Wpisy archiwalne w kategorii
> 100
| Dystans całkowity: | 51704.82 km (w terenie 765.00 km; 1.48%) |
| Czas w ruchu: | 2492:37 |
| Średnia prędkość: | 20.74 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 116.95 km/h |
| Suma podjazdów: | 79611 m |
| Suma kalorii: | 865353 kcal |
| Liczba aktywności: | 456 |
| Średnio na aktywność: | 113.39 km i 5h 27m |
| Więcej statystyk | |
Środa, 10 czerwca 2015
Kategoria > 100, Piaseczno/Ursynów
Przypomnienie drogi
Ponieważ przedwczoraj nie dojechałem do Góry Kalwarii wybierając skrót promem przez Wisłę, dziś postanowiłem zrealizować tamte zamierzenie. Intrygowało mnie, czy pamiętam drogę przez Kępę Nadbrzeską i Glinki. Przy okazji chciałem zobaczyć jak postępują prace w Międzylesiu, przy podziemnym przejeździe kolejowym na ulicy Zwoleńskiej i przejechać się cichą i spokojną ulicą Mrówczą. Ale najważniejszym dzisiejszym zadaniem był spacer z Julką, który obiecałem córce, żeby mogła coś tam spokojnie w domu porobić i przegląd nowego roweru Dominiki.
Rano temperatura jeszcze nie rozpieszczała, odczuwalna wynosiła 13,2, więc założyłem cienką bluzę i pomknąłem przez Pole Mokotowskie i na łeb na szyję Spacerową, do Powsińskiej i za chwilkę już byłem na Moście Siekierkowskim. Tam zastałem nieoczekiwany widok, a mianowicie korek samochodowy. Myślałem, że ten most z trzema pasami ruchu, to już się nie korkuje, a jednak się myliłem.

Poranny korek na Moście Siekierkowskim © yurek55
Tym razem nie skręciłęm za mostem w prawo, lecz pojechałem prosto aż do traktu Lubelskiego, a potem osiedlowymi uliczkami dotarłem do terenu budowy.

Budowa tunelu w Międzylesiu © yurek55

Zamknięta ulica © yurek55
Po przebiciu się przez wertepy i wyboje, na Mrówczej zrobiłem jeszcze tylko krótki przystanek, bo zaintrygował mnie napis na tym dawnym budynku stacyjnym. O ile znam cyrylicę i język rosyjski to powinno tam być napisana kassa, a nie kaczi. Ale po sprawdzeniu w internecie okazało się, że byłem w mylnym błędzie. To pozostałość po nazwie Kaczy Dół, zmienionej na Międzylesie dopiero w 1932 roku i to na prośbę mieszkańców. Tylko dlaczego nie chcieli mieszkać w Kaczym Dole?

Stacyjka wąskotorowej kolejki jabłonowskiej w Kaczym Dole © yurek55
Po dojechaniu do ulicy Bysławskiej w Falenicy skręciłem w prawo, by nie jechać tak jak przedwczoraj, a po drugie, droga 801 jest szybsza, bez świateł i skrzyżowań, a ja umówiłem się na jedenastą w Piasecznie. Wprawdzie jest ona wąska i ruchliwa, ale po czterech kilometrach zaczęło się szerokie pobocze i można jechać bez stresu. Tym razem minąłem zjazd do promu i dojechałem do rondka, a na nim skręciłęm w prawo na Otwock Wielki. Okazało się, że drogę zapamiętałem całkiem nieźle i tylko raz żle skręciłem, ale szybko sprawdziłem na telefonie i wróciłem na dobrą drogę. Niestety wtedy właśnie przypadkiem nacisnąłem pauzę, a nagrywanie wznowiłem dopiero w Górze Kalwarii. Stąd prosta kreska na zapisie i spora różnica w kilometrach pomiędzu navime, a licznikiem.

Budynek - okręt w Nadbrzeżu © yurek55

Lipowy Gościniec © yurek55

Gościniec od frontu © yurek55
Po dojechaniu do sławnej "pięćdziesiątki" do mostu na Wiśle miałem już tylko cztery kilometry, a po kolejnym kilometrze, za mostem można skręcić w lewo, na Czersk i za kilkadziesiąt metrów trzeba skręcić w szutrówkę w prawo i uważac, by nie przeoczyć przejazdu pod drogą krajową. To jest oczywiście wariant tylko dla pieszych i rowerzystów. Potem już tylko morderczy podjazd po kocich łabach ulicą Świętego Antoniego i jesteśmy przy kościele. Dalej jedziemy ulicą Księdza Sajny i znowu na łeb na szyję Lipkowską do drogi wzdłuż Wisły, która doprowadzi nas do samych Gassów. Tylko ostatnie trzy kilometry są po drodze gruntowej, uzupełnionej we wgłębienbiach bardzo ostrymi kamieniami. Szosowcom odradzam ten kawałek. W Gassach tym razem nie zjeżdżałem na przystań, byłem już spóźniony o godzinę, tylko skierowałem się do Piaseczna. Stamtąd miałem jeszcze piętnaście kilometrów.

Prom kursuje © yurek55
Uprzedziłem oczywiście, że się spóźnię, a po dojechaniu na miejsce zdązyłem i tak zrobić wszystko co obiecałem. Powrót do domu stałą trasą.
Rano temperatura jeszcze nie rozpieszczała, odczuwalna wynosiła 13,2, więc założyłem cienką bluzę i pomknąłem przez Pole Mokotowskie i na łeb na szyję Spacerową, do Powsińskiej i za chwilkę już byłem na Moście Siekierkowskim. Tam zastałem nieoczekiwany widok, a mianowicie korek samochodowy. Myślałem, że ten most z trzema pasami ruchu, to już się nie korkuje, a jednak się myliłem.

Poranny korek na Moście Siekierkowskim © yurek55
Tym razem nie skręciłęm za mostem w prawo, lecz pojechałem prosto aż do traktu Lubelskiego, a potem osiedlowymi uliczkami dotarłem do terenu budowy.

Budowa tunelu w Międzylesiu © yurek55

Zamknięta ulica © yurek55
Po przebiciu się przez wertepy i wyboje, na Mrówczej zrobiłem jeszcze tylko krótki przystanek, bo zaintrygował mnie napis na tym dawnym budynku stacyjnym. O ile znam cyrylicę i język rosyjski to powinno tam być napisana kassa, a nie kaczi. Ale po sprawdzeniu w internecie okazało się, że byłem w mylnym błędzie. To pozostałość po nazwie Kaczy Dół, zmienionej na Międzylesie dopiero w 1932 roku i to na prośbę mieszkańców. Tylko dlaczego nie chcieli mieszkać w Kaczym Dole?

Stacyjka wąskotorowej kolejki jabłonowskiej w Kaczym Dole © yurek55
Po dojechaniu do ulicy Bysławskiej w Falenicy skręciłem w prawo, by nie jechać tak jak przedwczoraj, a po drugie, droga 801 jest szybsza, bez świateł i skrzyżowań, a ja umówiłem się na jedenastą w Piasecznie. Wprawdzie jest ona wąska i ruchliwa, ale po czterech kilometrach zaczęło się szerokie pobocze i można jechać bez stresu. Tym razem minąłem zjazd do promu i dojechałem do rondka, a na nim skręciłęm w prawo na Otwock Wielki. Okazało się, że drogę zapamiętałem całkiem nieźle i tylko raz żle skręciłem, ale szybko sprawdziłem na telefonie i wróciłem na dobrą drogę. Niestety wtedy właśnie przypadkiem nacisnąłem pauzę, a nagrywanie wznowiłem dopiero w Górze Kalwarii. Stąd prosta kreska na zapisie i spora różnica w kilometrach pomiędzu navime, a licznikiem.

Budynek - okręt w Nadbrzeżu © yurek55

Lipowy Gościniec © yurek55

Gościniec od frontu © yurek55
Po dojechaniu do sławnej "pięćdziesiątki" do mostu na Wiśle miałem już tylko cztery kilometry, a po kolejnym kilometrze, za mostem można skręcić w lewo, na Czersk i za kilkadziesiąt metrów trzeba skręcić w szutrówkę w prawo i uważac, by nie przeoczyć przejazdu pod drogą krajową. To jest oczywiście wariant tylko dla pieszych i rowerzystów. Potem już tylko morderczy podjazd po kocich łabach ulicą Świętego Antoniego i jesteśmy przy kościele. Dalej jedziemy ulicą Księdza Sajny i znowu na łeb na szyję Lipkowską do drogi wzdłuż Wisły, która doprowadzi nas do samych Gassów. Tylko ostatnie trzy kilometry są po drodze gruntowej, uzupełnionej we wgłębienbiach bardzo ostrymi kamieniami. Szosowcom odradzam ten kawałek. W Gassach tym razem nie zjeżdżałem na przystań, byłem już spóźniony o godzinę, tylko skierowałem się do Piaseczna. Stamtąd miałem jeszcze piętnaście kilometrów.

Prom kursuje © yurek55
Uprzedziłem oczywiście, że się spóźnię, a po dojechaniu na miejsce zdązyłem i tak zrobić wszystko co obiecałem. Powrót do domu stałą trasą.
- DST 104.77km
- Teren 4.00km
- Czas 04:56
- VAVG 21.24km/h
- VMAX 43.20km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 2 czerwca 2015
Kategoria > 100
Upalna setka w trudzie i znoju
Pojechałem odwiedzić dawno nie widziane zachodnie wioski i dojechałem aż do Kampinosu. Dopiero tam usiadłem sobie na ławeczce, zjadłem batony z ziarnami i popiłem wodą. Potem jeszcze zmoczyłem wyjętą z plecaka chustkę i mokrą włożyłem pod kask, bo 32°C to nie przelewki. I na dodatek cała droga pod wiatr, ale cieszyłem się już na myśl, że koniec mordęgi bliski. Dalej klasycznie przez wsie puszczańskie, aż do drogi Leszno - Nowy Dwór. Tym razem nie pojechałem przez Sowią Wolę do Cząstkowa i Łomianek, ale zdecydowałem się na wariant powrotu drugą stroną Wisły. Chcąc skrócić sobie drogę do żelaznego mostu, skręciłem na Kazuń Bielany i jak zwykle źle na tym wyszedłem. Ale to już klasyka. Przez to i przez jeszcze jedną pomyłkę nawigacyjną (szybko skorygowaną na szczęscie), zacząłem być w niedoczasie. Wprawdzie wiatr mi pomagał i jechałem 25 - 27km/h, ale było już wpół do trzeciej, a do domu kawał drogi. Do Jabłonnej dojechałem o wpół do czwartej i to już było bardzo późno. Niestety prędkości zwiększyć nie mogłem, setką wskoczyła na licznik na Tarchominie, a od mostu zaczęła sie prawdziwa walka o przetrwanie. Znowu jechałem pod wiatr, momentami centralnie i z wielkim trudem wyciagałem 15km/h. Każda najdłuższa podróż i każda najdłuższa opowieść kiedyś się kończy. Dodam tylko, że dojechałem dość mocno zmęczony, nadgarstki bolały okrutnie, a wodę uzupełniałem w przypadkowych miejscach i nigdzie mi nie odmówiono. Widać wyglądałem na spragnionego.

Wilk ma swoją wieś © yurek55

Typowy projekt domu na wsi polskiej © yurek55

Woda tryska z kamienia. Cud! © yurek55

Łeśny ołtarz w puszczańskiej wsi Górki © yurek55

Fala kulminacyjna przeszła © yurek55
...wędkarze znowu mogą łowić z ostrogi

Wilk ma swoją wieś © yurek55

Typowy projekt domu na wsi polskiej © yurek55

Woda tryska z kamienia. Cud! © yurek55

Łeśny ołtarz w puszczańskiej wsi Górki © yurek55

Fala kulminacyjna przeszła © yurek55
...wędkarze znowu mogą łowić z ostrogi
- DST 120.43km
- Teren 3.00km
- Czas 06:00
- VAVG 20.07km/h
- Temperatura 32.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 9 kwietnia 2015
Kategoria > 100
Seta i galareta
Pojechałem odwiedzić brata, a że jazda Radzymińską, to dla rowerzysty wątpliwa atrakcja, wybrałem inną drogę. Wprawdzie na tę wylotówkę i tak w końcu wjechałem, ale zrobiłem to dopiero w Markach.
Zawsze to parę kilometrów spokoju więcej. Tymczasem jeszcze w Warszawie, ujrzałem dumnie powiewającą flagę na pomniku Maszt Wolności w dość - przyznacie - zaskakującym sąsiedztwie.

Biało-czerwony McDonald's i StatOil © yurek55
Nie może tez zabraknąć tradycyjnej fotki z Mostu Gdańskiego

Most Gdański © yurek55
Na Białołęce, która kiedyś nazywała się Osada Targowa Grodzisk, z zaskoczeniem, jak zwykle -:), odkryłem ten kościółek.
Najstarszy drewniany kościół warszawski © yurek55
Dzwonnica ze Św. Nepomucenem © yurek55
Kapliczka z Maryją © yurek55
"Kościół został wybudowany prawdopodobnie w roku 1543 z fundacji królowej Bony i pewnego bogatego szlachcica, który w tym miejscu miał pustelnię, gdzie pokutował za hulaszcze życie."
Więcej na stronie stronie
A w Markach takie oto deklaracje wypisują na murach kibice Legii

Marki zawsze z Legią! © yurek55
W Radzyminie, czyli niemal u celu wycieczki, zacząłem żałować, że nie sprawdziłem wcześniej, czy zastanę w domu gospodarzy. Nie zabrałem ze sobą nic do jedzenia, a na głodniaka ciężko się jedzie. Postanowiłem się zatrzymać i zadzwonić - przy okazji kolejny przydrożny symboliczny nagrobek.

Nie zdążyli na przejeździe © yurek55
I tu mogę już przejść, do wyjaśnienia dwuznacznego nieco tytułu. Galaretę ze świńskich nóżek pałaszowałem już w dziesięć minut po wykonanym telefonie, potem pasztet normalny, pasztet z królika, baba wielkanocna, sernik z czekoladą, kawa, ufffff.... Już nie musiałem się martwić, że nie zrobię sety, bo głód mnie zmorzy.:) Po godzinnym odpoczynku, pogwarkach i opowieściach wyruszyłem w dalszą drogę.
Rządza w Starych Załubicach © yurek55
Nad Zalew Zegrzyński prowadzi stamtąd spokojna i mało ruchliwa droga, którą dojechałem do samego Nieporętu. Tam spędziłem nieco czasu kręcąc się po terenie przystani, gdzie kilkanaście lat temu stawiałem pierwsze kroki w windsurfingu. Wtedy wszyscy deskarze z Warszawy tam jeździli, ale było to miejsce słabo zagospodarowane, właściwie dzikie. Miało za to tę zaletę, że było za darmo. Nawet za parking się nie płaciło. Teraz jest wypas, bajery, czartery, restauracje, slipownia z dźwigiem, tankowanie łodzi, szkoły, kursy, kluby, itd, itp.

Bosmanat © yurek55

Baza windsurfingowa © yurek55

Weź prysznic © yurek55
Na tym jachcie jest napisane "Bez uprawnień". Czyli można go wyczarterować i sobie popłynąć gdzie chcę? Dziwne trochę.

Jachty w Nieporęcie © yurek55

Yacht Klub Polski © yurek55
A tu uderzyło mnie nazewnictwo tych łódek. Widać w szkole "Trawers" są ludzie z fantazją.

Tantniś Krzyżowiaczek i Pryszczarek Pędziorkojad © yurek55
W końcu uznałem, że wystarczy tego leniuchowania i czas ruszać do domu. Zdjąłem kurtkę, podwinąłem rękawy i ruszyłem w kierunku Legionowa.

Jeszcze pusto na wodzie © yurek55
Po dojechaniu do Jabłonny postanowiłem do Warszawy jechać nad Wisłą.To zdecydowanie lepszy wariant dla podróżowania rowerem, niż jazda ruchliwą, trzypasmową Modlińską.

Alejka parkowa Pałac w Jabłonnie © yurek55

Droga, nie na Ostrołękę, na Tarchomin © yurek55

Fotka z mostu © yurek55
Na moście wiedziałem już dobrze, że jak pojadę Marymoncką do domu, to do setki zabraknie. Wybrałem więc drogę do Huty z myślą, że potem skręcę na Izabelin jak będzie trzeba, albo do Babic pojadę, czy nawet do Macierzysza. Zależy co licznik mi pokaże.
Na bramie i ogrodzeniu Huty Warszawa nadal wisi stała ekspozycja fotogramów z księdzem Jerzym. Można też dostrzec wkomponowane w bramę wjazdową oryginalne logo Huty z syrenką, stylizowanym kołem zębatym, trzema kominami i literami H W

Brama Huty © yurek55

Ekspozycja Nasz kapelan ksiądz Jerzy Popiełuszko © yurek55

Kawał historii © yurek55

Pogrzeb ks. Jerzego © yurek55
Przy Hucie miałem osiemdziesiąt kilometrów przejechane, ruszyłem więc w kierunku Izabelina, a potem, jak widać po poniższym zdjęciu, nie musiałem dojeżdżać do Babic, ani nigdzie dalej. Do domu dotarłem przez Osiedle Groty, Powstańców, Połczyńską i Prymasa.
Ale wcześniej w tunelu wyprzedził mnie "na gazetę" młody rowerzysta, naprawdę poczułem muśnięcie jak mnie mijał. Tam jest ciemno, przede mną szedł człowiek, więc aby go minąć z bezpiecznym zapasem, nie jechałem przy prawej krawędzi wyznaczonej drogi rowerowej. Zwróciłem na światłach młodemu koledze uwagę, że dystans jednego metra przy wyprzedzaniu, to nie tylko dla samochodów. Stwierdził, że powinienem trzymać swój tor jazdy. No cóż... Rozjechaliśmy się bez uzyskania konsensusu.

Brzozy na Decowskiego © yurek55

Biało-czerwony McDonald's i StatOil © yurek55
Nie może tez zabraknąć tradycyjnej fotki z Mostu Gdańskiego

Most Gdański © yurek55
Na Białołęce, która kiedyś nazywała się Osada Targowa Grodzisk, z zaskoczeniem, jak zwykle -:), odkryłem ten kościółek.

Najstarszy drewniany kościół warszawski © yurek55

Dzwonnica ze Św. Nepomucenem © yurek55

Kapliczka z Maryją © yurek55
"Kościół został wybudowany prawdopodobnie w roku 1543 z fundacji królowej Bony i pewnego bogatego szlachcica, który w tym miejscu miał pustelnię, gdzie pokutował za hulaszcze życie."
Więcej na stronie stronie
A w Markach takie oto deklaracje wypisują na murach kibice Legii

Marki zawsze z Legią! © yurek55
W Radzyminie, czyli niemal u celu wycieczki, zacząłem żałować, że nie sprawdziłem wcześniej, czy zastanę w domu gospodarzy. Nie zabrałem ze sobą nic do jedzenia, a na głodniaka ciężko się jedzie. Postanowiłem się zatrzymać i zadzwonić - przy okazji kolejny przydrożny symboliczny nagrobek.

Nie zdążyli na przejeździe © yurek55
I tu mogę już przejść, do wyjaśnienia dwuznacznego nieco tytułu. Galaretę ze świńskich nóżek pałaszowałem już w dziesięć minut po wykonanym telefonie, potem pasztet normalny, pasztet z królika, baba wielkanocna, sernik z czekoladą, kawa, ufffff.... Już nie musiałem się martwić, że nie zrobię sety, bo głód mnie zmorzy.:) Po godzinnym odpoczynku, pogwarkach i opowieściach wyruszyłem w dalszą drogę.

Rządza w Starych Załubicach © yurek55
Nad Zalew Zegrzyński prowadzi stamtąd spokojna i mało ruchliwa droga, którą dojechałem do samego Nieporętu. Tam spędziłem nieco czasu kręcąc się po terenie przystani, gdzie kilkanaście lat temu stawiałem pierwsze kroki w windsurfingu. Wtedy wszyscy deskarze z Warszawy tam jeździli, ale było to miejsce słabo zagospodarowane, właściwie dzikie. Miało za to tę zaletę, że było za darmo. Nawet za parking się nie płaciło. Teraz jest wypas, bajery, czartery, restauracje, slipownia z dźwigiem, tankowanie łodzi, szkoły, kursy, kluby, itd, itp.

Bosmanat © yurek55

Baza windsurfingowa © yurek55

Weź prysznic © yurek55
Na tym jachcie jest napisane "Bez uprawnień". Czyli można go wyczarterować i sobie popłynąć gdzie chcę? Dziwne trochę.

Jachty w Nieporęcie © yurek55

Yacht Klub Polski © yurek55
A tu uderzyło mnie nazewnictwo tych łódek. Widać w szkole "Trawers" są ludzie z fantazją.

Tantniś Krzyżowiaczek i Pryszczarek Pędziorkojad © yurek55
W końcu uznałem, że wystarczy tego leniuchowania i czas ruszać do domu. Zdjąłem kurtkę, podwinąłem rękawy i ruszyłem w kierunku Legionowa.

Jeszcze pusto na wodzie © yurek55
Po dojechaniu do Jabłonny postanowiłem do Warszawy jechać nad Wisłą.To zdecydowanie lepszy wariant dla podróżowania rowerem, niż jazda ruchliwą, trzypasmową Modlińską.

Alejka parkowa Pałac w Jabłonnie © yurek55

Droga, nie na Ostrołękę, na Tarchomin © yurek55

Fotka z mostu © yurek55
Na moście wiedziałem już dobrze, że jak pojadę Marymoncką do domu, to do setki zabraknie. Wybrałem więc drogę do Huty z myślą, że potem skręcę na Izabelin jak będzie trzeba, albo do Babic pojadę, czy nawet do Macierzysza. Zależy co licznik mi pokaże.
Na bramie i ogrodzeniu Huty Warszawa nadal wisi stała ekspozycja fotogramów z księdzem Jerzym. Można też dostrzec wkomponowane w bramę wjazdową oryginalne logo Huty z syrenką, stylizowanym kołem zębatym, trzema kominami i literami H W

Brama Huty © yurek55

Ekspozycja Nasz kapelan ksiądz Jerzy Popiełuszko © yurek55

Kawał historii © yurek55

Pogrzeb ks. Jerzego © yurek55
Przy Hucie miałem osiemdziesiąt kilometrów przejechane, ruszyłem więc w kierunku Izabelina, a potem, jak widać po poniższym zdjęciu, nie musiałem dojeżdżać do Babic, ani nigdzie dalej. Do domu dotarłem przez Osiedle Groty, Powstańców, Połczyńską i Prymasa.
Ale wcześniej w tunelu wyprzedził mnie "na gazetę" młody rowerzysta, naprawdę poczułem muśnięcie jak mnie mijał. Tam jest ciemno, przede mną szedł człowiek, więc aby go minąć z bezpiecznym zapasem, nie jechałem przy prawej krawędzi wyznaczonej drogi rowerowej. Zwróciłem na światłach młodemu koledze uwagę, że dystans jednego metra przy wyprzedzaniu, to nie tylko dla samochodów. Stwierdził, że powinienem trzymać swój tor jazdy. No cóż... Rozjechaliśmy się bez uzyskania konsensusu.

Brzozy na Decowskiego © yurek55
- DST 103.00km
- Teren 6.00km
- Czas 04:55
- VAVG 20.95km/h
- VMAX 33.90km/h
- Temperatura 15.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 10 marca 2015
Kategoria > 100
Setki jedna za drugą
Wczorajsza setka poprawiła mi na tyle samopoczucie, że dziś postanowiłem iść za ciosem i trzasnąć kolejną. Pogoda, że trudno sobie lepszą wymarzyć, a prognozy na najbliższe dni przewidują pogorszenie, więc trzeba było to wykorzystać. Do tego w środę i czwartek czekają mnie zajęcia w Piasecznie, to kilometrów dużo nie najeżdżę - tyle, co wte i nazad. Postanowiłem zatem pojechać do Kampinosu, przejechać przez Puszczę, przeciąć drogę na Leszno i przez wsie i przysiółki dotrzeć do gdańskiej siódemki, ją też przeciąć i spokojną i pustą drogą pojechać od Czosnowa do Łomianek. Liczyłem, że powinno wyjść sto kilometrów, bo już kiedyś tak jechałem. Zmodyfikowałem jedynie początek, bo wystartowałem na południe, a potem na zachód dojechałem trasą poznańską aż do Ożarowa. Widocznie brakowało mi ruchu, hałasu i podmuchów mijających mnie z dużą prędkością zestawów z przyczepami. Tam już jednak skręciłem na stary szlak zachodni i bocznymi, pustymi drogami dojechałem do Kampinosu. Wcześniej zatrzymałem się w Pilaszkowie, bo już kiedyś zaintrygowało mnie będące tam muzeum. Wtedy nie miałem czasu, a dziś postanowiłem zaspokoić ciekawość. Muzeum to zaiste przedziwne. Nazywa się Muzeum Dworu Polskiego, ale nie to mnie zdumiało. Otóż czynne jest ono od kwietnia do października, a zwiedzać je można tylko w niedzielę i tylko o godzinie dwunastej, albo o piętnastej. Zorganizowane grupy, po wcześniejszym umówieniu, mogą zwiedzać w innych terminach. Ale zresztą może ma to sens? Bo ilu jest chętnych w ciągu roku i w takim miejscu, na zwiedzanie? Poczytałem trochę informacji o tym miejscu na bramie muzeum (Pilaszków ma udokumentowane 650 lat historii, a dwór w Pilaszkowie słynął przed wojną z hodowli bydła rasy holenderskiej) i pojechałem dalej. Ponieważ zdjęć tam nie zrobiłem, kawałek dalej cyknąłem skrzyżowanie Nowowiejskiej z Piękną. W Warszawie te ulice choć tak blisko siebie, to jednak się nie krzyżują.

Róg Pięknej i Nowowiejskiej © yurek55
Jeszcze zanim dotarłem do Kampinosu chciałem utrwalić godzinę i sądziłem, że, gdzie jak gdzie, ale na takim wielkim kościele jest zegar. Nawet nadłożyłem kilkaset metrów i jeszcze objechałem dookoła, ale niestety nie było.
Kościół bez zegara © yurek55
Jak już dotarłem do Kampinosu zrobiłem sobie krótką przerwę na posiłek i picie. Bardzo dobrze siedziało się na słoneczku w parku, ale że na liczniku było dopiero 52 kilometry, a do domu co najmniej drugie tyle, trzeba było ruszyć tyłek i jechać.
Kampinoski park miejski © yurek55
Ulica Partyzantów wiedzie w dół i za kilka minut jestem już w Puszczy Kampinoskiej. Przede mną 12 kilometrów jazdy wśród drzew i puszczańskich przysiółków, z czego tylko trzy twardą i równą drogą gruntową, reszta to asfalt. Na tym odcinku drogi, rzuciło mi się w oczy nadzwyczaj duże skupisko wszelkiego rodzaju kapliczek i krzyży. Myślę, że było ich co najmniej dwadzieścia, jeśli nie więcej. Następnym razem zatrzymam się przy każdej i zrobię zdjęcie - będę miał kolejny cel do zrealizowania. Dziś tylko jedna, z ogrodzeniem w kształcie różańca.
III wizyta Ojca Świętego 1987 rok © yurek55
W Łomiankach zdecydowałem żeby pojechać ten ostatni odcinek ulicą Pułkową, a nie, jak zawsze, przez park na Młocinach. Trochę chciałem sobie przyspieszyć, bo już czułem zmęczenie i nogi nie chciały szybko kręcić. A taka jazda drogą wjazdową do miasta, zawsze działa na mnie dopingująco - mimowolnie zwiększam prędkość, by jak najszybciej ją opuścić. Potem, już w Warszawie, wyjątkowo cieszyłem się, gdy stawałem na skrzyżowaniach. Zawsze to okazja do odpoczynku. Gdy już byłem pod domem, na ulicznym termometrze była temperatura 18,9°C, ale to chyba niemożliwe. Ja jechałem z podwiniętymi rękawami w koszulce i kurtce, rozpięty i nie było mi jakoś upiornie gorąco.
A z wiosennych akcentów, widziałem dziś dwa motyle: cytrynka i rusałkę pawik, kilkanaście rozjechanych żab w puszczy i poczułem kilka owadów na twarzy. To znaczy, że już przyszła, tak?

Róg Pięknej i Nowowiejskiej © yurek55
Jeszcze zanim dotarłem do Kampinosu chciałem utrwalić godzinę i sądziłem, że, gdzie jak gdzie, ale na takim wielkim kościele jest zegar. Nawet nadłożyłem kilkaset metrów i jeszcze objechałem dookoła, ale niestety nie było.

Kościół bez zegara © yurek55
Jak już dotarłem do Kampinosu zrobiłem sobie krótką przerwę na posiłek i picie. Bardzo dobrze siedziało się na słoneczku w parku, ale że na liczniku było dopiero 52 kilometry, a do domu co najmniej drugie tyle, trzeba było ruszyć tyłek i jechać.

Kampinoski park miejski © yurek55
Ulica Partyzantów wiedzie w dół i za kilka minut jestem już w Puszczy Kampinoskiej. Przede mną 12 kilometrów jazdy wśród drzew i puszczańskich przysiółków, z czego tylko trzy twardą i równą drogą gruntową, reszta to asfalt. Na tym odcinku drogi, rzuciło mi się w oczy nadzwyczaj duże skupisko wszelkiego rodzaju kapliczek i krzyży. Myślę, że było ich co najmniej dwadzieścia, jeśli nie więcej. Następnym razem zatrzymam się przy każdej i zrobię zdjęcie - będę miał kolejny cel do zrealizowania. Dziś tylko jedna, z ogrodzeniem w kształcie różańca.

III wizyta Ojca Świętego 1987 rok © yurek55
W Łomiankach zdecydowałem żeby pojechać ten ostatni odcinek ulicą Pułkową, a nie, jak zawsze, przez park na Młocinach. Trochę chciałem sobie przyspieszyć, bo już czułem zmęczenie i nogi nie chciały szybko kręcić. A taka jazda drogą wjazdową do miasta, zawsze działa na mnie dopingująco - mimowolnie zwiększam prędkość, by jak najszybciej ją opuścić. Potem, już w Warszawie, wyjątkowo cieszyłem się, gdy stawałem na skrzyżowaniach. Zawsze to okazja do odpoczynku. Gdy już byłem pod domem, na ulicznym termometrze była temperatura 18,9°C, ale to chyba niemożliwe. Ja jechałem z podwiniętymi rękawami w koszulce i kurtce, rozpięty i nie było mi jakoś upiornie gorąco.
A z wiosennych akcentów, widziałem dziś dwa motyle: cytrynka i rusałkę pawik, kilkanaście rozjechanych żab w puszczy i poczułem kilka owadów na twarzy. To znaczy, że już przyszła, tak?
- DST 110.12km
- Teren 3.00km
- Czas 05:30
- VAVG 20.02km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 9 marca 2015
Kategoria > 100, ku pomocy, Piaseczno/Ursynów
Trzecia setka
Miałem małego "moralniaka", że wczoraj odpuściłem rower i dziś w ramach rekompensaty i pokuty za lenistwo, postanowiłem trzasnąć "setkę". Okazja była dobra, bo trafiał mi się kurs do Otwocka, a wcześniej do Piaseczna. Wyliczyłem sobie w pamięci, że powinno na styk wystarczyć, a jak nie, to miałem wariant awaryjny. Wiedząc dokładnie, ile jest kilometrów od Mostu Siekierkowskiego, mogłem pojechać dalej i wrócić do domu innym mostem, o kilka kilometrów wydłużając trasę. Wszystko oczywiście po to, by pod domem nie dokręcać, bo mogłoby mi nie wystarczyć samozaparcia.
Jak widać po dystansie, plan udało się zrealizować w stu procentach.
Natomiast jeśli o samą jazdę chodzi, to wspomnę jedynie, że pierwszy raz jechałem do Góry Kalwarii od strony Gassów i na początku miałem trudności z wybraniem odpowiedniej drogi. Kawałek nawet musiałem podprowadzić rower przez pole, ale szybko odnalazłem właściwy szlak i dojechałem bez problemu. W Górze, najkrótsza droga do mostu na Wiśle to słynna ulica Świętego Antoniego, którą podjechać nie dałem rady, wracając
w październiku ub. roku z Krzyśkiem z Czerska. Dziś na obu hamulcach pokonałem ją jadąc w dół i to nie przekraczając 5km/h, w trosce o całość roweru i moich kości. Most na Wiśle i droga krajowa "50", jaka jest, każdy wie. Na szczęście znam już drogę przez Glinki i zaraz za wiaduktem kolejowym skręciłem w lewo i znowu mogłem jechać cichymi i spokojnymi drogami przez wioski. W Otwocku żeby trafić tutaj, musiałem włączyć nawigację w mapach google i prowadzony głosem dojechałem na miejsce. Niestety prawdopodobnie aplikacja endomondo nie lubi się z google maps, bo zastrajkowała. Dobrze, że choć przed zamknięciem zapisała przejechaną trasę. Zauważyłem to pod szpitalem wyłączając nawigację, stąd wiem, że do przejazdu z endo trzeba dodać 4,5 km, bo tyle nawigacja mi do celu pokazywała. W domu udało mi się połączyć oba treningi w jeden (endo ma taką opcję) i na załączonej mapce jest zamknięta pętla, z niewielką przerwą w Otwocku, a nie dwie trasy.

Droga 868: prosto-Gassy, w prawo-Słomczyn © yurek55
Wisła w Gassach © yurek55
Początek drogi z Gassów do Góry Kalwarii © yurek55
Potem jest trochę gruntu © yurek55
Ulica Świętego Antoniego w Górze Kalwarii © yurek55
Ulica Świętego Antoniego w Górze Kalwarii © yurek55
W tym kościele w Górze Kalwarii dzwony biją z taśmy. Albo z płyty? © yurek55
Na moście w Górze Kalwarii © yurek55
Wisła wszędy jednaka © yurek55
A tu już lokalna droga - Kępa Okrzewska © yurek55

Wykonał: J. Przysowa w 1948 na zlecenie fundatorów-ludności Otwocka Wielkiego © yurek55

"Jezu w Ogrójcu cierpiący nad duszą gdy się znajdzie na rozdrożu lub w rozterce Zmiłuj się" © yurek55

"Weyrzyjże na imię a zmiłuy się nademną według prawa tych którzy miłują imie Twoje" Ps.CXIX © yurek55

"Boże pobłogosław pracę rolnika" Fundator J. Baracz 20 VIII 1937r © yurek55

Fotka z mostu być musi. Warszawa, Wisła, M. Siekierkowski © yurek55

Droga 868: prosto-Gassy, w prawo-Słomczyn © yurek55

Wisła w Gassach © yurek55

Początek drogi z Gassów do Góry Kalwarii © yurek55

Potem jest trochę gruntu © yurek55

Ulica Świętego Antoniego w Górze Kalwarii © yurek55

Ulica Świętego Antoniego w Górze Kalwarii © yurek55

W tym kościele w Górze Kalwarii dzwony biją z taśmy. Albo z płyty? © yurek55

Na moście w Górze Kalwarii © yurek55

Wisła wszędy jednaka © yurek55

A tu już lokalna droga - Kępa Okrzewska © yurek55

Wykonał: J. Przysowa w 1948 na zlecenie fundatorów-ludności Otwocka Wielkiego © yurek55

"Jezu w Ogrójcu cierpiący nad duszą gdy się znajdzie na rozdrożu lub w rozterce Zmiłuj się" © yurek55

"Weyrzyjże na imię a zmiłuy się nademną według prawa tych którzy miłują imie Twoje" Ps.CXIX © yurek55

"Boże pobłogosław pracę rolnika" Fundator J. Baracz 20 VIII 1937r © yurek55

Fotka z mostu być musi. Warszawa, Wisła, M. Siekierkowski © yurek55
- DST 102.21km
- Teren 5.00km
- Czas 05:27
- VAVG 18.75km/h
- Temperatura 14.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 18 lutego 2015
Kategoria > 100
Daleka droga do domu i druga stówa wpadła
Opis i zdjęcia wieczorem.
Wczorajsza setka weszła mi bardzo gładko i to pomimo niesprzyjającej aury. Dziś postanowiłem iść za ciosem i powtórzyć wczorajszy wynik, a przystań promową zaliczyć od strony Karczewa, a potem do Góry Kalwarii i do Prażmowa po chleb serwatkowy. Plan był dobry, ale nie przewidziałem, że ostatni punkt tak bardzo wydłuży mi trasę. Na dodatek wybrałem chyba najdłuższą drogą, co dokładnie widać na mapce, a co wcale nie było moim zamiarem. Ale tak to już jest z moją orientacją w terenie.
W Warszawie za to odkryłem przypadkiem nową, terenową drogę na Czerniakowie prowadzącą do dojazdu na Most Siekierkowski. Jednak najbardziej jednak zadowolony jestem z trasy, którą dojechałem do nielubianej "pięćdziesiątki". Posłuchałem rady pewnego pana i pojechałem przez Otwock Wielki i Kępę Nadbrzeską i Glinki, skąd wyjechałem praktycznie kilometr przed mostem w Górze Kalwarii. Ta droga ogranicza do najbardziej niezbędnego minimum jazdę DK 50. I to jest dobra wiadomość. Zła jest taka, że potem jechałem dziesięć kilometrów krajową 79 do Piaseczna i dwadzieścia z Tarczyna, do Janek bardzo ruchliwą "siódemką". Na dodatek w końcówce sił miałem coraz mniej, a czas upływał nieubłaganie i już wiedziałem, że nie przyjadę do domu o czasie. Wprawdzie wiatr był moim sprzymierzeńcem, ale to już niewiele pomogło. Suma złych decyzji musiała dać taki efekt. I nawet dystans nie cieszy.
Fotogaleria:

Kopiec Powstania i ruiny nie z Powstania © yurek55

Nieśmiałe słońce nad Wisłą © yurek55
Było tak nieśmiałe, że do końca wycieczki już go nie widziałem.

Studio ATM na Wale Miedzeszyńskim © yurek55
A tu zaczęła się droga do Pałacu nowego Prezydenta.

Przystań promowa od prawej strony Wisły © yurek55

Droga do Kępy Nadbrzeskiej © yurek55

482 kilometr Wisły © yurek55

Krzyż w Kępie Nadbrzeskiej © yurek55
"MY GRZESZNI CIEBIE BOGA PROSIMY WYSŁUCHAJ NAS PANIE
FUNDATORZY GROMADA KĘPY NADBRZESKIEJ AD 27 V 1956R"

Wisła w Górze Kalwarii © yurek55

Krzyż w Górze Kalwarii © yurek55

Tu kręcą kultowy serial © yurek55

Ciekawe nazwy miejscowości © yurek55
Marylka nie jest ruda, czy ruda nie jest Marylką?
Wczorajsza setka weszła mi bardzo gładko i to pomimo niesprzyjającej aury. Dziś postanowiłem iść za ciosem i powtórzyć wczorajszy wynik, a przystań promową zaliczyć od strony Karczewa, a potem do Góry Kalwarii i do Prażmowa po chleb serwatkowy. Plan był dobry, ale nie przewidziałem, że ostatni punkt tak bardzo wydłuży mi trasę. Na dodatek wybrałem chyba najdłuższą drogą, co dokładnie widać na mapce, a co wcale nie było moim zamiarem. Ale tak to już jest z moją orientacją w terenie.
W Warszawie za to odkryłem przypadkiem nową, terenową drogę na Czerniakowie prowadzącą do dojazdu na Most Siekierkowski. Jednak najbardziej jednak zadowolony jestem z trasy, którą dojechałem do nielubianej "pięćdziesiątki". Posłuchałem rady pewnego pana i pojechałem przez Otwock Wielki i Kępę Nadbrzeską i Glinki, skąd wyjechałem praktycznie kilometr przed mostem w Górze Kalwarii. Ta droga ogranicza do najbardziej niezbędnego minimum jazdę DK 50. I to jest dobra wiadomość. Zła jest taka, że potem jechałem dziesięć kilometrów krajową 79 do Piaseczna i dwadzieścia z Tarczyna, do Janek bardzo ruchliwą "siódemką". Na dodatek w końcówce sił miałem coraz mniej, a czas upływał nieubłaganie i już wiedziałem, że nie przyjadę do domu o czasie. Wprawdzie wiatr był moim sprzymierzeńcem, ale to już niewiele pomogło. Suma złych decyzji musiała dać taki efekt. I nawet dystans nie cieszy.
Fotogaleria:

Kopiec Powstania i ruiny nie z Powstania © yurek55

Nieśmiałe słońce nad Wisłą © yurek55
Było tak nieśmiałe, że do końca wycieczki już go nie widziałem.

Studio ATM na Wale Miedzeszyńskim © yurek55
A tu zaczęła się droga do Pałacu nowego Prezydenta.

Przystań promowa od prawej strony Wisły © yurek55

Droga do Kępy Nadbrzeskiej © yurek55

482 kilometr Wisły © yurek55

Krzyż w Kępie Nadbrzeskiej © yurek55
"MY GRZESZNI CIEBIE BOGA PROSIMY WYSŁUCHAJ NAS PANIE
FUNDATORZY GROMADA KĘPY NADBRZESKIEJ AD 27 V 1956R"

Wisła w Górze Kalwarii © yurek55

Krzyż w Górze Kalwarii © yurek55

Tu kręcą kultowy serial © yurek55

Ciekawe nazwy miejscowości © yurek55
Marylka nie jest ruda, czy ruda nie jest Marylką?
- DST 130.57km
- Czas 06:30
- VAVG 20.09km/h
- Temperatura 3.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 17 lutego 2015
Kategoria > 100
Most Łazienkowski ze stówką w tle
Nie mam weny do pisania, dziś niech mówią za mnie obrazy i krótkie komentarze do nich.
Warunki pogodowe były dobre, nawet mors by nie narzekał.
Ubrałem się zimowo i pojechałem.

Warunki pogodowe © yurek55
Księgarnia w tym miejscu jest odkąd sięgam pamięcią, to w Warszawie rzadkość.

Księgarnia na Koszykowej © yurek55
Ładnie się na tle nieba komponowały

Rzeźba na dachu © yurek55
Są trzy takie grupy na dachu

Budynek z księgarnią MDM © yurek55

Ulica Koszykowa w stronę MDM © yurek55
Na moście wiał taki silny i zimny wiatr, że marzyłem, by jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie Wisły

Korek na Moście Poniatowskiego © yurek55
Potem pojechałem na Most Łazienkowski i pod policyjną taśmą wjechałem na górę. Praca wre, zrywają asfalt, kilka szybkich zdjęć i wycofałem się, gdy zobaczyłem jadący w moim kierunku radiowóz. Na szczęście mnie nie gonił.
Pierwsze, jeszcze z daleka...

Widok z estakady Most Łazienkowski © yurek55
...potem podjechałem bliżej...

Most Łazienkowski maszyny drogowe © yurek55
...i jeszcze bliżej

Most Łazienkowski prace po pożarze © yurek55
A potem musiałem uciekać
A to zdjęcie takie samo jak w poprzednim wpisie, tylko pogoda i przejrzystość powietrza diametralnie różna

Most Siekierkowski i Gruba Kaśka, a nawet dwie © yurek55
Skierowałem się na południe i następne 20 kilometrów darłem pod wiatr

Pierwsze dwa kilometry szutru do Gassów © yurek55

Wiatr mi nie sprzyja, oj nie! © yurek55

Ostatnia prosta do przystani promowej © yurek55

Pusta przystań promowa © yurek55

Wisła w Gassach jest wąska © yurek55
W Gassach chwilkę odpocząłem, zjadłem batona zbożowego i banana, popiłem wodą z butelki i pojechałem do Piaseczna. A ponieważjak sobie tak siedziałem naszła mnie myśl, by zrobić pierwszą setkę, musiałem pokombinować z drogą, by pod domem nie dokręcać.

Św. Jan Nepomucen z Żabieńca k/Piaseczna © yurek55
Tutaj więcej o wandalach, co mu głowę utrącili
A tutaj już Cmentarz komunalny w Antoninowie, pierwszy raz tam byłem.

Ciasno Cm. Południowy © yurek55

Tańsze miejsca © yurek55

Pochowani na koszt państwa © yurek55

Kwatera aniołków © yurek55

Kwatera aniołków © yurek55

Kolumbarium Cmentarz Południowy © yurek55

Kolumbarium Cmentarz Południowy © yurek55
Tu właśnie podjechał ochroniarz i poinformował, że rowerem jeździć nie wolno. Absurd moim zdaniem, ale na cmentarzach zarządzanych przez miasto Warszawa, czyli komunalnych, tak jest. Grzecznie wyjaśniłem, że znaku zakazu nie ma, a regulaminu nie przeczytałem, zresztą i tak już wyjeżdżałem.
Po chwili w Wólce Kosowskiej zauważyłem takie dziwne bydło, rogate i włochate.

Włochate i rogate © yurek55

Rogacizna przeżuwa jak krowy © yurek55

Farma włochatych i rogatych © yurek55

Hodowla w Wólce Kosowskiej © yurek55
W Chinatown w Wólce Kosowskiej już się nie zatrzymywałem, tylko pojechałem do Nadarzyna i trasą katowicką do Janek i do domu. Nie był to dobry pomysł, bo cały czas trwa przebudowa, są zwężenia, asfalt zryty, a ruch samochodów i ciężarówek o tej porze był duży. Ale nie bardzo miałem wybór. Potem dla pewności nadłożyłem kawałem skręcając do Żwirki i Wigury i efekt jest. Pierwsza stówa w tym roku!

Warunki pogodowe © yurek55
Księgarnia w tym miejscu jest odkąd sięgam pamięcią, to w Warszawie rzadkość.

Księgarnia na Koszykowej © yurek55
Ładnie się na tle nieba komponowały

Rzeźba na dachu © yurek55
Są trzy takie grupy na dachu

Budynek z księgarnią MDM © yurek55

Ulica Koszykowa w stronę MDM © yurek55
Na moście wiał taki silny i zimny wiatr, że marzyłem, by jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie Wisły

Korek na Moście Poniatowskiego © yurek55
Potem pojechałem na Most Łazienkowski i pod policyjną taśmą wjechałem na górę. Praca wre, zrywają asfalt, kilka szybkich zdjęć i wycofałem się, gdy zobaczyłem jadący w moim kierunku radiowóz. Na szczęście mnie nie gonił.
Pierwsze, jeszcze z daleka...

Widok z estakady Most Łazienkowski © yurek55
...potem podjechałem bliżej...

Most Łazienkowski maszyny drogowe © yurek55
...i jeszcze bliżej

Most Łazienkowski prace po pożarze © yurek55
A potem musiałem uciekać
A to zdjęcie takie samo jak w poprzednim wpisie, tylko pogoda i przejrzystość powietrza diametralnie różna

Most Siekierkowski i Gruba Kaśka, a nawet dwie © yurek55
Skierowałem się na południe i następne 20 kilometrów darłem pod wiatr

Pierwsze dwa kilometry szutru do Gassów © yurek55

Wiatr mi nie sprzyja, oj nie! © yurek55

Ostatnia prosta do przystani promowej © yurek55

Pusta przystań promowa © yurek55

Wisła w Gassach jest wąska © yurek55
W Gassach chwilkę odpocząłem, zjadłem batona zbożowego i banana, popiłem wodą z butelki i pojechałem do Piaseczna. A ponieważjak sobie tak siedziałem naszła mnie myśl, by zrobić pierwszą setkę, musiałem pokombinować z drogą, by pod domem nie dokręcać.

Św. Jan Nepomucen z Żabieńca k/Piaseczna © yurek55
Tutaj więcej o wandalach, co mu głowę utrącili
A tutaj już Cmentarz komunalny w Antoninowie, pierwszy raz tam byłem.

Ciasno Cm. Południowy © yurek55

Tańsze miejsca © yurek55

Pochowani na koszt państwa © yurek55

Kwatera aniołków © yurek55

Kwatera aniołków © yurek55

Kolumbarium Cmentarz Południowy © yurek55

Kolumbarium Cmentarz Południowy © yurek55
Tu właśnie podjechał ochroniarz i poinformował, że rowerem jeździć nie wolno. Absurd moim zdaniem, ale na cmentarzach zarządzanych przez miasto Warszawa, czyli komunalnych, tak jest. Grzecznie wyjaśniłem, że znaku zakazu nie ma, a regulaminu nie przeczytałem, zresztą i tak już wyjeżdżałem.
Po chwili w Wólce Kosowskiej zauważyłem takie dziwne bydło, rogate i włochate.

Włochate i rogate © yurek55

Rogacizna przeżuwa jak krowy © yurek55

Farma włochatych i rogatych © yurek55

Hodowla w Wólce Kosowskiej © yurek55
W Chinatown w Wólce Kosowskiej już się nie zatrzymywałem, tylko pojechałem do Nadarzyna i trasą katowicką do Janek i do domu. Nie był to dobry pomysł, bo cały czas trwa przebudowa, są zwężenia, asfalt zryty, a ruch samochodów i ciężarówek o tej porze był duży. Ale nie bardzo miałem wybór. Potem dla pewności nadłożyłem kawałem skręcając do Żwirki i Wigury i efekt jest. Pierwsza stówa w tym roku!
- DST 102.78km
- Teren 4.00km
- Czas 05:48
- VAVG 17.72km/h
- Temperatura -5.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 9 grudnia 2014
Kategoria > 100
No i jest setka!
W końcu przyszedł dzień, że postanowiłem wreszcie zrobić jakąś dłuższą trasę. Korciło mnie od dawna odwiedzenie Kampinosu, ale nie w znaczeniu Puszczy, a miejscowości, a potem jazda przez wioski puszczańskie. Drogę pamiętałem dobrze, bo już dwa razy dojechałem do Podkampinosu, ale skręcałem na Paprotnię i wracałem krajówką 92. Dziś pojechałem w prawo i po chwili byłem w Kampinosie. Po lewej stronie powitał mnie duży, ładnie zagospodarowany teren Parku Miejskiego, niestety bez drzewostanu, ale za to z tajemniczym kamieniem pośrodku. Na kamieniu tym nie ma żadnej tablicy, jest tylko włożony od góry okrągły przedmiot. Trudno zrozumieć jaką pełni funkcję, czyli: "co autor miał na myśli"...
Po krótkim postoju na fotki i sprawdzenie dalszej drogi, bez większego trudu odnalazłem ulicę Partyzantów prowadzącą w głąb Puszczy i pojechałem dalej. Początkowo asfaltowa droga zamieniła się w bity trakt, ale miał on długość tylko trzech kilometrów i asfaltem powrócił. Dojechałem do drogi 579 Nowy Dwór Mazowiecki - Leszno i przeciąłem ją kierując się na Cząstków, by na powrót zagłębić się w drogi wiejskie z ich spokojem i śladowym ruchem samochodów. Cała moja dzisiejsza wycieczka wiodła takimi drogami i jak mi jeszcze kiedyś przyjdzie ochota na setkę, to ta nadaje się idealnie. Można ją też wydłużyć np. pojechać z Kampinosu przez las do Leoncina, albo z Sowiej Woli do NDM i wracać drugą stroną Wisły, możliwości jest wiele, aby tylko jeździć się chciało.
A mnie się chciało i chyba kryzys mam za sobą. Pomimo prawie sześciu godzin na dworze nie było tym razem tragedii. Wprawdzie zmarzły mi trochę stopy i koniuszki palców, same opuszki właściwie, ale już mam metodę na ograniczenie bólu przy odmarzaniu. Po powrocie do domu natychmiast wkładam ręce do umywalki z zimną wodą i czekam kilka minut. Naprawdę pomaga!

Budowa ddr c.d. Kaputy © yurek55

Pałac Łuszczewskich w Lesznie © yurek55

Nazwy miejscowości: Plewniak i jakieś szemrane Towarzystwo © yurek55

Park Miejski w Lesznie © yurek55

Kamień w Parku Miejskim w Lesznie © yurek55

Zagadka w kamieniu © yurek55

Kościół w Lesznie © yurek55

Kościół w Lesznie © yurek55

Puszczański trakt © yurek55

Przewróciło się - niech leży © yurek55

Kościół parafialny w Górkach Kampinoskich © yurek55
"Heroiczna walka z komunistami o prawo do własnego kościoła rozgrywała się nie tak dawno w kilkuset miejscowościach w całej Polsce. Sztandarowym jej przykładem może być to, co wydarzyło się w Górkach Kampinoskich[...] "
Więcej na ten temat w tym artykule. Warto przeczytać.

Nagrobek Michaliny Stepniewskiej 1902 - 1944 © yurek55

Zagadka. Kim była i dlaczego tutaj ma nagrobek? © yurek55
Wieczorna Warszawa i jej najnowszy nabytek - Maszt Wolności. Jego projekt powstał w pracowni JSK Architekci, tam, gdzie i Stadion Narodowy. Mnie się te rury nie podobają, ale pewnie się nie znam.

Maszt - koszmarek na Rondzie "Babka" ops! Radosława © yurek55
Po krótkim postoju na fotki i sprawdzenie dalszej drogi, bez większego trudu odnalazłem ulicę Partyzantów prowadzącą w głąb Puszczy i pojechałem dalej. Początkowo asfaltowa droga zamieniła się w bity trakt, ale miał on długość tylko trzech kilometrów i asfaltem powrócił. Dojechałem do drogi 579 Nowy Dwór Mazowiecki - Leszno i przeciąłem ją kierując się na Cząstków, by na powrót zagłębić się w drogi wiejskie z ich spokojem i śladowym ruchem samochodów. Cała moja dzisiejsza wycieczka wiodła takimi drogami i jak mi jeszcze kiedyś przyjdzie ochota na setkę, to ta nadaje się idealnie. Można ją też wydłużyć np. pojechać z Kampinosu przez las do Leoncina, albo z Sowiej Woli do NDM i wracać drugą stroną Wisły, możliwości jest wiele, aby tylko jeździć się chciało.
A mnie się chciało i chyba kryzys mam za sobą. Pomimo prawie sześciu godzin na dworze nie było tym razem tragedii. Wprawdzie zmarzły mi trochę stopy i koniuszki palców, same opuszki właściwie, ale już mam metodę na ograniczenie bólu przy odmarzaniu. Po powrocie do domu natychmiast wkładam ręce do umywalki z zimną wodą i czekam kilka minut. Naprawdę pomaga!

Budowa ddr c.d. Kaputy © yurek55

Pałac Łuszczewskich w Lesznie © yurek55

Nazwy miejscowości: Plewniak i jakieś szemrane Towarzystwo © yurek55

Park Miejski w Lesznie © yurek55

Kamień w Parku Miejskim w Lesznie © yurek55

Zagadka w kamieniu © yurek55

Kościół w Lesznie © yurek55

Kościół w Lesznie © yurek55

Puszczański trakt © yurek55

Przewróciło się - niech leży © yurek55

Kościół parafialny w Górkach Kampinoskich © yurek55
"Heroiczna walka z komunistami o prawo do własnego kościoła rozgrywała się nie tak dawno w kilkuset miejscowościach w całej Polsce. Sztandarowym jej przykładem może być to, co wydarzyło się w Górkach Kampinoskich[...] "
Więcej na ten temat w tym artykule. Warto przeczytać.

Nagrobek Michaliny Stepniewskiej 1902 - 1944 © yurek55

Zagadka. Kim była i dlaczego tutaj ma nagrobek? © yurek55
Wieczorna Warszawa i jej najnowszy nabytek - Maszt Wolności. Jego projekt powstał w pracowni JSK Architekci, tam, gdzie i Stadion Narodowy. Mnie się te rury nie podobają, ale pewnie się nie znam.

Maszt - koszmarek na Rondzie "Babka" ops! Radosława © yurek55
- DST 104.71km
- Teren 3.00km
- Czas 05:10
- VAVG 20.27km/h
- Temperatura 0.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Powtórka pamiętnej trasy przedświątecznej
Kolega Krzysztof w swoich planach pobytowych w Polsce uwzględnił odwiedziny u krewnych/kuzynów/kuzynek, dzięki czemu poznaję nowe drogi i nie muszę zastanawiać się dokąd jechać i wymyślać tras i celów podróży. Dziś jednak to ja pokazałem Krzyśkowi nową trasę, która pojechaliśmy do jego kuzynki. Okazało się bowiem, że przez tę miejscowość przejeżdżałem w Wielką Sobotę niemal dokładnie pół roku temu. Dla pewności, żeby nie zgubić tamtej drogi, bo w końcu pamięć już nie ta, wgrałem ślad do locusa free w telefonie i pojechaliśmy. Drogę do Leszna przez Pilaszków, Wąsy itd. znam na pamięć, przed miastem skręt w lewo wzdłuż muru pałacu, gdzie teraz BGŻ ma swój ośrodek szkoleniowy, a potem naprawdę bocznymi drogami, aż do szosy poznańskiej. Co jakiś czas sprawdzałem czy dobrze jadę, korzystając z funkcji przewodnika na locusie i już wiem, że to bardzo przydatna aplikacja. Teraz już się nigdzie nie zgubię. Trasę narysować umiem, wiem jak ją zapisać i pobrać na komputer, a następnie wyeksportować do apki w telefonie.
A wracając do jazdy, to wiatr wiał mocno, ale w innym kierunku niż wtedy, dzięki czemu wracaliśmy z wiatrem. Ale pierwsza połowa trasy była dość masakryczna, więcej jak 20km/h nie dało się wykręcić i momentami było naprawdę ciężko. Na szczęście temperatura pozwalała, pewnie ostatni raz w tym roku, pojeździć w letnim zestawie ubraniowym.

W październiku kwitnie gorczyca polna © yurek55

Aaaa, rowery dwa... i jeden rowerzysta © yurek55

Jazda po błońskim rynku © yurek55
--------------------------------------------------
Endomondo włączyłem nie od początku, tylko jak kurtkę zdejmowałem i sobie przypomniałem o rejestracji trasy. A potem aplikacja się wyłączyła nie wiedzieć czemu, w momencie dojazdu do drogi poznańskiej, Stąd taki ślad, bez początku i końca.
A wracając do jazdy, to wiatr wiał mocno, ale w innym kierunku niż wtedy, dzięki czemu wracaliśmy z wiatrem. Ale pierwsza połowa trasy była dość masakryczna, więcej jak 20km/h nie dało się wykręcić i momentami było naprawdę ciężko. Na szczęście temperatura pozwalała, pewnie ostatni raz w tym roku, pojeździć w letnim zestawie ubraniowym.

W październiku kwitnie gorczyca polna © yurek55

Aaaa, rowery dwa... i jeden rowerzysta © yurek55

Jazda po błońskim rynku © yurek55
--------------------------------------------------
Endomondo włączyłem nie od początku, tylko jak kurtkę zdejmowałem i sobie przypomniałem o rejestracji trasy. A potem aplikacja się wyłączyła nie wiedzieć czemu, w momencie dojazdu do drogi poznańskiej, Stąd taki ślad, bez początku i końca.
- DST 107.42km
- Czas 04:58
- VAVG 21.63km/h
- Temperatura 16.7°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 13 października 2014
Kategoria > 100
Na południe po gminy mazowieckie
Poczytałem sobie wczoraj relacje Wilka i Kota z wyprawy po gminy województwa zachodniopomorskiego i nabrałem ochoty na poprawienie swojego mizernego stanu posiadania. Za cel postawiłem sobie gminy: Pniewy, Błędów, Belsk Duży i Jasieniec, czyli ciąg dalszy eksploracji kierunku południowo - zachodniego. Sprawdziłem jeszcze wczoraj wszystko na mapie zaliczgminę i google, a żeby nie było niespodzianek z szukaniem miejscowości, kazałem nawigacji obliczyć i narysować trasę.
Dziś rano ubrany w podkoszulkę termiczną, bo odczuwalna temperatura wynosiła niespełna dziesięć stopni, wyjechałem z domu kierując się prosto na południe, by przez Janki dotrzeć do Rembertowa (tego za Tarczynem). Tam pożegnałem międzynarodową E77, bo odtąd, zgodnie z planem, cała moja dalsza trasa miała prowadzić drogami lokalnymi. I tak było. Prowadzony wskazówkami głosowymi dotarłem do najdalszego punktu czyli Sakówki, zaliczając tym samym przedostatnią gminę Błędów. Tam postanowiłem wpisać w navi kolejną miejscowość Widów w gminie Jasieniec, potem miał być Prażmów, Gołków, Lesznowola i dalej do domu. Niestety nawigacja wyszukiwała mi tylko Widów w województwie śląskim, a na ekranie nie mogłem jej znaleźć. Na dodatek bateria zaczęła ostrzegać o swoim rychłym końcu, a ja z zaskoczeniem stwierdziłem brak powerbanku, który - dałbym sobie uciąć głowę - wkładałem przed wyjściem do kieszeni koszulki. A jeszcze aplikacja endomondo nie wiedzieć czemu przestała działać, o czym przekonałem się dopiero po wyjęciu telefonu. Wobec tylu nieszczęść nie pozostało mi nic innego, jak wracać zapamiętaną (hłe..., hłe..., hłe...) drogą z powrotem, rezygnując z zaliczenia ostatniej gminy. Jak było do przewidzenia zgubiłem drogę już po drugim, czy trzecim zakręcie, a jadąc według wskazówek zapytanego autochtona, szybko dojechałem do E77 i to na wysokości przekreślonej tablicy "Grójec" Tym sposobem zamiast spokojnymi, bocznymi drogami, zafundowałem sobie prawie 80 kilometrów jazdy w towarzystwie tysięcy mijających mnie samochodów. Ale nie narzekam specjalnie. Chciałem jak najszybciej skończyć tę podróż i wykręciłem rekordową jak na mnie średnią. Tak że tak. A gminę Jasieniec zaatakuję kiedy indziej i chyba od innej strony.
PS. Podkoszulkę zdjąłem w połowie trasy i zawiązałem na kierownicy, rękawy też musiałem podwinąć. Ciepło.

Jeden jest, a gdzie reszta? © yurek55

Barwy jesieni © yurek55

Kolory jesieni © yurek55

Charakterystyczny widok - zbiornik wodny © yurek55

Neogotycki kościół w Worowie © yurek55

Nie wiśniowy sad © yurek55

Kapliczka w Uleńcu © yurek55
Drugi zapis zrobiłem Locusem, bo jest bardziej energooszczędny, ale dość późno wpadłem na ten pomysł i stąd te mapki takie niekompletne.
Dziś rano ubrany w podkoszulkę termiczną, bo odczuwalna temperatura wynosiła niespełna dziesięć stopni, wyjechałem z domu kierując się prosto na południe, by przez Janki dotrzeć do Rembertowa (tego za Tarczynem). Tam pożegnałem międzynarodową E77, bo odtąd, zgodnie z planem, cała moja dalsza trasa miała prowadzić drogami lokalnymi. I tak było. Prowadzony wskazówkami głosowymi dotarłem do najdalszego punktu czyli Sakówki, zaliczając tym samym przedostatnią gminę Błędów. Tam postanowiłem wpisać w navi kolejną miejscowość Widów w gminie Jasieniec, potem miał być Prażmów, Gołków, Lesznowola i dalej do domu. Niestety nawigacja wyszukiwała mi tylko Widów w województwie śląskim, a na ekranie nie mogłem jej znaleźć. Na dodatek bateria zaczęła ostrzegać o swoim rychłym końcu, a ja z zaskoczeniem stwierdziłem brak powerbanku, który - dałbym sobie uciąć głowę - wkładałem przed wyjściem do kieszeni koszulki. A jeszcze aplikacja endomondo nie wiedzieć czemu przestała działać, o czym przekonałem się dopiero po wyjęciu telefonu. Wobec tylu nieszczęść nie pozostało mi nic innego, jak wracać zapamiętaną (hłe..., hłe..., hłe...) drogą z powrotem, rezygnując z zaliczenia ostatniej gminy. Jak było do przewidzenia zgubiłem drogę już po drugim, czy trzecim zakręcie, a jadąc według wskazówek zapytanego autochtona, szybko dojechałem do E77 i to na wysokości przekreślonej tablicy "Grójec" Tym sposobem zamiast spokojnymi, bocznymi drogami, zafundowałem sobie prawie 80 kilometrów jazdy w towarzystwie tysięcy mijających mnie samochodów. Ale nie narzekam specjalnie. Chciałem jak najszybciej skończyć tę podróż i wykręciłem rekordową jak na mnie średnią. Tak że tak. A gminę Jasieniec zaatakuję kiedy indziej i chyba od innej strony.
PS. Podkoszulkę zdjąłem w połowie trasy i zawiązałem na kierownicy, rękawy też musiałem podwinąć. Ciepło.

Jeden jest, a gdzie reszta? © yurek55

Barwy jesieni © yurek55

Kolory jesieni © yurek55

Charakterystyczny widok - zbiornik wodny © yurek55

Neogotycki kościół w Worowie © yurek55

Nie wiśniowy sad © yurek55

Kapliczka w Uleńcu © yurek55
Drugi zapis zrobiłem Locusem, bo jest bardziej energooszczędny, ale dość późno wpadłem na ten pomysł i stąd te mapki takie niekompletne.
- DST 116.52km
- Czas 04:56
- VAVG 23.62km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























