Niedziela, 4 maja 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Poranne mgły i zamglenia
Słoneczny poranek nie pozwalał mi wylegiwać się w łóżku, wstałem, rzut oka na termometr za oknem - 4°C, czyli nie za ciepło. Postanowiłem więc wypróbować nowe długie spodnie kolarskie, choć myślałem, że będę musiał z tym poczekać do październikowych przymrozków. Spodnie sprawdziły się znakomicie, doskonale przylegają do ciała, wkładka super wygodna i zapewniły komfort termiczny, nawet gdy już się ociepliło.
Co do trasy to wybrałem ulubiony kierunek Szeligowską na Szeligi i dalej jak widać na endo. W pewnym momencie, w okolicach Wieruchowa zaczęła się z każdym metrem zmniejszać widoczność. W ciągu kilku minut znalazłem się w tak gęstej mgle, że widziałem najwyżej na 20-30 metrów. Włączyłem oświetlenie, ale kolejne kilometry jechałem z obawą, że jakiś kierowca zauważy mnie zbyt późno. Na szczęście ruch o tej porze na tej trasie, w niedzielę, jest niewielki, a i mgła zaczęła ustępować przed słońcem i wiatrem. Niemniej jednak w tej wacie i niemal bez widoczności jechało się dziwnie i mało komfortowo, dobrze, że to tylko około osiem kilometrów, w Pogroszewie snuły się już tylko resztki

Resztki mgieł porannych © yurek55
Kapliczki nadal pozostają wdzięcznym obiektem fotografowania, między innymi z uwagi na inskrypcje - tu przykład przedwojennej ortografii.

Włośćjanie wsi Wąsiki 1925 © yurek55
Tę z kolei ufundowała Szkoła Powszechna z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Dziś rzecz nie do wyobrażenia.

1918 - 1928 Kapliczka pamiątkowa w Zaborowie © yurek55

Mozaikowe godło © yurek55
A ta kapliczka w Mariewie powstała w 1953 roku, być może na fali rozprzężenia i utraty czujności po śmierci Józefa Stalina?

Ofiara gromady Mariew © yurek55
Po drodze mijałem Pałac w Zaborówku, "grający" majątek Koborowo w "Karierze Nikodema Dyzmy". Musicie mi uwierzyć na słowo, że to tu. Więcej się sfotografować nie da, zamknięte.

Pałac w Zaborówku © yurek55
A na zakończenie typowe gospodarstwo na wsi mazowieckiej. Tu wieś Budy.

Obejście we wsi Budy w Puszczy Kampinoskiej © yurek55
Dzisiejsza wycieczka, pomimo epizodu z mgłą i wzrostu temperatury o 10°C w ciągu trzech i pół godziny, bardzo udana. Jechało się doskonale, udało się też wrócić na czas do domu na śniadanie i to pomimo pojechania niepotrzebnie do Sierakowa, gdzie jedyną atrakcją jest sklep Ryś.
- 4

Resztki mgieł porannych © yurek55
Kapliczki nadal pozostają wdzięcznym obiektem fotografowania, między innymi z uwagi na inskrypcje - tu przykład przedwojennej ortografii.

Włośćjanie wsi Wąsiki 1925 © yurek55
Tę z kolei ufundowała Szkoła Powszechna z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Dziś rzecz nie do wyobrażenia.

1918 - 1928 Kapliczka pamiątkowa w Zaborowie © yurek55

Mozaikowe godło © yurek55
A ta kapliczka w Mariewie powstała w 1953 roku, być może na fali rozprzężenia i utraty czujności po śmierci Józefa Stalina?

Ofiara gromady Mariew © yurek55
Po drodze mijałem Pałac w Zaborówku, "grający" majątek Koborowo w "Karierze Nikodema Dyzmy". Musicie mi uwierzyć na słowo, że to tu. Więcej się sfotografować nie da, zamknięte.

Pałac w Zaborówku © yurek55
A na zakończenie typowe gospodarstwo na wsi mazowieckiej. Tu wieś Budy.

