Pierwsza gleba!
Zanim wyjechałem na przejażdżkę sprawdziłem warunki; temp. - 6, odczuwalna - 11 i silny wiatr. Ubrałem się więc stosownie i i zimno mi nie dokuczało. Rękawiczki cywilne skórzane lepiej ochroniły moje dłonie, niż kolarskie z neoprenu, na nogi założyłem dwie pary skarpet, a pod spodnie bieliznę termiczną (lepiej brzmi niż kalesony, prawda?). Miałem w planach na dziś, wymienić napęd w warsztacie Jerzego Ceranki na Powstańców Śląskich, a potem pojechać na Postępu odebrać zaświadczenie w LuxMed. Najpierw na chwilę zajrzałem do Błękitnego Miasta - bo to po drodze - i oddałem A. poranny zakup lidlowski. Swoją drogą przy tej okazji poczułem się przez chwilę jak w latach 80 - tych, ten tłum pań niemal wyrywających sobie ubrania..., bezcenne.
W warsztacie pocałowałem klamkę, właściciel widocznie uznał, że może dziś wcale nie otworzy, bo i co mu kto zrobi?! A może otworzy później? Ja czekać nie miałem zamiaru, pojechałem po prostu do domu. Jazda ddr na Górczewskiej wymagała sporej uwagi, bo były na niej fragmenty pokryte grubą warstwą zamarzniętej mżawki. Szczególnie tam, gdzie wiatr zdmuchnął wcześniej śnieżek, kostka bardzo ładnie przyjęła lód. Jak dmuchnął boczny wiatr to mnie po tym lodzie przesunęło z 20 centymetrów, ale utrzymałem równowagę. Dopiero później na takim samym lodowym fragmencie, zaliczyłem tytułową glebę. I to nawet nie podczas jazdy, a w trakcie zatrzymywania. Noga nie znalazła oparcia, przyczepność zerowa i bęc! Było to już w trakcie tej drugiej wycieczki, na Wołoskiej przed Domaniewską,nic wielkiego się nie stało, pozbierałem co wypadło i pojechałem dalej. A na ostatnim odcinku powrotnym doszły jeszcze lodowe igiełki niesione porywistym wiatrem i walące po twarzy i oczach. I w tych miłych okolicznościach pogody dojechałem do domu. Zadowolenia wielkiego nie miałem, ale satysfakcję, owszem...
A co do wyboru ubrania na rower i przygotowań, to myślę nad videoblogiem. Zainspirowała mnie ta dziewczyna, nie ma co!
W warsztacie pocałowałem klamkę, właściciel widocznie uznał, że może dziś wcale nie otworzy, bo i co mu kto zrobi?! A może otworzy później? Ja czekać nie miałem zamiaru, pojechałem po prostu do domu. Jazda ddr na Górczewskiej wymagała sporej uwagi, bo były na niej fragmenty pokryte grubą warstwą zamarzniętej mżawki. Szczególnie tam, gdzie wiatr zdmuchnął wcześniej śnieżek, kostka bardzo ładnie przyjęła lód. Jak dmuchnął boczny wiatr to mnie po tym lodzie przesunęło z 20 centymetrów, ale utrzymałem równowagę. Dopiero później na takim samym lodowym fragmencie, zaliczyłem tytułową glebę. I to nawet nie podczas jazdy, a w trakcie zatrzymywania. Noga nie znalazła oparcia, przyczepność zerowa i bęc! Było to już w trakcie tej drugiej wycieczki, na Wołoskiej przed Domaniewską,nic wielkiego się nie stało, pozbierałem co wypadło i pojechałem dalej. A na ostatnim odcinku powrotnym doszły jeszcze lodowe igiełki niesione porywistym wiatrem i walące po twarzy i oczach. I w tych miłych okolicznościach pogody dojechałem do domu. Zadowolenia wielkiego nie miałem, ale satysfakcję, owszem...
A co do wyboru ubrania na rower i przygotowań, to myślę nad videoblogiem. Zainspirowała mnie ta dziewczyna, nie ma co!
- DST 30.00km
- Czas 01:50
- VAVG 16.36km/h
- Temperatura -11.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Zwykła wycieczka
O takich wyjazdach właściwie nie ma co pisać. Jedyna godna uwagi rzecz, jak się przydarzyła, to pomylenie drogi. Tak dawno nie wracałem ulicą Dzieci Warszawy w Ursusie, że postanowiłem zobaczyć, czy jest już jakiś przejazd do Alej Jerozolimskich. Tylko zamiast Alejami, pojechałem oddaną ulicą Nowolazurową, bo była odśnieżona (wyjątek!) ścieżka rowerowa, a ja miałem pomroczność jasną i myślałem, że to ddr wzdłuż Alej. Dopiero jak zobaczyłem tablicę "Ursus"na wiadukcie, zawróciłem i Ryżową dotarłem na właściwą drogę. Nie chlupało mi dziś w butach, tylko standardowo zmarzły stopy i dłonie.

