Wpisy archiwalne w kategorii
> 100
| Dystans całkowity: | 51704.82 km (w terenie 765.00 km; 1.48%) |
| Czas w ruchu: | 2492:37 |
| Średnia prędkość: | 20.74 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 116.95 km/h |
| Suma podjazdów: | 79611 m |
| Suma kalorii: | 865353 kcal |
| Liczba aktywności: | 456 |
| Średnio na aktywność: | 113.39 km i 5h 27m |
| Więcej statystyk | |
Sobota, 10 października 2015
Kategoria > 100, gminobranie
Po wschodnie gminy
"Uwaga, grupa! Kierunek – wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja."
"Jeśli dziś sobota, to jedziemy na gminobranie"
Tym razem, po sprawdzeniu przewidywanego kierunku wiatru, postanowiłem udać się na wschód. Wybór padł na Siedlce. Wyrysowana w nocy na szybko trasa pokazywała sto parę kilometrów, co było dystansem w sam raz, bo naprawdę musiałem wrócić wcześniej niż zwykle. Sprawdziłem rozkład i wybrałem pociąg o 6:28, który na miejscu jest o 8:07, co dawało szansę na powrót z wiatrem około 13:00 - 13:30.
Rano, podstawowym moim dylematem była kwestia ubioru. Nie mogłem liczyć na znaczące ocieplenie w ciągu dnia, ale przecież na sofrshelową kurtkę, w której jeżdżę zimą, jest za wcześnie. Musiałbym ją założyć tylko na koszulkę, a wtedy nie miałbym się z czego rozbierać, gdyby się ociepliło. Po dogłębnej analizie problemu wybrałem wariant trzech cienkich warstw i czwartej wiatrówki. Zabrałem też do plecaka pełne rękawiczki - na mróz i krótkie spodenki kolarskie - na upał, a do jedzenia banana i dwa batony zbożowe. W drodze na dworzec zmarznąć nie zdążyłem, ale czułem, że jest zimno. W pociągu rozebrałem się z połowy ciuchów i z lekkim niepokojem myślałem, co mnie czeka tam, hen, na wschodzie. Gdy wreszcie dojechaliśmy do celu, na dworcowym termometrze wyświetlało się wprawdzie 5°C, ale zaparkowane samochody miały na szybach grubą warstwę szronu. Ja tradycyjnie przed drogą, odwiedziłem jeszcze dworcowe WC, otwierające swe podwoje dla potrzebujących, dopiero po wrzuceniu w szparę monety dwuzłotowej. Jak nie masz, to babcia klozetowa ci rozmieni, ale pieniędzy przyjmować nie może. Automat właścicieli nie oszuka, a taka pani może. Widać uczciwość to mocno deficytowy towar.
W końcu gdy wyruszyłem wreszcie w drogę, zaraz za miastem musiałem zatrzymać się i sięgnąć do plecaka po rękawiczki. Temperatura spadła do zera, a odczuwalna zdecydowanie mniej. Później, już tradycyjnie, zatrzymywałem się przy niemal każdym rozwidleniu dróg sprawdzając kierunek jazdy i dzięki temu udało się uniknąć wpadek nawigacyjnych. Bikemap wyrysował mi fajną trasę, tym razem bez terenu i tak totalnie bocznymi drogami, że prawie samochodów ani ludzi nie widziałem. Dlatego końcówkę zdecydowałem się przejechać "dwójką", ale to tylko dwadzieścia parę kilometrów, a i przy sobocie ruch tirów ze Wschodu niezbyt męczący. Najpierw jednak na przystanku zrobiłem regularny topless, bo podkoszulka i bluza przy 13°C to zdecydowanie za dużo (rękawiczki zmieniłem już wcześniej). Zjadłem też zapasy zabrane na drogę, zadzwoniłem do domu, że będę bliżej drugiej niż pierwszej i mogłem już jechać do domu. Na Gocławiu widząc stojącą na pętli "dziewiątkę", pod wpływem jakiegoś impulsu zatrzymałem się i... wsiadłem do tramwaju. Naprawdę nie wiem po co to zrobiłem, choć myślałem przez całą drogę. No cóż, człowiek jest istotą nieodgadnioną. Bardzo tego żałuję i się wstydzę, ale co się stało, to się nie odstanie. Nawet rekordowa średnia nie cieszy.
Gminy: Siedlce miasto, Siedlce wieś, Wiśniew, Skórzeń, Kotuń, Mrozy, Cegłów.
Zdjęcia

Wygodny uchwyt rowerowy © yurek55
Tu nawet słaba kobieta umocuje bezpiecznie i bez wysiłku swój rower.

Dworzec PKP Siedlce © yurek55

Kapliczka w Żelkowie © yurek55
Na street view jest jeszcze bez daszka i pień jest dużo wyższy

Kościół w Oleksinie © yurek55

Dojeżdżam do stacji Sosnowo © yurek55

Droga powrotna wypadła obok torów © yurek55

Mrozy - kościół © yurek55

Mrozy - pomnik bohaterom gminy Kuflew 1914 - 1920 © yurek55

Rozrzucanie obornika, zapach się nie utrwalił na karcie pamięci © yurek55
Mało kto koniem wozi gnój na pole i ręcznie go rozrzuca.
"Jeśli dziś sobota, to jedziemy na gminobranie"
Tym razem, po sprawdzeniu przewidywanego kierunku wiatru, postanowiłem udać się na wschód. Wybór padł na Siedlce. Wyrysowana w nocy na szybko trasa pokazywała sto parę kilometrów, co było dystansem w sam raz, bo naprawdę musiałem wrócić wcześniej niż zwykle. Sprawdziłem rozkład i wybrałem pociąg o 6:28, który na miejscu jest o 8:07, co dawało szansę na powrót z wiatrem około 13:00 - 13:30.
Rano, podstawowym moim dylematem była kwestia ubioru. Nie mogłem liczyć na znaczące ocieplenie w ciągu dnia, ale przecież na sofrshelową kurtkę, w której jeżdżę zimą, jest za wcześnie. Musiałbym ją założyć tylko na koszulkę, a wtedy nie miałbym się z czego rozbierać, gdyby się ociepliło. Po dogłębnej analizie problemu wybrałem wariant trzech cienkich warstw i czwartej wiatrówki. Zabrałem też do plecaka pełne rękawiczki - na mróz i krótkie spodenki kolarskie - na upał, a do jedzenia banana i dwa batony zbożowe. W drodze na dworzec zmarznąć nie zdążyłem, ale czułem, że jest zimno. W pociągu rozebrałem się z połowy ciuchów i z lekkim niepokojem myślałem, co mnie czeka tam, hen, na wschodzie. Gdy wreszcie dojechaliśmy do celu, na dworcowym termometrze wyświetlało się wprawdzie 5°C, ale zaparkowane samochody miały na szybach grubą warstwę szronu. Ja tradycyjnie przed drogą, odwiedziłem jeszcze dworcowe WC, otwierające swe podwoje dla potrzebujących, dopiero po wrzuceniu w szparę monety dwuzłotowej. Jak nie masz, to babcia klozetowa ci rozmieni, ale pieniędzy przyjmować nie może. Automat właścicieli nie oszuka, a taka pani może. Widać uczciwość to mocno deficytowy towar.
W końcu gdy wyruszyłem wreszcie w drogę, zaraz za miastem musiałem zatrzymać się i sięgnąć do plecaka po rękawiczki. Temperatura spadła do zera, a odczuwalna zdecydowanie mniej. Później, już tradycyjnie, zatrzymywałem się przy niemal każdym rozwidleniu dróg sprawdzając kierunek jazdy i dzięki temu udało się uniknąć wpadek nawigacyjnych. Bikemap wyrysował mi fajną trasę, tym razem bez terenu i tak totalnie bocznymi drogami, że prawie samochodów ani ludzi nie widziałem. Dlatego końcówkę zdecydowałem się przejechać "dwójką", ale to tylko dwadzieścia parę kilometrów, a i przy sobocie ruch tirów ze Wschodu niezbyt męczący. Najpierw jednak na przystanku zrobiłem regularny topless, bo podkoszulka i bluza przy 13°C to zdecydowanie za dużo (rękawiczki zmieniłem już wcześniej). Zjadłem też zapasy zabrane na drogę, zadzwoniłem do domu, że będę bliżej drugiej niż pierwszej i mogłem już jechać do domu. Na Gocławiu widząc stojącą na pętli "dziewiątkę", pod wpływem jakiegoś impulsu zatrzymałem się i... wsiadłem do tramwaju. Naprawdę nie wiem po co to zrobiłem, choć myślałem przez całą drogę. No cóż, człowiek jest istotą nieodgadnioną. Bardzo tego żałuję i się wstydzę, ale co się stało, to się nie odstanie. Nawet rekordowa średnia nie cieszy.
Gminy: Siedlce miasto, Siedlce wieś, Wiśniew, Skórzeń, Kotuń, Mrozy, Cegłów.
Zdjęcia

Wygodny uchwyt rowerowy © yurek55
Tu nawet słaba kobieta umocuje bezpiecznie i bez wysiłku swój rower.

