Prawie wiosennie
Kilka dni nie jeździłem i dziś wreszcie mogłem wsiąść na rower. Trochę już mi tego brakowało, jeśli mam być szczery. Pogoda wiosenna, ciepło i bez wiatru, jedynie kałuże na jezdniach nie pozwalały w pełni cieszyć się jazdą. No i ubrałem się trochę za ciepło. Do Wisły dojechałem najprostszą drogą, czyli Grójecką i Alejami Jerozolimskimi, a potem ślimakiem zjechałem na dół. To nie jest najlepsze rozwiązanie, bo na dole, na Wybrzeżu Kościuszkowskim, znajdujesz się na lewym pasie i zjechać na prawo do krawędzi jezdni, nie jest łatwo ani bezpiecznie. A kiedy jeszcze tak jak dziś, poranne słońce świeci prosto w oczy, to staje się to dużym wyzwaniem. Na szczęście o tej porze w sobotę ruch jest jeszcze niewielki, ale warto o tym pamiętać (piszę to do siebie, może zapamiętam).
Jechałem jezdnią, bo nad Wisłą ddr jechać trudniej i - w konsekwencji tego wyboru - znalazłem się w tunelu pod Wisłostradą. Przyznaję, że to niezbyt przyjemny odcinek, głównie z powodu jakiegoś potępieńczego hałasu. Akustyka tunelu wzmacnia, ale i zniekształca odgłosy silników samochodów i w rezultacie powstaje nieoczekiwana kakofonia dźwięków. Nie ma to nic wspólnego ze zwykłym ulicznym hałasem, nie przypomina też odgłosów spotykanych w innych warszawskich tunelach.
Kilkaset metrów dalej zrobiłem krótki przystanek, bo dalej trasa oddalała się od Wisły i już bym jej nie uwiecznił pod lodem.
Dalsza trasa już nie oferowała widoków wartych uwiecznienia, więc więcej zdjęć nie będzie. Opisywać też nie ma już czego. Pojechałem przez Bielany do Izabelina, potem Babice, Latchorzew, Blizne - i Górczewską wjechałem do Warszawy.
Okazało się, że na dzisiejsza temperaturę kurtka była zbyt ciepła, a w samej koszulce kolarskiej nie zdecydowałem się jechać. W efekcie gąbka pod kaskiem była po powrocie mokra od potu. I to by było na tyle.
Kilkaset metrów dalej zrobiłem krótki przystanek, bo dalej trasa oddalała się od Wisły i już bym jej nie uwiecznił pod lodem.
Dalsza trasa już nie oferowała widoków wartych uwiecznienia, więc więcej zdjęć nie będzie. Opisywać też nie ma już czego. Pojechałem przez Bielany do Izabelina, potem Babice, Latchorzew, Blizne - i Górczewską wjechałem do Warszawy.
Okazało się, że na dzisiejsza temperaturę kurtka była zbyt ciepła, a w samej koszulce kolarskiej nie zdecydowałem się jechać. W efekcie gąbka pod kaskiem była po powrocie mokra od potu. I to by było na tyle.
- DST 48.30km
- Teren 2.00km
- Czas 02:23
- VAVG 20.27km/h
- Temperatura 10.0°C
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 4 lutego 2014
Kategoria Pływanie
Basen 2. Na szybko
Musiałem się spieszyć, bo tak się wypustaczyłem z rana, że ledwo mi na wejście starczyło i na dopłatę za przekroczenie czasu już by mi nie stykło. To okazało się dobrą motywacją do wzmożonego wysiłku i bez trudu zmieściłem się w limicie czasu. Godzina trochę późniejsza - wszedłem do wody o 8:20 - ale nadal bez tłoku w wodzie.
- DST 1.50km
- Czas 00:43
- VAVG 2.09km/h
- Temperatura 0.0°C
- Aktywność Pływanie
U Pana Ceranki
Wiem, że to niedobry okres na wymianę napędu, ale naprawdę już jeździć się nie dawało. Wyciągnięty łańcuch skakał po zębach jak chciał, a zmiana przełożenia wymagała wielkiego wysiłku, umiejętności i cierpliwości. Już na początku roku miałem to zrobić, ale zawsze coś mi stawało na przeszkodzie i dopiero dziś wreszcie dotarłem. Pan Jerzy zajęty porządkowaniem kluczy, z radością powitał wreszcie jakiegoś klienta i natychmiast zabrał się do pracy.
Po niedługiej chwili (a może być długa chwila?) łańcuch był rozpięty, koła zębate odkręcone i po kilkunastu minutach rower był gotowy... prawie. Bo łańcuch nijak nie chciał płynnie śmigać po kołach zębatych w tę i z powrotem. Wymienił więc Pan Jerzy linkę, pancerz, potem drugi pancerz przy manetce, w końcu naprostował jeszcze hak przerzutki, przesmarował ruchome części w przerzutce i wreszcie uznał, że jest dobrze. Potem zapiął hamulec i... zaczęło się od nowa. Ponieważ koło lekko się blokowało, zeszlifował rant na klockach, odpiął linkę i przeprowadził pełną regulacje hamulców. Dopiero po tym wszystkim pozwolił mi pojechać na jazdę próbną. Bez płacenia, bez zastawu, z pełną wiarą, że wrócę i zapłacę. W Hali Człuchowskiej wziąłem z bankomatu pieniądze, uregulowałem należność i najkrótszą drogą wróciłem do domu. Trochę mi szkoda było, tak od razu po wymianie poddawać napęd kąpieli solankowej. Poczekam aż trochę przeschną jezdnie. Koszt naprawy 100 zł.
Po niedługiej chwili (a może być długa chwila?) łańcuch był rozpięty, koła zębate odkręcone i po kilkunastu minutach rower był gotowy... prawie. Bo łańcuch nijak nie chciał płynnie śmigać po kołach zębatych w tę i z powrotem. Wymienił więc Pan Jerzy linkę, pancerz, potem drugi pancerz przy manetce, w końcu naprostował jeszcze hak przerzutki, przesmarował ruchome części w przerzutce i wreszcie uznał, że jest dobrze. Potem zapiął hamulec i... zaczęło się od nowa. Ponieważ koło lekko się blokowało, zeszlifował rant na klockach, odpiął linkę i przeprowadził pełną regulacje hamulców. Dopiero po tym wszystkim pozwolił mi pojechać na jazdę próbną. Bez płacenia, bez zastawu, z pełną wiarą, że wrócę i zapłacę. W Hali Człuchowskiej wziąłem z bankomatu pieniądze, uregulowałem należność i najkrótszą drogą wróciłem do domu. Trochę mi szkoda było, tak od razu po wymianie poddawać napęd kąpieli solankowej. Poczekam aż trochę przeschną jezdnie. Koszt naprawy 100 zł.
- DST 21.27km
- Czas 01:11
- VAVG 17.97km/h
- Temperatura 0.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Wspomnienie lata
Pojechałem do Lidla kupić zewnętrzną lampę ledową z czujnikiem ruchu, w dobrej cenie 69 złotych. Przy okazji włożyłem do koszyka jeszcze kilka produktów i w rezultacie ledwo spakowałem się do plecaka. Z takim obciążeniem niewygodnie się jedzie, więc od razu wiedziałem, że daleko się nie będę wybierał - skończyło sie na widocznym na mapie kółeczku. Na dodatek ubrałem się tak jak ostatnio się ubierałem, a tu ocieplenie, zaledwie minus sześć rano - odczuwalne minus dwanaście. I co? Było mi trochę za ciepło, nawet mam wrażenie, że lekko się spociłem. Nie bez znaczenia była tu waga plecaka. Ale generalnie wrażenia na plus. Zdjęć nie robiłem, bo w sumie nie zauważyłem niczego, na tyle godnego sfotografowania, żeby opłacało się zatrzymywać.
Dlatego wklejam zdjęcie - wspomnienie lata. 1 zdjęcie = 1000 słów, tak?
Dlatego wklejam zdjęcie - wspomnienie lata. 1 zdjęcie = 1000 słów, tak?
- DST 28.00km
- Czas 01:51
- VAVG 15.14km/h
- Temperatura -6.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 31 stycznia 2014
Do lekarza
Dobrze, że miałem na dziś umówioną wizytę, bo inaczej bym się nie zmusił do jazdy rowerem. Wprawdzie jest ocieplenie; już nie odczuwalne minus 18, czy 20, a "zaledwie" 12, ale wiało jak w kieleckiem, na chodnikach i ddr śnieżnie i ślisko, a na jezdniach ślisko i mokro. Bez nadmiernej ekstazy Po powrocie rower potraktowałem ten wyjazd, ale dystans niewielki, w sam raz na takie warunki, a samochód by się nawet nagrzać nie zdążył.
Po powrocie rower wyglądał jak na zdjęciach i zastanawiam się, jak radzą sobie z tym syfem ludzie, trzymający swoje maszyny w mieszkaniu. Nawet jak śnieg obcieknie na klatce, to brud zostaje, a wtedy taki rower przestaje być ozdobą wnętrza. To już nie jest kolorowy, błyszczący, czysty i piękny element dekoracji. Mój wygląda tragicznie...