Ursus - Niedźwiadek bogaty w stojaki, zamontowano ich przy tej stacji pięćdziesiąt. Czyli można wygodnie zamocować do nich sto rowerów. Ciekawe jak zostało obliczone zapotrzebowanie na tyle jednośladów? Jakiego wzoru czy algorytmu użyto? Zapewne zostanie to słodką tajemnicą zamawiającego i projektanta.

Sezon zimowy w pełni, tylko gdzie snieg? Górka Szczęśliwicka © yurek55

Ursus - Niedźwiadek bogaty w stojaki, zamontowano ich przy tej stacji pięćdziesiąt. Czyli można wygodnie zamocować do nich sto rowerów. Ciekawe jak zostało obliczone zapotrzebowanie na tyle jednośladów? Jakiego wzoru czy algorytmu użyto? Zapewne zostanie to słodką tajemnicą zamawiającego i projektanta.

Sezon zimowy w pełni, tylko gdzie snieg? Górka Szczęśliwicka © yurek55
- DST 54.00km
- Czas 02:50
- VAVG 19.06km/h
- Temperatura -0.3°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Zimno, mokro i pada, czyli rowerowa krew, pot i łzy.
Tytuł mówi wszystko o dzisiejszej wycieczce. Początek nie zapowiadał masakry, ale później było już tylko gorzej. Na jezdni starałem się o ile to możliwe omijać kałuże - i nawet mi się to udawało. Ale co z tego, kiedy woda odprowadzana przez bieżnik przedniego koła, wesołą fontanną tryskała do góry na 30 cm? Po trzech kilometrach miałem doszczętnie przemoknięte skarpety, woda chlupała w butach, przyjemnie chłodząc rozgrzane, spocone stopy. Chciałbym tak napisać, ale niestety to nie była prawda. Przy dzisiejszej temperaturze, mokre nogi to bardzo wątpliwa przyjemność - i na dodatek nic nie można zrobić, by je rozgrzać... Jedyne co można, to wrócić do domu i jak najszybciej włożyć je do gorącej wody. Ale do tego droga była jeszcze daleka. Gdy dojechałem do celu, czyli na ulicę Kępną na Pradze, to sklepu szukałem chyba z 20 minut pomimo, że wydaje się, że ta uliczka ma najwyżej sto metrów. W końcu go znalazłem, na końcu jakiegoś monstrualnego, nowego budynku i gdy odbierałem zakup, mignęła mi myśl, by poprosić o torebki foliowe do ochrony nóg przed wodą. Ale po pierwsze - nie miałbym gdzie ich założyć, a po drugie - nogi już i tak były mokre. W tej sytuacji postanowiłem wracać najkrótszą drogą i najszybciej jak się da. Ulicami Zamojskiego, Jagiellońską, koło dworca PKS Warszawa Stadion, Zieleniecką do Mostu Poniatowskiego i prosto jak strzelił do domu. Już na Moście poczułem, a nawet usłyszałem, ostre lodowe igiełki walące o kask, jakby mnie ktoś kaszą bombardował. To znaczy, że ostre i lodowe, to poczułem na twarzy... Ale nawet to, nie było w stanie bardziej obniżyć mojego morale, było mi już zupełnie, dokładnie i całkowicie wszystko jedno! Wiedziałem, że do domu nikt mnie nie zaniesie, ani nie zawiezie, muszę dojechać sam - i tego mam się trzymać. I rzeczywiście, po upojnej jeździe przez samo centrum naszej stolicy i po niespełna dwudziestu minutach, dotarłem do celu. Buty na kaloryfer, reszta do pralki, nogi do miski z wodą i tyle... na dziś.
A nauka z tego taka, że torebki foliowe trzeba zakładać PRZED wyjechaniem.
A druga nauka, to poszukać innych butów do zimowej jazdy, bo te straciły całkiem swoją impregnację, vulgo nieprzemakalność.

Most Śląsko - Dabrowski przejechać niełatwo © yurek55
A nauka z tego taka, że torebki foliowe trzeba zakładać PRZED wyjechaniem.
A druga nauka, to poszukać innych butów do zimowej jazdy, bo te straciły całkiem swoją impregnację, vulgo nieprzemakalność.

Most Śląsko - Dabrowski przejechać niełatwo © yurek55
- DST 17.47km
- Czas 01:00
- VAVG 17.47km/h
- Temperatura 1.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 16 stycznia 2014
Kategoria <50
Zimowy rekonesans
Dzisiaj krótko, wyjechałem zobaczyć tylko jak się w tym roku jeździ po śniegu i lodzie. Najlepiej sprawdzić to na ddr wzdłuż Prymasa Tysiąclecia. Nie zawiodłem się, aż do Powązkowskiej ubity śnieg, gdzieniegdzie zamieniony w lód, chodnik obok oczywiście odśnieżony i posypany piaskiem. Czyli zimowy warszawski standard odśnieżania zostaje zachowany na kolejny rok.
Przy Powązkowskiej narazie nie da się jadąc koło muru, trawersem wjechać z dołu na poziom chodnika, trzeba wnieść rower po schodach. Wycięte i jeszcze nieuprzątnięte drzewa zawalają wjazd.
W lesie zima...
...na jezdniach woda i tak już pozostanie przez jakiś czas. Do jazdy w tych warunkach zmajstrowałem sobie nowy, większy chlapacz z tyłu, a na marznące ręce będę zakładał normalne, skórzane rękawiczki. Jeszcze pokażemy zimie na co nas stać, rowerzystów!
Przy Powązkowskiej narazie nie da się jadąc koło muru, trawersem wjechać z dołu na poziom chodnika, trzeba wnieść rower po schodach. Wycięte i jeszcze nieuprzątnięte drzewa zawalają wjazd.
W lesie zima...
...na jezdniach woda i tak już pozostanie przez jakiś czas. Do jazdy w tych warunkach zmajstrowałem sobie nowy, większy chlapacz z tyłu, a na marznące ręce będę zakładał normalne, skórzane rękawiczki. Jeszcze pokażemy zimie na co nas stać, rowerzystów!
- DST 24.00km
- Czas 01:17
- VAVG 18.70km/h
- Temperatura -1.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 14 stycznia 2014
Bez pomysłu
Tak właśnie można nazwać moje dzisiejsze jeżdżenie; bez pomysłu, bez celu, bez sensu. Pierwszy etap to Blue City, całe dwa kilometry! Zostawiłem tam rower, przesiadłem się w samochód, pojechałem na warsztat na podnośnik, sprawdziliśmy co stuka-puka, okazało się, że amortyzator się wylał. Po umówieniu terminu naprawy wróciłem, zabrałem rower i pojechałem do domu. To kolejne dwa kilometry. Przebrałem się rowerowo i postanowiłem pojechać zmienić napęd, od ostatniej wymiany minęło prawie pięć tysięcy kilometrów. Ale w warsztacie na Powstańców zastałem tylko żonę właściciela za ladą, pan Jerzy w tym tygodniu od piętnastej pracuje. Ruszyłem więc dalej, a myślą przewodnią wycieczki było, żeby ślad się nie krzyżował. Musicie przyznać, że to mało ambitne wyzwanie.Tym sposobem nakręciłem kolejne 24 kilometry, bo na więcej nie miałem ochoty, było mi zimno, nijak nie mogłem się rozgrzać kręceniem.

Budynek prochowni (schron amunicyjny) z peryskopami © yurek55

Budynek fortu Bema © yurek55
Dopiero w domu po powrocie okazało się, że zapomniałem o wczorajszym zleceniu. Tym razem już w cywilnych ciuchach pojechałem na ulicę Suwak, załatwiłem zaległą sprawę i dołożyłem do dzisiejszego dystansu 14 kilometrów. Na więcej nie było warunków, zmierzchało się, a ja jeszcze do pralni zajechałem i miałem tylko jedną rękę wolną. Ale zadowolony jestem, że się przemogłem i wyjechałem, bo wczoraj mi się to nie udało.

Budynek prochowni (schron amunicyjny) z peryskopami © yurek55

Budynek fortu Bema © yurek55
Dopiero w domu po powrocie okazało się, że zapomniałem o wczorajszym zleceniu. Tym razem już w cywilnych ciuchach pojechałem na ulicę Suwak, załatwiłem zaległą sprawę i dołożyłem do dzisiejszego dystansu 14 kilometrów. Na więcej nie było warunków, zmierzchało się, a ja jeszcze do pralni zajechałem i miałem tylko jedną rękę wolną. Ale zadowolony jestem, że się przemogłem i wyjechałem, bo wczoraj mi się to nie udało.
- DST 41.10km
- Czas 02:12
- VAVG 18.68km/h
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Znowu Szeligowską
Polubiłem jazdę w tamtym kierunku, po 9 kilometrach jestem poza Warszawą i dalej jadę już przez wsie. Na zdjęciach widać to dokładnie, z tym, że dziś nie ma pól i łąk, a są poczciwe kokoszki. Choć jak się dobrze przyjrzeć i puścić trochę wodze fantazji, to okazuje się, że takie całkiem zwyczajne, to one nie są.

W Macierzyszu kury chodzą © yurek55
Ta na przykład przykuwa uwagę swoją fantazyjną fryzurą, wzorowaną na uczesaniu najsłynniejszego polskiego detektywa.

Fryzura a'la Rutkowski © yurek55
Tu z kolei, na głowie tradycyjny grzebień, ale ta wyciągnięta noga, to przecież krok do menueta, prawda? Albo może próba poloneza przed studniówką? No, nie wiem...

Stąpam z gracją © yurek55
A co do samej jazdy, to udało mi się wjechać do Warszawy ulicą Arkuszową, co było moim zamiarem i co zasługuje na zapisanie. Tym razem ulubioną drogę opuściłem już w Wieruszewie, skręcając na Babice Nowe i Stare i przez Izabelin i Mościska trafiłem na Żoliborz. I NIE ZABŁĄDZIŁEM !!!
Pętlę zamykałem jadąc przez centrum miasta i tam urywa się ślad, bo wyłączył mi się telefon. Odkryłem to w Alejach Niepodległości gdy chciałem zadzwonić, a tu... ekran z klawiaturą i żądanie wpisania PIN-u. Wpisałem, zadzwoniłem, włączyłem zapis trasy i pojechałem dalej. To już któryś raz robi mi taki numer, ale nie mogę się zdecydować na oddanie go do serwisu. Przecież szybciej niż w dwa tygodnie go nie zrobią, a mnie potrzebne są aplikacje i informacje w nim zapisane. No trudno, jeszcze dwa, trzy miesiące się przemęczę i będzie nowy.

W Macierzyszu kury chodzą © yurek55
Ta na przykład przykuwa uwagę swoją fantazyjną fryzurą, wzorowaną na uczesaniu najsłynniejszego polskiego detektywa.

Fryzura a'la Rutkowski © yurek55
Tu z kolei, na głowie tradycyjny grzebień, ale ta wyciągnięta noga, to przecież krok do menueta, prawda? Albo może próba poloneza przed studniówką? No, nie wiem...

Stąpam z gracją © yurek55
A co do samej jazdy, to udało mi się wjechać do Warszawy ulicą Arkuszową, co było moim zamiarem i co zasługuje na zapisanie. Tym razem ulubioną drogę opuściłem już w Wieruszewie, skręcając na Babice Nowe i Stare i przez Izabelin i Mościska trafiłem na Żoliborz. I NIE ZABŁĄDZIŁEM !!!
Pętlę zamykałem jadąc przez centrum miasta i tam urywa się ślad, bo wyłączył mi się telefon. Odkryłem to w Alejach Niepodległości gdy chciałem zadzwonić, a tu... ekran z klawiaturą i żądanie wpisania PIN-u. Wpisałem, zadzwoniłem, włączyłem zapis trasy i pojechałem dalej. To już któryś raz robi mi taki numer, ale nie mogę się zdecydować na oddanie go do serwisu. Przecież szybciej niż w dwa tygodnie go nie zrobią, a mnie potrzebne są aplikacje i informacje w nim zapisane. No trudno, jeszcze dwa, trzy miesiące się przemęczę i będzie nowy.
- DST 54.57km
- Czas 02:32
- VAVG 21.54km/h
- Temperatura 6.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 9 stycznia 2014
Kurierowo, ale nie tylko
Znalazłem na dziś cel, a nawet dwa, więc wyjazd nabrał sensu i mogłem spokojnie wsiąść na rower. Wprawdzie nie musiałem jechać do sklepu, a tym bardziej nie było mowy o dostawie do domu, ale... patrz wyżej.To samo z jazdą do Anina.
Tak więc po zakupieniu w Lidlu promowanego dziś produktu i dostarczeniu na miejsce, wypiłem dobrą kawę z wypasionego ekspresu, cyknąłem z balkonu fotkę i pojechałem w dalszą drogę.

