Wpisy archiwalne w kategorii
przed śniadaniem
| Dystans całkowity: | 12252.01 km (w terenie 194.78 km; 1.59%) |
| Czas w ruchu: | 586:14 |
| Średnia prędkość: | 20.81 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 49.54 km/h |
| Suma podjazdów: | 17030 m |
| Suma kalorii: | 136298 kcal |
| Liczba aktywności: | 255 |
| Średnio na aktywność: | 48.05 km i 2h 18m |
| Więcej statystyk | |
Niedziela, 29 czerwca 2014
Kategoria <50, całe NIC, przed śniadaniem
Krótko, deszczowo i trochę burzowo
Wyjechałem dziś wyjątkowo późno i to okazało się moim wielkim szczęściem. Miałem zamiar pojechać skróconą wersję pętli Wieruchów- Babice - Izabelin, gdy niespodziewanie po wyjechaniu z tunelu na Dźwigowej poczułem pierwsze krople deszczu. Byłem na to zupełnie nieprzygotowany, bez kurtki i na dodatek ubrany całkiem po "letniemu" - krótki rękaw i krótkie spodenki. Natychmiast zweryfikowałem swoje plany i bez namysłu skręciłem w prawo w Połczyńską kierując się stronę domu. Deszczyk nie był początkowo zbyt dokuczliwy, a nawet po chwili przestał padać całkowicie i zaczynałem żałować - wydawało się pochopnej - decyzji o powrocie. Postanowiłem więc wydłużyć powrotną drogę jazdą przez miasto. W tym samym momencie deszcz przypomniał sobie, że jeszcze mnie przecież dokumentnie nie zmoczył i zaczął nadrabiać swoje niedopatrzenie. Zanim dojechałem do tunelu przy Dworcu Zachodnim swoje zadanie wykonał z całą skrupulatnością i dokładnością. Tam zatrzymałem się na chwilę obserwując czy nie ma zamiaru przestać, ale jako że do domu stamtąd mam pięć minut jazdy, nie czekałem długo. Nie zależało mi już zbytnio na komforcie jazdy, byłem wystarczająco mokry by dojechać w stanie niepogorszonym. Jeszcze tylko piorun huknął gdzieś nie całkiem daleko, ot - i tyle historii na dziś.

Rondo Zesłańców Syberyjskich w deszczu © yurek55

Chwila namysłu: jechać, czy czekać. Pojechałem! © yurek55

Rondo Zesłańców Syberyjskich w deszczu © yurek55

Chwila namysłu: jechać, czy czekać. Pojechałem! © yurek55
- DST 13.00km
- Czas 00:37
- VAVG 21.08km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 28 czerwca 2014
Kategoria <50, przed śniadaniem
Poranna jazda miejska
Dzisiejszą krótką wycieczkę po mieście zacząłem w Lidlu, bo dziś znowu w sprzedaży były artykuły rowerowe. Tym razem kupiłem koszulkę, no i wreszcie zdecydowałem się na kurtkę przeciwdeszczową - będę miał zamiast wiatrówki, w której dotąd jeździłem i mokłem. Ponieważ jechaliśmy na działkę nie miałem zbyt wiele czasu i pojechałem tylko na Starówkę, potem Traktem Królewskim na skwer przy Mysiej i przez Śródmieście do domu.

Wycieczka z Tajwanu zwiedza Stare Miasto © yurek55

Memoriał wolnego słowa na ulicy Mysiej © yurek55
Napis na tablicy: „Wyjątkowym szczęściem tych czasów jest to, że wolno myśleć swobodnie, a to co się myśli – wypowiadać” TACYT

Budynek nazywa się Liberty corner © yurek55

Wycieczka z Tajwanu zwiedza Stare Miasto © yurek55

Memoriał wolnego słowa na ulicy Mysiej © yurek55
Napis na tablicy: „Wyjątkowym szczęściem tych czasów jest to, że wolno myśleć swobodnie, a to co się myśli – wypowiadać” TACYT

