Informacje

  • Wszystkie kilometry: 167584.66 km
  • Km w terenie: 2866.65 km (1.71%)
  • Czas na rowerze: 358d 22h 15m
  • Prędkość średnia: 19.42 km/h
  • Więcej informacji.

AD 2026 button stats bikestats.pl ... i w latach poprzednich

AD 2025 button stats bikestats.pl

AD 2024 button stats 
bikestats.pl

AD 2023 button stats 
bikestats.pl

AD 2022 button stats 
bikestats.pl

AD 2021 button stats 
bikestats.pl

AD 2020 button stats 
bikestats.pl

AD 2019 button stats 
bikestats.pl

AD 2018 button stats 
bikestats.pl

AD 2017 button stats 

bikestats.pl

AD 2016 button stats 

bikestats.pl

AD 2015 button stats 

bikestats.pl                   AD 2014 button stats 

bikestats.pl                   AD 2013 button stats 

bikestats.pl                   AD 2012 button stats 

bikestats.pl                  AD 2011 button stats 

bikestats.pl Gminobranie



Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy yurek55.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

> 100

Dystans całkowity:51704.82 km (w terenie 765.00 km; 1.48%)
Czas w ruchu:2492:37
Średnia prędkość:20.74 km/h
Maksymalna prędkość:116.95 km/h
Suma podjazdów:79611 m
Suma kalorii:865353 kcal
Liczba aktywności:456
Średnio na aktywność:113.39 km i 5h 27m
Więcej statystyk
Sobota, 10 października 2015 Kategoria > 100, gminobranie

Po wschodnie gminy

"Uwaga, grupa! Kierunek – wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja."
"Jeśli dziś sobota, to jedziemy na gminobranie"


Tym razem, po sprawdzeniu przewidywanego kierunku wiatru, postanowiłem udać się na wschód. Wybór padł na Siedlce. Wyrysowana w nocy na szybko trasa pokazywała sto parę kilometrów, co było dystansem w sam raz, bo naprawdę musiałem wrócić wcześniej niż zwykle. Sprawdziłem rozkład i wybrałem pociąg o 6:28, który na miejscu jest o 8:07, co dawało szansę na powrót z wiatrem około 13:00 - 13:30. 
Rano, podstawowym moim dylematem była kwestia ubioru. Nie mogłem liczyć na znaczące ocieplenie w ciągu dnia, ale  przecież na sofrshelową kurtkę, w której jeżdżę zimą, jest za wcześnie. Musiałbym ją założyć tylko na koszulkę,  a wtedy nie miałbym się z czego rozbierać, gdyby się ociepliło. Po dogłębnej analizie problemu wybrałem wariant trzech cienkich warstw i czwartej wiatrówki. Zabrałem też do plecaka pełne rękawiczki - na mróz i krótkie spodenki kolarskie - na upał, a do jedzenia banana i dwa batony zbożowe.  W drodze na dworzec zmarznąć nie zdążyłem, ale czułem, że jest zimno. W pociągu rozebrałem się z połowy ciuchów i z lekkim niepokojem myślałem, co mnie czeka tam, hen, na wschodzie. Gdy wreszcie dojechaliśmy do celu, na dworcowym termometrze wyświetlało się wprawdzie 5°C, ale zaparkowane samochody miały na szybach grubą warstwę szronu. Ja tradycyjnie przed drogą, odwiedziłem jeszcze dworcowe WC, otwierające swe podwoje dla potrzebujących, dopiero po wrzuceniu w szparę monety dwuzłotowej. Jak nie masz, to babcia klozetowa ci rozmieni, ale pieniędzy przyjmować nie może. Automat właścicieli nie oszuka, a taka pani może. Widać uczciwość to mocno deficytowy towar.
W końcu gdy wyruszyłem wreszcie w  drogę, zaraz za miastem musiałem zatrzymać się i sięgnąć do plecaka po rękawiczki. Temperatura spadła do zera, a odczuwalna zdecydowanie mniej. Później, już tradycyjnie, zatrzymywałem się przy niemal każdym rozwidleniu dróg sprawdzając kierunek jazdy i dzięki temu udało się uniknąć wpadek nawigacyjnych.  Bikemap wyrysował mi fajną trasę, tym razem bez terenu i tak totalnie bocznymi drogami, że prawie samochodów ani ludzi nie widziałem. Dlatego końcówkę zdecydowałem się przejechać "dwójką", ale to tylko dwadzieścia parę kilometrów, a i przy sobocie ruch tirów ze Wschodu niezbyt męczący. Najpierw jednak na przystanku zrobiłem regularny topless, bo podkoszulka i bluza przy 13°C to zdecydowanie za dużo (rękawiczki zmieniłem już wcześniej). Zjadłem też zapasy zabrane na drogę, zadzwoniłem do domu, że będę bliżej drugiej niż pierwszej i mogłem już jechać do domu. Na Gocławiu widząc stojącą na pętli "dziewiątkę", pod wpływem jakiegoś impulsu zatrzymałem się i... wsiadłem do tramwaju.  Naprawdę nie wiem po co to zrobiłem, choć myślałem przez całą drogę. No cóż, człowiek jest istotą nieodgadnioną. Bardzo tego żałuję i się wstydzę, ale co się stało, to się nie odstanie. Nawet rekordowa średnia nie cieszy.
Gminy: Siedlce miasto, Siedlce wieś, Wiśniew, Skórzeń, Kotuń, Mrozy, Cegłów.
Zdjęcia
Wygodny uchwyt rowerowy
Wygodny uchwyt rowerowy © yurek55
Tu nawet słaba kobieta umocuje bezpiecznie i bez wysiłku swój rower.
Dworzec PKP Siedlce
Dworzec PKP Siedlce © yurek55
Kapliczka w Żelkowie
Kapliczka w Żelkowie © yurek55
Na street view jest jeszcze bez daszka i pień jest dużo wyższy
Kościół w Oleksinie
Kościół w Oleksinie © yurek55
Dojeżdżam do stacji Sosnowo
Dojeżdżam do stacji Sosnowo © yurek55
Droga powrotna wypadła obok torów
Droga powrotna wypadła obok torów © yurek55
Mrozy - kościół
Mrozy - kościół © yurek55
Mrozy - pomnik bohaterom gminy Kuflew 1914 - 1920
Mrozy - pomnik bohaterom gminy Kuflew 1914 - 1920 © yurek55
Rozrzucanie obornika, zapach się nie utrwalił na karcie pamięci
Rozrzucanie obornika, zapach się nie utrwalił na karcie pamięci © yurek55
Mało kto koniem wozi gnój na pole i ręcznie go rozrzuca. 