Widok z okna © yurek55
Z Ursynowa do Anina droga wiedzie przez Most Siekierkowski

Dwie "Grube Kaśki" © yurek55

Gocław za Wisłą © yurek55

Anin z Legią Warszawa © yurek55

Legia w Aninie © yurek55
W powrotnej drodze jak zwykle fotka z mostu i tyle na dziś.
A właściwie to jeszcze jedno. Dlaczego z nowym licznikiem jeździ się lepiej i szybciej? :)

Most średnicowy © yurek55
Tak więc po zakupieniu w Lidlu promowanego dziś produktu i dostarczeniu na miejsce, wypiłem dobrą kawę z wypasionego ekspresu, cyknąłem z balkonu fotkę i pojechałem w dalszą drogę.

Widok z okna © yurek55
Z Ursynowa do Anina droga wiedzie przez Most Siekierkowski

Dwie "Grube Kaśki" © yurek55

Gocław za Wisłą © yurek55

Anin z Legią Warszawa © yurek55

Legia w Aninie © yurek55
W powrotnej drodze jak zwykle fotka z mostu i tyle na dziś.
A właściwie to jeszcze jedno. Dlaczego z nowym licznikiem jeździ się lepiej i szybciej? :)

Most średnicowy © yurek55
- DST 56.76km
- Czas 02:51
- VAVG 19.92km/h
- VMAX 38.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsza setka AD 2014!
Dzisiejszą trasę zaplanowałem wczoraj, jak dowiedziałem się, że mam kurs kurierski na Krasnobrodzką na Bródnie. Czyli wiedziałem już gdzie powinna kończyć się pętla, a że chciałem sprawdzić działanie licznika, trasa powinna być też w miarę długa. Wymyśliłem taki wariant: Ochota - Łomianki - Czosnów - Nowy Dwór - Nieporęt - Bródno - Ochota i zrealizowałem go z naddatkiem. Jadąc do Nieporętu drogą wojewódzką 631 uznałem, że skoro tak dobrze mi idzie, można odbić w lewo na Dębe, potem Zegrze i z tego kierunku dotrzeć do ronda, a nie od Wieliszewa. Dzięki temu miałem gwarancję, że przekroczę setkę, bo z mapy mi wczoraj wynikało, że może trochę zabraknąć. A dokręcać pod domem nie lubię. Drugiej rzeczy, której nie lubię, to deszcz podczas jazdy. Dziś niestety pani aura nie była dla mnie łaskawa, kropić zaczęło już w Kiełpinie i kropiło do Czosnowa. To tylko niecałe pół godzinki, więc ani trochę mnie to nie zmartwiło, bo nawet zmoknąć nie zdążyłem. Drugi raz deszczyk próbował mnie postraszyć gdzieś w okolicach Dębego i kropił do Zegrza. Też nie zdążył mnie przemoczyć. Udało mu się to dopiero za trzecim razem, już w Warszawie i to tak skutecznie, że w butach chlupała mi woda. Ponieważ w styczniu jest ona zimna, bo i temperatura powietrza nie jest za wysoka, był to dość dotkliwie odczuwany dyskomfort. Dobrze, że zdarzyło się to już pod koniec wycieczki, bo jazda w mokrych skarpetach i butach trwała najwyżej godzinę.
Trasa dzisiejsza jest bardzo, ale to bardzo niekompletna. Widać tylko początek i koniec. Robiłem pauzy podczas postojów i widocznie nieuważnie, bez sprawdzenia czy zadziałało, włączałem ponownie. Ale teraz jak mam licznik, nie jest to tak istotne, a udowadniać przejechanego dystansu nikomu nie muszę.

Jezu błogosław naszej pracy © yurek55

Hotel u Witaszka w Czosnowie © yurek55
Perła architektury, to to nie jest...

Hotel od zaplecza © yurek55

Wystawa w hotelu u Witaszka © yurek55 - kołowrotek, chomąto, sierp, lampa naftowa, drewniane koło od wozu...
A tu już sesja mostowa.

Most im. Marszałka Piłsudskiego © yurek55

Most na Wiśle Nowy Dwór © yurek55

Lata budowy 1926 - 1931 © yurek55

Tabliczka kilometrowa 549 © yurek55

Zakola rzeczne © yurek55

Mało wody w Wisle © yurek55

Utopione słońce w Nowym Dworze © yurek55

Budynek typu "plomba" na rynku w Nowym Dworze © yurek55 :)

Ulica Zakroczymska © yurek55

Kościów Św. Michała Archanioła © yurek55

Dobra godzina jest 2 razy na dobę © yurek55

Elektrownia wodna w Dębem © yurek55

Generatory prądotwórcze © yurek55

Rzeka Narew © yurek55

Droga do Zegrza © yurek55

Nowy licznik w akcji © yurek55

Most na Narwi w Zegrzu © yurek55

Podpory mostu na narwi wysadzonego w 1915 przez Rosjan - Zegrze © yurek55
Sesja na pomoście w Nieporęcie - odpoczynek, posiłek 2 banany

Ptactwo wodne na zalewie © yurek55

Czekanie na posiłek © yurek55

Zalew Zegrzyński Nieporęt © yurek55

Młode łabędzie © yurek55


Autor bloga © yurek55

...na pomoście © yurek55

...w Nieporęcie © yurek55 Uprzedzając pytania, na nodze mam opaskę odblaskową

Tu mieszka sołtys © yurek55, to chyba najskromniejszy dom w sołectwie Nieporęt, a jednak mieszkańcy darzą zaufaniem.

Wisła w Warszawie © yurek55

Na Moście Gdańskim 107,8km © yurek55
Dwóch potrzebnych funkcji brakuje temu liczniku: pokazywania Vmax i Vśr. O ile średnią obliczy mi po powrocie bikestats, to maksymalną prędkość muszę sam zobaczyć. A jak walczę o życie na zjazdach, nie mam czasu na obserwację licznika, więc tego parametru nie będę wstawiał.

Było naprawdę mokro, całość od razu wylądowała w pralce
Trasa dzisiejsza jest bardzo, ale to bardzo niekompletna. Widać tylko początek i koniec. Robiłem pauzy podczas postojów i widocznie nieuważnie, bez sprawdzenia czy zadziałało, włączałem ponownie. Ale teraz jak mam licznik, nie jest to tak istotne, a udowadniać przejechanego dystansu nikomu nie muszę.

Jezu błogosław naszej pracy © yurek55

Hotel u Witaszka w Czosnowie © yurek55
Perła architektury, to to nie jest...

Hotel od zaplecza © yurek55

Wystawa w hotelu u Witaszka © yurek55 - kołowrotek, chomąto, sierp, lampa naftowa, drewniane koło od wozu...
A tu już sesja mostowa.

Most im. Marszałka Piłsudskiego © yurek55

Most na Wiśle Nowy Dwór © yurek55

Lata budowy 1926 - 1931 © yurek55

Tabliczka kilometrowa 549 © yurek55

Zakola rzeczne © yurek55

Mało wody w Wisle © yurek55

Utopione słońce w Nowym Dworze © yurek55

Budynek typu "plomba" na rynku w Nowym Dworze © yurek55 :)

Ulica Zakroczymska © yurek55

Kościów Św. Michała Archanioła © yurek55

Dobra godzina jest 2 razy na dobę © yurek55

Elektrownia wodna w Dębem © yurek55

Generatory prądotwórcze © yurek55

Rzeka Narew © yurek55

Droga do Zegrza © yurek55

Nowy licznik w akcji © yurek55

Most na Narwi w Zegrzu © yurek55

Podpory mostu na narwi wysadzonego w 1915 przez Rosjan - Zegrze © yurek55
Sesja na pomoście w Nieporęcie - odpoczynek, posiłek 2 banany

Ptactwo wodne na zalewie © yurek55

Czekanie na posiłek © yurek55

Zalew Zegrzyński Nieporęt © yurek55

Młode łabędzie © yurek55


Autor bloga © yurek55

...na pomoście © yurek55

...w Nieporęcie © yurek55 Uprzedzając pytania, na nodze mam opaskę odblaskową

Tu mieszka sołtys © yurek55, to chyba najskromniejszy dom w sołectwie Nieporęt, a jednak mieszkańcy darzą zaufaniem.

Wisła w Warszawie © yurek55

Na Moście Gdańskim 107,8km © yurek55
Dwóch potrzebnych funkcji brakuje temu liczniku: pokazywania Vmax i Vśr. O ile średnią obliczy mi po powrocie bikestats, to maksymalną prędkość muszę sam zobaczyć. A jak walczę o życie na zjazdach, nie mam czasu na obserwację licznika, więc tego parametru nie będę wstawiał.