Budynek nazywa się Liberty corner © yurek55
- DST 22.27km
- Czas 01:07
- VAVG 19.94km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 22 czerwca 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
*Trochę słońce, trochę deszcz*
Gdy dziś rano otworzyłem oczy było wprawdzie pochmurnie i wiał silny wiatr, ale nie padało, a to najważniejsze. Postanowiłem przejechać moją ulubioną trasą głównie z powodu, że wiem ile zajmie mi czasu, a to jest w niedzielę istotne, bo chcę zdążyć na wspólne śniadanie. Miłym zaskoczeniem była praca napędu po powrocie do starego łańcucha, rower poruszał się niemal bezszelestnie, nic nie przeskakiwało, przerzutka też bez zastrzeżeń. Okazuje się, że zbyt pochopnie i zdecydowanie przedwcześnie założyłem nowy łańcuch, właściwie tylko dlatego, że przymiary w serwisach pokazywały jak jest rozciągnięty. Niech sobie będzie, ale skoro coś działa, to - pierwsza zasada - nie ruszać!
Początkową część trasy, aż do kościoła w Borzęcinie jechałem pod wiatr, ale o dziwo niespecjalnie mi to dziś przeszkadzało i zajęło tylko godzinę. Widocznie wiszące nisko chmury działały na moją podświadomość i kazały szybko jechać, by zdążyć przed deszczem. Od Mariewa gdzie skręciłem w powrotną drogę wiatr stał się moim sprzymierzeńcem, ale za to zaczął padać najpierw drobny, a potem rzęsisty deszcz. Cóż było robić? Na przystanku autobusowym w Wojcieszynie założyłem kurtkę i pojechałem dalej. Po kilku minutach wydostałem się ze strefy opadu, ale od tamtej pory cyklicznie, co kilkanaście - kilkadziesiąt minut strefa deszczu mnie dopadała i tak sobie jechałem - raz w słońcu, raz w deszczu. Słońca było jednak więcej, tak że do domu dojechałem już prawie suchy z wyjątkiem spodenek i bielizny. Ale to wina braku błotników, bo kałuże jednak były spore na jezdniach, a ja nadal nie mogę się zdecydować na zakup. Ale nawet pomimo tego nie narzekam i uważam wycieczkę za bardzo udaną.

Droga do kościoła w Borzęcinie © yurek55

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Przystanek na przebranie © yurek55
A to dwa kilometry dalej

W Koczargach jeszcze nie pada © yurek55

Najtańsze paliwo w Warszawie © yurek55
Początkową część trasy, aż do kościoła w Borzęcinie jechałem pod wiatr, ale o dziwo niespecjalnie mi to dziś przeszkadzało i zajęło tylko godzinę. Widocznie wiszące nisko chmury działały na moją podświadomość i kazały szybko jechać, by zdążyć przed deszczem. Od Mariewa gdzie skręciłem w powrotną drogę wiatr stał się moim sprzymierzeńcem, ale za to zaczął padać najpierw drobny, a potem rzęsisty deszcz. Cóż było robić? Na przystanku autobusowym w Wojcieszynie założyłem kurtkę i pojechałem dalej. Po kilku minutach wydostałem się ze strefy opadu, ale od tamtej pory cyklicznie, co kilkanaście - kilkadziesiąt minut strefa deszczu mnie dopadała i tak sobie jechałem - raz w słońcu, raz w deszczu. Słońca było jednak więcej, tak że do domu dojechałem już prawie suchy z wyjątkiem spodenek i bielizny. Ale to wina braku błotników, bo kałuże jednak były spore na jezdniach, a ja nadal nie mogę się zdecydować na zakup. Ale nawet pomimo tego nie narzekam i uważam wycieczkę za bardzo udaną.

Droga do kościoła w Borzęcinie © yurek55

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Przystanek na przebranie © yurek55
A to dwa kilometry dalej

W Koczargach jeszcze nie pada © yurek55

Najtańsze paliwo w Warszawie © yurek55
- DST 55.51km
- Czas 02:22
- VAVG 23.45km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 24 maja 2014
Kategoria <50, przed śniadaniem
Poradnik narkomana: Dzień na działce:)
Ze swojej stałej trasy, przed Borzęcinem skręciłem na Ołtarzew, potem Konotopa i przez Piastów wróciłem do domu. Troszkę skróciłem trasę, bo dziś dzień na działce.

