Wpisy archiwalne w kategorii
> 100
| Dystans całkowity: | 51704.82 km (w terenie 765.00 km; 1.48%) |
| Czas w ruchu: | 2492:37 |
| Średnia prędkość: | 20.74 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 116.95 km/h |
| Suma podjazdów: | 79611 m |
| Suma kalorii: | 865353 kcal |
| Liczba aktywności: | 456 |
| Średnio na aktywność: | 113.39 km i 5h 27m |
| Więcej statystyk | |
Środa, 4 maja 2016
Kategoria > 100
Po kolejną stówkę
Dzień bez stówki, to dzień stracony - tak mi się jakoś ubzdrało i pojechałem po nią znowu. Niemal do samego końca nie wiedziałem gdzie pojadę i w ostatniej chwili zdecydowałem o kierunku nad Zalew. Jako miejski rowerzysta wybrałem jazdę przez sam środek Warszawy, bo ruch uliczny to przecież nasze środowisko naturalne. Głównymi ulicami, prosto jak strzelił, dojechałem aż do ulicy Marsa, gdzie skręciłem na Rembertów i potem już na Nieporęt. Droga 631, która zaprowadziła mnie aż do Nowego Dworu Mazowieckiego, znowu stała się dużym wyzwaniem dla rowerzystów, ale jeszcze większym dla zmotoryzowanych użytkowników. Po roku przerwy znowu stała się potężnym placem budowy, bo kolejny jej odcinek jest właśnie modernizowany. Korek w kierunku Warszawy ciągnie się przez wiele kilometrów, choć była to godzina przedpołudniowa. Nie chcę myśleć, co się dzieje w godzinach porannego szczytu dojazdów do pracy. Ja ze swej strony starałem się ulżyć losowi kierowców ciężarówek i słysząc za sobą "sapanie" ich hamulców, zjeżdżałem co jakiś czas na pobocze i umożliwiałem wyprzedzenie. Dopiero jak przejechałem wylotówkę na Białystok, pojawiło się szerokie pobocze i przestałem być zawalidrogą. W Nieporęcie tym razem bez fotki z mostu, z widokiem na port i Zalew, ale są za to łabędzie, pomost i autor. Na drodze do Wieliszewa nadal stoi zakaz rowerowy i trzeba jechać obok i nieco w dole, ale za miastem można już wrócić na szosę. Na miejscowym cmentarzu z daleka błyszczy nowa kopuła na sławnej kaplicy grobowca rodziny Kamieńskich. Jak napisała w sierpniu 2014 Gazeta Powiatowa" "Wszyscy mieszkańcy Wieliszewa uważają Kaplicę Grobową za wizytówkę gminy. Wymowna dedykacja „Żona – Mężowi” sprzyja tworzeniu emocjonalnej więzi z tym zabytkowym obiektem.
Wieliszewianie cenią zabytki, ale przede wszystkim chcą wierzyć, że klasycystyczny obiekt na cmentarzu to niejako pomnik wielkiej miłości, dlatego bardzo kibicują rozpoczynającym się wkrótce pracom."
Ja byłem tam w maju i kaplica miała wówczas takie zwieńczenie. zdjęcie
W Nowym Dworze troszkę mi się drogi pomyliły, ale w końcu odnalazłem most i patrząc na licznik uznałem, że mogę wracać najkrótszą drogą przez Czosnów i Łomianki. W tej pierwszej miejscowości, zrobiłem sobie dziesięciominutowy postój na herbatniczki, zmoczyłem włosy w fontannie i po półtorej godzinie zameldowałem się w domu. Dziś miałem szczęście do pogody i pomimo, że deszcze gdzieś tam padały, m.in. na Ursynowie, mnie udało się wrócić o suchym kole.
A prognozę meteo sprawdzałem i ubrałem się stosownie do jej bezdeszczowych wskazań.

Rondo Czterdziestolatka przy Dw. Centralnym © yurek55

Przebudowa i rozbudowa drogi 631 © yurek55

Droga 631 bliżej Nieporętu © yurek55

Pomost, rower i plakat rejsydlaciebie © yurek55

Jezioro łabędzie © yurek55

Na pomoście w Nieporęcie © yurek55

Droga ku Wieliszewowi © yurek55

Nowa kopuła z daleka rzuca się w oczy. Wieliszew © yurek55

Secesyjna kaplica grobowa na cmentarzu w Wieliszewie © yurek55

Żona Mężowi 1834 © yurek55

Widok z mostu na Twierdzę Modlin © yurek55
Wieliszewianie cenią zabytki, ale przede wszystkim chcą wierzyć, że klasycystyczny obiekt na cmentarzu to niejako pomnik wielkiej miłości, dlatego bardzo kibicują rozpoczynającym się wkrótce pracom."
Ja byłem tam w maju i kaplica miała wówczas takie zwieńczenie. zdjęcie
W Nowym Dworze troszkę mi się drogi pomyliły, ale w końcu odnalazłem most i patrząc na licznik uznałem, że mogę wracać najkrótszą drogą przez Czosnów i Łomianki. W tej pierwszej miejscowości, zrobiłem sobie dziesięciominutowy postój na herbatniczki, zmoczyłem włosy w fontannie i po półtorej godzinie zameldowałem się w domu. Dziś miałem szczęście do pogody i pomimo, że deszcze gdzieś tam padały, m.in. na Ursynowie, mnie udało się wrócić o suchym kole.
A prognozę meteo sprawdzałem i ubrałem się stosownie do jej bezdeszczowych wskazań.

Rondo Czterdziestolatka przy Dw. Centralnym © yurek55

Przebudowa i rozbudowa drogi 631 © yurek55

Droga 631 bliżej Nieporętu © yurek55

Pomost, rower i plakat rejsydlaciebie © yurek55

Jezioro łabędzie © yurek55

Na pomoście w Nieporęcie © yurek55

Droga ku Wieliszewowi © yurek55

Nowa kopuła z daleka rzuca się w oczy. Wieliszew © yurek55

Secesyjna kaplica grobowa na cmentarzu w Wieliszewie © yurek55

Żona Mężowi 1834 © yurek55

Widok z mostu na Twierdzę Modlin © yurek55
- DST 110.00km
- Czas 05:05
- VAVG 21.64km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 3 maja 2016
Kategoria > 100
Po setkę - deszczowa końcówka
Jak już mam nieco więcej czasu, tak jak dziś, a do tego pogoda dopisuje, to dystans krótszy niż sto kilometrów, wydaje się być marnowaniem czasu. Wymyśliłem sobie, że trasa po obu stronach Wisły z mostem w Górze Kalwarii powinna spełnić moje oczekiwania. Nawet jak trochę zabraknie, to można ją wydłużyć jadąc wzdłuż Wisły po praskiej stronie i wracając dowolnie oddalonym mostem.
Poranne słońce i temperatura za oknem 20°C wskazywały na typowo letni zestaw ubraniowy, włącznie z mokrą chustką pod kask, żeby głowa się nie nagrzewała zbytnio. Początek jednak aż tak optymistycznie nie wyglądał> Szybko sobie uświadomiłem, że mój termometr jest bezpośrednio wystawiony na promienie słoneczne i zawyżył o dobre kilka stopni temperaturę. Ratunkiem było tylko szybkie kręcenie, co też zrobiłem i szybko odzyskałem komfort termiczny. Do Gassów tym razem nie pojechałem nad Wisłą Wałem Zawadowskim, wybrałem Czerniakowską, przez Wilanów i przed Powsinem skręciłem na Okrzeszyn. Dalej już normalnie. W drodze spotkałem co najmniej kilkudziesięciu rowerzystów, większość tylko przez chwilę słyszałem za sobą, potem widziałem tylko szybko niknące sylwetki. W Gassach zrobiłem pierwszy przystanek na fotki i łyk picia, a ponieważ nie miałem zamiaru korzystać z promu, pojechałem dalej. Droga nad Wisłą do Góry Kalwarii minęła szybko i przyjemnie, za wyjątkiem ostatniego podjazdu - on chyba jest gorszy od Agrykoli. Potem jeszcze tylko karkołomny zjazd po kocich łbach ulicy Świętego Antoniego i po chwili byłem na moście. Napisałem, karkołomny, ale jeśli trzyma się mocno zaciśnięte hamulce i nie przekracza 8 km/h, to nie ma się czego bać. Z "pięćdziesiątki" pierwszym zjazdem skierowałem się na Glinki i spokojnymi drogami wśród pól, kwitnących sadów i słuchając śpiewu ptaków dojechałem do drogi 801 Warszawa - Puławy. Kawałek musiałem nia pojechać, bo chciałem dojechać do przeprawy od strony Karczewa i sprawdzić, o ile skraca drogę pokonanie Wisły promem. Wyszło 32 kilometry. Ponieważ chciałem zobaczyć postęp prac przy budowie tunelu pod torami w Międzylesiu, jechałem dalej wzdłuż linii kolejowej. Gdy zaspokoiłem swoją ciekawość, skierowałem się w stronę Zerzenia i przy kościele poczułem pierwsze krople deszczu. Wtedy też sobie przypomniałem, że nie sprawdziłem prognozy meteorologicznej i troszkę byłem o to zły na siebie. Deszcz jednak nie mógł się zdecydować, czy chce poważnie padać, czy nie, ja zaś optymistycznie uznałem, że nie przejdzie linii Wisły i spokojnie jechałem dalej. Wprawdzie bliskie grzmoty trochę mi ten nastrój próbowały zepsuć, ale się nie dawałem. Gdy dojeżdżałem do Mostu Siekierkowskiego byłem jeszcze prawie suchy i nie chciałem tracić szansy na setkę, a tak by było, gdybym tę drogę wybrał. Po chwili deszcz pokazał co potrafi i do Mostu Łazienkowskiego dojechałem już nieźle przemoczony. Pod mostem schroniło się kilkanaście osób więc i ja dołączyłem do nich czekając na poprawę aury. Gdy wydało mi się że trochę przestaje ruszyłem z kopyta i po kilkudziesięciu metrach przekonałem się jak wielki był mój optymizm. Deszcz lunął ze zdwojoną siłą i zanim znów znalazłem schronienie, tym razem pod Mostem Poniatowskiego, byłem mokry doszczętnie. Stanie w miejscu wychładza bardziej niż jazda, na szczęście temperatura tylko trochę spadła i hipotermia mi nie groziła. Przyjemnie to nie było i gdy tylko uznałem, że krople są mniejsze i padają rzadziej, ruszyłem w stronę domu. Po przejechaniu mostu naprawdę przestało padać i mogłem pomyśleć nad wydłużeniem tego ostatniego fragmentu, żeby kółek wokół domu nie musieć robić. Pomimo doszczętnie przemoczonego ubrania nie było mi zimno, więc nie było z tym problemu.
A jednak szkoda, że kurtki nie miałem.

Przystań Gassy © yurek55

Dwie godziny później, na drugim brzegu © yurek55

Cennik promu © yurek55

Przed mostem w Górze Kalwarii © yurek55

Most w Górze Kalwarii © yurek55

Fotka z mostu w Górze Kalwarii © yurek55

Przystań Karczew © yurek55

Droga przez wioski © yurek55

...niech no tylko zakwitną jabłonie © yurek55
Poranne słońce i temperatura za oknem 20°C wskazywały na typowo letni zestaw ubraniowy, włącznie z mokrą chustką pod kask, żeby głowa się nie nagrzewała zbytnio. Początek jednak aż tak optymistycznie nie wyglądał> Szybko sobie uświadomiłem, że mój termometr jest bezpośrednio wystawiony na promienie słoneczne i zawyżył o dobre kilka stopni temperaturę. Ratunkiem było tylko szybkie kręcenie, co też zrobiłem i szybko odzyskałem komfort termiczny. Do Gassów tym razem nie pojechałem nad Wisłą Wałem Zawadowskim, wybrałem Czerniakowską, przez Wilanów i przed Powsinem skręciłem na Okrzeszyn. Dalej już normalnie. W drodze spotkałem co najmniej kilkudziesięciu rowerzystów, większość tylko przez chwilę słyszałem za sobą, potem widziałem tylko szybko niknące sylwetki. W Gassach zrobiłem pierwszy przystanek na fotki i łyk picia, a ponieważ nie miałem zamiaru korzystać z promu, pojechałem dalej. Droga nad Wisłą do Góry Kalwarii minęła szybko i przyjemnie, za wyjątkiem ostatniego podjazdu - on chyba jest gorszy od Agrykoli. Potem jeszcze tylko karkołomny zjazd po kocich łbach ulicy Świętego Antoniego i po chwili byłem na moście. Napisałem, karkołomny, ale jeśli trzyma się mocno zaciśnięte hamulce i nie przekracza 8 km/h, to nie ma się czego bać. Z "pięćdziesiątki" pierwszym zjazdem skierowałem się na Glinki i spokojnymi drogami wśród pól, kwitnących sadów i słuchając śpiewu ptaków dojechałem do drogi 801 Warszawa - Puławy. Kawałek musiałem nia pojechać, bo chciałem dojechać do przeprawy od strony Karczewa i sprawdzić, o ile skraca drogę pokonanie Wisły promem. Wyszło 32 kilometry. Ponieważ chciałem zobaczyć postęp prac przy budowie tunelu pod torami w Międzylesiu, jechałem dalej wzdłuż linii kolejowej. Gdy zaspokoiłem swoją ciekawość, skierowałem się w stronę Zerzenia i przy kościele poczułem pierwsze krople deszczu. Wtedy też sobie przypomniałem, że nie sprawdziłem prognozy meteorologicznej i troszkę byłem o to zły na siebie. Deszcz jednak nie mógł się zdecydować, czy chce poważnie padać, czy nie, ja zaś optymistycznie uznałem, że nie przejdzie linii Wisły i spokojnie jechałem dalej. Wprawdzie bliskie grzmoty trochę mi ten nastrój próbowały zepsuć, ale się nie dawałem. Gdy dojeżdżałem do Mostu Siekierkowskiego byłem jeszcze prawie suchy i nie chciałem tracić szansy na setkę, a tak by było, gdybym tę drogę wybrał. Po chwili deszcz pokazał co potrafi i do Mostu Łazienkowskiego dojechałem już nieźle przemoczony. Pod mostem schroniło się kilkanaście osób więc i ja dołączyłem do nich czekając na poprawę aury. Gdy wydało mi się że trochę przestaje ruszyłem z kopyta i po kilkudziesięciu metrach przekonałem się jak wielki był mój optymizm. Deszcz lunął ze zdwojoną siłą i zanim znów znalazłem schronienie, tym razem pod Mostem Poniatowskiego, byłem mokry doszczętnie. Stanie w miejscu wychładza bardziej niż jazda, na szczęście temperatura tylko trochę spadła i hipotermia mi nie groziła. Przyjemnie to nie było i gdy tylko uznałem, że krople są mniejsze i padają rzadziej, ruszyłem w stronę domu. Po przejechaniu mostu naprawdę przestało padać i mogłem pomyśleć nad wydłużeniem tego ostatniego fragmentu, żeby kółek wokół domu nie musieć robić. Pomimo doszczętnie przemoczonego ubrania nie było mi zimno, więc nie było z tym problemu.
A jednak szkoda, że kurtki nie miałem.

Przystań Gassy © yurek55

Dwie godziny później, na drugim brzegu © yurek55

Cennik promu © yurek55

Przed mostem w Górze Kalwarii © yurek55

Most w Górze Kalwarii © yurek55

Fotka z mostu w Górze Kalwarii © yurek55

Przystań Karczew © yurek55

Droga przez wioski © yurek55

...niech no tylko zakwitną jabłonie © yurek55
- DST 100.61km
- Teren 2.00km
- Czas 04:53
- VAVG 20.60km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 kwietnia 2016
Kategoria > 100
Dokoła Warszawy
Tej soboty na gminy się nie nastawiałem, bo miałem ważne plany na popołudnie i nie mogłem opóźnić powrotu. A z tymi moimi gminnymi wyjazdami różnie bywa. Postanowiłem za to przynajmniej setkę zaliczyć, żeby już soboty tak całkiem na straty nie spisywać. Wybrałem najlepiej chyba poznaną drogę, czyli przez zachodnie wioski i przy okazji sprawdziłem wskazania nowego licznika. Jest OK. Z drogi Leszno - Nowy Dwór, po ośmiu kilometrach skręciłem w prawo i pojechałem przez puszczańskie wioski. Dawno tamtędy nie jechałem, a to sama przyjemność; równy asfalt, zero ruchu samochodowego, do tego śpiew ptaków i nieźle przygrzewające słoneczko. Co chcieć więcej? Nie tylko ja tak uważałem, potwierdza to spotkana grupa kolarska, którzy stamtąd zamierzała wyruszyć na podbój szos. Pozdrowiłem ich i pojechałem swoją drogą. Nie moja liga. Potem postanowiłem poimprowizować i do mostu na Wiśle dojechałem trochę skomplikowaną trasą. Dalej już nie kombinowałem i do Jabłonny dojechałem w sposób najbardziej oczywisty. Tam, dla odpoczynku, zrobiłem małe kółeczko w pałacowym parku i wałem wiślanym, po ułożonej już kostce bauma, dojechałem na Tarchomin. Tylko początkowy fragment przy parku jest jeszcze droga gruntową. Po dojechaniu do Mostu Północnego wniosłem rower po bardzo stromych schodach na górę i tym się dziś najbardziej zmęczyłem. Jak już wyrównałem oddech i uspokoiłem puls mogłem jechać dalej. Droga do domu podobnie jak wczoraj przez okolice Placu Wilsona, dziś zamkniętego dla ruchu samochodowego, wraz z dojazdową doń Krasińskiego. Zakończyłem wycieczkę z dużym zapasem czasowym, bo po drodze przystawałem tylko na fotki, ale w sumie nawet nie odczuwałem potrzeby dłuższego odpoczynku. Po prostu, wsiadłem i przejechałem.

Kościół w Wierszach © yurek55

Początek leśnej Drogi Krzyżowej © yurek55

Jedna ze Stacji © yurek55

Aleja pamięci Niepodległej Rzeczpospolitej Kampinoskiej © yurek55

Zbiórka szoszonów © yurek55

Piękna droga przez puszczę © yurek55

Most Marszałka zbudowany w latach 1928 - 1934 © yurek55

Perła mazowieckiej architektury - Dom Cygański w NDM © yurek55

Łuk Triumfalny w Parku © yurek55
"Klasycystyczny, murowany, na cokole z piaskowca. Wzniesiony przed 1842 roku przez Annę z Tyszkiewiczów 1mo voto Potocką, 2do voto Dunin - Wąsowiczową, siostrzenicę ks. Józefa Poniatowskiego dla uczczenia jego pamięci."

Parkowe alejki w Jabłonnej © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/560833234/embed/98c19f3adcc442621b1be1fcfba518cca546de08">

Kościół w Wierszach © yurek55

Początek leśnej Drogi Krzyżowej © yurek55

Jedna ze Stacji © yurek55

Aleja pamięci Niepodległej Rzeczpospolitej Kampinoskiej © yurek55

Zbiórka szoszonów © yurek55

Piękna droga przez puszczę © yurek55

Most Marszałka zbudowany w latach 1928 - 1934 © yurek55

Perła mazowieckiej architektury - Dom Cygański w NDM © yurek55

Łuk Triumfalny w Parku © yurek55
"Klasycystyczny, murowany, na cokole z piaskowca. Wzniesiony przed 1842 roku przez Annę z Tyszkiewiczów 1mo voto Potocką, 2do voto Dunin - Wąsowiczową, siostrzenicę ks. Józefa Poniatowskiego dla uczczenia jego pamięci."

Parkowe alejki w Jabłonnej © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/560833234/embed/98c19f3adcc442621b1be1fcfba518cca546de08">
- DST 111.50km
- Teren 3.00km
- Czas 05:31
- VAVG 20.21km/h
- VMAX 38.40km/h
- Temperatura 14.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 16 kwietnia 2016
Kategoria > 100, gminobranie
Wyścig z czasem
Zaplanowałem wczoraj wieczorem ambitną pod względem czasowym trasę po nowe gminy. Sprawdziłem rozkłady pociągów i wyszło mi, że mam niecałe siedem godzin na przejechanie stu trzydziestu kilometrów. Niby spokojnie powinienem się wyrobić, ale zawsze mogą wystąpić nieprzewidziane czynniki i na taką okoliczność, przyjmowałem opcję powrotu następnym pociągiem.
Rano po zbyt długiej walce z budzikiem, który nie chciał się dać wyłączyć i z przeskakującym łańcuchem, który założyłem wieczorem, wiedziałem na pewno, że nie wszystkie rzeczy przewidziałem. Jak zawsze uznałem, że jakoś to będzie i wsiadłem do pociągu. Przed ósmą wysiadłem na stacji Gąsocin, zamontowałem telefon w uchwycie, odpaliłem wgraną trasę i nagrywanie śladu i skierowałem się na zachód. Wiatr wiał z południa i czasem trochę mi pomagał, więc jechało się lekko i przyjemnie. Rozmyślałem nad brakiem aparatu, który celowo zostawiłem, by robić zdjęcia telefonem. Tylko telefon był zamocowany na kierownicy i o tym wcześniej nie pomyślałem. Już po pierwszym zdjęciu okazało się, że są z tym problemy. Odkręcanie go z uchwytu, ponowne przykręcanie jest trochę upierdliwe, a na dodatek wyłączył się GPS, o czym przekonałem się kilka kilometrów dalej. Tam właśnie pierwszy raz skręciłem nie w tę drogę co potrzeba. Potem takich zdarzeń było jeszcze kilka, a ja albo zawracałem, albo modyfikowałem trasę. Przez to musiałem prawie trzydzieści kilometrów jechać krajową "sześćdziesiątką" bez pobocza, przy dość sporym ruchu ciężarówek i osobówek. W trakcie jazdy zaczęła mi się rodzić myśl, że mogę nie zdążyć na na pociąg o 15:47 w Nasielsku. Postanowiłem więc nie robić żadnych przystanków, żadnych zdjęć, tylko jechać, jechać, jechać i jeszcze raz jechać. Moja decyzja była o tyle uzasadniona, że czasem okazywało się, że muszę jechać po polnych drogach, gdzie siłą rzeczy spada prędkość, a i na niektórych asfaltach musiałem uważać żeby telefonu nie wytrzęsło z uchwytu.
Pierwszą i jedyną przerwę zrobiłem po osiemdziesięciu kilometrach, żeby zjeść kanapkę zabraną z domu, a że wiatr z lekko pomagającego zmienił się na lekko a czasem mocniej przeszkadzający, miałem coraz mniejsze szanse na zdążenie. Tak przynajmniej wówczas myślałem. Gdy wreszcie wydostałem się z Płońska i zobaczyłem drogowskaz Nasielsk na drodze 632 ucieszyłem się, że już teraz to naprawdę z górki. Tak się tym zaaferowałem, że gdy zobaczyłem drogowskaz Nowe Miasto 15 nic mi to nie dało do myślenia, Dopiero jak przejechałem most na Wkrze, a wiedziałem, że Wkrę muszę przekroczyć w Jońcu, zapaliło się światło ostrzegawcze i spojrzałem na telefon. Okazało się, że już dawno, dawno, powinienem skręcić i w tym pierwszym odruchu i stresie, zacząłem wracać. Po kilku kilometrach zatrzymałem się, żeby zobaczyć na spokojnie gdzie jestem i uznałem, że to głupota wracać się taki kawał, skoro można dojechać inną drogą. Kolejne w tył zwrot i kolejne puste kilometry, a czas ucieka. Gdy wreszcie dojechałem do Jońca, pojechałem na pamięć, tak jak samochodem tam jeżdziłem, ale rzut oka na telefon uświadomił mi, że trzeba wrócić na wytyczoną trasę. Gdy dotarłem do ostatniej prostej i zobaczyłęm drogowskaz Nasielsk 12 miałem już naprawdę niewiele czasu, a sił jeszcze mniej. Pocieszałem się myślą, że stacja jest bliżej niż miasto i mam szansę. Gdy do niej dojechałem i zobaczyłem pociąg stojący na peronie, a do odjazdu są dwie minuty, poczułem się jakbym w totka wygrał. Szybko pod pachę rower po schodach w dół, kawałek pod ziemią po schodach w górę i... zobaczyłem oddalający się ostatni wagon. Ale nawet nie miałem siły się zdenerwować. Wróciłem na stację, usiadłem na ławeczce i cieszyłem się, że już nie muszę nigdzie zdążyć, że mogę spokojnie posiedzieć i poczekać na następny. Chciałem się upewnić, czy dobrze zapamiętałem godzinę i nad kasami na wyświetlaczu zobaczyłem pociąg do Warszawy o 15:25. Pani w okienku powiedziała, że to InterCity z Olsztyna do Krakowa, a że jeszcze nim nie jechałem, to kupiłem bilety i dotarłem do domu tylko pół godziny później niż zakładałem.
Gminy: Baboszewo, Drobin, Glinojeck, Ojrzeń, Raciąż wieś i miasto, Sochocin, Staroźreby

Pierwsza gmina © yurek55

Rower w InterCity © yurek55
Rano po zbyt długiej walce z budzikiem, który nie chciał się dać wyłączyć i z przeskakującym łańcuchem, który założyłem wieczorem, wiedziałem na pewno, że nie wszystkie rzeczy przewidziałem. Jak zawsze uznałem, że jakoś to będzie i wsiadłem do pociągu. Przed ósmą wysiadłem na stacji Gąsocin, zamontowałem telefon w uchwycie, odpaliłem wgraną trasę i nagrywanie śladu i skierowałem się na zachód. Wiatr wiał z południa i czasem trochę mi pomagał, więc jechało się lekko i przyjemnie. Rozmyślałem nad brakiem aparatu, który celowo zostawiłem, by robić zdjęcia telefonem. Tylko telefon był zamocowany na kierownicy i o tym wcześniej nie pomyślałem. Już po pierwszym zdjęciu okazało się, że są z tym problemy. Odkręcanie go z uchwytu, ponowne przykręcanie jest trochę upierdliwe, a na dodatek wyłączył się GPS, o czym przekonałem się kilka kilometrów dalej. Tam właśnie pierwszy raz skręciłem nie w tę drogę co potrzeba. Potem takich zdarzeń było jeszcze kilka, a ja albo zawracałem, albo modyfikowałem trasę. Przez to musiałem prawie trzydzieści kilometrów jechać krajową "sześćdziesiątką" bez pobocza, przy dość sporym ruchu ciężarówek i osobówek. W trakcie jazdy zaczęła mi się rodzić myśl, że mogę nie zdążyć na na pociąg o 15:47 w Nasielsku. Postanowiłem więc nie robić żadnych przystanków, żadnych zdjęć, tylko jechać, jechać, jechać i jeszcze raz jechać. Moja decyzja była o tyle uzasadniona, że czasem okazywało się, że muszę jechać po polnych drogach, gdzie siłą rzeczy spada prędkość, a i na niektórych asfaltach musiałem uważać żeby telefonu nie wytrzęsło z uchwytu.
Pierwszą i jedyną przerwę zrobiłem po osiemdziesięciu kilometrach, żeby zjeść kanapkę zabraną z domu, a że wiatr z lekko pomagającego zmienił się na lekko a czasem mocniej przeszkadzający, miałem coraz mniejsze szanse na zdążenie. Tak przynajmniej wówczas myślałem. Gdy wreszcie wydostałem się z Płońska i zobaczyłem drogowskaz Nasielsk na drodze 632 ucieszyłem się, że już teraz to naprawdę z górki. Tak się tym zaaferowałem, że gdy zobaczyłem drogowskaz Nowe Miasto 15 nic mi to nie dało do myślenia, Dopiero jak przejechałem most na Wkrze, a wiedziałem, że Wkrę muszę przekroczyć w Jońcu, zapaliło się światło ostrzegawcze i spojrzałem na telefon. Okazało się, że już dawno, dawno, powinienem skręcić i w tym pierwszym odruchu i stresie, zacząłem wracać. Po kilku kilometrach zatrzymałem się, żeby zobaczyć na spokojnie gdzie jestem i uznałem, że to głupota wracać się taki kawał, skoro można dojechać inną drogą. Kolejne w tył zwrot i kolejne puste kilometry, a czas ucieka. Gdy wreszcie dojechałem do Jońca, pojechałem na pamięć, tak jak samochodem tam jeżdziłem, ale rzut oka na telefon uświadomił mi, że trzeba wrócić na wytyczoną trasę. Gdy dotarłem do ostatniej prostej i zobaczyłęm drogowskaz Nasielsk 12 miałem już naprawdę niewiele czasu, a sił jeszcze mniej. Pocieszałem się myślą, że stacja jest bliżej niż miasto i mam szansę. Gdy do niej dojechałem i zobaczyłem pociąg stojący na peronie, a do odjazdu są dwie minuty, poczułem się jakbym w totka wygrał. Szybko pod pachę rower po schodach w dół, kawałek pod ziemią po schodach w górę i... zobaczyłem oddalający się ostatni wagon. Ale nawet nie miałem siły się zdenerwować. Wróciłem na stację, usiadłem na ławeczce i cieszyłem się, że już nie muszę nigdzie zdążyć, że mogę spokojnie posiedzieć i poczekać na następny. Chciałem się upewnić, czy dobrze zapamiętałem godzinę i nad kasami na wyświetlaczu zobaczyłem pociąg do Warszawy o 15:25. Pani w okienku powiedziała, że to InterCity z Olsztyna do Krakowa, a że jeszcze nim nie jechałem, to kupiłem bilety i dotarłem do domu tylko pół godziny później niż zakładałem.
Gminy: Baboszewo, Drobin, Glinojeck, Ojrzeń, Raciąż wieś i miasto, Sochocin, Staroźreby

Pierwsza gmina © yurek55

Rower w InterCity © yurek55
- DST 136.00km
- Teren 4.00km
- Czas 06:51
- VAVG 19.85km/h
- Temperatura 12.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 2 kwietnia 2016
Kategoria > 100
Dookoła Puszczy Kampinoskiej
Wstałem rano, siódma dziesięć, łóżko lube pożegnałem,
toaleta, szybkie jadło, rowerowo się ubrałem i poszedłem.
Piętro wyżej, tam na strychu, wiernie czeka mój Dar Losu
by mnie zawieźć dziś daleko - dookoła Kampinosu.
Kilometrów to niemało, a ja przecież cienki Bolek
noga wcale nie podaje, skąd brać parę w tej niedoli?
Ani dźwięczny śpiew skowronka, ani wiosna w swym rozkwicie
Nie pomaga, jechać ciężko bardziej walka to o życie.
Kilometry ubywają tak powoli, w takim trudzie
Rowerzyści mnie mijają, a to przecież nie nadludzie.
Wreszcie postój pod kościołem, tam gdzie Frycek chrzest przyjmował
Już wiadomo, że nareszcie dojechałem do Brochowa.
Dobrze siedzieć na słoneczku, jeść, pić, nogi rozprostować
lecz do domu kawał drogi. Trzeba siły porachować,
by nie brakło ich, bo wiecie, to niecała jest połowa
mojej drogi wciąż dalekiej...Wiatr miał sprzyjać, tak liczyłem,
że do celu mnie dowieje, ale wiecie jak to bywa:
"porzućcie wszelka nadzieję".
To już Dante u wrót piekieł mądre te umieścił słowa
więc i u mnie się sprawdziły - wiatr swej siły pożałował.
A bez niego jazda słaba, walczyć trza z kilometrami,
żeby zdążyć, jak liczyłem na tę czwartą z minutami.
Żeby obiad zjeść sobotni o ludzkiej, jak trzeba porze
Żeby żonka nie czekała, a daleko wciąż, mój Boże!
Ale jazda, choć najdłuższa kiedyś skończyć się wszak musi
tak jak wena wierszoklety. Wiem to - dziś nie wróci.

Dałem susa do Ursusa © yurek55

Wybudujemy wieżę, wieżę, wieżę, wieżę © yurek55

Obiekt wodociągowy w Lesznie © yurek55

Parafia Zawady istnieje od 1377 - ten kościół ma tylko 120 lat © yurek55

Kaplica nagrobna w Zawadach © yurek55

Tablica z inskrypcją od żony © yurek55

Kościół w Brochowie © yurek55

Kościół za wodą © yurek55

Droga polna z kościołem obronnym w tle © yurek55

Jezu krzyżem obciążony zmiłuj się nad nami. Brochów © yurek55

Fotka z mostu na Kanale Łasica © yurek55

Wzmianka o Kromnej z 1065 roku upamiętniona kamieniem © yurek55

Pierwszy bociek mi uciekł © yurek55

Naprawdę tak się nazywa © yurek55

Nie ma kto wyjechać, ten co parkował już nie umie? Dziekanów © yurek55
Koniec i bomba, kto czytał, ten trąba.
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/533588536/embed/a6f2e82f43a1243ceea566b5b5b8b16e034de361">
toaleta, szybkie jadło, rowerowo się ubrałem i poszedłem.
Piętro wyżej, tam na strychu, wiernie czeka mój Dar Losu
by mnie zawieźć dziś daleko - dookoła Kampinosu.
Kilometrów to niemało, a ja przecież cienki Bolek
noga wcale nie podaje, skąd brać parę w tej niedoli?
Ani dźwięczny śpiew skowronka, ani wiosna w swym rozkwicie
Nie pomaga, jechać ciężko bardziej walka to o życie.
Kilometry ubywają tak powoli, w takim trudzie
Rowerzyści mnie mijają, a to przecież nie nadludzie.
Wreszcie postój pod kościołem, tam gdzie Frycek chrzest przyjmował
Już wiadomo, że nareszcie dojechałem do Brochowa.
Dobrze siedzieć na słoneczku, jeść, pić, nogi rozprostować
lecz do domu kawał drogi. Trzeba siły porachować,
by nie brakło ich, bo wiecie, to niecała jest połowa
mojej drogi wciąż dalekiej...Wiatr miał sprzyjać, tak liczyłem,
że do celu mnie dowieje, ale wiecie jak to bywa:
"porzućcie wszelka nadzieję".
To już Dante u wrót piekieł mądre te umieścił słowa
więc i u mnie się sprawdziły - wiatr swej siły pożałował.
A bez niego jazda słaba, walczyć trza z kilometrami,
żeby zdążyć, jak liczyłem na tę czwartą z minutami.
Żeby obiad zjeść sobotni o ludzkiej, jak trzeba porze
Żeby żonka nie czekała, a daleko wciąż, mój Boże!
Ale jazda, choć najdłuższa kiedyś skończyć się wszak musi
tak jak wena wierszoklety. Wiem to - dziś nie wróci.

Dałem susa do Ursusa © yurek55

Wybudujemy wieżę, wieżę, wieżę, wieżę © yurek55

Obiekt wodociągowy w Lesznie © yurek55

Parafia Zawady istnieje od 1377 - ten kościół ma tylko 120 lat © yurek55

Kaplica nagrobna w Zawadach © yurek55

Tablica z inskrypcją od żony © yurek55

Kościół w Brochowie © yurek55

Kościół za wodą © yurek55

Droga polna z kościołem obronnym w tle © yurek55

Jezu krzyżem obciążony zmiłuj się nad nami. Brochów © yurek55

Fotka z mostu na Kanale Łasica © yurek55

Wzmianka o Kromnej z 1065 roku upamiętniona kamieniem © yurek55

Pierwszy bociek mi uciekł © yurek55

Naprawdę tak się nazywa © yurek55

Nie ma kto wyjechać, ten co parkował już nie umie? Dziekanów © yurek55
Koniec i bomba, kto czytał, ten trąba.
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/533588536/embed/a6f2e82f43a1243ceea566b5b5b8b16e034de361">
- DST 139.00km
- Czas 07:17
- VAVG 19.08km/h
- Temperatura 13.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 stycznia 2016
Kategoria > 100
Pierwsza setka AD 2016
Postanowiłem dziś wreszcie dojechać jakoś do Centrum Mody w Nadarzynie, co po modernizacji trasy katowickiej, nie jest już tak proste jak kiedyś. Poprzednio można było ostatni kilkusetmetrowy odcinek przejechać pod prąd (Centrum jest po lewej stronie dwupasmówki), teraz już tak się nie da. Ale podróż zaczęła się dość pechowo, bo ledwo wyszedłem z klatki schodowej, wypiął się licznik i to już był jego definitywny koniec. Przedtem kilka razy upadał na ziemię - i nic... Pech.
Kiedy dojechałem do Nadarzyna, skręciłem na Piaseczno z zamiarem objechania od tyłu przez Kajetany i dojechania do katowickiej, a potem jadąc w kierunku Warszawy, Centrum Mody jest po prawej stronie i nie ma problemu. Jednak przejeżdżając górą nad trasą, zobaczyłem w oddali kładkę dla pieszych, umożliwiającą przedostanie się na drugą stronę niemal na wysokości celu mojej podróży. Niestety gdy do niej dojechałem okazało się, że jeszcze nie wybudowali schodów... Zawróciłem i dojechałem tak jak planowałem, choć będąc już przy tej kładce mogłem równie dobrze dojechać do świateł i zawrócić. Mniejsza z tym. Aha, Centrum "Maximus" turecki właściciel sprzedał Antkowi Ptakowi, temu od hurtu w Rzgowie, a sam otworzył Modo na Łopuszańskiej.

Centrum Handlowe Moda Ptak (d. Maximus) w Nadarzynie © yurek55
Po załatwieniu sprawy, która od kilku tygodni nie dawała mi spokoju, ze spokojnym sumieniem mogłem udać się w dalszą podróż. Pojechałem w kierunku Błonia z zamiarem powrotu od strony Leszna, czyli podobną trasą do tej, którą ostatnio jeździłem. Nad Autostradą Wolności w okolicy Brwinowa uwieczniłem komin, który rzeczywiście jest pozostałością nigdy nie uruchomionej elektrociepłowni Pruszków II. Oelka znowu miał rację

Jeszcze raz komin w Mosznie © yurek55
W Błoniu na rynku zrobiłem sobie krótki postój, zjadłem banana i sprawdziłem przejechany dystans. Jazda bez licznika ma bardzo dużo minusów, szczególnie jeśli chce się zrealizować plan pod nazwą "100 kilometrów", a na dodatek punktualnie przyjechać do domu na obiad.

Urząd Miasta Błonie © yurek55

Fontanna w Błoniu, symbol polsko - włoskiej przyjaźni © yurek55

Rozkład jazdy fontanny multimedialnej w Błoniu © yurek55
Potem jeszcze dwa razy sprawdzałem kilometraż i w sumie prawie się udało. To znaczy spóźniłem się o te pięć kilometrów ponad stówę, ale obiadu odgrzewać nie trzeba było. Smakował wybornie.
A potem przeprosiłem się ze starym licznikiem, bez pomiaru temperatury, prędkości maksymalnej, spalonych kalorii i jeszcze kliku funkcji. Na razie musi wystarczyć.
Kiedy dojechałem do Nadarzyna, skręciłem na Piaseczno z zamiarem objechania od tyłu przez Kajetany i dojechania do katowickiej, a potem jadąc w kierunku Warszawy, Centrum Mody jest po prawej stronie i nie ma problemu. Jednak przejeżdżając górą nad trasą, zobaczyłem w oddali kładkę dla pieszych, umożliwiającą przedostanie się na drugą stronę niemal na wysokości celu mojej podróży. Niestety gdy do niej dojechałem okazało się, że jeszcze nie wybudowali schodów... Zawróciłem i dojechałem tak jak planowałem, choć będąc już przy tej kładce mogłem równie dobrze dojechać do świateł i zawrócić. Mniejsza z tym. Aha, Centrum "Maximus" turecki właściciel sprzedał Antkowi Ptakowi, temu od hurtu w Rzgowie, a sam otworzył Modo na Łopuszańskiej.

Centrum Handlowe Moda Ptak (d. Maximus) w Nadarzynie © yurek55
Po załatwieniu sprawy, która od kilku tygodni nie dawała mi spokoju, ze spokojnym sumieniem mogłem udać się w dalszą podróż. Pojechałem w kierunku Błonia z zamiarem powrotu od strony Leszna, czyli podobną trasą do tej, którą ostatnio jeździłem. Nad Autostradą Wolności w okolicy Brwinowa uwieczniłem komin, który rzeczywiście jest pozostałością nigdy nie uruchomionej elektrociepłowni Pruszków II. Oelka znowu miał rację

Jeszcze raz komin w Mosznie © yurek55
W Błoniu na rynku zrobiłem sobie krótki postój, zjadłem banana i sprawdziłem przejechany dystans. Jazda bez licznika ma bardzo dużo minusów, szczególnie jeśli chce się zrealizować plan pod nazwą "100 kilometrów", a na dodatek punktualnie przyjechać do domu na obiad.

Urząd Miasta Błonie © yurek55

Fontanna w Błoniu, symbol polsko - włoskiej przyjaźni © yurek55

Rozkład jazdy fontanny multimedialnej w Błoniu © yurek55
Potem jeszcze dwa razy sprawdzałem kilometraż i w sumie prawie się udało. To znaczy spóźniłem się o te pięć kilometrów ponad stówę, ale obiadu odgrzewać nie trzeba było. Smakował wybornie.
A potem przeprosiłem się ze starym licznikiem, bez pomiaru temperatury, prędkości maksymalnej, spalonych kalorii i jeszcze kliku funkcji. Na razie musi wystarczyć.
- DST 104.70km
- Czas 05:18
- VAVG 19.75km/h
- Temperatura 7.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 28 grudnia 2015
Kategoria > 100
Kara musi być!
Przez całe święta ani razu nie wsiadłem na rower i nic nie mam na swoje usprawiedliwienie. Wstawałem rano, spoglądałem przez okno z nadzieją na deszcz, wichurę, albo śnieżycę, a tu nic z tych rzeczy. Z ciężkim sercem kładłem się z powrotem do łóżka, brałem do ręki książkę i czytałem dotąd, aż poczulem opadające powieki. Wtedy szybko, żeby organizm się nie rozmyślił, zdejmowałem okulary (albo i nie), odkładałem książkę i chrrrr... chrrrr... I tak do oporu.
Ale na po świętach sam znalazłem sobie powód do wyjazdu. Wprawdzie to zaledwie Żoliborz, ale wiedziałem, że najgorzej jest ruszyć dupsko z domu, potem jest już z górki. Już wyjeżdżając z domu wiedziałem, że bez stówy nie wrócę - taką sobie zadałem pokutę za świąteczne lenistwo. Założyłem nawet błotniki na rower, żeby być przygotowanym na kałuże po nocnym deszczu i pojechałem. Wybrałem dawano nie jechaną trasę przez Most Północny, Tarchomin i Jabłonnę, nad Zalew Zegrzyński. Na wale powodziowym przedłużają istniejącą drogę, ale ponieważ nie będzie miała statusu drogi dla rowerów, robią ją z kostki bauma. Pewno wznowią roboty na wiosnę, bo teraz warunki pogodowe nie pozwalają na kontynuację. Sroga zima! Nad Zalewem też ją widać, bojery śmigają po lodzie aż miło popatrzeć. A tak naprawdę, to sam nie wiem na czym płynął, ten stojący jak wenecki gondolier, wioślarz.
Do Warszawy wróciłem przez Rembertów i na Moście Siekierkowskim zrobiłem krótką analizę czasu, jaki mi pozostał i przejechanego dystansu. Było stanowczo za mało kilometrów żeby jechać prosto do domu. Pojechałem więc ponownie wałem powodziowym do Kępy Okrzewskiej i znaną drogą do Powsina, a potem Lasem Kabackim do Puławskiej i myk przez Pyry do Poleczki i do domu. Kilometrów wyszło ile chciałem i to bez dokręcania pod domem, a do tego jeszcze przekroczyłem jedenaście tysięcy w tym roku.

Wisła i Wisłostrada © yurek55

Punkt widokowy na tarasie bielańskim © yurek55

Most Północny - kierunek północ © yurek55

Niespodzianka - koniec drogi rowerowej do Jabłonny © yurek55

Plaża nad Zalewem Zegrzyńskim - Nieporęt © yurek55

Sporty wodne w grudniu © yurek55

Widok z pomostu na plaży w Nieporęcie © yurek55

Most Południowy - kierunek południe © yurek55

Wałem Zawadowskim do Kępy Okrzewskiej © yurek55
Ale na po świętach sam znalazłem sobie powód do wyjazdu. Wprawdzie to zaledwie Żoliborz, ale wiedziałem, że najgorzej jest ruszyć dupsko z domu, potem jest już z górki. Już wyjeżdżając z domu wiedziałem, że bez stówy nie wrócę - taką sobie zadałem pokutę za świąteczne lenistwo. Założyłem nawet błotniki na rower, żeby być przygotowanym na kałuże po nocnym deszczu i pojechałem. Wybrałem dawano nie jechaną trasę przez Most Północny, Tarchomin i Jabłonnę, nad Zalew Zegrzyński. Na wale powodziowym przedłużają istniejącą drogę, ale ponieważ nie będzie miała statusu drogi dla rowerów, robią ją z kostki bauma. Pewno wznowią roboty na wiosnę, bo teraz warunki pogodowe nie pozwalają na kontynuację. Sroga zima! Nad Zalewem też ją widać, bojery śmigają po lodzie aż miło popatrzeć. A tak naprawdę, to sam nie wiem na czym płynął, ten stojący jak wenecki gondolier, wioślarz.
Do Warszawy wróciłem przez Rembertów i na Moście Siekierkowskim zrobiłem krótką analizę czasu, jaki mi pozostał i przejechanego dystansu. Było stanowczo za mało kilometrów żeby jechać prosto do domu. Pojechałem więc ponownie wałem powodziowym do Kępy Okrzewskiej i znaną drogą do Powsina, a potem Lasem Kabackim do Puławskiej i myk przez Pyry do Poleczki i do domu. Kilometrów wyszło ile chciałem i to bez dokręcania pod domem, a do tego jeszcze przekroczyłem jedenaście tysięcy w tym roku.

Wisła i Wisłostrada © yurek55

Punkt widokowy na tarasie bielańskim © yurek55

Most Północny - kierunek północ © yurek55

Niespodzianka - koniec drogi rowerowej do Jabłonny © yurek55

Plaża nad Zalewem Zegrzyńskim - Nieporęt © yurek55

Sporty wodne w grudniu © yurek55

Widok z pomostu na plaży w Nieporęcie © yurek55

Most Południowy - kierunek południe © yurek55

Wałem Zawadowskim do Kępy Okrzewskiej © yurek55
- DST 102.65km
- Teren 10.00km
- Czas 05:20
- VAVG 19.25km/h
- Temperatura 5.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 5 grudnia 2015
Kategoria > 100
Seteczka grudnióweczka
Nie miałem żadnego pomysłu na trasę i postanowiłem zdać się na los szczęścia i jechać gdzie mnie oczy poniosą. Najpierw poniosły mnie do Nadarzyna, bo chciałem sprawdzić, jak wygląda wylotówka na Katowice/Wrocław. Jest nieskończona, można więc nią jechać rowerem, ale pewnie już niedługo.

Widok na tureckie CH Maximus i włoskie CH Centrum Mody w Nadarzynie © yurek55
Kolejne Centrum Handlowym na mojej drodze, to Wólka Kosowska.

Azja pod Warszawą © yurek55

Polna droga do Wólki Kosowskiej - podwarszawskiego Chinatown © yurek55
W Wólce można też się poduczyć chińskiego czytając szyldy :)

Fryzjer w Chinatown © yurek55

Chiński sklepik © yurek55
Dalej oczy poniosły mnie do Piaseczna, bo miałem oddać córce klucze do mieszkania. Po drodze był Cmentarz Południowy. Te mogiłki pochowanych na koszt miasta, to jednak przygnębiający widok.

Cmentarz Południowy © yurek55
Jak już zawiozłem klucze, oczy poniosły mnie do studia filmowego, gdzie kręcą telenowelę "M jak Miłość". Już kilka razy tamtędy jechałem, ale nigdy nie skręciłem i dziś postanowiłem z ciekawości zajrzeć. Za ogrodzeniem stoi barak i hala, więc ze zdjęcia wykadrowałem tylko jego.

Pilnuję Studia Filmowego Serialu "M jak Miłość" © yurek55
Ale przedtem, przy pomniku w lesie chojnowskim, taka oto mroczna groźba i ostrzeżenie. Czujecie ten lodowaty strach?

Ostatnie ostrzeżenie © yurek55
W Górze Kalwarii dom starców obchodzi jubileusz, z tej okazji na murze wiszą fotogramy starych ludzi, pensjonariuszy? Też chyba niezbyt przyjemne ukoronowanie żywota ludzkiego w takim miejscu...

Wystawa na 175 - lecie © yurek55

Pensjonariusze Domu Starców w Górze Kalwarii © yurek55
A stamtąd gdzie mógłbym pojechać? Oczywiście do Gassów! Spotkałem nadspodziewanie dużo rowerzystów jak na grudzień i - co dziwne - niemal wszyscy pozdrawiali skinięciem głowy, czy machnięciem ręki. Widocznie o tej porze roku po terenach republiki rowerowej Gassy, jeżdżą już tylko dobrze wychowani i nie ma tam przypadkowych ludzi.
A samą przystań objęli w niepodzielne władanie wędkarze, było ich w tamtej okolicy z pięćdziesięciu.

W oczekiwaniu na holownik do Puław © yurek55

Przystań w Gassach © yurek55
Dalej już nie miałem co wymyślać, tylko trzeba było naginać do domu, na obiad, no i żeby dojechać do miasta po widnemu. Można powiedzieć, że się udało.

Droga pod Siekierkowskim © yurek55
A na zakończenie niespodzianka, zupełnie niezgodna z chronologią opisanych wyżej wydarzeń i zdjęć.
Otóż ledwie wyjechałem z domu, zaskoczył mnie ten oto widok - zablokowana ulica, z powodu faceta na parapecie czwartego piętra. Podobno siedział tam od trzeciej rano i nie mógł się zdecydować. Dobrze, że uliczka krótka, boczna i łatwa do objechania, ale te procedury z blokowaniem dostępu, to jest trochę chore.

Jeden potencjalny samobójca © yurek55
Budynek oddalony o całą szerokość podwórka i nie można autem przejechać. Bo co?

Niezdecydowany skoczek - samobójca © yurek55
To pomarańczowe, to poduszka ratunkowa.

Poduszka ratunkowa już czeka na skoczka © yurek55
W rezultacie podobno nie skoczył, pewno jak go "Mocarz" odpuścił to się rozmyślił.
Jedyne co znalazłem w sieci na ten temat tutaj

Widok na tureckie CH Maximus i włoskie CH Centrum Mody w Nadarzynie © yurek55
Kolejne Centrum Handlowym na mojej drodze, to Wólka Kosowska.

Azja pod Warszawą © yurek55

Polna droga do Wólki Kosowskiej - podwarszawskiego Chinatown © yurek55
W Wólce można też się poduczyć chińskiego czytając szyldy :)

Fryzjer w Chinatown © yurek55

Chiński sklepik © yurek55
Dalej oczy poniosły mnie do Piaseczna, bo miałem oddać córce klucze do mieszkania. Po drodze był Cmentarz Południowy. Te mogiłki pochowanych na koszt miasta, to jednak przygnębiający widok.

Cmentarz Południowy © yurek55
Jak już zawiozłem klucze, oczy poniosły mnie do studia filmowego, gdzie kręcą telenowelę "M jak Miłość". Już kilka razy tamtędy jechałem, ale nigdy nie skręciłem i dziś postanowiłem z ciekawości zajrzeć. Za ogrodzeniem stoi barak i hala, więc ze zdjęcia wykadrowałem tylko jego.

Pilnuję Studia Filmowego Serialu "M jak Miłość" © yurek55
Ale przedtem, przy pomniku w lesie chojnowskim, taka oto mroczna groźba i ostrzeżenie. Czujecie ten lodowaty strach?

Ostatnie ostrzeżenie © yurek55
W Górze Kalwarii dom starców obchodzi jubileusz, z tej okazji na murze wiszą fotogramy starych ludzi, pensjonariuszy? Też chyba niezbyt przyjemne ukoronowanie żywota ludzkiego w takim miejscu...

Wystawa na 175 - lecie © yurek55

Pensjonariusze Domu Starców w Górze Kalwarii © yurek55
A stamtąd gdzie mógłbym pojechać? Oczywiście do Gassów! Spotkałem nadspodziewanie dużo rowerzystów jak na grudzień i - co dziwne - niemal wszyscy pozdrawiali skinięciem głowy, czy machnięciem ręki. Widocznie o tej porze roku po terenach republiki rowerowej Gassy, jeżdżą już tylko dobrze wychowani i nie ma tam przypadkowych ludzi.
A samą przystań objęli w niepodzielne władanie wędkarze, było ich w tamtej okolicy z pięćdziesięciu.

W oczekiwaniu na holownik do Puław © yurek55

Przystań w Gassach © yurek55
Dalej już nie miałem co wymyślać, tylko trzeba było naginać do domu, na obiad, no i żeby dojechać do miasta po widnemu. Można powiedzieć, że się udało.

Droga pod Siekierkowskim © yurek55
A na zakończenie niespodzianka, zupełnie niezgodna z chronologią opisanych wyżej wydarzeń i zdjęć.
Otóż ledwie wyjechałem z domu, zaskoczył mnie ten oto widok - zablokowana ulica, z powodu faceta na parapecie czwartego piętra. Podobno siedział tam od trzeciej rano i nie mógł się zdecydować. Dobrze, że uliczka krótka, boczna i łatwa do objechania, ale te procedury z blokowaniem dostępu, to jest trochę chore.

Jeden potencjalny samobójca © yurek55
Budynek oddalony o całą szerokość podwórka i nie można autem przejechać. Bo co?

Niezdecydowany skoczek - samobójca © yurek55
To pomarańczowe, to poduszka ratunkowa.

Poduszka ratunkowa już czeka na skoczka © yurek55
W rezultacie podobno nie skoczył, pewno jak go "Mocarz" odpuścił to się rozmyślił.
Jedyne co znalazłem w sieci na ten temat tutaj
- DST 107.00km
- Teren 5.00km
- Czas 05:30
- VAVG 19.45km/h
- VMAX 42.10km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 28 października 2015
Kategoria > 100
Szlakiem Chopina i dookoła Kampinosu
Na początku października w pogoni za gminami przejechałem obok kościoła w Brochowie i nawet się przy nim nie zatrzymałem. Meteor w swoim komentarzu napisał, że to jak być w Paryżu i Wieży Eiffla nie widzieć, czy coś w tym guście. No w każdym razie, że warto. Ponieważ każdy powód jest dobry żeby wsiąść na rower, a dziś pogoda jak marzenie, postanowiłem to niedopatrzenie naprawić. Przy okazji postanowiłem tez zaliczyć Żelazową Wolę, żeby już mieć z głowy te chopinowskie miejscówki. Dobrze, że trafiłem tam dziś, w środę, bo uważam, że 23 złote za bilet to zdecydowanie za drogo. Obejrzenie parku i czterech pokoi w dworku nie jest tyle warte. Mnie zajęło to góra piętnaście minut. Stamtąd pojechałem do kościoła gdzie rodzice Frycka brali ślub, a on sam był chrzczony. A na dodatek to stary kościół obronny i można o nim poczytać na stronie zamki polskie.
Powrót drogą 575 do Kazunia dał się trochę we znaki, ze względu na przeciwny wiatr, ale taka jest kolej rzeczy. Przedtem z wiatrem miałem obłędną średnią 25,5 km/h i to na dystansie prawie 70 kilometrów! Kiedyś to się musiało skończyć.
Ale i tak jestem bardzo zadowolony z dzisiejszej wycieczki.

Kościół w Brochowie © yurek55

Smugi nad kościołem w Brochowie © yurek55

Kościół w Brochowie © yurek55

Chemitrails nad wieżami kościelnymi © yurek55

Strzemiona i pocisk wmurowane w ścianę kościoła © yurek55

Skrzyżowane nad kościołem w Leoncinie © yurek55
Kliknij w zdjęcia to zobaczysz więcej.
Powrót drogą 575 do Kazunia dał się trochę we znaki, ze względu na przeciwny wiatr, ale taka jest kolej rzeczy. Przedtem z wiatrem miałem obłędną średnią 25,5 km/h i to na dystansie prawie 70 kilometrów! Kiedyś to się musiało skończyć.
Ale i tak jestem bardzo zadowolony z dzisiejszej wycieczki.

Kościół w Brochowie © yurek55

Smugi nad kościołem w Brochowie © yurek55

Kościół w Brochowie © yurek55

Chemitrails nad wieżami kościelnymi © yurek55

Strzemiona i pocisk wmurowane w ścianę kościoła © yurek55

Skrzyżowane nad kościołem w Leoncinie © yurek55
Kliknij w zdjęcia to zobaczysz więcej.
- DST 148.80km
- Czas 07:03
- VAVG 21.11km/h
- VMAX 41.00km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 24 października 2015
Kategoria > 100, gminobranie
Siedlce - wariant północny (nad dwójką)
Obudziłem się na pierwsze takty cichej melodii w moim telefonie. Jak zawsze nie pozwoliłem mu wejść na pełną głośność i nie budząc nikogo cichutko wyszedłem z sypialni. To już ósma sobota z rzędu*, gdy wstaję o piątej rano, gdy normalni ludzie jeszcze śpią, albo wracają z piątkowych imprez do domu. Tym razem nie spieszyłem się na pociąg, bo na dziś zaplanowałem wykorzystanie Kolei Mazowieckich w drodze powrotnej, ale chciałem mieć rezerwę czasową żeby zdążyć na obiad. Brałem pod uwagę dwa pociągi: ten o 14:10 (wariant optymistyczny) i 15:26 - wariant realistyczny. Zaplanowana trasa liczyła sto czterdzieści kilometrów, a ja nie wiedziałem ile razy się zgubię na trasie, albo przez jakie piachy będę kilometrami prowadził rower...
Jako niepoprawny optymista odpaliłem nawigację, żeby mnie głosem prowadziła po trasie jak po sznurku i pojechałem przez ciemne jeszcze o tej porze miasto. Wiedziałem, że zanim wyjadę powinno zrobić się już jasno, więc moje niby - światełka wystarczą. Na Polu Mokotowskim spotkałem kilka grupek imprezowiczów w różnym stadium zabawy wracających po ciężkiej nocy do domów, przemknąłem obok bramy więzienia na Rakowieckiej i wyjechałem wprost na Kino "Moskwa", potem szybki zjazd Spacerową, Gagarina, Czerniakowską i po chwili byłem na drodze rowerowej do Mostu Siekierkowskiego. Przed mostem przypomniałem sobie, że nawigację w Locusie owszem, włączyłem, ale rejestracji śladu, to już nie. Szybko naprawiłem to niedopatrzenie, a po wjechaniu na most zrobiłem tradycyjną fotkę, ale tym razem o dość niezwykłej porze. Pomimo, że postawiłem aparat na barierce, jakość jego jest fatalna i ma walor jedynie dokumentacyjny. Gdy byłem w Marysinie Wawerskim, czujniki wyłączyły latarnie, a to znak, że nadszedł już poranek i rozwidniło się zupełnie. A za chwilę, przy urzędzie dzielnicy Wesoła, spotkało mnie takie zaskoczenie, że o mało nie spadłem z roweru. Jakaś pani zza pleców powiedziała: - "Za dwieście metrów skręć lekko w lewo, a za chwilę: - "Za sześćdziesiąt metrów, skręć lekko w lewo" Szok! Moja nawigacja po wielu miesiącach milczenia przemówiła! Posłuchałem jej w ciemno i rzeczywiści przeprowadziła mnie przez kawałek lasu do ulicy Jana Padarewskiego, ale potem pojechałem inaczej niż mi kazała i nawet jak wróciłem na wyznaczoną trasę, już więcej się do mnie nie odezwała. Wprawdzie na ekranie widać było kierunek, gdzie jechać, ile do najbliższego skrętu, ale mamy "ciche dni" z panią i nie wiem, jak ją przeprosić. A tak w ogóle to nawigacja wcale nie jest potrzebna, jeśli się ma telefon na kierownicy i włączoną widoczność wgranej w domu trasy. Wówczas można sprawdzić na ekranie w każdej chwili gdzie jesteśmy i gdzie mamy skręcić. A do tego nawigacja i rejestracja śladu zeżarły mi baterię w cztery godziny, a po podłączeniu powerbanku nie chciało ładować. Szybciej pobierało energię, niż ładowało. Dopiero po wyłączeniu nawigacji bateria w telefonie zaczęła się ładować.
Wracając do samej jazdy, to oczywiście nie uniknąłem błędów nawigacyjnych, ale dość szybko udawało mi się wrócić na właściwą drogę. Gorsze jest to, że Bikemap wytyczył mi drogę, przez takie leśne piachy i mokradła, że zacząłem wątpić, czy kiedykolwiek dojadę do celu. Spotkane na grzybach panie podały mi alternatywny wariant wyjazdu z tego p[...]go lasu, ale ja uznałem, że pojadę jednak po śladzie. Na szczęście po kilkuset metrach zawróciłem, bo nie miałem pewności ile czeka mnie kilometrów tej mordęgi. Pojechałem zgodnie z radami doświadczonych grzybiarek i niebawem mogłem znów cieszyć się asfaltem pod kołami. Być może trasa ta była nieco dłuższa - a nawet na pewno - i pewno dlatego program wyznaczył mi krótszą. Muszę nad tym bardziej się pochylić, bo w odróżnieniu od Księgowego, nie czuję radości w pokonywaniu bezdroży, Szczególnie sto kilometrów od domu i gdy spieszy mi się na pociąg. Od tej pory droga do Siedlec nie sprawiała już kłopotów i miałem taki zapas czasowy, że pojechałem jeszcze po ostatnią gminę, Mordy. Myślałem, że na drodze z drogowskazem "Mordy 12" znajdę tablicę z nazwą, ale jechałem i jechałem, a tablicy nie było. Zawróciłem więc i udałem się już prosto do celu. Na mapie Zaliczgminę sprawdziłem po powrocie, że mogłem zawrócić znacznie wcześniej, tak zaczęło być nerwowo. Wprawdzie na znaku był napis osiem kilometrów, a ja miałem trzydzieści pięć minut do odjazdu pociągu, ale dla mnie w tym stanie, to nie był bezpieczny zapas. Było mi już trochę ciężko, a wschodni wiatr, który dotychczas był moim sprzymierzeńcem, na tym ostatnim odcinku przestał mi pomagać, a wręcz utrudniał jazdę. Do tego nogi już nie chciały kręcić, tyłek też dawał się we znaki, nadgarstki bolały, a nerwy odbierały resztkę sił. W końcu wjechałem do miasta i jak zwykle pojechałem na wprost, bo tak najłatwiej, myśląc, że dworzec zobaczę po lewej stronie. W końcu zapytałem gościa na światłach, ale tak mi zamotał, że zapamiętałem tylko pierwsze zdanie i skręciłem, gdzie kazał. Później, pytając co chwilę ludzi, odnalazłem właściwą drogę i dojechałem wreszcie na dworzec. I nawet zdążyłem bilet kupić w biletomacie. A jak znalazłem się na peronie, razem ze mną znalazł się tam pociąg do Warszawy. Tym razem mi się poszczęściło i choć miałem wariant awaryjny i mogłem jechać później, to z wielką radością usiadłem wygodnie w ciepłym wagonie. Zwiedzanie Siedlec przez następną godzinę takiej radości by mi nie dało.
W trakcie dzisiejszej wycieczki zjadłem dwa banany i wypiłem dosłownie dwa łyki napoju Powerade, Temperatura nie powodowała ubytku płynów, odwodnienie mi nie groziło, to i pić się nie chciało. Koszulka i wiatrówka okazały się wystarczającym zabezpieczeniem przed zimnem w czasie jazdy, ale na postojach organizm się wychładzał. Ograniczyłem je do tylko do tych, gdy robiłem zdjęcia lub sprawdzałem kierunek jazdy. W pociągu spać nie umiem, więc nawet się nie zdrzemnąłem pomimo niecałych pięciu godzin snu. Ale teraz już pójdę, bo jutro niedziela, trzeba rano wstać! :)
Zaliczone gminy: Dobre, Jakubów, Kałuszyn, Wierzbno, Grębków, Mokobody, Suchożebry, Mordy
* W ubiegłą sobotę też wstałem i nawet zdążyłem dokonać porannej toalety zanim spojrzałem przez okno. Deszcz skłonił mnie do powrotu do łóżka.

Przedświt na Moście Siekierkowskim © yurek55
Fragment lekko terenowy © yurek55
Ciężki, podmokły teren © yurek55
(...)niech żyją młode żądze(...) © yurek55
Pamiątka - gmina Grębków © yurek55
Kościół w Grębkowie © yurek55
Scenografia godna sołtysa Nowej Suchej © yurek55
Kopiec Kościuszki na miarę wsi Kopcie © yurek55
Wyborcy Korwina w Kisielanach gm. Suchożebry © yurek55
Nepomucen w Starej Suchej nad rzeką Kostrzyń yurek55
Rower, który jeździł koleją © yurek55
Zaliczone gminy: Dobre, Jakubów, Kałuszyn, Wierzbno, Grębków, Mokobody, Suchożebry, Mordy
* W ubiegłą sobotę też wstałem i nawet zdążyłem dokonać porannej toalety zanim spojrzałem przez okno. Deszcz skłonił mnie do powrotu do łóżka.

Przedświt na Moście Siekierkowskim © yurek55

Fragment lekko terenowy © yurek55

Ciężki, podmokły teren © yurek55

(...)niech żyją młode żądze(...) © yurek55

Pamiątka - gmina Grębków © yurek55

Kościół w Grębkowie © yurek55

Scenografia godna sołtysa Nowej Suchej © yurek55

Kopiec Kościuszki na miarę wsi Kopcie © yurek55

Wyborcy Korwina w Kisielanach gm. Suchożebry © yurek55

Nepomucen w Starej Suchej nad rzeką Kostrzyń yurek55

Rower, który jeździł koleją © yurek55
- DST 143.52km
- Teren 8.00km
- Czas 06:35
- VAVG 21.80km/h
- VMAX 34.90km/h
- Temperatura 9.0°C
- Aktywność Jazda na rowerze























