Wpisy archiwalne w kategorii
przed śniadaniem
| Dystans całkowity: | 12252.01 km (w terenie 194.78 km; 1.59%) |
| Czas w ruchu: | 586:14 |
| Średnia prędkość: | 20.81 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 49.54 km/h |
| Suma podjazdów: | 17030 m |
| Suma kalorii: | 136298 kcal |
| Liczba aktywności: | 255 |
| Średnio na aktywność: | 48.05 km i 2h 18m |
| Więcej statystyk | |
Niedziela, 9 lutego 2014
Kategoria <50, przed śniadaniem
Drugi dzień wiosny.
Wprawdzie dopiero początek lutego, ale i wczoraj i dziś, pogoda prawdziwie wiosenna, stąd tytuł. Pomimo, że rano gdy wyjeżdżałem przed ósmą, było dość pochmurnie i ponuro, potem było już tylko lepiej. Wyruszyłem w znane i lubiane rejony okolic Macierzysza, Wieruchowa, Strzykuł, czyli trasa znana choćby z wycieczki 6 stycznia I nawet dokładnie tak samo jak wtedy, już po sześciu kilometrach rozbierałem się na tej samej stacji benzynowej przy Połczyńskiej. W Strzykułach na drugim rondku skręciłem na Zielonki Parcele, a potem przez Lipków i Hornówek dojechałem do Izabelina. Stamtąd ustaloną drogą przez Laski, Mościska i Arkuszową wjechałem do Warszawy. Jeszcze tylko krótki przystanek w Lidlu, aby uzupełnić zapas chusteczek zużywanych hurtowo przez chorującą Małżonkę - i Maczka, Powązkowską, Okopową i Towarową, do domu. Na Maczka duże fragmenty chodnika są "ziemią niczyją" i w jednym miejscu nawet utknąłem w rozmiękłym śniegu, ratując się podpórką przed upadkiem w breję. O ddr nawet nie wspominam...Ale to nie było w stanie popsuć ogólnego wrażenia z dzisiejszej wycieczki; jechało się dobrze, pogoda super, nie spociłem się, nie zmarzłem, warunki do jazdy optymalne, nikt mnie nie chciał rozjechać... Czego chcieć więcej? Szkoda jedynie, że czasu więcej nie miałem, ale jak to w niedzielę, spieszyłem, by oddać Bogu to, co boskie.
Mapy nie ma, bo za mało prądu w telefonie, a zdjęć, bo..., stawać mi się nie chciało?
Mapy nie ma, bo za mało prądu w telefonie, a zdjęć, bo..., stawać mi się nie chciało?
- DST 48.48km
- Czas 02:28
- VAVG 19.65km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 31 stycznia 2014
Kategoria przed śniadaniem, Pływanie
Basen 1. Zaczynam pływać.
Wreszcie jakiś impuls zadziałał i wybrałem się - pierwszy raz w tym roku - na basen. Nie mogę jakoś w tym roku, wykrzesać w sobie motywacji do pływania, a pisząc otwarcie: nie umiem lenia wygonić z d... W ubiegłym roku w styczniu przepłynąłem 10 kilometrów, a w całym roku 59 - z założonych na początku roku stu. W tym roku nie poczyniłem żadnych zobowiązań, ani rowerowych, ani pływackich, bo nie umiem planować. Dystans rowerowy przekroczyłem dwukrotnie, a basenowy zrealizowałem w 60%, więc uznałem, że to nie ma sensu. A szkoda, bo w przypadku pływania to działało motywująco - przynajmniej do połowy roku. Ale skoro i tak wstaje rano, to chyba spróbuje choć raz w tygodniu się wybrać.
No w każdym razie dziś na basenie pojawiłem się przed śniadaniem i przed poranną toaletą, bo tę postanowiłem zrobić na pływalni, zawsze to jakaś korzyść - oszczędność wody w domu... W wodzie ludzi niewiele, najwyżej po dwie osoby na torze, spokojnie, bez tłoku i wyprzedzania przepłynąłem swój dystans, czas nieco gorszy niż powinien, ale na początek dobre i to.
Jak widać na zdjęciu, po godzinie dziewiątej jest w wodzie jeszcze mniej ludzi, ja z góry naliczyłem czworo pływających na ośmiu torach. Wcześniej to chyba ci, co przed pracą pływają robią frekwencję?
Woda - 28°C, powietrze - 27°C, na zewnątrz - minus 9°C.
PS. Może jeśli potraktuję ten wpis terapeutycznie i motywująco, to pojawią się i następne w tej kategorii? Oby.
PS. Może jeśli potraktuję ten wpis terapeutycznie i motywująco, to pojawią się i następne w tej kategorii? Oby.
- DST 1.50km
- Czas 00:44
- VAVG 2.05km/h
- Temperatura 27.0°C
- Aktywność Pływanie
Poniedziałek, 27 stycznia 2014
Kategoria całe NIC, przed śniadaniem
Niedaleko
Okazją do porannego wyjazdu stał się dzisiaj "Tydzień amerykański" w Lidlu. Wprawdzie artykuły spożywcze nie wywołują takich gorących emocji u klientek, jak ubrania damskie, ale z przyzwyczajenia pojechałem tam jeszcze przed śniadaniem. Padający śnieg, wiatr oraz mokre jezdnie z resztkami błota pośniegowego, taka była sytuacja na trasie. Dlatego wybrałem bezpieczniejszy wariant podróżowania i gdy skończyła się droga dla rowerów, dalej pojechałem chodnikiem. Oczywiście nigdzie nie były one odśnieżone do czysta, dlatego jazdę dzisiejszą traktuję jako terenową. Po chodnikach z założenia jeździ się powoli, bo jest się na nich gościem i ja też przestrzegałem tej zasady. Pieszych z daleka delikatnym dzwonieniem uprzedzałem, że się zbliżam, dziękowałem za danie wolnej drogi, przepraszałem - koegzystencja wzorowa.
Zdjęć dziś nie robiłem, zamieszczone poniżej są z soboty. Tak znika kolejny budynek Fabryki Samochodów Osobowych, tym razem jest to Narzędziownia. Powstała jako jeden z pierwszych fabrycznych budynków w 1951 roku.