Było naprawdę mokro, całość od razu wylądowała w pralce
- DST 115.00km
- Czas 05:47
- VAVG 19.88km/h
- Temperatura 5.4°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Ubranie jest ważne
Już wczoraj wiedziałem co mam na dziś do zrobienia: pojechać do mojej pani doktor, do Lidla i do Decathlonu po licznik rowerowy. Wycieczka nie zapowiadała się więc zbyt atrakcyjnie i taka też była. Ubrałem się normalnie, a nie rowerowo i bardzo źle na tym wyszedłem. Kurtka do chodzenia, nie nadaje się do jeżdżenia, od razu zrobiło mi się gorąco i to pomimo, że kręciłem raczej wolno, skórzane rękawiczki też niezbyt się nadawały na dzisiejszą temperaturę. Potem jak jeszcze w sklepie naładowałem plecak, aż mnie przygięło, to już całkiem jazda się zrobiła niefajna. W Decathlonie licznika pasownego dla mnie nie znalazłem, w rowerowym na Rondzie Zesłańców też, więc szybko wróciłem do domu, kupno licznika zostawiając na jutro

To pierwszy przystanek na dzisiejszej drodze, tu szybko i sprawnie załatwiłem swoją sprawę. Dziękuję, Pani Doktor!
W domu zacząłem po raz kolejny przeglądać allegro i sprawdzać, gdzie można odebrać interesujące mnie liczniki. Znalazłem coś na Mielczarskiego na Ursynowie, na Mareckiej na Pradze i na Rozłogi na Bemowie/Jelonkach. Ta ostatnia oferta tak mnie jakoś zmobilizowała, że postanowiłem ubrać się odpowiednio i jednak przejechać się tam od razu. Chciałem mieć wreszcie z głowy tę sprawę i chciałem normalnie pojeździć, nie w grubej kurtce i nie objuczony jak wielbłąd. Tym sposobem stałem się właścicielem tego oto licznika Sigma 5000 zapłaciłem za niego niecałe 30 złotych, czyli o połowę mniej niż w sklepie rowerowym. Jest już zamontowany i jutro sprawdzimy jego działanie.


To pierwszy przystanek na dzisiejszej drodze, tu szybko i sprawnie załatwiłem swoją sprawę. Dziękuję, Pani Doktor!
W domu zacząłem po raz kolejny przeglądać allegro i sprawdzać, gdzie można odebrać interesujące mnie liczniki. Znalazłem coś na Mielczarskiego na Ursynowie, na Mareckiej na Pradze i na Rozłogi na Bemowie/Jelonkach. Ta ostatnia oferta tak mnie jakoś zmobilizowała, że postanowiłem ubrać się odpowiednio i jednak przejechać się tam od razu. Chciałem mieć wreszcie z głowy tę sprawę i chciałem normalnie pojeździć, nie w grubej kurtce i nie objuczony jak wielbłąd. Tym sposobem stałem się właścicielem tego oto licznika Sigma 5000 zapłaciłem za niego niecałe 30 złotych, czyli o połowę mniej niż w sklepie rowerowym. Jest już zamontowany i jutro sprawdzimy jego działanie.
Chemitrals – tajemnicze smugi na niebie

- DST 37.00km
- Czas 02:01
- VAVG 18.35km/h
- Temperatura 6.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 6 stycznia 2014
Kategoria przed śniadaniem, <50
Do trzech razy sztuka?
Może to wydawać się nudne, ale dziś rano znowu pojechałem tą samą trasą na Szeligi, Macierzysz itd. Tym razem chciałem sprawdzić kolejny wariant powrotu, czyli przez Ożarów i Pruszków. Żałuję jedynie, że nie pojechałem dalej, do Borzęcina i tam mogłem skręcić na Ożarów, no ale o tym dopiero w Pruszkowie się dowiedziałem, jak zobaczyłem drogowskaz - Borzęcin 11km. Tak bywa gdy się nie planuje trasy na mapie, tylko podejmuje decyzje ad hoc. Zresztą i tak nie ma to większego znaczenia, po prostu mam jeszcze jeden wariant do przejechania i tyle. Czyli tytułowy znak zapytania jest uzasadniony, bo na trzech razach się nie skończy.
Kościół na Żbikowie widziałem już z daleka, ale kiedy do niego dojechałem, jego ogrom mnie naprawdę zaskoczył. Robi wrażenie, nie ma co. A jak się pomyśli, że w tak niepozornym miejscu już 800 lat erygowano parafię...
Z góry widać dokładnie, co to znaczy zbudować kościół na planie krzyża.

Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP © yurek55

Monumentalna Świątynia Pruszków - Żbikowo © yurek55

Neogotycki kościół z pocz. XX wieku © yurek55

Kościół parafii Żbikowo © yurek55
Z Pruszkowa początkowo zamierzałem jechać do Warszawy drogą wojewódzką 719, ale po kilkuset metrach zawróciłem. Niskie, zimowe słońce odbijało się w kałużach i mokrym asfalcie tak, że prawie nic nie widziałem. Pomyślałem, że kierowcy też mało co widzą, więc lepiej nie kusić losu. Droga przez Piastów, Reguły, Ursus, Włochy okazała się zdecydowanie bezpieczniejsza i wygodniejsza. Znalazłem więc lepszy wariant niż tak nielubiane przeze mnie Aleje Jerozolimskie. Zanim wyjechałem, już niemal na granicy z Piastowem natknąłem się na to miejsce. Tu, w dawnych Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego, Niemcy gromadzili ludność Warszawy po Powstaniu, przed wywózką do Rzeszy. Kto chce więcej się dowiedzieć o tym miejscu, proponuję zajrzeć do
Wikipedii

Obóz przejściowy Dulag 121 Pruszków © yurek55
A te domy położone przy torach na pewno pamiętają tamte czasy

Dom przy Dulagu 121 Pruszków, niemy świadek historii © yurek55

Drewniane domy przy torach - Pruszków/Piastów © yurek55
Wymiana baterii w nadajniku licznika niewiele dała. Wprawdzie licznik pokazuje jakieś wartości, ale są one bardzo niewiarygodne. Różnica w dystansie wyniosła ok. 30% mniej niż ta z telefonu i nawet wymiana drugiej baterii, w liczniku, też nie poprawiła sytuacji. Nie ma rady jutro kupuję licznik.
Pokaż 06.01. Strzykuły - Ożarów - Pruszków na większej mapie
Kościół na Żbikowie widziałem już z daleka, ale kiedy do niego dojechałem, jego ogrom mnie naprawdę zaskoczył. Robi wrażenie, nie ma co. A jak się pomyśli, że w tak niepozornym miejscu już 800 lat erygowano parafię...
Z góry widać dokładnie, co to znaczy zbudować kościół na planie krzyża.

Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP © yurek55

Monumentalna Świątynia Pruszków - Żbikowo © yurek55

Neogotycki kościół z pocz. XX wieku © yurek55

Kościół parafii Żbikowo © yurek55
Z Pruszkowa początkowo zamierzałem jechać do Warszawy drogą wojewódzką 719, ale po kilkuset metrach zawróciłem. Niskie, zimowe słońce odbijało się w kałużach i mokrym asfalcie tak, że prawie nic nie widziałem. Pomyślałem, że kierowcy też mało co widzą, więc lepiej nie kusić losu. Droga przez Piastów, Reguły, Ursus, Włochy okazała się zdecydowanie bezpieczniejsza i wygodniejsza. Znalazłem więc lepszy wariant niż tak nielubiane przeze mnie Aleje Jerozolimskie. Zanim wyjechałem, już niemal na granicy z Piastowem natknąłem się na to miejsce. Tu, w dawnych Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego, Niemcy gromadzili ludność Warszawy po Powstaniu, przed wywózką do Rzeszy. Kto chce więcej się dowiedzieć o tym miejscu, proponuję zajrzeć do
Wikipedii

Obóz przejściowy Dulag 121 Pruszków © yurek55
A te domy położone przy torach na pewno pamiętają tamte czasy

Dom przy Dulagu 121 Pruszków, niemy świadek historii © yurek55

Drewniane domy przy torach - Pruszków/Piastów © yurek55
Wymiana baterii w nadajniku licznika niewiele dała. Wprawdzie licznik pokazuje jakieś wartości, ale są one bardzo niewiarygodne. Różnica w dystansie wyniosła ok. 30% mniej niż ta z telefonu i nawet wymiana drugiej baterii, w liczniku, też nie poprawiła sytuacji. Nie ma rady jutro kupuję licznik.
Pokaż 06.01. Strzykuły - Ożarów - Pruszków na większej mapie
- DST 43.00km
- Czas 02:18
- VAVG 18.70km/h
- Temperatura 7.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze





