Po powrocie rower wyglądał jak na zdjęciach i zastanawiam się, jak radzą sobie z tym syfem ludzie, trzymający swoje maszyny w mieszkaniu. Nawet jak śnieg obcieknie na klatce, to brud zostaje, a wtedy taki rower przestaje być ozdobą wnętrza. To już nie jest kolorowy, błyszczący, czysty i piękny element dekoracji. Mój wygląda tragicznie...
- DST 13.68km
- Czas 00:51
- VAVG 16.09km/h
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 31 stycznia 2014
Kategoria przed śniadaniem, Pływanie
Basen 1. Zaczynam pływać.
Wreszcie jakiś impuls zadziałał i wybrałem się - pierwszy raz w tym roku - na basen. Nie mogę jakoś w tym roku, wykrzesać w sobie motywacji do pływania, a pisząc otwarcie: nie umiem lenia wygonić z d... W ubiegłym roku w styczniu przepłynąłem 10 kilometrów, a w całym roku 59 - z założonych na początku roku stu. W tym roku nie poczyniłem żadnych zobowiązań, ani rowerowych, ani pływackich, bo nie umiem planować. Dystans rowerowy przekroczyłem dwukrotnie, a basenowy zrealizowałem w 60%, więc uznałem, że to nie ma sensu. A szkoda, bo w przypadku pływania to działało motywująco - przynajmniej do połowy roku. Ale skoro i tak wstaje rano, to chyba spróbuje choć raz w tygodniu się wybrać.
No w każdym razie dziś na basenie pojawiłem się przed śniadaniem i przed poranną toaletą, bo tę postanowiłem zrobić na pływalni, zawsze to jakaś korzyść - oszczędność wody w domu... W wodzie ludzi niewiele, najwyżej po dwie osoby na torze, spokojnie, bez tłoku i wyprzedzania przepłynąłem swój dystans, czas nieco gorszy niż powinien, ale na początek dobre i to.
Jak widać na zdjęciu, po godzinie dziewiątej jest w wodzie jeszcze mniej ludzi, ja z góry naliczyłem czworo pływających na ośmiu torach. Wcześniej to chyba ci, co przed pracą pływają robią frekwencję?
Woda - 28°C, powietrze - 27°C, na zewnątrz - minus 9°C.
PS. Może jeśli potraktuję ten wpis terapeutycznie i motywująco, to pojawią się i następne w tej kategorii? Oby.
PS. Może jeśli potraktuję ten wpis terapeutycznie i motywująco, to pojawią się i następne w tej kategorii? Oby.
- DST 1.50km
- Czas 00:44
- VAVG 2.05km/h
- Temperatura 27.0°C
- Aktywność Pływanie
Środa, 29 stycznia 2014
Kategoria ku pomocy
Moje zastosowanie folii ratowniczej
Jak widać z poniższego screena, pogoda w Warszawie niezbyt sprzyjająca rekreacji i rowerami jeżdżą chyba tylko ci, co muszą. Szczęśliwym trafem ja też znalazłem się w ich gronie i mogłem przewietrzyć rower i siebie przy okazji, oraz wykonać dobry uczynek, robiąc zakupy osobie potrzebującej. Jak widać z mapy, celem był jak zwykle Lidl przy Łopuszańskiej. Postanowiłem dzisiaj, nie zważać aż tak bardzo na warunki pogodowe i pojechać troszeczkę dłuższą trasą niż w poniedziałek i zatoczyć kółko. Poniedziałkowa kreska na mapie nie wyglądała zbyt dobrze.
Aleje Jerozolimskie prawie całe udało mi się przejechać, za wyjątkiem podjazdu na wiadukt nad torami i odcinka pomiędzy Jutrzenki a Łopuszańską. Śniegu tam tyle nawiało, że się po prostu zakopałem i nie dałem rady jechać dalej. To fragment "ziemi niczyjej", nikt tam nie chodzi, wiec nikt nie odśnieża zbyt pilnie. Na innych odcinkach chodnika owszem, widziałem panów z łopatami, sypali piaskiem i solą, a ten fragment jest od zawsze traktowany po macoszemu. Musiałem zawrócić do Jutrzenki i od "zaplecza" dojechałem do Łopuszańskiej, a przy stacji WKD Raków po schodach na wiadukt i do celu.
