Wpisy archiwalne w kategorii
50-100
| Dystans całkowity: | 72050.55 km (w terenie 1408.00 km; 1.95%) |
| Czas w ruchu: | 3584:30 |
| Średnia prędkość: | 20.05 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 132.12 km/h |
| Suma podjazdów: | 98160 m |
| Suma kalorii: | 1256240 kcal |
| Liczba aktywności: | 1068 |
| Średnio na aktywność: | 67.46 km i 3h 21m |
| Więcej statystyk | |
Środa, 11 czerwca 2014
Kategoria 50-100, ku pomocy, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Sposoby na upał.
Jazda rowerem w temperaturze powyżej trzydziestu stopni Celsjusza, to dla mnie poważne wyzwanie. Najbardziej nie lubię momentów gdy muszę stanąć, bo natychmiast jestem zalany potem od stóp do głów. W czasie jazdy pęd powietrza trochę osusza krople potu - o ile pędem można nazwać te 20-25km/h, które udaje mi się osiągać - ale postoje to istny koszmar. Druga denerwująca rzecz to pot zalewający oko i na dodatek szczypiący nieprzyjemnie - taka już jego wredna natura. Potnik wewnątrz kasku ma zbyt małą pojemność wchłaniania i po pewnym czasie, po prostu przesiąka. Trzeba odpowiednio ustawić głowę i wtedy widać jak krople spadają na ziemię, a nie spływają do oka. Można też zatrzymać się, zdjąć kask i wycisnąć nagromadzoną wilgoć.
Rozwiązanie tego drugiego problemu jest banalnie proste. Można założyć na czoło zwiniętą bandamkę, wtedy pot ma dodatkową przeszkodę, ja natomiast dziś zastosowałem wariant ultratropikalny. Rozwinąłem ją i założyłem jak piracką chustę, uprzednio zmoczywszy ją obficie w zimnej wodzie. Na to kask i jazda! Potem jeszcze kilka razy polewałem ją wodą z bidonu, a raz zmoczyłem w fontannie i tym sposobem pozbyłem się uciążliwego problemu. A gdy musiałem się zatrzymać, wilgotna chustka doskonale wycierała i zmywała pot z twarzy i szyi. A jakie są wasze patenty na walkę z upałem w czasie jazdy?
Rozwiązanie tego drugiego problemu jest banalnie proste. Można założyć na czoło zwiniętą bandamkę, wtedy pot ma dodatkową przeszkodę, ja natomiast dziś zastosowałem wariant ultratropikalny. Rozwinąłem ją i założyłem jak piracką chustę, uprzednio zmoczywszy ją obficie w zimnej wodzie. Na to kask i jazda! Potem jeszcze kilka razy polewałem ją wodą z bidonu, a raz zmoczyłem w fontannie i tym sposobem pozbyłem się uciążliwego problemu. A gdy musiałem się zatrzymać, wilgotna chustka doskonale wycierała i zmywała pot z twarzy i szyi. A jakie są wasze patenty na walkę z upałem w czasie jazdy?
- DST 56.18km
- Czas 02:41
- VAVG 20.94km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
*Na raty z interwałem samochodowym*
Dziś rower posłużył mi stricte jako środek transportu. Rano zawiózł mnie do brata pod Radzymin, tam załadowałem go do dostawczaka i pojechaliśmy za Nasielsk. Tam zrobiliśmy cośmy mieli do zrobienia, a wracając kazałem się wysadzić na rondzie Wieliszew-Nieporęt-Zegrze-Legionowo i stamtąd wróciłem na dwóch kołach do domu. A po drodze odebrałem jeszcze w Stanisławowie Drugim receptę. W sumie 34 + 37 kilometrów.
Ponieważ jak napisałem, rower potraktowałem transportowo, to średnia prędkość wyszła kosmiczna jak na mnie, ale cisnąłem niemal bez zatrzymywania i nie po mieście. O drodze nie bardzo jest co pisać; trasa wylotowa na Białystok nieprzyjemna jak zawsze, z Wieliszewa do Jabłonny i później Modlińska, też bez rewelacji.
Ale uczestnicy Maratonu Podróżnika mieli więcej do przejechania i po gorszych drogach. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich wytrwałości, kondycji i samozaparcia. A wyczyn Hipka i Hipci , którzy po ukończeniu maratonu 500km poniżej 24h, wrócili jeszcze na rowerach do Warszawy przejeżdżając w sumie 687 kilometrów, to już kosmiczny odlot jakiś jest. Pozdrawiam.

Sanktuarium maryjne przemienienia pańskiego w radzyminie © yurek55

Historia Sanktuarium radzymińskiego © yurek55

Nikt nie jedzie na moście © yurek55
Zapomniałem włączyć endo zaaferowany wyciąganiem roweru z paki samochodu, stąd różnica w kilometrach.
Ponieważ jak napisałem, rower potraktowałem transportowo, to średnia prędkość wyszła kosmiczna jak na mnie, ale cisnąłem niemal bez zatrzymywania i nie po mieście. O drodze nie bardzo jest co pisać; trasa wylotowa na Białystok nieprzyjemna jak zawsze, z Wieliszewa do Jabłonny i później Modlińska, też bez rewelacji.
Ale uczestnicy Maratonu Podróżnika mieli więcej do przejechania i po gorszych drogach. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich wytrwałości, kondycji i samozaparcia. A wyczyn Hipka i Hipci , którzy po ukończeniu maratonu 500km poniżej 24h, wrócili jeszcze na rowerach do Warszawy przejeżdżając w sumie 687 kilometrów, to już kosmiczny odlot jakiś jest. Pozdrawiam.

Sanktuarium maryjne przemienienia pańskiego w radzyminie © yurek55

Historia Sanktuarium radzymińskiego © yurek55

Nikt nie jedzie na moście © yurek55
Zapomniałem włączyć endo zaaferowany wyciąganiem roweru z paki samochodu, stąd różnica w kilometrach.
- DST 71.00km
- Czas 03:09
- VAVG 22.54km/h
- Temperatura 30.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Znowu Kampinos
Podróż zacząłem na dalekiej Białołęce, bo tam zostawiłem w dobrych rękach samochód i przesiadłem się na rower. Naturalnym wyborem w tej sytuacji był kierunek północny, czyli Nowy Dwór i powrót przez Czosnów i Łomianki. Taki był pierwotny zamysł, ale w trakcie jazdy różne warianty przychodziły mi do głowy. Ostateczny przebieg trasy widać na endo i jest on wynikiem na bieżąco podejmowanych decyzji, w zależności od tego, gdzie się zatrzymałem, by sprawdzić swoje położenie.

Most w Nowym Dworze © yurek55

Widok na Twierdzę Modlin © yurek55
Za mostem skierowałem się na Kamion z myślą, że spokojnymi drogami, a nie wzdłuż "siódemki", dojadę do Czosnowa, a potem przez Palmiry do Truskawia. Przy okazji sprawdziłem gdzie prowadzi droga w prawo i znalazłem się w osiedlu wojskowym w Kazuniu Nowym.

Kazuń Nowe Osiedle. Pomnik poległych w 1939r © yurek55
Napis na tabliczce:
"TU SPOCZYWAJĄ
ŻOŁNIERZE WOJSKA POLSKIEGO
POLEGLI WE WRZEŚNIU 1939 r.
W WALKACH Z NIEMIECKIM NAJEŹDŹCĄ
PODCZAS OBRONY MODLINA I KAZUNIA
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!"
Trwają jakieś prace przy modernizacji otoczenia pomnika, co widać. To koparko-spychacz wykonuje swoją pracę.
Zawróciłem do drogi głównej i tak wybierałem trasę kierując się drogowskazami, że zupełnie niezamierzenie (jak zawsze) znalazłem się na drodze do Leszna-Błonia. Tam też stoi ta kapliczka.

Kapliczka wotywna wsi Aleksandrów © yurek55
A drogę 579 mogłem opuścić kierując się na Cząstków, ale widzę to dopiero teraz analizując swoją trasę, a w czasie jazdy uznałem, że pojadę jednak prosto. Chciałem teraz - to kolejna modyfikacja - skręcić w lewo i odnaleźć żółty szlak do parkingu w Truskawiu. Tym razem mi się udało i kolejne 8 kilometrów pokonałem po drogach tylko niewiele lepszych niż ten "pioch mazowiecki", a ponieważ single tracki i downhill to nie moja bajka, nie zamierzam prędko powtarzać tej trasy.

Piasek nasz mazowiecki w Kampinosie © yurek55
Z Truskawia już nic nie kombinowałem tylko znanymi drogami dotarłem do miasta i do domu.
Po krótkiej przerwie i ogarnięciu paru rzeczy w domu pojechałem jeszcze raz, tym razem zawieźć tablet do serwisu samsunga na Marynarską. Sprawy nie załatwiłem, ale nie ma tego złego. Pojadę jeszcze raz.
Dystans i czas obu jazd liczony łącznie - z licznika. Nie kasowałem go po pierwszym przejeździe.
Dziś trzy razy zaliczałem schody, winda nadal nie działa.

Most w Nowym Dworze © yurek55

Widok na Twierdzę Modlin © yurek55
Za mostem skierowałem się na Kamion z myślą, że spokojnymi drogami, a nie wzdłuż "siódemki", dojadę do Czosnowa, a potem przez Palmiry do Truskawia. Przy okazji sprawdziłem gdzie prowadzi droga w prawo i znalazłem się w osiedlu wojskowym w Kazuniu Nowym.

Kazuń Nowe Osiedle. Pomnik poległych w 1939r © yurek55
Napis na tabliczce:
"TU SPOCZYWAJĄ
ŻOŁNIERZE WOJSKA POLSKIEGO
POLEGLI WE WRZEŚNIU 1939 r.
W WALKACH Z NIEMIECKIM NAJEŹDŹCĄ
PODCZAS OBRONY MODLINA I KAZUNIA
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!"
Trwają jakieś prace przy modernizacji otoczenia pomnika, co widać. To koparko-spychacz wykonuje swoją pracę.
Zawróciłem do drogi głównej i tak wybierałem trasę kierując się drogowskazami, że zupełnie niezamierzenie (jak zawsze) znalazłem się na drodze do Leszna-Błonia. Tam też stoi ta kapliczka.

Kapliczka wotywna wsi Aleksandrów © yurek55
A drogę 579 mogłem opuścić kierując się na Cząstków, ale widzę to dopiero teraz analizując swoją trasę, a w czasie jazdy uznałem, że pojadę jednak prosto. Chciałem teraz - to kolejna modyfikacja - skręcić w lewo i odnaleźć żółty szlak do parkingu w Truskawiu. Tym razem mi się udało i kolejne 8 kilometrów pokonałem po drogach tylko niewiele lepszych niż ten "pioch mazowiecki", a ponieważ single tracki i downhill to nie moja bajka, nie zamierzam prędko powtarzać tej trasy.

Piasek nasz mazowiecki w Kampinosie © yurek55
Z Truskawia już nic nie kombinowałem tylko znanymi drogami dotarłem do miasta i do domu.
Po krótkiej przerwie i ogarnięciu paru rzeczy w domu pojechałem jeszcze raz, tym razem zawieźć tablet do serwisu samsunga na Marynarską. Sprawy nie załatwiłem, ale nie ma tego złego. Pojadę jeszcze raz.
Dystans i czas obu jazd liczony łącznie - z licznika. Nie kasowałem go po pierwszym przejeździe.
Dziś trzy razy zaliczałem schody, winda nadal nie działa.
- DST 90.80km
- Teren 9.00km
- Czas 04:38
- VAVG 19.60km/h
- Temperatura 30.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 5 czerwca 2014
Kategoria 50-100
Przez Kampinos+zwiedzanie muzeum w Palmirach
Dziś tylko obrazki i mapa.

Sory, takie mamy nazwy ulic w Truskawiu © yurek55

Jestem dumnym Polakiem © yurek55

Artystyczna robota © yurek55

Droga do cmentarza w Palmirach © yurek55

Cmentarz Palmiry © yurek55

Muzeum Historyczne m.st.Warszawy - Oddział Muzeum Miejsce Pamięci Palmiry © yurek55

Wnętrze muzeum © yurek55

Muzealna brzoza © yurek55

Ekspozycja ścienna © yurek55

CKM odkopany w Kampinosie © yurek55

Łomianki-wał p/powodziowy, tędy jechałem © yurek55

Sory, takie mamy nazwy ulic w Truskawiu © yurek55

Jestem dumnym Polakiem © yurek55

Artystyczna robota © yurek55

Droga do cmentarza w Palmirach © yurek55

Cmentarz Palmiry © yurek55

Muzeum Historyczne m.st.Warszawy - Oddział Muzeum Miejsce Pamięci Palmiry © yurek55

Wnętrze muzeum © yurek55

Muzealna brzoza © yurek55

Ekspozycja ścienna © yurek55

CKM odkopany w Kampinosie © yurek55

Łomianki-wał p/powodziowy, tędy jechałem © yurek55
- DST 67.36km
- Teren 8.00km
- Czas 03:28
- VAVG 19.43km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 4 czerwca 2014
Kategoria 50-100
Dzień wolności na rowerze
Nie byłem zainteresowany uczestniczeniem w obchodach tzw. "odzyskania wolności" na Placu Zamkowym, ale pojechałem tam z ciekawości, zobaczyć jak to wygląda.

Plac Zamkowy w dniu wizyty Prezydenta Obamy w Warszawie © yurek55

Bramki antydetekcyjne do wykrywania metali © yurek55

Strefa bezpieczeństwa © yurek55

Biało-czerwone Krakowskie Przedmieście © yurek55

Pałac Prezydencki 25 lat wolności © yurek55

Utrwalone i powielane klisze: Brama Stoczni'80 - Mazowiecki'89 - Gary Cooper ze znaczkiem "Solidarności"- napis "solidarycą" © yurek55
Ponieważ miał się tam pojawić sam Barack Obama, zastosowano środki bezpieczeństwa na skalę totalną. Pomijam policjantów co 50 metrów, ale helikoptery policyjne i wojskowe na niebie, pontony jednostki "Grom" na Wiśle, a nawet przelot eskadry F-16, to daje obraz oblężonego i sparaliżowanego korkami miasta.
Ponieważ nie miałem co tam dłużej robić pomyślałem, że pojadę prosto Radzymińską do Trasy Toruńskiej i tam wracając przetestuję drogę dla rowerów. W trakcie jazdy jak zwykle wyszło, że trochę zmieniłem założenia, bo skręciłem z Radzymińskiej w ulicę Bystrą i przez Ząbki i Zielonkę dotarłem do Marek i dopiero stamtąd zawróciłem do Trasy. A w Ząbkach byłem świadkiem akcji gaszenia, a właściwie dogaszania blaszanej szopy na działkach: jeden strażak z sikawką, drugi odciągał rękami blachy sprawdzając pogorzelisko, a reszta załóg z czterech (sic!) jednostek ratowniczych patrzyła, rozmawiała, paliła papierosy... Była na miejscu także policja i pogotowie. Zapewne wszyscy zaliczą statystycznie udział w akcji, prawda?

"Moja mowa, krótka mowa:niechaj żyje straż ogniowa":) © yurek55
Reszta strażaków, ok. 15 nie zmieściła się w kadrze.
Drogą dla rowerów wzdłuż Trasy Toruńskiej jechałem pierwszy raz od oddania całości do użytku. Wcześniej jechałem "na dziko" poszczególnymi fragmentami, niekiedy przenosząc rower, a niekiedy jadąc przez plac budowy, więc teraz miałem okazję przekonać się, jak jest po ukończeniu. Od strony północnej mamy 5,5 km niezłej drogi, aż do szkoły przy Rembielińskiej, z zaledwie jednym krawężnikiem gdzie trzeba hamować. Przy szkole wystarczy znieść rower po kilku schodach i przejechać pod Trasą na drugą stronę i po pokonaniu kilku krętych zjazdów i podjazdów, można przejechać jeszcze 1,5 km i dojechać do Jagiellońskiej, gdzie przy FSO droga się kończy.

Droga rowerowa płd. strona Trasy Toruńskiej © yurek55

Jazda bez trzymanki:) © yurek55
Na zakończenie.
W obchodach dnia wolności brakuje najważniejszych aktorów tych wydarzeń, brakuje tych strajkujących robotników, dzięki którym Komorowski, Tusk i inni politycy mogą dziś fetować przywódców innych państw na Placu Zamkowym. I nie ma już też, tych zakładów pracy gdzie ci robotnicy pracowali. Słów podziękowania dla "Solidarności" też nie usłyszałem. To boli.

Plac Zamkowy w dniu wizyty Prezydenta Obamy w Warszawie © yurek55

Bramki antydetekcyjne do wykrywania metali © yurek55

Strefa bezpieczeństwa © yurek55

Biało-czerwone Krakowskie Przedmieście © yurek55

Pałac Prezydencki 25 lat wolności © yurek55

Utrwalone i powielane klisze: Brama Stoczni'80 - Mazowiecki'89 - Gary Cooper ze znaczkiem "Solidarności"- napis "solidarycą" © yurek55
Ponieważ miał się tam pojawić sam Barack Obama, zastosowano środki bezpieczeństwa na skalę totalną. Pomijam policjantów co 50 metrów, ale helikoptery policyjne i wojskowe na niebie, pontony jednostki "Grom" na Wiśle, a nawet przelot eskadry F-16, to daje obraz oblężonego i sparaliżowanego korkami miasta.
Ponieważ nie miałem co tam dłużej robić pomyślałem, że pojadę prosto Radzymińską do Trasy Toruńskiej i tam wracając przetestuję drogę dla rowerów. W trakcie jazdy jak zwykle wyszło, że trochę zmieniłem założenia, bo skręciłem z Radzymińskiej w ulicę Bystrą i przez Ząbki i Zielonkę dotarłem do Marek i dopiero stamtąd zawróciłem do Trasy. A w Ząbkach byłem świadkiem akcji gaszenia, a właściwie dogaszania blaszanej szopy na działkach: jeden strażak z sikawką, drugi odciągał rękami blachy sprawdzając pogorzelisko, a reszta załóg z czterech (sic!) jednostek ratowniczych patrzyła, rozmawiała, paliła papierosy... Była na miejscu także policja i pogotowie. Zapewne wszyscy zaliczą statystycznie udział w akcji, prawda?

"Moja mowa, krótka mowa:niechaj żyje straż ogniowa":) © yurek55
Reszta strażaków, ok. 15 nie zmieściła się w kadrze.
Drogą dla rowerów wzdłuż Trasy Toruńskiej jechałem pierwszy raz od oddania całości do użytku. Wcześniej jechałem "na dziko" poszczególnymi fragmentami, niekiedy przenosząc rower, a niekiedy jadąc przez plac budowy, więc teraz miałem okazję przekonać się, jak jest po ukończeniu. Od strony północnej mamy 5,5 km niezłej drogi, aż do szkoły przy Rembielińskiej, z zaledwie jednym krawężnikiem gdzie trzeba hamować. Przy szkole wystarczy znieść rower po kilku schodach i przejechać pod Trasą na drugą stronę i po pokonaniu kilku krętych zjazdów i podjazdów, można przejechać jeszcze 1,5 km i dojechać do Jagiellońskiej, gdzie przy FSO droga się kończy.

Droga rowerowa płd. strona Trasy Toruńskiej © yurek55

Jazda bez trzymanki:) © yurek55
Na zakończenie.
W obchodach dnia wolności brakuje najważniejszych aktorów tych wydarzeń, brakuje tych strajkujących robotników, dzięki którym Komorowski, Tusk i inni politycy mogą dziś fetować przywódców innych państw na Placu Zamkowym. I nie ma już też, tych zakładów pracy gdzie ci robotnicy pracowali. Słów podziękowania dla "Solidarności" też nie usłyszałem. To boli.
- DST 59.63km
- Czas 03:23
- VAVG 17.62km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Występy w Parku Żeromskiego i Zajezdnia "Inflancka"
Początek wycieczki miałem bardzo dobry, po znanej i pustej trasie jechało się doskonale. Ubrany byłem "na krótko", więc żeby się rozgrzać, trzeba było pedałować i kilometry szybko nawijały się na opony. Jak wracałem było już dużo cieplej, a ja znalazłem się w okolicach Placu Wilsona i tam utknąłem na dłużej. Trafiłem w Parku na występ młodych ludzi ze Szkoły Musicalowej Teatru Roma w ramach Karuzeli Cooltury. Jeśli ktoś widział musical "Metro", to prezentowane widowisko było utrzymane w podobnym klimacie.

Estrada w Parku Żeromskiego © yurek55

Karuzela Cooltury © yurek55

Młodość, taniec, śpiew © yurek55
Potem zamiast jechać, oglądałem plakaty wywieszone na parkowym parkanie tworzące wystawę "Nie po drodze nam z przeciwnikami socjalizmu", co mi zajęło kolejne kilkadziesiąt minut. Oto jeden z nich

Zarządzenie w sprawie zakończenia jesiennej orki i siewu © yurek55
Tak wybiłem się z rytmu jazdy, że zrezygnowałem z nabijania kilometrów i powolutku przemieszczałem się po cichych uliczkach Starego Żoliborza dokoła Cytadeli, aż dojechałem do terenów dawnej Zajezdni MZK na Inflanckiej.

Kolumnada © yurek55

Domy na Inflanckiej © yurek55

Tu zaszła zmiana...Inflancka © yurek55
Wynik miesiąca maja 1291km.

Estrada w Parku Żeromskiego © yurek55

Karuzela Cooltury © yurek55

Młodość, taniec, śpiew © yurek55
Potem zamiast jechać, oglądałem plakaty wywieszone na parkowym parkanie tworzące wystawę "Nie po drodze nam z przeciwnikami socjalizmu", co mi zajęło kolejne kilkadziesiąt minut. Oto jeden z nich

Zarządzenie w sprawie zakończenia jesiennej orki i siewu © yurek55
Tak wybiłem się z rytmu jazdy, że zrezygnowałem z nabijania kilometrów i powolutku przemieszczałem się po cichych uliczkach Starego Żoliborza dokoła Cytadeli, aż dojechałem do terenów dawnej Zajezdni MZK na Inflanckiej.

Kolumnada © yurek55

Domy na Inflanckiej © yurek55

Tu zaszła zmiana...Inflancka © yurek55
Wynik miesiąca maja 1291km.
- DST 59.63km
- Czas 03:49
- VAVG 15.62km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 28 maja 2014
Kategoria 50-100, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Nie lubię jeździć w deszczu!
Dzisiejsza pogoda nie za bardzo nadawała się do jazdy rowerem, ale tę wiedzę pozyskałem o wiele za późno. Jak powszechnie wiadomo, nie lubię jeździć w deszczu i staram się unikać takich sytuacji, a dziś sprzeniewierzyłem się swoim zasadom.
Początek nie zapowiadał się źle, temperatura odpowiednia, przestało padać i zaczynał schnąć chodnik pod moim oknem, a to jest zawsze niezawodny sygnał, że można wyjeżdżać. Początek jazdy był na tyle suchy, że nawet kurtki z plecaka nie musiałem wyjmować. Potem wprawdzie zaczęło drobno kropić, ale byłem tak rozgrzany, że zanim krople docierały do ciała, to parowały i byłem prawie suchy. Niestety deszcz postanowił sprawdzić przemakalność mojej koszulki i w Falenicy padało już tak mocno, że musiałem jednak założyć kurtkę. Po chwilce spędzonej pod daszkiem, deszcz zamienił się w deszczyk i mogłem jechać dalej. Odnalazłem ulicę Zagórzańską, odebrałem przesyłkę i ruszyłem w drogę powrotną. Jazda w siąpiącym deszczyku była dość uciążliwa, ale nie z powodu opadów, a z powodu kałuż na jezdni i samochodów. No i z powodu braku błotników w moim rowerze. Ale w końcu dojechałem do Wału Miedzeszyńskiego i mogłem wreszcie zjechać z ulicy na drogę dla rowerów. Deszcz też jakby przestawał padać i zacząłem się zastanawiać, czy jechać do domu, czy może jednak zawieźć do Piaseczna to co odebrałem. Myślałem tak przez siedem kilometrów, a w tym czasie przestało padać, nic nie chlapało spod kół i znowu mogłem cieszyć się jazdą. Postanowiłem tylko, nie jechać ulicami jak wczoraj, a przejechać się nad Wisłą, w ciszy i spokoju. Niestety deszcz nie dał całkiem za wygraną i po jakimś czasie znowu zaczął padać. Na szczęście nie były to opady intensywne, niemniej po dotarciu na miejsce byłem już solidnie przemoczony. Kropla drąży skałę, a co dopiero moją absolutnie nieprofesjonalną kurtkę? Nie było jednak tak źle, nawet suchych skarpet i butów nie chciałem, ani kurtki - uznałem, że ostatnie kilometry do domu dojadę i tak. Wypiłem kawę, zjadłem czekoladę i z nową energią ruszyłem w drogę do domu. Wiedziałem, że do setki mi trochę zabraknie, ale musiałem jechać najkrótszą drogą, bo już późno się zrobiło i czas mnie gonił. I nawet jazda Puławską i kolejnymi ulicami nie robiła już na mnie wrażenia - i tak byłem mokry do samego spodu, od stóp, do głów. Pozwalałem nawet sobie, wjeżdżać pełną bombą w kałuże i patrzeć jaka fajna fontanna się robi. Po powrocie natychmiast wszystko poszło do pralki, buty schną wypchane gazetami, a ja nadal NIE LUBIĘ JEŹDZIĆ W DESZCZU!

Czerwone maki © yurek55

Droga dla rowerów, Wał Miedzeszyński © yurek55

Wisła okolice Kępy Oborskiej © yurek55

Droga na wale © yurek55
Początek nie zapowiadał się źle, temperatura odpowiednia, przestało padać i zaczynał schnąć chodnik pod moim oknem, a to jest zawsze niezawodny sygnał, że można wyjeżdżać. Początek jazdy był na tyle suchy, że nawet kurtki z plecaka nie musiałem wyjmować. Potem wprawdzie zaczęło drobno kropić, ale byłem tak rozgrzany, że zanim krople docierały do ciała, to parowały i byłem prawie suchy. Niestety deszcz postanowił sprawdzić przemakalność mojej koszulki i w Falenicy padało już tak mocno, że musiałem jednak założyć kurtkę. Po chwilce spędzonej pod daszkiem, deszcz zamienił się w deszczyk i mogłem jechać dalej. Odnalazłem ulicę Zagórzańską, odebrałem przesyłkę i ruszyłem w drogę powrotną. Jazda w siąpiącym deszczyku była dość uciążliwa, ale nie z powodu opadów, a z powodu kałuż na jezdni i samochodów. No i z powodu braku błotników w moim rowerze. Ale w końcu dojechałem do Wału Miedzeszyńskiego i mogłem wreszcie zjechać z ulicy na drogę dla rowerów. Deszcz też jakby przestawał padać i zacząłem się zastanawiać, czy jechać do domu, czy może jednak zawieźć do Piaseczna to co odebrałem. Myślałem tak przez siedem kilometrów, a w tym czasie przestało padać, nic nie chlapało spod kół i znowu mogłem cieszyć się jazdą. Postanowiłem tylko, nie jechać ulicami jak wczoraj, a przejechać się nad Wisłą, w ciszy i spokoju. Niestety deszcz nie dał całkiem za wygraną i po jakimś czasie znowu zaczął padać. Na szczęście nie były to opady intensywne, niemniej po dotarciu na miejsce byłem już solidnie przemoczony. Kropla drąży skałę, a co dopiero moją absolutnie nieprofesjonalną kurtkę? Nie było jednak tak źle, nawet suchych skarpet i butów nie chciałem, ani kurtki - uznałem, że ostatnie kilometry do domu dojadę i tak. Wypiłem kawę, zjadłem czekoladę i z nową energią ruszyłem w drogę do domu. Wiedziałem, że do setki mi trochę zabraknie, ale musiałem jechać najkrótszą drogą, bo już późno się zrobiło i czas mnie gonił. I nawet jazda Puławską i kolejnymi ulicami nie robiła już na mnie wrażenia - i tak byłem mokry do samego spodu, od stóp, do głów. Pozwalałem nawet sobie, wjeżdżać pełną bombą w kałuże i patrzeć jaka fajna fontanna się robi. Po powrocie natychmiast wszystko poszło do pralki, buty schną wypchane gazetami, a ja nadal NIE LUBIĘ JEŹDZIĆ W DESZCZU!

Czerwone maki © yurek55

Droga dla rowerów, Wał Miedzeszyński © yurek55

Wisła okolice Kępy Oborskiej © yurek55

Droga na wale © yurek55
- DST 93.59km
- Teren 4.00km
- Czas 04:25
- VAVG 21.19km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 27 maja 2014
Kategoria 50-100, ku pomocy, Piaseczno/Ursynów
Rowerem i samochodem.
Miałem trochę spraw do załatwienia i rower dziś służył mi w celach transportowych do dojazdu i powrotu z Piaseczna. W tamtą stronę pojechałem przez Wilanów i Konstancin, bo na trasę Wałem Zawadowskim nie miałem czasu - i nie będę raczej tamtędy jeździł. Od Klarysewa zakaz jazdy rowerem, a ddr po lewej stronie jezdni, bez sensu...
Z Piaseczna wróciłem samochodem, pozałatwiałem wszystko, co było do zrobienia, odstawiłem auto na miejsce i jeszcze raz wsiadłem na rower. Wracałem najkrótszą droga i najszybciej jak umiałem, ale rekordu 48 minut nie pobiłem, było 49...
Z Piaseczna wróciłem samochodem, pozałatwiałem wszystko, co było do zrobienia, odstawiłem auto na miejsce i jeszcze raz wsiadłem na rower. Wracałem najkrótszą droga i najszybciej jak umiałem, ale rekordu 48 minut nie pobiłem, było 49...
- DST 51.53km
- Czas 02:18
- VAVG 22.40km/h
- Temperatura 26.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Trzy razy miasto.
Drugi raz użyłem aplikacji Warszawa 19115 zgłaszając niedziałające wodotryski Pod Skrzydłami. Skoro wszędzie woda może tryskać, to dlaczego nie u mnie, na Ochocie? Żar lał się z nieba, a tu takie rozczarowanie...

Nie ma, nie ma, wody na pustyni (miejskiej) © yurek55

Nie ma, nie ma, wody na pustyni (miejskiej) © yurek55
- DST 58.64km
- Czas 03:01
- VAVG 19.44km/h
- Temperatura 34.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 21 maja 2014
Kategoria Piaseczno/Ursynów, ku pomocy, 50-100
Wysoka woda i strażacy na straży.
Miałem dziś pojechać nad Wisłę zobaczyć kulminacyjną falę powodziową, ale musiałem zmienić swoje plany i w trybie awaryjnym pojechać do Piaseczna. Już zapomniałem jak satysfakcjonująca jest poranna jazda ulicą Wołoską, a szczególnie jej odcinkiem od szpitala MSW, do Domaniewskiej. Wprawdzie nie liczyłem ale sadzę, że setkę stojących w korku samochodów minąłem. Starałem się jechać szybko, bo czas naglił i uzyskałem wynik 48 minut od wyjścia z domu. Gdyby nie światła, to jeszcze ze dwie - trzy minuty bym urwał.
Wracałem przez Konstancin trochę zmodyfikowaną trasą, bo skręciłem w ul. Oborską i zanim dotarłem do ronda na Warszawskiej widziałem kilkanaście domów, których i Carrington by się nie powstydził.
"Kto chce aspirować do polskiej elity biznesowej, powinien mieć posiadłość w tej podwarszawskiej miejscowości. Tak jak najbogatszy Polak Jan Kulczyk, przedsiębiorca z branży farmaceutycznej Jerzy Starak, biznesmen inwestujący w biurowce Zbigniew Niemczycki, współwłaściciel TVN Mariusz Walter, giełdowy rekin Zbigniew Jakubas czy gwiazdy sportu i rozrywki jak Maryla Rodowicz lub Roman Kosecki." Więcej o polskim Beverly Hills tutaj
Na rondzie wybrałem kierunek na Ciszycę, by z wału nad Wisłą zobaczyć jak wygląda sytuacja powodziowa. Dojeżdżając, z daleka widziałem wóz Straży Pożarnej, a już z bliska, kilku strażaków piekących kiełbaski na ognisku i wystawiających gołe torsy do promieni słonecznych. Lepiej służbę pełnić na wale, niż w remizie. W Kępie Oborskiej dokładnie ten sam obrazek, drugi zastęp strażaków też korzysta z uroków pięknej pogody i służby na świeżym powietrzu.
Na wale przeciwpowodziowym pracował też traktor koszący bujną trawę po kolana, żeby można było dojrzeć, czy nie ma uszkodzeń. Tym razem woda podeszła tylko do podnóża i raczej niebezpieczeństwa nie ma.

Piaskarnia pod wodą © yurek55

Druga piaskarnia też pod wodą © yurek55

Woda u podnóża wału © yurek55
Niestety na sesję z mostów nie wystarczyło mi czasu, więc nie wiem jak wygląda rzeczywisty poziom wody, a szkoda, bo chciałem zobaczyć jak wyglądają remontowane od lat bulwary warszawskie. Podobno zalało?
Wracałem przez Konstancin trochę zmodyfikowaną trasą, bo skręciłem w ul. Oborską i zanim dotarłem do ronda na Warszawskiej widziałem kilkanaście domów, których i Carrington by się nie powstydził.
"Kto chce aspirować do polskiej elity biznesowej, powinien mieć posiadłość w tej podwarszawskiej miejscowości. Tak jak najbogatszy Polak Jan Kulczyk, przedsiębiorca z branży farmaceutycznej Jerzy Starak, biznesmen inwestujący w biurowce Zbigniew Niemczycki, współwłaściciel TVN Mariusz Walter, giełdowy rekin Zbigniew Jakubas czy gwiazdy sportu i rozrywki jak Maryla Rodowicz lub Roman Kosecki." Więcej o polskim Beverly Hills tutaj
Na rondzie wybrałem kierunek na Ciszycę, by z wału nad Wisłą zobaczyć jak wygląda sytuacja powodziowa. Dojeżdżając, z daleka widziałem wóz Straży Pożarnej, a już z bliska, kilku strażaków piekących kiełbaski na ognisku i wystawiających gołe torsy do promieni słonecznych. Lepiej służbę pełnić na wale, niż w remizie. W Kępie Oborskiej dokładnie ten sam obrazek, drugi zastęp strażaków też korzysta z uroków pięknej pogody i służby na świeżym powietrzu.
Na wale przeciwpowodziowym pracował też traktor koszący bujną trawę po kolana, żeby można było dojrzeć, czy nie ma uszkodzeń. Tym razem woda podeszła tylko do podnóża i raczej niebezpieczeństwa nie ma.

Piaskarnia pod wodą © yurek55

Druga piaskarnia też pod wodą © yurek55

Woda u podnóża wału © yurek55
Niestety na sesję z mostów nie wystarczyło mi czasu, więc nie wiem jak wygląda rzeczywisty poziom wody, a szkoda, bo chciałem zobaczyć jak wyglądają remontowane od lat bulwary warszawskie. Podobno zalało?
- DST 60.65km
- Teren 1.00km
- Czas 02:48
- VAVG 21.66km/h
- Temperatura 27.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