Na działce © yurek55

Na działce © yurek55
- DST 41.76km
- Czas 01:56
- VAVG 21.60km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 18 maja 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Latające psy w Babicach
Nie za bardzo mam dziś co opisywać - trasa znana, z małymi modyfikacjami i przejechana fragmentami w odwrotną stronę. Pogoda piękna, jechało się rewelacyjnie i szybko.

Kolorowy rower w ogródku © yurek55

Dom na Trakcie Królewskim © yurek55

...i z drugiej strony © yurek55

Pokazy latających psów w Babicach © yurek55

Próby przed pokazem © yurek55

Kolorowy rower w ogródku © yurek55

Dom na Trakcie Królewskim © yurek55

...i z drugiej strony © yurek55

Pokazy latających psów w Babicach © yurek55

Próby przed pokazem © yurek55
- DST 57.93km
- Czas 02:34
- VAVG 22.57km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 5 maja 2014
Kategoria całe NIC, przed śniadaniem
Po bułki na śniadanie
Oczywiście mam bliżej sklepy spożywcze, a i smak bułek z Lidla nie jest jakiś legendarny, ale przy okazji jeszcze parę innych rzeczy kupiłem.
- DST 11.60km
- Czas 00:34
- VAVG 20.47km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 4 maja 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Poranne mgły i zamglenia
Słoneczny poranek nie pozwalał mi wylegiwać się w łóżku, wstałem, rzut oka na termometr za oknem - 4°C, czyli nie za ciepło. Postanowiłem więc wypróbować nowe długie spodnie kolarskie, choć myślałem, że będę musiał z tym poczekać do październikowych przymrozków. Spodnie sprawdziły się znakomicie, doskonale przylegają do ciała, wkładka super wygodna i zapewniły komfort termiczny, nawet gdy już się ociepliło.
Co do trasy to wybrałem ulubiony kierunek Szeligowską na Szeligi i dalej jak widać na endo. W pewnym momencie, w okolicach Wieruchowa zaczęła się z każdym metrem zmniejszać widoczność. W ciągu kilku minut znalazłem się w tak gęstej mgle, że widziałem najwyżej na 20-30 metrów. Włączyłem oświetlenie, ale kolejne kilometry jechałem z obawą, że jakiś kierowca zauważy mnie zbyt późno. Na szczęście ruch o tej porze na tej trasie, w niedzielę, jest niewielki, a i mgła zaczęła ustępować przed słońcem i wiatrem. Niemniej jednak w tej wacie i niemal bez widoczności jechało się dziwnie i mało komfortowo, dobrze, że to tylko około osiem kilometrów, w Pogroszewie snuły się już tylko resztki

Resztki mgieł porannych © yurek55
Kapliczki nadal pozostają wdzięcznym obiektem fotografowania, między innymi z uwagi na inskrypcje - tu przykład przedwojennej ortografii.

Włośćjanie wsi Wąsiki 1925 © yurek55
Tę z kolei ufundowała Szkoła Powszechna z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Dziś rzecz nie do wyobrażenia.

1918 - 1928 Kapliczka pamiątkowa w Zaborowie © yurek55

Mozaikowe godło © yurek55
A ta kapliczka w Mariewie powstała w 1953 roku, być może na fali rozprzężenia i utraty czujności po śmierci Józefa Stalina?

Ofiara gromady Mariew © yurek55
Po drodze mijałem Pałac w Zaborówku, "grający" majątek Koborowo w "Karierze Nikodema Dyzmy". Musicie mi uwierzyć na słowo, że to tu. Więcej się sfotografować nie da, zamknięte.

Pałac w Zaborówku © yurek55
A na zakończenie typowe gospodarstwo na wsi mazowieckiej. Tu wieś Budy.

Obejście we wsi Budy w Puszczy Kampinoskiej © yurek55
Dzisiejsza wycieczka, pomimo epizodu z mgłą i wzrostu temperatury o 10°C w ciągu trzech i pół godziny, bardzo udana. Jechało się doskonale, udało się też wrócić na czas do domu na śniadanie i to pomimo pojechania niepotrzebnie do Sierakowa, gdzie jedyną atrakcją jest sklep Ryś.
- 4

Resztki mgieł porannych © yurek55
Kapliczki nadal pozostają wdzięcznym obiektem fotografowania, między innymi z uwagi na inskrypcje - tu przykład przedwojennej ortografii.

Włośćjanie wsi Wąsiki 1925 © yurek55
Tę z kolei ufundowała Szkoła Powszechna z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Dziś rzecz nie do wyobrażenia.

1918 - 1928 Kapliczka pamiątkowa w Zaborowie © yurek55

Mozaikowe godło © yurek55
A ta kapliczka w Mariewie powstała w 1953 roku, być może na fali rozprzężenia i utraty czujności po śmierci Józefa Stalina?

Ofiara gromady Mariew © yurek55
Po drodze mijałem Pałac w Zaborówku, "grający" majątek Koborowo w "Karierze Nikodema Dyzmy". Musicie mi uwierzyć na słowo, że to tu. Więcej się sfotografować nie da, zamknięte.

Pałac w Zaborówku © yurek55
A na zakończenie typowe gospodarstwo na wsi mazowieckiej. Tu wieś Budy.

Obejście we wsi Budy w Puszczy Kampinoskiej © yurek55
Dzisiejsza wycieczka, pomimo epizodu z mgłą i wzrostu temperatury o 10°C w ciągu trzech i pół godziny, bardzo udana. Jechało się doskonale, udało się też wrócić na czas do domu na śniadanie i to pomimo pojechania niepotrzebnie do Sierakowa, gdzie jedyną atrakcją jest sklep Ryś.
- 4
- DST 70.80km
- Teren 5.00km
- Czas 03:27
- VAVG 20.52km/h
- Temperatura 4.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 13 kwietnia 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Trochę KPN
W ubiegłą niedzielę gdy w Mariewie niespodziewanie asfalt się skończył, byłem zmuszony do Truskawia jechać bardzo wyboistą droga przez Kampinos. Nie jestem fanem jazdy terenowej, więc w tym tygodniu postanowiłem zobaczyć gdzie doprowadzi mnie asfalt, jeśli skręcę w prawo przed końcem drogi. Pojechałem do miejscowości Stanisławowo i sytuacja z ubiegłego tygodnia powtórzyła się dokładnie toczka w toczkę. Dobrze, że choć wiedziałem dokąd jadę, bo zapytałem panią i powiedziała, że asfalt zaraz się skończy, a dalej przez las do kościoła w Lipkowie.

Coraz węższa ulica w Stanisławowie © yurek55

Tu już asfaltu nie ma. Puszcza Kampinoska © yurek55

Droga Stanisławów - Lipków © yurek55

Droga w puszczy do Lipkowa © yurek55
Po wyjechaniu z lasu, dalsza droga już asfaltem do Babic i przez Latchorzew do Warszawy. Po tych dwóch dniach upewniłem się, że jednak jazda terenowa, to nie dla mnie. I to pomimo amortyzowanego widelca.

Coraz węższa ulica w Stanisławowie © yurek55

Tu już asfaltu nie ma. Puszcza Kampinoska © yurek55

Droga Stanisławów - Lipków © yurek55

Droga w puszczy do Lipkowa © yurek55
Po wyjechaniu z lasu, dalsza droga już asfaltem do Babic i przez Latchorzew do Warszawy. Po tych dwóch dniach upewniłem się, że jednak jazda terenowa, to nie dla mnie. I to pomimo amortyzowanego widelca.
- DST 50.38km
- Teren 4.00km
- Czas 02:17
- VAVG 22.06km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 6 kwietnia 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Dziś do Truskawia
Obudziłem się o tak nieprzyzwoicie wczesnej porze, że przez kolejną godzinę próbowałem ponownie zasnąć. Widząc, że nie daje to rezultatu, wstałem, ubrałem się rowerowo i pojechałem. Odczuwalna temperatura wynosiła o tej porze dwa stopnie i pomimo koszulki z długim rękawem i polara, nie było mi specjalnie gorąco. Tymczasem przy Kasprzaka minąłem rowerzystę niosącego rower, ubranego w "cywilne" krótkie spodnie i takąż koszulkę. Nie wiem, jak daleko miał do domu, ale w tym stroju i temperaturze, żaden spacer z rowerem na ramieniu nie jest przyjemnością.
Ponieważ mój rower spisuje się bez zarzutu, pojechałem dalej i po dwudziestu minutach mogłem już pożegnać warszawskie ulice. i skręcić w Szeligowską. Dlatego tak lubię jazdę tą trasą. Tym razem zatrzymałem się przy tej kutej bramie, bo intrygowała mnie ona już od dawna. Nawet kiedyś już ją umieściłem na blogu, ale do dziś pozostawało dla mnie zagadką, co za nią jest?

