Wpisy archiwalne w kategorii
kurierowo
| Dystans całkowity: | 7158.27 km (w terenie 65.00 km; 0.91%) |
| Czas w ruchu: | 364:57 |
| Średnia prędkość: | 19.61 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 50.04 km/h |
| Suma podjazdów: | 5884 m |
| Suma kalorii: | 76642 kcal |
| Liczba aktywności: | 134 |
| Średnio na aktywność: | 53.42 km i 2h 43m |
| Więcej statystyk | |
Środa, 23 kwietnia 2014
Kategoria 50-100, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Wpis wielowątkowy
Księgowy na swoim blogu snuł niedawno rozważania o jeździe turystycznej i jeździe treningowej. Ponieważ moje wyjazdy rowerowe nabierają coraz więcej cech treningu, (niestety) postanowiłem dziś pojechać wyłącznie rekreacyjnie. Już na początku, zamiast jechać szybko ulicami, pojechałem sobie niespiesznie osiedlowymi alejkami Rakowca.

Staw na osiedlu Rakowiec © yurek55

Staw w parku na Rakowcu © yurek55
W parku na osiedlu, mieszkańcy w dniu 3 maja 1990 roku ufundowali kapliczkę z napisem: "Królowa Pokoju Gaude Mater Polonia". Czyli, że nie jest to tylko domena terenów wiejskich.

Kapliczka w parku na Rakowcu © yurek55
A dalej, ponieważ miałem kurierskie zadanie na Ursynowie, pojechałem przez "ruski cmentarz" do Wołoskiej i stałą trasą, tym razem aż na Kabaty. Stamtąd, jako że to wycieczka, nie wyścig, wjechałem do lasu kontemplować wiosenną przyrodę i śpiew ptaków. Zdziwiony byłem nieco, że kobiety co tam chodziły z kijami, albo biegały, wcale się kabackim gwałcicielem nie przejmują. Dzików też się nie boją.

Pułapka na dziki w Lesie Kabackim © yurek55
Z lasu wyjechałem kierując się drogowskazem na Kierszki i na ulicy (nomen omen) Prawdziwków, zobaczyłem ciekawe budowle powstające na skraju. To jedna z nich, druga jest bardziej okazała, ale nie miałem jak jej sfocić. Będzie okazja do kolejnego wyjazdu.

Kryzys, panie, bida aż piszczy © yurek55
W Piasecznie spędziłem trochę czasu, pobawiłem się z Julką, wypiłem kawę, pogadaliśmy i czas było wracać. Wybrałem drogę, którą jeszcze nie jechałem, choć nie sądziłem, że to jeszcze możliwe. Do Lesznowoli tym razem dojechałem przez Jazgarzewszczyznę, Bobrowiec i Wilczą Górę. Tam spotkała mnie kolejna przygoda drogowa w tym roku. Następny Stevie Wonder za kółkiem próbował mnie rozjechać. Tym razem nie zostałem potrącony, ale brakowało naprawdę niewiele. Jechałem ddr wzdłuż szosy, gdy wtem wyprzedził mnie samochód i skręcił w lewo przed samym nosem, gdy już byłem na przejeździe. Hamulce, skręt w lewo, on zahamował i udało się ominąć go o parę centymetrów. Pan skoncentrował swoją uwagę, czy z naprzeciwka nic nie jedzie i może bezpiecznie skręcić, to że po drodze dla rowerów jedzie rowerzysta, jakoś mu biedakowi umknęło. I nie było to nawet typowe skrzyżowanie, tylko wjazd do Banku Spółdzielczego w Lesznowoli. Z tego wszystkiego, nawet nie usłyszałem co mówił przez uchylone okno, ale minę miał nietęgą, pewnie przepraszał. Dużo by mi z tego przyszło, jak by mnie rozpłaszczył swoją terenówką na asfalcie. Kazałem tylko palantowi szybciej jeździć i pojechałem dalej, na bardziej soczystą wiązankę musiałbym być bardziej zdenerwowany. Na zimno nie umiem...
A kawałek dalej, wyeksponowana na obrotnicy, ta oto gustowna rzeźba ogrodowa. Pasuje do rezydencji na ulicy Prawdziwków.

Słonica z młodym w Lesznowoli © yurek55
Przy drodze Magdalenka - Nadarzyn miejsce wypadku młodego automobilisty rozrasta się z roku na rok.

To już nie krzyż przydrożny © yurek55
Końcówka dzisiejszej wycieczki znowu dała mi spory zastrzyk adrenaliny. W Sękocinie zagrzmiało dość potężnie, a ja bynajmniej nie byłem przygotowany na opady deszczu. Do tego znowu napotkałem silny przeciwny wiatr na katowickiej i do Janek musiałem się z nim borykać. I jeszcze pobocze zabrali.

