Wpisy archiwalne w kategorii
> 100
| Dystans całkowity: | 51704.82 km (w terenie 765.00 km; 1.48%) |
| Czas w ruchu: | 2492:37 |
| Średnia prędkość: | 20.74 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 116.95 km/h |
| Suma podjazdów: | 79611 m |
| Suma kalorii: | 865353 kcal |
| Liczba aktywności: | 456 |
| Średnio na aktywność: | 113.39 km i 5h 27m |
| Więcej statystyk | |
Wtorek, 24 czerwca 2014
Kategoria > 100
Długa droga na Grochów
Wczoraj zrobiłem rekonesans i dziś ponownie wybrałem się do jedynego optyka w Warszawie umiejącego naprawiać okulary. To nie żart, wszystkie sieciowe salony optyczne kierują tam klientów z uszkodzeniami oprawek. Oni mogą co najwyżej zausznik wymienić na gwarancji, albo noski założyć i soczewki wyczyścić. Prawdziwe naprawy, tylko w ciasnym i niemiłosiernie zagraconym warsztacie na Mińskiej gdzie, trzy osoby w środku to już ciasnota. Mieści się on w starym, przedwojennym, typowo praskim budynku naprzeciwko biurowca dawnych PZO i przyjeżdżają tam ludzie z całej Warszawy. Większość napraw wykonuje się "od ręki", oczywiście w zależności od liczby czekających klientów, to "od ręki" może trwać godzinę, lub półtorej - a wyjątkowo odbiór następnego dnia.
Jak tam dojechałem, przed warsztatem i w środku czekali klienci, więc pan kazał przyjechać za półtorej godziny. Zrobiłem więc sobie powtórkę wczorajszej pętelki dojazdowej, tylko w drugą stronę. Ulicami Grochowa dojechałem do Traktu Lubelskiego i znów koło Hiltona i kościoła w Żerzeniu (Żerzniu?) do ronda przy Wale Miedzeszyńskim, a powrót ddr wzdłuż Wisły i przez Saską Kępę i Park Skaryszewski do Grochowskiej i Mińskiej. Musiałem jeszcze poczekać trochę, bo była mała obsuwa czasowa, co dało okazję do krótkiego odpoczynku i po piętnastu minutach słuchania ciężkich, niemieckich, metalowych bitów płynących z warsztatowego boomboxa, mogłem odebrać zrobione okulary i wracać. Jeszcze tylko rzut oka na licznik i już wiedziałem, że musze trochę wydłuzyć trasę, by pod domem nie dokręcać do setki, jeżdżąc dookoła placu pod oknami. Wolałem wcześniej zjechać z "Poniatoszczaka" na Powiśle i pojechać dłuższą drogą, a nie kręcić się pod blokiem.
Tak więc dziś jadąc z Ochoty na Grochów, gdzie realna odległość w obie strony to niecałe dwadzieścia kilometrów, udało mi się przejechać ponad sto kilometrów. Pewno przez Kraków wyszło by więcej...

Dróg ekspresowych i autostrad ci u nas dostatek. Kukurydzę też się uprawia w Stolicy © yurek55

Dojechałem przez Puszczę Kampinoską do Budy, Pesztu - brak © yurek55

Hutnicy z Huty Warszawa w 1979 roku postawili pomnik wrześniowym obrońcom Warszawy © yurek55
Ofiarna obrona północnego przedpola Warszawy przez 1 Batalion 30 Pułku Strzelców Kaniowskich z uwagi na poniesione dotkliwe straty, zyskała nazwę Warszawskich Termopil. (z napisu na tabliczce)

Obowiązkowa fotka z mostu, kierunek północ © yurek55

Na Bródnie w Warszawie © yurek55

Były Zakłady Przemysłu Tłuszczowego, został tylko komin © yurek55

Trening żeglarski maluchów na Jeziorku Kamionkowskim © yurek55

Mural na Grochowie © yurek55

Street art na ulicy Kamionkowskiej © yurek55

Street art na Powiślu ul. Wilanowska © yurek55

Wisła oddała plażę warszawiakom © yurek55
Jak tam dojechałem, przed warsztatem i w środku czekali klienci, więc pan kazał przyjechać za półtorej godziny. Zrobiłem więc sobie powtórkę wczorajszej pętelki dojazdowej, tylko w drugą stronę. Ulicami Grochowa dojechałem do Traktu Lubelskiego i znów koło Hiltona i kościoła w Żerzeniu (Żerzniu?) do ronda przy Wale Miedzeszyńskim, a powrót ddr wzdłuż Wisły i przez Saską Kępę i Park Skaryszewski do Grochowskiej i Mińskiej. Musiałem jeszcze poczekać trochę, bo była mała obsuwa czasowa, co dało okazję do krótkiego odpoczynku i po piętnastu minutach słuchania ciężkich, niemieckich, metalowych bitów płynących z warsztatowego boomboxa, mogłem odebrać zrobione okulary i wracać. Jeszcze tylko rzut oka na licznik i już wiedziałem, że musze trochę wydłuzyć trasę, by pod domem nie dokręcać do setki, jeżdżąc dookoła placu pod oknami. Wolałem wcześniej zjechać z "Poniatoszczaka" na Powiśle i pojechać dłuższą drogą, a nie kręcić się pod blokiem.
Tak więc dziś jadąc z Ochoty na Grochów, gdzie realna odległość w obie strony to niecałe dwadzieścia kilometrów, udało mi się przejechać ponad sto kilometrów. Pewno przez Kraków wyszło by więcej...

Dróg ekspresowych i autostrad ci u nas dostatek. Kukurydzę też się uprawia w Stolicy © yurek55

Dojechałem przez Puszczę Kampinoską do Budy, Pesztu - brak © yurek55

Hutnicy z Huty Warszawa w 1979 roku postawili pomnik wrześniowym obrońcom Warszawy © yurek55
Ofiarna obrona północnego przedpola Warszawy przez 1 Batalion 30 Pułku Strzelców Kaniowskich z uwagi na poniesione dotkliwe straty, zyskała nazwę Warszawskich Termopil. (z napisu na tabliczce)

Obowiązkowa fotka z mostu, kierunek północ © yurek55

Na Bródnie w Warszawie © yurek55

Były Zakłady Przemysłu Tłuszczowego, został tylko komin © yurek55

Trening żeglarski maluchów na Jeziorku Kamionkowskim © yurek55

Mural na Grochowie © yurek55

Street art na ulicy Kamionkowskiej © yurek55

Street art na Powiślu ul. Wilanowska © yurek55

Wisła oddała plażę warszawiakom © yurek55
- DST 103.95km
- Teren 5.00km
- Czas 04:57
- VAVG 21.00km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 19 maja 2014
Kategoria > 100
Pętla dookoła Warszawy, od Nieporętu do Leszna
Pomyślałem dziś, że pojadę nad Zalew Zegrzyński zobaczyć co nowego, odświeżyć pamięć miejsc widzianych zimą, no i wreszcie jakąś inną trasę zrobić, bo ileż razy można przez Macierzysz i Kaputy jeździć. Na Jagiellońskiej 55 dawny biurowiec Polmot-u, a potem FSO, zyskuje wreszcie całkiem nowy wygląd.