Brama osiedla Srebrzysta Aleja © yurek55
Zagadka bramy rozwiązana
Żeby nie jechac jak wczoraj, czy tydzień temu, skręciłem na Pogroszew a stamtąd, drogą jak w piosence z "Misia" o Trasie Łazienkowskiej, do Borzęcina.

"Jasna, długa, prosta" © yurek55
Wcześniej jeszcze napotkałem to ogłoszenie i nie mogłem sobie odmówić:)

Prestiżowe miejsce na Twoją reklamę © yurek55
W Borzęcinie o godzinie nieludzkiej jak na niedzielę, prawda?

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Figura Matki Bożej 1 poł. XX w © yurek55

Ufundowana przez mieszkańców Borzęcina © yurek55
"(...)typie Immaculaty obiekt o wartości historycznej i artystycznej, figura wykonana w warszawskim warsztacie A.Olesińskiego i K.Kozińskiego". (Dane z tabliczki informacyjnej)
Z Borzęcina drogowskaz "Mariew 3" skierował mnie na kolejną, niespenetrowaną jeszcze drogę. Tam skończył się niestety asfalt i przed dalsza jazdą, musiałem wspomóc się mapą w telefonie. Wybrałem kierunek na wprost, po wybojach, dziurach, dołach, kamieniach - ale nie po błocie i piachu i po trzech kilometrach dojechałem do Truskawia. Na tym kawałku naprawdę poczułem różnicę pomiędzy amortyzowanym widelcem, a sztywnym. Ale też niestety poczułem, że mój rower, w odróżnieniu od poprzednika, ma sztywną sztycę podsiodłową... Dalej już po asfalcie w kierunku Izabelina, ale też z pewnymi modyfikacjami trasy. Nie chciałem po raz enty jechać Arkuszową i potem przez Bielany, więc skręcałem tu i tam, utrzymując tylko mniej więcej właściwy kierunek. Przez to narysowany ślad wygląda jak trochę niesymetryczny Batman strzelający sobie w skroń.
W Warszawie już blisko domu zrobiłem ostatni przystanek, żeby ten biurowiec Ruchu jeszcze uwiecznić, zanim zniknie.

Siedziba IPN, przedtem biurowiec RUCH © yurek55

Warsaw Spire - nowy kompleks biurowy na Woli © yurek55

Biurowce na Woli © yurek55
W odróżnieniu od ubiegłego tygodnia, nie miałem problemu z powrotem na czas. Pewnie dlatego, że zdążyłem przestawić zegarki na właściwą godzinę. Jechało się nadspodziewanie szybko, nadal nie mogę się przyzwyczaić do osiąganych maksymalnych prędkości, średnia też wysoka(dla mnie, rzecz jasna), na starym rowerze nieosiągalna.
Ponieważ mój rower spisuje się bez zarzutu, pojechałem dalej i po dwudziestu minutach mogłem już pożegnać warszawskie ulice. i skręcić w Szeligowską. Dlatego tak lubię jazdę tą trasą. Tym razem zatrzymałem się przy tej kutej bramie, bo intrygowała mnie ona już od dawna. Nawet kiedyś już ją umieściłem na blogu, ale do dziś pozostawało dla mnie zagadką, co za nią jest?

Brama osiedla Srebrzysta Aleja © yurek55
Zagadka bramy rozwiązana
Żeby nie jechac jak wczoraj, czy tydzień temu, skręciłem na Pogroszew a stamtąd, drogą jak w piosence z "Misia" o Trasie Łazienkowskiej, do Borzęcina.