Przed sklepem miałem spore trudności z przypięciem roweru, ręce mi tak zgrabiały z zimna, że trudno było kluczyk w palcach utrzymać. Potem w sklepie też musiałem swoje odcierpieć, jak mi wracało krążenie w koniuszkach palców, ból niesamowity! Za to na nogach mój patent zdał w pełni egzamin, stopy miałem ciepłe aż do powrotu do domu. Zastosowałem otóż folię z koca ratunkowego, przeciwwstrząsowego, z której wykonałem onuce. Koc ma wymiary 160 x 210, kosztuje 4 złote a onuc z niego wyjdzie ze 6 par. Ja dziś założyłem na bosą stopę i na to skarpeta sportowa frote, ale jak się włoży pomiędzy dwie skarpety, to efekt, myślę, będzie jeszcze lepszy. A zawijania onuc uczą w wojsku, więc każdy mężczyzna to potrafi i jak trzeba, to swoją kobietę też nauczy.
Z powrotem droga prosta jak strzelił, chodniki przejezdne, koegzystencja z pieszymi wzorowa i tylko prędkość mizerna. Ale ja mam opony letnie, cienkie i łyse, to muszę uważać, jeździć powolutku, żeby nie skończyć jak ten koleś, co wolał do końca trzymać kierownicę, niż chronić twarz przed bolesnym (jak sądzę) kontaktem z twardą ziemią.
Aleje Jerozolimskie prawie całe udało mi się przejechać, za wyjątkiem podjazdu na wiadukt nad torami i odcinka pomiędzy Jutrzenki a Łopuszańską. Śniegu tam tyle nawiało, że się po prostu zakopałem i nie dałem rady jechać dalej. To fragment "ziemi niczyjej", nikt tam nie chodzi, wiec nikt nie odśnieża zbyt pilnie. Na innych odcinkach chodnika owszem, widziałem panów z łopatami, sypali piaskiem i solą, a ten fragment jest od zawsze traktowany po macoszemu. Musiałem zawrócić do Jutrzenki i od "zaplecza" dojechałem do Łopuszańskiej, a przy stacji WKD Raków po schodach na wiadukt i do celu.
Przed sklepem miałem spore trudności z przypięciem roweru, ręce mi tak zgrabiały z zimna, że trudno było kluczyk w palcach utrzymać. Potem w sklepie też musiałem swoje odcierpieć, jak mi wracało krążenie w koniuszkach palców, ból niesamowity! Za to na nogach mój patent zdał w pełni egzamin, stopy miałem ciepłe aż do powrotu do domu. Zastosowałem otóż folię z koca ratunkowego, przeciwwstrząsowego, z której wykonałem onuce. Koc ma wymiary 160 x 210, kosztuje 4 złote a onuc z niego wyjdzie ze 6 par. Ja dziś założyłem na bosą stopę i na to skarpeta sportowa frote, ale jak się włoży pomiędzy dwie skarpety, to efekt, myślę, będzie jeszcze lepszy. A zawijania onuc uczą w wojsku, więc każdy mężczyzna to potrafi i jak trzeba, to swoją kobietę też nauczy.
Z powrotem droga prosta jak strzelił, chodniki przejezdne, koegzystencja z pieszymi wzorowa i tylko prędkość mizerna. Ale ja mam opony letnie, cienkie i łyse, to muszę uważać, jeździć powolutku, żeby nie skończyć jak ten koleś, co wolał do końca trzymać kierownicę, niż chronić twarz przed bolesnym (jak sądzę) kontaktem z twardą ziemią.
- DST 10.58km
- Teren 10.58km
- Czas 00:54
- VAVG 11.76km/h
- Temperatura -17.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 27 stycznia 2014
Kategoria całe NIC, przed śniadaniem
Niedaleko
Okazją do porannego wyjazdu stał się dzisiaj "Tydzień amerykański" w Lidlu. Wprawdzie artykuły spożywcze nie wywołują takich gorących emocji u klientek, jak ubrania damskie, ale z przyzwyczajenia pojechałem tam jeszcze przed śniadaniem. Padający śnieg, wiatr oraz mokre jezdnie z resztkami błota pośniegowego, taka była sytuacja na trasie. Dlatego wybrałem bezpieczniejszy wariant podróżowania i gdy skończyła się droga dla rowerów, dalej pojechałem chodnikiem. Oczywiście nigdzie nie były one odśnieżone do czysta, dlatego jazdę dzisiejszą traktuję jako terenową. Po chodnikach z założenia jeździ się powoli, bo jest się na nich gościem i ja też przestrzegałem tej zasady. Pieszych z daleka delikatnym dzwonieniem uprzedzałem, że się zbliżam, dziękowałem za danie wolnej drogi, przepraszałem - koegzystencja wzorowa.
Zdjęć dziś nie robiłem, zamieszczone poniżej są z soboty. Tak znika kolejny budynek Fabryki Samochodów Osobowych, tym razem jest to Narzędziownia. Powstała jako jeden z pierwszych fabrycznych budynków w 1951 roku.



