Wpisy archiwalne w kategorii
50-100
| Dystans całkowity: | 69107.22 km (w terenie 1408.00 km; 2.04%) |
| Czas w ruchu: | 3435:49 |
| Średnia prędkość: | 20.06 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 132.12 km/h |
| Suma podjazdów: | 88997 m |
| Suma kalorii: | 1013207 kcal |
| Liczba aktywności: | 1024 |
| Średnio na aktywność: | 67.49 km i 3h 21m |
| Więcej statystyk | |
Nowa trasa rowerowa nad Wisłą (w budowie)
Dziś wybrałem wariant zachodni przez Szeligi i Macierzysz, a potem po mieście i trochę nad Wisłą. Przejechałem też bardzo trudny technicznie, po podsypce szutrowej i kamieniach, odcinek nowo budowanej nadwiślańskiej trasy rowerowej, od Mostu Grota do klubu "Spójnia". Będzie ona biegła za Centrum Olimpijskim, bliżej Wisły niż Wybrzeża Gdyńskiego.

Tu będzie droga dla rowerów nad Wisłą © yurek55
A to przyczynek do dyskusji o poprawnym, zgodnym z prawem nazewnictwie

Droga dla rowerów, czy ścieżka? © yurek55
Pogoda zrobiła się piękna jak wyjechałem, a miałem dziś kurtkę w plecaku.

Tu będzie droga dla rowerów nad Wisłą © yurek55
A to przyczynek do dyskusji o poprawnym, zgodnym z prawem nazewnictwie

Droga dla rowerów, czy ścieżka? © yurek55
Pogoda zrobiła się piękna jak wyjechałem, a miałem dziś kurtkę w plecaku.
- DST 62.26km
- Teren 2.00km
- Czas 03:22
- VAVG 18.49km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Po zachodnie gminy mazowieckie
Postanowiłem wykorzystać dobrą pogodę i zachodni wiatr, by wybrać się na gminobranie. Wczoraj jeździłem bocznymi drogami, to pomyślałem sobie, że dziś mogę pojeździć w większym ruchu. Droga krajowa numer 92 do Sochaczewa wydawała się być w sam raz, by spełnić moje zapotrzebowanie na hałas, spaliny i podmuchy spod ciężarówek. Droga pomimo przeciwnego wiatru upływała dość przyjemnie, głownie dzięki szerokiemu poboczu i świecącemu słoneczku. Niestety często pojawiał się na niej znak "zakaz jazdy rowerem" i trzeba było zjeżdżać na taki pseudo ddr, który potrafił kończyć się po prostu w polu.

Droga dla rowerów i pieszych wzdłuż drogi na Sochaczew © yurek55
W Błoniu na takiej drodze stał radiowóz, a panowie policjanci suszyli i wlepiali mandaty za zbyt szybką jazdę. Zwróciłem im uwagę, że zastawiają przejazd i że powinni pilnować przestrzegania prawa, a nie dawać zły przykład innym kierowcom. Usłyszałem, że to jest chodnik, że dobrze robię jadąc po chodniku(sic!), bo to bezpiecznie, że oni tu pracują, dbają o bezpieczeństwo (wypisywali właśnie mandat), że mogę ich ominąć i nic mi się nie stanie. Przypomniałem sobie, że nie mam odblasku z przodu i zakończyłem zabawę w społecznika z misją edukacyjną, bo z policją nikt nie wygra. Ale skoro droga dla rowerów i pieszych jest w interpretacji stróżów prawa chodnikiem, dalej już sobie nie zawracałem głowy zjeżdżaniem i konsekwentnie ignorowałem aż do samego Sochaczewa znak B-9. Zresztą zjeżdżać z tak szerokiego i wygodnego pobocza jak widać zdjęciu, to jakaś aberracja by była.

To nie była połowa drogi © yurek55
Rynek w Sochaczewie podobny do tego w Błoniu, ta sama kostka, ławeczki, tryskająca woda, kwiaty w donicach, odnowione kamieniczki, wszystko to, tworzy wrażenie zadbania i schludności.

Rynek i kościół w Sochaczewie © yurek55

Kardynał Wyszyński i Jan Paweł II © yurek55
"NIE BYŁOBY NA STOLICY PIOTROWEJ PAPIEŻA - POLAKA GDYBY NIE BYŁO TWOJEJ WIARY TWEGO ZAWIERZENIA MATCE BOŻEJ" JAN PAWEŁ II
Gdy po tylko jednej zawrotce odnalazłem właściwy kierunek i wyjechałem z miasta, dość szybko mogłem wreszcie pożegnać ruchliwą poznańską szosę i rozpocząć jazdę po zapomnianych przez Boga i ludzi drogach. Nawigacja prowadziła mnie jak po sznurku i nie musiałem zaprzątać sobie głowy szukaniem drogi. Zresztą bez jakichkolwiek drogowskazów i tak byłoby to niewykonalne. Drogi, którymi jechałem miały zaskakująco dobrą nawierzchnię i choć nie były zbyt szerokie, ale pozwalały na minięcie się z traktorem (jednym!) i samochodami (dwoma!).

Wiejska droga © yurek55
I tak sobie jechałem wśród pól skoszonych słysząc jedynie: "skręć w lewo", albo "skręć w prawo", aż dojechałem do mostu, a potem do drewnianego kościoła i wreszcie do wsi Babskie Budy, gdzie padła nawigacja.

Most na Suchej (dopływ Pisi) w Wikcinku © yurek55

Drewniany kościół w Kurdwanowie © yurek55

XVII - wieczny kościół we wsi Kurdwanów © yurek55
Więcej zdjęć i informacji na stronie drewnianemazowsze
Niestety moja nawigacja działa w oparciu o mapy google i zerwała się łączność z internetem, a na dodatek bateria w telefonie też już jechała na oparach mocy. Na czuja pojechałem gdzie droga mnie prowadziła i wreszcie zobaczyłem, że wyjeżdżam z pól na jakąś bardziej główną drogę. Dojechałem do wsi Miedniewice i tam w wiejskim pubie próbowałem podładować telefon, ale ładowarka uczynnej pani barmanki nie chciała działać w moim sprzęcie pomimo kompatybilnego wejścia. Ale za to wytłumaczyła mi jak mam dalej jechać i niebawem przeciąłem Autostradę Wolności i przez Wiskitki dotarłem do Żyradowa. Tam druga uczynna pani z salonu T-Mobile, pożyczyła mi swoją prywatną ładowarkę, a ja siedząc i słuchając jak załatwia klientów, po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że ja się do takiej pracy nie nadaję. Mąż i żona przez 30 minut wybierali model telefonu (tylko żeby był bez internetu, bo ja nie używam i żeby miał klawisze, bo te ekrany to wie pani) w zależności od ceny aparatu, wysokości abonamentu i ceny połączeń. Byli to młodzi ludzie, przed czterdziestką i był z nimi nastoletni syn, więc dlaczego tego wszystkiego nie sprawdzili w sieci przed przyjściem do salonu? Nie ogarniam.
W końcu uznałem, że wystarczy tego siedzenia i słuchania o modelach, cenach i taryfach, podziękowałem grzecznie i rozpocząłem ostatni etap powrotu do domu. Niestety komfort psychiczny się skończył, a droga 719 przynosiła mocniejsze wrażenia z jazdy, bo oferowała bliższy kontakt z samochodami i ciężarówkami. Na dodatek już przed Grodziskiem zobaczyłem przed sobą wielką, czarną chmurę i jadąc wprost na nią, w Milanówku poczułem pierwsze krople deszczu. Kurtki znowu oczywiście nie wziąłem i znowu byłem ubrany "na letniaka", ale żywiłem się nadzieją, że podobnie jak wczoraj skończy się na strachu. Niestety w Podkowie zaczęło już padać konkretnie i zanim schroniłem się w centrum handlowym, byłem już nieźle przemoczony.

Galeria Podkowa na wyjeździe z Podkowy Leśnej © yurek55
Po kilkunastu minutach, gdy już przestało padać, pożegnałem gościnne Centrum i przez Pruszków od zachodu wjechałem do Warszawy. Jak się jedzie po mokrej jezdni rowerem bez błotników i wśród samochodów, które wprawdzie błotniki mają, ale za to chlapią na boki, nie będę pisał, bo każdy to wie. A jak nie wie, to może sobie wyobrazić. Napiszę tylko, że wjazd Alejami Jerozolimskimi jest koszmarem rowerzysty. Raz jesteś pod ziemią, raz na estakadzie, samochody pędzą, raptem jesteś na środku i aby zmienić pas i zjechać na prawo musisz ryzykować życie i zdrowie, bo przecież kierowca cię nie puści, tylko śmignie z prawej i kolejny... i kolejny... i kolejny też... Z lewej też cię wyprzedzają jadąc powyżej setki, z prawej może trochę wolniej, ale zbyt szybko, by wymusić zmianę pasa, horror! Przez te może kilkaset metrów, może kilometr - nie wiem, najadłem się tyle strachu, co przez ostatni rok. To już wolałem w trakcie budowy tej trasy i tych węzłów tamtędy jeździć niż teraz. Nie wiem czy jest, a jeśli tak, to gdzie, bezpieczny wjazd dla rowerzystów jadących Alejami Jerozolimskimi od strony zachodniej. Ja na pewno tamtędy już do Warszawy nie wjadę.
Patrząc teraz na zaliczgminę widzę, że została "dziura", po niezaliczonej gminie Baranów, ale nie miałem już dziś na nią czasu. No i jest gmina Puszcza Mariańska do zaliczenia "kiedyś".
Zaliczone gminy: Sochaczew miasto, Sochaczew wieś, Rybno, Nowa Sucha, Wiskitki
PS. Rano byłem w sklepie, dystans podaję łączny.

Droga dla rowerów i pieszych wzdłuż drogi na Sochaczew © yurek55
W Błoniu na takiej drodze stał radiowóz, a panowie policjanci suszyli i wlepiali mandaty za zbyt szybką jazdę. Zwróciłem im uwagę, że zastawiają przejazd i że powinni pilnować przestrzegania prawa, a nie dawać zły przykład innym kierowcom. Usłyszałem, że to jest chodnik, że dobrze robię jadąc po chodniku(sic!), bo to bezpiecznie, że oni tu pracują, dbają o bezpieczeństwo (wypisywali właśnie mandat), że mogę ich ominąć i nic mi się nie stanie. Przypomniałem sobie, że nie mam odblasku z przodu i zakończyłem zabawę w społecznika z misją edukacyjną, bo z policją nikt nie wygra. Ale skoro droga dla rowerów i pieszych jest w interpretacji stróżów prawa chodnikiem, dalej już sobie nie zawracałem głowy zjeżdżaniem i konsekwentnie ignorowałem aż do samego Sochaczewa znak B-9. Zresztą zjeżdżać z tak szerokiego i wygodnego pobocza jak widać zdjęciu, to jakaś aberracja by była.

To nie była połowa drogi © yurek55
Rynek w Sochaczewie podobny do tego w Błoniu, ta sama kostka, ławeczki, tryskająca woda, kwiaty w donicach, odnowione kamieniczki, wszystko to, tworzy wrażenie zadbania i schludności.