Obejście we wsi Budy w Puszczy Kampinoskiej © yurek55
Dzisiejsza wycieczka, pomimo epizodu z mgłą i wzrostu temperatury o 10°C w ciągu trzech i pół godziny, bardzo udana. Jechało się doskonale, udało się też wrócić na czas do domu na śniadanie i to pomimo pojechania niepotrzebnie do Sierakowa, gdzie jedyną atrakcją jest sklep Ryś.
- 4
- DST 70.80km
- Teren 5.00km
- Czas 03:27
- VAVG 20.52km/h
- Temperatura 4.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 2 maja 2014
Kategoria 50-100
Nic ciekawego
W maju przydrożne kapliczki zyskują nowe dekoracje. Wieczorne majowe modlitewne spotkania, potocznie nazywane majówkami - to piękna polska tradycja, przez wiele lat kultywowana przez kolejne pokolenia.

Kapliczka w Koczargach Starych © yurek55

Kapliczka przygotowana na majowe © yurek55
"Daj kurze grzędę, jeszcze wyżej siędę". Kura myśli, że z dachu wieżowca uda się do Brukseli dolecieć. Ode mnie głosu na pewno nie dostanie.

Ciemny lud tego nie kupi! © yurek55

Wyspa na Wiśle © yurek55

Remont Trasy AK © yurek55

Kapliczka w Koczargach Starych © yurek55

Kapliczka przygotowana na majowe © yurek55
"Daj kurze grzędę, jeszcze wyżej siędę". Kura myśli, że z dachu wieżowca uda się do Brukseli dolecieć. Ode mnie głosu na pewno nie dostanie.

Ciemny lud tego nie kupi! © yurek55

Wyspa na Wiśle © yurek55

Remont Trasy AK © yurek55
- DST 77.00km
- Teren 4.00km
- Czas 03:57
- VAVG 19.49km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 30 kwietnia 2014
Kategoria 50-100, Piaseczno/Ursynów
Wał Zawadowski - reaktywacja
Dziś miałem zaplanowany spacer z najmłodszą latoroślą naszej rodziny, a że mieszka ona w Piasecznie, nie musiałem wymyślać celu. A ponieważ pogoda piękna, słonecznie i gorąco, wybrałem wiejską trasę nadwiślańską. Sprawdziłem przy okazji, że opuszczam miasto po 20 minutach jazdy, czyli tak samo jak przy jeździe na zachód do ulicy Szeligowskiej. To znaczy może nie całkiem opuszczam miasto, ale po 20 minutach dojeżdżam do drogi rowerowej wzdłuż trasy Mostu Siekierkowskiego i dalej już bez samochodów: trzy kilometry do Mostu, a potem na południe aż do przeprawy promowej w Gassach i dalej gdzie ochota i czas pozwolą. Ale to już jest jazda po lokalnych szosach wśród pól i łąk, jak na wsi. A w Gassach w tym roku prom ma znów kursować, wiedzieliście?
Po wjechaniu na wał przy Moście Siekierkowskim zobaczyłem w oddali czarny dym. Myślałem, że to jakiś spektakularny pożar, albo choć samochód się pali, a to drogowcy topili kawały asfaltu i dziury łatali. Ale jak już tam pojechałem, to i zdjęcie zrobiłem, a potem sprawdziłem jak to jest z tym topieniem asfaltu i stąd ten profesjonalny tytuł zdjęcia. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej o tej technologii wystarczy zapytać wujka Guglowskiego.

Wtórne wykorzystanie destruktu asfaltowego do łatania dziur © yurek55
A potem zostawiłem za sobą dymy i hałasy miasta i już tylko takie widoki jak poniżej oglądałem, a do słuchania miałem śpiew ptasząt. A w rzepaku dodatkowo rozlegało się jeszcze brzęczenie setek, albo tysięcy niestrudzonych miodnych robotnic, jednym słowem - sielanka.

Flaga Ukrainy © yurek55

Gassy, Słomczyn i Kands Maestro © yurek55

"(...)Gdzie bursztynowy świerzop(...)" © yurek55
Tytuł zdjęcia zawdzięczamy wybitnemu historykowi literatury polskiej, profesorowi uniwersytetów wileńskiego i jagiellońskiego - Stanisławowi Pigoniowi. On to bowiem uważa, że w słynnej frazie inwokacji, Mickiewicz właśnie rzepak miał na myśli. Nie ma tu zgody wśród językoznawców, ale ja będę się trzymał tej właśnie interpretacji.