edit:
Te dzisiejsze 7km przełamało liczbę Bestii:) Późno to spostrzegłem
Zdjęć dziś nie robiłem, zamieszczone poniżej są z soboty. Tak znika kolejny budynek Fabryki Samochodów Osobowych, tym razem jest to Narzędziownia. Powstała jako jeden z pierwszych fabrycznych budynków w 1951 roku.



edit:
Te dzisiejsze 7km przełamało liczbę Bestii:) Późno to spostrzegłem
- DST 6.58km
- Teren 6.58km
- Czas 00:28
- VAVG 14.10km/h
- Temperatura -6.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 25 stycznia 2014
Ja rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima to musi być zimno, tak?
Po wczorajszym rekonesansie dziś już spokojnie mogłem wybrać się na nieco dłuższą wycieczkę. Kontrolne spojrzenie na termometr sprawiło, że dołożyłem jedną warstwę ubrania pod kurtkę, bo było o pięć stopni zimniej niż wczoraj, ale to było zupełnie niepotrzebne. Pojechałem po obu stronach Wisły i tam widać najlepiej, że zima nie żartuje. Tylko patrzeć jak całkiem zamarznie.

Przy EC Żerań kanał już stanął © yurek55

Widok na Wisłę i Tarchomin z Mostu Północnego © yurek55

Kra na Wiśle © yurek55

W oddali kominy EC Żerań © yurek55

Czy ja palę? Pani kierowniczko! Ja palę przez cały czas! Na okrągło! © yurek55

Od praskiej strony - Most Świętokrzyski © yurek55

Kra na Wiśle coraz gęstsza © yurek55

Most Świętokrzyski © yurek55

DDR sypią piaskiem tej zimy. Jest postęp © yurek55

Trawers przy Powązkowskiej nadal nieprzejezdny © yurek55
Po powrocie sprawdziłem na telefonie temperaturę odczuwalną, dało się wytrzymać.


Przy EC Żerań kanał już stanął © yurek55

Widok na Wisłę i Tarchomin z Mostu Północnego © yurek55

Kra na Wiśle © yurek55

W oddali kominy EC Żerań © yurek55

Czy ja palę? Pani kierowniczko! Ja palę przez cały czas! Na okrągło! © yurek55

Od praskiej strony - Most Świętokrzyski © yurek55

Kra na Wiśle coraz gęstsza © yurek55

Most Świętokrzyski © yurek55

DDR sypią piaskiem tej zimy. Jest postęp © yurek55

Trawers przy Powązkowskiej nadal nieprzejezdny © yurek55
Po powrocie sprawdziłem na telefonie temperaturę odczuwalną, dało się wytrzymać.