"Jasna, długa, prosta" © yurek55
Wcześniej jeszcze napotkałem to ogłoszenie i nie mogłem sobie odmówić:)

Prestiżowe miejsce na Twoją reklamę © yurek55
W Borzęcinie o godzinie nieludzkiej jak na niedzielę, prawda?

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Figura Matki Bożej 1 poł. XX w © yurek55

Ufundowana przez mieszkańców Borzęcina © yurek55
"(...)typie Immaculaty obiekt o wartości historycznej i artystycznej, figura wykonana w warszawskim warsztacie A.Olesińskiego i K.Kozińskiego". (Dane z tabliczki informacyjnej)
Z Borzęcina drogowskaz "Mariew 3" skierował mnie na kolejną, niespenetrowaną jeszcze drogę. Tam skończył się niestety asfalt i przed dalsza jazdą, musiałem wspomóc się mapą w telefonie. Wybrałem kierunek na wprost, po wybojach, dziurach, dołach, kamieniach - ale nie po błocie i piachu i po trzech kilometrach dojechałem do Truskawia. Na tym kawałku naprawdę poczułem różnicę pomiędzy amortyzowanym widelcem, a sztywnym. Ale też niestety poczułem, że mój rower, w odróżnieniu od poprzednika, ma sztywną sztycę podsiodłową... Dalej już po asfalcie w kierunku Izabelina, ale też z pewnymi modyfikacjami trasy. Nie chciałem po raz enty jechać Arkuszową i potem przez Bielany, więc skręcałem tu i tam, utrzymując tylko mniej więcej właściwy kierunek. Przez to narysowany ślad wygląda jak trochę niesymetryczny Batman strzelający sobie w skroń.
W Warszawie już blisko domu zrobiłem ostatni przystanek, żeby ten biurowiec Ruchu jeszcze uwiecznić, zanim zniknie.

Siedziba IPN, przedtem biurowiec RUCH © yurek55

Warsaw Spire - nowy kompleks biurowy na Woli © yurek55

Biurowce na Woli © yurek55
W odróżnieniu od ubiegłego tygodnia, nie miałem problemu z powrotem na czas. Pewnie dlatego, że zdążyłem przestawić zegarki na właściwą godzinę. Jechało się nadspodziewanie szybko, nadal nie mogę się przyzwyczaić do osiąganych maksymalnych prędkości, średnia też wysoka(dla mnie, rzecz jasna), na starym rowerze nieosiągalna.
- DST 61.00km
- Teren 3.00km
- Czas 02:42
- VAVG 22.59km/h
- Temperatura 9.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 30 marca 2014
Kategoria <50, przed śniadaniem
Wycieczka pod znakiem wyścigów
Dziś nie miałem żadnego usprawiedliwienia do wylegiwania się w łóżku, więc jak tylko otworzyłem oczy i zobaczyłem pogodę, wstałem i pojechałem. Na początek odwiedziłem Park Szczęśliwicki

Jeziorko szczęśliwickie w niedzielnym, porannym słońcu © yurek55

Woda w strefie stanów wysokich © yurek55

Stok narciarski na Szczęśliwicach © yurek55

Dzika plaża z czarnym punktem © yurek55

Była impreza! © yurek55
Potem pojechałem stałą trasą przez Szeligi, tym razem aż do drogi 580 Leszno - Warszawa i nią wróciłem do miasta i do domu.
A tytułowy wyścig rozegrałem z traktorem, na dystansie siedmiu kilometrów z Macierzysza do Umiastowa. Traktor wyjechał przede mną z pola i jechał z taką prędkością, że po kilkuset metrach go dogoniłem. Po krótkiej jeździe za nim, poczułem się tak mocny, że postanowiłem go wyprzedzić. Ruchu w niedziele rano, na tej drodze dużego nie ma, więc wyskoczyłem na lewy pas i wyprzedziłem go bez większego trudu, jadąc z prędkością nieco ponad 30km/h. Starałem się utrzymywać to tempo i pyrkotanie traktora zostawało coraz dalej, było coraz cichsze, ale i ja byłem coraz słabszy. O przegranej zadecydowało zjechanie przeze mnie na chodnik, pełniący obowiązki drogi rowerowej. Tam moja szybkość spadła, a traktor bez trudu mnie wyprzedził. Wtedy znowu wjechałem na jezdnię i jechałem za tym traktorem, aż skręcił na Pogroszew. Wydawało mi się, że mógłbym jeszcze raz go wyprzedzić, ale różnica naszych prędkości była tak niewielka, że zrezygnowałem. Patrząc na licznik trudno mi było uwierzyć, że jadę 27km/h i nie wymaga to żadnego wysiłku, że nawet chwilami muszę przestawać kręcić, by nie zbliżać się zbytnio do przyczepy. Jak już nie miałem osłony utrzymanie tej prędkości nie było tak łatwe, ale dawałem radę.
Już w Warszawie czekał mnie drugi wyścig, tym razem z czasem. Zadzwoniła bowiem do mnie Księżna Pani z zapytaniem kiedy wracam i informacją, która jest godzina. Dopiero to uświadomiło mi, że czas na zegarku i liczniku rowerowym jest wczorajszy, a dzisiaj, to już jest godzinę później. Musiałem naprawdę mocno się sprężać, by zdążyć na czas. Ale się udało, a dzisiejsza średnia jest moim życiowym rekordem. Rower sam jeździ, a pedał ucichł, tzn., że wczoraj udało mi się go naprawić.

Wiadukt Szeligowska widok na zachód © yurek55

Jeziorko szczęśliwickie w niedzielnym, porannym słońcu © yurek55

Woda w strefie stanów wysokich © yurek55

Stok narciarski na Szczęśliwicach © yurek55

Dzika plaża z czarnym punktem © yurek55

Była impreza! © yurek55
Potem pojechałem stałą trasą przez Szeligi, tym razem aż do drogi 580 Leszno - Warszawa i nią wróciłem do miasta i do domu.
A tytułowy wyścig rozegrałem z traktorem, na dystansie siedmiu kilometrów z Macierzysza do Umiastowa. Traktor wyjechał przede mną z pola i jechał z taką prędkością, że po kilkuset metrach go dogoniłem. Po krótkiej jeździe za nim, poczułem się tak mocny, że postanowiłem go wyprzedzić. Ruchu w niedziele rano, na tej drodze dużego nie ma, więc wyskoczyłem na lewy pas i wyprzedziłem go bez większego trudu, jadąc z prędkością nieco ponad 30km/h. Starałem się utrzymywać to tempo i pyrkotanie traktora zostawało coraz dalej, było coraz cichsze, ale i ja byłem coraz słabszy. O przegranej zadecydowało zjechanie przeze mnie na chodnik, pełniący obowiązki drogi rowerowej. Tam moja szybkość spadła, a traktor bez trudu mnie wyprzedził. Wtedy znowu wjechałem na jezdnię i jechałem za tym traktorem, aż skręcił na Pogroszew. Wydawało mi się, że mógłbym jeszcze raz go wyprzedzić, ale różnica naszych prędkości była tak niewielka, że zrezygnowałem. Patrząc na licznik trudno mi było uwierzyć, że jadę 27km/h i nie wymaga to żadnego wysiłku, że nawet chwilami muszę przestawać kręcić, by nie zbliżać się zbytnio do przyczepy. Jak już nie miałem osłony utrzymanie tej prędkości nie było tak łatwe, ale dawałem radę.
Już w Warszawie czekał mnie drugi wyścig, tym razem z czasem. Zadzwoniła bowiem do mnie Księżna Pani z zapytaniem kiedy wracam i informacją, która jest godzina. Dopiero to uświadomiło mi, że czas na zegarku i liczniku rowerowym jest wczorajszy, a dzisiaj, to już jest godzinę później. Musiałem naprawdę mocno się sprężać, by zdążyć na czas. Ale się udało, a dzisiejsza średnia jest moim życiowym rekordem. Rower sam jeździ, a pedał ucichł, tzn., że wczoraj udało mi się go naprawić.

Wiadukt Szeligowska widok na zachód © yurek55
- DST 43.12km
- Czas 01:52
- VAVG 23.10km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