Katowicka, odcinek Sękocin - Janki © yurek55
W Jankach chwilę poczekałem aż deszcz przestanie kropić, ale dowiedziałem się, że na Ursynowie leje, więc wolałem zaryzykować i pojechać w lekkiej mżawce, niż doczekać się oberwania chmury i burzy. Aleja Krakowska do Raszyna i dalej też, była już dość mokra i tu okazało się, że bieżnik opony doskonale odprowadza wodę... do góry. Spod przedniej opony chlapało mi na twarz, okulary, koszulkę, ręce i nic nie dawało się z tym zrobić. Wprawdzie można by jechać wolno, wtedy nie chlapie, ale gdy nad głową wisi ulewa... Tak więc wyjazd zaczął się wycieczkowo, a skończył jazdą "w trupa", jak najbardziej morderczy trening. Czyli nie wiem jak go zakwalifikować.
Na zakończenie wpisu coś lżejszego. Wiecie jaki jest najgorszy koszmar senny wszystkich cudzoziemców mieszkających w Polsce? A gdybym musiał TU mieszkać?!

Nazwa dla cudzoziemców © yurek55

Staw na osiedlu Rakowiec © yurek55

Staw w parku na Rakowcu © yurek55
W parku na osiedlu, mieszkańcy w dniu 3 maja 1990 roku ufundowali kapliczkę z napisem: "Królowa Pokoju Gaude Mater Polonia". Czyli, że nie jest to tylko domena terenów wiejskich.

Kapliczka w parku na Rakowcu © yurek55
A dalej, ponieważ miałem kurierskie zadanie na Ursynowie, pojechałem przez "ruski cmentarz" do Wołoskiej i stałą trasą, tym razem aż na Kabaty. Stamtąd, jako że to wycieczka, nie wyścig, wjechałem do lasu kontemplować wiosenną przyrodę i śpiew ptaków. Zdziwiony byłem nieco, że kobiety co tam chodziły z kijami, albo biegały, wcale się kabackim gwałcicielem nie przejmują. Dzików też się nie boją.

Pułapka na dziki w Lesie Kabackim © yurek55
Z lasu wyjechałem kierując się drogowskazem na Kierszki i na ulicy (nomen omen) Prawdziwków, zobaczyłem ciekawe budowle powstające na skraju. To jedna z nich, druga jest bardziej okazała, ale nie miałem jak jej sfocić. Będzie okazja do kolejnego wyjazdu.

Kryzys, panie, bida aż piszczy © yurek55
W Piasecznie spędziłem trochę czasu, pobawiłem się z Julką, wypiłem kawę, pogadaliśmy i czas było wracać. Wybrałem drogę, którą jeszcze nie jechałem, choć nie sądziłem, że to jeszcze możliwe. Do Lesznowoli tym razem dojechałem przez Jazgarzewszczyznę, Bobrowiec i Wilczą Górę. Tam spotkała mnie kolejna przygoda drogowa w tym roku. Następny Stevie Wonder za kółkiem próbował mnie rozjechać. Tym razem nie zostałem potrącony, ale brakowało naprawdę niewiele. Jechałem ddr wzdłuż szosy, gdy wtem wyprzedził mnie samochód i skręcił w lewo przed samym nosem, gdy już byłem na przejeździe. Hamulce, skręt w lewo, on zahamował i udało się ominąć go o parę centymetrów. Pan skoncentrował swoją uwagę, czy z naprzeciwka nic nie jedzie i może bezpiecznie skręcić, to że po drodze dla rowerów jedzie rowerzysta, jakoś mu biedakowi umknęło. I nie było to nawet typowe skrzyżowanie, tylko wjazd do Banku Spółdzielczego w Lesznowoli. Z tego wszystkiego, nawet nie usłyszałem co mówił przez uchylone okno, ale minę miał nietęgą, pewnie przepraszał. Dużo by mi z tego przyszło, jak by mnie rozpłaszczył swoją terenówką na asfalcie. Kazałem tylko palantowi szybciej jeździć i pojechałem dalej, na bardziej soczystą wiązankę musiałbym być bardziej zdenerwowany. Na zimno nie umiem...
A kawałek dalej, wyeksponowana na obrotnicy, ta oto gustowna rzeźba ogrodowa. Pasuje do rezydencji na ulicy Prawdziwków.

Słonica z młodym w Lesznowoli © yurek55
Przy drodze Magdalenka - Nadarzyn miejsce wypadku młodego automobilisty rozrasta się z roku na rok.

To już nie krzyż przydrożny © yurek55
Końcówka dzisiejszej wycieczki znowu dała mi spory zastrzyk adrenaliny. W Sękocinie zagrzmiało dość potężnie, a ja bynajmniej nie byłem przygotowany na opady deszczu. Do tego znowu napotkałem silny przeciwny wiatr na katowickiej i do Janek musiałem się z nim borykać. I jeszcze pobocze zabrali.

Katowicka, odcinek Sękocin - Janki © yurek55
W Jankach chwilę poczekałem aż deszcz przestanie kropić, ale dowiedziałem się, że na Ursynowie leje, więc wolałem zaryzykować i pojechać w lekkiej mżawce, niż doczekać się oberwania chmury i burzy. Aleja Krakowska do Raszyna i dalej też, była już dość mokra i tu okazało się, że bieżnik opony doskonale odprowadza wodę... do góry. Spod przedniej opony chlapało mi na twarz, okulary, koszulkę, ręce i nic nie dawało się z tym zrobić. Wprawdzie można by jechać wolno, wtedy nie chlapie, ale gdy nad głową wisi ulewa... Tak więc wyjazd zaczął się wycieczkowo, a skończył jazdą "w trupa", jak najbardziej morderczy trening. Czyli nie wiem jak go zakwalifikować.
Na zakończenie wpisu coś lżejszego. Wiecie jaki jest najgorszy koszmar senny wszystkich cudzoziemców mieszkających w Polsce? A gdybym musiał TU mieszkać?!

Nazwa dla cudzoziemców © yurek55
- DST 66.33km
- Teren 5.00km
- Czas 03:33
- VAVG 18.68km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Kuriersko pomiędzy deszczami
Dzisiejsza pogoda do jazdy na rowerze niezbyt się nadawała; deszcz od rana, wiatr i zimno, brrr! A ja nieopatrznie umówiłem się na odbiór zakupionych przez córkę zabawek, bo i tak miałem zamiar zatankować, więc pojechałbym samochodem. Dopiero w trakcie rozmowy okazało się, że to nie takie proste, bo odebrać mogę, ale później. I właściwie tylko dzięki temu zdecydowałem się na jazdę rowerem. Deszcz nie padał, nawet asfalt i chodniki zdążyły już wyschnąć, a dystans był na tyle krótki, że mogłem liczyć na łut szczęścia - i dziś mi ono dopisało. Lunęło dopiero po powrocie.
- DST 8.37km
- Czas 00:25
- VAVG 20.09km/h
- Temperatura 11.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Po mieście - kurierowo
Krótka wycieczka celem sprawdzenia, czy dłuższy o dwa ogniwa łańcuch założony wczoraj, ma wpływ na jazdę. Przy okazji odebrałem z Żoliborza jakieś ciuszki dla Julki kupione na aledrogo. Pomimo wczesnej pory korek na Prymasa Tysiąclecia w kierunku Bródno/Marki już od Lasku na Kole, a gdzie początek? Most? Bródno? A może Marki? Wiadomo piątek.

Jedziemy do domu na weekend © yurek55

Jest już przejazd© yurek55
Mapy dziś nie ma, bo niedokładnie włączyłem endo.

Jedziemy do domu na weekend © yurek55

Jest już przejazd© yurek55
Mapy dziś nie ma, bo niedokładnie włączyłem endo.
- DST 23.50km
- Czas 01:15
- VAVG 18.80km/h
- Temperatura 11.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Rozczarowania
Najgorzej nie lubię, jak ktoś "na żywca" usiłuje mnie zrobić w uja, a taka sytuacja zaistniała dziś w warsztacie na Powstańców Śląskich. Jeden z młodych pracowników usiłował mi wmówić, że trzeba wymienić łańcuch, bo tak pokazuje przymiar, a tymczasem ja wiem, że ten łańcuch przejechał około 270km! I na dodatek został nabyty właśnie u nich w sklepie. Gdy mu to niezbyt przyjemnym tonem wyjaśniłem uznał, że może jeszcze z 500km wytrzyma. Potem dał mi kartkę na odbiór roweru (miałem go zostawić) z podaną ceną 80zł, za pierwszy przegląd w nowym rowerze! Nie pozostało mi nic innego, jak chłodno się pożegnać, zabrać rower i pojechać dalej. Pomyślę, czy do nich jeszcze pojadę...
A druga wycieczka, do Pruszkowa, przekonała mnie po raz kolejny, że Aleje Jerozolimskie to najgorszy wariant jazdy rowerem jaki może być. Nic się nie poprawiło; asfalt zmasakrowany koleinami i ubytkami, a tam gdzie skrzyżowania z Nowolazurową czy POW, trzy pasy jak na autostradach i kierowcy też jak na autostradach jadą. Nie miałem czasu na trasę bokiem przez Piastów i musiałem tak jechać, ale radości z tego nie miałem. Może tylko z prędkości jaką rozwija nowy rower.
I ślad na mapie taki byle jaki..., w tę i nazad.
A druga wycieczka, do Pruszkowa, przekonała mnie po raz kolejny, że Aleje Jerozolimskie to najgorszy wariant jazdy rowerem jaki może być. Nic się nie poprawiło; asfalt zmasakrowany koleinami i ubytkami, a tam gdzie skrzyżowania z Nowolazurową czy POW, trzy pasy jak na autostradach i kierowcy też jak na autostradach jadą. Nie miałem czasu na trasę bokiem przez Piastów i musiałem tak jechać, ale radości z tego nie miałem. Może tylko z prędkości jaką rozwija nowy rower.
I ślad na mapie taki byle jaki..., w tę i nazad.
- DST 54.04km
- Czas 02:34
- VAVG 21.05km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
*Waga, a cena roweru*
Miałem trzy miejsca do objechania i wybrałem taką marszrutę, żeby mi się trasa nie krzyżowała. Najpierw zawiozłem jakiś ważny papierek na Kruczą, potem odebrałem receptę z Postępu, a na koniec pojechałem do serwisu Jerzego Ceranki, bo mi coś zaczęło lekko "szeleścić". Niestety Pan Jerzy nic nie usłyszał, więc tym samym nie mógł nic zrobić - ja zresztą, przy kręceniu na stojaku też nie słyszałem. Ale przy okazji - jak sądzę z ciekawości - właściciel zważył mój rower. Waga pokazała 15,4kg ku nieskrywanej satysfakcji sprzedawcy rowerów Wheleer, który stwierdził, że - "Cena skądś się bierze" i że u niego porównywalny rower waży 2kg mniej. Niezbyt się tym przejąłem, bo 2kg mniej, za 1000zł więcej, to mi się wcale, a wcale nie opłaca, ale żeby nie psuć naszych relacji, na głos tego nie powiedziałem. Stwierdziłem jedynie, że gdyby mnie było stać, to niewątpliwie kupiłbym rower u niego.
Na koniec podróży zajechałem jeszcze do sklepu, gdzie przedwczoraj koszyk na bidon kupowałem i dostałem dwie śrubki do jego przykręcenia.
A już w domu zmieniłem łańcuch, bo postanowiłem, że i tym rowerem będę jeździł na dwa, a może i trzy łańcuchy.

Postój dorożek konnych © yurek55
Tytuł zdjęcia nawiązuje do moich wspomnień, gdy codziennie w drodze do szkoły, mijałem stojące w tym miejscu dorożki

Niebo nad warszawską ulicą © yurek55
Na koniec podróży zajechałem jeszcze do sklepu, gdzie przedwczoraj koszyk na bidon kupowałem i dostałem dwie śrubki do jego przykręcenia.
A już w domu zmieniłem łańcuch, bo postanowiłem, że i tym rowerem będę jeździł na dwa, a może i trzy łańcuchy.

Postój dorożek konnych © yurek55
Tytuł zdjęcia nawiązuje do moich wspomnień, gdy codziennie w drodze do szkoły, mijałem stojące w tym miejscu dorożki

Niebo nad warszawską ulicą © yurek55
- DST 33.76km
- Czas 01:39
- VAVG 20.46km/h
- Temperatura 11.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poszukiwań dzień drugi.
Ponieważ wczoraj w sklepach rowerowych nie znalazłem lampki z pasującym mocowaniem, spisałem sobie kilka adresów z allegro, gdzie widziałem na zdjęciach, że mogę coś dopasować. Taki objazd po Warszawie uznałem za dobrą okazję do dalszych testów zdrowotnych, bo wczorajszy wypadł wielce obiecująco, ale był za krótki, by uznać go za w pełni wiarygodny. Po dzisiejszej wycieczce mogę już w pełni odpowiedzialnie powiedzieć, że potłuczenie nie jest dolegliwe na tyle, by przeszkadzało w jeździe; noga, bark i łokieć bolą przy dotykaniu, nie przy pedałowaniu. Bardziej przeszkadzał w jeździe dokuczliwy, zimny i silny wiatr.
Objazd zacząłem od Smoczej, gdzie odebrałem kolejny zakup dla naszej Julci i stamtąd pojechałem na Grochów, a właściwie Gocławek. Obstawiałem, że w sklepie na Biskupiej, najpewniej dostanę to, czego potrzebuję. Kupowałem już tam kiedyś liczniki bezprzewodowe i widziałem asortyment; typowe mydło i powidło z dalekiego Wschodu. Na miejscu przymierzyłem mocowanie od jednego z kompletów i uznałem, że po małym podpiłowaniu będzie pasować. Za 10 złotych zyskałem oświetlenie na przód i tył i tym samym, mam już na składzie trzy lampki przednie i trzy tylne w różnym stopniu kompletacji. Nie licząc tych zamontowanych do roweru, od przybytku głowa nie boli - jak to mówią...
A jeśli chodzi o zdjęcia, to choć wydaje się to niemożliwe, tego żołnierza widziałem dziś pierwszy raz. Wiem, ja też tego nie rozumiem, on stoi w tym miejscu już 51 lat! Zaprawdę, prawdą jest - rowerem widzisz więcej.