- DST 37.58km
- Czas 02:15
- VAVG 16.70km/h
- Temperatura -18.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 24 stycznia 2014
Kategoria <50
Rozpoznawczo.
Trochę mroźno ostatnio się zrobiło, trochę czasu nie miałem, trochę mi się nie chciało - wszystkiego po trochu. Ale dziś wreszcie jakoś się zmobilizowałem i postanowiłem w końcu sprawdzić, czy rzeczywiście jest za zimno na rower.
Do standardowego ubioru zimowego (bielizna termiczna), dodałem pod szyję arafatkę i to zupełnie wystarczyło, by zapewnić komfort termiczny w czasie jazdy. Na nogach miałem inne buty, już nie typu adidas, a za kostkę - i dwie pary skarpet z przekładką z folii. Też zdał egzamin taki zestaw i niech sobie bestiaheniu mówi co chce! Rękawiczki normalne, skórzane to nadal najsłabsze ogniwo ubioru i myślę, że podczas dłuższej niż dziś wycieczki, nie ochroniłyby mi dłoni przed przemarznięciem. Ale mam w zapasie jeszcze jedne, na futrze, trzeba będzie je wypróbować. I druga rzecz dziś zbadana empirycznie; podczas jazdy pod wiatr dotkliwie - aż do granicy bólu - marznie twarz. Na szczęście to szybko mija, skóra się przyzwyczaja i potem jest już normalnie zimno. Należy więc kominiarkę wkładać do plecaka i zakładać pod kask w razie potrzeby. Nie lubię w niej jeździć, bo mi się na usta zsuwa i zasłania, a wtedy mi okulary parują, bo na rowerze oddycham ustami. Ale skoro ją kupiłem, to chociaż poniżej minus dziesięciu trzeba próbować w tym jeździć. Aha, i kremem warto przed wyjazdem posmarować (jak się nie zapomni)ha,ha. A co do samej trasy to, jak widać na mapie, nic specjalnego. Znów jechałem bez planu i wyznaczonego celu, czyli w efekcie krótko i dystans też mało imponujący.
Na początku ulicy Nowolazurowej natknąłem się na taki oto zaskakujący obrazek. Kierowca musiał być bardzo skołowany, że aż w to miejsce dojechał zanim utknął na dobre. I chyba już trochę stoi, bo nie widać śladów kół zawianych przez śnieg i zamarzniętych. Jak bedzie tam jeszcze stał w przyszłym tygodniu, to ponownie skorzystam z aplikacji "Warszawa 19115"

Ktoś bardzo zbłądził. Nowolazurowa koło Alej Jerozolimskich © yurek55

Trzeba mu jakoś pomóc wyjechać.
Nowolazurowa jak widać, kończy się tak jak wiele tego typu tras, czyli dość niespodziewanie. Tym razem na bramie wjazdowej do Elbudu.

Koniec, albo początek Nowolazurowej.
Do standardowego ubioru zimowego (bielizna termiczna), dodałem pod szyję arafatkę i to zupełnie wystarczyło, by zapewnić komfort termiczny w czasie jazdy. Na nogach miałem inne buty, już nie typu adidas, a za kostkę - i dwie pary skarpet z przekładką z folii. Też zdał egzamin taki zestaw i niech sobie bestiaheniu mówi co chce! Rękawiczki normalne, skórzane to nadal najsłabsze ogniwo ubioru i myślę, że podczas dłuższej niż dziś wycieczki, nie ochroniłyby mi dłoni przed przemarznięciem. Ale mam w zapasie jeszcze jedne, na futrze, trzeba będzie je wypróbować. I druga rzecz dziś zbadana empirycznie; podczas jazdy pod wiatr dotkliwie - aż do granicy bólu - marznie twarz. Na szczęście to szybko mija, skóra się przyzwyczaja i potem jest już normalnie zimno. Należy więc kominiarkę wkładać do plecaka i zakładać pod kask w razie potrzeby. Nie lubię w niej jeździć, bo mi się na usta zsuwa i zasłania, a wtedy mi okulary parują, bo na rowerze oddycham ustami. Ale skoro ją kupiłem, to chociaż poniżej minus dziesięciu trzeba próbować w tym jeździć. Aha, i kremem warto przed wyjazdem posmarować (jak się nie zapomni)ha,ha. A co do samej trasy to, jak widać na mapie, nic specjalnego. Znów jechałem bez planu i wyznaczonego celu, czyli w efekcie krótko i dystans też mało imponujący.
Na początku ulicy Nowolazurowej natknąłem się na taki oto zaskakujący obrazek. Kierowca musiał być bardzo skołowany, że aż w to miejsce dojechał zanim utknął na dobre. I chyba już trochę stoi, bo nie widać śladów kół zawianych przez śnieg i zamarzniętych. Jak bedzie tam jeszcze stał w przyszłym tygodniu, to ponownie skorzystam z aplikacji "Warszawa 19115"

Ktoś bardzo zbłądził. Nowolazurowa koło Alej Jerozolimskich © yurek55

Trzeba mu jakoś pomóc wyjechać.
Nowolazurowa jak widać, kończy się tak jak wiele tego typu tras, czyli dość niespodziewanie. Tym razem na bramie wjazdowej do Elbudu.

Koniec, albo początek Nowolazurowej.
- DST 17.54km
- Czas 01:06
- VAVG 15.95km/h
- Temperatura -15.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze






