Rynek i kościół w Sochaczewie © yurek55

Kardynał Wyszyński i Jan Paweł II © yurek55
"NIE BYŁOBY NA STOLICY PIOTROWEJ PAPIEŻA - POLAKA GDYBY NIE BYŁO TWOJEJ WIARY TWEGO ZAWIERZENIA MATCE BOŻEJ" JAN PAWEŁ II
Gdy po tylko jednej zawrotce odnalazłem właściwy kierunek i wyjechałem z miasta, dość szybko mogłem wreszcie pożegnać ruchliwą poznańską szosę i rozpocząć jazdę po zapomnianych przez Boga i ludzi drogach. Nawigacja prowadziła mnie jak po sznurku i nie musiałem zaprzątać sobie głowy szukaniem drogi. Zresztą bez jakichkolwiek drogowskazów i tak byłoby to niewykonalne. Drogi, którymi jechałem miały zaskakująco dobrą nawierzchnię i choć nie były zbyt szerokie, ale pozwalały na minięcie się z traktorem (jednym!) i samochodami (dwoma!).

Wiejska droga © yurek55
I tak sobie jechałem wśród pól skoszonych słysząc jedynie: "skręć w lewo", albo "skręć w prawo", aż dojechałem do mostu, a potem do drewnianego kościoła i wreszcie do wsi Babskie Budy, gdzie padła nawigacja.

Most na Suchej (dopływ Pisi) w Wikcinku © yurek55

Drewniany kościół w Kurdwanowie © yurek55

XVII - wieczny kościół we wsi Kurdwanów © yurek55
Więcej zdjęć i informacji na stronie drewnianemazowsze
Niestety moja nawigacja działa w oparciu o mapy google i zerwała się łączność z internetem, a na dodatek bateria w telefonie też już jechała na oparach mocy. Na czuja pojechałem gdzie droga mnie prowadziła i wreszcie zobaczyłem, że wyjeżdżam z pól na jakąś bardziej główną drogę. Dojechałem do wsi Miedniewice i tam w wiejskim pubie próbowałem podładować telefon, ale ładowarka uczynnej pani barmanki nie chciała działać w moim sprzęcie pomimo kompatybilnego wejścia. Ale za to wytłumaczyła mi jak mam dalej jechać i niebawem przeciąłem Autostradę Wolności i przez Wiskitki dotarłem do Żyradowa. Tam druga uczynna pani z salonu T-Mobile, pożyczyła mi swoją prywatną ładowarkę, a ja siedząc i słuchając jak załatwia klientów, po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że ja się do takiej pracy nie nadaję. Mąż i żona przez 30 minut wybierali model telefonu (tylko żeby był bez internetu, bo ja nie używam i żeby miał klawisze, bo te ekrany to wie pani) w zależności od ceny aparatu, wysokości abonamentu i ceny połączeń. Byli to młodzi ludzie, przed czterdziestką i był z nimi nastoletni syn, więc dlaczego tego wszystkiego nie sprawdzili w sieci przed przyjściem do salonu? Nie ogarniam.
W końcu uznałem, że wystarczy tego siedzenia i słuchania o modelach, cenach i taryfach, podziękowałem grzecznie i rozpocząłem ostatni etap powrotu do domu. Niestety komfort psychiczny się skończył, a droga 719 przynosiła mocniejsze wrażenia z jazdy, bo oferowała bliższy kontakt z samochodami i ciężarówkami. Na dodatek już przed Grodziskiem zobaczyłem przed sobą wielką, czarną chmurę i jadąc wprost na nią, w Milanówku poczułem pierwsze krople deszczu. Kurtki znowu oczywiście nie wziąłem i znowu byłem ubrany "na letniaka", ale żywiłem się nadzieją, że podobnie jak wczoraj skończy się na strachu. Niestety w Podkowie zaczęło już padać konkretnie i zanim schroniłem się w centrum handlowym, byłem już nieźle przemoczony.

Galeria Podkowa na wyjeździe z Podkowy Leśnej © yurek55
Po kilkunastu minutach, gdy już przestało padać, pożegnałem gościnne Centrum i przez Pruszków od zachodu wjechałem do Warszawy. Jak się jedzie po mokrej jezdni rowerem bez błotników i wśród samochodów, które wprawdzie błotniki mają, ale za to chlapią na boki, nie będę pisał, bo każdy to wie. A jak nie wie, to może sobie wyobrazić. Napiszę tylko, że wjazd Alejami Jerozolimskimi jest koszmarem rowerzysty. Raz jesteś pod ziemią, raz na estakadzie, samochody pędzą, raptem jesteś na środku i aby zmienić pas i zjechać na prawo musisz ryzykować życie i zdrowie, bo przecież kierowca cię nie puści, tylko śmignie z prawej i kolejny... i kolejny... i kolejny też... Z lewej też cię wyprzedzają jadąc powyżej setki, z prawej może trochę wolniej, ale zbyt szybko, by wymusić zmianę pasa, horror! Przez te może kilkaset metrów, może kilometr - nie wiem, najadłem się tyle strachu, co przez ostatni rok. To już wolałem w trakcie budowy tej trasy i tych węzłów tamtędy jeździć niż teraz. Nie wiem czy jest, a jeśli tak, to gdzie, bezpieczny wjazd dla rowerzystów jadących Alejami Jerozolimskimi od strony zachodniej. Ja na pewno tamtędy już do Warszawy nie wjadę.
Patrząc teraz na zaliczgminę widzę, że została "dziura", po niezaliczonej gminie Baranów, ale nie miałem już dziś na nią czasu. No i jest gmina Puszcza Mariańska do zaliczenia "kiedyś".
Zaliczone gminy: Sochaczew miasto, Sochaczew wieś, Rybno, Nowa Sucha, Wiskitki
PS. Rano byłem w sklepie, dystans podaję łączny.
- DST 155.10km
- Czas 06:58
- VAVG 22.26km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 27 sierpnia 2014
Kategoria 50-100
Boczne drogi
Zacząłem trasę od wizyty w LuxMed odebrać receptę, a potem musiałem kolejny raz pojechać na Ursynów. Znudziły mi się wciąż te same ulice i dziś pojechałem przez Służewiec Przemysłowy. Na Kłobuckiej ciekawy budynek biura sprzedaży mieszkań nowego osiedla Central Park Ursynów. Moim zdaniem jest to Służewiec Przemysłowy i to bardzo blisko Aresztu Śledczego, ale Ursynów lepiej brzmi marketingowo.