Ujście Jeziorki do Wisły © yurek55
W Konstancinie Jeziornie wydawało mi się, że "odkryłem" nową drogę do Piaseczna, ale to niestety nie była prawda. Wracałem się dwa razy; raz z Solca, drugi raz z Czarnowa. Tak to u mnie z reguły bywa, gdy nowe drogi wynajduję.
Wracając wybrałem najkrótszy i najszybszy wariant trasy ulicą Puławską, więc przynajmniej obawy zbłądzenia nie było.
PS. Na ulicy Spacerowej rozpędziłem się do 43km/h i gdyby nie wyobraźnia, mógłbym jeszcze parę kilometrów dołożyć.
Po wjechaniu na wał przy Moście Siekierkowskim zobaczyłem w oddali czarny dym. Myślałem, że to jakiś spektakularny pożar, albo choć samochód się pali, a to drogowcy topili kawały asfaltu i dziury łatali. Ale jak już tam pojechałem, to i zdjęcie zrobiłem, a potem sprawdziłem jak to jest z tym topieniem asfaltu i stąd ten profesjonalny tytuł zdjęcia. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej o tej technologii wystarczy zapytać wujka Guglowskiego.

Wtórne wykorzystanie destruktu asfaltowego do łatania dziur © yurek55
A potem zostawiłem za sobą dymy i hałasy miasta i już tylko takie widoki jak poniżej oglądałem, a do słuchania miałem śpiew ptasząt. A w rzepaku dodatkowo rozlegało się jeszcze brzęczenie setek, albo tysięcy niestrudzonych miodnych robotnic, jednym słowem - sielanka.

Flaga Ukrainy © yurek55

Gassy, Słomczyn i Kands Maestro © yurek55

"(...)Gdzie bursztynowy świerzop(...)" © yurek55
Tytuł zdjęcia zawdzięczamy wybitnemu historykowi literatury polskiej, profesorowi uniwersytetów wileńskiego i jagiellońskiego - Stanisławowi Pigoniowi. On to bowiem uważa, że w słynnej frazie inwokacji, Mickiewicz właśnie rzepak miał na myśli. Nie ma tu zgody wśród językoznawców, ale ja będę się trzymał tej właśnie interpretacji.

Ujście Jeziorki do Wisły © yurek55
W Konstancinie Jeziornie wydawało mi się, że "odkryłem" nową drogę do Piaseczna, ale to niestety nie była prawda. Wracałem się dwa razy; raz z Solca, drugi raz z Czarnowa. Tak to u mnie z reguły bywa, gdy nowe drogi wynajduję.
Wracając wybrałem najkrótszy i najszybszy wariant trasy ulicą Puławską, więc przynajmniej obawy zbłądzenia nie było.
PS. Na ulicy Spacerowej rozpędziłem się do 43km/h i gdyby nie wyobraźnia, mógłbym jeszcze parę kilometrów dołożyć.
- DST 75.65km
- Teren 4.00km
- Czas 03:23
- VAVG 22.36km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 29 kwietnia 2014
Kategoria całe NIC
Po mieście
Szarych Szeregów (Arktika klimatyzacja) - Górczewska - Dom - Szarych Szeregów.
- DST 19.85km
- Czas 01:12
- VAVG 16.54km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Kategoria całe NIC
Dla zabicia czasu
Od półtora miesiąca wybierałem się do pewnego warszawskiego urzędu złożyć papiery i załatwić wreszcie dość istotną dla mnie sprawę. Ponieważ od kilku lat mam styczność z tą instytucją wiem, że za każdym razem trzeba tam stracić od półtorej godziny w górę. Dziś gdy pobrałem numerek o 11:58 wyświetliła mi się informacja, że przede mną jest 63 osoby... Pojechałem więc na pocztę wpłacić należne 25 zł, a gdy wróciłem kolejka skróciła się o 4 osoby. Mogłem siedzieć w poczekalni razem z tłumem interesantów i czekać na wyświetlenie mojego numerka 192, albo przejechać się trochę po mieście. Wybrałem oczywiście drugi wariant, a że ubrany byłem "nierowerowo" mogłem bez obciachu jechać pomalutku po chodniku na Krakowskim Przedmieściu, rozglądać się, zatrzymywać, przyglądać ludziom, słuchać grajków ulicznych - i nigdzie się nie spieszyć.
Jak wróciłem do urzędu, na wyświetlaczu był numer 179, poczekałem jeszcze około pół godziny i wreszcie, po dwóch godzinach, czterdziestu minutach, mogłem już opuścić to miejsce. Masakra!
Zdjęcie tylko jedno, bo na więcej baterii nie wystarczyło. Budynek ten, to jakiś typowy projekt biurowca, chyba jeden z ostatnich w Warszawie. Pewno oelka więcej wie na ten temat.

Budynek Hydroprojektu na ulicy Dubois © yurek55
Jak wróciłem do urzędu, na wyświetlaczu był numer 179, poczekałem jeszcze około pół godziny i wreszcie, po dwóch godzinach, czterdziestu minutach, mogłem już opuścić to miejsce. Masakra!
Zdjęcie tylko jedno, bo na więcej baterii nie wystarczyło. Budynek ten, to jakiś typowy projekt biurowca, chyba jeden z ostatnich w Warszawie. Pewno oelka więcej wie na ten temat.

Budynek Hydroprojektu na ulicy Dubois © yurek55
- DST 23.57km
- Teren 1.00km
- Czas 01:27
- VAVG 16.26km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Deszczowa jazda
Jak rano spoglądałem za okno, to wydawało mi się, że deszcz na dobre przestał padać, nawet chodniki zaczęły już schnąc po nocy. Jednak gdy wyszedłem, poczułem lekką mżawkę ale sądziłem, że zaraz przeleci. A później, gdy już byłem mokry, też mi to nie przeszkadzało i nie uznawałem to za powód by rezygnować z jazdy. A im dłużej jechałem, tym bardziej byłem mokry; kurtka już po kilkudziesięciu minutach przepuszcza wodę jak sito, błotników nadal nie mam i jeszcze dziś na dodatek gołe nogi. Ale pomimo to, jechało mi się nadspodziewanie dobrze i deszcz wcale mi nie przeszkadzał.
Było mi ciepło, byłem dobrze rozgrzany jazdą, nie to, co podczas koszmarnej jazdy w lutym , czyli nie mam co narzekać.
- DST 45.35km
- Czas 02:05
- VAVG 21.77km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
*Przejazd techniczny*
Nie bardzo miałem dziś czas na jazdę rowerem, bo miałem inne sprawy do załatwienia, w końcu, nie samym rowerem człowiek żyje. Tym razem musiałem zając się samochodem, a ściślej, jego przeglądem. Jak wróciłem była już taka pora, że nie było sensu jechać gdzieś dalej, a ja i tak nie miałem pomysłu na trasę. Trochę trwało zanim zdecydowałem, że jednak pojadę, a szalę przeważyło to, że założyłem i nasmarowałem łańcuch i trzeba było go ułożyć.
Pomysłu na trasę jednak nadal nie miałem, więc pojechałem gdzie oczy poniosą, bez celu, bez pomysłu, po chodnikach, podwórkach, alejkach parkowych - całkiem jak emeryt, z reklamówką na kierownicy, w drodze po bułki. Moja szybkość też była adekwatna do tego opisu.

Kolonia Staszica, kolonią malarzy? © yurek55

Budynek przedwojennej szkoły francuskiej © yurek55

Przedwojenna brama i elewacja © yurek55

Typowe podwórko z kapliczką, a jakże © yurek55

Podwórko - studnia na Marszałkowskiej © yurek55

Myślałem, że to rynny © yurek55

Miejski socrealizm © yurek55

Namioty pod sejmem © yurek55

Tablica pamiątkowa © yurek55

Pomnik Kazimierza Deyny © yurek55

Sklep na Legii © yurek55

Tajemniczy krzyż przy Batorego © yurek55
I tyle dobrego na dziś. Trzepactwo 100%
Pomysłu na trasę jednak nadal nie miałem, więc pojechałem gdzie oczy poniosą, bez celu, bez pomysłu, po chodnikach, podwórkach, alejkach parkowych - całkiem jak emeryt, z reklamówką na kierownicy, w drodze po bułki. Moja szybkość też była adekwatna do tego opisu.

Kolonia Staszica, kolonią malarzy? © yurek55

Budynek przedwojennej szkoły francuskiej © yurek55

Przedwojenna brama i elewacja © yurek55

Typowe podwórko z kapliczką, a jakże © yurek55

Podwórko - studnia na Marszałkowskiej © yurek55

Myślałem, że to rynny © yurek55

Miejski socrealizm © yurek55

Namioty pod sejmem © yurek55

Tablica pamiątkowa © yurek55

Pomnik Kazimierza Deyny © yurek55

Sklep na Legii © yurek55

Tajemniczy krzyż przy Batorego © yurek55
I tyle dobrego na dziś. Trzepactwo 100%
- DST 19.37km
- Czas 01:37
- VAVG 11.98km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 23 kwietnia 2014
Kategoria 50-100, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Wpis wielowątkowy
Księgowy na swoim blogu snuł niedawno rozważania o jeździe turystycznej i jeździe treningowej. Ponieważ moje wyjazdy rowerowe nabierają coraz więcej cech treningu, (niestety) postanowiłem dziś pojechać wyłącznie rekreacyjnie. Już na początku, zamiast jechać szybko ulicami, pojechałem sobie niespiesznie osiedlowymi alejkami Rakowca.

Staw na osiedlu Rakowiec © yurek55

Staw w parku na Rakowcu © yurek55
W parku na osiedlu, mieszkańcy w dniu 3 maja 1990 roku ufundowali kapliczkę z napisem: "Królowa Pokoju Gaude Mater Polonia". Czyli, że nie jest to tylko domena terenów wiejskich.

Kapliczka w parku na Rakowcu © yurek55
A dalej, ponieważ miałem kurierskie zadanie na Ursynowie, pojechałem przez "ruski cmentarz" do Wołoskiej i stałą trasą, tym razem aż na Kabaty. Stamtąd, jako że to wycieczka, nie wyścig, wjechałem do lasu kontemplować wiosenną przyrodę i śpiew ptaków. Zdziwiony byłem nieco, że kobiety co tam chodziły z kijami, albo biegały, wcale się kabackim gwałcicielem nie przejmują. Dzików też się nie boją.

Pułapka na dziki w Lesie Kabackim © yurek55
Z lasu wyjechałem kierując się drogowskazem na Kierszki i na ulicy (nomen omen) Prawdziwków, zobaczyłem ciekawe budowle powstające na skraju. To jedna z nich, druga jest bardziej okazała, ale nie miałem jak jej sfocić. Będzie okazja do kolejnego wyjazdu.

Kryzys, panie, bida aż piszczy © yurek55
W Piasecznie spędziłem trochę czasu, pobawiłem się z Julką, wypiłem kawę, pogadaliśmy i czas było wracać. Wybrałem drogę, którą jeszcze nie jechałem, choć nie sądziłem, że to jeszcze możliwe. Do Lesznowoli tym razem dojechałem przez Jazgarzewszczyznę, Bobrowiec i Wilczą Górę. Tam spotkała mnie kolejna przygoda drogowa w tym roku. Następny Stevie Wonder za kółkiem próbował mnie rozjechać. Tym razem nie zostałem potrącony, ale brakowało naprawdę niewiele. Jechałem ddr wzdłuż szosy, gdy wtem wyprzedził mnie samochód i skręcił w lewo przed samym nosem, gdy już byłem na przejeździe. Hamulce, skręt w lewo, on zahamował i udało się ominąć go o parę centymetrów. Pan skoncentrował swoją uwagę, czy z naprzeciwka nic nie jedzie i może bezpiecznie skręcić, to że po drodze dla rowerów jedzie rowerzysta, jakoś mu biedakowi umknęło. I nie było to nawet typowe skrzyżowanie, tylko wjazd do Banku Spółdzielczego w Lesznowoli. Z tego wszystkiego, nawet nie usłyszałem co mówił przez uchylone okno, ale minę miał nietęgą, pewnie przepraszał. Dużo by mi z tego przyszło, jak by mnie rozpłaszczył swoją terenówką na asfalcie. Kazałem tylko palantowi szybciej jeździć i pojechałem dalej, na bardziej soczystą wiązankę musiałbym być bardziej zdenerwowany. Na zimno nie umiem...
A kawałek dalej, wyeksponowana na obrotnicy, ta oto gustowna rzeźba ogrodowa. Pasuje do rezydencji na ulicy Prawdziwków.

Słonica z młodym w Lesznowoli © yurek55
Przy drodze Magdalenka - Nadarzyn miejsce wypadku młodego automobilisty rozrasta się z roku na rok.

To już nie krzyż przydrożny © yurek55
Końcówka dzisiejszej wycieczki znowu dała mi spory zastrzyk adrenaliny. W Sękocinie zagrzmiało dość potężnie, a ja bynajmniej nie byłem przygotowany na opady deszczu. Do tego znowu napotkałem silny przeciwny wiatr na katowickiej i do Janek musiałem się z nim borykać. I jeszcze pobocze zabrali.

Katowicka, odcinek Sękocin - Janki © yurek55
W Jankach chwilę poczekałem aż deszcz przestanie kropić, ale dowiedziałem się, że na Ursynowie leje, więc wolałem zaryzykować i pojechać w lekkiej mżawce, niż doczekać się oberwania chmury i burzy. Aleja Krakowska do Raszyna i dalej też, była już dość mokra i tu okazało się, że bieżnik opony doskonale odprowadza wodę... do góry. Spod przedniej opony chlapało mi na twarz, okulary, koszulkę, ręce i nic nie dawało się z tym zrobić. Wprawdzie można by jechać wolno, wtedy nie chlapie, ale gdy nad głową wisi ulewa... Tak więc wyjazd zaczął się wycieczkowo, a skończył jazdą "w trupa", jak najbardziej morderczy trening. Czyli nie wiem jak go zakwalifikować.
Na zakończenie wpisu coś lżejszego. Wiecie jaki jest najgorszy koszmar senny wszystkich cudzoziemców mieszkających w Polsce? A gdybym musiał TU mieszkać?!

Nazwa dla cudzoziemców © yurek55

Staw na osiedlu Rakowiec © yurek55

Staw w parku na Rakowcu © yurek55
W parku na osiedlu, mieszkańcy w dniu 3 maja 1990 roku ufundowali kapliczkę z napisem: "Królowa Pokoju Gaude Mater Polonia". Czyli, że nie jest to tylko domena terenów wiejskich.

Kapliczka w parku na Rakowcu © yurek55
A dalej, ponieważ miałem kurierskie zadanie na Ursynowie, pojechałem przez "ruski cmentarz" do Wołoskiej i stałą trasą, tym razem aż na Kabaty. Stamtąd, jako że to wycieczka, nie wyścig, wjechałem do lasu kontemplować wiosenną przyrodę i śpiew ptaków. Zdziwiony byłem nieco, że kobiety co tam chodziły z kijami, albo biegały, wcale się kabackim gwałcicielem nie przejmują. Dzików też się nie boją.

Pułapka na dziki w Lesie Kabackim © yurek55
Z lasu wyjechałem kierując się drogowskazem na Kierszki i na ulicy (nomen omen) Prawdziwków, zobaczyłem ciekawe budowle powstające na skraju. To jedna z nich, druga jest bardziej okazała, ale nie miałem jak jej sfocić. Będzie okazja do kolejnego wyjazdu.

Kryzys, panie, bida aż piszczy © yurek55
W Piasecznie spędziłem trochę czasu, pobawiłem się z Julką, wypiłem kawę, pogadaliśmy i czas było wracać. Wybrałem drogę, którą jeszcze nie jechałem, choć nie sądziłem, że to jeszcze możliwe. Do Lesznowoli tym razem dojechałem przez Jazgarzewszczyznę, Bobrowiec i Wilczą Górę. Tam spotkała mnie kolejna przygoda drogowa w tym roku. Następny Stevie Wonder za kółkiem próbował mnie rozjechać. Tym razem nie zostałem potrącony, ale brakowało naprawdę niewiele. Jechałem ddr wzdłuż szosy, gdy wtem wyprzedził mnie samochód i skręcił w lewo przed samym nosem, gdy już byłem na przejeździe. Hamulce, skręt w lewo, on zahamował i udało się ominąć go o parę centymetrów. Pan skoncentrował swoją uwagę, czy z naprzeciwka nic nie jedzie i może bezpiecznie skręcić, to że po drodze dla rowerów jedzie rowerzysta, jakoś mu biedakowi umknęło. I nie było to nawet typowe skrzyżowanie, tylko wjazd do Banku Spółdzielczego w Lesznowoli. Z tego wszystkiego, nawet nie usłyszałem co mówił przez uchylone okno, ale minę miał nietęgą, pewnie przepraszał. Dużo by mi z tego przyszło, jak by mnie rozpłaszczył swoją terenówką na asfalcie. Kazałem tylko palantowi szybciej jeździć i pojechałem dalej, na bardziej soczystą wiązankę musiałbym być bardziej zdenerwowany. Na zimno nie umiem...
A kawałek dalej, wyeksponowana na obrotnicy, ta oto gustowna rzeźba ogrodowa. Pasuje do rezydencji na ulicy Prawdziwków.

Słonica z młodym w Lesznowoli © yurek55
Przy drodze Magdalenka - Nadarzyn miejsce wypadku młodego automobilisty rozrasta się z roku na rok.

To już nie krzyż przydrożny © yurek55
Końcówka dzisiejszej wycieczki znowu dała mi spory zastrzyk adrenaliny. W Sękocinie zagrzmiało dość potężnie, a ja bynajmniej nie byłem przygotowany na opady deszczu. Do tego znowu napotkałem silny przeciwny wiatr na katowickiej i do Janek musiałem się z nim borykać. I jeszcze pobocze zabrali.

Katowicka, odcinek Sękocin - Janki © yurek55
W Jankach chwilę poczekałem aż deszcz przestanie kropić, ale dowiedziałem się, że na Ursynowie leje, więc wolałem zaryzykować i pojechać w lekkiej mżawce, niż doczekać się oberwania chmury i burzy. Aleja Krakowska do Raszyna i dalej też, była już dość mokra i tu okazało się, że bieżnik opony doskonale odprowadza wodę... do góry. Spod przedniej opony chlapało mi na twarz, okulary, koszulkę, ręce i nic nie dawało się z tym zrobić. Wprawdzie można by jechać wolno, wtedy nie chlapie, ale gdy nad głową wisi ulewa... Tak więc wyjazd zaczął się wycieczkowo, a skończył jazdą "w trupa", jak najbardziej morderczy trening. Czyli nie wiem jak go zakwalifikować.
Na zakończenie wpisu coś lżejszego. Wiecie jaki jest najgorszy koszmar senny wszystkich cudzoziemców mieszkających w Polsce? A gdybym musiał TU mieszkać?!

Nazwa dla cudzoziemców © yurek55
- DST 66.33km
- Teren 5.00km
- Czas 03:33
- VAVG 18.68km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 kwietnia 2014
Kategoria > 100
Trudny powrót z Niepokalanowa
"Miłe złego początki, lecz koniec żałosny" - ten cytat z bajki Krasickiego, jak ulał pasuje do opisu mojej dzisiejszej wycieczki. Wyjechałem rano, tuż po śniadaniu i stałą, sprawdzoną trasą pojechałem w kierunku Umiastowa, a potem Pogroszewa, ale tym razem dojechałem aż do Leszna. Nie wjeżdżałem tym razem do centrum, ale jadąc obrzeżami i dalej szosami lokalnymi, dojechałem aż od dawnej drogi na Poznań. Właściwie nie było to moim zamiarem, chciałem dojechać do Kampinosu, zaliczyć gminę i wracać przez Leszno i Mariew. Ale zobaczyłem tę tablicę, zmodyfikowałem trasę i tylko dlatego znalazłem się w Niepokalanowie.

Gmina zaliczona © yurek55 (druga to Teresin)

Bazylika w Niepokalanowie © yurek55
Oczywiście nie mam nic przeciwko Bazylice i gdybym miał więcej czasu i bardziej odpowiedni strój, chętnie spędziłbym tam więcej czasu. Ale w rowerowych obciskach nie czułem się najlepiej w tym miejscu. Szczególnie dzisiaj.
Trzeba było więc pomyśleć o powrocie, bo czas uciekał, a ja do domu miałem kawał drogi. Sądziłem w swej naiwności, że utrzymam tempo jazdy i wystarczy mi dwie godziny, ale jak znalazłem się na DK 92 zaczęły się poważne problemy. A właściwie jeden problem: wschodni wiatr wiejący z siłą ponad 50km/h. Kosztem naprawdę dużego wysiłku udawało mi się osiągać zaledwie 15km/h i po kilkunastu minutach jazdy miałem właściwie dosyć. Traciłem siły w zastraszającym tempie, bolały mnie ręce, tyłek, a huk wiatru w uszach doprowadzał do szału. Myślałem, że jak ucieknę z tej pieprzonej krajówki, to coś mi się poprawi, może las jakiś, albo co. Nic z tego. Robiłem coraz częściej krótkie przystanki, piłem wodę, robiłem zdjęcia, wszystko - aby nie jechać. Ale ta metoda miała jedną zasadniczą wadę, nadal byłem daleko od domu i nadal nie miałem siły jechać pod wiatr. A tu jeszcze w pewnym momencie minęła mnie para, chłopach z dziewczyną na szosówkach, chłopak machnął mi ręką i pojechali tak, jak ja z wiatrem jadę! Nie miałem najmniejszych szans usiąść im na kole, nawet nie próbowałem. W końcu po ponad trzech godzinach tej męczarni dojechałem do domu, dwie i pół godziny po założonym czasie. To efekt oczywistego braku doświadczenia i przeszacowania własnych możliwości.
A te flagi łopotały tak, że mało się nie urwały. Stąd jeszcze 15 minut do domu.

Wiatr od wschodu © yurek55

Pójdźcie do mnie wszyscy którzy pracujecie © yurek55

Kapliczka współczesna gdzieś koło Leszna © yurek55

Gmina zaliczona © yurek55 (druga to Teresin)

Bazylika w Niepokalanowie © yurek55
Oczywiście nie mam nic przeciwko Bazylice i gdybym miał więcej czasu i bardziej odpowiedni strój, chętnie spędziłbym tam więcej czasu. Ale w rowerowych obciskach nie czułem się najlepiej w tym miejscu. Szczególnie dzisiaj.
Trzeba było więc pomyśleć o powrocie, bo czas uciekał, a ja do domu miałem kawał drogi. Sądziłem w swej naiwności, że utrzymam tempo jazdy i wystarczy mi dwie godziny, ale jak znalazłem się na DK 92 zaczęły się poważne problemy. A właściwie jeden problem: wschodni wiatr wiejący z siłą ponad 50km/h. Kosztem naprawdę dużego wysiłku udawało mi się osiągać zaledwie 15km/h i po kilkunastu minutach jazdy miałem właściwie dosyć. Traciłem siły w zastraszającym tempie, bolały mnie ręce, tyłek, a huk wiatru w uszach doprowadzał do szału. Myślałem, że jak ucieknę z tej pieprzonej krajówki, to coś mi się poprawi, może las jakiś, albo co. Nic z tego. Robiłem coraz częściej krótkie przystanki, piłem wodę, robiłem zdjęcia, wszystko - aby nie jechać. Ale ta metoda miała jedną zasadniczą wadę, nadal byłem daleko od domu i nadal nie miałem siły jechać pod wiatr. A tu jeszcze w pewnym momencie minęła mnie para, chłopach z dziewczyną na szosówkach, chłopak machnął mi ręką i pojechali tak, jak ja z wiatrem jadę! Nie miałem najmniejszych szans usiąść im na kole, nawet nie próbowałem. W końcu po ponad trzech godzinach tej męczarni dojechałem do domu, dwie i pół godziny po założonym czasie. To efekt oczywistego braku doświadczenia i przeszacowania własnych możliwości.
A te flagi łopotały tak, że mało się nie urwały. Stąd jeszcze 15 minut do domu.

Wiatr od wschodu © yurek55

Pójdźcie do mnie wszyscy którzy pracujecie © yurek55

Kapliczka współczesna gdzieś koło Leszna © yurek55
- DST 100.25km
- Czas 05:14
- VAVG 19.16km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 18 kwietnia 2014
Kategoria Pływanie
Kąpiel świąteczna
Wielkanoc blisko, trzeba było się świątecznie wykąpać. Pływałem kraulem od ściany do ściany bez przystanku sześćdziesiąt razy i czułem, jak cały zimowy brud odrywa się od mojego ciała i staję się coraz lżejszy... i lżejszy... i lżejszy. Stąd też każdy nawrót pokonywałem szybciej...i szybciej...i szybciej. Sądzę, że ostatnie sto metrów było w granicach rekordu Polski, a może i Europy? Po wyjściu z wody, pod prysznicem spędziłem już tylko kilka minut i znowu byłem tak czysty jak w ubiegłym roku. Jestem gotowy na Święta.
- DST 1.50km
- Czas 00:42
- VAVG 2.14km/h
- Temperatura 29.0°C
- Aktywność Pływanie