Dworzec PKP Siedlce © yurek55

Kapliczka w Żelkowie © yurek55
Na street view jest jeszcze bez daszka i pień jest dużo wyższy

Kościół w Oleksinie © yurek55

Dojeżdżam do stacji Sosnowo © yurek55

Droga powrotna wypadła obok torów © yurek55

Mrozy - kościół © yurek55

Mrozy - pomnik bohaterom gminy Kuflew 1914 - 1920 © yurek55

Rozrzucanie obornika, zapach się nie utrwalił na karcie pamięci © yurek55
Mało kto koniem wozi gnój na pole i ręcznie go rozrzuca.
- DST 104.73km
- Czas 04:34
- VAVG 22.93km/h
- VMAX 34.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 3 października 2015
Kategoria > 100
Po gminy - Nasielsk, Płońsk, Wyszogród
Prognozy dotyczące kierunku wiatru wskazywały, że tej soboty znów powinienem pojechać do Radomia. Jednakowoż czekanie na męża z obiadem do dziewiętnastej, czy dłużej, nie jest miłe, ani sympatyczne i nie chciałem mojej wyrozumiałej małżonki, wystawiać na kolejną próbę cierpliwości. Postanowiłem więc zmierzyć się z wiatrem i wybrałem krótką podróż pociągiem do Nasielska i długi powrót rowerowy przez Płońsk i Wyszogród, z małymi odbiciami po gminy, potem Leszno i moje ulubione zachodnie wioski.
W Nasielsku powitało mnie mocno rześkie powietrze, temperatura wynosiła zawrotne 4°C, a ja byłem ubraniowo przygotowany na późniejsze temperatury. Rankiem cienka bluza i krótkie spodnie były trochę niewystarczające. Najgorzej było na zjazdach, ale na szczęście był tylko jeden, na drugim już tak się nie rozpędzałem. Po pięćdziesięciu kilometrach, mogłem już zdjąć bluzę i do końca podróży jechałem tylko w koszulce.
Jeśli o samą jazdę chodzi, to wiatr mi nie pomagał tym razem, co od razu widać po średniej, ale nie było to dla mnie jakimś szczególnie masakrycznym doznaniem. Do huku wiatru w uszach można się końcu przyzwyczaić. Znowu miałem rzecz jasna kilka drobnych błędów nawigacyjnych, a jeden poważniejszy skończył się prowadzeniem roweru po lesie przez jakieś chaszcze, dziurawe mostki i strome wąwozy, bo nie chciałem wracać... Dotarłem w końcu do jakiegoś opuszczonego gospodarstwa i potem polną drogą dojechałem do krajowej "62", ale to nie na tym polega. Muszę w końcu zainwestować w uchwyt do telefonu, mocowany na śrubę do mostka, bo na kierownicy nie mam już miejsca. Jadąc krajówką po gminę Czerwińsk, na niedługim, ale dość stromym zjeździe, ustanowiłem swój rekord prędkości - od dziś wynosi on 48km/h. Po zaliczeniu tej gminy zacząłem powrót. Na liczniku miałem przejechane osiemdziesiąt dziewięć kilometrów, do domu daleko, a czasu znów zrobiło się mało. Do ustalonej godziny powrotu zostało nieco ponad trzy godziny, a ja nie wiedziałem ile mam kilometrów do przejechania. Dlatego przemknęła mi przez chwilę myśl, aby pojechać zgodnie z napisem Warszawa 63 do Nowego Dworu Mazowieckiego, a stamtąd już rzut beretem. Szybko jednak porzuciłem ten kapitulancki wariant i zdecydowałem się jechać zgodnie z pierwotnym planem, rozmyślając czy zdążę na czas, czy nie. A tym razem chciałem naprawdę nie sprawić zawodu. Już w Kampinosie zacząłem rozglądać się za jakąś podwózką, ale autobus miał być dopiero za dwie godziny. Pomyślałem, że w Lesznie coś się znajdzie, ale i tu czekał mnie zawód, do busika rower się nie mieści, a 719 dopiero co odjechał. Gdy skręciłem na drogę w kierunku Błonia oświeciła mnie myśl, że jest tam przecież stacja kolejowa. Szybki rzut oka na rozkład jazdy w telefonie i bingo! Miałem wystarczająco dużo czasu, by spokojnie dojechać, znaleźć dworzec, kupić bilet i jeszcze chwilkę poczekać. Z Dworca Zachodniego do domu mam góra pięć minut jazdy. Obiad smakował wyśmienicie.
Zaliczone gminy 10 sztuk: Płońsk wieś, Płońsk miasto, Dzierżążnia, Naruszewo, Bulkowo, Mała Wieś, Wyszogród , Czerwińsk, Młodzieszyn, Brochów

Podróż pociągiem skraca czas © yurek55

Promocja i reklama wsi Cieksyn © yurek55

Do Cieksyna przed mostem w prawo © yurek55

Wkra w Borkowie © yurek55

Wkra widok na południe © yurek55

Na moście w Borkowie jest zimno © yurek55

Jazda w terenie © yurek55

Pierwsza gmina © yurek55

Druga gmina © yurek55

I jeszcze jedna © yurek55

W Troskach pozbyłem się...bluzy, bo trosk nie miałem © yurek55

Kapliczka w lesie © yurek55

Wąwozem pod górę © yurek55

Cel osiągnięty, można wracać © yurek55

Bohaterowie bitwy nad Bzurą. Wyszogród © yurek55

Most w Wyszogrodzie w pełnej krasie © yurek55

Wisła w Wyszogrodzie © yurek55

Pomnik koło mostu nad Bzurą w Witkowicach © yurek55

Ostatni etap © yurek55
W Nasielsku powitało mnie mocno rześkie powietrze, temperatura wynosiła zawrotne 4°C, a ja byłem ubraniowo przygotowany na późniejsze temperatury. Rankiem cienka bluza i krótkie spodnie były trochę niewystarczające. Najgorzej było na zjazdach, ale na szczęście był tylko jeden, na drugim już tak się nie rozpędzałem. Po pięćdziesięciu kilometrach, mogłem już zdjąć bluzę i do końca podróży jechałem tylko w koszulce.
Jeśli o samą jazdę chodzi, to wiatr mi nie pomagał tym razem, co od razu widać po średniej, ale nie było to dla mnie jakimś szczególnie masakrycznym doznaniem. Do huku wiatru w uszach można się końcu przyzwyczaić. Znowu miałem rzecz jasna kilka drobnych błędów nawigacyjnych, a jeden poważniejszy skończył się prowadzeniem roweru po lesie przez jakieś chaszcze, dziurawe mostki i strome wąwozy, bo nie chciałem wracać... Dotarłem w końcu do jakiegoś opuszczonego gospodarstwa i potem polną drogą dojechałem do krajowej "62", ale to nie na tym polega. Muszę w końcu zainwestować w uchwyt do telefonu, mocowany na śrubę do mostka, bo na kierownicy nie mam już miejsca. Jadąc krajówką po gminę Czerwińsk, na niedługim, ale dość stromym zjeździe, ustanowiłem swój rekord prędkości - od dziś wynosi on 48km/h. Po zaliczeniu tej gminy zacząłem powrót. Na liczniku miałem przejechane osiemdziesiąt dziewięć kilometrów, do domu daleko, a czasu znów zrobiło się mało. Do ustalonej godziny powrotu zostało nieco ponad trzy godziny, a ja nie wiedziałem ile mam kilometrów do przejechania. Dlatego przemknęła mi przez chwilę myśl, aby pojechać zgodnie z napisem Warszawa 63 do Nowego Dworu Mazowieckiego, a stamtąd już rzut beretem. Szybko jednak porzuciłem ten kapitulancki wariant i zdecydowałem się jechać zgodnie z pierwotnym planem, rozmyślając czy zdążę na czas, czy nie. A tym razem chciałem naprawdę nie sprawić zawodu. Już w Kampinosie zacząłem rozglądać się za jakąś podwózką, ale autobus miał być dopiero za dwie godziny. Pomyślałem, że w Lesznie coś się znajdzie, ale i tu czekał mnie zawód, do busika rower się nie mieści, a 719 dopiero co odjechał. Gdy skręciłem na drogę w kierunku Błonia oświeciła mnie myśl, że jest tam przecież stacja kolejowa. Szybki rzut oka na rozkład jazdy w telefonie i bingo! Miałem wystarczająco dużo czasu, by spokojnie dojechać, znaleźć dworzec, kupić bilet i jeszcze chwilkę poczekać. Z Dworca Zachodniego do domu mam góra pięć minut jazdy. Obiad smakował wyśmienicie.
Zaliczone gminy 10 sztuk: Płońsk wieś, Płońsk miasto, Dzierżążnia, Naruszewo, Bulkowo, Mała Wieś, Wyszogród , Czerwińsk, Młodzieszyn, Brochów

Podróż pociągiem skraca czas © yurek55

Promocja i reklama wsi Cieksyn © yurek55

Do Cieksyna przed mostem w prawo © yurek55

Wkra w Borkowie © yurek55

Wkra widok na południe © yurek55

Na moście w Borkowie jest zimno © yurek55

Jazda w terenie © yurek55

Pierwsza gmina © yurek55

Druga gmina © yurek55

I jeszcze jedna © yurek55

W Troskach pozbyłem się...bluzy, bo trosk nie miałem © yurek55

Kapliczka w lesie © yurek55

Wąwozem pod górę © yurek55

Cel osiągnięty, można wracać © yurek55

Bohaterowie bitwy nad Bzurą. Wyszogród © yurek55

Most w Wyszogrodzie w pełnej krasie © yurek55

Wisła w Wyszogrodzie © yurek55

Pomnik koło mostu nad Bzurą w Witkowicach © yurek55

Ostatni etap © yurek55
- DST 143.67km
- Teren 10.00km
- Czas 07:07
- VAVG 20.19km/h
- VMAX 48.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 26 września 2015
Kategoria > 100
Północne gminy Mazowsza
W piątek sprawdziłem prognozy meteo i biorąc pod uwagę kierunek wiatru, narysowałem sobie trasę zaczynającą się na północnej rubieży naszego województwa. Wstałem jeszcze po ciemku, szybka toaleta, śniadanie, banany i batony na drogę, powerbank do plecaka, picie ufff..., chyba tym razem niczego nie zapomniałem. Jeszcze tylko spojrzenie za okno, deszcz kończył chyba swą całonocną aktywność, kurtka na grzbiet i po chwili już kupowałem bilet do Mławy. Poranny pociąg Kolei Mazowieckich do Działdowa, odwozi do domów głównie pracowników ochrony, a możliwe, że czasem też grzybiarzy, dziś ich nie widziałem. Gdy dotarłem do celu podróży po deszczu nie było nawet śladu, bo tam nie padało ani w nocy, ani rano. Na poczatek zatoczyłerm małe kółeczko i gdy znó wjechałem do miasta, już miałem dwie nowe gminy do kolekcji. Potem kawałek na wschód i po zaliczeniu kolejnych trzech gmin, mogłem już kierować się bardziej na południe i korzystać z pomocy wiatru. Jechało się bardzo dobrze, ale poważnym problemem było utrzymanie się na trasie. Zatrzymywałem się praktycznie na każdym skrzyzowaniu, czy rozwidleniu dróg, wyciągałem telefon i sprawdzałem gdzie mam skręcić. Duże fragmenty trasy bowiem, prowadziły drogami wiejskimi bez żadnych oznaczeń, a do tego czasem trzeba było skręcać w drogi gruntowe. Tam gdzie zdawałem się na intuicję i podświadomie wybierałem asfalt, albo drogę główną - zawsze musiałem zawracać. Nie potrafię nadal ustawić sobie nawigacji tak, by mnie głosowo prowadziła po śladzie. Kiedyś mi się udało to zrobić, ale już znów nie pamiętam i nie umiem. Jestem cyfrowo ograniczony. Co innego, jak jadę drogą krajową, czy wojewódzką i wiem, że doprowadzi mnie do celu, wtedy nie trzeba sobie głowy zawracać pilnowaniem trasy. A mnie dopiero po 136 kilometrach pokazał się drogowskaz na Nasielsk i dopiero wtedy, nie musiałem sprawdzać każdego skrzyżowania.
Turystycznie i krajoznawczo dzisiejsza wycieczka zupełnie do kitu. Cały czas podskórnie wiedziałem, że jestem w poważnym niedoczasie i nie zdążę dojechać do Nasielska na pociąg o 15:24. Starałem się więc nie tracić czasu, ponad konieczną potrzebę i w sumie nic nie widziałem i nigdzie nie przystawałem. Hipek miał rację, że zmieniam tryb jeżdżenia.
Zaliczone gminy: Mława, Lipowiec Kościelny, Wiśniewo, Szydłowo, Wieczfnia Kościelna, Dzierzgowo, Grudusk, Czernice Borowe, Przasnysz Wieś, Przasnysz Miasto, Opinogóra Górna, Regimin, Ciechanów Miasto, Ciechanów Wieś, Gołymin - Ośrodek

Zaczynam podróż 6 minut przed wschodem słońca © yurek55

Mława, stacja w kontenerze - wejście z drugiej strony © yurek55

Ja myję - on Niemyje © yurek55

Most na rzece Węgierce w miejscowości Węgra © yurek55
Turystycznie i krajoznawczo dzisiejsza wycieczka zupełnie do kitu. Cały czas podskórnie wiedziałem, że jestem w poważnym niedoczasie i nie zdążę dojechać do Nasielska na pociąg o 15:24. Starałem się więc nie tracić czasu, ponad konieczną potrzebę i w sumie nic nie widziałem i nigdzie nie przystawałem. Hipek miał rację, że zmieniam tryb jeżdżenia.
Zaliczone gminy: Mława, Lipowiec Kościelny, Wiśniewo, Szydłowo, Wieczfnia Kościelna, Dzierzgowo, Grudusk, Czernice Borowe, Przasnysz Wieś, Przasnysz Miasto, Opinogóra Górna, Regimin, Ciechanów Miasto, Ciechanów Wieś, Gołymin - Ośrodek

Zaczynam podróż 6 minut przed wschodem słońca © yurek55

Mława, stacja w kontenerze - wejście z drugiej strony © yurek55

Ja myję - on Niemyje © yurek55

Most na rzece Węgierce w miejscowości Węgra © yurek55
- DST 154.40km
- Teren 6.00km
- Czas 06:48
- VAVG 22.71km/h
- VMAX 40.60km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 września 2015
Kategoria > 100
Podróż koleją skraca czas podróży pociągiem
Chwilowo znudził mi się kierunek radomski, choć gmin do zaliczenia w tamtych okolicach jest jeszcze sporawo, ale trzeci tydzień pod rząd, to za wiele. Zdecydowałem się dla odmiany na kierunek północny, tam też są przecież gminy, prawda? Po drodze miałem problemy najpierw z aplikacją Locus, a potem z telefonem, bo lekkomyślnie nie zabrałem powerbanka. Jakoś mi się wydawało, że dziś to krótki wyjazd będzie. Gdy byłem mniej więcej w połowie trasy, zrobiłem sobie krótki postój na analizę połączeń kolejowych z Nasielska. (Dziękuję Katana za sugestię zainstalowania sobie aplikacji na telefon) Wyszło mi, że mam szansę zdążyć na ten o 15:24. Później jednak zrobiło sie nieco nerwowo, bo telefon już nie chciał wyświetlać mapy, a ja byłem akurat na jakiejś bocznej drodze. Orientować się według słońca niby umiem, wiem jak kierunki świata określić, ale niestety nie wiedziałem gdzie jest Nasielsk. W desperacji zagadałem przez płot do młodego chłopaka na podwórku koło domu, czy nie może mi choć trochę podładować telefonu. Na szczęście miał pasującą ładowarkę i był niezwykle życzliwy i uczynny. Dzięki temu sygnał całkowitego rozładowania, usłyszałem dopiero wsiadając do pociągu.

Nastepny most dopiero w Nowym Dworze © yurek55

Most na Narwi © yurek55

Rozlewisko Narwi © yurek55

Lotnisko i lądowisko spadochronowe w Chrcynnie © yurek55

Paraszutnik © yurek55

Drewniany kościoł w Gąsiorowie © yurek55

Drewniany kościół w Ślubowie © yurek55

Wygodny powrót w Pesa Elf © yurek55

Fotka z mostu kolejowego przy Cytadeli © yurek55

Nastepny most dopiero w Nowym Dworze © yurek55

Most na Narwi © yurek55

Rozlewisko Narwi © yurek55

Lotnisko i lądowisko spadochronowe w Chrcynnie © yurek55

Paraszutnik © yurek55

Drewniany kościoł w Gąsiorowie © yurek55

Drewniany kościół w Ślubowie © yurek55

Wygodny powrót w Pesa Elf © yurek55

Fotka z mostu kolejowego przy Cytadeli © yurek55
- DST 121.33km
- Czas 05:27
- VAVG 22.26km/h
- VMAX 38.60km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 16 września 2015
Kategoria > 100, kurierowo, gminobranie
Powroty to moja specjalność
Znowu nie udało mi się wrócić zbiorkomem i znowu zabrakło mi dosłownie minuty, tym razem nie zdążyłem na pociąg w Otwocku. Nie mam widocznie szczęścia do powrotów na innych kołach, niż moje rowerowe. Ale po kolei.
Wytyczyłem sobie wczoraj trasę po trzy gminy w powiecie mińskim i choć wydawało się, że to daleko, to na mojej mapce miała tylko 56,5 km. Nie bez znaczenia był pewnie fakt zaczęscia rysowania od Góry Kalwarii. Rano najpierw pojechałem do X.P. po jakieś papiery, które następnie zawiozłem do Piaseczna i tym razem bez kombinowania, najkrótszą drogą do punktu startu.

Mało Wisły w Wiśle w Górze Kawalerii © yurek55
Potem kolejną drogą krajową, tym razem sławną "50-ką", w towarzystwie pędzących tirów dojechałem sprawnie do Kołbieli. Nie mogą niestety tego powiedzieć kierowcy stojący w kilometrowym korku do ronda.
Kolejka do ronda w Kołbieli © yurek55
Siedziałem sobie na rowie, posilałem się i patrzyłem na samochody, ale coś mi nie pasowało w tej drodze. Krajowa siedemnastka prowadzi do Garwolina, a tam juz przecież byłem. Po uważnym spojrzeniu w mapę dostrzegłem, że ślad właśnie w tym miejscu gdzie siedzę, odchodzi od drogi głównej. W luce pomiędzy sznurem samochodów zauważyłem po przeciwnej stronie drogi tabliczkę drogowskazową na Sufczyn. Dobrze, że akurat w tym momencie sprawdziłem, bo bym się musiał wracać. Pożegnałem drogę krajową i dalej już wiejskimi drogami pojechałem dalej.
Fresk w remizie w Gadce © yurek55

Koniec gadki! © yurek55

Kaplica w Radachówce 1935r © yurek55

Otoczenie kaplicy © yurek55
Są sztalugi i obraz, tylko malarza nie widać.
Wiedziałem już, że zabraknie mi czasu na wszystkie zaplanowane gminy i postanowiłem zaliczyć tylko najbliższą. Problem tkwił w tym, że nie miałem pojęcia gdzie ona się zaczyna. Na mapie w telefonie granice gmin nie sa zaznaczone. Wreszcie zobaczylem sklep i tam dowiedziałem sie, że już mogę wracać. Pani sklepowa potwierdziła, że drogą gruntową przy jej sklepie dojadę do asfaltu i do Kołbieli. Dzięki temu nie musiałem jechać tą samą drogą. Były odcinki, że trzeba było prowadzić rower, ale w końcu wydostałem się z lasu i rzeczywiście było już całkiem blisko.
Ciężki, oj ciężki teren © yurek55
Już wiedziałem, że wracać chcę pociągiem, bo znudziła mi się jazda i chciałem zdążyć na czas do domu. W Celestynowie do miasta i stacji trzeba by trochę zawrócić, więc postanowiłem wsiąść w Otwocku. Przy kasie facet pytał o odjazd i usłyszałem, że za dwadzieścia minut. Kupiłem bilet i usiadłem popijając wodę i zajadając batona. W końcu pociąg przyjechał...ale do Modlina. Do Warszawy miał być o 16-ej. Postanowiłem więc zrobić na złość Kolejowym Mazowieckim i nie jechać. Wprawdzie zwrotu biletu nie mogłem dokonać, ale i tak dałem im niezłą nauczkę: kupiłem bilet i pojechałem rowerem. Znacznie lepiej wychodzi mi jednak jazda zbiorkomem tam, niż z powrotem. Te dzisiejsze gminy zaliczę zaczynając w Pilawie, albo Celestynowie, jeszcze pomyślę.

Więcej Wisły w Wiśle. Warszawa © yurek55
Zaliczona gmina: Siennica
PS. Kilometry są jeszcze z wieczornej wyprawy do hipermarketu budowlanego, stąd róznica.
Wytyczyłem sobie wczoraj trasę po trzy gminy w powiecie mińskim i choć wydawało się, że to daleko, to na mojej mapce miała tylko 56,5 km. Nie bez znaczenia był pewnie fakt zaczęscia rysowania od Góry Kalwarii. Rano najpierw pojechałem do X.P. po jakieś papiery, które następnie zawiozłem do Piaseczna i tym razem bez kombinowania, najkrótszą drogą do punktu startu.

Mało Wisły w Wiśle w Górze Kawalerii © yurek55
Potem kolejną drogą krajową, tym razem sławną "50-ką", w towarzystwie pędzących tirów dojechałem sprawnie do Kołbieli. Nie mogą niestety tego powiedzieć kierowcy stojący w kilometrowym korku do ronda.

Kolejka do ronda w Kołbieli © yurek55
Siedziałem sobie na rowie, posilałem się i patrzyłem na samochody, ale coś mi nie pasowało w tej drodze. Krajowa siedemnastka prowadzi do Garwolina, a tam juz przecież byłem. Po uważnym spojrzeniu w mapę dostrzegłem, że ślad właśnie w tym miejscu gdzie siedzę, odchodzi od drogi głównej. W luce pomiędzy sznurem samochodów zauważyłem po przeciwnej stronie drogi tabliczkę drogowskazową na Sufczyn. Dobrze, że akurat w tym momencie sprawdziłem, bo bym się musiał wracać. Pożegnałem drogę krajową i dalej już wiejskimi drogami pojechałem dalej.

Fresk w remizie w Gadce © yurek55

Koniec gadki! © yurek55

Kaplica w Radachówce 1935r © yurek55

Otoczenie kaplicy © yurek55
Są sztalugi i obraz, tylko malarza nie widać.
Wiedziałem już, że zabraknie mi czasu na wszystkie zaplanowane gminy i postanowiłem zaliczyć tylko najbliższą. Problem tkwił w tym, że nie miałem pojęcia gdzie ona się zaczyna. Na mapie w telefonie granice gmin nie sa zaznaczone. Wreszcie zobaczylem sklep i tam dowiedziałem sie, że już mogę wracać. Pani sklepowa potwierdziła, że drogą gruntową przy jej sklepie dojadę do asfaltu i do Kołbieli. Dzięki temu nie musiałem jechać tą samą drogą. Były odcinki, że trzeba było prowadzić rower, ale w końcu wydostałem się z lasu i rzeczywiście było już całkiem blisko.

Ciężki, oj ciężki teren © yurek55
Już wiedziałem, że wracać chcę pociągiem, bo znudziła mi się jazda i chciałem zdążyć na czas do domu. W Celestynowie do miasta i stacji trzeba by trochę zawrócić, więc postanowiłem wsiąść w Otwocku. Przy kasie facet pytał o odjazd i usłyszałem, że za dwadzieścia minut. Kupiłem bilet i usiadłem popijając wodę i zajadając batona. W końcu pociąg przyjechał...ale do Modlina. Do Warszawy miał być o 16-ej. Postanowiłem więc zrobić na złość Kolejowym Mazowieckim i nie jechać. Wprawdzie zwrotu biletu nie mogłem dokonać, ale i tak dałem im niezłą nauczkę: kupiłem bilet i pojechałem rowerem. Znacznie lepiej wychodzi mi jednak jazda zbiorkomem tam, niż z powrotem. Te dzisiejsze gminy zaliczę zaczynając w Pilawie, albo Celestynowie, jeszcze pomyślę.

Więcej Wisły w Wiśle. Warszawa © yurek55
Zaliczona gmina: Siennica
PS. Kilometry są jeszcze z wieczornej wyprawy do hipermarketu budowlanego, stąd róznica.
- DST 137.52km
- Teren 5.00km
- Czas 06:45
- VAVG 20.37km/h
- VMAX 36.80km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 12 września 2015
Kategoria > 100, gminobranie
Jeszcze raz Radom
Sobotni wyjazd do Radomia po nowe gminy zrodził się bardzo spontanicznie. W telefonie od dawna mam wgranych kilka "gminnych" tras zaczynających sie w tym mieście, więc z realizacją nie było problemu. Postanowiłem jedynie darować sobie kolejny powrót "siódemką" i tym razem zakończyć jazdę w Grójcu, a do Warszawy dotrzeć autobusem.
Poranna pogoda nie nastrajała zbyt optymistycznie, mokre ulice po nocnym deszczu, pochmurno i dość chłodno, ale pocieszałem się, że na miejscu będzie lepiej, a potem miała nastąpić poprawa aury. Na dworcu czekała na mnie kolejna niemiła niespodzianka, pociąg miał opóźnienie, a na dodatek jechał tylko do Lesiowa, a dalej komunikacja zastępcza. Na szczęście dwa autobusy wystarczyły dla wszystkich pasażerów i mój rower też bez trudu się zmieścił. W Radomiu najpierw tradycyjnie skorzystałem z nowoczesnej toalety dworcowej, gdzie tradycyjna babka klozetowa tylko rozmienia pieniądze do automatu, a potem włożyłem kurtkę i ruszyłem w drogę. Szybko znalazłem właściwą drogę wyjazdową z miasta i nawet się nie przejąłem, że jest to krajowa dwunastka. Podczas planowana trasy w ogóle nie zwracałem uwagi na status dróg, więc i teraz trzeba było przyjąć to ze spokojem i jechać. Zanim dojechałem do granicy miasta przestało całkiem padać i dalej już do końca drogi kurtka nie była potrzebna. Na następnym przystanku w Przysusze mogłem też zdjąć i bluzę, bo zrobiło się wreszcie całkiem ciepło, czyli pogodowe prognozy zaczęły się sprawdzać. Pokonywałem gładko kilometry zaliczając kolejne gminy, a ja pchany wiatrem jechałem na zachód, aż ujrzałem tablicę obwieszczającą, że właśnie wjeżdżam do województwa łódzkiego i zdobywam gminę Drzewica. Trochę mnie to zaskoczyło, bo wcale nie zamierzałem wyjeżdżać z naszego Mazowsza, ale widać pomyłki mi się zdarzają nie tylko w nawigacji. Po co mi jedna gmina w łódzkiem? Po co ja w ogóle tak daleko się pchałem na zachód? Tak sobie myślałem ze złością na samego siebie, gdy zobaczyłem tablicę "Grójec 53", a do odjazdu autobusu zostało dwie godziny i dwadzieścia minut. Dla czytelników tego bloga to czas w zupełności wystarczający i to z dużym zapasem, ale ja wiedziałem, że czeka mnie bardzo, ale to bardzo trudne zadanie. Nie mogłem sobie pozwolić już na żaden postój i na dodatek musiałem osiągnąć średnią blisko 25km/h, by zdążyć jeszcze znaleźć dworzec autobusowy w Grójcu. Jechałem najszybciej jak mi pozwalały nogi, serce i płuca, nie patrzyłem też na zegarek, by przedwcześnie nie odbierać sobie nadziei, że zdążę. Naprawdę miałem już dość tej jazdy i nie chciałem pokonywać dodatkowych czterdziestu kilometrów "Szosą E7". Pielęgnowałem w mózgu myśl, że oto za chwilę wygodnie usiądę w autobusie, który dowiezie mnie do domu, na nieco tylko spóźniony obiad. Niestety marzenia nie zawsze się spełniają, a powiedzenie "wyżej ch.... nie podskoczysz" pokazało swą brutalną i bezlitosną prawdziwość. Wprawdzie gdy minąłem tabliczkę z nazwą Grójec, wstąpiły we mnie jakieś nowe siły, ale nic to niestety nie dało. Gdy byłem blisko już centrum i spojrzałem na zegarek, było dwie minuty po odjeździe. Ponieważ nadzieja umiera ostatnia, myślałem, że może będę miał szczęście i przechwycę go gdzieś na ulicach miasta i skłonię jakoś do zatrzymania i wpuszczenia mnie do środka. Ale skoro nawet nie wiedziałem skąd on rusza i którędy jedzie, to jak to się mogło udać? To tylko skrajna desperacja kazała mi łudzić się do końca. Kiedy okazało się, że cały misterny plan...
Poranna pogoda nie nastrajała zbyt optymistycznie, mokre ulice po nocnym deszczu, pochmurno i dość chłodno, ale pocieszałem się, że na miejscu będzie lepiej, a potem miała nastąpić poprawa aury. Na dworcu czekała na mnie kolejna niemiła niespodzianka, pociąg miał opóźnienie, a na dodatek jechał tylko do Lesiowa, a dalej komunikacja zastępcza. Na szczęście dwa autobusy wystarczyły dla wszystkich pasażerów i mój rower też bez trudu się zmieścił. W Radomiu najpierw tradycyjnie skorzystałem z nowoczesnej toalety dworcowej, gdzie tradycyjna babka klozetowa tylko rozmienia pieniądze do automatu, a potem włożyłem kurtkę i ruszyłem w drogę. Szybko znalazłem właściwą drogę wyjazdową z miasta i nawet się nie przejąłem, że jest to krajowa dwunastka. Podczas planowana trasy w ogóle nie zwracałem uwagi na status dróg, więc i teraz trzeba było przyjąć to ze spokojem i jechać. Zanim dojechałem do granicy miasta przestało całkiem padać i dalej już do końca drogi kurtka nie była potrzebna. Na następnym przystanku w Przysusze mogłem też zdjąć i bluzę, bo zrobiło się wreszcie całkiem ciepło, czyli pogodowe prognozy zaczęły się sprawdzać. Pokonywałem gładko kilometry zaliczając kolejne gminy, a ja pchany wiatrem jechałem na zachód, aż ujrzałem tablicę obwieszczającą, że właśnie wjeżdżam do województwa łódzkiego i zdobywam gminę Drzewica. Trochę mnie to zaskoczyło, bo wcale nie zamierzałem wyjeżdżać z naszego Mazowsza, ale widać pomyłki mi się zdarzają nie tylko w nawigacji. Po co mi jedna gmina w łódzkiem? Po co ja w ogóle tak daleko się pchałem na zachód? Tak sobie myślałem ze złością na samego siebie, gdy zobaczyłem tablicę "Grójec 53", a do odjazdu autobusu zostało dwie godziny i dwadzieścia minut. Dla czytelników tego bloga to czas w zupełności wystarczający i to z dużym zapasem, ale ja wiedziałem, że czeka mnie bardzo, ale to bardzo trudne zadanie. Nie mogłem sobie pozwolić już na żaden postój i na dodatek musiałem osiągnąć średnią blisko 25km/h, by zdążyć jeszcze znaleźć dworzec autobusowy w Grójcu. Jechałem najszybciej jak mi pozwalały nogi, serce i płuca, nie patrzyłem też na zegarek, by przedwcześnie nie odbierać sobie nadziei, że zdążę. Naprawdę miałem już dość tej jazdy i nie chciałem pokonywać dodatkowych czterdziestu kilometrów "Szosą E7". Pielęgnowałem w mózgu myśl, że oto za chwilę wygodnie usiądę w autobusie, który dowiezie mnie do domu, na nieco tylko spóźniony obiad. Niestety marzenia nie zawsze się spełniają, a powiedzenie "wyżej ch.... nie podskoczysz" pokazało swą brutalną i bezlitosną prawdziwość. Wprawdzie gdy minąłem tabliczkę z nazwą Grójec, wstąpiły we mnie jakieś nowe siły, ale nic to niestety nie dało. Gdy byłem blisko już centrum i spojrzałem na zegarek, było dwie minuty po odjeździe. Ponieważ nadzieja umiera ostatnia, myślałem, że może będę miał szczęście i przechwycę go gdzieś na ulicach miasta i skłonię jakoś do zatrzymania i wpuszczenia mnie do środka. Ale skoro nawet nie wiedziałem skąd on rusza i którędy jedzie, to jak to się mogło udać? To tylko skrajna desperacja kazała mi łudzić się do końca. Kiedy okazało się, że cały misterny plan...
...cóż mi pozostało? Wprawdzie rozważałem w drodze - a właściwie pieściłem myślami - plan awaryjny, że poczekam w Grójcu godzinę na następny autobus do Warszawy, ale na miejscu jakoś mi to przeszło. Zresztą w tym amoku pojechałem w złym kierunku i musiałem zawracać, przez co całkiem straciłem ochotę na dodatkowe kluczenie i szukania dworca. Wiedziałem już, że żadna czarodziejska różdżka nie sprawi bym znalazł się domu, że sam muszę te dotakowe kilometry przejechać. Zaakceptowanie tej myśli przyszło mi nawet łatwo, zadziałał zapewne jakiś psychologiczny mechanizm w rodzaju: niech będzie, co ma być!, raz kozie śmierć!, nie warto sie kopać z koniem, czy temu podobne. Mam na myśli pewien fatalizm i zaakceptowanie tego, co przyniósł los. Skoro nie mogę pojechać autobusem, to do domu muszę dojechać rowerem, innej alternatywy nie mam. Po wyjechaniu z Grójca zrobiłem sobie wreszcie krótki postój na przystanku. Zjadłem kanapkę zabraną rano z domu, założyłem bluzę, bo już chłodno się robiło, powiadomiłem X.P., żeby z obiadem na mnie nie czekała i już bez stresu związanego z presją czasu, wyruszyłem na ten ostatni odcinek. U mnie zresztą nie ma to znaczenia, czy się spinam, czy nie, średnia prędkość wychodzi taka sama. Taka jest zaprogramowana wydolność mojego organizmu i mogę ją poprawiać w bardzo niewielkim stopniu. Nie mam ambicji startowania w wyścigach, maratonach, rajdach rowerowych, jeżdżę tylko dla siebie i swojej własnej satysfakcji i przyjemności. Choć z tą przyjemnością, to podczas tej końcówki nie było najlepiej. Zmęczenie dawało już znać o sobie, do tego bezustanny szum i hałas setek samochodów zmierzających do stolicy, zapadająca powoli ciemność i ciągle jeszcze tak daleko. Myślałem i zastanawiałem się - mając świeżo w pamięci relacje uczestników GMRDP - jak można wytrzymać kilkadziesiąt godzin na rowerze. Jak twardzi i zdeterminowani muszą być ci ludzi, by poradzić sobie z bólem nadgarstków, przedramion, obręczy barkowych, stóp, a wreszcie, za przeproszeniem, dupy - i to bez nadziei na rychły koniec tej męki. Ja aż takich cierpień nie przechodziłem, choc te wszystkie wymienione części ciała bolały mocno, ale wiedziałem, że zaraz będą w domu i wszystko szybko minie. Oni z większymi cierpieniami jechali po kilkaset kilometrów. Myślałem też po drodze, że na pętli na Okęciu to już wsiądę w tramwaj, bo po co się męczyć. Zresztą takie myśli miałem już w Wólce Kosowskiej, jak zobaczyłem ludzi czekających na 721, potem mignął mi pomysł, by autobusem Ikei dotrzeć z Janek do domu. To jednak było tylko takie samooszukiwanie się, że mam jakąś alternatywę, że nie muszę się dalej męczyć. W głębi duszy wiedziałem bowiem, że gdy to zrobię, będę miał do siebie pretensję. Nie chodzi rzecz jasna, o te kilka, kilkanaście kilometrów, ale o sam fakt, że nie dojechałem.
Więc dojechałem.
O 19:30.
Obiad zjadłem odgrzewany, ale i tak smakował bosko.
Zdjęcia

Dworzec w mokrym Radomiu © yurek55

Tu juz można zdjąć kurtkę © yurek55

"Góry Świętokrzyskie, drogie są i bliskie" © yurek55
Drugi przystanek - Przysucha

Rynek w miasteczku Przysucha © yurek55

Skromny Urząd Miasta i Gminy - Przysucha © yurek55

Plenerowa wystawa rzeźby na rynku w Przysusze © yurek55

Selfie z Oskarem Kolbergiem na jego ławeczce - Przysucha © yurek55
Trzeci przystanek - [url=http://www.parafia-rzymskokatolicka-bieliny.pl/str... w Bielinach[/url]

Drewniany kościół w Bielinach ok. 1780r © yurek55

Brama na teren kościelny w Bieinach © yurek55

Kapliczka z 1929 r, obok kościoła w Bielinach © yurek55
"Pójdźcie do mnie wszyscy którzy pracujecie i obciążeni jesteście a ja was ochłodzę"

Bieliny, kościół pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy © yurek55
Trzeci, przedostatni przytanek - Drzewica

Fontanna na rynku w Drzewicy © yurek55
Taka miniaturka tej w Ogrodzie Saskim.

Partyzantom i żołnierzom © yurek55

Do Warszawy jeszcze ponad stówa © yurek55
Wyjazd z Drzewicy

Powracam na Mazowsze © yurek55

Żegnam łódzkie © yurek55
PS.Dwa razy rano na Zachodni jeździłem bom się wracać do domu musiał, stąd na liczniku kilometrów więcej niż na mapie.
PS2. A te "dziury" w gminach na zachód od Radomia bardzo mnie denerwują: Zakrzew, Przytyk, Potworów, Rusinów, Klwów, Wyśmierzyce. No i ta gmina pominięta przez mój błąd nawigacyjny poprzednim razem - Goszczyn. Coś trzeba będzie z tym zrobić.
Koniec.
Więc dojechałem.
O 19:30.
Obiad zjadłem odgrzewany, ale i tak smakował bosko.
Zdjęcia

Dworzec w mokrym Radomiu © yurek55

Tu juz można zdjąć kurtkę © yurek55

"Góry Świętokrzyskie, drogie są i bliskie" © yurek55
Drugi przystanek - Przysucha

Rynek w miasteczku Przysucha © yurek55

Skromny Urząd Miasta i Gminy - Przysucha © yurek55

Plenerowa wystawa rzeźby na rynku w Przysusze © yurek55

Selfie z Oskarem Kolbergiem na jego ławeczce - Przysucha © yurek55
Trzeci przystanek - [url=http://www.parafia-rzymskokatolicka-bieliny.pl/str... w Bielinach[/url]

Drewniany kościół w Bielinach ok. 1780r © yurek55

Brama na teren kościelny w Bieinach © yurek55

Kapliczka z 1929 r, obok kościoła w Bielinach © yurek55
"Pójdźcie do mnie wszyscy którzy pracujecie i obciążeni jesteście a ja was ochłodzę"

Bieliny, kościół pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy © yurek55
Trzeci, przedostatni przytanek - Drzewica

Fontanna na rynku w Drzewicy © yurek55
Taka miniaturka tej w Ogrodzie Saskim.

Partyzantom i żołnierzom © yurek55

Do Warszawy jeszcze ponad stówa © yurek55
Wyjazd z Drzewicy

Powracam na Mazowsze © yurek55

Żegnam łódzkie © yurek55
PS.Dwa razy rano na Zachodni jeździłem bom się wracać do domu musiał, stąd na liczniku kilometrów więcej niż na mapie.
PS2. A te "dziury" w gminach na zachód od Radomia bardzo mnie denerwują: Zakrzew, Przytyk, Potworów, Rusinów, Klwów, Wyśmierzyce. No i ta gmina pominięta przez mój błąd nawigacyjny poprzednim razem - Goszczyn. Coś trzeba będzie z tym zrobić.
Koniec.
- DST 166.00km
- Czas 07:27
- VAVG 22.28km/h
- VMAX 45.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 749m
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 4 sierpnia 2015
Kategoria > 100
Jazda na mokro
Przy takiej temperaturze jak dziś, nie tylko picie jest ważne, należy wykorzystywać każdą okazję do schłodzenia organizmu, Szczególnie podczas jazdy rowerem. Ja zakładam mokrą chustkę pod kask, ale na dziś ten patent uznałem za dalece niewystarczający. Mokra koszulka, to jest to. Najpierw zmoczyłem ją u brata pod kranem, ale zanim dojechałem do Zalewu Zegrzyńskiego zdążyła wyschnąć. Drugie moczenie odbyło sie na plaży w Nieporęcie, trzecie, w mini fontannie pałacowej w Jabłonnie,a czwarte już Warszawie w zraszaczu trawnika. Tylko ten ostatni raz już bez rozbierania się, po prostu stanąłem przy nim.
Pierwsza wycieczka - 88km
Druga po obiedzie, do serwisu foto z reklamacją.
Upał podczas jazdy rowerem nie jest tak dokuczliwy, jak się niektórym wydaje. Jadąc nawet z tak niewielką prędkością jak ja, czuje się wiatr na twarzy i on osusza pot, Nawet jak jest flauta, to odczywalna siła wiatru jest taka, z jaką prędkością jedziesz. Dla jednych ten wiatr ma siłę 20 km/h, dla uczestników TdP - 50/60 km/h.
Reasumując - im prędzej jedziesz, tym bardziej wiatr cię wychładza i jest ci zimniej - tą odkrywczą myślą zakończę dzisiejszy wpis.
Fotki

Niepokazane w telewizji bulwary wiślane © yurek55

Słupek rtęci wspiął się do 47 kreski © yurek55

Zapomniana droga nad Zalewem. Białobrzegi © yurek55

Pochwalę się nową aplikacją © yurek55

Fotka z mostu być musi. Port jachtowy © yurek55

Plaża w Nieporęcie - drugie moczenie © yurek55

Koszulka w fontanience Pałac Jabłonna © yurek55
Pierwsza wycieczka - 88km
Druga po obiedzie, do serwisu foto z reklamacją.
Upał podczas jazdy rowerem nie jest tak dokuczliwy, jak się niektórym wydaje. Jadąc nawet z tak niewielką prędkością jak ja, czuje się wiatr na twarzy i on osusza pot, Nawet jak jest flauta, to odczywalna siła wiatru jest taka, z jaką prędkością jedziesz. Dla jednych ten wiatr ma siłę 20 km/h, dla uczestników TdP - 50/60 km/h.
Reasumując - im prędzej jedziesz, tym bardziej wiatr cię wychładza i jest ci zimniej - tą odkrywczą myślą zakończę dzisiejszy wpis.
Fotki

Niepokazane w telewizji bulwary wiślane © yurek55

Słupek rtęci wspiął się do 47 kreski © yurek55

Zapomniana droga nad Zalewem. Białobrzegi © yurek55

Pochwalę się nową aplikacją © yurek55

Fotka z mostu być musi. Port jachtowy © yurek55

Plaża w Nieporęcie - drugie moczenie © yurek55

Koszulka w fontanience Pałac Jabłonna © yurek55
- DST 100.69km
- Teren 7.00km
- Czas 04:52
- VAVG 20.69km/h
- VMAX 40.00km/h
- Temperatura 34.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 1 sierpnia 2015
Kategoria > 100, gminobranie
Po gminy do Radomia
Nadszedł wreszcien ten dzień, kiedy pojechałem pociągiem o 8:36 do Radomia. Długo siedziałem wieczorem optymalizując trasę i rysując na mapie różne warianty powrotu, a wkońcu zdecydowałem się na ten najprosztszy. Jazda krajową "siódemką" okazała się całkiem znośna. Na tych fragmentach, gdzie ma status drogi ekspresowej, mozna jechać równolegle, meandrując z jednej strony trasy na drugą. Raz tylko, przed Białobrzegami niespodziewanie skończył się asfalt i musiałem jechać przez las i to bynajmniej nie po żadnej leśnej drodze, a po ledwo widocznej ścieżynce wśród chaszczów. Na szczęście to był tylko jeden kilometr. W Białobrzegach odbiłem w lewo po gminę Wysmierzyce, a w Broniszewie w prawo, po gminę Jasieniec. Tu niestety dałem nawigacyjną plamę i nie wróciłem w porę na swój szlak, który akurat prowadził przez gminę Goszczyn i ta została niezaliczona. Gdybym patrzył non - stop w ekran, to pewno bym się nie zgubił, a tak to musze przystawać, wyciagać telefon, czekać kiedy wczyta mapę i dziś zrobiłem to jeden raz za późno. Nie chciałem już wracać, będzie na następny raz.
Zdjęc nie ma za wiele, bo przejazd potraktowałem jak Hipki swoją wyprawę bałkańską. Nie byli na Plitvickich Jeziorach, do Dubrownika też nie zajechali, tylko kręcili, kręcili, kręcili... Ja dziś zrobiłem dokładnie tak samo i dzięki temu, zdążyłem na spóźniony obiad o 17:40.
Zaliczone gminy: Radom, Jedlińsk, Stara Błotnica, Białobrzegi, Wyśmierzyce, Promna, Jasieniec,
Fotki

Miejsce startu Dworzec Zachodni © yurek55

Stąd zacznę podróż powrotną © yurek55

Radom szybko sie kończy © yurek55

Tu 18.10.2001r zginął biskup Jan Chrapek ordynariusz diecezji radomskiej © yurek55

Dalej kilometr przez las © yurek55

Wyśmierzyce do kolekcji © yurek55

W Białobrzegach nie wiedzą? © yurek55

Ratusz, Starostwo, Rynek, fontanna. Białobrzegi © yurek55

Stary most na Pilicy W Białobrzehach © yurek55

Wąskie gardło w drodze do Zakopanego © yurek55

Fotka z m ostu obowiązkowa © yurek55

Powstanie Warszawskie. Uroczystości w Grójcu © yurek55

Rocznica Powstania Warszawskiego © yurek55

Na rynku w Grójcu © yurek55

W Raszynie tez pamiętali © yurek55
Zaliczone gminy: Radom, Jedlińsk, Stara Błotnica, Białobrzegi, Wyśmierzyce, Promna, Jasieniec,
Fotki

Miejsce startu Dworzec Zachodni © yurek55

Stąd zacznę podróż powrotną © yurek55

Radom szybko sie kończy © yurek55

Tu 18.10.2001r zginął biskup Jan Chrapek ordynariusz diecezji radomskiej © yurek55

Dalej kilometr przez las © yurek55

Wyśmierzyce do kolekcji © yurek55

W Białobrzegach nie wiedzą? © yurek55

Ratusz, Starostwo, Rynek, fontanna. Białobrzegi © yurek55

Stary most na Pilicy W Białobrzehach © yurek55

Wąskie gardło w drodze do Zakopanego © yurek55

Fotka z m ostu obowiązkowa © yurek55

Powstanie Warszawskie. Uroczystości w Grójcu © yurek55

Rocznica Powstania Warszawskiego © yurek55

Na rynku w Grójcu © yurek55

W Raszynie tez pamiętali © yurek55
- DST 125.41km
- Teren 1.00km
- Czas 05:49
- VAVG 21.56km/h
- Temperatura 26.0°C
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 15 lipca 2015
Kategoria > 100
Jeszcze dwie gminy do kolekcji
Nie dawała mi spokoju gmina Osieck, niefortunnie pominięta podczas tej http://yurek55.bikestats.pl/1339641,Po-nowe-gminy-siedem.html wycieczki. Ale żeby nie jechać po tylko po nią, narysowałem sobie trasę zahaczającą jeszcze o Kołbiel. Za Osieckiem okazało się wprawdzie, że fragment prowadzi przez las i mazowieckie piachy, ale innych niespodzianek nie było. Do nawigowania ustawiłem sobie w Locusie narysowaną trasę jako widoczną i sprawdzałem co jakiś czas czu rejestrowany ślad pokrywa się z drogą na mapie. Mozna wprawdzie ustawić nawigację głosową po śladzie, ale jeszcze tej funkcji nie sprawdzałem. Po wyjechaniu z lasu, zaczął mi świtać pomysł powrotu pociągiem z Otwocka. Był tak kuszący, że już w Celestynowie zajechałem na stację, ale spóźniłem sie o 10 minut, a nastepny miał być za 50. Nie pozostało nic innego jak wracać na kołach. Powrotne kilometry były szczególnie trudne, nie ze względu na upał, zmęczenie, czy zniechęcenie, ale z prozaicznego, kolarskiego powodu jakim jest siodełko rowerowe. Niby zwykłe siodełko, a mnie sie niepodparcie kojarzyło z łożem, na którym torturowano zbója Madeja. Ale dałem radę.

Hangar na polowym lotnisku w Gassach © yurek55
Więcej o tym miejscu i sylwetka właściciela tutaj

Mogiła z czasu wojen napoeońskich. Bitwa pod Ostrówkiem 1809 © yurek55
Dla zainteresowanych przebiegiem bitwy

Wisła z mostu w Górze La;warii © yurek55
Legenda głosi, że ludzie w jeden dzień ten kościół postawili

Przed kościołem w Warszawicach © yurek55

Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok © yurek55

Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok © yurek55

Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok © yurek55

Osieck wzięty! © yurek55

Osieck garncarstwem słynny © yurek55

Kościół w Osiecku © yurek55

Historia kościołą w Osiecku © yurek55

Fotka z mostu być musi © yurek55

Hangar na polowym lotnisku w Gassach © yurek55
Więcej o tym miejscu i sylwetka właściciela tutaj

Mogiła z czasu wojen napoeońskich. Bitwa pod Ostrówkiem 1809 © yurek55
Dla zainteresowanych przebiegiem bitwy

Wisła z mostu w Górze La;warii © yurek55
Legenda głosi, że ludzie w jeden dzień ten kościół postawili

Przed kościołem w Warszawicach © yurek55

Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok © yurek55

Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok © yurek55

Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok © yurek55

Osieck wzięty! © yurek55

Osieck garncarstwem słynny © yurek55

Kościół w Osiecku © yurek55

Historia kościołą w Osiecku © yurek55

Fotka z mostu być musi © yurek55
- DST 127.00km
- Teren 6.00km
- Czas 06:08
- VAVG 20.71km/h
- VMAX 40.60km/h
- Temperatura 29.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 11 lipca 2015
Kategoria > 100
Po gminy północne z kolizją samochodową w tle
Już dawano załozyłem w Locusie folder: planowane trasy i umieściłem trasy narysowane pod kątem nowych gmin. Ponieważ
znawcy przedmiotu szczerze odradzali mi jazdę drogą krajową 62, czyli wylotówkę z Warszawy na Mazury, wczoraj więc
zmodyfikowałem odcinek do Pułtuska i to tak, że zyskałem dwie nowe gminy: Winnicę i Pokrzywnicę.
Na trasę wyruszyłem o 8:15 i najkrótszą drogą dojechałem do Nieporętu, a stamtąd do Zegrza i Borowej Góry. Ten
fragment jest mało stresujący, jest szerokie pobocze, a potem droga techniczna za ekranami krajówki, jedzie się
bardzo przyjemnie i komfortowo. Potem kładką pieszo - rowerową przedostałem się na drugą stronę i rozpocząłem
eksplorację nieznanych wcześniej dróg lokalnych. Ruch niewielki, asfalt w miarę przyzwoity więc jechałem sobie
spokojnie, zerkając tylko od czasu do czasu na telefon, by nie zgubić drogi i w ten sposób dotarłem do Kacic. Tam
znów wbiłem na krajówkę, ale że do Pułtuska było już tylko ze dwa kilometry, z czego jeden kilometr korka przed
rondem, jazda minęła szybko i bezstresowo. W odróżnieniu, jak mniemam, od kierowców i pasażerów samochodów, w
ślimaczym tempie przebijających sie przez miasto.Ja do miasta nie wjeżdżałem. Rynek już widziałem, w Domu Polonii
byłem, a przede mną było jeszcze wiele kilometrów do przejechania. Nawijałem więc kilometry na opony, ciesząc się z dobrej pogody, niezłego samopoczucia - z wyjątkiem bolących nadgarstków, rzecz jasna - i fajnej drogi.
W pewnym momencie jednak, sielanka ta zastała brutalnie zkłócona. Usłyszałem z tyłu klakson i zobaczyłem jak "na trzeciego" wyprzedza mnie i inny samochód jakiś wariat trąbiący jak opętany. Potem, jak już nas wyprzedził postanowił dać nauczkę temu kierowcy, który wyprzedzając mnie nie spojrzał w lusterko i dał ostro po heblach. Zapiszczały hamulce a nic nie winien dostawczak jadący jako trzeci, nie wyhamował i przygrzmocił w tył samochodu drugiego, a tem przywalił w faktycznego sprawcę, tego idiotę. Idiota dał w pedał i odjechał, a ja minąłem dwa rozbite, stojące na poboczu samochody i udałem się w pościg*. Szybko jednak dałem za wygraną bo straciłem go z oczu. Nie zapamiętałem marki o numerze nie mówiąc, więc świadek ze mnie marny, ale jeśli ten gość w drugim samochodzie miał kamerkę, to idiota będzie miał pozamiatane.
Wreszcie po stu kilometrach skończyły się boczne drogi i wyjechałem na drogę 62 z Serocka do Wyszkowa. Tam na przystanklu zrobiłem sobie pierwszy postój na jedzenie (dwa banany i dwa batony z ziarnami) i kontakt z domem, że żyję i mam się dobrze. Chciałem też wykorzystać zachodni wiatr i jechać do Wyszkowa, zamiast pod wiatr do Serocka, ale po sprawdzeniu kilometrów szybko zrezygnowałem z tego pomysłu. Musiałbnym przejechać aż 15 km więcej, a to nie jest warte jazdy z wiatrem w plecy przez pół godziny. Tak więc z tamtego punktu, gdzie kończy sie pierwsza mapa rozpoczłąłem drogę powrotną. Nie czułem zmęczenia, jechało się dobrze i nawet samochody tak bardzo nie przeszkadzały. Droga do mostu w Wierzbicy minęła szybko, potem skręciłem do Serocka i tą samą drogą wróciłem do Warszawy. Zaliczyłem 6 nowych gmin: Winnica, Pokrzywnica, Pułtusk, Obryte, Rząśnik, Zatory i pobiłem swój rekord przejechanych kilometrów. To był dobry dzień.

Fotka z mostu. Bulwary wiślane © yurek55

Most w Zegrzu na Narwi © yurek55

Kładka pieszo rowerowa w Borowej Górze © yurek55

Fotka z mostu. Narew © yurek55

Młyn elektryczny w Górce Powielińskiej © yurek55

Młyn elektryczny w Górce Powielińskiej © yurek55

Stodoła kryta strzechą. Pokrzywnica © yurek55

Kościół w Pokrzywnicy © yurek55

Kapliczka przydrożna © yurek55

Nowatorskie zastosowanie starej opony © yurek55

Kwietnik oponowy © yurek55

Widok ogólny © yurek55

Most na Narwi w Pułtusku © yurek55

Most na Narwi w Wierzbicy © yurek55

Serock ma 600 lat © yurek55

Dojazd do mostu w Zegrzu od Serocka © yurek55

Fotka z mostu. Kanał Żerański © yurek55

Fotka z Mostu Gdańskiego. Wisła © yurek55
W pewnym momencie jednak, sielanka ta zastała brutalnie zkłócona. Usłyszałem z tyłu klakson i zobaczyłem jak "na trzeciego" wyprzedza mnie i inny samochód jakiś wariat trąbiący jak opętany. Potem, jak już nas wyprzedził postanowił dać nauczkę temu kierowcy, który wyprzedzając mnie nie spojrzał w lusterko i dał ostro po heblach. Zapiszczały hamulce a nic nie winien dostawczak jadący jako trzeci, nie wyhamował i przygrzmocił w tył samochodu drugiego, a tem przywalił w faktycznego sprawcę, tego idiotę. Idiota dał w pedał i odjechał, a ja minąłem dwa rozbite, stojące na poboczu samochody i udałem się w pościg*. Szybko jednak dałem za wygraną bo straciłem go z oczu. Nie zapamiętałem marki o numerze nie mówiąc, więc świadek ze mnie marny, ale jeśli ten gość w drugim samochodzie miał kamerkę, to idiota będzie miał pozamiatane.
Wreszcie po stu kilometrach skończyły się boczne drogi i wyjechałem na drogę 62 z Serocka do Wyszkowa. Tam na przystanklu zrobiłem sobie pierwszy postój na jedzenie (dwa banany i dwa batony z ziarnami) i kontakt z domem, że żyję i mam się dobrze. Chciałem też wykorzystać zachodni wiatr i jechać do Wyszkowa, zamiast pod wiatr do Serocka, ale po sprawdzeniu kilometrów szybko zrezygnowałem z tego pomysłu. Musiałbnym przejechać aż 15 km więcej, a to nie jest warte jazdy z wiatrem w plecy przez pół godziny. Tak więc z tamtego punktu, gdzie kończy sie pierwsza mapa rozpoczłąłem drogę powrotną. Nie czułem zmęczenia, jechało się dobrze i nawet samochody tak bardzo nie przeszkadzały. Droga do mostu w Wierzbicy minęła szybko, potem skręciłem do Serocka i tą samą drogą wróciłem do Warszawy. Zaliczyłem 6 nowych gmin: Winnica, Pokrzywnica, Pułtusk, Obryte, Rząśnik, Zatory i pobiłem swój rekord przejechanych kilometrów. To był dobry dzień.

Fotka z mostu. Bulwary wiślane © yurek55

Most w Zegrzu na Narwi © yurek55

Kładka pieszo rowerowa w Borowej Górze © yurek55

Fotka z mostu. Narew © yurek55

Młyn elektryczny w Górce Powielińskiej © yurek55

Młyn elektryczny w Górce Powielińskiej © yurek55

Stodoła kryta strzechą. Pokrzywnica © yurek55

Kościół w Pokrzywnicy © yurek55

Kapliczka przydrożna © yurek55

Nowatorskie zastosowanie starej opony © yurek55

Kwietnik oponowy © yurek55

Widok ogólny © yurek55

Most na Narwi w Pułtusku © yurek55

Most na Narwi w Wierzbicy © yurek55

Serock ma 600 lat © yurek55

Dojazd do mostu w Zegrzu od Serocka © yurek55

Fotka z mostu. Kanał Żerański © yurek55

Fotka z Mostu Gdańskiego. Wisła © yurek55
- DST 162.39km
- Czas 07:28
- VAVG 21.75km/h
- VMAX 39.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