Nowe szaty jagiellońskiej 55 © yurek55
Potem drogą dla rowerów wjechałem na wiadukt Trasy Toruńskiej i po pokonaniu wielkiej ilości zakrętów, zjazdów i podjazdów, dojechałem do skrzyżowania z Łabiszyńską. Pewnie inaczej nie dało się jej poprowadzić, nie znam się, ale jest to bez wątpienia najbardziej pokręcony odcinek w całej Warszawie. Kiedy tylko nadarzyła się okazja pożegnałem asfalt i do Nieporętu dojechałem tą drogą.

Droga do Nieporętu nad Kanałem © yurek55
Po dojechaniu do kładki chciałem spróbować, czy da się wjechać rowerem po zrobionych pochylniach. Mnie się nie udało, ale jakiś cyrkowiec na bmx-e albo mors na mono, by się może zmieścił...

Wjazd na kładkę © yurek55

Kładka nad Kanałem Królewskim © yurek55

Podjazd i schody © yurek55

Kładka dla pieszych © yurek55
Już kiedyś zdjęcie tej kładki umieszczałem na blogu, teraz zrobiłem całą sesję i temat uważam za wyczerpany. Aha, dodam tylko, że aby wejść z wózkiem, czy rowerem, to trzeba chyba z 60 metrów przejść po tych pochylniach, dlatego z drugiej strony wolałem znieść rower po schodach.
W Porcie Nieporęt jak widać sezon już w pełni.

Zalew Zegrzyński - marina Nieporęt © yurek55
Kiedy już się napatrzyłem na niebo, obłoki i wodę wymyśliłem, że dalej pojadę do Nowego Dworu przez Wieliszew i tam zdecyduję, co dalej. Ale zanim dojechałem do Wieliszewa napotkałem niespodziewaną przeszkodę i stałem w tym miejscu dobre 10 minut, skład pchany przez lokomotywę poruszał się z prędkością pieszego.

Skąd jedzie ten pociąg? © yurek55

Dokąd jedzie ten pociąg? © yurek55
Na te pytania może odpowiedzieć tylko jeden człowiek.
A na cmentarzu w Wieliszewie zobaczyłem największy grobowiec, z najkrótszą inskrypcją.

1834 ŻONA MĘŻOWI cm. w Wieliszewie. Grobowiec Kamieńskich © yurek55
W Nowym Dworze nie mogłem sobie odmówić, by po raz kolejny nie uwiecznić tej perły architektury

Sławna pagoda w Nowym Dworze © yurek55
...i tam wpadłem na pomysł, by dorzucić jeszcze jedną gminę do kolekcji, skoro jestem tak blisko.

Gmina zaliczona! © yurek55
Teraz już wreszcie trzeba było zacząć kierować się w stronę domu. Do wyboru była droga do Czosnowa i przez Łomianki, albo do Leszna i skręt w Puszczę do Truskawia, albo jazda do samego Leszna i skręt na Babice. Wybrałem ten ostatni wariant, bo tylko tak byłem pewien, że nie zabłądzę. Niestety zmęczenie zaczynało dawać znak o sobie, a ja na dodatek musiałem zmagać się z przeciwnym wiatrem. Zaczynało być naprawdę ciężko, w końcu postanowiłem się zatrzymać i zjeść zabrany na drogę prowiant z nadzieją, że doda mi to energii. Niestety banan widocznie ma zbyt mała wartość odżywczą, bo aż do samego końca jechałem na "odcięciu", zatrzymując się jeszcze kilka razy na krótkie odpoczynki.
W Lesznie uznałem, że lepiej będzie pojechać znaną mi drogą, która jest mniej ruchliwa i chyba trochę krótsza niż na Babice. Tym sposobem wróciłem na znaną trasę, tylko od drugiej strony i przez Pilaszków, Pogroszew, Kaputy itd. dotarłem do domu. Mapa na endo znowu jest w dwóch częściach, bo wyłączyłem niechcący na postoju jedzeniowym i włączyłem ponownie.

Nowe szaty jagiellońskiej 55 © yurek55
Potem drogą dla rowerów wjechałem na wiadukt Trasy Toruńskiej i po pokonaniu wielkiej ilości zakrętów, zjazdów i podjazdów, dojechałem do skrzyżowania z Łabiszyńską. Pewnie inaczej nie dało się jej poprowadzić, nie znam się, ale jest to bez wątpienia najbardziej pokręcony odcinek w całej Warszawie. Kiedy tylko nadarzyła się okazja pożegnałem asfalt i do Nieporętu dojechałem tą drogą.

Droga do Nieporętu nad Kanałem © yurek55
Po dojechaniu do kładki chciałem spróbować, czy da się wjechać rowerem po zrobionych pochylniach. Mnie się nie udało, ale jakiś cyrkowiec na bmx-e albo mors na mono, by się może zmieścił...

Wjazd na kładkę © yurek55

Kładka nad Kanałem Królewskim © yurek55

Podjazd i schody © yurek55

Kładka dla pieszych © yurek55
Już kiedyś zdjęcie tej kładki umieszczałem na blogu, teraz zrobiłem całą sesję i temat uważam za wyczerpany. Aha, dodam tylko, że aby wejść z wózkiem, czy rowerem, to trzeba chyba z 60 metrów przejść po tych pochylniach, dlatego z drugiej strony wolałem znieść rower po schodach.
W Porcie Nieporęt jak widać sezon już w pełni.

Zalew Zegrzyński - marina Nieporęt © yurek55
Kiedy już się napatrzyłem na niebo, obłoki i wodę wymyśliłem, że dalej pojadę do Nowego Dworu przez Wieliszew i tam zdecyduję, co dalej. Ale zanim dojechałem do Wieliszewa napotkałem niespodziewaną przeszkodę i stałem w tym miejscu dobre 10 minut, skład pchany przez lokomotywę poruszał się z prędkością pieszego.

Skąd jedzie ten pociąg? © yurek55

Dokąd jedzie ten pociąg? © yurek55
Na te pytania może odpowiedzieć tylko jeden człowiek.
A na cmentarzu w Wieliszewie zobaczyłem największy grobowiec, z najkrótszą inskrypcją.

1834 ŻONA MĘŻOWI cm. w Wieliszewie. Grobowiec Kamieńskich © yurek55
W Nowym Dworze nie mogłem sobie odmówić, by po raz kolejny nie uwiecznić tej perły architektury

Sławna pagoda w Nowym Dworze © yurek55
...i tam wpadłem na pomysł, by dorzucić jeszcze jedną gminę do kolekcji, skoro jestem tak blisko.

Gmina zaliczona! © yurek55
Teraz już wreszcie trzeba było zacząć kierować się w stronę domu. Do wyboru była droga do Czosnowa i przez Łomianki, albo do Leszna i skręt w Puszczę do Truskawia, albo jazda do samego Leszna i skręt na Babice. Wybrałem ten ostatni wariant, bo tylko tak byłem pewien, że nie zabłądzę. Niestety zmęczenie zaczynało dawać znak o sobie, a ja na dodatek musiałem zmagać się z przeciwnym wiatrem. Zaczynało być naprawdę ciężko, w końcu postanowiłem się zatrzymać i zjeść zabrany na drogę prowiant z nadzieją, że doda mi to energii. Niestety banan widocznie ma zbyt mała wartość odżywczą, bo aż do samego końca jechałem na "odcięciu", zatrzymując się jeszcze kilka razy na krótkie odpoczynki.
W Lesznie uznałem, że lepiej będzie pojechać znaną mi drogą, która jest mniej ruchliwa i chyba trochę krótsza niż na Babice. Tym sposobem wróciłem na znaną trasę, tylko od drugiej strony i przez Pilaszków, Pogroszew, Kaputy itd. dotarłem do domu. Mapa na endo znowu jest w dwóch częściach, bo wyłączyłem niechcący na postoju jedzeniowym i włączyłem ponownie.
- DST 125.34km
- Teren 10.00km
- Czas 06:08
- VAVG 20.44km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 6 maja 2014
Kategoria > 100
Zalicz gminę. Jedną.
Wiatr od wschodu wiał, tom se popatrzył na mój mizerny dorobek na zaliczgminę i umyśliłem, że pojadę do Stanisławowa, a może i dalej, to jeszcze gminę Dobre zaliczę. Z poprzedniej wyprawy w tym kierunku zapamiętałem, że od Zakrętu nie trzeba już jechać asfaltem, bo obok jest drogo-chodnik z kostki aż do Mińska Mazowieckiego. Ale dziś te osiem kilometrów krajową "dwójką" strasznie mi się jechało, ciężarówki do Terespola dmuchały jedna za drugą, do tego autobusy i osobówki - jeden niekończący się ciąg pojazdów. Drugi, jeszcze gorszy fragment, to osławiona droga krajowa nr "50", którą miałem "przyjemność" jechać od Mińska do Stanisławowa. Ale po kolei.
W Warszawie zrobiłem zdjęcie tego oto budynku, bo wydaje mi się, że to jedna z najwęższych szczytowych ścian we współczesnym budownictwie.

Budynek ul. Kosmatki 68 © yurek55

Wąski ten budynek © yurek55
Nieco oddalony, ale widoczny z drogi, za to z dojazdem tylko drogami gruntowymi, stoi kościół w Zakręcie

Kościół w Zakręcie przy ul. Ks. Iwaniuka © yurek55

Kościół we wsi Zakręt © yurek55

Fronton kościoła w Zakręcie © yurek55

Rzeczona droga do Mińska © yurek55
Po drugiej stronie drogi jest tablica miejscowości z nazwą "Stary Konik", tak że nie wiem, jak się naprawdę nazywa ta miejscowość.
A to już nowy obiekt przy drodze, ale niestety nie wiem kto jest inwestorem, bo musiałbym na drugą stronę przejechać.

Nowoczesnośc aż bije w oczy. Wielgolas Brzeziński © yurek55
Dla odmiany w Dębem na stacji czas się zatrzymał

Tradycja © yurek55

Budynek stacyjny Dębe Wielkie © yurek55
A to kolejne miejsce, warte uwiecznienia, gdzie czas się zatrzymał. Chociaż nie, pomnik odnowiony jakby sam Putin miał przyjechać niebawem. Napis też zawiera wiele rusycyzmów tak, żeby było bardziej swojsko i zgodnie z wytycznymi TPPR (dla tych, co nie pamiętają - Towarzystwo Przyjaźni Polsko - Radzieckiej) Brzmi on:

Białoruś? Ukraina? Nie, Dębe Wielkie © yurek55

Sierp i młot trzyma się mocno © yurek55
W końcu dojechałem do Mińska i nic innego mi nie pozostało, jak wbić się na drogę będącą postrachem rowerzystów, osławioną "pięćdziesiątkę". Nie będę się rozpisywał o swoich wrażeniach z tego odcinka, wspomnę tylko, że sporą część z tych dziesięciu kilometrów, przejechałem po szutrowym poboczu. Na tych zdjęciach widać, jak wygląda ta jedna z najruchliwszych dróg, nazywana często i w uproszczeniu "dużą obwodnicą Warszawy". Można nią objechać miasto z jadąc z południa na wschód, albo zachód i omijając z daleka stolicę. KIEROWCY BARDZO DUŻYCH CIĘŻARÓWEK BARDZO JĄ LUBIĄ...

Droga krajowa nr. 50 Stanisławów © yurek55

Zdrowe mleko, prosto od krowy © yurek55
Wprawdzie jeździłem już kilka razy tą drogą m.in. odcinek do Góry Kalwarii i potem do Grójca, ale tam przynajmniej miała pobocze i ten pęd ciężarówek nie był aż tak stresujący i niebezpieczny. Za to jak już opuściłem tę drogę, to już miałem "z górki" - i wiatr miałem w plecy i drogę nieporównywalnie spokojniejszą.

Droga 637 do Warszawy © yurek55
Niestety zmęczenie też zaczęło już dawać znać o sobie, a ja jak zwykle byłem w niedoczasie, jak mawiają szachiści. Trzeba było spieszyć się do domu na obiad, a ja nic nie jadłem w trasie, picie też dawno się mi skończyło, nadgarstki bolały coraz bardziej, siodełko też wydawało się coraz twardsze i mniej wygodne. A do domu nadal było daleko. Pomimo to, albo właśnie dlatego, zatrzymywałem się po drodze i robiłem takie durne fotki, ale każdy powód był dobry by chwilkę odpocząć.

Czy to most kolejowy? © yurek55

Już niedaleko © yurek55
A tu już naprawdę blisko, jeszcze 20 minut

Plaża przy "Poniatoszczaku" © yurek55
Gminę zaliczyłem, na obiad zdążyłem, relację skończyłem. Zdjęć trochę dużo, ale pogoda ładna i niebo z chmurkami tak ładnie wychodzi, proszę o wybaczenie.
W Warszawie zrobiłem zdjęcie tego oto budynku, bo wydaje mi się, że to jedna z najwęższych szczytowych ścian we współczesnym budownictwie.

Budynek ul. Kosmatki 68 © yurek55

Wąski ten budynek © yurek55
Nieco oddalony, ale widoczny z drogi, za to z dojazdem tylko drogami gruntowymi, stoi kościół w Zakręcie

Kościół w Zakręcie przy ul. Ks. Iwaniuka © yurek55

Kościół we wsi Zakręt © yurek55

Fronton kościoła w Zakręcie © yurek55

Rzeczona droga do Mińska © yurek55
Po drugiej stronie drogi jest tablica miejscowości z nazwą "Stary Konik", tak że nie wiem, jak się naprawdę nazywa ta miejscowość.
A to już nowy obiekt przy drodze, ale niestety nie wiem kto jest inwestorem, bo musiałbym na drugą stronę przejechać.

Nowoczesnośc aż bije w oczy. Wielgolas Brzeziński © yurek55
Dla odmiany w Dębem na stacji czas się zatrzymał

Tradycja © yurek55

Budynek stacyjny Dębe Wielkie © yurek55
A to kolejne miejsce, warte uwiecznienia, gdzie czas się zatrzymał. Chociaż nie, pomnik odnowiony jakby sam Putin miał przyjechać niebawem. Napis też zawiera wiele rusycyzmów tak, żeby było bardziej swojsko i zgodnie z wytycznymi TPPR (dla tych, co nie pamiętają - Towarzystwo Przyjaźni Polsko - Radzieckiej) Brzmi on:
"WIECZNA SŁAWA BOHATEROM
CZERWONEJ ARMII
POLEGŁYM W BOJU ZA SWOBODĘ
NIEPODLEGŁOŚĆ NASZEJ OJCZYZNY
1944r."
CZERWONEJ ARMII
POLEGŁYM W BOJU ZA SWOBODĘ
NIEPODLEGŁOŚĆ NASZEJ OJCZYZNY
1944r."

Białoruś? Ukraina? Nie, Dębe Wielkie © yurek55

Sierp i młot trzyma się mocno © yurek55
W końcu dojechałem do Mińska i nic innego mi nie pozostało, jak wbić się na drogę będącą postrachem rowerzystów, osławioną "pięćdziesiątkę". Nie będę się rozpisywał o swoich wrażeniach z tego odcinka, wspomnę tylko, że sporą część z tych dziesięciu kilometrów, przejechałem po szutrowym poboczu. Na tych zdjęciach widać, jak wygląda ta jedna z najruchliwszych dróg, nazywana często i w uproszczeniu "dużą obwodnicą Warszawy". Można nią objechać miasto z jadąc z południa na wschód, albo zachód i omijając z daleka stolicę. KIEROWCY BARDZO DUŻYCH CIĘŻARÓWEK BARDZO JĄ LUBIĄ...

Droga krajowa nr. 50 Stanisławów © yurek55

Zdrowe mleko, prosto od krowy © yurek55
Wprawdzie jeździłem już kilka razy tą drogą m.in. odcinek do Góry Kalwarii i potem do Grójca, ale tam przynajmniej miała pobocze i ten pęd ciężarówek nie był aż tak stresujący i niebezpieczny. Za to jak już opuściłem tę drogę, to już miałem "z górki" - i wiatr miałem w plecy i drogę nieporównywalnie spokojniejszą.

Droga 637 do Warszawy © yurek55
Niestety zmęczenie też zaczęło już dawać znać o sobie, a ja jak zwykle byłem w niedoczasie, jak mawiają szachiści. Trzeba było spieszyć się do domu na obiad, a ja nic nie jadłem w trasie, picie też dawno się mi skończyło, nadgarstki bolały coraz bardziej, siodełko też wydawało się coraz twardsze i mniej wygodne. A do domu nadal było daleko. Pomimo to, albo właśnie dlatego, zatrzymywałem się po drodze i robiłem takie durne fotki, ale każdy powód był dobry by chwilkę odpocząć.

Czy to most kolejowy? © yurek55

Już niedaleko © yurek55
A tu już naprawdę blisko, jeszcze 20 minut

Plaża przy "Poniatoszczaku" © yurek55
Gminę zaliczyłem, na obiad zdążyłem, relację skończyłem. Zdjęć trochę dużo, ale pogoda ładna i niebo z chmurkami tak ładnie wychodzi, proszę o wybaczenie.
- DST 104.69km
- Teren 3.00km
- Czas 04:54
- VAVG 21.37km/h
- Temperatura 13.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 kwietnia 2014
Kategoria > 100
Trudny powrót z Niepokalanowa
"Miłe złego początki, lecz koniec żałosny" - ten cytat z bajki Krasickiego, jak ulał pasuje do opisu mojej dzisiejszej wycieczki. Wyjechałem rano, tuż po śniadaniu i stałą, sprawdzoną trasą pojechałem w kierunku Umiastowa, a potem Pogroszewa, ale tym razem dojechałem aż do Leszna. Nie wjeżdżałem tym razem do centrum, ale jadąc obrzeżami i dalej szosami lokalnymi, dojechałem aż od dawnej drogi na Poznań. Właściwie nie było to moim zamiarem, chciałem dojechać do Kampinosu, zaliczyć gminę i wracać przez Leszno i Mariew. Ale zobaczyłem tę tablicę, zmodyfikowałem trasę i tylko dlatego znalazłem się w Niepokalanowie.

Gmina zaliczona © yurek55 (druga to Teresin)

Bazylika w Niepokalanowie © yurek55
Oczywiście nie mam nic przeciwko Bazylice i gdybym miał więcej czasu i bardziej odpowiedni strój, chętnie spędziłbym tam więcej czasu. Ale w rowerowych obciskach nie czułem się najlepiej w tym miejscu. Szczególnie dzisiaj.
Trzeba było więc pomyśleć o powrocie, bo czas uciekał, a ja do domu miałem kawał drogi. Sądziłem w swej naiwności, że utrzymam tempo jazdy i wystarczy mi dwie godziny, ale jak znalazłem się na DK 92 zaczęły się poważne problemy. A właściwie jeden problem: wschodni wiatr wiejący z siłą ponad 50km/h. Kosztem naprawdę dużego wysiłku udawało mi się osiągać zaledwie 15km/h i po kilkunastu minutach jazdy miałem właściwie dosyć. Traciłem siły w zastraszającym tempie, bolały mnie ręce, tyłek, a huk wiatru w uszach doprowadzał do szału. Myślałem, że jak ucieknę z tej pieprzonej krajówki, to coś mi się poprawi, może las jakiś, albo co. Nic z tego. Robiłem coraz częściej krótkie przystanki, piłem wodę, robiłem zdjęcia, wszystko - aby nie jechać. Ale ta metoda miała jedną zasadniczą wadę, nadal byłem daleko od domu i nadal nie miałem siły jechać pod wiatr. A tu jeszcze w pewnym momencie minęła mnie para, chłopach z dziewczyną na szosówkach, chłopak machnął mi ręką i pojechali tak, jak ja z wiatrem jadę! Nie miałem najmniejszych szans usiąść im na kole, nawet nie próbowałem. W końcu po ponad trzech godzinach tej męczarni dojechałem do domu, dwie i pół godziny po założonym czasie. To efekt oczywistego braku doświadczenia i przeszacowania własnych możliwości.
A te flagi łopotały tak, że mało się nie urwały. Stąd jeszcze 15 minut do domu.

Wiatr od wschodu © yurek55

Pójdźcie do mnie wszyscy którzy pracujecie © yurek55

Kapliczka współczesna gdzieś koło Leszna © yurek55

Gmina zaliczona © yurek55 (druga to Teresin)

Bazylika w Niepokalanowie © yurek55
Oczywiście nie mam nic przeciwko Bazylice i gdybym miał więcej czasu i bardziej odpowiedni strój, chętnie spędziłbym tam więcej czasu. Ale w rowerowych obciskach nie czułem się najlepiej w tym miejscu. Szczególnie dzisiaj.
Trzeba było więc pomyśleć o powrocie, bo czas uciekał, a ja do domu miałem kawał drogi. Sądziłem w swej naiwności, że utrzymam tempo jazdy i wystarczy mi dwie godziny, ale jak znalazłem się na DK 92 zaczęły się poważne problemy. A właściwie jeden problem: wschodni wiatr wiejący z siłą ponad 50km/h. Kosztem naprawdę dużego wysiłku udawało mi się osiągać zaledwie 15km/h i po kilkunastu minutach jazdy miałem właściwie dosyć. Traciłem siły w zastraszającym tempie, bolały mnie ręce, tyłek, a huk wiatru w uszach doprowadzał do szału. Myślałem, że jak ucieknę z tej pieprzonej krajówki, to coś mi się poprawi, może las jakiś, albo co. Nic z tego. Robiłem coraz częściej krótkie przystanki, piłem wodę, robiłem zdjęcia, wszystko - aby nie jechać. Ale ta metoda miała jedną zasadniczą wadę, nadal byłem daleko od domu i nadal nie miałem siły jechać pod wiatr. A tu jeszcze w pewnym momencie minęła mnie para, chłopach z dziewczyną na szosówkach, chłopak machnął mi ręką i pojechali tak, jak ja z wiatrem jadę! Nie miałem najmniejszych szans usiąść im na kole, nawet nie próbowałem. W końcu po ponad trzech godzinach tej męczarni dojechałem do domu, dwie i pół godziny po założonym czasie. To efekt oczywistego braku doświadczenia i przeszacowania własnych możliwości.
A te flagi łopotały tak, że mało się nie urwały. Stąd jeszcze 15 minut do domu.

Wiatr od wschodu © yurek55

Pójdźcie do mnie wszyscy którzy pracujecie © yurek55

Kapliczka współczesna gdzieś koło Leszna © yurek55
- DST 100.25km
- Czas 05:14
- VAVG 19.16km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
*Mińsk, pomniki i krzyże.*
Wyjazd z Warszawy w kierunku wschodnim krajową "dwójką", kojarzył mi się zawsze z koszmarem rowerzysty. Dlatego unikałem jak mogłem jeżdżenia w tamtą stronę, ale w sklepie rowerowym w Mińsku Mazowieckim był duży wybór różnych toreb rowerowych i chciałem spokojnie je pooglądać, poprzymierzać i kupić. Stara torba podsiodłowa nie pasuje, a wozić wszystko w plecaku, to już za ciężko i plecy bolą.
Moja obawa co do jazdy w sznurze TIR-ów na rejestracji zza wschodniej granicy okazała się nieuzasadniona. Jak się okazało i co widać na zdjęciu poniżej, do samego miasta dojechałem drogą pieszo-rowerową. Wprawdzie co kilka kilometrów trzeba było zwalniać na "szykanach", ale i tak byłem z tej drogi bardzo zadowolony.

Szykana rowerowa na drodze do Mińska © yurek55
W Dębem tablica przed kościołem upamiętniająca epizod Powstania Listopadowego:
PAMIĘCI PODPUŁKOWNIKA FRANCISZKA SZNAJDEGO I JEGO KARABINIERÓW KONNYCH - ŻANDARMÓW BOHATERÓW ZWYCIĘSKIEJ SZARŻY POD DĘBEM WIELKIEM 31 MARCA 1831 ROKU W XV ROCZNICĘ ODRODZENIA ŻANDARMERII WOJSKOWEJ 18 CZERWCA 2005 ROK

Była rocznica szarży - są kwiaty © yurek55

Dębe Wielkie - kościół © yurek55
W Warszawie nie ma odpowiedniego miejsca dla stosownego upamiętnienia tej tragedii, w Mińsku się znalazło

Mińsk upamiętnił katastrofę smoleńską © yurek55

Prezydent Kaczorowski - Honorowy Obywatel Miasta © yurek55

Pomnik na centralnym placu miasta © yurek55

Bóg Honor Ojczyzna © yurek55
W mieście przez niemal pół wieku stacjonowało wojskowe lotnictwo, nie mogło zabraknąć pomnika

1 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego "Warszawa". Para dyżurnych Mig-ów 21?:) © yurek55
A tu krzyż postawiony 4 kwietnia 1912 roku, czyli niemal dokładnie 102 lata temu. Muszę przyznać, że ta inwokacja mocno mnie zaskoczyła. Czyżby ówcześni mieszkańcy prowadzili aż tak rozwiązły i hulaszczy tryb życia?

Inwokacja - modlitwa © yurek55

Krzyż 4 kwietnia 1912 © yurek55
Nazwa nieodległej wsi jakby potwierdzała...?

Nazwa staropolska © yurek55
Wracałem z Mińska drogą zasugerowaną przez sprzedawcę ze sklepu rowerowego i oczywiście musiałem się gdzieś pomylić. Orientację odzyskałem we wsi Górki, bo mają tam działkę znajomi, a ja do niej wjechałem przez pola i lasy, od zupełnie nieznanej strony. Musiałem przez to wrócić na krajową "2", ale tym razem na krótko, bo uciekłem w lewo na Wiązownę, a potem przez Józefów wróciłem do Warszawy.

Krzyż 1859r - Wiązowna © yurek55
Zarówno z dzisiejszej jazdy, kilometrów i zakupów jestem bardzo zadowolony. Kupiłem torbę pod ramę Kellys Zoffy o pojemności 0.9 l i jest w sam raz, mieści to co potrzeba. Do tego łańcuch CLARKS ze spinką, który od razu po powrocie wymieniłem. Tylko że on ma 116 ogniw, co przeczytałem na pudełku niestety dopiero teraz i nie wiem jak będzie pracował. Przekonam się jutro, a jakby co, to rozkuwacz już mam. Co do jazdy, to deszcz mnie łapał dwa razy i ten pierwszy to nawet dość solidnie mnie zmoczył. Jednak nogi pozostały suche w butach, rękawy od kurtki nie przemiękły, temperatura ok.10°C, więc aż tak dramatycznie jak w lutym nie było. Końcówka przejechanych kilometry najbardziej dała się odczuć w siedzeniu i w nogach, ale taki jest urok dystansów >100 i trzeba się z tym godzić, jak się chce jeździć.
Zaliczone gminy: Dębe Wielkie, Mińsk wiejski, Mińsk miasto.

Szykana rowerowa na drodze do Mińska © yurek55
W Dębem tablica przed kościołem upamiętniająca epizod Powstania Listopadowego:
PAMIĘCI PODPUŁKOWNIKA FRANCISZKA SZNAJDEGO I JEGO KARABINIERÓW KONNYCH - ŻANDARMÓW BOHATERÓW ZWYCIĘSKIEJ SZARŻY POD DĘBEM WIELKIEM 31 MARCA 1831 ROKU W XV ROCZNICĘ ODRODZENIA ŻANDARMERII WOJSKOWEJ 18 CZERWCA 2005 ROK

Była rocznica szarży - są kwiaty © yurek55

Dębe Wielkie - kościół © yurek55
W Warszawie nie ma odpowiedniego miejsca dla stosownego upamiętnienia tej tragedii, w Mińsku się znalazło

Mińsk upamiętnił katastrofę smoleńską © yurek55

Prezydent Kaczorowski - Honorowy Obywatel Miasta © yurek55

Pomnik na centralnym placu miasta © yurek55

Bóg Honor Ojczyzna © yurek55
W mieście przez niemal pół wieku stacjonowało wojskowe lotnictwo, nie mogło zabraknąć pomnika

1 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego "Warszawa". Para dyżurnych Mig-ów 21?:) © yurek55
A tu krzyż postawiony 4 kwietnia 1912 roku, czyli niemal dokładnie 102 lata temu. Muszę przyznać, że ta inwokacja mocno mnie zaskoczyła. Czyżby ówcześni mieszkańcy prowadzili aż tak rozwiązły i hulaszczy tryb życia?

Inwokacja - modlitwa © yurek55

Krzyż 4 kwietnia 1912 © yurek55
Nazwa nieodległej wsi jakby potwierdzała...?

Nazwa staropolska © yurek55
Wracałem z Mińska drogą zasugerowaną przez sprzedawcę ze sklepu rowerowego i oczywiście musiałem się gdzieś pomylić. Orientację odzyskałem we wsi Górki, bo mają tam działkę znajomi, a ja do niej wjechałem przez pola i lasy, od zupełnie nieznanej strony. Musiałem przez to wrócić na krajową "2", ale tym razem na krótko, bo uciekłem w lewo na Wiązownę, a potem przez Józefów wróciłem do Warszawy.

Krzyż 1859r - Wiązowna © yurek55
Zarówno z dzisiejszej jazdy, kilometrów i zakupów jestem bardzo zadowolony. Kupiłem torbę pod ramę Kellys Zoffy o pojemności 0.9 l i jest w sam raz, mieści to co potrzeba. Do tego łańcuch CLARKS ze spinką, który od razu po powrocie wymieniłem. Tylko że on ma 116 ogniw, co przeczytałem na pudełku niestety dopiero teraz i nie wiem jak będzie pracował. Przekonam się jutro, a jakby co, to rozkuwacz już mam. Co do jazdy, to deszcz mnie łapał dwa razy i ten pierwszy to nawet dość solidnie mnie zmoczył. Jednak nogi pozostały suche w butach, rękawy od kurtki nie przemiękły, temperatura ok.10°C, więc aż tak dramatycznie jak w lutym nie było. Końcówka przejechanych kilometry najbardziej dała się odczuć w siedzeniu i w nogach, ale taki jest urok dystansów >100 i trzeba się z tym godzić, jak się chce jeździć.
Zaliczone gminy: Dębe Wielkie, Mińsk wiejski, Mińsk miasto.
- DST 114.90km
- Teren 11.00km
- Czas 05:22
- VAVG 21.41km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 14 marca 2014
Kategoria > 100
Trzecia setka w tym roku
Ponieważ wczoraj nie pojeździłem zbytnio a od jutra ma się zepsuć pogoda, postanowiłem dziś jakąś dłuższą trasę przejechać. Rozważałem trasę na Leszno i Sochaczew do Wiskitek i z powrotem przez Żyrardów, wtedy wpadło by mi ze dwie-trzy gminy, albo drugi wariant: Legionowo - Serock - Wyszków - Radzymin i też zaliczenie nowych gmin. Wybrałem wariant drugi, bo dawał większe możliwości modyfikacji, w zależności od tego, jak bym się czasowo wyrabiał. Dość szybko, bo jeszcze przed Legionowem, mój plan jechanie dużej pętli musiał zostać zarzucony. Przed obwodnicą skręciłem w ulicę Dębową myśląc, że doprowadzi mnie do Legionowa. Niestety po kilkuset metrach zobaczyłem znak "Uwaga" z tabliczką - "Koniec utwardzonej nawierzchni". Ponieważ mam opony Land Cruiser nie powstrzymało mnie to od jazdy drogami leśnymi, w kierunku który uznałem za właściwy. A tu niespodzianka, droga przez las zakończyła swój bieg przy stacji kolejowej Warszawa Choszczówka! Przeprawiłem się więc przez peron na drugą stronę torów, z nadzieją na odnalezienie właściwego kierunku i asfaltowej drogi. Kierunek z grubsza wybrałem dobry, ale droga nadal prowadziła przez las, w tym fragmentami po betonowych płytach. W końcu dojechałem jednak do szosy i do Legionowa. Niestety droga przez las zajęła mi zbyt wiele czasu i przy Zalewie Zegrzyńskim skręciłem w stronę Nieporętu.Tam mogłem wybrać, czy jechać prosto i dojechać przez Rembertów, czy w prawo, by dojechać przez Żerań, czy w końcu, w lewo wzdłuż zalewu dojechać do Radzymina i stamtąd skierować się do Warszawy. Rzut oka na licznik i na zegarek, czasu dosyć, kilometrów mało, więc decyzja mogła być tylko jedna. Potem jeszcze raz wydłużyłem drogę powrotną, rezygnując z dalszej jazdy bardzo ruchliwą "ósemką" i w Strudze skierowałem się na Rembertów. Na odcinku pomiędzy Zielonką a Ząbkami są bardzo poważne roboty drogowe i dzięki temu wyprzedziłem z półtorej setki stojących w korku samochodów. To zawsze poprawia mi nastrój. Już w samej Warszawie, tak wybierałem drogę do domu, by jednak tę stówę przekroczyć, co mi się w rezultacie udało.

Tarchomin © yurek55

Bulwar budujemy we trzech © yurek55

Betonka w lesie © yurek55

Zalew Zegrzyński © yurek55

Jeszcze pod lodem © yurek55

Pogłębiarka przy pracy © yurek55

Żółty spychacz przy trasie Mostu Siekierkowskiego © yurek55

Tarchomin © yurek55

Bulwar budujemy we trzech © yurek55

Betonka w lesie © yurek55

Zalew Zegrzyński © yurek55

Jeszcze pod lodem © yurek55

Pogłębiarka przy pracy © yurek55

Żółty spychacz przy trasie Mostu Siekierkowskiego © yurek55
- DST 101.40km
- Teren 8.00km
- Czas 05:04
- VAVG 20.01km/h
- Temperatura 17.9°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 12 lutego 2014
Kategoria > 100, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Druga stówa! "...i trudno było jak cholera, lecz nie padłem..."
Wprawdzie Alosza Awdiejew w całkiem innym kontekście użył tytułowej frazy, ale ona (pomijając kontekst) pasuje jak ulał do opisu mojej dzisiejszej wycieczki. Wystarczy, że napiszę, że moja kurtka to jest cienka wiatrówka, a nie przeciwdeszczowa, miałem pod nią tylko koszulkę i w tym stroju W DESZCZU, jechałem do Góry Kalwarii drogą krajową nr 50. Następnie, na portierni Domu Pomocy Społecznej (dziękuję Panu Ochroniarzowi) założyłem podkoszulkę z plecaka, ogrzałem się chwilę przy kaloryferze i znów w deszczu dotarłem do Piaseczna. Jak dotarłem do córki, suche miałem tylko majtki na tyłku. Tam na szczęście mogłem odpocząć, ogrzać się, wysuszyć, coś zjeść i przebrać w suche i ciepłe rzeczy i podładowałem telefon, bo padł. Miałem nawet propozycję, żeby wziąć samochód, rower zapakować do bagażnika i komfortowo pojechać do domu. Ale nie skorzystałem.

Wisła w porannej mgiełce © yurek55

Rzeka Świder © yurek55

Świdermajer od frontu © yurek55

...i od kuchni © yurek55

Magistrat Miasta Otwocka© yurek55 nie - Urząd Miasta

Upamiętnienie dywersji na torach © yurek55
"Żołnierzom ruchu oporu którzy w latach okupacji hitlerowskiej w Polsce w walce o polsdkie szyny na trasie OItwock-Pogorzel-Pilawa niszczyli transporty z wojskiem i sprzętem wroga, Społeczeństwo pow. otwockiego.
Pamięci żołnierzy Armii Krajowej uczestniczących w akcjach dywersyjnych na niemieckie transporty wojskowe na linii kolejowej Otwock - Celestynów"
Pod spodem wykaz akcji Kedywu, daty i pod czyim dowództwem.

Pamięci zabitych przez Niemców mieszkańców Celestynowa © yurek55
W 1946 roku gdy postawiono ten pomnik, to Niemcy zabijali Polaków - nie naziści, nie faszyści, nie hitlerowcy. Po prostu Niemcy.

Fantazja nazewnictwa nie zna granic © yurek55
To ostatnie zdjęcie, deszczyk dopiero zaczynał kropić, potem już była tylko walka o przetrwanie.
Dodałem gminę Celestynów

Wisła w porannej mgiełce © yurek55

Rzeka Świder © yurek55

Świdermajer od frontu © yurek55

...i od kuchni © yurek55

Magistrat Miasta Otwocka© yurek55 nie - Urząd Miasta

Upamiętnienie dywersji na torach © yurek55
"Żołnierzom ruchu oporu którzy w latach okupacji hitlerowskiej w Polsce w walce o polsdkie szyny na trasie OItwock-Pogorzel-Pilawa niszczyli transporty z wojskiem i sprzętem wroga, Społeczeństwo pow. otwockiego.
Pamięci żołnierzy Armii Krajowej uczestniczących w akcjach dywersyjnych na niemieckie transporty wojskowe na linii kolejowej Otwock - Celestynów"
Pod spodem wykaz akcji Kedywu, daty i pod czyim dowództwem.

Pamięci zabitych przez Niemców mieszkańców Celestynowa © yurek55
W 1946 roku gdy postawiono ten pomnik, to Niemcy zabijali Polaków - nie naziści, nie faszyści, nie hitlerowcy. Po prostu Niemcy.

Fantazja nazewnictwa nie zna granic © yurek55
To ostatnie zdjęcie, deszczyk dopiero zaczynał kropić, potem już była tylko walka o przetrwanie.
Dodałem gminę Celestynów
- DST 118.00km
- Czas 06:25
- VAVG 18.39km/h
- Temperatura 3.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsza setka AD 2014!
Dzisiejszą trasę zaplanowałem wczoraj, jak dowiedziałem się, że mam kurs kurierski na Krasnobrodzką na Bródnie. Czyli wiedziałem już gdzie powinna kończyć się pętla, a że chciałem sprawdzić działanie licznika, trasa powinna być też w miarę długa. Wymyśliłem taki wariant: Ochota - Łomianki - Czosnów - Nowy Dwór - Nieporęt - Bródno - Ochota i zrealizowałem go z naddatkiem. Jadąc do Nieporętu drogą wojewódzką 631 uznałem, że skoro tak dobrze mi idzie, można odbić w lewo na Dębe, potem Zegrze i z tego kierunku dotrzeć do ronda, a nie od Wieliszewa. Dzięki temu miałem gwarancję, że przekroczę setkę, bo z mapy mi wczoraj wynikało, że może trochę zabraknąć. A dokręcać pod domem nie lubię. Drugiej rzeczy, której nie lubię, to deszcz podczas jazdy. Dziś niestety pani aura nie była dla mnie łaskawa, kropić zaczęło już w Kiełpinie i kropiło do Czosnowa. To tylko niecałe pół godzinki, więc ani trochę mnie to nie zmartwiło, bo nawet zmoknąć nie zdążyłem. Drugi raz deszczyk próbował mnie postraszyć gdzieś w okolicach Dębego i kropił do Zegrza. Też nie zdążył mnie przemoczyć. Udało mu się to dopiero za trzecim razem, już w Warszawie i to tak skutecznie, że w butach chlupała mi woda. Ponieważ w styczniu jest ona zimna, bo i temperatura powietrza nie jest za wysoka, był to dość dotkliwie odczuwany dyskomfort. Dobrze, że zdarzyło się to już pod koniec wycieczki, bo jazda w mokrych skarpetach i butach trwała najwyżej godzinę.
Trasa dzisiejsza jest bardzo, ale to bardzo niekompletna. Widać tylko początek i koniec. Robiłem pauzy podczas postojów i widocznie nieuważnie, bez sprawdzenia czy zadziałało, włączałem ponownie. Ale teraz jak mam licznik, nie jest to tak istotne, a udowadniać przejechanego dystansu nikomu nie muszę.

Jezu błogosław naszej pracy © yurek55

Hotel u Witaszka w Czosnowie © yurek55
Perła architektury, to to nie jest...

Hotel od zaplecza © yurek55

Wystawa w hotelu u Witaszka © yurek55 - kołowrotek, chomąto, sierp, lampa naftowa, drewniane koło od wozu...
A tu już sesja mostowa.

Most im. Marszałka Piłsudskiego © yurek55

Most na Wiśle Nowy Dwór © yurek55

Lata budowy 1926 - 1931 © yurek55

Tabliczka kilometrowa 549 © yurek55

Zakola rzeczne © yurek55

Mało wody w Wisle © yurek55

Utopione słońce w Nowym Dworze © yurek55

Budynek typu "plomba" na rynku w Nowym Dworze © yurek55 :)

Ulica Zakroczymska © yurek55

Kościów Św. Michała Archanioła © yurek55

Dobra godzina jest 2 razy na dobę © yurek55

Elektrownia wodna w Dębem © yurek55

Generatory prądotwórcze © yurek55

Rzeka Narew © yurek55

Droga do Zegrza © yurek55

Nowy licznik w akcji © yurek55

Most na Narwi w Zegrzu © yurek55

Podpory mostu na narwi wysadzonego w 1915 przez Rosjan - Zegrze © yurek55
Sesja na pomoście w Nieporęcie - odpoczynek, posiłek 2 banany

Ptactwo wodne na zalewie © yurek55

Czekanie na posiłek © yurek55

Zalew Zegrzyński Nieporęt © yurek55

Młode łabędzie © yurek55


Autor bloga © yurek55

...na pomoście © yurek55

...w Nieporęcie © yurek55 Uprzedzając pytania, na nodze mam opaskę odblaskową

Tu mieszka sołtys © yurek55, to chyba najskromniejszy dom w sołectwie Nieporęt, a jednak mieszkańcy darzą zaufaniem.

Wisła w Warszawie © yurek55

Na Moście Gdańskim 107,8km © yurek55
Dwóch potrzebnych funkcji brakuje temu liczniku: pokazywania Vmax i Vśr. O ile średnią obliczy mi po powrocie bikestats, to maksymalną prędkość muszę sam zobaczyć. A jak walczę o życie na zjazdach, nie mam czasu na obserwację licznika, więc tego parametru nie będę wstawiał.

Było naprawdę mokro, całość od razu wylądowała w pralce
Trasa dzisiejsza jest bardzo, ale to bardzo niekompletna. Widać tylko początek i koniec. Robiłem pauzy podczas postojów i widocznie nieuważnie, bez sprawdzenia czy zadziałało, włączałem ponownie. Ale teraz jak mam licznik, nie jest to tak istotne, a udowadniać przejechanego dystansu nikomu nie muszę.

Jezu błogosław naszej pracy © yurek55

Hotel u Witaszka w Czosnowie © yurek55
Perła architektury, to to nie jest...

Hotel od zaplecza © yurek55

Wystawa w hotelu u Witaszka © yurek55 - kołowrotek, chomąto, sierp, lampa naftowa, drewniane koło od wozu...
A tu już sesja mostowa.

Most im. Marszałka Piłsudskiego © yurek55

Most na Wiśle Nowy Dwór © yurek55

Lata budowy 1926 - 1931 © yurek55

Tabliczka kilometrowa 549 © yurek55

Zakola rzeczne © yurek55

Mało wody w Wisle © yurek55

Utopione słońce w Nowym Dworze © yurek55

Budynek typu "plomba" na rynku w Nowym Dworze © yurek55 :)

Ulica Zakroczymska © yurek55

Kościów Św. Michała Archanioła © yurek55

Dobra godzina jest 2 razy na dobę © yurek55

Elektrownia wodna w Dębem © yurek55

Generatory prądotwórcze © yurek55

Rzeka Narew © yurek55

Droga do Zegrza © yurek55

Nowy licznik w akcji © yurek55

Most na Narwi w Zegrzu © yurek55

Podpory mostu na narwi wysadzonego w 1915 przez Rosjan - Zegrze © yurek55
Sesja na pomoście w Nieporęcie - odpoczynek, posiłek 2 banany

Ptactwo wodne na zalewie © yurek55

Czekanie na posiłek © yurek55

Zalew Zegrzyński Nieporęt © yurek55

Młode łabędzie © yurek55


Autor bloga © yurek55

...na pomoście © yurek55

...w Nieporęcie © yurek55 Uprzedzając pytania, na nodze mam opaskę odblaskową

Tu mieszka sołtys © yurek55, to chyba najskromniejszy dom w sołectwie Nieporęt, a jednak mieszkańcy darzą zaufaniem.

Wisła w Warszawie © yurek55

Na Moście Gdańskim 107,8km © yurek55
Dwóch potrzebnych funkcji brakuje temu liczniku: pokazywania Vmax i Vśr. O ile średnią obliczy mi po powrocie bikestats, to maksymalną prędkość muszę sam zobaczyć. A jak walczę o życie na zjazdach, nie mam czasu na obserwację licznika, więc tego parametru nie będę wstawiał.

Było naprawdę mokro, całość od razu wylądowała w pralce
- DST 115.00km
- Czas 05:47
- VAVG 19.88km/h
- Temperatura 5.4°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 16 grudnia 2013
Kategoria > 100
W mieście pana Filipa de Girard i towarzysza Leszka Millera
Dzień krótki, a droga daleka, bo aż do Żyrardowa wypadło mi dziś jechać. Nie żebym musiał, na ochotnika się zgłosiłem, bo to i dystans większy i wyzwanie. Ruszyłem z samego rana Alejami Jerozolimskimi i bez żadnych kombinacji, drogą 719 dotarłem do celu podróży. Nie zwiedzałem zabytkowych miejsc, dziewiętnastowieczne fabryki też muszą poczekać na dłuższe dni, bo ani ja, ani mój rower, nie jesteśmy przygotowani do jazdy w ciemności. Wracałem drogą przez Radziejowice, a potem "ósemką" do Janek i do domu. Bateria padła po niespełna pięciu godzinach rejestracji trasy, a ja musiałem zadzwonić. Dlatego wróciłem do domu mając 98 kilometrów na liczniku, podłączyłem telefon do ładowarki, wykonałem połączenie i pojechałem jeszcze do pawilonów na Jana Pawła. Tym sposobem zrobiłem swoją ósmą i ostatnią setkę w tym roku.
A swoją drogą, "pisia" kojarzy się zupełnie z czym innym, niż rzeka.


Skusiła mnie ta droga, ale niestety znak D-4a mówił prawdę; była naprawdę ślepa, nawet dla roweru.

A to już druga część wycieczki:

Zapis trasy niedokończony, bateria padła.
A swoją drogą, "pisia" kojarzy się zupełnie z czym innym, niż rzeka.

Pisia w Żyrardowie© yurek55

Czerwony jak cegła© yurek55

Cegła żyrardowska© yurek55

Obok ktajowej "ósemki"© yurek55
A to już druga część wycieczki:

W środku Warszawy© yurek55
Zapis trasy niedokończony, bateria padła.
- DST 107.00km
- Czas 05:43
- VAVG 18.72km/h
- Temperatura 5.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 28 października 2013
Kategoria > 100
Druga setka październikowa
Kolega Krzysiek zaproponował na dziś trasę do Góry Kalwarii i Grójca z przystankiem w Woli Chynowskiej, gdzie miał coś tam do załatwienia. Zgodziłem się bez problemu, bo w sumie co za różnica gdzie się jedzie, ważne by jechać, prawda?

Kapliczka w Woli Załęskiej, przed najtrudniejszym podjazdem na dzisiejszej trasie.




To miejsce ważne, dlatego je tu umieściłem.
Rejestrowanie trasy nie włączyło się od początku, choć wydawało mi się, że włączyłem, stąd ślad dopiero od Góry Kalwarii. Trochę tam źle pojechaliśmy i musieliśmy się wracać, dlatego wyjąłem telefon, żeby sprawdzić gdzie jesteśmy. Wtedy zauważyłem, że trasa się nie rejestruje. A do drogi na Grójec pojechaliśmy tym samym skrótem obok cmentarza, którym pojechałem w ubiegłą środę. Na "50" jak zwykle dużo szybkich ciężarówek, czyli to, co rowerzyści lubią najbardziej, dobrze, że zjechaliśmy w Chynowie na starą drogę nr. 50, było parę kilometrów spokoju. A w Grójcu nie było innego wyjścia, jak pojechać kilkaset metrów, do pierwszego skrzyżowania, na potrójnym zakazie. Na szczęście policji nie było, więc nam się upiekło. No i na ostatnim odcinku wiatr wreszcie nam sprzyjał, a wiało dziś mocno, nawet bardzo, więc z dużą ulgą przyjęliśmy tę miłą odmianę.

Kłódki miłości na mostku w Wilanowie© yurek55
Kapliczka w Woli Załęskiej, przed najtrudniejszym podjazdem na dzisiejszej trasie.

Boże błogosław nam Święta Mario módl sie za nami 1927 r,© yurek55

Parafia Św. Trójcy w Chynowie© yurek55

Najstarszy modrzewiowy kościół na Mazowszu w Woli Chynowskiej© yurek55

Komis w Żyrowie k/Słomczyna© yurek55
To miejsce ważne, dlatego je tu umieściłem.
Rejestrowanie trasy nie włączyło się od początku, choć wydawało mi się, że włączyłem, stąd ślad dopiero od Góry Kalwarii. Trochę tam źle pojechaliśmy i musieliśmy się wracać, dlatego wyjąłem telefon, żeby sprawdzić gdzie jesteśmy. Wtedy zauważyłem, że trasa się nie rejestruje. A do drogi na Grójec pojechaliśmy tym samym skrótem obok cmentarza, którym pojechałem w ubiegłą środę. Na "50" jak zwykle dużo szybkich ciężarówek, czyli to, co rowerzyści lubią najbardziej, dobrze, że zjechaliśmy w Chynowie na starą drogę nr. 50, było parę kilometrów spokoju. A w Grójcu nie było innego wyjścia, jak pojechać kilkaset metrów, do pierwszego skrzyżowania, na potrójnym zakazie. Na szczęście policji nie było, więc nam się upiekło. No i na ostatnim odcinku wiatr wreszcie nam sprzyjał, a wiało dziś mocno, nawet bardzo, więc z dużą ulgą przyjęliśmy tę miłą odmianę.
- DST 114.00km
- Czas 05:38
- VAVG 20.24km/h
- Temperatura 18.2°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze























