Wpisy archiwalne w kategorii
> 100
| Dystans całkowity: | 53301.05 km (w terenie 765.00 km; 1.44%) |
| Czas w ruchu: | 2567:26 |
| Średnia prędkość: | 20.76 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 116.95 km/h |
| Suma podjazdów: | 84578 m |
| Suma kalorii: | 914849 kcal |
| Liczba aktywności: | 470 |
| Średnio na aktywność: | 113.41 km i 5h 27m |
| Więcej statystyk | |
Wtorek, 17 lutego 2015
Kategoria > 100
Most Łazienkowski ze stówką w tle
Nie mam weny do pisania, dziś niech mówią za mnie obrazy i krótkie komentarze do nich.
Warunki pogodowe były dobre, nawet mors by nie narzekał.
Ubrałem się zimowo i pojechałem.

Warunki pogodowe © yurek55
Księgarnia w tym miejscu jest odkąd sięgam pamięcią, to w Warszawie rzadkość.

Księgarnia na Koszykowej © yurek55
Ładnie się na tle nieba komponowały

Rzeźba na dachu © yurek55
Są trzy takie grupy na dachu

Budynek z księgarnią MDM © yurek55

Ulica Koszykowa w stronę MDM © yurek55
Na moście wiał taki silny i zimny wiatr, że marzyłem, by jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie Wisły

Korek na Moście Poniatowskiego © yurek55
Potem pojechałem na Most Łazienkowski i pod policyjną taśmą wjechałem na górę. Praca wre, zrywają asfalt, kilka szybkich zdjęć i wycofałem się, gdy zobaczyłem jadący w moim kierunku radiowóz. Na szczęście mnie nie gonił.
Pierwsze, jeszcze z daleka...

Widok z estakady Most Łazienkowski © yurek55
...potem podjechałem bliżej...

Most Łazienkowski maszyny drogowe © yurek55
...i jeszcze bliżej

Most Łazienkowski prace po pożarze © yurek55
A potem musiałem uciekać
A to zdjęcie takie samo jak w poprzednim wpisie, tylko pogoda i przejrzystość powietrza diametralnie różna

Most Siekierkowski i Gruba Kaśka, a nawet dwie © yurek55
Skierowałem się na południe i następne 20 kilometrów darłem pod wiatr

Pierwsze dwa kilometry szutru do Gassów © yurek55

Wiatr mi nie sprzyja, oj nie! © yurek55

Ostatnia prosta do przystani promowej © yurek55

Pusta przystań promowa © yurek55

Wisła w Gassach jest wąska © yurek55
W Gassach chwilkę odpocząłem, zjadłem batona zbożowego i banana, popiłem wodą z butelki i pojechałem do Piaseczna. A ponieważjak sobie tak siedziałem naszła mnie myśl, by zrobić pierwszą setkę, musiałem pokombinować z drogą, by pod domem nie dokręcać.

Św. Jan Nepomucen z Żabieńca k/Piaseczna © yurek55
Tutaj więcej o wandalach, co mu głowę utrącili
A tutaj już Cmentarz komunalny w Antoninowie, pierwszy raz tam byłem.

Ciasno Cm. Południowy © yurek55

Tańsze miejsca © yurek55

Pochowani na koszt państwa © yurek55

Kwatera aniołków © yurek55

Kwatera aniołków © yurek55

Kolumbarium Cmentarz Południowy © yurek55

Kolumbarium Cmentarz Południowy © yurek55
Tu właśnie podjechał ochroniarz i poinformował, że rowerem jeździć nie wolno. Absurd moim zdaniem, ale na cmentarzach zarządzanych przez miasto Warszawa, czyli komunalnych, tak jest. Grzecznie wyjaśniłem, że znaku zakazu nie ma, a regulaminu nie przeczytałem, zresztą i tak już wyjeżdżałem.
Po chwili w Wólce Kosowskiej zauważyłem takie dziwne bydło, rogate i włochate.

Włochate i rogate © yurek55

Rogacizna przeżuwa jak krowy © yurek55

Farma włochatych i rogatych © yurek55

Hodowla w Wólce Kosowskiej © yurek55
W Chinatown w Wólce Kosowskiej już się nie zatrzymywałem, tylko pojechałem do Nadarzyna i trasą katowicką do Janek i do domu. Nie był to dobry pomysł, bo cały czas trwa przebudowa, są zwężenia, asfalt zryty, a ruch samochodów i ciężarówek o tej porze był duży. Ale nie bardzo miałem wybór. Potem dla pewności nadłożyłem kawałem skręcając do Żwirki i Wigury i efekt jest. Pierwsza stówa w tym roku!

Warunki pogodowe © yurek55
Księgarnia w tym miejscu jest odkąd sięgam pamięcią, to w Warszawie rzadkość.

Księgarnia na Koszykowej © yurek55
Ładnie się na tle nieba komponowały

Rzeźba na dachu © yurek55
Są trzy takie grupy na dachu

Budynek z księgarnią MDM © yurek55

Ulica Koszykowa w stronę MDM © yurek55
Na moście wiał taki silny i zimny wiatr, że marzyłem, by jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie Wisły

Korek na Moście Poniatowskiego © yurek55
Potem pojechałem na Most Łazienkowski i pod policyjną taśmą wjechałem na górę. Praca wre, zrywają asfalt, kilka szybkich zdjęć i wycofałem się, gdy zobaczyłem jadący w moim kierunku radiowóz. Na szczęście mnie nie gonił.
Pierwsze, jeszcze z daleka...

Widok z estakady Most Łazienkowski © yurek55
...potem podjechałem bliżej...

Most Łazienkowski maszyny drogowe © yurek55
...i jeszcze bliżej

Most Łazienkowski prace po pożarze © yurek55
A potem musiałem uciekać
A to zdjęcie takie samo jak w poprzednim wpisie, tylko pogoda i przejrzystość powietrza diametralnie różna

Most Siekierkowski i Gruba Kaśka, a nawet dwie © yurek55
Skierowałem się na południe i następne 20 kilometrów darłem pod wiatr

Pierwsze dwa kilometry szutru do Gassów © yurek55

Wiatr mi nie sprzyja, oj nie! © yurek55

Ostatnia prosta do przystani promowej © yurek55

Pusta przystań promowa © yurek55

Wisła w Gassach jest wąska © yurek55
W Gassach chwilkę odpocząłem, zjadłem batona zbożowego i banana, popiłem wodą z butelki i pojechałem do Piaseczna. A ponieważjak sobie tak siedziałem naszła mnie myśl, by zrobić pierwszą setkę, musiałem pokombinować z drogą, by pod domem nie dokręcać.

Św. Jan Nepomucen z Żabieńca k/Piaseczna © yurek55
Tutaj więcej o wandalach, co mu głowę utrącili
A tutaj już Cmentarz komunalny w Antoninowie, pierwszy raz tam byłem.

Ciasno Cm. Południowy © yurek55

Tańsze miejsca © yurek55

Pochowani na koszt państwa © yurek55

Kwatera aniołków © yurek55

Kwatera aniołków © yurek55

Kolumbarium Cmentarz Południowy © yurek55

Kolumbarium Cmentarz Południowy © yurek55
Tu właśnie podjechał ochroniarz i poinformował, że rowerem jeździć nie wolno. Absurd moim zdaniem, ale na cmentarzach zarządzanych przez miasto Warszawa, czyli komunalnych, tak jest. Grzecznie wyjaśniłem, że znaku zakazu nie ma, a regulaminu nie przeczytałem, zresztą i tak już wyjeżdżałem.
Po chwili w Wólce Kosowskiej zauważyłem takie dziwne bydło, rogate i włochate.

Włochate i rogate © yurek55

Rogacizna przeżuwa jak krowy © yurek55

Farma włochatych i rogatych © yurek55

Hodowla w Wólce Kosowskiej © yurek55
W Chinatown w Wólce Kosowskiej już się nie zatrzymywałem, tylko pojechałem do Nadarzyna i trasą katowicką do Janek i do domu. Nie był to dobry pomysł, bo cały czas trwa przebudowa, są zwężenia, asfalt zryty, a ruch samochodów i ciężarówek o tej porze był duży. Ale nie bardzo miałem wybór. Potem dla pewności nadłożyłem kawałem skręcając do Żwirki i Wigury i efekt jest. Pierwsza stówa w tym roku!
- DST 102.78km
- Teren 4.00km
- Czas 05:48
- VAVG 17.72km/h
- Temperatura -5.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 grudnia 2014
Kategoria > 100
No i jest setka!
W końcu przyszedł dzień, że postanowiłem wreszcie zrobić jakąś dłuższą trasę. Korciło mnie od dawna odwiedzenie Kampinosu, ale nie w znaczeniu Puszczy, a miejscowości, a potem jazda przez wioski puszczańskie. Drogę pamiętałem dobrze, bo już dwa razy dojechałem do Podkampinosu, ale skręcałem na Paprotnię i wracałem krajówką 92. Dziś pojechałem w prawo i po chwili byłem w Kampinosie. Po lewej stronie powitał mnie duży, ładnie zagospodarowany teren Parku Miejskiego, niestety bez drzewostanu, ale za to z tajemniczym kamieniem pośrodku. Na kamieniu tym nie ma żadnej tablicy, jest tylko włożony od góry okrągły przedmiot. Trudno zrozumieć jaką pełni funkcję, czyli: "co autor miał na myśli"...
Po krótkim postoju na fotki i sprawdzenie dalszej drogi, bez większego trudu odnalazłem ulicę Partyzantów prowadzącą w głąb Puszczy i pojechałem dalej. Początkowo asfaltowa droga zamieniła się w bity trakt, ale miał on długość tylko trzech kilometrów i asfaltem powrócił. Dojechałem do drogi 579 Nowy Dwór Mazowiecki - Leszno i przeciąłem ją kierując się na Cząstków, by na powrót zagłębić się w drogi wiejskie z ich spokojem i śladowym ruchem samochodów. Cała moja dzisiejsza wycieczka wiodła takimi drogami i jak mi jeszcze kiedyś przyjdzie ochota na setkę, to ta nadaje się idealnie. Można ją też wydłużyć np. pojechać z Kampinosu przez las do Leoncina, albo z Sowiej Woli do NDM i wracać drugą stroną Wisły, możliwości jest wiele, aby tylko jeździć się chciało.
A mnie się chciało i chyba kryzys mam za sobą. Pomimo prawie sześciu godzin na dworze nie było tym razem tragedii. Wprawdzie zmarzły mi trochę stopy i koniuszki palców, same opuszki właściwie, ale już mam metodę na ograniczenie bólu przy odmarzaniu. Po powrocie do domu natychmiast wkładam ręce do umywalki z zimną wodą i czekam kilka minut. Naprawdę pomaga!

Budowa ddr c.d. Kaputy © yurek55

Pałac Łuszczewskich w Lesznie © yurek55

Nazwy miejscowości: Plewniak i jakieś szemrane Towarzystwo © yurek55

Park Miejski w Lesznie © yurek55

Kamień w Parku Miejskim w Lesznie © yurek55

Zagadka w kamieniu © yurek55

Kościół w Lesznie © yurek55

Kościół w Lesznie © yurek55

Puszczański trakt © yurek55

Przewróciło się - niech leży © yurek55

Kościół parafialny w Górkach Kampinoskich © yurek55
"Heroiczna walka z komunistami o prawo do własnego kościoła rozgrywała się nie tak dawno w kilkuset miejscowościach w całej Polsce. Sztandarowym jej przykładem może być to, co wydarzyło się w Górkach Kampinoskich[...] "
Więcej na ten temat w tym artykule. Warto przeczytać.

Nagrobek Michaliny Stepniewskiej 1902 - 1944 © yurek55

Zagadka. Kim była i dlaczego tutaj ma nagrobek? © yurek55
Wieczorna Warszawa i jej najnowszy nabytek - Maszt Wolności. Jego projekt powstał w pracowni JSK Architekci, tam, gdzie i Stadion Narodowy. Mnie się te rury nie podobają, ale pewnie się nie znam.

Maszt - koszmarek na Rondzie "Babka" ops! Radosława © yurek55
Po krótkim postoju na fotki i sprawdzenie dalszej drogi, bez większego trudu odnalazłem ulicę Partyzantów prowadzącą w głąb Puszczy i pojechałem dalej. Początkowo asfaltowa droga zamieniła się w bity trakt, ale miał on długość tylko trzech kilometrów i asfaltem powrócił. Dojechałem do drogi 579 Nowy Dwór Mazowiecki - Leszno i przeciąłem ją kierując się na Cząstków, by na powrót zagłębić się w drogi wiejskie z ich spokojem i śladowym ruchem samochodów. Cała moja dzisiejsza wycieczka wiodła takimi drogami i jak mi jeszcze kiedyś przyjdzie ochota na setkę, to ta nadaje się idealnie. Można ją też wydłużyć np. pojechać z Kampinosu przez las do Leoncina, albo z Sowiej Woli do NDM i wracać drugą stroną Wisły, możliwości jest wiele, aby tylko jeździć się chciało.
A mnie się chciało i chyba kryzys mam za sobą. Pomimo prawie sześciu godzin na dworze nie było tym razem tragedii. Wprawdzie zmarzły mi trochę stopy i koniuszki palców, same opuszki właściwie, ale już mam metodę na ograniczenie bólu przy odmarzaniu. Po powrocie do domu natychmiast wkładam ręce do umywalki z zimną wodą i czekam kilka minut. Naprawdę pomaga!

Budowa ddr c.d. Kaputy © yurek55

Pałac Łuszczewskich w Lesznie © yurek55

Nazwy miejscowości: Plewniak i jakieś szemrane Towarzystwo © yurek55

Park Miejski w Lesznie © yurek55

Kamień w Parku Miejskim w Lesznie © yurek55

Zagadka w kamieniu © yurek55

Kościół w Lesznie © yurek55

Kościół w Lesznie © yurek55

Puszczański trakt © yurek55

Przewróciło się - niech leży © yurek55

Kościół parafialny w Górkach Kampinoskich © yurek55
"Heroiczna walka z komunistami o prawo do własnego kościoła rozgrywała się nie tak dawno w kilkuset miejscowościach w całej Polsce. Sztandarowym jej przykładem może być to, co wydarzyło się w Górkach Kampinoskich[...] "
Więcej na ten temat w tym artykule. Warto przeczytać.

Nagrobek Michaliny Stepniewskiej 1902 - 1944 © yurek55

Zagadka. Kim była i dlaczego tutaj ma nagrobek? © yurek55
Wieczorna Warszawa i jej najnowszy nabytek - Maszt Wolności. Jego projekt powstał w pracowni JSK Architekci, tam, gdzie i Stadion Narodowy. Mnie się te rury nie podobają, ale pewnie się nie znam.

Maszt - koszmarek na Rondzie "Babka" ops! Radosława © yurek55
- DST 104.71km
- Teren 3.00km
- Czas 05:10
- VAVG 20.27km/h
- Temperatura 0.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Powtórka pamiętnej trasy przedświątecznej
Kolega Krzysztof w swoich planach pobytowych w Polsce uwzględnił odwiedziny u krewnych/kuzynów/kuzynek, dzięki czemu poznaję nowe drogi i nie muszę zastanawiać się dokąd jechać i wymyślać tras i celów podróży. Dziś jednak to ja pokazałem Krzyśkowi nową trasę, która pojechaliśmy do jego kuzynki. Okazało się bowiem, że przez tę miejscowość przejeżdżałem w Wielką Sobotę niemal dokładnie pół roku temu. Dla pewności, żeby nie zgubić tamtej drogi, bo w końcu pamięć już nie ta, wgrałem ślad do locusa free w telefonie i pojechaliśmy. Drogę do Leszna przez Pilaszków, Wąsy itd. znam na pamięć, przed miastem skręt w lewo wzdłuż muru pałacu, gdzie teraz BGŻ ma swój ośrodek szkoleniowy, a potem naprawdę bocznymi drogami, aż do szosy poznańskiej. Co jakiś czas sprawdzałem czy dobrze jadę, korzystając z funkcji przewodnika na locusie i już wiem, że to bardzo przydatna aplikacja. Teraz już się nigdzie nie zgubię. Trasę narysować umiem, wiem jak ją zapisać i pobrać na komputer, a następnie wyeksportować do apki w telefonie.
A wracając do jazdy, to wiatr wiał mocno, ale w innym kierunku niż wtedy, dzięki czemu wracaliśmy z wiatrem. Ale pierwsza połowa trasy była dość masakryczna, więcej jak 20km/h nie dało się wykręcić i momentami było naprawdę ciężko. Na szczęście temperatura pozwalała, pewnie ostatni raz w tym roku, pojeździć w letnim zestawie ubraniowym.

W październiku kwitnie gorczyca polna © yurek55

Aaaa, rowery dwa... i jeden rowerzysta © yurek55

Jazda po błońskim rynku © yurek55
--------------------------------------------------
Endomondo włączyłem nie od początku, tylko jak kurtkę zdejmowałem i sobie przypomniałem o rejestracji trasy. A potem aplikacja się wyłączyła nie wiedzieć czemu, w momencie dojazdu do drogi poznańskiej, Stąd taki ślad, bez początku i końca.
A wracając do jazdy, to wiatr wiał mocno, ale w innym kierunku niż wtedy, dzięki czemu wracaliśmy z wiatrem. Ale pierwsza połowa trasy była dość masakryczna, więcej jak 20km/h nie dało się wykręcić i momentami było naprawdę ciężko. Na szczęście temperatura pozwalała, pewnie ostatni raz w tym roku, pojeździć w letnim zestawie ubraniowym.

W październiku kwitnie gorczyca polna © yurek55

Aaaa, rowery dwa... i jeden rowerzysta © yurek55

Jazda po błońskim rynku © yurek55
--------------------------------------------------
Endomondo włączyłem nie od początku, tylko jak kurtkę zdejmowałem i sobie przypomniałem o rejestracji trasy. A potem aplikacja się wyłączyła nie wiedzieć czemu, w momencie dojazdu do drogi poznańskiej, Stąd taki ślad, bez początku i końca.
- DST 107.42km
- Czas 04:58
- VAVG 21.63km/h
- Temperatura 16.7°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 13 października 2014
Kategoria > 100
Na południe po gminy mazowieckie
Poczytałem sobie wczoraj relacje Wilka i Kota z wyprawy po gminy województwa zachodniopomorskiego i nabrałem ochoty na poprawienie swojego mizernego stanu posiadania. Za cel postawiłem sobie gminy: Pniewy, Błędów, Belsk Duży i Jasieniec, czyli ciąg dalszy eksploracji kierunku południowo - zachodniego. Sprawdziłem jeszcze wczoraj wszystko na mapie zaliczgminę i google, a żeby nie było niespodzianek z szukaniem miejscowości, kazałem nawigacji obliczyć i narysować trasę.
Dziś rano ubrany w podkoszulkę termiczną, bo odczuwalna temperatura wynosiła niespełna dziesięć stopni, wyjechałem z domu kierując się prosto na południe, by przez Janki dotrzeć do Rembertowa (tego za Tarczynem). Tam pożegnałem międzynarodową E77, bo odtąd, zgodnie z planem, cała moja dalsza trasa miała prowadzić drogami lokalnymi. I tak było. Prowadzony wskazówkami głosowymi dotarłem do najdalszego punktu czyli Sakówki, zaliczając tym samym przedostatnią gminę Błędów. Tam postanowiłem wpisać w navi kolejną miejscowość Widów w gminie Jasieniec, potem miał być Prażmów, Gołków, Lesznowola i dalej do domu. Niestety nawigacja wyszukiwała mi tylko Widów w województwie śląskim, a na ekranie nie mogłem jej znaleźć. Na dodatek bateria zaczęła ostrzegać o swoim rychłym końcu, a ja z zaskoczeniem stwierdziłem brak powerbanku, który - dałbym sobie uciąć głowę - wkładałem przed wyjściem do kieszeni koszulki. A jeszcze aplikacja endomondo nie wiedzieć czemu przestała działać, o czym przekonałem się dopiero po wyjęciu telefonu. Wobec tylu nieszczęść nie pozostało mi nic innego, jak wracać zapamiętaną (hłe..., hłe..., hłe...) drogą z powrotem, rezygnując z zaliczenia ostatniej gminy. Jak było do przewidzenia zgubiłem drogę już po drugim, czy trzecim zakręcie, a jadąc według wskazówek zapytanego autochtona, szybko dojechałem do E77 i to na wysokości przekreślonej tablicy "Grójec" Tym sposobem zamiast spokojnymi, bocznymi drogami, zafundowałem sobie prawie 80 kilometrów jazdy w towarzystwie tysięcy mijających mnie samochodów. Ale nie narzekam specjalnie. Chciałem jak najszybciej skończyć tę podróż i wykręciłem rekordową jak na mnie średnią. Tak że tak. A gminę Jasieniec zaatakuję kiedy indziej i chyba od innej strony.
PS. Podkoszulkę zdjąłem w połowie trasy i zawiązałem na kierownicy, rękawy też musiałem podwinąć. Ciepło.

Jeden jest, a gdzie reszta? © yurek55

Barwy jesieni © yurek55

Kolory jesieni © yurek55

Charakterystyczny widok - zbiornik wodny © yurek55

Neogotycki kościół w Worowie © yurek55

Nie wiśniowy sad © yurek55

Kapliczka w Uleńcu © yurek55
Drugi zapis zrobiłem Locusem, bo jest bardziej energooszczędny, ale dość późno wpadłem na ten pomysł i stąd te mapki takie niekompletne.
Dziś rano ubrany w podkoszulkę termiczną, bo odczuwalna temperatura wynosiła niespełna dziesięć stopni, wyjechałem z domu kierując się prosto na południe, by przez Janki dotrzeć do Rembertowa (tego za Tarczynem). Tam pożegnałem międzynarodową E77, bo odtąd, zgodnie z planem, cała moja dalsza trasa miała prowadzić drogami lokalnymi. I tak było. Prowadzony wskazówkami głosowymi dotarłem do najdalszego punktu czyli Sakówki, zaliczając tym samym przedostatnią gminę Błędów. Tam postanowiłem wpisać w navi kolejną miejscowość Widów w gminie Jasieniec, potem miał być Prażmów, Gołków, Lesznowola i dalej do domu. Niestety nawigacja wyszukiwała mi tylko Widów w województwie śląskim, a na ekranie nie mogłem jej znaleźć. Na dodatek bateria zaczęła ostrzegać o swoim rychłym końcu, a ja z zaskoczeniem stwierdziłem brak powerbanku, który - dałbym sobie uciąć głowę - wkładałem przed wyjściem do kieszeni koszulki. A jeszcze aplikacja endomondo nie wiedzieć czemu przestała działać, o czym przekonałem się dopiero po wyjęciu telefonu. Wobec tylu nieszczęść nie pozostało mi nic innego, jak wracać zapamiętaną (hłe..., hłe..., hłe...) drogą z powrotem, rezygnując z zaliczenia ostatniej gminy. Jak było do przewidzenia zgubiłem drogę już po drugim, czy trzecim zakręcie, a jadąc według wskazówek zapytanego autochtona, szybko dojechałem do E77 i to na wysokości przekreślonej tablicy "Grójec" Tym sposobem zamiast spokojnymi, bocznymi drogami, zafundowałem sobie prawie 80 kilometrów jazdy w towarzystwie tysięcy mijających mnie samochodów. Ale nie narzekam specjalnie. Chciałem jak najszybciej skończyć tę podróż i wykręciłem rekordową jak na mnie średnią. Tak że tak. A gminę Jasieniec zaatakuję kiedy indziej i chyba od innej strony.
PS. Podkoszulkę zdjąłem w połowie trasy i zawiązałem na kierownicy, rękawy też musiałem podwinąć. Ciepło.

Jeden jest, a gdzie reszta? © yurek55

Barwy jesieni © yurek55

Kolory jesieni © yurek55

Charakterystyczny widok - zbiornik wodny © yurek55

Neogotycki kościół w Worowie © yurek55

Nie wiśniowy sad © yurek55

Kapliczka w Uleńcu © yurek55
Drugi zapis zrobiłem Locusem, bo jest bardziej energooszczędny, ale dość późno wpadłem na ten pomysł i stąd te mapki takie niekompletne.
- DST 116.52km
- Czas 04:56
- VAVG 23.62km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 11 października 2014
Kategoria > 100
Letnio-październikowa bardzo duża pętla mostowa
Przez Tarchomin przejeżdżałem już dwadzieścia razy, albo i więcej bo to moja stała trasa z Mostu Północnego do Nowego Dworu, czy w kierunku Zalewu Zegrzyńskiego. Zawsze jeżdżę tymi samymi ulicami i zawsze do Modlińskiej dojeżdżam najdalej na północ jak tylko można, by maksymalnie skrócić czas jazdy tą wylotówką. I dopiero dziś, po tylu razach, odkryłem drogę nad Wisłą, która można spokojnie dojechać do Pałacu w Jabłonnej, albo i do samego Rajszewa na partyjkę golfa. Na początku, blisko osiedla i bloków na Odkrytej jest kostka, potem całkiem przyzwoita i bez dziur droga gruntowa, a na końcu wąska ścieżka, na której jednak też jedzie się nie najgorzej. Oczywiście zajechałem za daleko, o czym oświecił mnie zapytany rowerzysta, ale dzięki tym nadrobionym kilometrom mam kolejną "setkę", więc nie ma tego złego.
W Legionowie jakiś nawiedzony misjonarz trąbiąc donośnie i machając ręką nawracał mnie na śmieszki rowerowe (ta ma pewnie ze 200 metrów). Jechał lewym pasem, więc ani mu nie przeszkadzałem, ani nie utrudniałem w najmniejszym stopniu jazdy, krzyknąłem spierdalaj! i pozdrowiłem międzynarodowym znakiem pokoju. Za kilkaset metrów wyprzedziłem go, bo wszystkie samochody utknęły w gigantycznym korku - dziś był przejazd uczestników Legionowskich Spotkań Motocyklowych - ale jechałem równoległą droga dojazdową do posesji i sklepów, a ten frajer był za ekranem, bo tym razem ja bym go pouczył, o zasadach używanie sygnałów dźwiękowych.
Nad Zalewem Zegrzyńskim ruch na drodze, tłoczno na plaży, biało od żagli na wodzie, wypożyczalnia skuterów wodnych działa pełną parą - normalnie pełnia sezonu, brakuje tylko kąpiących się. Droga od Nieporętu do Rembertowa jak zawsze obstawiona w 5 - 6 miejscach, pracującymi w najstarszym zawodzie świata paniami. Dodatkową atrakcję zapewniają też od dwóch, albo trzech lat drogowcy, w okolicy Zielonki dziś, w sobotę, korek mierzył równy kilometr, zmierzyłem, a w drugą stronę, nad Zalew, był jeszcze dłuższy. Ja zaś, po dojechaniu do Rembertowa skręciłem w Marsa, dojechałem do Mostu Siekierkowskiego i stamtąd już stałą trasą, z podjazdem Spacerową wróciłem do domu. Bardzo dobrze się jechało i to pomimo braku prowiantu i niedostatku wody, tylko 0.75 litra na całą trasę wypiłem, a to przy dzisiejszej letniej pogodzie nieco za mało. Ale to szczegół, poza tym wszystko OK.

Kościół Łukasza Ewangelisty na Kępie Tarchomińskiej © yurek55

Osiedle Nowodwory © yurek55

Wisła na wysokości Tarchomina © yurek55

Droga po wale do Jabłonny © yurek55

Październikowy plażing nad Zalewem Zegrzyńskim © yurek55

Trochę wody dla ochłody © yurek55

Pomost, czy molo? © yurek55

Autor © yurek55
W Legionowie jakiś nawiedzony misjonarz trąbiąc donośnie i machając ręką nawracał mnie na śmieszki rowerowe (ta ma pewnie ze 200 metrów). Jechał lewym pasem, więc ani mu nie przeszkadzałem, ani nie utrudniałem w najmniejszym stopniu jazdy, krzyknąłem spierdalaj! i pozdrowiłem międzynarodowym znakiem pokoju. Za kilkaset metrów wyprzedziłem go, bo wszystkie samochody utknęły w gigantycznym korku - dziś był przejazd uczestników Legionowskich Spotkań Motocyklowych - ale jechałem równoległą droga dojazdową do posesji i sklepów, a ten frajer był za ekranem, bo tym razem ja bym go pouczył, o zasadach używanie sygnałów dźwiękowych.
Nad Zalewem Zegrzyńskim ruch na drodze, tłoczno na plaży, biało od żagli na wodzie, wypożyczalnia skuterów wodnych działa pełną parą - normalnie pełnia sezonu, brakuje tylko kąpiących się. Droga od Nieporętu do Rembertowa jak zawsze obstawiona w 5 - 6 miejscach, pracującymi w najstarszym zawodzie świata paniami. Dodatkową atrakcję zapewniają też od dwóch, albo trzech lat drogowcy, w okolicy Zielonki dziś, w sobotę, korek mierzył równy kilometr, zmierzyłem, a w drugą stronę, nad Zalew, był jeszcze dłuższy. Ja zaś, po dojechaniu do Rembertowa skręciłem w Marsa, dojechałem do Mostu Siekierkowskiego i stamtąd już stałą trasą, z podjazdem Spacerową wróciłem do domu. Bardzo dobrze się jechało i to pomimo braku prowiantu i niedostatku wody, tylko 0.75 litra na całą trasę wypiłem, a to przy dzisiejszej letniej pogodzie nieco za mało. Ale to szczegół, poza tym wszystko OK.

Kościół Łukasza Ewangelisty na Kępie Tarchomińskiej © yurek55

Osiedle Nowodwory © yurek55

Wisła na wysokości Tarchomina © yurek55

Droga po wale do Jabłonny © yurek55

Październikowy plażing nad Zalewem Zegrzyńskim © yurek55

Trochę wody dla ochłody © yurek55

Pomost, czy molo? © yurek55

Autor © yurek55
- DST 106.00km
- Teren 10.00km
- Czas 04:55
- VAVG 21.56km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Czerska
Kolega Krzysztof zaproponował zaległą wizytę na zamku w Czersku, której nie zdążyliśmy zrealizować w ubiegłym tygodniu wracając z Warki. Trasa równie dobra jak każda inna,
więc bez problemu zaakceptowałem jego pomysł i pojechaliśmy.
Zamierzaliśmy dotrzeć tam maksymalnie bocznymi drogami i w sumie się
udało, wprawdzie trochę błądziliśmy, kluczyliśmy i zawracaliśmy, ale
summa sumarum wyjechaliśmy tam gdzie zamierzaliśmy. Na Zamku
niespodzianka - rowerzyści za zwiedzanie płacą tylko 5 zł, czyli o 3 zł
taniej, niż nierowerzyści. To pani dyrektor tak zdecydowała, dziękujemy
Pani. Na Zamku zabawiliśmy niezbyt długo, po wspinaczce na wieżę i sesji zdjęciowej, można było wracać. Za radą bileterki zjechaliśmy na łeb na szyję w dół, dzięki czemu nie wracaliśmy do krajowej "79-tki" i nie wjeżdżaliśmy do Góry Kalwarii, tylko jadąc wśród sadów i wzdłuż wału wiślanego, przejechaliśmy pod krajową "50-tką" i dopiero tam zaczęły się schody. A właściwie nie schody, a kocie łby ulicy Świętego Antoniego pnącej się
tak
stromo w górę, że musiałem zejść i prowadzić rower. Krzysztof chyba żeby mi nie było przykro zrobił to samo i tak dotarliśmy do obrzeży miasta, a po chwili znów pomknęliśmy w dół ulicą Lipkowską nad Wisłę. To ta sama trasa, którą odkryłem w ubiegły czwartek i którą wtedy - i dziś - dotarliśmy do Gassów.

Nad nami tylko niebo © yurek55

Panorama - widok z wieży © yurek55

Na samej górze © yurek55


Schody na wieżę © yurek55

Mur i baszta © yurek55

Mur zamkowy © yurek55

Rower na dziedzińcu © yurek55

Z nieznanych powodów zapisało mi trasę tylko do Czerska, a ja to spostrzegłem dopiero nad Wisłą w Podłęczu i stamtąd jest rejestrowana druga część.
stromo w górę, że musiałem zejść i prowadzić rower. Krzysztof chyba żeby mi nie było przykro zrobił to samo i tak dotarliśmy do obrzeży miasta, a po chwili znów pomknęliśmy w dół ulicą Lipkowską nad Wisłę. To ta sama trasa, którą odkryłem w ubiegły czwartek i którą wtedy - i dziś - dotarliśmy do Gassów.

Nad nami tylko niebo © yurek55

Panorama - widok z wieży © yurek55

Na samej górze © yurek55


Schody na wieżę © yurek55

Mur i baszta © yurek55

Mur zamkowy © yurek55

Rower na dziedzińcu © yurek55

Z nieznanych powodów zapisało mi trasę tylko do Czerska, a ja to spostrzegłem dopiero nad Wisłą w Podłęczu i stamtąd jest rejestrowana druga część.
- DST 134.00km
- Czas 06:30
- VAVG 20.62km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Daleki rajd po zagłębiu jabłkowym
Po kilku nieudanych próbach umówienia się na wspólną jazdę, dziś udało się nam z Krzyśkiem zgrać terminy i pojechaliśmy. Cel wyprawy zaproponował mój kolega, a po drodze chciał przy okazji załatwić jakąś szybką rodzinną sprawę, porozmawiać, coś zawieźć - mniejsza z tym. Dla mnie w sumie było obojętne gdzie jedziemy, a zadowolony byłem głównie z tego, że na tak dalekiej trasie nie będę musiał martwić się o nawigację, bo to tereny doskonale znane mojemu współtowarzyszowi podróży. No i oczywiście z jego towarzystwa! Ja skupiłem się na nadawaniu odpowiedniego tempa, bo czas mój był ograniczony, a kilometrów do zrobienia sporo. Najpierw pojechaliśmy, jak poprzednio, przez Piaseczno do Czachówka, a stamtąd bocznymi drogami do Chynowa. Po drodze w Sierzchowie stała sobie taka oto wieża ciśnień, z daleka wyglądająca jak makówka na polu. Dlaczego akurat w tej wiosce? nie mam pojęcia.

Wieża ciśnień w Sierzchowie © yurek55
Zdjęcie zrobione z drogi, bliżej nie podjeżdżałem.
Po szybkim rzeczywiście załatwieniu pierwszej i drugiej wizyty rodzinnej, ruszyliśmy boczną drogą do celu naszej podróży. Była nią Warka, najdalej jak dotąd wysunięty punkt w moich rowerowych wędrówkach. Droga mijała szybko i przyjemnie, samochody w śladowych ilościach, czasem traktory z jabłkami, a którymi można się było ścigać. Nie tylko na drodze do Warki, ale niemal na całej trasie widziałem kilometry sadów, setki tysięcy jabłoni i miliony jabłek na drzewach. A ciekawe czy wiecie, ile kosztuje w tym roku kilogram jabłek w skupie? Ja wiem, dziś się dowiedziałem - piętnaście groszy za kilogram! Sadownicy są załamani i wcale się im nie dziwię.
Po drodze zaintrygował mnie ten kościół w Michalczewie, głównie z uwagi na ażurową wieżę.

Kościół w Michalczewie © yurek55
W Warce przystanek na Rynku i w Muzeum Kazimierza Pułaskiego i jazda dalej do Góry Kalwarii. Tu już drogi nie była tak przyjemne, najpierw wojewódzka 731, potem krajowa 79, ale dziś mi to nawet nie przeszkadzało specjalnie, chyba się przyzwyczajam?

Pomnik lotników w Warce © yurek55

Na rynku w Warce © yurek55

Warecki rynek © yurek55

Muzeum K. Pułaskiego w Warce © yurek55

Przy pomniku K. Pułaskiego - bohatera dwóch narodów © yurek55
Przed Górą Kalwarią był drogowskaz Czersk 1, ale zwiedzanie zostawiliśmy sobie na następny raz. W mieście zajechaliśmy na rynek, ale ten nie robi większego wrażenia, Ratusz i kilka ławek na skwerze.

Ratusz w Górze Kalwarii © yurek55

Ziuk w Górze Kalwarii © yurek55
Ostatni fragment drogi chciałem przejechać trasą widzianą gdzieś w internecie, nie na Piaseczno i nie na Konstancin, tylko nad Wisłą do Gassów. Posłużyłem sie nawigacją w tym celu i dodatkowo spytałem kogoś, by się upewnić, czy dobrze jadę. Z Rynku trzeba jechać ulicą księdza Zygmunta Sajny i zaraz potem w prawo Lipkowską ostro w dół i dalej świetny asfalt prowadzi nas wzdłuż wału wiślanego. Jednym słowem rewelacja. Przed Gassami jest ok. trzech kilometrów terenu, ale to nam nie przeszkadzało absolutnie.

Wisła pomiędzy G. Kalwarią a Gassami © yurek55
Bardzo jestem z dzisiejszej wycieczki zadowolony, dzięki Krzyśkowi poznałem nowe, fajne drogi, sam też na koniec jedną znalazłem. Do tego jeszcze wspólna jazda wyzwoliła ukryte pokłady energii i trasę pokonałem właściwie bez zmęczenia, ku zdziwieniu kolegi, który pod koniec już nieco narzekał na bóle mięśniowe. Ale on swoją pierwszą "setkę" zrobił ze mną dwa tygodnie temu, więc nie ma się co dziwić. Ja i tak jestem pod wrażeniem jego kondycji i szybkości, bez trudu jechał ze mną, a jak tylko chciał i przyspieszył, nie byłem w stanie się za nim utrzymać.

Wieża ciśnień w Sierzchowie © yurek55
Zdjęcie zrobione z drogi, bliżej nie podjeżdżałem.
Po szybkim rzeczywiście załatwieniu pierwszej i drugiej wizyty rodzinnej, ruszyliśmy boczną drogą do celu naszej podróży. Była nią Warka, najdalej jak dotąd wysunięty punkt w moich rowerowych wędrówkach. Droga mijała szybko i przyjemnie, samochody w śladowych ilościach, czasem traktory z jabłkami, a którymi można się było ścigać. Nie tylko na drodze do Warki, ale niemal na całej trasie widziałem kilometry sadów, setki tysięcy jabłoni i miliony jabłek na drzewach. A ciekawe czy wiecie, ile kosztuje w tym roku kilogram jabłek w skupie? Ja wiem, dziś się dowiedziałem - piętnaście groszy za kilogram! Sadownicy są załamani i wcale się im nie dziwię.
Po drodze zaintrygował mnie ten kościół w Michalczewie, głównie z uwagi na ażurową wieżę.

Kościół w Michalczewie © yurek55
W Warce przystanek na Rynku i w Muzeum Kazimierza Pułaskiego i jazda dalej do Góry Kalwarii. Tu już drogi nie była tak przyjemne, najpierw wojewódzka 731, potem krajowa 79, ale dziś mi to nawet nie przeszkadzało specjalnie, chyba się przyzwyczajam?

Pomnik lotników w Warce © yurek55

Na rynku w Warce © yurek55

Warecki rynek © yurek55

Muzeum K. Pułaskiego w Warce © yurek55

Przy pomniku K. Pułaskiego - bohatera dwóch narodów © yurek55
Przed Górą Kalwarią był drogowskaz Czersk 1, ale zwiedzanie zostawiliśmy sobie na następny raz. W mieście zajechaliśmy na rynek, ale ten nie robi większego wrażenia, Ratusz i kilka ławek na skwerze.

Ratusz w Górze Kalwarii © yurek55

Ziuk w Górze Kalwarii © yurek55
Ostatni fragment drogi chciałem przejechać trasą widzianą gdzieś w internecie, nie na Piaseczno i nie na Konstancin, tylko nad Wisłą do Gassów. Posłużyłem sie nawigacją w tym celu i dodatkowo spytałem kogoś, by się upewnić, czy dobrze jadę. Z Rynku trzeba jechać ulicą księdza Zygmunta Sajny i zaraz potem w prawo Lipkowską ostro w dół i dalej świetny asfalt prowadzi nas wzdłuż wału wiślanego. Jednym słowem rewelacja. Przed Gassami jest ok. trzech kilometrów terenu, ale to nam nie przeszkadzało absolutnie.

Wisła pomiędzy G. Kalwarią a Gassami © yurek55
Bardzo jestem z dzisiejszej wycieczki zadowolony, dzięki Krzyśkowi poznałem nowe, fajne drogi, sam też na koniec jedną znalazłem. Do tego jeszcze wspólna jazda wyzwoliła ukryte pokłady energii i trasę pokonałem właściwie bez zmęczenia, ku zdziwieniu kolegi, który pod koniec już nieco narzekał na bóle mięśniowe. Ale on swoją pierwszą "setkę" zrobił ze mną dwa tygodnie temu, więc nie ma się co dziwić. Ja i tak jestem pod wrażeniem jego kondycji i szybkości, bez trudu jechał ze mną, a jak tylko chciał i przyspieszył, nie byłem w stanie się za nim utrzymać.
- DST 138.00km
- Teren 8.00km
- Czas 06:09
- VAVG 22.44km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Rajd terenowy po Puszczy Kampinoskiej
Na dziś znowu mieliśmy zaplanowaną wspólną jazdę z kolegą Krzyśkiem, a ponieważ musiałem rano pojechać do warsztatu na Parowcową, pojechaliśmy najpierw tam. Stamtąd Dźwigową pod tunelem, kawałek Połczyńską, szybki skręt w Szeligowską i po chwili już byliśmy w drugiej strefie taxi. Dalej trasa, która mi się nigdy nie nudzi i którą dziś dojechaliśmy aż za Roztokę, by tam skręcić w stronę Puszczy Kampinoskiej. Chciałem pokazać koledze piękno leśnych dróg puszczańskich, a teraz była dobra okazja, bo dawno nie padało i dawało się o suchym kole przejechać. Parę razy wprawdzie musieliśmy schodzić z naszych rowerów o wąskich oponach i prowadzić po piachu, ale takie bywają uroki jazdy terenowej. Od cmentarza w Palmirach, na szczęście zaczynał się już asfalt i wreszcie mogliśmy pojechać normalnym tempem i to bez narażania rowerów na dekompozycję. Jednak gdy dojechaliśmy do Łomianek, skręciliśmy w stronę Wisły i znowu zaczęła się ciężka jazda terenowa, tym razem po wale wiślanym. Potem jeszcze tylko lekki teren w Lasku na Młocinach i wreszcie mogliśmy przywitać warszawskie ulice. A niemal na zakończenie, mając już setkę w nogach, zafundowaliśmy sobie jeszcze podjazd Agrykolą, Ja wjechałem jak zawsze z dużym trudem, od połowy młynkując i wypluwając płuca, a kolega nawet się nie zdyszał, omawiając różne techniki pokonywania wzniesień...
I to tyle na temat mojej wydolności.

Jedna ze stacji Drogi Krzyżowej w Wierszach © yurek55

Aleja Pamięci Rzeczpospolitej Kampinoskiej © yurek55

Droga w puszczy © yurek55

Z kolegą © yurek55
I to tyle na temat mojej wydolności.

Jedna ze stacji Drogi Krzyżowej w Wierszach © yurek55

Aleja Pamięci Rzeczpospolitej Kampinoskiej © yurek55

Droga w puszczy © yurek55

Z kolegą © yurek55
- DST 107.00km
- Teren 23.00km
- Czas 05:40
- VAVG 18.88km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 17 września 2014
Kategoria > 100
Ponownie po gminy
Nie udało się w ubiegłym tygodniu zaliczyć nowych gmin, więc korzystając z dobrej, choć nieco wietrznej pogody, postanowiłem dzisiaj zrealizować tamten zamiar. Z Radzymina trzeba było znaleźć przejazd na druga stronę do Woli Rosztowskiej. Gdybym jechał autostradą, nie ma problemu - skręca się w prawo i już, a od strony miasta brakuje wyraźnego oznakowania i trzeba wspomagać się nawigacją. Najlepiej jest jechać prosto aż do miejscowości Zawady i skręcić w drogę powiatową do Zwierzyńca, a stamtąd prosto szutrówką do węzła Wola Rasztowska. W Jadowie, mieście znanym przed wielu laty z lodów najlepszych w okolicy, oraz targów, gdzie kupowano i sprzedawano prosięta, krowy, drób wszelaki, płody rolne, kosy, widły, grabie, chomąta i wszystko co na wsi potrzebne, zrobiłem sobie pierwszy odpoczynek. Posiliłem się bananami zabranymi z domu, posiedziałem na ławeczce w parku i ruszyłem zaliczyć gminę Łochów. Wystarczyło przejechać sławetną droga krajową 50 dwa i pół kilometra, przejechać most na Liwcu i już wita nas stylizowana litera Ł. Dla pewności pojechałem za tabliczkę z nazwą gminy i wtedy już z czystym sumieniem mogłem zawrócić i zacząć drogę powrotną. Po kilku kilometrach z ulgą zrezygnowałem z dalszego towarzystwa tirów pędzących na wschód w kierunku Mińska Mazowieckiego i dalej i skręciłem do miejscowości Młynisko. Na mapie ze strony zaliczgmine.pl wyglądało, że mogę zawadzić gdzieś tam o gminę Korytnica, ale po powrocie do domu i nałożeniu pliku gpx na mapę okazało się, że zabrakło mi kilkaset, a może kilkadziesiąt metrów? No cóż... W Strachówce przeciąłem "pięćdziesiatkę" i jadąc przez coraz śmieszniejsze miejscowości w Mięsem(?) wreszcie ujrzałem tablicę z napisem "Warszawa 40". Po drodze był jeszcze Wołomin, Zielonka i wielokilometrowy korek na dojeździe do remontowanej od dawna drodze 631 z Nieporętu do Rembertowa. Mnie ten zator nie zatrzymał i po chwili byłem już w Ząbkach i przez daleki Targówek wjechałem na Pragę i "poniatoszczakiem" dotarłem na właściwą stronę Wisły i do domu.

Dziś 17 września. Poległym i pomordowanym na wschodzie © yurek55

Przygotowania do obchodów rocznicy napaści Rosji na Polskę © yurek55 Chemtrails.

Warszawskie zagadki. Jaki to most? © yurek55

Pomnik Tadeusza Kościuszki w Radzyminie © yurek55

Nad autostradą chemiczne smugi. Chemtrails © yurek55

Kościół w Jadowie © yurek55

Łochów służy gościną © yurek55

Rzeka Liwiec © yurek55

Nazwy mijanych miejscowości © yurek55

Pod domem 151,29 km © yurek55
br>

Dziś 17 września. Poległym i pomordowanym na wschodzie © yurek55

Przygotowania do obchodów rocznicy napaści Rosji na Polskę © yurek55 Chemtrails.

Warszawskie zagadki. Jaki to most? © yurek55

Pomnik Tadeusza Kościuszki w Radzyminie © yurek55

Nad autostradą chemiczne smugi. Chemtrails © yurek55

Kościół w Jadowie © yurek55

Łochów służy gościną © yurek55

Rzeka Liwiec © yurek55

Nazwy mijanych miejscowości © yurek55

Pod domem 151,29 km © yurek55
br>
- DST 151.20km
- Teren 3.00km
- Czas 06:59
- VAVG 21.65km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Z kolegą
Jak co rok, znowu przyjechał do Polski mój dawny, jeszcze szkolny kolega i tak jak rok temu postanowiliśmy pojeździć razem. Podszykowałem Krzyśkowi mojego starego Wheelera, żeby miał czym jeździć i umówiliśmy się na dziś na wycieczkę. Wstępnie mieliśmy uzgodnioną trasę, ale rano kolega zaproponował zmianę planów i pojechaliśmy w kierunku Piaseczna. Mnie i tak było wszystko jedno, a w sumie na dobre wyszło, bo za chwilę zadzwoniła córka i spytała czy nie będę przejazdem w okolicy, bo ma do mnie prośbę. To się nazywa mieć szczęście!
Z miasta wyjechaliśmy drogą na Sandomierz, potem skręciliśmy na Okrzeszew i jadąc według wskazówek mojego towarzysza podróży dotarliśmy w końcu do...jego brata mieszkającego w Czachówku. Po tej krótkiej, acz bardzo serdecznej wizycie, napojeni i nakarmieni ruszyliśmy dalej. Krzysiek miał ochotę na eskapadę stamtąd do Warki i Czerska, ale nie mogłem się na to zgodzić, było już za późno na tak długą drogę. Wracaliśmy przez Chynów, Prażmów i Tarczyn, z krótkim przystankiem w tej pierwszej miejscowości, gdzie też trzeba było krewnych odwiedzić. Ja w tym czasie podziwiałem stary kościół i czytałem historię parafii, która liczy sobie - parafia, nie historia - ponad pięścet lat.

Parafia Św. Trójcy w Chynowie © yurek55

Figura wotywna przy kościele © yurek55

Napis na cokole © yurek55
A przejeżdżając przez Prażmów, nie mogłem rzecz jasna nie kupić chleba serwatkowego z Piekarni Wiedeńskiej. Liczyłem, że kupię go prosto z piekarni, ale okazało się, że nie prowadzi ona swojego sklepu. Kupiłem więc chlebek w sklepie gieesu i dalej już bez przystanków, dojechaliśmy do Warszawy.
Z miasta wyjechaliśmy drogą na Sandomierz, potem skręciliśmy na Okrzeszew i jadąc według wskazówek mojego towarzysza podróży dotarliśmy w końcu do...jego brata mieszkającego w Czachówku. Po tej krótkiej, acz bardzo serdecznej wizycie, napojeni i nakarmieni ruszyliśmy dalej. Krzysiek miał ochotę na eskapadę stamtąd do Warki i Czerska, ale nie mogłem się na to zgodzić, było już za późno na tak długą drogę. Wracaliśmy przez Chynów, Prażmów i Tarczyn, z krótkim przystankiem w tej pierwszej miejscowości, gdzie też trzeba było krewnych odwiedzić. Ja w tym czasie podziwiałem stary kościół i czytałem historię parafii, która liczy sobie - parafia, nie historia - ponad pięścet lat.

Parafia Św. Trójcy w Chynowie © yurek55

Figura wotywna przy kościele © yurek55

Napis na cokole © yurek55
A przejeżdżając przez Prażmów, nie mogłem rzecz jasna nie kupić chleba serwatkowego z Piekarni Wiedeńskiej. Liczyłem, że kupię go prosto z piekarni, ale okazało się, że nie prowadzi ona swojego sklepu. Kupiłem więc chlebek w sklepie gieesu i dalej już bez przystanków, dojechaliśmy do Warszawy.
- DST 116.00km
- Czas 05:26
- VAVG 21.35km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























