pływający promem ma niezłą pracę, w wolnych chwilach łowi ryby.

Pusty prom czeka na pasażerów © yurek55
Jazda do Piaseczna i potem do domu w promieniach słońca i temperaturze pozwalającej się spocić, gdyby nie wiatr skutecznie osuszający czoło. Przed domem zajechałem na działki przy Żwirki i posiliłem się jeżynami i winogronami zwisającymi poza siatką - wrzesień to dobry miesiąc na "dzierżawę".
Średnia prędkość nie powala, ale jakoś dziś nie mogłem się wkręcić w obroty.
Kilometry się nie zgadzają, bo pierwszej wycieczki nie wklejam - trasa po tej samych ulicach, w tę i z powrotem.
Pojechałem więc drugi raz, tym razem wybierając drogę przez Gassy i Konstancin. Przed kościołem przy trasie Mostu Siekierkowskiego, obok nowej siłowni "pod chmurką", postawiono słupek z taką oto informacją:

Tak było na Siekierkach © yurek55
Ciekawe co będą robić, czyżby ocieplenie styropianem? Zobaczymy za kilka, kilkanaście dni...

Kościół na Siekierkach ubrany w rusztowanie © yurek55
Facet pływający promem ma niezłą pracę, w wolnych chwilach łowi ryby.

Pusty prom czeka na pasażerów © yurek55
Jazda do Piaseczna i potem do domu w promieniach słońca i temperaturze pozwalającej się spocić, gdyby nie wiatr skutecznie osuszający czoło. Przed domem zajechałem na działki przy Żwirki i posiliłem się jeżynami i winogronami zwisającymi poza siatką - wrzesień to dobry miesiąc na "dzierżawę".
Średnia prędkość nie powala, ale jakoś dziś nie mogłem się wkręcić w obroty.
Kilometry się nie zgadzają, bo pierwszej wycieczki nie wklejam - trasa po tej samych ulicach, w tę i z powrotem.
- DST 90.20km
- Teren 4.00km
- Czas 04:44
- VAVG 19.06km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 31 sierpnia 2014
Kategoria przed śniadaniem, 50-100
Stala trasa
Założyłem sobie przejechanie przed śniadaniem ok. 50 kilometrów i powrót około 10-tej, więc wybrałem dobrze znaną trasę żeby nie było niespodzianek. Tym razem dojechałem aż do Truskawia, a wracałem przez Klaudyn "muzycznymi" ulicami mającymi za patronów wielkich kompozytorów. Jechało się rewelacyjnie, całą niemal drogę poza miastem, w ciszy i spokoju, założenia zrealizowałem z lekką nawiązką i pobiłem wyraźnie miesięczny rekord przejechanych kilometrów. Od dziś wynosi on 1456 km.

Marchewkowe pole w Topolinie © yurek55

Dom na Trakcie Królewskim w Wojcieszynie © yurek55

Cyrk przyjechał! © yurek55

Marchewkowe pole w Topolinie © yurek55

Dom na Trakcie Królewskim w Wojcieszynie © yurek55

Cyrk przyjechał! © yurek55
- DST 57.00km
- Teren 2.00km
- Czas 02:28
- VAVG 23.11km/h
- Temperatura 18.6°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























