Środa, 2 lipca 2014
Kategoria 50-100, nad morzem 2, przed śniadaniem
Dzień drugi: Z problemami
Dzień zaczął się niezbyt fortunnie, ledwo wstałem i się ubrałem do jazdy, gdy już usłyszałem za oknem niepokojący szum. Rzut oka za okno upewnił mnie, że to sprawka rzęsistego i gwałtownego deszczu. Nie pozostawało nic innego jak wrócić do łóżka i próbować spać, albo czytać - ja wybrałem to drugie, mając nadzieję, że ta poranna ulewa szybko się skończy. Tak tez się stało i kilka minut po siódmej mogłem spokojnie wyruszyć na kolejną nadmorską wycieczkę. Ledwo pokonałem pierwsze sto metrów i już musiałem zawrócić, tym razem przyczyną było zostawienie na wieszaku kurtki przeciwdeszczowej. Przy tak kapryśnej pogodzie nie chciałem ryzykować jazdy bez niej. Znowu więc musiałem powtórzyć procedurę otwierania i zamykania furki i domu, co wbrew pozorom nie jest sprawą prostą i łatwą, szczególnie gdy wszyscy śpią i chce się zachować ciszę. Po przejechaniu pierwszego kilometra usłyszałem charakterystyczny dźwięk telefonu sygnalizujący wyczerpanie baterii. Wprawdzie kabel od ładowarki tkwił całą noc w gniazdku telefonu, ale z drugiej strony w "złodziejce" coś nie kontaktowało i się nie ładował. Wyłączyłem rejestracje trasy i odbiornik gps by oszczędzić baterie i móc w razie czego choć jeden telefon wykonać i pojechałem dalej, zastanawiając się, co jeszcze może "wyskoczyć". Ale to już był koniec porannych niespodzianek.
Dziś zrobiłem identyczny przejazd jak wczoraj, tylko w odwrotną stronę i bez kręcenia się po Władysławowie. Jadąc wzdłuż ciągu nadmorskiego, pomimo wczesnej dosyć pory, widziałem wielu wczasowiczów idących z parawanami i innym sprzętem plażowym zażywać kąpieli słonecznych. Normalni ludzie na wczasach to śpią o tej porze (albo na rowerze jeżdżą, albo biegają), a nie na plażę się spieszą, prawda? :) Po dojechaniu do Karwi kupiłem pieczywo i jakieś słodkości, w firmowym sklepie miejscowego potentata piekarsko - cukierniczego "Konkol" i szosą, nie lasem, dojechałem do siebie. Szosą jest trochę dalej, a chciałem przekroczyć 50 km i się udało.
PS. Około 11 nadeszła burza z piorunami, ciekawe jak szybko zmykali plażowicze...

Kościół Najświętszej Marii Panny Królowej Polskiego Morza - Sanktuarium w Swarzewie © yurek55

Kamień węgielny położono 15.09.1877 r., a poświęcenie 4.01.1880 © yurek55

Historia wioski Karwieńskie Błoto Drugie © yurek55
Dziś zrobiłem identyczny przejazd jak wczoraj, tylko w odwrotną stronę i bez kręcenia się po Władysławowie. Jadąc wzdłuż ciągu nadmorskiego, pomimo wczesnej dosyć pory, widziałem wielu wczasowiczów idących z parawanami i innym sprzętem plażowym zażywać kąpieli słonecznych. Normalni ludzie na wczasach to śpią o tej porze (albo na rowerze jeżdżą, albo biegają), a nie na plażę się spieszą, prawda? :) Po dojechaniu do Karwi kupiłem pieczywo i jakieś słodkości, w firmowym sklepie miejscowego potentata piekarsko - cukierniczego "Konkol" i szosą, nie lasem, dojechałem do siebie. Szosą jest trochę dalej, a chciałem przekroczyć 50 km i się udało.
PS. Około 11 nadeszła burza z piorunami, ciekawe jak szybko zmykali plażowicze...

Kościół Najświętszej Marii Panny Królowej Polskiego Morza - Sanktuarium w Swarzewie © yurek55

Kamień węgielny położono 15.09.1877 r., a poświęcenie 4.01.1880 © yurek55

Historia wioski Karwieńskie Błoto Drugie © yurek55
- DST 52.70km
- Czas 02:27
- VAVG 21.51km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 1 lipca 2014
Kategoria nad morzem 2
Dzień pierwszy: Władysławowo
Pierwszą nadmorską wycieczkę potraktowałem turystycznie i rozpoznawczo, pojechałem sprawdzić, co nowego na starych śmieciach. Jestem w tym samym miejscu co rok temu i tak samo jak w zeszłym roku, będę rano jeździł po pieczywo do sklepu. Siłą rzeczy trasy też będą się pokrywać, postaram sie jedynie, aby zdjęcia się nie pokrywały.
Plan na dzień dzisiejszy to jazda do Władysławowa, a potem powrót drogą rowerową, wzdłuż przedwojennej linii kolejowej Swarzewo - Krokowa. Poranek był dość chłodny (12°C) i pochmurny więc zabrałem do plecaka kurtkę, założyłem koszulkę z długim rękawem i - jak widać z endo, za dwadzieścia siódma ruszyłem w trasę. Droga w mojej wiosce jest pusta i gładka jak stół, więc początek podróży zawsze jest rewelacyjny, dopiero na dalszych odcinkach bywa różnie.

Wiejska droga w Karwieńskim Błocie Drugim © yurek55
Do Jastrzębiej Góry jest mocno pod górę i zawsze sapię jak parowóz zanim dotrę do promenady, tak było i tym razem. Jako tegoroczne nowum zaobserwowałem atrakcję turystyczna pod nazwą: "Dom do góry nogami", drugi taki sam był na terenie Ośrodka w Cetniewie. Po pierwsze - dom nie ma nóg, po drugie - tylko ten pierwszy w Szymbarku jest prawdziwy, reszta to podróbki. Natomiast najbardziej na północ wysunięty punkt Polski jest nadal w tym samym miejscu i zawsze jest autentyczny.

Gwiazda Północy w Jastrzębiej Górze © yurek55
Tak samo jak słynna przedwojenna droga z kostki bazaltowej sprowadzonej z Wołynia, która podlega konserwatorowi zabytków więc zostanie tam po wiek wieków. Ja przejechałem nią 4,5 km i wytrzęsło mną tak, że myślałem że rower się rozpadnie, a mnie powypadają wszystkie plomby.
We Władysławowie postanowiłem tym razem spędzić nieco więcej czasu. Najpierw pokręciłem się po dawnym Centralnym Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie (obecnie Centralny Ośrodek Sportu), wyjechałem drugą brama przy Alei Gwiazd Sportu, potem trochę przez miasto, trochę przez las dotarłem do portu i przez port wyjechałem prawie na Półwyspie Helskim.

Stadion lekkoatletyczny w COS Cetniewo © yurek55

Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie © yurek55

Pomnik Antoniego Abrahama 1869 - 1923 © yurek55

Aleja Gwiazd Sportu (nie dla rowerów) © yurek55

Korona Himalajów - pamięci tych, co zginęli w górach © yurek55

Port Władysławowo © yurek55
Potem jadąc bocznymi uliczkami wydostałem się na drogę do Pucka i trafiłem w strefę silnego bocznego wiatru, spychającego mnie na jezdnię. Z trudem udawało mi się utrzymać tor jazdy, ale na szczęście do Swarzewa nie było daleko i gdy wreszcie skręciłem na drogę rowerową, miałem wiatr centralnie od przodu i tak przez całe 20 kilometrów do końca.

Trzypiętrowa kapliczka we Władysławowie © yurek55

Pień drzewa jako tworzywo © yurek55

Marzenie rowerzystów © yurek55
Na tej drodze spotkałem grupę ok. 30 osób pozdrawiających mnie po niemiecku. Czy tylko im chce się jeździć na rowerach?
Trasa nie pokazana do końca bo w piekarni w Minkowcach kupując pieczywo włączyłem pauzę i zapomniałem o tym.
Plan na dzień dzisiejszy to jazda do Władysławowa, a potem powrót drogą rowerową, wzdłuż przedwojennej linii kolejowej Swarzewo - Krokowa. Poranek był dość chłodny (12°C) i pochmurny więc zabrałem do plecaka kurtkę, założyłem koszulkę z długim rękawem i - jak widać z endo, za dwadzieścia siódma ruszyłem w trasę. Droga w mojej wiosce jest pusta i gładka jak stół, więc początek podróży zawsze jest rewelacyjny, dopiero na dalszych odcinkach bywa różnie.

Wiejska droga w Karwieńskim Błocie Drugim © yurek55
Do Jastrzębiej Góry jest mocno pod górę i zawsze sapię jak parowóz zanim dotrę do promenady, tak było i tym razem. Jako tegoroczne nowum zaobserwowałem atrakcję turystyczna pod nazwą: "Dom do góry nogami", drugi taki sam był na terenie Ośrodka w Cetniewie. Po pierwsze - dom nie ma nóg, po drugie - tylko ten pierwszy w Szymbarku jest prawdziwy, reszta to podróbki. Natomiast najbardziej na północ wysunięty punkt Polski jest nadal w tym samym miejscu i zawsze jest autentyczny.

Gwiazda Północy w Jastrzębiej Górze © yurek55
Tak samo jak słynna przedwojenna droga z kostki bazaltowej sprowadzonej z Wołynia, która podlega konserwatorowi zabytków więc zostanie tam po wiek wieków. Ja przejechałem nią 4,5 km i wytrzęsło mną tak, że myślałem że rower się rozpadnie, a mnie powypadają wszystkie plomby.
We Władysławowie postanowiłem tym razem spędzić nieco więcej czasu. Najpierw pokręciłem się po dawnym Centralnym Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie (obecnie Centralny Ośrodek Sportu), wyjechałem drugą brama przy Alei Gwiazd Sportu, potem trochę przez miasto, trochę przez las dotarłem do portu i przez port wyjechałem prawie na Półwyspie Helskim.

Stadion lekkoatletyczny w COS Cetniewo © yurek55

Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie © yurek55

Pomnik Antoniego Abrahama 1869 - 1923 © yurek55

Aleja Gwiazd Sportu (nie dla rowerów) © yurek55

Korona Himalajów - pamięci tych, co zginęli w górach © yurek55

Port Władysławowo © yurek55
Potem jadąc bocznymi uliczkami wydostałem się na drogę do Pucka i trafiłem w strefę silnego bocznego wiatru, spychającego mnie na jezdnię. Z trudem udawało mi się utrzymać tor jazdy, ale na szczęście do Swarzewa nie było daleko i gdy wreszcie skręciłem na drogę rowerową, miałem wiatr centralnie od przodu i tak przez całe 20 kilometrów do końca.

Trzypiętrowa kapliczka we Władysławowie © yurek55

Pień drzewa jako tworzywo © yurek55

Marzenie rowerzystów © yurek55
Na tej drodze spotkałem grupę ok. 30 osób pozdrawiających mnie po niemiecku. Czy tylko im chce się jeździć na rowerach?
Trasa nie pokazana do końca bo w piekarni w Minkowcach kupując pieczywo włączyłem pauzę i zapomniałem o tym.
- DST 55.37km
- Teren 1.00km
- Czas 03:03
- VAVG 18.15km/h
- Temperatura 12.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 29 czerwca 2014
Kategoria <50, całe NIC, przed śniadaniem
Krótko, deszczowo i trochę burzowo
Wyjechałem dziś wyjątkowo późno i to okazało się moim wielkim szczęściem. Miałem zamiar pojechać skróconą wersję pętli Wieruchów- Babice - Izabelin, gdy niespodziewanie po wyjechaniu z tunelu na Dźwigowej poczułem pierwsze krople deszczu. Byłem na to zupełnie nieprzygotowany, bez kurtki i na dodatek ubrany całkiem po "letniemu" - krótki rękaw i krótkie spodenki. Natychmiast zweryfikowałem swoje plany i bez namysłu skręciłem w prawo w Połczyńską kierując się stronę domu. Deszczyk nie był początkowo zbyt dokuczliwy, a nawet po chwili przestał padać całkowicie i zaczynałem żałować - wydawało się pochopnej - decyzji o powrocie. Postanowiłem więc wydłużyć powrotną drogę jazdą przez miasto. W tym samym momencie deszcz przypomniał sobie, że jeszcze mnie przecież dokumentnie nie zmoczył i zaczął nadrabiać swoje niedopatrzenie. Zanim dojechałem do tunelu przy Dworcu Zachodnim swoje zadanie wykonał z całą skrupulatnością i dokładnością. Tam zatrzymałem się na chwilę obserwując czy nie ma zamiaru przestać, ale jako że do domu stamtąd mam pięć minut jazdy, nie czekałem długo. Nie zależało mi już zbytnio na komforcie jazdy, byłem wystarczająco mokry by dojechać w stanie niepogorszonym. Jeszcze tylko piorun huknął gdzieś nie całkiem daleko, ot - i tyle historii na dziś.

Rondo Zesłańców Syberyjskich w deszczu © yurek55

Chwila namysłu: jechać, czy czekać. Pojechałem! © yurek55

Rondo Zesłańców Syberyjskich w deszczu © yurek55

Chwila namysłu: jechać, czy czekać. Pojechałem! © yurek55
- DST 13.00km
- Czas 00:37
- VAVG 21.08km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 28 czerwca 2014
Kategoria <50, przed śniadaniem
Poranna jazda miejska
Dzisiejszą krótką wycieczkę po mieście zacząłem w Lidlu, bo dziś znowu w sprzedaży były artykuły rowerowe. Tym razem kupiłem koszulkę, no i wreszcie zdecydowałem się na kurtkę przeciwdeszczową - będę miał zamiast wiatrówki, w której dotąd jeździłem i mokłem. Ponieważ jechaliśmy na działkę nie miałem zbyt wiele czasu i pojechałem tylko na Starówkę, potem Traktem Królewskim na skwer przy Mysiej i przez Śródmieście do domu.

Wycieczka z Tajwanu zwiedza Stare Miasto © yurek55

Memoriał wolnego słowa na ulicy Mysiej © yurek55
Napis na tablicy: „Wyjątkowym szczęściem tych czasów jest to, że wolno myśleć swobodnie, a to co się myśli – wypowiadać” TACYT

Budynek nazywa się Liberty corner © yurek55

Wycieczka z Tajwanu zwiedza Stare Miasto © yurek55

Memoriał wolnego słowa na ulicy Mysiej © yurek55
Napis na tablicy: „Wyjątkowym szczęściem tych czasów jest to, że wolno myśleć swobodnie, a to co się myśli – wypowiadać” TACYT

Budynek nazywa się Liberty corner © yurek55
- DST 22.27km
- Czas 01:07
- VAVG 19.94km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 27 czerwca 2014
Po książkę na Centralny
W podziemiach Dworca Centralnego 15 minut szukałem Empiku prowadząc rower. Potem mała pętla po zatłoczonym piątkowymi wyjazdami mieście i do domu. Mało, ale tak wyszło jakoś.
- DST 24.20km
- Czas 01:14
- VAVG 19.62km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 26 czerwca 2014
Kategoria 50-100
Cztery szóstki
Zdjęcie zrobione pod klatką

Dzisiejszy dystans kilometrowy © yurek55
Przyjemnie się jechało, pogoda dobra do jazdy, trasa tez lepsza niż wczorajsza, bo pojechałem standardowymi drogami okołopuszczańskimi: Klaudyn, Izabelin, Truskaw, Borzęcin etc. Czasu nie wpisuję, bo zapomniałem na liczniku zobaczyć. Jutro uzupełnię.

Dzisiejszy dystans kilometrowy © yurek55
Przyjemnie się jechało, pogoda dobra do jazdy, trasa tez lepsza niż wczorajsza, bo pojechałem standardowymi drogami okołopuszczańskimi: Klaudyn, Izabelin, Truskaw, Borzęcin etc. Czasu nie wpisuję, bo zapomniałem na liczniku zobaczyć. Jutro uzupełnię.
- DST 66.66km
- Teren 3.00km
- Temperatura 19.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 czerwca 2014
Kategoria <50, ku pomocy, Piaseczno/Ursynów
Zagadka z Lesznowoli.
Czułem w nogach wczorajszy dystans i dlatego do Piaseczna pojechałem zwykłą, najkrótszą drogą. Pechowe skrzyżowanie na Puławskiej, gdzie w zeszłym tygodniu zostałem potrącony przez samochód, tym razem przejechałem korzystając z fragmentu drogi dla rowerów. Za mało czasu upłynęło i wspomnienie jest nadal żywe, wolałem nie ryzykować. Niestety na dalszym fragmencie ulicy Puławskiej i tak zawsze muszę podejmować ryzyko, bo od Auchan do Decathlonu jest zakaz jazdy rowerem i przez kilometr można mnie bezkarnie potrącić samochodem. I jeszcze mandat dostanę jak przeżyję.
Ale ponieważ i tym razem mi się udało, mogłem zabrać na spacer wnuczkę, żeby mogła się wyspać, a jej mama mogła coś w domu zrobić.
Wracałem drogą przez Jazgarzewszczyznę, Borowiec, Wilczą Górę, Magdalenkę, Janki, i Raszyn. Już od kościoła w Raszynie zaczyna sie korek, który ciągnie się aż do skrzyżowania z obwodnicą na Alei Krakowskiej. Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, ale to niezmienny element wjazdu do Warszawy od południa. Facet w Mercedesie kabrio, który wyjeżdżał z parkingu przy Centrum Handlowym Janki i którego wyminąłem stojącego w Raszynie, wyprzedził mnie dopiero w Warszawie przy Łopuszańskiej. Ale oprócz satysfakcji z omijania stojących w korku samochodów, nie jest to droga przyjazna rowerzystom, wolę jednak wracać przez Dawidy i drogą dla rowerów (formalnie w budowie) wzdłuż lotniska Okęcie. Dziś pojechałem tamtędy tylko dlatego, żeby sobie przypomnieć jak nie lubię tamtędy jeździć.
Na zakończenie tytułowa zagadka. Co autor miał na myśli? Dla ułatwienia dodam, że baner jest w tym miejscu od kilku lat.

Kto zrozumie to przesłanie? © yurek55
I jeszcze informacja na murze Toru na Służewcu, zainteresowani będą wiedzieć o co chodzi.

Mural informacyjny hip festiwal © yurek55
Ale ponieważ i tym razem mi się udało, mogłem zabrać na spacer wnuczkę, żeby mogła się wyspać, a jej mama mogła coś w domu zrobić.
Wracałem drogą przez Jazgarzewszczyznę, Borowiec, Wilczą Górę, Magdalenkę, Janki, i Raszyn. Już od kościoła w Raszynie zaczyna sie korek, który ciągnie się aż do skrzyżowania z obwodnicą na Alei Krakowskiej. Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, ale to niezmienny element wjazdu do Warszawy od południa. Facet w Mercedesie kabrio, który wyjeżdżał z parkingu przy Centrum Handlowym Janki i którego wyminąłem stojącego w Raszynie, wyprzedził mnie dopiero w Warszawie przy Łopuszańskiej. Ale oprócz satysfakcji z omijania stojących w korku samochodów, nie jest to droga przyjazna rowerzystom, wolę jednak wracać przez Dawidy i drogą dla rowerów (formalnie w budowie) wzdłuż lotniska Okęcie. Dziś pojechałem tamtędy tylko dlatego, żeby sobie przypomnieć jak nie lubię tamtędy jeździć.
Na zakończenie tytułowa zagadka. Co autor miał na myśli? Dla ułatwienia dodam, że baner jest w tym miejscu od kilku lat.

Kto zrozumie to przesłanie? © yurek55
I jeszcze informacja na murze Toru na Służewcu, zainteresowani będą wiedzieć o co chodzi.

Mural informacyjny hip festiwal © yurek55
- DST 48.53km
- Czas 02:09
- VAVG 22.57km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 czerwca 2014
Kategoria > 100
Długa droga na Grochów
Wczoraj zrobiłem rekonesans i dziś ponownie wybrałem się do jedynego optyka w Warszawie umiejącego naprawiać okulary. To nie żart, wszystkie sieciowe salony optyczne kierują tam klientów z uszkodzeniami oprawek. Oni mogą co najwyżej zausznik wymienić na gwarancji, albo noski założyć i soczewki wyczyścić. Prawdziwe naprawy, tylko w ciasnym i niemiłosiernie zagraconym warsztacie na Mińskiej gdzie, trzy osoby w środku to już ciasnota. Mieści się on w starym, przedwojennym, typowo praskim budynku naprzeciwko biurowca dawnych PZO i przyjeżdżają tam ludzie z całej Warszawy. Większość napraw wykonuje się "od ręki", oczywiście w zależności od liczby czekających klientów, to "od ręki" może trwać godzinę, lub półtorej - a wyjątkowo odbiór następnego dnia.
Jak tam dojechałem, przed warsztatem i w środku czekali klienci, więc pan kazał przyjechać za półtorej godziny. Zrobiłem więc sobie powtórkę wczorajszej pętelki dojazdowej, tylko w drugą stronę. Ulicami Grochowa dojechałem do Traktu Lubelskiego i znów koło Hiltona i kościoła w Żerzeniu (Żerzniu?) do ronda przy Wale Miedzeszyńskim, a powrót ddr wzdłuż Wisły i przez Saską Kępę i Park Skaryszewski do Grochowskiej i Mińskiej. Musiałem jeszcze poczekać trochę, bo była mała obsuwa czasowa, co dało okazję do krótkiego odpoczynku i po piętnastu minutach słuchania ciężkich, niemieckich, metalowych bitów płynących z warsztatowego boomboxa, mogłem odebrać zrobione okulary i wracać. Jeszcze tylko rzut oka na licznik i już wiedziałem, że musze trochę wydłuzyć trasę, by pod domem nie dokręcać do setki, jeżdżąc dookoła placu pod oknami. Wolałem wcześniej zjechać z "Poniatoszczaka" na Powiśle i pojechać dłuższą drogą, a nie kręcić się pod blokiem.
Tak więc dziś jadąc z Ochoty na Grochów, gdzie realna odległość w obie strony to niecałe dwadzieścia kilometrów, udało mi się przejechać ponad sto kilometrów. Pewno przez Kraków wyszło by więcej...

Dróg ekspresowych i autostrad ci u nas dostatek. Kukurydzę też się uprawia w Stolicy © yurek55

Dojechałem przez Puszczę Kampinoską do Budy, Pesztu - brak © yurek55

Hutnicy z Huty Warszawa w 1979 roku postawili pomnik wrześniowym obrońcom Warszawy © yurek55
Ofiarna obrona północnego przedpola Warszawy przez 1 Batalion 30 Pułku Strzelców Kaniowskich z uwagi na poniesione dotkliwe straty, zyskała nazwę Warszawskich Termopil. (z napisu na tabliczce)

Obowiązkowa fotka z mostu, kierunek północ © yurek55

Na Bródnie w Warszawie © yurek55

Były Zakłady Przemysłu Tłuszczowego, został tylko komin © yurek55

Trening żeglarski maluchów na Jeziorku Kamionkowskim © yurek55

Mural na Grochowie © yurek55

Street art na ulicy Kamionkowskiej © yurek55

Street art na Powiślu ul. Wilanowska © yurek55

Wisła oddała plażę warszawiakom © yurek55
Jak tam dojechałem, przed warsztatem i w środku czekali klienci, więc pan kazał przyjechać za półtorej godziny. Zrobiłem więc sobie powtórkę wczorajszej pętelki dojazdowej, tylko w drugą stronę. Ulicami Grochowa dojechałem do Traktu Lubelskiego i znów koło Hiltona i kościoła w Żerzeniu (Żerzniu?) do ronda przy Wale Miedzeszyńskim, a powrót ddr wzdłuż Wisły i przez Saską Kępę i Park Skaryszewski do Grochowskiej i Mińskiej. Musiałem jeszcze poczekać trochę, bo była mała obsuwa czasowa, co dało okazję do krótkiego odpoczynku i po piętnastu minutach słuchania ciężkich, niemieckich, metalowych bitów płynących z warsztatowego boomboxa, mogłem odebrać zrobione okulary i wracać. Jeszcze tylko rzut oka na licznik i już wiedziałem, że musze trochę wydłuzyć trasę, by pod domem nie dokręcać do setki, jeżdżąc dookoła placu pod oknami. Wolałem wcześniej zjechać z "Poniatoszczaka" na Powiśle i pojechać dłuższą drogą, a nie kręcić się pod blokiem.
Tak więc dziś jadąc z Ochoty na Grochów, gdzie realna odległość w obie strony to niecałe dwadzieścia kilometrów, udało mi się przejechać ponad sto kilometrów. Pewno przez Kraków wyszło by więcej...

Dróg ekspresowych i autostrad ci u nas dostatek. Kukurydzę też się uprawia w Stolicy © yurek55

Dojechałem przez Puszczę Kampinoską do Budy, Pesztu - brak © yurek55

Hutnicy z Huty Warszawa w 1979 roku postawili pomnik wrześniowym obrońcom Warszawy © yurek55
Ofiarna obrona północnego przedpola Warszawy przez 1 Batalion 30 Pułku Strzelców Kaniowskich z uwagi na poniesione dotkliwe straty, zyskała nazwę Warszawskich Termopil. (z napisu na tabliczce)

Obowiązkowa fotka z mostu, kierunek północ © yurek55

Na Bródnie w Warszawie © yurek55

Były Zakłady Przemysłu Tłuszczowego, został tylko komin © yurek55

Trening żeglarski maluchów na Jeziorku Kamionkowskim © yurek55

Mural na Grochowie © yurek55

Street art na ulicy Kamionkowskiej © yurek55

Street art na Powiślu ul. Wilanowska © yurek55

Wisła oddała plażę warszawiakom © yurek55
- DST 103.95km
- Teren 5.00km
- Czas 04:57
- VAVG 21.00km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 23 czerwca 2014
Kategoria 50-100
Naokoło na Mińską
Silny wiatr wiejący od rana skłaniał do precyzyjnego zaplanowania trasy tak, żeby wracać z wiatrem. Jedyne co mi przychodziło do głowy to powtórka z wczoraj, być może z zatoczeniem większej pętli do Leszna, albo i do Niepokalanowa jak w Wielką Sobotę. Wtedy ledwo pokonywałem ostatnie kilometry pod wiatr, dziś by było odwrotnie - wiatr przywiał by mnie do domu lekko, łatwo i przyjemnie. Zanim jednak mogłem wyjechać zrobiło się trochę późno na taki dystans, a po drugie - i to ważniejszy powód - postanowiłem sprawdzić, czy optyk na Mińskiej jest w stanie naprawić moje oprawki od okularów. Przy zderzeniu z samochodem i upadku ułamał się taki drobny element, co zauważyłem dopiero po pewnym czasie.
Wobec powyższego pojechałem tam wybierając oczywiście mocno okrężną trasę bo prostą drogą jest za blisko. Powrót też naokoło i dopiero na Trasie Toruńskiej trafiłem na wiatr centralnie od przodu i to na odkrytym terenie. Ale to tylko siedem kilometrów, inne fragmenty nie były takie straszne.

Tradycyjne zdjęcie z mostu © yurek55
Niespodziewanie na peryferiach stolicy natknąłem się na HILTONA

Hilton na Trakcie Lubelskim © yurek55
A na Grochowie straszą obiekty słynnego warszawskiego klubu kolarskiego.

"Orzeł" wylądował © yurek55
Nachylenie łuków jest większe niż na torze jazd próbnych FSO, choć kolarze torowi nie osiągają takich prędkości jak Polskie Fiaty 125p czy Polonezy. Pewnie dlatego, że rowery mają tylko dwa koła?

Tor kolarski na Podskarbińskiej © yurek55

Tor Orła na Grochowie © yurek55
Optyk na Mińskiej oczywiście naprawi moje oprawki, tylko muszę mu je zostawić na godzinę. Dziś tego zrobić nie mogłem, bo nie miałem zapasowych okularów, a bez nich jestem ślepy jak nietoperz.
Edit: dodaje mapę przejazdu bo wczoraj nie sprawdziłem i się nie dodała
Wobec powyższego pojechałem tam wybierając oczywiście mocno okrężną trasę bo prostą drogą jest za blisko. Powrót też naokoło i dopiero na Trasie Toruńskiej trafiłem na wiatr centralnie od przodu i to na odkrytym terenie. Ale to tylko siedem kilometrów, inne fragmenty nie były takie straszne.

Tradycyjne zdjęcie z mostu © yurek55
Niespodziewanie na peryferiach stolicy natknąłem się na HILTONA

Hilton na Trakcie Lubelskim © yurek55
A na Grochowie straszą obiekty słynnego warszawskiego klubu kolarskiego.

"Orzeł" wylądował © yurek55
Nachylenie łuków jest większe niż na torze jazd próbnych FSO, choć kolarze torowi nie osiągają takich prędkości jak Polskie Fiaty 125p czy Polonezy. Pewnie dlatego, że rowery mają tylko dwa koła?

Tor kolarski na Podskarbińskiej © yurek55

Tor Orła na Grochowie © yurek55
Optyk na Mińskiej oczywiście naprawi moje oprawki, tylko muszę mu je zostawić na godzinę. Dziś tego zrobić nie mogłem, bo nie miałem zapasowych okularów, a bez nich jestem ślepy jak nietoperz.
Edit: dodaje mapę przejazdu bo wczoraj nie sprawdziłem i się nie dodała
- DST 66.39km
- Czas 03:13
- VAVG 20.64km/h
- Temperatura 17.5°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 22 czerwca 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
*Trochę słońce, trochę deszcz*
Gdy dziś rano otworzyłem oczy było wprawdzie pochmurnie i wiał silny wiatr, ale nie padało, a to najważniejsze. Postanowiłem przejechać moją ulubioną trasą głównie z powodu, że wiem ile zajmie mi czasu, a to jest w niedzielę istotne, bo chcę zdążyć na wspólne śniadanie. Miłym zaskoczeniem była praca napędu po powrocie do starego łańcucha, rower poruszał się niemal bezszelestnie, nic nie przeskakiwało, przerzutka też bez zastrzeżeń. Okazuje się, że zbyt pochopnie i zdecydowanie przedwcześnie założyłem nowy łańcuch, właściwie tylko dlatego, że przymiary w serwisach pokazywały jak jest rozciągnięty. Niech sobie będzie, ale skoro coś działa, to - pierwsza zasada - nie ruszać!
Początkową część trasy, aż do kościoła w Borzęcinie jechałem pod wiatr, ale o dziwo niespecjalnie mi to dziś przeszkadzało i zajęło tylko godzinę. Widocznie wiszące nisko chmury działały na moją podświadomość i kazały szybko jechać, by zdążyć przed deszczem. Od Mariewa gdzie skręciłem w powrotną drogę wiatr stał się moim sprzymierzeńcem, ale za to zaczął padać najpierw drobny, a potem rzęsisty deszcz. Cóż było robić? Na przystanku autobusowym w Wojcieszynie założyłem kurtkę i pojechałem dalej. Po kilku minutach wydostałem się ze strefy opadu, ale od tamtej pory cyklicznie, co kilkanaście - kilkadziesiąt minut strefa deszczu mnie dopadała i tak sobie jechałem - raz w słońcu, raz w deszczu. Słońca było jednak więcej, tak że do domu dojechałem już prawie suchy z wyjątkiem spodenek i bielizny. Ale to wina braku błotników, bo kałuże jednak były spore na jezdniach, a ja nadal nie mogę się zdecydować na zakup. Ale nawet pomimo tego nie narzekam i uważam wycieczkę za bardzo udaną.

Droga do kościoła w Borzęcinie © yurek55

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Przystanek na przebranie © yurek55
A to dwa kilometry dalej

W Koczargach jeszcze nie pada © yurek55

Najtańsze paliwo w Warszawie © yurek55
Początkową część trasy, aż do kościoła w Borzęcinie jechałem pod wiatr, ale o dziwo niespecjalnie mi to dziś przeszkadzało i zajęło tylko godzinę. Widocznie wiszące nisko chmury działały na moją podświadomość i kazały szybko jechać, by zdążyć przed deszczem. Od Mariewa gdzie skręciłem w powrotną drogę wiatr stał się moim sprzymierzeńcem, ale za to zaczął padać najpierw drobny, a potem rzęsisty deszcz. Cóż było robić? Na przystanku autobusowym w Wojcieszynie założyłem kurtkę i pojechałem dalej. Po kilku minutach wydostałem się ze strefy opadu, ale od tamtej pory cyklicznie, co kilkanaście - kilkadziesiąt minut strefa deszczu mnie dopadała i tak sobie jechałem - raz w słońcu, raz w deszczu. Słońca było jednak więcej, tak że do domu dojechałem już prawie suchy z wyjątkiem spodenek i bielizny. Ale to wina braku błotników, bo kałuże jednak były spore na jezdniach, a ja nadal nie mogę się zdecydować na zakup. Ale nawet pomimo tego nie narzekam i uważam wycieczkę za bardzo udaną.

Droga do kościoła w Borzęcinie © yurek55

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Przystanek na przebranie © yurek55
A to dwa kilometry dalej

W Koczargach jeszcze nie pada © yurek55

Najtańsze paliwo w Warszawie © yurek55
- DST 55.51km
- Czas 02:22
- VAVG 23.45km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