edit:
Te dzisiejsze 7km przełamało liczbę Bestii:) Późno to spostrzegłem
Zdjęć dziś nie robiłem, zamieszczone poniżej są z soboty. Tak znika kolejny budynek Fabryki Samochodów Osobowych, tym razem jest to Narzędziownia. Powstała jako jeden z pierwszych fabrycznych budynków w 1951 roku.



edit:
Te dzisiejsze 7km przełamało liczbę Bestii:) Późno to spostrzegłem
- DST 6.58km
- Teren 6.58km
- Czas 00:28
- VAVG 14.10km/h
- Temperatura -6.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 6 stycznia 2014
Kategoria przed śniadaniem, <50
Do trzech razy sztuka?
Może to wydawać się nudne, ale dziś rano znowu pojechałem tą samą trasą na Szeligi, Macierzysz itd. Tym razem chciałem sprawdzić kolejny wariant powrotu, czyli przez Ożarów i Pruszków. Żałuję jedynie, że nie pojechałem dalej, do Borzęcina i tam mogłem skręcić na Ożarów, no ale o tym dopiero w Pruszkowie się dowiedziałem, jak zobaczyłem drogowskaz - Borzęcin 11km. Tak bywa gdy się nie planuje trasy na mapie, tylko podejmuje decyzje ad hoc. Zresztą i tak nie ma to większego znaczenia, po prostu mam jeszcze jeden wariant do przejechania i tyle. Czyli tytułowy znak zapytania jest uzasadniony, bo na trzech razach się nie skończy.
Kościół na Żbikowie widziałem już z daleka, ale kiedy do niego dojechałem, jego ogrom mnie naprawdę zaskoczył. Robi wrażenie, nie ma co. A jak się pomyśli, że w tak niepozornym miejscu już 800 lat erygowano parafię...
Z góry widać dokładnie, co to znaczy zbudować kościół na planie krzyża.

Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP © yurek55

Monumentalna Świątynia Pruszków - Żbikowo © yurek55

Neogotycki kościół z pocz. XX wieku © yurek55

Kościół parafii Żbikowo © yurek55
Z Pruszkowa początkowo zamierzałem jechać do Warszawy drogą wojewódzką 719, ale po kilkuset metrach zawróciłem. Niskie, zimowe słońce odbijało się w kałużach i mokrym asfalcie tak, że prawie nic nie widziałem. Pomyślałem, że kierowcy też mało co widzą, więc lepiej nie kusić losu. Droga przez Piastów, Reguły, Ursus, Włochy okazała się zdecydowanie bezpieczniejsza i wygodniejsza. Znalazłem więc lepszy wariant niż tak nielubiane przeze mnie Aleje Jerozolimskie. Zanim wyjechałem, już niemal na granicy z Piastowem natknąłem się na to miejsce. Tu, w dawnych Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego, Niemcy gromadzili ludność Warszawy po Powstaniu, przed wywózką do Rzeszy. Kto chce więcej się dowiedzieć o tym miejscu, proponuję zajrzeć do
Wikipedii

Obóz przejściowy Dulag 121 Pruszków © yurek55
A te domy położone przy torach na pewno pamiętają tamte czasy

Dom przy Dulagu 121 Pruszków, niemy świadek historii © yurek55

Drewniane domy przy torach - Pruszków/Piastów © yurek55
Wymiana baterii w nadajniku licznika niewiele dała. Wprawdzie licznik pokazuje jakieś wartości, ale są one bardzo niewiarygodne. Różnica w dystansie wyniosła ok. 30% mniej niż ta z telefonu i nawet wymiana drugiej baterii, w liczniku, też nie poprawiła sytuacji. Nie ma rady jutro kupuję licznik.
Pokaż 06.01. Strzykuły - Ożarów - Pruszków na większej mapie
Kościół na Żbikowie widziałem już z daleka, ale kiedy do niego dojechałem, jego ogrom mnie naprawdę zaskoczył. Robi wrażenie, nie ma co. A jak się pomyśli, że w tak niepozornym miejscu już 800 lat erygowano parafię...
Z góry widać dokładnie, co to znaczy zbudować kościół na planie krzyża.

Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP © yurek55

Monumentalna Świątynia Pruszków - Żbikowo © yurek55

Neogotycki kościół z pocz. XX wieku © yurek55

Kościół parafii Żbikowo © yurek55
Z Pruszkowa początkowo zamierzałem jechać do Warszawy drogą wojewódzką 719, ale po kilkuset metrach zawróciłem. Niskie, zimowe słońce odbijało się w kałużach i mokrym asfalcie tak, że prawie nic nie widziałem. Pomyślałem, że kierowcy też mało co widzą, więc lepiej nie kusić losu. Droga przez Piastów, Reguły, Ursus, Włochy okazała się zdecydowanie bezpieczniejsza i wygodniejsza. Znalazłem więc lepszy wariant niż tak nielubiane przeze mnie Aleje Jerozolimskie. Zanim wyjechałem, już niemal na granicy z Piastowem natknąłem się na to miejsce. Tu, w dawnych Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego, Niemcy gromadzili ludność Warszawy po Powstaniu, przed wywózką do Rzeszy. Kto chce więcej się dowiedzieć o tym miejscu, proponuję zajrzeć do
Wikipedii

Obóz przejściowy Dulag 121 Pruszków © yurek55
A te domy położone przy torach na pewno pamiętają tamte czasy

Dom przy Dulagu 121 Pruszków, niemy świadek historii © yurek55

Drewniane domy przy torach - Pruszków/Piastów © yurek55
Wymiana baterii w nadajniku licznika niewiele dała. Wprawdzie licznik pokazuje jakieś wartości, ale są one bardzo niewiarygodne. Różnica w dystansie wyniosła ok. 30% mniej niż ta z telefonu i nawet wymiana drugiej baterii, w liczniku, też nie poprawiła sytuacji. Nie ma rady jutro kupuję licznik.
Pokaż 06.01. Strzykuły - Ożarów - Pruszków na większej mapie
- DST 43.00km
- Czas 02:18
- VAVG 18.70km/h
- Temperatura 7.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 5 stycznia 2014
Kategoria przed śniadaniem, <50
Mokry niedzielny poranek
Sylwestrowa trasa tak mi się spodobała, że dziś postanowiłem ją powtórzyć, ale ponieważ to niedziela, czasu nie miałem dużo i musiałem zastosować wariant skrócony. Rzut oka na termometr i sytuację pogodową za oknem i męska decyzja o rezygnacji z zimowej kurtki softshellowej, na rzecz cienkiej przeciwdeszczówki. Niestety nie byłem aż tak odważny, żeby nie zakładać podkoszulki termicznej i bardzo szybko zacząłem się pocić. Dopiero jak dojechałem do Statoila na Połczyńskiej i w toalecie mogłem się jej pozbyć, dalsza jazda stała się przyjemniejsza. Tym bardziej, że deszczyk też przestał kropić. Na Szeligowskiej i Sochaczewskiej samochodów jak na lekarstwo, cała szerokość drogi do mojej dyspozycji, więc i kałuże mi niestraszne i tak znowu sobie mijałem: Szeligi, Macierzysz, Wieruchów, Strzykuły, Kaputy (sic!), Umiastów, aż dojechałem do Borzęcina, do drogi wojewódzkiej 508. I tu skręciłem w kierunku Warszawy, a nie jak w sylwestra, do Leszna.

Mokro w Macierzyszu © yurek55
W Babicach zaintrygował mnie nie tyle sam pomnik, co jeden z jego elementów - i nie był to orzeł. Dalibóg, nie mam pojęcia, co autor miał na myśli, umieszczając na cokole izolator energetyczny deltowy?! Ale ja się na sztuce nie znam.

Obrońcom Ziemi Babickiej © yurek55
Do Warszawy wjechałem już skończoną Górczewską, co było miłym zaskoczeniem po tylu latach slalomu po placu budowy i ponieważ było jeszcze wcześnie, pojechałem prosto aż do Żelaznej i tam dopiero zacząłem zbliżać się do domu. Miałem też czas by na Placu Narutowicza uwiecznić ten cud architektury, tak doskonale wkomponowany w zabudowę, że aż zęby bolą od samego patrzenia.

Kościół 1908r i Dom Pogrzebowy 2013r © yurek55
Wycieczka dzisiejsza, choć zaczęła się niezbyt fortunnie, była ze wszech miar udana. Na szczęście nie przestraszyłem się deszczu, ubranie też udało się dostosować do warunków, zdążyłem do domu na śniadanie, zdążyłem też dzień święty należycie uczcić.
PS.
Dystans znów z telefonu, ale wymieniłem baterię w nadajniku licznika, zobaczymy...
Pokaż 05.01. Borzęcin - Latchorzew na większej mapie

Mokro w Macierzyszu © yurek55
W Babicach zaintrygował mnie nie tyle sam pomnik, co jeden z jego elementów - i nie był to orzeł. Dalibóg, nie mam pojęcia, co autor miał na myśli, umieszczając na cokole izolator energetyczny deltowy?! Ale ja się na sztuce nie znam.

Obrońcom Ziemi Babickiej © yurek55
Do Warszawy wjechałem już skończoną Górczewską, co było miłym zaskoczeniem po tylu latach slalomu po placu budowy i ponieważ było jeszcze wcześnie, pojechałem prosto aż do Żelaznej i tam dopiero zacząłem zbliżać się do domu. Miałem też czas by na Placu Narutowicza uwiecznić ten cud architektury, tak doskonale wkomponowany w zabudowę, że aż zęby bolą od samego patrzenia.

Kościół 1908r i Dom Pogrzebowy 2013r © yurek55
Wycieczka dzisiejsza, choć zaczęła się niezbyt fortunnie, była ze wszech miar udana. Na szczęście nie przestraszyłem się deszczu, ubranie też udało się dostosować do warunków, zdążyłem do domu na śniadanie, zdążyłem też dzień święty należycie uczcić.
PS.
Dystans znów z telefonu, ale wymieniłem baterię w nadajniku licznika, zobaczymy...
Pokaż 05.01. Borzęcin - Latchorzew na większej mapie
- DST 42.00km
- Czas 02:20
- VAVG 18.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
