Przed wejściem jabłka w skrzynkach "na złość Putinowi" © yurek55

Biuro sprzedaży © yurek55

Budowa na Kłobuckiej © yurek55

Reklama dźwignią handlu © yurek55
Po załatwieniu sprawy na prawdziwym Ursynowie, uznałem, że jazda przez Las Kabacki po wczorajszym całodniowym deszczu nie będzie fajna, wolałem tym razem do Powsina pojechać ulicami.
Na ulicy Fosy przy rezydencji za kilkanaście milionów, która już kiedyś gościła u mnie na blogu, robotnicy wymieniają zupełnie dobrą kostkę, ale "kto bogatemu zabroni"? Mnie zaintrygował krzyk ptaków, początkowo myślałem, że gospodarz sprowadził sobie pawie, ale nie, to wielkie, kolorowe papugi w wolierze darły dzioba. Pewnie im się hałas betoniarki i stukanie młotków nie podobało.

Woliera jest za betoniarką © yurek55
Dalej ulubioną drogą wszystkich warszawskich rowerzystów dotarłem do Gassów. Prom pływa i cieszy się sporym powodzeniem, dziś widziałem jak przewoził samochody osobowe. Zamiast jechać do mostu w Górze Kalwarii kierowcy wolą zapłacić te 12 zł (9 auto + 3 kierowca) i skrócić sobie drogę.

Prom w Gassach © yurek55

Drewniana łódź żaglowa © yurek55
Nie miałem ochoty wracać przez Konstancin ani przez Piaseczno, więc skierowałem się w lewo na Słomczyn i obok polowego lotniska bocznymi drogami dotarłem do krajówki na Sandomierz. Przedtem w Cieciszewie, przy remizie OSP sfotografowałem reprezentacyjny plac tej wioski.

Plac apelowy albo mini plac defilad w Cieciszewie © yurek55
Żeby nie jechać przez Piaseczno musiałem wcześniej zjechać z drogi 79. Na szczęście po jakichś trzech kilometrach był zjazd na Zalesie Górne i znowu mogłem rozkoszować się jazdą bocznymi drogami. Tylko, że tak się zafiksowałem tym niejechaniem przez Piaseczno, że w Jazgarzewie zignorowałem drogowskaz i pojechałem prosto. Nawet znak Grójec 23 km nie dał mi do myślenia i dalej jechałem przed siebie. Tymczasem pogoda zaczęła się wyraźnie psuć, ciemne chmury zasnuły całe niebo i zaczął kropić deszcz. Byłem w czarnej d..., w krótkich spodniach i koszulce, ale za to bez plecaka i kurtki. Spojrzałem na mapę w endomondo i zawróciłem do Jazgarzewa, by jednak skierować się na Piaseczno. Na szczęście deszcz się rozmyślił, a z drogi można było skręcić na Lesznowolę, co było moim zamiarem. Potem skręt na Falenty i drogami przez wioski i pola do Szosy Krakowskiej i do domu. A co do stroju, to nie wróciłem w przepoconej koszulce, co jednak jest jakimś pozytywem.

Przed wejściem jabłka w skrzynkach "na złość Putinowi" © yurek55

Biuro sprzedaży © yurek55

Budowa na Kłobuckiej © yurek55

Reklama dźwignią handlu © yurek55
Po załatwieniu sprawy na prawdziwym Ursynowie, uznałem, że jazda przez Las Kabacki po wczorajszym całodniowym deszczu nie będzie fajna, wolałem tym razem do Powsina pojechać ulicami.
Na ulicy Fosy przy rezydencji za kilkanaście milionów, która już kiedyś gościła u mnie na blogu, robotnicy wymieniają zupełnie dobrą kostkę, ale "kto bogatemu zabroni"? Mnie zaintrygował krzyk ptaków, początkowo myślałem, że gospodarz sprowadził sobie pawie, ale nie, to wielkie, kolorowe papugi w wolierze darły dzioba. Pewnie im się hałas betoniarki i stukanie młotków nie podobało.

Woliera jest za betoniarką © yurek55
Dalej ulubioną drogą wszystkich warszawskich rowerzystów dotarłem do Gassów. Prom pływa i cieszy się sporym powodzeniem, dziś widziałem jak przewoził samochody osobowe. Zamiast jechać do mostu w Górze Kalwarii kierowcy wolą zapłacić te 12 zł (9 auto + 3 kierowca) i skrócić sobie drogę.

Prom w Gassach © yurek55

Drewniana łódź żaglowa © yurek55
Nie miałem ochoty wracać przez Konstancin ani przez Piaseczno, więc skierowałem się w lewo na Słomczyn i obok polowego lotniska bocznymi drogami dotarłem do krajówki na Sandomierz. Przedtem w Cieciszewie, przy remizie OSP sfotografowałem reprezentacyjny plac tej wioski.