Żołnierz I Armii Wojska Polskiego © yurek55
I żeby zostać w klimacie pomników...

Ksiądz Ignacy Skorupka przed Św. Florianem na Pradze © yurek55

Zginął w wojnie z bolszewikami © yurek55
Zdjęć z Mostu Siekierkowskiego jest na blogu kilkanaście ale jak przejeżdżam Wisłę, to nie mogę się powstrzymać. Taki wewnętrzny przymus.

Manhattan nadwiślański © yurek55

Wisła, kierunek północny © yurek55
I na koniec prawdziwie wiosenna niespodzianka, Veturillo wraca na ulice Warszawy! Tu, ulica Banacha, nie wiem jak jest na innych stacjach.

Pierwszy zwiastun wiosny?! © yurek55
Objazd zacząłem od Smoczej, gdzie odebrałem kolejny zakup dla naszej Julci i stamtąd pojechałem na Grochów, a właściwie Gocławek. Obstawiałem, że w sklepie na Biskupiej, najpewniej dostanę to, czego potrzebuję. Kupowałem już tam kiedyś liczniki bezprzewodowe i widziałem asortyment; typowe mydło i powidło z dalekiego Wschodu. Na miejscu przymierzyłem mocowanie od jednego z kompletów i uznałem, że po małym podpiłowaniu będzie pasować. Za 10 złotych zyskałem oświetlenie na przód i tył i tym samym, mam już na składzie trzy lampki przednie i trzy tylne w różnym stopniu kompletacji. Nie licząc tych zamontowanych do roweru, od przybytku głowa nie boli - jak to mówią...
A jeśli chodzi o zdjęcia, to choć wydaje się to niemożliwe, tego żołnierza widziałem dziś pierwszy raz. Wiem, ja też tego nie rozumiem, on stoi w tym miejscu już 51 lat! Zaprawdę, prawdą jest - rowerem widzisz więcej.

Żołnierz I Armii Wojska Polskiego © yurek55
I żeby zostać w klimacie pomników...

Ksiądz Ignacy Skorupka przed Św. Florianem na Pradze © yurek55

Zginął w wojnie z bolszewikami © yurek55
Zdjęć z Mostu Siekierkowskiego jest na blogu kilkanaście ale jak przejeżdżam Wisłę, to nie mogę się powstrzymać. Taki wewnętrzny przymus.

Manhattan nadwiślański © yurek55

Wisła, kierunek północny © yurek55
I na koniec prawdziwie wiosenna niespodzianka, Veturillo wraca na ulice Warszawy! Tu, ulica Banacha, nie wiem jak jest na innych stacjach.

Pierwszy zwiastun wiosny?! © yurek55
- DST 44.77km
- Czas 02:26
- VAVG 18.40km/h
- Temperatura 7.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Pomieszanie z poplątaniem.
Tak nazwałem dzisiejszy wpis, bo nie ma on jednej myśli przewodniej, a wszystko przez zdjęcia, których nacykałem za dużo, bez żadnego ładu i składu. Napiszę tylko na początku, że pojechałem odebrać zakupy na Marysin Wawerski i pod tym kątem zaplanowałem trasę.
Pierwsza grupa, to zima, kra i lód

Most Siekierkowski © yurek55

Most Poniatowskiego © yurek55

Jeziorko Kamionkowskie © yurek55
Druga, to kapliczki i Praga

Kapliczka na Zabranieckiej © yurek55
"Na pamiatkę jubileuszu obchodzonego w dniu 8 grudnia 1904 roku 50 letniego Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny R.P 1905" Ten niezbyt gramatycznie poprawny napis, nawiązuje do ogłoszenia 8 grudnia 1854 r. przez Papieża Piusa IX, dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Kapliczka na Zabkowskiej 12 © yurek55 O Mario niepokalanie poczęta módl się za nami 1 VIII 1943 rok

Typowe praskie podwórko © yurek55

Praga, zaplecze ul. Targowej © yurek55

Domy w głębi Targowej © yurek55

Podwórko na Pradze © yurek55

Muzeum Pragi © yurek55
Muzeum warszawskiej Pragi według stanu na październik ubiegłego roku wyglądało bardziej "prasko". Myślałem, że przynajmniej zostawią budynek nieotynkowany, byłby bardziej autentyczny.
Trzecia grupa zdjęć, to fotki "ciekawostki"

Zakopane?, nie Anin © yurek55

Sielanka na Kajki © yurek55

Ulica Niemodlińska w Aninie © yurek55
"Kochamy wciąż za mało i stale za późno"
Księdzu - Poecie Janowi Twardowskiemu który w tym domu w latach 2000 - 2005 uczył nas kochać Boga i ludzi - aninianie 2006r
A tu już SAMO ZŁO! Oczywiście według ekologów, zielonych (w tym "Zielonego Mazowsza", oczywiście też) i innych eko-terrorystów. W 2015 roku jak będą tę spalarnię rozbudowywać, znowu będą mogli się przykuwać łańcuchami. Tu monitorowanych i wyświetlanych na tablicy jest 9 substancji emitowanych do atmosfery i jakoś nie widziałem ekologów sprawdzających na bieżąco, czy ta spalarnia, to druga Fukushima, albo Czarnobyl. Jestem pewien, że każda kotłownia osiedlowa, zakładowa czy inna, emituje więcej zanieczyszczeń. Ale nie jest "nośna medialnie"

Spalarnia odpadów na Targówku © yurek55
I na koniec

Kościół w Marysinie Wawerskim © yurek55

Kościół Matki Bożej Królowej Korony Polskiej ul. Kościuszkowców © yurek55

Ażurowa wieża kościelna © yurek55
Pierwsza grupa, to zima, kra i lód

Most Siekierkowski © yurek55

Most Poniatowskiego © yurek55

Jeziorko Kamionkowskie © yurek55
Druga, to kapliczki i Praga

Kapliczka na Zabranieckiej © yurek55
"Na pamiatkę jubileuszu obchodzonego w dniu 8 grudnia 1904 roku 50 letniego Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny R.P 1905" Ten niezbyt gramatycznie poprawny napis, nawiązuje do ogłoszenia 8 grudnia 1854 r. przez Papieża Piusa IX, dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Kapliczka na Zabkowskiej 12 © yurek55 O Mario niepokalanie poczęta módl się za nami 1 VIII 1943 rok

Typowe praskie podwórko © yurek55

Praga, zaplecze ul. Targowej © yurek55

Domy w głębi Targowej © yurek55

Podwórko na Pradze © yurek55

Muzeum Pragi © yurek55
Muzeum warszawskiej Pragi według stanu na październik ubiegłego roku wyglądało bardziej "prasko". Myślałem, że przynajmniej zostawią budynek nieotynkowany, byłby bardziej autentyczny.
Trzecia grupa zdjęć, to fotki "ciekawostki"

Zakopane?, nie Anin © yurek55

Sielanka na Kajki © yurek55

Ulica Niemodlińska w Aninie © yurek55
"Kochamy wciąż za mało i stale za późno"
Księdzu - Poecie Janowi Twardowskiemu który w tym domu w latach 2000 - 2005 uczył nas kochać Boga i ludzi - aninianie 2006r
A tu już SAMO ZŁO! Oczywiście według ekologów, zielonych (w tym "Zielonego Mazowsza", oczywiście też) i innych eko-terrorystów. W 2015 roku jak będą tę spalarnię rozbudowywać, znowu będą mogli się przykuwać łańcuchami. Tu monitorowanych i wyświetlanych na tablicy jest 9 substancji emitowanych do atmosfery i jakoś nie widziałem ekologów sprawdzających na bieżąco, czy ta spalarnia, to druga Fukushima, albo Czarnobyl. Jestem pewien, że każda kotłownia osiedlowa, zakładowa czy inna, emituje więcej zanieczyszczeń. Ale nie jest "nośna medialnie"

Spalarnia odpadów na Targówku © yurek55
I na koniec

Kościół w Marysinie Wawerskim © yurek55

Kościół Matki Bożej Królowej Korony Polskiej ul. Kościuszkowców © yurek55

Ażurowa wieża kościelna © yurek55
- DST 49.41km
- Czas 02:43
- VAVG 18.19km/h
- Temperatura 9.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 12 lutego 2014
Kategoria > 100, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Druga stówa! "...i trudno było jak cholera, lecz nie padłem..."
Wprawdzie Alosza Awdiejew w całkiem innym kontekście użył tytułowej frazy, ale ona (pomijając kontekst) pasuje jak ulał do opisu mojej dzisiejszej wycieczki. Wystarczy, że napiszę, że moja kurtka to jest cienka wiatrówka, a nie przeciwdeszczowa, miałem pod nią tylko koszulkę i w tym stroju W DESZCZU, jechałem do Góry Kalwarii drogą krajową nr 50. Następnie, na portierni Domu Pomocy Społecznej (dziękuję Panu Ochroniarzowi) założyłem podkoszulkę z plecaka, ogrzałem się chwilę przy kaloryferze i znów w deszczu dotarłem do Piaseczna. Jak dotarłem do córki, suche miałem tylko majtki na tyłku. Tam na szczęście mogłem odpocząć, ogrzać się, wysuszyć, coś zjeść i przebrać w suche i ciepłe rzeczy i podładowałem telefon, bo padł. Miałem nawet propozycję, żeby wziąć samochód, rower zapakować do bagażnika i komfortowo pojechać do domu. Ale nie skorzystałem.

Wisła w porannej mgiełce © yurek55

Rzeka Świder © yurek55

Świdermajer od frontu © yurek55

...i od kuchni © yurek55

Magistrat Miasta Otwocka© yurek55 nie - Urząd Miasta

Upamiętnienie dywersji na torach © yurek55
"Żołnierzom ruchu oporu którzy w latach okupacji hitlerowskiej w Polsce w walce o polsdkie szyny na trasie OItwock-Pogorzel-Pilawa niszczyli transporty z wojskiem i sprzętem wroga, Społeczeństwo pow. otwockiego.
Pamięci żołnierzy Armii Krajowej uczestniczących w akcjach dywersyjnych na niemieckie transporty wojskowe na linii kolejowej Otwock - Celestynów"
Pod spodem wykaz akcji Kedywu, daty i pod czyim dowództwem.

Pamięci zabitych przez Niemców mieszkańców Celestynowa © yurek55
W 1946 roku gdy postawiono ten pomnik, to Niemcy zabijali Polaków - nie naziści, nie faszyści, nie hitlerowcy. Po prostu Niemcy.

Fantazja nazewnictwa nie zna granic © yurek55
To ostatnie zdjęcie, deszczyk dopiero zaczynał kropić, potem już była tylko walka o przetrwanie.
Dodałem gminę Celestynów

Wisła w porannej mgiełce © yurek55

Rzeka Świder © yurek55

Świdermajer od frontu © yurek55

...i od kuchni © yurek55

Magistrat Miasta Otwocka© yurek55 nie - Urząd Miasta

Upamiętnienie dywersji na torach © yurek55
"Żołnierzom ruchu oporu którzy w latach okupacji hitlerowskiej w Polsce w walce o polsdkie szyny na trasie OItwock-Pogorzel-Pilawa niszczyli transporty z wojskiem i sprzętem wroga, Społeczeństwo pow. otwockiego.
Pamięci żołnierzy Armii Krajowej uczestniczących w akcjach dywersyjnych na niemieckie transporty wojskowe na linii kolejowej Otwock - Celestynów"
Pod spodem wykaz akcji Kedywu, daty i pod czyim dowództwem.

Pamięci zabitych przez Niemców mieszkańców Celestynowa © yurek55
W 1946 roku gdy postawiono ten pomnik, to Niemcy zabijali Polaków - nie naziści, nie faszyści, nie hitlerowcy. Po prostu Niemcy.

Fantazja nazewnictwa nie zna granic © yurek55
To ostatnie zdjęcie, deszczyk dopiero zaczynał kropić, potem już była tylko walka o przetrwanie.
Dodałem gminę Celestynów
- DST 118.00km
- Czas 06:25
- VAVG 18.39km/h
- Temperatura 3.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Wspomnienie lata
Pojechałem do Lidla kupić zewnętrzną lampę ledową z czujnikiem ruchu, w dobrej cenie 69 złotych. Przy okazji włożyłem do koszyka jeszcze kilka produktów i w rezultacie ledwo spakowałem się do plecaka. Z takim obciążeniem niewygodnie się jedzie, więc od razu wiedziałem, że daleko się nie będę wybierał - skończyło sie na widocznym na mapie kółeczku. Na dodatek ubrałem się tak jak ostatnio się ubierałem, a tu ocieplenie, zaledwie minus sześć rano - odczuwalne minus dwanaście. I co? Było mi trochę za ciepło, nawet mam wrażenie, że lekko się spociłem. Nie bez znaczenia była tu waga plecaka. Ale generalnie wrażenia na plus. Zdjęć nie robiłem, bo w sumie nie zauważyłem niczego, na tyle godnego sfotografowania, żeby opłacało się zatrzymywać.
Dlatego wklejam zdjęcie - wspomnienie lata. 1 zdjęcie = 1000 słów, tak?
Dlatego wklejam zdjęcie - wspomnienie lata. 1 zdjęcie = 1000 słów, tak?
- DST 28.00km
- Czas 01:51
- VAVG 15.14km/h
- Temperatura -6.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsza gleba!
Zanim wyjechałem na przejażdżkę sprawdziłem warunki; temp. - 6, odczuwalna - 11 i silny wiatr. Ubrałem się więc stosownie i i zimno mi nie dokuczało. Rękawiczki cywilne skórzane lepiej ochroniły moje dłonie, niż kolarskie z neoprenu, na nogi założyłem dwie pary skarpet, a pod spodnie bieliznę termiczną (lepiej brzmi niż kalesony, prawda?). Miałem w planach na dziś, wymienić napęd w warsztacie Jerzego Ceranki na Powstańców Śląskich, a potem pojechać na Postępu odebrać zaświadczenie w LuxMed. Najpierw na chwilę zajrzałem do Błękitnego Miasta - bo to po drodze - i oddałem A. poranny zakup lidlowski. Swoją drogą przy tej okazji poczułem się przez chwilę jak w latach 80 - tych, ten tłum pań niemal wyrywających sobie ubrania..., bezcenne.
W warsztacie pocałowałem klamkę, właściciel widocznie uznał, że może dziś wcale nie otworzy, bo i co mu kto zrobi?! A może otworzy później? Ja czekać nie miałem zamiaru, pojechałem po prostu do domu. Jazda ddr na Górczewskiej wymagała sporej uwagi, bo były na niej fragmenty pokryte grubą warstwą zamarzniętej mżawki. Szczególnie tam, gdzie wiatr zdmuchnął wcześniej śnieżek, kostka bardzo ładnie przyjęła lód. Jak dmuchnął boczny wiatr to mnie po tym lodzie przesunęło z 20 centymetrów, ale utrzymałem równowagę. Dopiero później na takim samym lodowym fragmencie, zaliczyłem tytułową glebę. I to nawet nie podczas jazdy, a w trakcie zatrzymywania. Noga nie znalazła oparcia, przyczepność zerowa i bęc! Było to już w trakcie tej drugiej wycieczki, na Wołoskiej przed Domaniewską,nic wielkiego się nie stało, pozbierałem co wypadło i pojechałem dalej. A na ostatnim odcinku powrotnym doszły jeszcze lodowe igiełki niesione porywistym wiatrem i walące po twarzy i oczach. I w tych miłych okolicznościach pogody dojechałem do domu. Zadowolenia wielkiego nie miałem, ale satysfakcję, owszem...
A co do wyboru ubrania na rower i przygotowań, to myślę nad videoblogiem. Zainspirowała mnie ta dziewczyna, nie ma co!
W warsztacie pocałowałem klamkę, właściciel widocznie uznał, że może dziś wcale nie otworzy, bo i co mu kto zrobi?! A może otworzy później? Ja czekać nie miałem zamiaru, pojechałem po prostu do domu. Jazda ddr na Górczewskiej wymagała sporej uwagi, bo były na niej fragmenty pokryte grubą warstwą zamarzniętej mżawki. Szczególnie tam, gdzie wiatr zdmuchnął wcześniej śnieżek, kostka bardzo ładnie przyjęła lód. Jak dmuchnął boczny wiatr to mnie po tym lodzie przesunęło z 20 centymetrów, ale utrzymałem równowagę. Dopiero później na takim samym lodowym fragmencie, zaliczyłem tytułową glebę. I to nawet nie podczas jazdy, a w trakcie zatrzymywania. Noga nie znalazła oparcia, przyczepność zerowa i bęc! Było to już w trakcie tej drugiej wycieczki, na Wołoskiej przed Domaniewską,nic wielkiego się nie stało, pozbierałem co wypadło i pojechałem dalej. A na ostatnim odcinku powrotnym doszły jeszcze lodowe igiełki niesione porywistym wiatrem i walące po twarzy i oczach. I w tych miłych okolicznościach pogody dojechałem do domu. Zadowolenia wielkiego nie miałem, ale satysfakcję, owszem...
A co do wyboru ubrania na rower i przygotowań, to myślę nad videoblogiem. Zainspirowała mnie ta dziewczyna, nie ma co!
- DST 30.00km
- Czas 01:50
- VAVG 16.36km/h
- Temperatura -11.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze























