Wpisy archiwalne w kategorii
50-100
| Dystans całkowity: | 72050.55 km (w terenie 1408.00 km; 1.95%) |
| Czas w ruchu: | 3584:30 |
| Średnia prędkość: | 20.05 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 132.12 km/h |
| Suma podjazdów: | 98160 m |
| Suma kalorii: | 1256240 kcal |
| Liczba aktywności: | 1068 |
| Średnio na aktywność: | 67.46 km i 3h 21m |
| Więcej statystyk | |
Wtorek, 20 maja 2014
Kategoria 50-100, ku pomocy, Piaseczno/Ursynów
Naokoło przez miasto do Piaseczna
Chciałem coś sprawdzić i dlatego wybrałem dziś drogę przez całe miasto - i to przez centrum, arterią z północy na południe. Na Prymasa Tysiąclecia przy Kasprzaka powstał nowy element małej architektury, żeby było o co nogę oprzeć przy czekaniu na zmianę świateł. Moim zdaniem to wyrzucone pieniądze, ale ja się nie znam. Widziałem tam grupę 5-8 ludzi na rowerach i jednego szczęśliwca z opartą o to nogą...

Podpórka dla rowerzystów © yurek55
Na Placu Zbawiciela dumnie stoi odbudowana tęcza, która w Warszawie urosła do rangi symbolu. A czego to już niech sobie każdy sam dopowie. Ja tylko bardzo żałuję, że z równą determinacją pani Hanna Gronkiewicz-Waltz nie przywraca Misia z Glinianek Sznajdra, spalonego przez pijanych huliganów. Czujecie analogię? Ale za nim żadne wpływowe środowiska spod znaku tęczy się opowiadają...
Plac Zbawiciela z tęczą © yurek55
A to archiwalne zdjęcia z marca 2012 roku

Miś razy cztery © yurek55

Podpórka dla rowerzystów © yurek55
Na Placu Zbawiciela dumnie stoi odbudowana tęcza, która w Warszawie urosła do rangi symbolu. A czego to już niech sobie każdy sam dopowie. Ja tylko bardzo żałuję, że z równą determinacją pani Hanna Gronkiewicz-Waltz nie przywraca Misia z Glinianek Sznajdra, spalonego przez pijanych huliganów. Czujecie analogię? Ale za nim żadne wpływowe środowiska spod znaku tęczy się opowiadają...

Plac Zbawiciela z tęczą © yurek55
A to archiwalne zdjęcia z marca 2012 roku

Miś razy cztery © yurek55
- DST 63.91km
- Czas 03:11
- VAVG 20.08km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 18 maja 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Latające psy w Babicach
Nie za bardzo mam dziś co opisywać - trasa znana, z małymi modyfikacjami i przejechana fragmentami w odwrotną stronę. Pogoda piękna, jechało się rewelacyjnie i szybko.

Kolorowy rower w ogródku © yurek55

Dom na Trakcie Królewskim © yurek55

...i z drugiej strony © yurek55

Pokazy latających psów w Babicach © yurek55

Próby przed pokazem © yurek55

Kolorowy rower w ogródku © yurek55

Dom na Trakcie Królewskim © yurek55

...i z drugiej strony © yurek55

Pokazy latających psów w Babicach © yurek55

Próby przed pokazem © yurek55
- DST 57.93km
- Czas 02:34
- VAVG 22.57km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 14 maja 2014
Kategoria 50-100, ku pomocy, Piaseczno/Ursynów
Na spacer do Piaseczna :-)
Tak jak przedwczoraj, pojechałem drogą wzdłuż Wisły do Gassów, bo chciałem zobaczyć, czy coś się dzieje z przeprawą promową. Wcześniej jednak byłem świadkiem kręcenia sceny do serialu "M jak Miłość", gdy pan mecenas Andrzej Budzyński jedzie sobie jako pasażer samochodem. Na przyczepce z kamerą naliczyłem dziewięć osób, w szoferce było dwie, w tym BMW X3 z tyłu też dwie i w tej oktawce kombi, również dwie osoby. Razem piętnaście osób, żeby nakręcić scenkę, która w filmie zajmie kilkanaście sekund.

Kamera...Akcja! © yurek55
Na wale przeciwpowodziowym droga jest od lat, jeszcze zanim Komorowski przy błyskach fleszy i fanfarach 11 maja br. podpisał ustawę o zmianie ustawy - Prawo wodne. Najpierw jest dwa kilometry szutru, do EC Siekierki mniej więcej, a potem 9,5 km kostki i asfaltu, aż do ostatniej kopalni wiślanego piasku. Potem trzeba zjechać z wału i przejechać kilkaset metrów drogą szutrową i wreszcie gładki asfalt od Kępy Okrzewskiej, aż do Gassów. Tam właśnie minęło mnie trzech szosowców, jadących ok. 30km/h (ja miałem 26km/h), z oddali już mnie uprzedzając o swym zamiarze. Pewnie się bali, że im drogę zajadę, rozumiem ich i nie mam pretensji, w sumie mieli rację. Ta droga jest tak mało uczęszczana, że bezwiednie można skręcić w lewo i kłopot gotowy.

Pierwsze dwa kilometry - szuter © yurek55

Nawet na tej drodze można się zabić © yurek55
W Gassach jak widać, nic się nie zmieniło, nie znalazłem też informacji, czy ruszył w końcu ten prom, czy nie. Miał rozpocząć pracę 10 maja, ale chyba tylko weekendowo, sam już nie wiem.

Promu ani widu, ani słychu © yurek55

Przeprawa promowa w Gassach © yurek55

Cześć poległym 1939 © yurek55
"WIECZNA CHWAŁA BOHATERSKIM OBROŃCOM OJCZYZNY, ŻOŁNIERZOM POLSKIM POLEGŁYM W MIEJSCU PRZEPRAWY PROMOWEJ WE WRZEŚNIU 1939 r. Społeczeństwo miasta i gminy Konstancin-Jeziorna 1 września 1939r."
Opuściłem więc przystań, nie-przystań i ruszyłem dalej w stronę celu swej podróży, gdy wtem ujrzałem wśród pól prawdziwy, najprawdziwszy samolot! Nawet nie przypuszczałem, że na polu po lewej stronie drogi z Gassów do Obór i Konstancina, jest lotnisko! Wiedzieliście?

Poleeeeciał!!!! © yurek55
W Konstancinie odwiedziłem tężnie w Parku Zdrojowym, sprawdziłem cennik inhalacji i na razie nie zamierzam korzystać.

Tężnia wstęp 10zł, ulgowy 6,50 © yurek55
Po tytułowym spacerze, który pozwolił Julci pospać aż 2,5 godziny, wracałem prawie tą samą drogą co przedwczoraj. Prawie, bo dziś chciałem sprawdzić drogę wzdłuż trasy S2 mając nadzieję, że to może droga techniczna, którą dojadę do Alei Krakowskiej. Nie przejechałem więc wiaduktu w Dawidach, by dotrzeć do drogi rowerowej wzdłuż wschodniej strony lotniska, tylko skręciłem w lewo. Początek zapowiadał się nieźle, ale to było zaledwie kilkaset metrów, a na końcu był rów z wodą.

Droga wzdłuż S2 © yurek55

Koniec kostki, dalej jazda terenowa © yurek55

Rów z wodą, a dalej znów fragment drogi © yurek55
Cóż było robić? Zawróciłem i przejechałem nad S2 wiaduktem widocznym na zdjęciu, tym bliżej Alei Krakowskiej. Nie mam zielonego pojęcia, dla kogo on został wybudowany, a właściwie wiem. Dla działkowców z Palucha. Przejechałem więc przez te działki i wyjechałem bramą koło pętli autobusu (też tylko dla działkowców) i dotarłem do schroniska dla zwierząt. Z daleka już było słychać i czuć, że do niego się zbliżam. Tam postanowiłem sprawdzić, czy znak: "droga bez przejazdu" nie oszukuje i ... dojechałem do bram lotniska Okęcia od strony południowej. Przez płytę niestety przejechać mi nie dali, a od terminala miałbym już blisko, więc znowu musiałem zawracać. Dojechałem za to, do gładkiego, nowiutkiego i nieużywanego asfaltu drogi technicznej.

Piękny asfalt © yurek55
Jak zapewne większość czytelników się domyśla, daleko tym asfaltem nie dało się dojechać, do Alei Krakowskiej jest jeszcze ok. 200-300 metrów

Koniec drogi © yurek55
Bez sensu te drogi porobili, nie wiadomo po co i dla kogo, ale przecież publiczne pieniądze wydaje się tak łatwo.

Kamera...Akcja! © yurek55
Na wale przeciwpowodziowym droga jest od lat, jeszcze zanim Komorowski przy błyskach fleszy i fanfarach 11 maja br. podpisał ustawę o zmianie ustawy - Prawo wodne. Najpierw jest dwa kilometry szutru, do EC Siekierki mniej więcej, a potem 9,5 km kostki i asfaltu, aż do ostatniej kopalni wiślanego piasku. Potem trzeba zjechać z wału i przejechać kilkaset metrów drogą szutrową i wreszcie gładki asfalt od Kępy Okrzewskiej, aż do Gassów. Tam właśnie minęło mnie trzech szosowców, jadących ok. 30km/h (ja miałem 26km/h), z oddali już mnie uprzedzając o swym zamiarze. Pewnie się bali, że im drogę zajadę, rozumiem ich i nie mam pretensji, w sumie mieli rację. Ta droga jest tak mało uczęszczana, że bezwiednie można skręcić w lewo i kłopot gotowy.

Pierwsze dwa kilometry - szuter © yurek55

Nawet na tej drodze można się zabić © yurek55
W Gassach jak widać, nic się nie zmieniło, nie znalazłem też informacji, czy ruszył w końcu ten prom, czy nie. Miał rozpocząć pracę 10 maja, ale chyba tylko weekendowo, sam już nie wiem.

Promu ani widu, ani słychu © yurek55

Przeprawa promowa w Gassach © yurek55

Cześć poległym 1939 © yurek55
"WIECZNA CHWAŁA BOHATERSKIM OBROŃCOM OJCZYZNY, ŻOŁNIERZOM POLSKIM POLEGŁYM W MIEJSCU PRZEPRAWY PROMOWEJ WE WRZEŚNIU 1939 r. Społeczeństwo miasta i gminy Konstancin-Jeziorna 1 września 1939r."
Opuściłem więc przystań, nie-przystań i ruszyłem dalej w stronę celu swej podróży, gdy wtem ujrzałem wśród pól prawdziwy, najprawdziwszy samolot! Nawet nie przypuszczałem, że na polu po lewej stronie drogi z Gassów do Obór i Konstancina, jest lotnisko! Wiedzieliście?

Poleeeeciał!!!! © yurek55
W Konstancinie odwiedziłem tężnie w Parku Zdrojowym, sprawdziłem cennik inhalacji i na razie nie zamierzam korzystać.

Tężnia wstęp 10zł, ulgowy 6,50 © yurek55
Po tytułowym spacerze, który pozwolił Julci pospać aż 2,5 godziny, wracałem prawie tą samą drogą co przedwczoraj. Prawie, bo dziś chciałem sprawdzić drogę wzdłuż trasy S2 mając nadzieję, że to może droga techniczna, którą dojadę do Alei Krakowskiej. Nie przejechałem więc wiaduktu w Dawidach, by dotrzeć do drogi rowerowej wzdłuż wschodniej strony lotniska, tylko skręciłem w lewo. Początek zapowiadał się nieźle, ale to było zaledwie kilkaset metrów, a na końcu był rów z wodą.

Droga wzdłuż S2 © yurek55

Koniec kostki, dalej jazda terenowa © yurek55

Rów z wodą, a dalej znów fragment drogi © yurek55
Cóż było robić? Zawróciłem i przejechałem nad S2 wiaduktem widocznym na zdjęciu, tym bliżej Alei Krakowskiej. Nie mam zielonego pojęcia, dla kogo on został wybudowany, a właściwie wiem. Dla działkowców z Palucha. Przejechałem więc przez te działki i wyjechałem bramą koło pętli autobusu (też tylko dla działkowców) i dotarłem do schroniska dla zwierząt. Z daleka już było słychać i czuć, że do niego się zbliżam. Tam postanowiłem sprawdzić, czy znak: "droga bez przejazdu" nie oszukuje i ... dojechałem do bram lotniska Okęcia od strony południowej. Przez płytę niestety przejechać mi nie dali, a od terminala miałbym już blisko, więc znowu musiałem zawracać. Dojechałem za to, do gładkiego, nowiutkiego i nieużywanego asfaltu drogi technicznej.

Piękny asfalt © yurek55
Jak zapewne większość czytelników się domyśla, daleko tym asfaltem nie dało się dojechać, do Alei Krakowskiej jest jeszcze ok. 200-300 metrów

Koniec drogi © yurek55
Bez sensu te drogi porobili, nie wiadomo po co i dla kogo, ale przecież publiczne pieniądze wydaje się tak łatwo.
- DST 74.57km
- Teren 4.00km
- Czas 03:43
- VAVG 20.06km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 4 maja 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Poranne mgły i zamglenia
Słoneczny poranek nie pozwalał mi wylegiwać się w łóżku, wstałem, rzut oka na termometr za oknem - 4°C, czyli nie za ciepło. Postanowiłem więc wypróbować nowe długie spodnie kolarskie, choć myślałem, że będę musiał z tym poczekać do październikowych przymrozków. Spodnie sprawdziły się znakomicie, doskonale przylegają do ciała, wkładka super wygodna i zapewniły komfort termiczny, nawet gdy już się ociepliło.
Co do trasy to wybrałem ulubiony kierunek Szeligowską na Szeligi i dalej jak widać na endo. W pewnym momencie, w okolicach Wieruchowa zaczęła się z każdym metrem zmniejszać widoczność. W ciągu kilku minut znalazłem się w tak gęstej mgle, że widziałem najwyżej na 20-30 metrów. Włączyłem oświetlenie, ale kolejne kilometry jechałem z obawą, że jakiś kierowca zauważy mnie zbyt późno. Na szczęście ruch o tej porze na tej trasie, w niedzielę, jest niewielki, a i mgła zaczęła ustępować przed słońcem i wiatrem. Niemniej jednak w tej wacie i niemal bez widoczności jechało się dziwnie i mało komfortowo, dobrze, że to tylko około osiem kilometrów, w Pogroszewie snuły się już tylko resztki

Resztki mgieł porannych © yurek55
Kapliczki nadal pozostają wdzięcznym obiektem fotografowania, między innymi z uwagi na inskrypcje - tu przykład przedwojennej ortografii.

Włośćjanie wsi Wąsiki 1925 © yurek55
Tę z kolei ufundowała Szkoła Powszechna z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Dziś rzecz nie do wyobrażenia.

1918 - 1928 Kapliczka pamiątkowa w Zaborowie © yurek55

Mozaikowe godło © yurek55
A ta kapliczka w Mariewie powstała w 1953 roku, być może na fali rozprzężenia i utraty czujności po śmierci Józefa Stalina?

Ofiara gromady Mariew © yurek55
Po drodze mijałem Pałac w Zaborówku, "grający" majątek Koborowo w "Karierze Nikodema Dyzmy". Musicie mi uwierzyć na słowo, że to tu. Więcej się sfotografować nie da, zamknięte.

Pałac w Zaborówku © yurek55
A na zakończenie typowe gospodarstwo na wsi mazowieckiej. Tu wieś Budy.

Obejście we wsi Budy w Puszczy Kampinoskiej © yurek55
Dzisiejsza wycieczka, pomimo epizodu z mgłą i wzrostu temperatury o 10°C w ciągu trzech i pół godziny, bardzo udana. Jechało się doskonale, udało się też wrócić na czas do domu na śniadanie i to pomimo pojechania niepotrzebnie do Sierakowa, gdzie jedyną atrakcją jest sklep Ryś.
- 4

Resztki mgieł porannych © yurek55
Kapliczki nadal pozostają wdzięcznym obiektem fotografowania, między innymi z uwagi na inskrypcje - tu przykład przedwojennej ortografii.

Włośćjanie wsi Wąsiki 1925 © yurek55
Tę z kolei ufundowała Szkoła Powszechna z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Dziś rzecz nie do wyobrażenia.

1918 - 1928 Kapliczka pamiątkowa w Zaborowie © yurek55

Mozaikowe godło © yurek55
A ta kapliczka w Mariewie powstała w 1953 roku, być może na fali rozprzężenia i utraty czujności po śmierci Józefa Stalina?

Ofiara gromady Mariew © yurek55
Po drodze mijałem Pałac w Zaborówku, "grający" majątek Koborowo w "Karierze Nikodema Dyzmy". Musicie mi uwierzyć na słowo, że to tu. Więcej się sfotografować nie da, zamknięte.

Pałac w Zaborówku © yurek55
A na zakończenie typowe gospodarstwo na wsi mazowieckiej. Tu wieś Budy.

Obejście we wsi Budy w Puszczy Kampinoskiej © yurek55
Dzisiejsza wycieczka, pomimo epizodu z mgłą i wzrostu temperatury o 10°C w ciągu trzech i pół godziny, bardzo udana. Jechało się doskonale, udało się też wrócić na czas do domu na śniadanie i to pomimo pojechania niepotrzebnie do Sierakowa, gdzie jedyną atrakcją jest sklep Ryś.
- 4
- DST 70.80km
- Teren 5.00km
- Czas 03:27
- VAVG 20.52km/h
- Temperatura 4.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 2 maja 2014
Kategoria 50-100
Nic ciekawego
W maju przydrożne kapliczki zyskują nowe dekoracje. Wieczorne majowe modlitewne spotkania, potocznie nazywane majówkami - to piękna polska tradycja, przez wiele lat kultywowana przez kolejne pokolenia.

Kapliczka w Koczargach Starych © yurek55

Kapliczka przygotowana na majowe © yurek55
"Daj kurze grzędę, jeszcze wyżej siędę". Kura myśli, że z dachu wieżowca uda się do Brukseli dolecieć. Ode mnie głosu na pewno nie dostanie.

Ciemny lud tego nie kupi! © yurek55

Wyspa na Wiśle © yurek55

Remont Trasy AK © yurek55

Kapliczka w Koczargach Starych © yurek55

Kapliczka przygotowana na majowe © yurek55
"Daj kurze grzędę, jeszcze wyżej siędę". Kura myśli, że z dachu wieżowca uda się do Brukseli dolecieć. Ode mnie głosu na pewno nie dostanie.

Ciemny lud tego nie kupi! © yurek55

Wyspa na Wiśle © yurek55

Remont Trasy AK © yurek55
- DST 77.00km
- Teren 4.00km
- Czas 03:57
- VAVG 19.49km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 30 kwietnia 2014
Kategoria 50-100, Piaseczno/Ursynów
Wał Zawadowski - reaktywacja
Dziś miałem zaplanowany spacer z najmłodszą latoroślą naszej rodziny, a że mieszka ona w Piasecznie, nie musiałem wymyślać celu. A ponieważ pogoda piękna, słonecznie i gorąco, wybrałem wiejską trasę nadwiślańską. Sprawdziłem przy okazji, że opuszczam miasto po 20 minutach jazdy, czyli tak samo jak przy jeździe na zachód do ulicy Szeligowskiej. To znaczy może nie całkiem opuszczam miasto, ale po 20 minutach dojeżdżam do drogi rowerowej wzdłuż trasy Mostu Siekierkowskiego i dalej już bez samochodów: trzy kilometry do Mostu, a potem na południe aż do przeprawy promowej w Gassach i dalej gdzie ochota i czas pozwolą. Ale to już jest jazda po lokalnych szosach wśród pól i łąk, jak na wsi. A w Gassach w tym roku prom ma znów kursować, wiedzieliście?
Po wjechaniu na wał przy Moście Siekierkowskim zobaczyłem w oddali czarny dym. Myślałem, że to jakiś spektakularny pożar, albo choć samochód się pali, a to drogowcy topili kawały asfaltu i dziury łatali. Ale jak już tam pojechałem, to i zdjęcie zrobiłem, a potem sprawdziłem jak to jest z tym topieniem asfaltu i stąd ten profesjonalny tytuł zdjęcia. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej o tej technologii wystarczy zapytać wujka Guglowskiego.

Wtórne wykorzystanie destruktu asfaltowego do łatania dziur © yurek55
A potem zostawiłem za sobą dymy i hałasy miasta i już tylko takie widoki jak poniżej oglądałem, a do słuchania miałem śpiew ptasząt. A w rzepaku dodatkowo rozlegało się jeszcze brzęczenie setek, albo tysięcy niestrudzonych miodnych robotnic, jednym słowem - sielanka.

Flaga Ukrainy © yurek55

Gassy, Słomczyn i Kands Maestro © yurek55

"(...)Gdzie bursztynowy świerzop(...)" © yurek55
Tytuł zdjęcia zawdzięczamy wybitnemu historykowi literatury polskiej, profesorowi uniwersytetów wileńskiego i jagiellońskiego - Stanisławowi Pigoniowi. On to bowiem uważa, że w słynnej frazie inwokacji, Mickiewicz właśnie rzepak miał na myśli. Nie ma tu zgody wśród językoznawców, ale ja będę się trzymał tej właśnie interpretacji.

Ujście Jeziorki do Wisły © yurek55
W Konstancinie Jeziornie wydawało mi się, że "odkryłem" nową drogę do Piaseczna, ale to niestety nie była prawda. Wracałem się dwa razy; raz z Solca, drugi raz z Czarnowa. Tak to u mnie z reguły bywa, gdy nowe drogi wynajduję.
Wracając wybrałem najkrótszy i najszybszy wariant trasy ulicą Puławską, więc przynajmniej obawy zbłądzenia nie było.
PS. Na ulicy Spacerowej rozpędziłem się do 43km/h i gdyby nie wyobraźnia, mógłbym jeszcze parę kilometrów dołożyć.
Po wjechaniu na wał przy Moście Siekierkowskim zobaczyłem w oddali czarny dym. Myślałem, że to jakiś spektakularny pożar, albo choć samochód się pali, a to drogowcy topili kawały asfaltu i dziury łatali. Ale jak już tam pojechałem, to i zdjęcie zrobiłem, a potem sprawdziłem jak to jest z tym topieniem asfaltu i stąd ten profesjonalny tytuł zdjęcia. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej o tej technologii wystarczy zapytać wujka Guglowskiego.

Wtórne wykorzystanie destruktu asfaltowego do łatania dziur © yurek55
A potem zostawiłem za sobą dymy i hałasy miasta i już tylko takie widoki jak poniżej oglądałem, a do słuchania miałem śpiew ptasząt. A w rzepaku dodatkowo rozlegało się jeszcze brzęczenie setek, albo tysięcy niestrudzonych miodnych robotnic, jednym słowem - sielanka.

Flaga Ukrainy © yurek55

Gassy, Słomczyn i Kands Maestro © yurek55

"(...)Gdzie bursztynowy świerzop(...)" © yurek55
Tytuł zdjęcia zawdzięczamy wybitnemu historykowi literatury polskiej, profesorowi uniwersytetów wileńskiego i jagiellońskiego - Stanisławowi Pigoniowi. On to bowiem uważa, że w słynnej frazie inwokacji, Mickiewicz właśnie rzepak miał na myśli. Nie ma tu zgody wśród językoznawców, ale ja będę się trzymał tej właśnie interpretacji.

Ujście Jeziorki do Wisły © yurek55
W Konstancinie Jeziornie wydawało mi się, że "odkryłem" nową drogę do Piaseczna, ale to niestety nie była prawda. Wracałem się dwa razy; raz z Solca, drugi raz z Czarnowa. Tak to u mnie z reguły bywa, gdy nowe drogi wynajduję.
Wracając wybrałem najkrótszy i najszybszy wariant trasy ulicą Puławską, więc przynajmniej obawy zbłądzenia nie było.
PS. Na ulicy Spacerowej rozpędziłem się do 43km/h i gdyby nie wyobraźnia, mógłbym jeszcze parę kilometrów dołożyć.
- DST 75.65km
- Teren 4.00km
- Czas 03:23
- VAVG 22.36km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 23 kwietnia 2014
Kategoria 50-100, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Wpis wielowątkowy
Księgowy na swoim blogu snuł niedawno rozważania o jeździe turystycznej i jeździe treningowej. Ponieważ moje wyjazdy rowerowe nabierają coraz więcej cech treningu, (niestety) postanowiłem dziś pojechać wyłącznie rekreacyjnie. Już na początku, zamiast jechać szybko ulicami, pojechałem sobie niespiesznie osiedlowymi alejkami Rakowca.

Staw na osiedlu Rakowiec © yurek55

Staw w parku na Rakowcu © yurek55
W parku na osiedlu, mieszkańcy w dniu 3 maja 1990 roku ufundowali kapliczkę z napisem: "Królowa Pokoju Gaude Mater Polonia". Czyli, że nie jest to tylko domena terenów wiejskich.

Kapliczka w parku na Rakowcu © yurek55
A dalej, ponieważ miałem kurierskie zadanie na Ursynowie, pojechałem przez "ruski cmentarz" do Wołoskiej i stałą trasą, tym razem aż na Kabaty. Stamtąd, jako że to wycieczka, nie wyścig, wjechałem do lasu kontemplować wiosenną przyrodę i śpiew ptaków. Zdziwiony byłem nieco, że kobiety co tam chodziły z kijami, albo biegały, wcale się kabackim gwałcicielem nie przejmują. Dzików też się nie boją.

Pułapka na dziki w Lesie Kabackim © yurek55
Z lasu wyjechałem kierując się drogowskazem na Kierszki i na ulicy (nomen omen) Prawdziwków, zobaczyłem ciekawe budowle powstające na skraju. To jedna z nich, druga jest bardziej okazała, ale nie miałem jak jej sfocić. Będzie okazja do kolejnego wyjazdu.

Kryzys, panie, bida aż piszczy © yurek55
W Piasecznie spędziłem trochę czasu, pobawiłem się z Julką, wypiłem kawę, pogadaliśmy i czas było wracać. Wybrałem drogę, którą jeszcze nie jechałem, choć nie sądziłem, że to jeszcze możliwe. Do Lesznowoli tym razem dojechałem przez Jazgarzewszczyznę, Bobrowiec i Wilczą Górę. Tam spotkała mnie kolejna przygoda drogowa w tym roku. Następny Stevie Wonder za kółkiem próbował mnie rozjechać. Tym razem nie zostałem potrącony, ale brakowało naprawdę niewiele. Jechałem ddr wzdłuż szosy, gdy wtem wyprzedził mnie samochód i skręcił w lewo przed samym nosem, gdy już byłem na przejeździe. Hamulce, skręt w lewo, on zahamował i udało się ominąć go o parę centymetrów. Pan skoncentrował swoją uwagę, czy z naprzeciwka nic nie jedzie i może bezpiecznie skręcić, to że po drodze dla rowerów jedzie rowerzysta, jakoś mu biedakowi umknęło. I nie było to nawet typowe skrzyżowanie, tylko wjazd do Banku Spółdzielczego w Lesznowoli. Z tego wszystkiego, nawet nie usłyszałem co mówił przez uchylone okno, ale minę miał nietęgą, pewnie przepraszał. Dużo by mi z tego przyszło, jak by mnie rozpłaszczył swoją terenówką na asfalcie. Kazałem tylko palantowi szybciej jeździć i pojechałem dalej, na bardziej soczystą wiązankę musiałbym być bardziej zdenerwowany. Na zimno nie umiem...
A kawałek dalej, wyeksponowana na obrotnicy, ta oto gustowna rzeźba ogrodowa. Pasuje do rezydencji na ulicy Prawdziwków.

Słonica z młodym w Lesznowoli © yurek55
Przy drodze Magdalenka - Nadarzyn miejsce wypadku młodego automobilisty rozrasta się z roku na rok.

To już nie krzyż przydrożny © yurek55
Końcówka dzisiejszej wycieczki znowu dała mi spory zastrzyk adrenaliny. W Sękocinie zagrzmiało dość potężnie, a ja bynajmniej nie byłem przygotowany na opady deszczu. Do tego znowu napotkałem silny przeciwny wiatr na katowickiej i do Janek musiałem się z nim borykać. I jeszcze pobocze zabrali.

Katowicka, odcinek Sękocin - Janki © yurek55
W Jankach chwilę poczekałem aż deszcz przestanie kropić, ale dowiedziałem się, że na Ursynowie leje, więc wolałem zaryzykować i pojechać w lekkiej mżawce, niż doczekać się oberwania chmury i burzy. Aleja Krakowska do Raszyna i dalej też, była już dość mokra i tu okazało się, że bieżnik opony doskonale odprowadza wodę... do góry. Spod przedniej opony chlapało mi na twarz, okulary, koszulkę, ręce i nic nie dawało się z tym zrobić. Wprawdzie można by jechać wolno, wtedy nie chlapie, ale gdy nad głową wisi ulewa... Tak więc wyjazd zaczął się wycieczkowo, a skończył jazdą "w trupa", jak najbardziej morderczy trening. Czyli nie wiem jak go zakwalifikować.
Na zakończenie wpisu coś lżejszego. Wiecie jaki jest najgorszy koszmar senny wszystkich cudzoziemców mieszkających w Polsce? A gdybym musiał TU mieszkać?!

Nazwa dla cudzoziemców © yurek55

Staw na osiedlu Rakowiec © yurek55

Staw w parku na Rakowcu © yurek55
W parku na osiedlu, mieszkańcy w dniu 3 maja 1990 roku ufundowali kapliczkę z napisem: "Królowa Pokoju Gaude Mater Polonia". Czyli, że nie jest to tylko domena terenów wiejskich.

Kapliczka w parku na Rakowcu © yurek55
A dalej, ponieważ miałem kurierskie zadanie na Ursynowie, pojechałem przez "ruski cmentarz" do Wołoskiej i stałą trasą, tym razem aż na Kabaty. Stamtąd, jako że to wycieczka, nie wyścig, wjechałem do lasu kontemplować wiosenną przyrodę i śpiew ptaków. Zdziwiony byłem nieco, że kobiety co tam chodziły z kijami, albo biegały, wcale się kabackim gwałcicielem nie przejmują. Dzików też się nie boją.

Pułapka na dziki w Lesie Kabackim © yurek55
Z lasu wyjechałem kierując się drogowskazem na Kierszki i na ulicy (nomen omen) Prawdziwków, zobaczyłem ciekawe budowle powstające na skraju. To jedna z nich, druga jest bardziej okazała, ale nie miałem jak jej sfocić. Będzie okazja do kolejnego wyjazdu.

Kryzys, panie, bida aż piszczy © yurek55
W Piasecznie spędziłem trochę czasu, pobawiłem się z Julką, wypiłem kawę, pogadaliśmy i czas było wracać. Wybrałem drogę, którą jeszcze nie jechałem, choć nie sądziłem, że to jeszcze możliwe. Do Lesznowoli tym razem dojechałem przez Jazgarzewszczyznę, Bobrowiec i Wilczą Górę. Tam spotkała mnie kolejna przygoda drogowa w tym roku. Następny Stevie Wonder za kółkiem próbował mnie rozjechać. Tym razem nie zostałem potrącony, ale brakowało naprawdę niewiele. Jechałem ddr wzdłuż szosy, gdy wtem wyprzedził mnie samochód i skręcił w lewo przed samym nosem, gdy już byłem na przejeździe. Hamulce, skręt w lewo, on zahamował i udało się ominąć go o parę centymetrów. Pan skoncentrował swoją uwagę, czy z naprzeciwka nic nie jedzie i może bezpiecznie skręcić, to że po drodze dla rowerów jedzie rowerzysta, jakoś mu biedakowi umknęło. I nie było to nawet typowe skrzyżowanie, tylko wjazd do Banku Spółdzielczego w Lesznowoli. Z tego wszystkiego, nawet nie usłyszałem co mówił przez uchylone okno, ale minę miał nietęgą, pewnie przepraszał. Dużo by mi z tego przyszło, jak by mnie rozpłaszczył swoją terenówką na asfalcie. Kazałem tylko palantowi szybciej jeździć i pojechałem dalej, na bardziej soczystą wiązankę musiałbym być bardziej zdenerwowany. Na zimno nie umiem...
A kawałek dalej, wyeksponowana na obrotnicy, ta oto gustowna rzeźba ogrodowa. Pasuje do rezydencji na ulicy Prawdziwków.

Słonica z młodym w Lesznowoli © yurek55
Przy drodze Magdalenka - Nadarzyn miejsce wypadku młodego automobilisty rozrasta się z roku na rok.

To już nie krzyż przydrożny © yurek55
Końcówka dzisiejszej wycieczki znowu dała mi spory zastrzyk adrenaliny. W Sękocinie zagrzmiało dość potężnie, a ja bynajmniej nie byłem przygotowany na opady deszczu. Do tego znowu napotkałem silny przeciwny wiatr na katowickiej i do Janek musiałem się z nim borykać. I jeszcze pobocze zabrali.

Katowicka, odcinek Sękocin - Janki © yurek55
W Jankach chwilę poczekałem aż deszcz przestanie kropić, ale dowiedziałem się, że na Ursynowie leje, więc wolałem zaryzykować i pojechać w lekkiej mżawce, niż doczekać się oberwania chmury i burzy. Aleja Krakowska do Raszyna i dalej też, była już dość mokra i tu okazało się, że bieżnik opony doskonale odprowadza wodę... do góry. Spod przedniej opony chlapało mi na twarz, okulary, koszulkę, ręce i nic nie dawało się z tym zrobić. Wprawdzie można by jechać wolno, wtedy nie chlapie, ale gdy nad głową wisi ulewa... Tak więc wyjazd zaczął się wycieczkowo, a skończył jazdą "w trupa", jak najbardziej morderczy trening. Czyli nie wiem jak go zakwalifikować.
Na zakończenie wpisu coś lżejszego. Wiecie jaki jest najgorszy koszmar senny wszystkich cudzoziemców mieszkających w Polsce? A gdybym musiał TU mieszkać?!

Nazwa dla cudzoziemców © yurek55
- DST 66.33km
- Teren 5.00km
- Czas 03:33
- VAVG 18.68km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 13 kwietnia 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Trochę KPN
W ubiegłą niedzielę gdy w Mariewie niespodziewanie asfalt się skończył, byłem zmuszony do Truskawia jechać bardzo wyboistą droga przez Kampinos. Nie jestem fanem jazdy terenowej, więc w tym tygodniu postanowiłem zobaczyć gdzie doprowadzi mnie asfalt, jeśli skręcę w prawo przed końcem drogi. Pojechałem do miejscowości Stanisławowo i sytuacja z ubiegłego tygodnia powtórzyła się dokładnie toczka w toczkę. Dobrze, że choć wiedziałem dokąd jadę, bo zapytałem panią i powiedziała, że asfalt zaraz się skończy, a dalej przez las do kościoła w Lipkowie.

Coraz węższa ulica w Stanisławowie © yurek55

Tu już asfaltu nie ma. Puszcza Kampinoska © yurek55

Droga Stanisławów - Lipków © yurek55

Droga w puszczy do Lipkowa © yurek55
Po wyjechaniu z lasu, dalsza droga już asfaltem do Babic i przez Latchorzew do Warszawy. Po tych dwóch dniach upewniłem się, że jednak jazda terenowa, to nie dla mnie. I to pomimo amortyzowanego widelca.

Coraz węższa ulica w Stanisławowie © yurek55

Tu już asfaltu nie ma. Puszcza Kampinoska © yurek55

Droga Stanisławów - Lipków © yurek55

Droga w puszczy do Lipkowa © yurek55
Po wyjechaniu z lasu, dalsza droga już asfaltem do Babic i przez Latchorzew do Warszawy. Po tych dwóch dniach upewniłem się, że jednak jazda terenowa, to nie dla mnie. I to pomimo amortyzowanego widelca.
- DST 50.38km
- Teren 4.00km
- Czas 02:17
- VAVG 22.06km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Trochę bezdroży, trochę zawracania.
Początek dzisiejszej wycieczki znowu standardowy, czyli Szeligowską do drugiego ronda, tego w Strzykułach i skręt na Babice. Potem szybka ucieczka z drogi 580 w ulicę Osiedlową i Izabelińską i dojazd do Arkuszowej przez Klaudyn i Mościska.

Kapliczka na Osiedlowej w Babicach © yurek55
Potem droga zawiodła mnie przez Las Młociński do Łomianek, a tam postanowiłem pojechać do sezonowej przeprawy promowej, bp jeszcze nie widziałem tego miejsca. Prom ma zacząć kursować w czerwcu i pływać do sierpnia, a na razie teren okupują wędkarze. Do promu trafić łatwo, kapliczka jest dobrym punktem orientacyjnym.

Tu skręcamy do przeprawy © yurek55

Kapliczka z 1947 roku w Łomiankach © yurek55

Przystań promowa w Łomiankach © yurek55
Potem następne kilometry wiodły bezdrożami i drogami gruntowymi, dojeżdżałem w miejsca naprawdę rzadko uczęszczane, aż w końcu jak już objechałem jezioro w Kępie Kiełpińskiej, postanowiłem wrócić na asfalt i kierować się do domu.

Trasa nadwiślańska - Łomianki © yurek55

Polna droga w Kiełpinie © yurek55
Miałem cichą nadzieję, że uda mi się przejechać przez Puszczę Kampinoską i od strony Truskawia wjadę do Warszawy, ale asfalt którym pojechałem, skończył się pętlą przy szpitalu w Dziekanowie. Wiedziałem, że jak spróbuję jechać puszczańskimi szlakami rowerowymi, to moja podróż może trwać nawet kilkanaście godzin, a chciałem zdążyć na obiad. Zawróciłem więc i jadąc wzdłuż krajowej "siódemki", dojechałem do znanych miejsc i już bez stresu i bez błądzenia pojechałem prosto do domu. Nie wziąłem dziś nic do jedzenia ani picia, bo jakoś nie pomyślałem, że na tyle godzin jazdy prowiant może się przydać, więc obiad smakował mi naprawdę wyjątkowo.

Kapliczka na Osiedlowej w Babicach © yurek55
Potem droga zawiodła mnie przez Las Młociński do Łomianek, a tam postanowiłem pojechać do sezonowej przeprawy promowej, bp jeszcze nie widziałem tego miejsca. Prom ma zacząć kursować w czerwcu i pływać do sierpnia, a na razie teren okupują wędkarze. Do promu trafić łatwo, kapliczka jest dobrym punktem orientacyjnym.

Tu skręcamy do przeprawy © yurek55

Kapliczka z 1947 roku w Łomiankach © yurek55

Przystań promowa w Łomiankach © yurek55
Potem następne kilometry wiodły bezdrożami i drogami gruntowymi, dojeżdżałem w miejsca naprawdę rzadko uczęszczane, aż w końcu jak już objechałem jezioro w Kępie Kiełpińskiej, postanowiłem wrócić na asfalt i kierować się do domu.

Trasa nadwiślańska - Łomianki © yurek55

Polna droga w Kiełpinie © yurek55
Miałem cichą nadzieję, że uda mi się przejechać przez Puszczę Kampinoską i od strony Truskawia wjadę do Warszawy, ale asfalt którym pojechałem, skończył się pętlą przy szpitalu w Dziekanowie. Wiedziałem, że jak spróbuję jechać puszczańskimi szlakami rowerowymi, to moja podróż może trwać nawet kilkanaście godzin, a chciałem zdążyć na obiad. Zawróciłem więc i jadąc wzdłuż krajowej "siódemki", dojechałem do znanych miejsc i już bez stresu i bez błądzenia pojechałem prosto do domu. Nie wziąłem dziś nic do jedzenia ani picia, bo jakoś nie pomyślałem, że na tyle godzin jazdy prowiant może się przydać, więc obiad smakował mi naprawdę wyjątkowo.
- DST 85.68km
- Teren 20.00km
- Czas 04:24
- VAVG 19.47km/h
- Temperatura 14.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 6 kwietnia 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Dziś do Truskawia
Obudziłem się o tak nieprzyzwoicie wczesnej porze, że przez kolejną godzinę próbowałem ponownie zasnąć. Widząc, że nie daje to rezultatu, wstałem, ubrałem się rowerowo i pojechałem. Odczuwalna temperatura wynosiła o tej porze dwa stopnie i pomimo koszulki z długim rękawem i polara, nie było mi specjalnie gorąco. Tymczasem przy Kasprzaka minąłem rowerzystę niosącego rower, ubranego w "cywilne" krótkie spodnie i takąż koszulkę. Nie wiem, jak daleko miał do domu, ale w tym stroju i temperaturze, żaden spacer z rowerem na ramieniu nie jest przyjemnością.
Ponieważ mój rower spisuje się bez zarzutu, pojechałem dalej i po dwudziestu minutach mogłem już pożegnać warszawskie ulice. i skręcić w Szeligowską. Dlatego tak lubię jazdę tą trasą. Tym razem zatrzymałem się przy tej kutej bramie, bo intrygowała mnie ona już od dawna. Nawet kiedyś już ją umieściłem na blogu, ale do dziś pozostawało dla mnie zagadką, co za nią jest?

Brama osiedla Srebrzysta Aleja © yurek55
Zagadka bramy rozwiązana
Żeby nie jechac jak wczoraj, czy tydzień temu, skręciłem na Pogroszew a stamtąd, drogą jak w piosence z "Misia" o Trasie Łazienkowskiej, do Borzęcina.

"Jasna, długa, prosta" © yurek55
Wcześniej jeszcze napotkałem to ogłoszenie i nie mogłem sobie odmówić:)

Prestiżowe miejsce na Twoją reklamę © yurek55
W Borzęcinie o godzinie nieludzkiej jak na niedzielę, prawda?

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Figura Matki Bożej 1 poł. XX w © yurek55

Ufundowana przez mieszkańców Borzęcina © yurek55
"(...)typie Immaculaty obiekt o wartości historycznej i artystycznej, figura wykonana w warszawskim warsztacie A.Olesińskiego i K.Kozińskiego". (Dane z tabliczki informacyjnej)
Z Borzęcina drogowskaz "Mariew 3" skierował mnie na kolejną, niespenetrowaną jeszcze drogę. Tam skończył się niestety asfalt i przed dalsza jazdą, musiałem wspomóc się mapą w telefonie. Wybrałem kierunek na wprost, po wybojach, dziurach, dołach, kamieniach - ale nie po błocie i piachu i po trzech kilometrach dojechałem do Truskawia. Na tym kawałku naprawdę poczułem różnicę pomiędzy amortyzowanym widelcem, a sztywnym. Ale też niestety poczułem, że mój rower, w odróżnieniu od poprzednika, ma sztywną sztycę podsiodłową... Dalej już po asfalcie w kierunku Izabelina, ale też z pewnymi modyfikacjami trasy. Nie chciałem po raz enty jechać Arkuszową i potem przez Bielany, więc skręcałem tu i tam, utrzymując tylko mniej więcej właściwy kierunek. Przez to narysowany ślad wygląda jak trochę niesymetryczny Batman strzelający sobie w skroń.
W Warszawie już blisko domu zrobiłem ostatni przystanek, żeby ten biurowiec Ruchu jeszcze uwiecznić, zanim zniknie.

Siedziba IPN, przedtem biurowiec RUCH © yurek55

Warsaw Spire - nowy kompleks biurowy na Woli © yurek55

Biurowce na Woli © yurek55
W odróżnieniu od ubiegłego tygodnia, nie miałem problemu z powrotem na czas. Pewnie dlatego, że zdążyłem przestawić zegarki na właściwą godzinę. Jechało się nadspodziewanie szybko, nadal nie mogę się przyzwyczaić do osiąganych maksymalnych prędkości, średnia też wysoka(dla mnie, rzecz jasna), na starym rowerze nieosiągalna.
Ponieważ mój rower spisuje się bez zarzutu, pojechałem dalej i po dwudziestu minutach mogłem już pożegnać warszawskie ulice. i skręcić w Szeligowską. Dlatego tak lubię jazdę tą trasą. Tym razem zatrzymałem się przy tej kutej bramie, bo intrygowała mnie ona już od dawna. Nawet kiedyś już ją umieściłem na blogu, ale do dziś pozostawało dla mnie zagadką, co za nią jest?

Brama osiedla Srebrzysta Aleja © yurek55
Zagadka bramy rozwiązana
Żeby nie jechac jak wczoraj, czy tydzień temu, skręciłem na Pogroszew a stamtąd, drogą jak w piosence z "Misia" o Trasie Łazienkowskiej, do Borzęcina.

"Jasna, długa, prosta" © yurek55
Wcześniej jeszcze napotkałem to ogłoszenie i nie mogłem sobie odmówić:)

Prestiżowe miejsce na Twoją reklamę © yurek55
W Borzęcinie o godzinie nieludzkiej jak na niedzielę, prawda?

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Figura Matki Bożej 1 poł. XX w © yurek55

Ufundowana przez mieszkańców Borzęcina © yurek55
"(...)typie Immaculaty obiekt o wartości historycznej i artystycznej, figura wykonana w warszawskim warsztacie A.Olesińskiego i K.Kozińskiego". (Dane z tabliczki informacyjnej)
Z Borzęcina drogowskaz "Mariew 3" skierował mnie na kolejną, niespenetrowaną jeszcze drogę. Tam skończył się niestety asfalt i przed dalsza jazdą, musiałem wspomóc się mapą w telefonie. Wybrałem kierunek na wprost, po wybojach, dziurach, dołach, kamieniach - ale nie po błocie i piachu i po trzech kilometrach dojechałem do Truskawia. Na tym kawałku naprawdę poczułem różnicę pomiędzy amortyzowanym widelcem, a sztywnym. Ale też niestety poczułem, że mój rower, w odróżnieniu od poprzednika, ma sztywną sztycę podsiodłową... Dalej już po asfalcie w kierunku Izabelina, ale też z pewnymi modyfikacjami trasy. Nie chciałem po raz enty jechać Arkuszową i potem przez Bielany, więc skręcałem tu i tam, utrzymując tylko mniej więcej właściwy kierunek. Przez to narysowany ślad wygląda jak trochę niesymetryczny Batman strzelający sobie w skroń.
W Warszawie już blisko domu zrobiłem ostatni przystanek, żeby ten biurowiec Ruchu jeszcze uwiecznić, zanim zniknie.

Siedziba IPN, przedtem biurowiec RUCH © yurek55

Warsaw Spire - nowy kompleks biurowy na Woli © yurek55

Biurowce na Woli © yurek55
W odróżnieniu od ubiegłego tygodnia, nie miałem problemu z powrotem na czas. Pewnie dlatego, że zdążyłem przestawić zegarki na właściwą godzinę. Jechało się nadspodziewanie szybko, nadal nie mogę się przyzwyczaić do osiąganych maksymalnych prędkości, średnia też wysoka(dla mnie, rzecz jasna), na starym rowerze nieosiągalna.
- DST 61.00km
- Teren 3.00km
- Czas 02:42
- VAVG 22.59km/h
- Temperatura 9.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