Plac apelowy albo mini plac defilad w Cieciszewie © yurek55
Żeby nie jechać przez Piaseczno musiałem wcześniej zjechać z drogi 79. Na szczęście po jakichś trzech kilometrach był zjazd na Zalesie Górne i znowu mogłem rozkoszować się jazdą bocznymi drogami. Tylko, że tak się zafiksowałem tym niejechaniem przez Piaseczno, że w Jazgarzewie zignorowałem drogowskaz i pojechałem prosto. Nawet znak Grójec 23 km nie dał mi do myślenia i dalej jechałem przed siebie. Tymczasem pogoda zaczęła się wyraźnie psuć, ciemne chmury zasnuły całe niebo i zaczął kropić deszcz. Byłem w czarnej d..., w krótkich spodniach i koszulce, ale za to bez plecaka i kurtki. Spojrzałem na mapę w endomondo i zawróciłem do Jazgarzewa, by jednak skierować się na Piaseczno. Na szczęście deszcz się rozmyślił, a z drogi można było skręcić na Lesznowolę, co było moim zamiarem. Potem skręt na Falenty i drogami przez wioski i pola do Szosy Krakowskiej i do domu. A co do stroju, to nie wróciłem w przepoconej koszulce, co jednak jest jakimś pozytywem.
- DST 95.60km
- Teren 1.00km
- Czas 04:34
- VAVG 20.93km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Kategoria 50-100
Każdy kłos na wagę złota!
Miałem na dziś zlecenie zakupu kilku rzeczy dla naszej najmłodszej rodzinnej księżniczki, więc niemal prosto z łóżka wskoczyłem na rower i pojechałem. Sprawę załatwiłem sprawnie i szybko, a wracając znowu narysowałem na mapie trójkąt ostrokątny - tym razem jadąc w odwrotną stronę niż cztery dni temu.
Po porannej toalecie i śniadaniu, postanowiłem pojechać na znany szlak zachodni Szeligi - Macierzysz - itd. Ma on dla mnie tę zaletę, że wiem, ile mi czasu zajmie trasa, w zależności od wybranego wariantu, a założyłem dziś jakieś trzy godziny jazdy. Po przejechaniu Borzęcina, na drodze do Mariewa, zaskoczył mnie, choć właściwszym określeniem jest słowo, przygnębił - taki oto obrazek.

Nieskoszone żyto © yurek55
Wprawdzie głodu moje pokolenie już nie zaznało, ale szacunek do chleba został mi wpojony od dziecka. Nieskoszone żyto, ma dla mnie charakter niemal świętokradztwa. Skoro nie miał zamiaru zebrać, to po co ten chłop orał, bronował, nawoził, siał? Przecież stary Boryna z Chłopów, z okrzykiem "Siać trza!" wstał nawet z łoża śmierci, a teraz? Wiem, teraz są inne czasy, ale...
"Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba….
Tęskno mi, Panie…" C.K.Norwid
Dalej już nic nie przykuło mojej uwagi, no może tylko te kikuty przy jednostce wojskowej na Bemowie.

Las kikutów © yurek55
We wsi Buda wyłączyłem niechcący rejestrację i spostrzegłem to dopiero w Izabelinie. Stąd ślad nieadekwatny i dystans takoż.
PS. Znowu udało się pokonać kilometr poniżej dwóch minut -1:57 (z wiatrem)
Po porannej toalecie i śniadaniu, postanowiłem pojechać na znany szlak zachodni Szeligi - Macierzysz - itd. Ma on dla mnie tę zaletę, że wiem, ile mi czasu zajmie trasa, w zależności od wybranego wariantu, a założyłem dziś jakieś trzy godziny jazdy. Po przejechaniu Borzęcina, na drodze do Mariewa, zaskoczył mnie, choć właściwszym określeniem jest słowo, przygnębił - taki oto obrazek.

Nieskoszone żyto © yurek55
Wprawdzie głodu moje pokolenie już nie zaznało, ale szacunek do chleba został mi wpojony od dziecka. Nieskoszone żyto, ma dla mnie charakter niemal świętokradztwa. Skoro nie miał zamiaru zebrać, to po co ten chłop orał, bronował, nawoził, siał? Przecież stary Boryna z Chłopów, z okrzykiem "Siać trza!" wstał nawet z łoża śmierci, a teraz? Wiem, teraz są inne czasy, ale...
"Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba….
Tęskno mi, Panie…" C.K.Norwid
Dalej już nic nie przykuło mojej uwagi, no może tylko te kikuty przy jednostce wojskowej na Bemowie.

Las kikutów © yurek55
We wsi Buda wyłączyłem niechcący rejestrację i spostrzegłem to dopiero w Izabelinie. Stąd ślad nieadekwatny i dystans takoż.
PS. Znowu udało się pokonać kilometr poniżej dwóch minut -1:57 (z wiatrem)
- DST 76.64km
- Czas 03:41
- VAVG 20.81km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 17 sierpnia 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Nieprzyjemne zdarzenie
Dziś rano zapowiadał się dobry dzień na jazdę, ale po niespełna trzech kilometrach przestał taki być, gdy króciutko zawyła za mną syrena, a policjant z radiowozu poprosił bym się zatrzymał. No cóż... Nie sądziłem, że o tak wczesnej porze, gdy ruch na ulicy jest praktycznie zerowy, policja zechce egzekwować przepisową jazdę od rowerzysty. No niestety trafił mi się bardzo pryncypialny stróż prawa i nie robiło na nim wrażenia tłumaczenie, że "nic nie jechało". Wlepił mi mandat i tyle. W swoim zmotoryzowanym życiu dostałem ich kilkadziesiąt, na rowerze, to pierwszy.

Z wiaduktu na 17 Stycznia © yurek55

Z wiaduktu na 17 Stycznia © yurek55
- DST 63.64km
- Teren 4.00km
- Czas 02:52
- VAVG 22.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 9 sierpnia 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
We mgle i słońcu
Na dzisiejsza poranną przejażdżkę wybrałem starą trasę do Borzęcina i Izabelina, jej przebieg widać na mapie, więc nie ma co pisać o drodze. Zaskoczyła mnie nieco, niższa niż się spodziewałem temperatura i - z każdym kilometrem - coraz gorsza widoczność. Dopiero jak spojrzałem nad oprawką zorientowałem się, że to mgła osiada na okularach i trzeba je wycierać, żeby widzieć lepiej. Ponieważ jak zwykle musiałem się spieszyć, zatrzymałem się tylko raz i strzeliłem fotkę kapuście; Macierzysz, Wieruchów, Pogroszew - to w końcu badylarskie zagłębie.

Kapuściane pole © yurek55
Potem, koło dziewiątej, zaczęło się przebijać zza chmur słońce, a jak kończyłem wycieczkę to już lampa była na całego.

Kapuściane pole © yurek55
Potem, koło dziewiątej, zaczęło się przebijać zza chmur słońce, a jak kończyłem wycieczkę to już lampa była na całego.
- DST 59.55km
- Czas 02:29
- VAVG 23.98km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Rejentówki i z powrotem. Czasówka
Pojechałem i wróciłem najkrótszą i najprostszą drogą, więc nie ma sensu umieszczać mapki przejazdu. Ale za to podzieliłem zapis endomondo na dwie części, aby można było porównać mierzone parametry.
Ponieważ odległość wyszła identyczna, a prędkości średnie się różnią, widać jak to wpływa na zużycie kalorii, czy nawodnienie. Mnie wystarczył litr wody w obie strony, a nie sugerowane przez endomondo prawie trzy i pół. Wiszący w powietrzu deszcz i groźba burzy zapowiadanej przez synoptyków sprawiły, że jechałem prawie jak "czasówkę", bez przystanków, zwalniania i rozglądania się. Zresztą nie było za czym, bo trasa nudna i znana na wylot. W powrotnej drodze starałem się przestrzegać przepisów, ale droga dla rowerów po prawej stronie Radzymińskiej i Alei Solidarności, jest jak Józek z piosenki Bajmu - pojawia się i znika. Kilka razy zjeżdżałem na ddr po to, by zaraz wracać na jezdnię, aż po paru kilometrach w końcu zrezygnowałem z wypatrywania rowerowych znaków i do Wileńskiego dojechałem jezdnią.
Po powrocie do domu jeszcze raz na chwilkę wyjechałem, tym razem do pobliskiego sklepu. Od razu nie mogłem zrobić zakupów, bo blokady do roweru nie wziąłem, a zostawienie roweru bez zabezpieczenia, nie wchodzi w grę.
Napis: "Zmieniamy Warszawę, teraz czas na bulwary wiślane. Do zobaczenia niedługo." zmieniano już kilka razy, bo wypłowiał i się porwał. Łatwiej zmienia banery niż Warszawę, nasza bufetowa.
Listopad 2013

Zmieniamy Warszawę-teraz czas na bulwary wiślane.Do zobaczenia niedługo © yurek55
Sierpień 2014

Bulwary wiślane - zmieniamy Warszawę © yurek55
Ponieważ odległość wyszła identyczna, a prędkości średnie się różnią, widać jak to wpływa na zużycie kalorii, czy nawodnienie. Mnie wystarczył litr wody w obie strony, a nie sugerowane przez endomondo prawie trzy i pół. Wiszący w powietrzu deszcz i groźba burzy zapowiadanej przez synoptyków sprawiły, że jechałem prawie jak "czasówkę", bez przystanków, zwalniania i rozglądania się. Zresztą nie było za czym, bo trasa nudna i znana na wylot. W powrotnej drodze starałem się przestrzegać przepisów, ale droga dla rowerów po prawej stronie Radzymińskiej i Alei Solidarności, jest jak Józek z piosenki Bajmu - pojawia się i znika. Kilka razy zjeżdżałem na ddr po to, by zaraz wracać na jezdnię, aż po paru kilometrach w końcu zrezygnowałem z wypatrywania rowerowych znaków i do Wileńskiego dojechałem jezdnią.
Po powrocie do domu jeszcze raz na chwilkę wyjechałem, tym razem do pobliskiego sklepu. Od razu nie mogłem zrobić zakupów, bo blokady do roweru nie wziąłem, a zostawienie roweru bez zabezpieczenia, nie wchodzi w grę.
Napis: "Zmieniamy Warszawę, teraz czas na bulwary wiślane. Do zobaczenia niedługo." zmieniano już kilka razy, bo wypłowiał i się porwał. Łatwiej zmienia banery niż Warszawę, nasza bufetowa.
Listopad 2013

Zmieniamy Warszawę-teraz czas na bulwary wiślane.Do zobaczenia niedługo © yurek55
Sierpień 2014

Bulwary wiślane - zmieniamy Warszawę © yurek55
- DST 71.27km
- Teren 1.00km
- Czas 02:57
- VAVG 24.16km/h
- Temperatura 21.5°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Kategoria 50-100
Samotna ucieczka przed peletonem
Wczoraj pewien młody pasjonat kolarstwa, zachęcając na swoim blogu do kibicowania zawodnikom napisał, że o 15.30 będą w Warszawie. Ponieważ przed południem nie miałem czasu na jazdę, pomyślałem sobie, że pojadę na trasę etapu i uciekając przed peletonem przejadę fragment trasy.

Strażacy z OSP Borzęcin obstawiają trasę © yurek55
W Borzęcinie uznałem, że skoro za godzinę kolarze mają być w Warszawie, to pewnie gdzieś na trasie mnie dogonią i trzeba będzie zjechać i się zatrzymać. Nawet mi to odpowiadało, bo barwny kolarski peleton na żywo i z bliska ostatnio widziałem, jak radiowe relacje z Wyścigu Pokoju gromadziły tłumy, pod redakcją "Trybuny Ludu" na Placu Starynkiewicza.
Ale tymczasem poczułem się jak samotny uciekinier z peletonu więc zignorowałem znak C-13/C-16 i cisnąłem ile wlezie. Policjanci gęsto rozstawieni na trasie, uznali mnie widocznie za uczestnika wyścigu i nie reagowali, więc lotną premię w Babicach przejechałem prze akompaniamencie oklasków i wiwatów publiczności.

Lotna premia w Babicach © yurek55

Wiwatujące tłumy kibiców © yurek55
Oklaski i doping towarzyszyły mi niemal do Powstańców Śląskich, ale na Górczewskiej musiałem zjechać z jezdni, bo na dalszą życzliwą neutralność policjantów obstawiających trasę, wolałem nie liczyć. Ich wyrozumiałość też ma granice, a znak "zakaz jazdy rowerem" jestjakby bezwzględnie obowiązujący. W końcu dotarłem w okolice Placu Teatralnego, gdzie usytuowano metę dzisiejszego etapu i własciwie od razu zacząłem żałować, że tam jestem. Pogrodzone wszystko barierkami, ochroniarze zawracają, tłum ludzi nie daje przejść, a co dopiero przejechać, a na dodatek spiker zawodów akurat podał informację, że kolarze do mety mają jeszcze "tylko" czterdzieści kilometrów. Postarałem się wydostać stamtąd jak najszybciej i udałem się prosto do domu. Nie zobaczyłem więc ani kolarzy, ani peletonu, ani finiszu, ani dekoracji - ale specjalnie nie żałuję. Nie rozumiem tylko i nie zrozumiem, dlaczego od rana zamknięte było centrum Warszawy i dlaczego na Marszałkowskiej zatrzymali tramwaje i kazali ludziom iść na piechotę pomimo, że do przyjazdu peletonu była jeszcze bita godzina. Kierowcy cały dzień stali w gigantycznych korkach, nie wiadomo po co, pasażerowie jak sądzę, też nie byli zachwyceni atrakcjami zgotowanymi przez Tour de Pologne.

Marszałkowska zamknięta od rana © yurek55

Strefa super VIP © yurek55

Podium zwycięzców jeszcze puste © yurek55

Tam gdzieś jest meta © yurek55
Dystans podałem razem z porannym, krótkim wyjazdem do sklepu, stąd różnica z tym z endomondo

Strażacy z OSP Borzęcin obstawiają trasę © yurek55
W Borzęcinie uznałem, że skoro za godzinę kolarze mają być w Warszawie, to pewnie gdzieś na trasie mnie dogonią i trzeba będzie zjechać i się zatrzymać. Nawet mi to odpowiadało, bo barwny kolarski peleton na żywo i z bliska ostatnio widziałem, jak radiowe relacje z Wyścigu Pokoju gromadziły tłumy, pod redakcją "Trybuny Ludu" na Placu Starynkiewicza.
Ale tymczasem poczułem się jak samotny uciekinier z peletonu więc zignorowałem znak C-13/C-16 i cisnąłem ile wlezie. Policjanci gęsto rozstawieni na trasie, uznali mnie widocznie za uczestnika wyścigu i nie reagowali, więc lotną premię w Babicach przejechałem prze akompaniamencie oklasków i wiwatów publiczności.

Lotna premia w Babicach © yurek55

Wiwatujące tłumy kibiców © yurek55
Oklaski i doping towarzyszyły mi niemal do Powstańców Śląskich, ale na Górczewskiej musiałem zjechać z jezdni, bo na dalszą życzliwą neutralność policjantów obstawiających trasę, wolałem nie liczyć. Ich wyrozumiałość też ma granice, a znak "zakaz jazdy rowerem" jest

Marszałkowska zamknięta od rana © yurek55

Strefa super VIP © yurek55

Podium zwycięzców jeszcze puste © yurek55

Tam gdzieś jest meta © yurek55
Dystans podałem razem z porannym, krótkim wyjazdem do sklepu, stąd różnica z tym z endomondo
- DST 55.68km
- Czas 02:37
- VAVG 21.28km/h
- Temperatura 33.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 3 sierpnia 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Prom ruszył!
Dziś rano miałem nieco więcej czasu, więc przed śniadaniem postanowiłem przejechać się nad Wisłą do Gassów. Droga jak zwykle nie sprawiła mi zawodu, to zdecydowanie najlepsza trasa rowerowa. Jechało mi się tak dobrze, że nawet zacząłem - bardzo powoli wprawdzie - zbliżać się do gościa na szosie, którego dostrzegłem daleko, daleko z przodu. Nie cisnął on zbyt mocno, czasami przestawał kręcić, a ja potraktowałem sprawę ambicjonalnie i chciałem koniecznie go dojść. Wreszcie po wielu kilometrach pogoni udało mi się wyrównać i zobaczyłem, że facet ma spokojnie koło siedemdziesiątki, albo więcej. Nie wyprzedziłem go, bo on trochę przyspieszył i znów zostałem z tyłu, a że nie chciałem wieźć się na kole, to odpuściłem. Zresztą to było już prawie w Gassach i on skręcił w prawo na szosę, a ja pojechałem wałem do przystani promowej. Gdy zobaczyłem, że na promie jest pełno rowerzystów i za chwilę będzie odpływał, bardzo spontanicznie podjąłem decyzję przeprawienia się na drugą stronę. Po prostu musiałem to zrobić, w końcu ponad pięćdziesiąt lat prom nie pływał w tym miejscu.
Po drugiej stronie Wisły dojechałem do drogi "801" Warszawa - Puławy, skręciłem oczywiście w lewo i po praskiej stronie Wisły wróciłem do Mostu Poniatowskiego i stamtąd prościutko do domu. Na ulicznym termometrze było 31 st. C w cieniu.

Chyba ktoś tu kogoś nie lubi © yurek55
A z przodu widać faceta, którego goniłem.:)

Prom już pływa © yurek55

Na promie © yurek55

Płyniemy! © yurek55

Napęd boczny promu © yurek55

Na drugim brzegu © yurek55

Baseny (kiedyś) Kory © yurek55

Baseny (kiedyś) Łączności © yurek55

Plaża pod Mostem Poniatowskiego © yurek55
Po drugiej stronie Wisły dojechałem do drogi "801" Warszawa - Puławy, skręciłem oczywiście w lewo i po praskiej stronie Wisły wróciłem do Mostu Poniatowskiego i stamtąd prościutko do domu. Na ulicznym termometrze było 31 st. C w cieniu.

Chyba ktoś tu kogoś nie lubi © yurek55
A z przodu widać faceta, którego goniłem.:)

Prom już pływa © yurek55

Na promie © yurek55

Płyniemy! © yurek55

Napęd boczny promu © yurek55

Na drugim brzegu © yurek55

Baseny (kiedyś) Kory © yurek55

Baseny (kiedyś) Łączności © yurek55

Plaża pod Mostem Poniatowskiego © yurek55
- DST 61.60km
- Teren 4.00km
- Czas 02:36
- VAVG 23.69km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 1 sierpnia 2014
Kategoria 50-100, Piaseczno/Ursynów
Wreszcie chłodniej
Dziś musiałem przeprowadzić samochód z punktu A do punktu B, a ponieważ to nie mój, to najpierw musiałem do niego dojechać, a po dostarczeniu na miejsce, wrócić do domu. W takiej sytuacji rower jest wyborem najlepszym z możliwych, wprawdzie niektórzy wybraliby taksówkę, lub ZTM, ale nie ja. Pojechałem więc sobie na Ursynów, wziąłem z mieszkania córki kluczyki i dokumenty, potem zdjąłem przednie koło i wsadziłem rower do bagażnika. Ale wcześniej na ulicy Pileckiego wpadł mi w oczy ten dziwaczny mural. Nie rozumiem intencji ani przesłania tego obrazu. Autor namalował i walczących żołnierzy w mundurach Ludowego Wojska z pepeszami i chaty wiejskie, jakby to partyzantka jakaś była i portret Witolda Pileckiego i jeszcze tę złowrogą postać rodem z komiksu, czy filmu fantasy. Kompletne poplątanie z pomieszaniem.

Co autor miał na myśli? © yurek55

Dziwny mural © yurek55
Z Ursynowa samochód przeprowadziłem na Tarchomin i znowu mogłem przesiąść się na rower. Pojechałem do Nowego Dworu Mazowieckiego, trasą Księgowego ale w Rajszewie skręciłem odwiedzić pole golfowe. Oprócz panów z kijami spotkałem tam posiadaczy złotych kart członkowskich First Warsaw Golf & Country Club

Rezydenci Golf Clubu © yurek55

Rajszew Golf Club © yurek55
Na wjeździe do Czosnowa jest droga dla rowerów, po lewej stronie drogi, ale pomimo to jest obowiązująca dla rowerzystów - i to bez żadnych wątpliwości interpretacyjnych. Ostatnia dyskusja na ten temat pokazała diametralnie różne zdania na ten temat.

Wjazd do Czosnowa © yurek55

Królewskie miasto? © yurek55

Skwer z fontanną, Czosnów © yurek55
Na drodze do Łomianek wyprzedził mnie cyklista w moim wieku, ale nie dałem mu odjechać, a nawet po ok. kilometrze dałem mu zmianę. Potem on wyszedł na prowadzenie, potem znowu ja - i tak dając sobie zmiany, utrzymywaliśmy tempo 27km/h. Niestety potem został gdzieś z tyłu i do Warszawy wjeżdżałem już sam.
Upał wreszcie odpuścił, nawet deszczyk mnie trochę pokropił, ale nie na tyle, by wyciągać kurtkę z plecaka.

Co autor miał na myśli? © yurek55

Dziwny mural © yurek55
Z Ursynowa samochód przeprowadziłem na Tarchomin i znowu mogłem przesiąść się na rower. Pojechałem do Nowego Dworu Mazowieckiego, trasą Księgowego ale w Rajszewie skręciłem odwiedzić pole golfowe. Oprócz panów z kijami spotkałem tam posiadaczy złotych kart członkowskich First Warsaw Golf & Country Club

Rezydenci Golf Clubu © yurek55

Rajszew Golf Club © yurek55
Na wjeździe do Czosnowa jest droga dla rowerów, po lewej stronie drogi, ale pomimo to jest obowiązująca dla rowerzystów - i to bez żadnych wątpliwości interpretacyjnych. Ostatnia dyskusja na ten temat pokazała diametralnie różne zdania na ten temat.

Wjazd do Czosnowa © yurek55

Królewskie miasto? © yurek55

Skwer z fontanną, Czosnów © yurek55
Na drodze do Łomianek wyprzedził mnie cyklista w moim wieku, ale nie dałem mu odjechać, a nawet po ok. kilometrze dałem mu zmianę. Potem on wyszedł na prowadzenie, potem znowu ja - i tak dając sobie zmiany, utrzymywaliśmy tempo 27km/h. Niestety potem został gdzieś z tyłu i do Warszawy wjeżdżałem już sam.
Upał wreszcie odpuścił, nawet deszczyk mnie trochę pokropił, ale nie na tyle, by wyciągać kurtkę z plecaka.
- DST 86.54km
- Teren 2.00km
- Czas 04:04
- VAVG 21.28km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