  • DST 104.73km
  • Czas 04:34
  • VAVG 22.93km/h
  • VMAX 34.20km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 3 października 2015 Kategoria > 100

Po gminy - Nasielsk, Płońsk, Wyszogród

Prognozy dotyczące kierunku wiatru wskazywały, że tej soboty znów powinienem pojechać do Radomia. Jednakowoż czekanie na męża z obiadem do dziewiętnastej, czy dłużej, nie jest miłe, ani sympatyczne i nie chciałem mojej wyrozumiałej małżonki, wystawiać na kolejną próbę cierpliwości. Postanowiłem więc zmierzyć się z wiatrem i wybrałem krótką podróż pociągiem do Nasielska i długi powrót rowerowy przez Płońsk i Wyszogród, z małymi odbiciami po gminy, potem Leszno i moje ulubione zachodnie wioski. 
W Nasielsku powitało mnie mocno rześkie powietrze, temperatura wynosiła zawrotne 4°C, a ja byłem ubraniowo przygotowany na późniejsze temperatury. Rankiem cienka bluza i krótkie spodnie były trochę niewystarczające. Najgorzej było na zjazdach, ale na szczęście był tylko jeden, na drugim już tak się nie rozpędzałem. Po pięćdziesięciu kilometrach, mogłem już zdjąć bluzę i do końca podróży jechałem tylko w koszulce. 
Jeśli o samą jazdę chodzi, to wiatr mi nie pomagał tym razem, co od razu widać po średniej, ale nie było to dla mnie jakimś szczególnie masakrycznym doznaniem. Do huku wiatru w uszach można się końcu przyzwyczaić. Znowu miałem rzecz jasna kilka drobnych błędów nawigacyjnych, a jeden poważniejszy skończył się prowadzeniem roweru po lesie przez jakieś chaszcze, dziurawe mostki i strome wąwozy, bo nie chciałem wracać... Dotarłem w końcu do jakiegoś opuszczonego gospodarstwa i potem polną drogą dojechałem do krajowej "62", ale to nie na tym polega. Muszę w końcu zainwestować w uchwyt do telefonu, mocowany na śrubę do mostka, bo na kierownicy nie mam już miejsca. Jadąc krajówką po gminę Czerwińsk, na niedługim, ale dość stromym zjeździe, ustanowiłem swój rekord prędkości - od dziś wynosi on 48km/h.  Po zaliczeniu tej gminy zacząłem powrót. Na liczniku miałem przejechane osiemdziesiąt dziewięć kilometrów, do domu daleko, a czasu znów zrobiło się mało. Do ustalonej godziny powrotu zostało nieco ponad trzy godziny, a ja nie wiedziałem ile mam kilometrów do przejechania. Dlatego przemknęła mi przez chwilę myśl, aby pojechać zgodnie z napisem  Warszawa 63 do Nowego Dworu Mazowieckiego, a stamtąd już rzut beretem. Szybko jednak porzuciłem ten kapitulancki wariant i zdecydowałem się jechać zgodnie z pierwotnym planem, rozmyślając czy zdążę na czas, czy nie. A tym razem chciałem naprawdę nie sprawić zawodu. Już w Kampinosie zacząłem rozglądać się za jakąś podwózką, ale autobus miał być dopiero za dwie godziny. Pomyślałem, że w Lesznie coś się znajdzie, ale i tu czekał mnie zawód, do busika rower się nie mieści, a 719 dopiero co odjechał. Gdy skręciłem na drogę w kierunku Błonia oświeciła mnie myśl, że jest tam przecież stacja kolejowa. Szybki rzut oka na rozkład jazdy w telefonie i bingo!  Miałem wystarczająco dużo czasu, by spokojnie dojechać, znaleźć dworzec, kupić bilet i jeszcze chwilkę poczekać. Z Dworca Zachodniego do domu mam góra pięć minut jazdy. Obiad smakował wyśmienicie. 
Zaliczone gminy 10 sztuk: Płońsk wieś, Płońsk miasto, Dzierżążnia, Naruszewo, Bulkowo, Mała Wieś, Wyszogród , Czerwińsk, Młodzieszyn, Brochów
Podróż pociągiem skraca czas
Podróż pociągiem skraca czas © yurek55
Promocja i reklama wsi Cieksyn
Promocja i reklama wsi Cieksyn © yurek55
Do Cieksyna przed mostem w prawo
Do Cieksyna przed mostem w prawo © yurek55
Wkra w Borkowie
Wkra w Borkowie © yurek55
Wkra widok na południe
Wkra widok na południe © yurek55
Na moście w Borkowie jest zimno
Na moście w Borkowie jest zimno © yurek55
Jazda w terenie
Jazda w terenie © yurek55
Pierwsza gmina
Pierwsza gmina © yurek55
Druga gmina
Druga gmina © yurek55
I jeszcze jedna
I jeszcze jedna © yurek55
W Troskach pozbyłem się...bluzy
W Troskach pozbyłem się...bluzy, bo trosk nie miałem © yurek55
Kapliczka w lesie
Kapliczka w lesie © yurek55
Wąwozem pod górę
Wąwozem pod górę © yurek55
Cel osiągnięty, można wracać
Cel osiągnięty, można wracać © yurek55
Bohaterowie bitwy nad Bzurą. Wyszogród
Bohaterowie bitwy nad Bzurą. Wyszogród © yurek55
Most w Wyszogrodzie w pełnej krasie
Most w Wyszogrodzie w pełnej krasie © yurek55
Wisła w Wyszogrodzie
Wisła w Wyszogrodzie © yurek55
Pomnik koło mostu nad Bzurą w Witkowicach
Pomnik koło mostu nad Bzurą w Witkowicach © yurek55
Ostatni etap
Ostatni etap © yurek55

  • DST 143.67km
  • Teren 10.00km
  • Czas 07:07
  • VAVG 20.19km/h
  • VMAX 48.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 26 września 2015 Kategoria > 100

Północne gminy Mazowsza

W piątek sprawdziłem prognozy meteo i biorąc pod uwagę kierunek wiatru, narysowałem sobie trasę zaczynającą się na północnej rubieży naszego województwa. Wstałem jeszcze po ciemku, szybka toaleta, śniadanie, banany i batony na drogę, powerbank do plecaka, picie ufff..., chyba tym razem niczego nie zapomniałem. Jeszcze tylko spojrzenie za okno, deszcz kończył chyba swą całonocną aktywność, kurtka na grzbiet i po chwili już kupowałem bilet do Mławy. Poranny pociąg Kolei Mazowieckich do Działdowa, odwozi do domów głównie pracowników ochrony, a możliwe, że czasem też grzybiarzy, dziś ich nie widziałem.  Gdy dotarłem do celu podróży po deszczu nie było nawet śladu, bo tam nie padało ani w nocy, ani rano. Na poczatek zatoczyłerm małe kółeczko i gdy znó wjechałem do miasta, już miałem dwie nowe gminy do kolekcji. Potem kawałek na wschód i po zaliczeniu kolejnych trzech gmin, mogłem już kierować się bardziej na południe i korzystać z pomocy wiatru. Jechało się bardzo dobrze, ale poważnym problemem było utrzymanie się na trasie. Zatrzymywałem się praktycznie na każdym skrzyzowaniu, czy rozwidleniu dróg, wyciągałem telefon i sprawdzałem gdzie mam skręcić. Duże fragmenty trasy bowiem, prowadziły drogami wiejskimi bez żadnych oznaczeń, a do tego czasem trzeba było skręcać w drogi gruntowe. Tam gdzie zdawałem się na intuicję i podświadomie wybierałem asfalt, albo drogę główną - zawsze musiałem zawracać. Nie potrafię nadal ustawić sobie nawigacji tak, by mnie głosowo prowadziła po śladzie. Kiedyś mi się udało to zrobić, ale już znów nie pamiętam i nie umiem. Jestem cyfrowo ograniczony. Co innego, jak jadę drogą krajową, czy wojewódzką i wiem, że doprowadzi mnie do celu, wtedy nie trzeba sobie głowy zawracać pilnowaniem trasy. A mnie dopiero po 136 kilometrach pokazał się drogowskaz na Nasielsk i dopiero wtedy, nie musiałem sprawdzać każdego skrzyżowania. 
Turystycznie i krajoznawczo dzisiejsza wycieczka zupełnie do kitu. Cały czas podskórnie wiedziałem, że jestem w poważnym niedoczasie i nie zdążę dojechać do Nasielska  na pociąg o 15:24. Starałem się więc nie tracić czasu, ponad konieczną potrzebę i w sumie nic nie widziałem i nigdzie nie przystawałem. Hipek miał rację, że zmieniam tryb jeżdżenia.
Zaliczone gminy: Mława, Lipowiec Kościelny, Wiśniewo, Szydłowo, Wieczfnia Kościelna, Dzierzgowo, Grudusk, Czernice Borowe, Przasnysz Wieś, Przasnysz Miasto, Opinogóra Górna, Regimin, Ciechanów Miasto, Ciechanów Wieś, Gołymin - Ośrodek

Zaczynam podróż
Zaczynam podróż 6 minut przed wschodem słońca © yurek55

Stacja w kontenerze - Mława
Mława, stacja w kontenerze - wejście z drugiej strony © yurek55
Ja myję - on Niemyje
Ja myję - on Niemyje © yurek55
Most na rzece Węgierce w miejscowości Węgra
Most na rzece Węgierce w miejscowości Węgra © yurek55


  • DST 154.40km
  • Teren 6.00km
  • Czas 06:48
  • VAVG 22.71km/h
  • VMAX 40.60km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 września 2015 Kategoria > 100

Podróż koleją skraca czas podróży pociągiem

Chwilowo znudził mi się kierunek radomski, choć gmin do zaliczenia w tamtych okolicach jest jeszcze sporawo, ale trzeci tydzień pod rząd, to za wiele. Zdecydowałem się dla odmiany na kierunek północny, tam też są przecież gminy, prawda? Po drodze miałem problemy najpierw z aplikacją Locus, a potem z telefonem, bo lekkomyślnie nie zabrałem powerbanka. Jakoś mi się wydawało, że dziś to krótki wyjazd będzie. Gdy byłem mniej więcej w połowie trasy, zrobiłem sobie krótki postój na analizę połączeń kolejowych z Nasielska. (Dziękuję Katana za sugestię zainstalowania sobie aplikacji na telefon) Wyszło mi, że mam szansę zdążyć na ten o 15:24. Później jednak zrobiło sie nieco nerwowo, bo telefon już nie chciał wyświetlać mapy, a ja byłem akurat na jakiejś bocznej drodze. Orientować się według słońca niby umiem, wiem jak kierunki świata określić, ale niestety nie wiedziałem gdzie jest Nasielsk. W desperacji zagadałem przez płot do młodego chłopaka na podwórku koło domu, czy nie może mi choć trochę podładować telefonu. Na szczęście miał pasującą ładowarkę i był niezwykle życzliwy i uczynny. Dzięki temu sygnał całkowitego rozładowania, usłyszałem dopiero wsiadając do pociągu.
Nastepny most dopiero w Nowym Dworze
Nastepny most dopiero w Nowym Dworze © yurek55
Most na Narwi
Most na Narwi © yurek55
Rozlewisko Narwi
Rozlewisko Narwi © yurek55
Lotnisko i lądowisko spadochronowe w Chrcynnie
Lotnisko i lądowisko spadochronowe w Chrcynnie © yurek55
Paraszutnik
Paraszutnik © yurek55
Drewniany kościoł w Gąsiorowie
Drewniany kościoł w Gąsiorowie © yurek55
Drewniany kościół w Ślubowie
Drewniany kościół w Ślubowie © yurek55
Wygodna podróż w Pesa Elf
Wygodny powrót w Pesa Elf © yurek55
Fotka z mostu kolejowego przy Cytadeli
Fotka z mostu kolejowego przy Cytadeli © yurek55



  • DST 121.33km
  • Czas 05:27
  • VAVG 22.26km/h
  • VMAX 38.60km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 16 września 2015 Kategoria > 100, kurierowo, gminobranie

Powroty to moja specjalność

Znowu nie udało mi się wrócić zbiorkomem i znowu zabrakło mi dosłownie minuty, tym razem nie zdążyłem na pociąg w Otwocku. Nie mam widocznie szczęścia do powrotów na innych kołach, niż moje rowerowe. Ale po kolei.
Wytyczyłem sobie wczoraj trasę po trzy gminy w powiecie mińskim i choć wydawało się, że to daleko, to na mojej mapce miała tylko 56,5 km. Nie bez znaczenia był pewnie fakt zaczęscia rysowania od Góry Kalwarii. Rano najpierw pojechałem do X.P. po jakieś papiery, które następnie zawiozłem do Piaseczna i tym razem bez kombinowania, najkrótszą drogą do punktu startu.
Mało Wisły w Wiśle w Górze Kawalerii
Mało Wisły w Wiśle w Górze Kawalerii © yurek55
Potem kolejną drogą krajową, tym razem sławną "50-ką", w towarzystwie pędzących tirów dojechałem sprawnie do Kołbieli. Nie mogą niestety tego powiedzieć kierowcy stojący w kilometrowym korku do ronda. Kolejka do ronda w Kołbieli
Kolejka do ronda w Kołbieli © yurek55
Siedziałem sobie na rowie, posilałem się i patrzyłem na samochody, ale coś mi nie pasowało w tej drodze. Krajowa siedemnastka prowadzi do Garwolina, a tam juz przecież byłem. Po uważnym spojrzeniu w mapę dostrzegłem, że ślad właśnie w tym miejscu gdzie siedzę, odchodzi od drogi głównej. W luce pomiędzy sznurem samochodów zauważyłem po przeciwnej stronie drogi tabliczkę drogowskazową na Sufczyn. Dobrze, że akurat w tym momencie sprawdziłem, bo bym się musiał wracać. Pożegnałem drogę krajową i dalej już wiejskimi drogami pojechałem dalej. Fresk w remizie a Gadce
Fresk w remizie w Gadce © yurek55
Koniec gadki!
Koniec gadki! © yurek55
Kaplica w Radachówce 1935r
Kaplica w Radachówce 1935r © yurek55
Otoczenie kaplicy
Otoczenie kaplicy © yurek55
Są sztalugi i obraz, tylko malarza nie widać.

Wiedziałem już, że zabraknie mi czasu na wszystkie zaplanowane gminy i postanowiłem zaliczyć tylko najbliższą. Problem tkwił w tym, że nie miałem pojęcia gdzie ona się zaczyna. Na mapie w telefonie granice gmin nie sa zaznaczone. Wreszcie zobaczylem sklep i tam dowiedziałem sie, że już mogę wracać. Pani sklepowa potwierdziła, że drogą gruntową przy jej sklepie dojadę do asfaltu i do Kołbieli. Dzięki temu nie musiałem jechać tą samą drogą. Były odcinki, że trzeba było prowadzić rower, ale w końcu wydostałem się z lasu i rzeczywiście było już całkiem blisko. Ciężki, oj ciężki teren
Ciężki, oj ciężki teren © yurek55
Już wiedziałem, że wracać chcę pociągiem, bo znudziła mi się jazda i chciałem zdążyć na czas do domu. W Celestynowie do miasta i stacji trzeba by trochę zawrócić, więc postanowiłem wsiąść w Otwocku. Przy kasie facet pytał o odjazd i usłyszałem, że za dwadzieścia minut. Kupiłem bilet i usiadłem popijając wodę i zajadając batona. W końcu pociąg przyjechał...ale do Modlina. Do Warszawy miał być o 16-ej. Postanowiłem więc zrobić na złość Kolejowym Mazowieckim i nie jechać. Wprawdzie zwrotu biletu nie mogłem dokonać, ale i tak dałem im niezłą nauczkę: kupiłem bilet i pojechałem rowerem. Znacznie lepiej wychodzi mi jednak jazda zbiorkomem tam, niż z powrotem. Te dzisiejsze gminy zaliczę zaczynając w Pilawie, albo Celestynowie, jeszcze pomyślę.
Więcej Wisły w Wiśle. Warszawa
Więcej Wisły w Wiśle. Warszawa © yurek55
Zaliczona gmina: Siennica
PS. Kilometry są jeszcze z wieczornej wyprawy do hipermarketu budowlanego, stąd róznica.
  • DST 137.52km
  • Teren 5.00km
  • Czas 06:45
  • VAVG 20.37km/h
  • VMAX 36.80km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 12 września 2015 Kategoria > 100, gminobranie

Jeszcze raz Radom

Sobotni wyjazd do Radomia po nowe gminy zrodził się bardzo spontanicznie. W telefonie od dawna mam wgranych kilka "gminnych" tras zaczynających sie w tym mieście, więc z realizacją nie było problemu. Postanowiłem jedynie darować sobie kolejny powrót "siódemką" i tym razem zakończyć jazdę w Grójcu, a do Warszawy dotrzeć autobusem.  
Poranna pogoda nie nastrajała zbyt optymistycznie, mokre ulice po nocnym deszczu, pochmurno i dość chłodno, ale pocieszałem się, że na miejscu będzie lepiej, a potem miała nastąpić poprawa aury. Na dworcu czekała na mnie kolejna niemiła niespodzianka, pociąg miał opóźnienie, a na dodatek jechał tylko do Lesiowa, a dalej komunikacja zastępcza. Na szczęście dwa autobusy wystarczyły dla wszystkich pasażerów i mój rower też bez trudu się zmieścił. W Radomiu najpierw tradycyjnie skorzystałem z nowoczesnej toalety dworcowej, gdzie tradycyjna babka klozetowa tylko rozmienia pieniądze do automatu, a potem włożyłem kurtkę i ruszyłem w drogę. Szybko znalazłem właściwą drogę wyjazdową z miasta i nawet się nie przejąłem, że jest to krajowa dwunastka. Podczas planowana trasy w ogóle nie zwracałem uwagi na status dróg, więc i teraz trzeba było przyjąć to ze spokojem i jechać. Zanim dojechałem do granicy miasta przestało całkiem padać i dalej już do końca drogi kurtka nie była potrzebna. Na następnym przystanku w Przysusze mogłem też zdjąć i bluzę, bo zrobiło się wreszcie całkiem ciepło, czyli pogodowe prognozy zaczęły się sprawdzać. Pokonywałem gładko kilometry zaliczając kolejne gminy, a ja pchany wiatrem jechałem na zachód, aż ujrzałem tablicę obwieszczającą, że właśnie wjeżdżam do województwa łódzkiego i zdobywam gminę Drzewica. Trochę mnie to zaskoczyło, bo wcale nie zamierzałem wyjeżdżać z naszego Mazowsza, ale widać pomyłki mi się zdarzają nie tylko w nawigacji. Po co mi jedna gmina w łódzkiem? Po co ja w ogóle tak daleko się pchałem na zachód? Tak sobie myślałem ze złością na samego siebie, gdy zobaczyłem tablicę "Grójec 53", a do odjazdu autobusu zostało dwie godziny i dwadzieścia minut. Dla czytelników tego bloga to czas w zupełności wystarczający i to z dużym zapasem, ale ja wiedziałem, że czeka mnie bardzo, ale to bardzo trudne zadanie. Nie mogłem sobie pozwolić już na żaden postój i na dodatek musiałem osiągnąć średnią blisko 25km/h, by zdążyć jeszcze znaleźć dworzec autobusowy w Grójcu. Jechałem najszybciej jak mi pozwalały nogi, serce i płuca, nie patrzyłem też na zegarek, by przedwcześnie nie odbierać sobie nadziei, że zdążę. Naprawdę miałem już dość tej jazdy i nie chciałem pokonywać dodatkowych czterdziestu kilometrów "Szosą E7". Pielęgnowałem w mózgu myśl, że oto za chwilę wygodnie usiądę w autobusie, który dowiezie mnie do domu, na nieco tylko spóźniony obiad. Niestety marzenia nie zawsze się spełniają, a powiedzenie "wyżej ch.... nie podskoczysz" pokazało swą brutalną i bezlitosną prawdziwość. Wprawdzie gdy minąłem tabliczkę z nazwą Grójec, wstąpiły we mnie jakieś nowe siły, ale nic to niestety nie dało. Gdy byłem blisko już centrum i spojrzałem na zegarek, było dwie minuty po odjeździe. Ponieważ nadzieja umiera ostatnia, myślałem, że może będę miał szczęście i przechwycę go gdzieś na ulicach miasta i skłonię jakoś do zatrzymania i wpuszczenia mnie do środka. Ale skoro nawet nie wiedziałem skąd on rusza i którędy jedzie, to jak to się mogło udać? To tylko skrajna desperacja kazała mi łudzić się do końca. Kiedy okazało się, że cały misterny plan...
...cóż mi pozostało? Wprawdzie rozważałem w drodze - a właściwie pieściłem myślami - plan awaryjny, że poczekam w Grójcu godzinę na następny autobus do Warszawy, ale na miejscu jakoś mi to przeszło. Zresztą w tym amoku pojechałem w złym kierunku i musiałem zawracać, przez co całkiem straciłem ochotę na dodatkowe kluczenie i szukania dworca. Wiedziałem już, że żadna czarodziejska różdżka nie sprawi bym znalazł się domu, że sam muszę te dotakowe kilometry przejechać. Zaakceptowanie tej myśli przyszło mi nawet łatwo, zadziałał zapewne jakiś psychologiczny mechanizm w rodzaju:  niech będzie, co ma być!, raz kozie śmierć!, nie warto sie kopać z koniem, czy temu podobne. Mam na myśli pewien fatalizm i zaakceptowanie tego, co przyniósł los.  Skoro nie mogę pojechać autobusem, to do domu muszę dojechać rowerem, innej alternatywy nie mam. Po wyjechaniu z Grójca zrobiłem sobie wreszcie krótki postój na przystanku. Zjadłem kanapkę zabraną rano z domu, założyłem bluzę, bo już chłodno się robiło, powiadomiłem X.P., żeby z obiadem na mnie nie czekała i już bez stresu związanego z presją czasu, wyruszyłem na ten ostatni odcinek. U mnie zresztą nie ma to znaczenia, czy się spinam, czy nie, średnia prędkość wychodzi taka sama. Taka jest zaprogramowana wydolność mojego organizmu i mogę ją poprawiać w bardzo niewielkim stopniu. Nie mam ambicji startowania w wyścigach, maratonach, rajdach rowerowych, jeżdżę tylko dla siebie i swojej własnej satysfakcji i przyjemności. Choć z tą przyjemnością, to podczas tej końcówki nie było najlepiej. Zmęczenie dawało już znać o sobie, do tego bezustanny szum i hałas setek samochodów zmierzających do stolicy, zapadająca powoli ciemność i ciągle jeszcze tak daleko. Myślałem i zastanawiałem się - mając świeżo w pamięci relacje uczestników GMRDP - jak można wytrzymać kilkadziesiąt godzin na rowerze. Jak twardzi i zdeterminowani muszą być ci ludzi, by poradzić sobie z bólem nadgarstków, przedramion, obręczy barkowych, stóp, a wreszcie, za przeproszeniem, dupy - i to bez nadziei na rychły koniec tej męki. Ja aż takich cierpień nie przechodziłem, choc te wszystkie wymienione części ciała bolały mocno, ale wiedziałem, że zaraz będą w domu i wszystko szybko minie. Oni z większymi cierpieniami jechali po kilkaset kilometrów.  Myślałem też po drodze, że na pętli na Okęciu to już wsiądę w tramwaj, bo po co się męczyć. Zresztą takie myśli miałem już w Wólce Kosowskiej, jak zobaczyłem ludzi czekających na 721, potem mignął mi pomysł, by autobusem Ikei dotrzeć z Janek do domu. To jednak było tylko takie samooszukiwanie się, że mam jakąś alternatywę, że nie muszę się dalej męczyć. W głębi duszy wiedziałem bowiem, że gdy to zrobię, będę miał do siebie pretensję. Nie chodzi rzecz jasna, o te kilka, kilkanaście kilometrów, ale o sam fakt, że nie dojechałem.
Więc dojechałem.
O 19:30.
Obiad zjadłem odgrzewany, ale i tak smakował bosko.
Zdjęcia
Dworzec w mokrym Radomiu
Dworzec w mokrym Radomiu © yurek55
Tu juz można zdjąć kurtkę
Tu juz można zdjąć kurtkę © yurek55

"Góry Świętokrzyskie, drogie są i bliskie" © yurek55
Drugi przystanek - Przysucha
Rynek w miasteczku Przysucha
Rynek w miasteczku Przysucha © yurek55
Skromny Urząd Miasta i Gminy - Przysucha
Skromny Urząd Miasta i Gminy - Przysucha © yurek55
Plenerowa wystawa rzeźby na rynku w Przysusze
Plenerowa wystawa rzeźby na rynku w Przysusze © yurek55
Selfie z Oskarem Kolbergiem na jego ławeczce - Przysucha
Selfie z Oskarem Kolbergiem na jego ławeczce - Przysucha © yurek55
Trzeci przystanek - [url=http://www.parafia-rzymskokatolicka-bieliny.pl/str... w Bielinach[/url]
Drewniany kościół w Bielinach ok. 1780r
Drewniany kościół w Bielinach ok. 1780r © yurek55
Brama na teren kościelny w Bieinach
Brama na teren kościelny w Bieinach © yurek55
Kapliczka z 1929 r, obok kościoła w Bielinach
Kapliczka z 1929 r, obok kościoła w Bielinach © yurek55
"Pójdźcie do mnie wszyscy którzy pracujecie  i obciążeni jesteście a ja was ochłodzę"
Bieliny, kościół pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy
Bieliny, kościół pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy © yurek55
Trzeci, przedostatni przytanek - Drzewica 
Fontanna na rynku w Drzewicy
Fontanna na rynku w Drzewicy © yurek55
Taka miniaturka tej w Ogrodzie Saskim.
Partyzantom i żołnierzom
Partyzantom i żołnierzom © yurek55
Do Warszawy jeszcze ponad stówa
Do Warszawy jeszcze ponad stówa © yurek55
Wyjazd z Drzewicy
Powracam na Mazowsze
Powracam na Mazowsze © yurek55
Żegnam łódzkie
Żegnam łódzkie © yurek55

PS.Dwa razy rano na Zachodni jeździłem bom się wracać do domu musiał, stąd na liczniku kilometrów więcej niż na mapie.
PS2. A te "dziury" w gminach na zachód od Radomia bardzo mnie denerwują: Zakrzew, Przytyk, Potworów, Rusinów, Klwów, Wyśmierzyce. No i ta gmina pominięta przez mój błąd nawigacyjny poprzednim razem - Goszczyn. Coś trzeba będzie z tym zrobić.
Koniec.

  • DST 166.00km
  • Czas 07:27
  • VAVG 22.28km/h
  • VMAX 45.60km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 749m
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 4 sierpnia 2015 Kategoria > 100

Jazda na mokro

Przy takiej temperaturze jak dziś, nie tylko picie jest ważne, należy wykorzystywać każdą okazję do schłodzenia organizmu, Szczególnie podczas jazdy rowerem. Ja zakładam mokrą chustkę pod kask, ale na dziś ten patent uznałem za dalece niewystarczający. Mokra koszulka, to jest to. Najpierw zmoczyłem ją u brata pod kranem, ale zanim dojechałem do Zalewu Zegrzyńskiego zdążyła wyschnąć. Drugie moczenie odbyło sie na plaży w Nieporęcie, trzecie, w mini fontannie pałacowej w Jabłonnie,a czwarte już Warszawie w zraszaczu trawnika. Tylko ten ostatni raz już bez rozbierania się, po prostu stanąłem przy nim. 
Pierwsza wycieczka - 88km
Druga po obiedzie, do serwisu foto z reklamacją. 
Upał podczas jazdy rowerem nie jest tak dokuczliwy, jak się niektórym wydaje. Jadąc nawet z tak niewielką prędkością jak ja, czuje się wiatr na twarzy i on osusza pot, Nawet jak jest flauta, to odczywalna siła wiatru jest taka, z jaką prędkością jedziesz. Dla jednych ten wiatr ma siłę 20 km/h, dla uczestników TdP - 50/60 km/h. 
Reasumując - im prędzej jedziesz, tym bardziej wiatr cię wychładza i jest ci zimniej - tą odkrywczą myślą zakończę dzisiejszy wpis.
Fotki
Niepokazane w telewizji bulwary wiślane
Niepokazane w telewizji bulwary wiślane © yurek55
Słupek rtęci wspiął się do 47 kreski
Słupek rtęci wspiął się do 47 kreski © yurek55

Zapomniana droga nad Zalewem. Białobrzegi
Zapomniana droga nad Zalewem. Białobrzegi © yurek55
Pochwalę się nową aplikacją
Pochwalę się nową aplikacją © yurek55
Fotka z mostu być musi. Port jachtowy
Fotka z mostu być musi. Port jachtowy © yurek55
Plaża w Nieporęcie - drugie moczenie
Plaża w Nieporęcie - drugie moczenie © yurek55
Koszulka w fontanience Pałac Jabłonna
Koszulka w fontanience Pałac Jabłonna © yurek55

  • DST 100.69km
  • Teren 7.00km
  • Czas 04:52
  • VAVG 20.69km/h
  • VMAX 40.00km/h
  • Temperatura 34.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 1 sierpnia 2015 Kategoria > 100, gminobranie

Po gminy do Radomia

Nadszedł wreszcien ten dzień, kiedy pojechałem pociągiem o 8:36 do Radomia. Długo siedziałem wieczorem optymalizując trasę i rysując na mapie różne warianty powrotu, a wkońcu zdecydowałem się na ten najprosztszy. Jazda krajową "siódemką" okazała się całkiem znośna. Na tych fragmentach, gdzie ma status drogi ekspresowej, mozna jechać równolegle, meandrując z jednej strony trasy na drugą. Raz tylko, przed Białobrzegami niespodziewanie skończył się asfalt i musiałem jechać przez las i to bynajmniej nie po żadnej leśnej drodze, a po ledwo widocznej ścieżynce wśród chaszczów. Na szczęście to był tylko jeden kilometr. W Białobrzegach odbiłem w lewo po gminę Wysmierzyce, a w Broniszewie w prawo, po gminę Jasieniec. Tu niestety dałem nawigacyjną plamę i nie wróciłem w porę na swój szlak, który akurat prowadził przez gminę Goszczyn i ta została niezaliczona. Gdybym patrzył non - stop w ekran, to pewno bym się nie zgubił, a tak to musze przystawać, wyciagać telefon, czekać kiedy wczyta mapę i dziś zrobiłem to jeden raz za późno. Nie chciałem już wracać, będzie na następny raz. Zdjęc nie ma za wiele, bo przejazd potraktowałem jak Hipki swoją wyprawę bałkańską. Nie byli na Plitvickich Jeziorach, do Dubrownika też nie zajechali, tylko kręcili, kręcili, kręcili... Ja dziś zrobiłem dokładnie tak samo i dzięki temu, zdążyłem na spóźniony obiad o 17:40. 
Zaliczone gminy: Radom, Jedlińsk, Stara Błotnica, Białobrzegi, Wyśmierzyce, Promna, Jasieniec,
Fotki
Miejsce startu Dworzec Zachodni
Miejsce startu Dworzec Zachodni © yurek55
Stąd zacznę podróż powrotną
Stąd zacznę podróż powrotną © yurek55
Radom szybko sie kończy
Radom szybko sie kończy © yurek55
Tu 18.10.2001r zginął biskup Jan Chrapek ordynariusz diecezji radomskiej
Tu 18.10.2001r zginął biskup Jan Chrapek ordynariusz diecezji radomskiej © yurek55
Dalej kilometr przez las
Dalej kilometr przez las © yurek55
Wyśmierzyce do kolekcji
Wyśmierzyce do kolekcji © yurek55
W Białobrzegach nie wiedzą?
W Białobrzegach nie wiedzą? © yurek55
Ratusz, Starostwo, Rynek, fontanna. Białobrzegi
Ratusz, Starostwo, Rynek, fontanna. Białobrzegi © yurek55
Stary most na Pilicy W Białobrzehach
Stary most na Pilicy W Białobrzehach © yurek55
Wąskie gardło w drodze do Zakopanego
Wąskie gardło w drodze do Zakopanego © yurek55
Fotka z m ostu obowiązkowa
Fotka z m ostu obowiązkowa © yurek55
Powstanie Warszawskie. Uroczystości w Grójcu
Powstanie Warszawskie. Uroczystości w Grójcu © yurek55
Rocznica Powstania Warszawskiego
Rocznica Powstania Warszawskiego © yurek55
Na rynku w Grójcu
Na rynku w Grójcu © yurek55
W Raszynie tez pamiętali
W Raszynie tez pamiętali © yurek55


  • DST 125.41km
  • Teren 1.00km
  • Czas 05:49
  • VAVG 21.56km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 15 lipca 2015 Kategoria > 100

Jeszcze dwie gminy do kolekcji

Nie dawała mi spokoju gmina Osieck, niefortunnie pominięta podczas tej http://yurek55.bikestats.pl/1339641,Po-nowe-gminy-siedem.html wycieczki. Ale żeby nie jechać po tylko po nią, narysowałem sobie trasę zahaczającą jeszcze o Kołbiel. Za Osieckiem okazało się wprawdzie, że fragment prowadzi przez las i mazowieckie piachy, ale innych niespodzianek nie było. Do nawigowania ustawiłem sobie w Locusie narysowaną trasę jako widoczną i sprawdzałem co jakiś czas czu rejestrowany ślad pokrywa się z drogą na mapie. Mozna wprawdzie ustawić nawigację głosową po śladzie, ale jeszcze tej funkcji nie sprawdzałem. Po wyjechaniu z lasu, zaczął mi świtać pomysł powrotu pociągiem z Otwocka. Był tak kuszący, że już w Celestynowie zajechałem na stację, ale spóźniłem sie o 10 minut, a nastepny miał być za 50. Nie pozostało nic innego jak wracać na kołach. Powrotne kilometry były szczególnie trudne, nie ze względu na upał, zmęczenie, czy zniechęcenie, ale z prozaicznego, kolarskiego powodu jakim jest siodełko rowerowe. Niby zwykłe siodełko, a mnie sie niepodparcie kojarzyło z łożem, na którym torturowano zbója Madeja. Ale dałem radę.
Hangar na polowym lotnisku w Gassach
Hangar na polowym lotnisku w Gassach © yurek55
Więcej o tym miejscu i sylwetka właściciela tutaj 

Mogiła z czasu wojen napoeońskich. Bitwa pod Ostrówkiem 1809
Mogiła z czasu wojen napoeońskich. Bitwa pod Ostrówkiem 1809 © yurek55
Dla zainteresowanych przebiegiem bitwy 
Wisła z mostu w Górze La;warii
Wisła z mostu w Górze La;warii © yurek55
Legenda  głosi, że ludzie w jeden dzień ten kościół postawili
Przed kościołem w Warszawicach
Przed kościołem w Warszawicach © yurek55
Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok
Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok © yurek55
Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok
Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok © yurek55
Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok
Kościół modrzewiowy w Warszawicach 1736 rok © yurek55
Osieck wzięty!
Osieck wzięty! © yurek55
Historia kościoła w Osiecku
Osieck garncarstwem słynny © yurek55
Kościół w Osiecku
Kościół w Osiecku © yurek55
Osieck z garncarstwa słynny
Historia kościołą w Osiecku © yurek55
Fotka z mostu być musi
Fotka z mostu być musi © yurek55

  • DST 127.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 06:08
  • VAVG 20.71km/h
  • VMAX 40.60km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 11 lipca 2015 Kategoria > 100

Po gminy północne z kolizją samochodową w tle

Już dawano załozyłem w Locusie folder: planowane trasy i umieściłem trasy narysowane pod kątem nowych gmin. Ponieważ znawcy przedmiotu szczerze odradzali mi jazdę drogą krajową 62, czyli wylotówkę z Warszawy na Mazury, wczoraj więc zmodyfikowałem odcinek do Pułtuska i to tak, że zyskałem dwie nowe gminy: Winnicę i Pokrzywnicę. Na trasę wyruszyłem o 8:15 i najkrótszą drogą dojechałem do Nieporętu, a stamtąd do Zegrza i Borowej Góry. Ten fragment jest mało stresujący, jest szerokie pobocze, a potem droga techniczna za ekranami krajówki, jedzie się bardzo przyjemnie i komfortowo. Potem kładką pieszo - rowerową przedostałem się na drugą stronę i rozpocząłem eksplorację nieznanych wcześniej dróg lokalnych. Ruch niewielki, asfalt w miarę przyzwoity więc jechałem sobie spokojnie, zerkając tylko od czasu do czasu na telefon, by nie zgubić drogi i w ten sposób dotarłem do Kacic. Tam znów wbiłem na krajówkę, ale że do Pułtuska było już tylko ze dwa kilometry, z czego jeden kilometr korka przed rondem, jazda minęła szybko i bezstresowo. W odróżnieniu, jak mniemam, od kierowców i pasażerów samochodów, w ślimaczym tempie przebijających sie przez miasto.Ja do miasta nie wjeżdżałem. Rynek już widziałem, w Domu Polonii byłem, a przede mną było jeszcze wiele kilometrów do przejechania. Nawijałem więc kilometry na opony, ciesząc się z dobrej pogody, niezłego samopoczucia - z wyjątkiem bolących nadgarstków, rzecz jasna - i fajnej drogi.
W pewnym momencie jednak, sielanka ta zastała brutalnie zkłócona. Usłyszałem z tyłu klakson i zobaczyłem jak "na trzeciego" wyprzedza mnie i inny samochód jakiś wariat trąbiący jak opętany. Potem, jak już nas wyprzedził postanowił dać nauczkę temu kierowcy, który wyprzedzając mnie nie spojrzał w lusterko i dał ostro po heblach. Zapiszczały hamulce a nic nie winien dostawczak jadący jako trzeci, nie wyhamował i przygrzmocił w tył samochodu drugiego, a tem przywalił w faktycznego sprawcę, tego idiotę. Idiota dał w pedał i odjechał, a ja minąłem dwa rozbite, stojące na poboczu samochody i udałem się w pościg*. Szybko jednak dałem za wygraną bo straciłem go z oczu. Nie zapamiętałem marki o numerze nie mówiąc, więc świadek ze mnie marny, ale jeśli ten gość w drugim samochodzie miał kamerkę, to idiota będzie miał pozamiatane.
Wreszcie po stu kilometrach skończyły się boczne drogi i wyjechałem na drogę 62 z Serocka do Wyszkowa. Tam na przystanklu zrobiłem sobie pierwszy postój na jedzenie (dwa banany i dwa batony z ziarnami) i kontakt z domem, że żyję i mam się dobrze. Chciałem też wykorzystać zachodni wiatr i jechać do Wyszkowa, zamiast pod wiatr do Serocka, ale po sprawdzeniu kilometrów szybko zrezygnowałem z tego pomysłu. Musiałbnym przejechać aż 15 km więcej, a to nie jest warte jazdy z wiatrem w plecy przez pół godziny. Tak więc z tamtego punktu, gdzie kończy sie pierwsza mapa rozpoczłąłem drogę powrotną. Nie czułem zmęczenia, jechało się dobrze i nawet samochody tak bardzo nie przeszkadzały. Droga do mostu w Wierzbicy minęła szybko, potem skręciłem do Serocka i tą samą drogą wróciłem do Warszawy. Zaliczyłem 6 nowych gmin: Winnica, Pokrzywnica, Pułtusk, Obryte, Rząśnik, Zatory i pobiłem swój rekord przejechanych kilometrów. To był dobry dzień.




Fotka z mostu. Bulwary wiślane
Fotka z mostu. Bulwary wiślane © yurek55
Most w Zegrzu na Narwi
Most w Zegrzu na Narwi © yurek55
Kładka pieszo rowerowa w Borowej Górze
Kładka pieszo rowerowa w Borowej Górze © yurek55
Fotka z mostu. Narew
Fotka z mostu. Narew © yurek55
Młyn elektryczny w Górce Powielińskiej
Młyn elektryczny w Górce Powielińskiej © yurek55
Młyn elektryczny w Górce Powielińskiej
Młyn elektryczny w Górce Powielińskiej © yurek55
Stodoła kryta strzechą. Pokrzywnica
Stodoła kryta strzechą. Pokrzywnica © yurek55
Kościół w Pokrzywnicy
Kościół w Pokrzywnicy © yurek55
Kapliczka przydrożna
Kapliczka przydrożna © yurek55
Nowatorskie zastosowanie starej opony
Nowatorskie zastosowanie starej opony © yurek55
Kwietnik oponowy
Kwietnik oponowy © yurek55
Widok ogólny
Widok ogólny © yurek55
Most na Narwi w Pułtusku
Most na Narwi w Pułtusku © yurek55
Most na Narwi w Wierzbicy
Most na Narwi w Wierzbicy © yurek55
Serock ma 600 lat
Serock ma 600 lat © yurek55
Dojazd do mostu w Zegrzu od Serocka
Dojazd do mostu w Zegrzu od Serocka © yurek55
Fotka z mostu. Kanał Żerański
Fotka z mostu. Kanał Żerański © yurek55
Fotka z Mostu Gdańskiego. Wisła
Fotka z Mostu Gdańskiego. Wisła © yurek55







  • DST 162.39km
  • Czas 07:28
  • VAVG 21.75km/h
  • VMAX 39.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl