Poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Kategoria całe NIC
Do sklepu, transportowo
W sklepie włączyłem pauzę w endomodo i oczywiście zapomniałem wznowić nagrywania trasy po wyjściu. Zrobiłem to dopiero przy Niebieskim Mieście w Alejach Jerozolimskich i stąd prosta kreska narysowana "w powietrzu", oraz różnica kilometrażu. Dziś już znowu w krótkich spodenkach jechałem, za oknem było 15°C.
- DST 14.00km
- Czas 00:43
- VAVG 19.53km/h
- Temperatura 15.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 6 kwietnia 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Dziś do Truskawia
Obudziłem się o tak nieprzyzwoicie wczesnej porze, że przez kolejną godzinę próbowałem ponownie zasnąć. Widząc, że nie daje to rezultatu, wstałem, ubrałem się rowerowo i pojechałem. Odczuwalna temperatura wynosiła o tej porze dwa stopnie i pomimo koszulki z długim rękawem i polara, nie było mi specjalnie gorąco. Tymczasem przy Kasprzaka minąłem rowerzystę niosącego rower, ubranego w "cywilne" krótkie spodnie i takąż koszulkę. Nie wiem, jak daleko miał do domu, ale w tym stroju i temperaturze, żaden spacer z rowerem na ramieniu nie jest przyjemnością.
Ponieważ mój rower spisuje się bez zarzutu, pojechałem dalej i po dwudziestu minutach mogłem już pożegnać warszawskie ulice. i skręcić w Szeligowską. Dlatego tak lubię jazdę tą trasą. Tym razem zatrzymałem się przy tej kutej bramie, bo intrygowała mnie ona już od dawna. Nawet kiedyś już ją umieściłem na blogu, ale do dziś pozostawało dla mnie zagadką, co za nią jest?

Brama osiedla Srebrzysta Aleja © yurek55
Zagadka bramy rozwiązana
Żeby nie jechac jak wczoraj, czy tydzień temu, skręciłem na Pogroszew a stamtąd, drogą jak w piosence z "Misia" o Trasie Łazienkowskiej, do Borzęcina.

"Jasna, długa, prosta" © yurek55
Wcześniej jeszcze napotkałem to ogłoszenie i nie mogłem sobie odmówić:)

Prestiżowe miejsce na Twoją reklamę © yurek55
W Borzęcinie o godzinie nieludzkiej jak na niedzielę, prawda?

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Figura Matki Bożej 1 poł. XX w © yurek55

Ufundowana przez mieszkańców Borzęcina © yurek55
"(...)typie Immaculaty obiekt o wartości historycznej i artystycznej, figura wykonana w warszawskim warsztacie A.Olesińskiego i K.Kozińskiego". (Dane z tabliczki informacyjnej)
Z Borzęcina drogowskaz "Mariew 3" skierował mnie na kolejną, niespenetrowaną jeszcze drogę. Tam skończył się niestety asfalt i przed dalsza jazdą, musiałem wspomóc się mapą w telefonie. Wybrałem kierunek na wprost, po wybojach, dziurach, dołach, kamieniach - ale nie po błocie i piachu i po trzech kilometrach dojechałem do Truskawia. Na tym kawałku naprawdę poczułem różnicę pomiędzy amortyzowanym widelcem, a sztywnym. Ale też niestety poczułem, że mój rower, w odróżnieniu od poprzednika, ma sztywną sztycę podsiodłową... Dalej już po asfalcie w kierunku Izabelina, ale też z pewnymi modyfikacjami trasy. Nie chciałem po raz enty jechać Arkuszową i potem przez Bielany, więc skręcałem tu i tam, utrzymując tylko mniej więcej właściwy kierunek. Przez to narysowany ślad wygląda jak trochę niesymetryczny Batman strzelający sobie w skroń.
W Warszawie już blisko domu zrobiłem ostatni przystanek, żeby ten biurowiec Ruchu jeszcze uwiecznić, zanim zniknie.

Siedziba IPN, przedtem biurowiec RUCH © yurek55

Warsaw Spire - nowy kompleks biurowy na Woli © yurek55

Biurowce na Woli © yurek55
W odróżnieniu od ubiegłego tygodnia, nie miałem problemu z powrotem na czas. Pewnie dlatego, że zdążyłem przestawić zegarki na właściwą godzinę. Jechało się nadspodziewanie szybko, nadal nie mogę się przyzwyczaić do osiąganych maksymalnych prędkości, średnia też wysoka(dla mnie, rzecz jasna), na starym rowerze nieosiągalna.
Ponieważ mój rower spisuje się bez zarzutu, pojechałem dalej i po dwudziestu minutach mogłem już pożegnać warszawskie ulice. i skręcić w Szeligowską. Dlatego tak lubię jazdę tą trasą. Tym razem zatrzymałem się przy tej kutej bramie, bo intrygowała mnie ona już od dawna. Nawet kiedyś już ją umieściłem na blogu, ale do dziś pozostawało dla mnie zagadką, co za nią jest?

Brama osiedla Srebrzysta Aleja © yurek55
Zagadka bramy rozwiązana
Żeby nie jechac jak wczoraj, czy tydzień temu, skręciłem na Pogroszew a stamtąd, drogą jak w piosence z "Misia" o Trasie Łazienkowskiej, do Borzęcina.

"Jasna, długa, prosta" © yurek55
Wcześniej jeszcze napotkałem to ogłoszenie i nie mogłem sobie odmówić:)

Prestiżowe miejsce na Twoją reklamę © yurek55
W Borzęcinie o godzinie nieludzkiej jak na niedzielę, prawda?

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Figura Matki Bożej 1 poł. XX w © yurek55

Ufundowana przez mieszkańców Borzęcina © yurek55
"(...)typie Immaculaty obiekt o wartości historycznej i artystycznej, figura wykonana w warszawskim warsztacie A.Olesińskiego i K.Kozińskiego". (Dane z tabliczki informacyjnej)
Z Borzęcina drogowskaz "Mariew 3" skierował mnie na kolejną, niespenetrowaną jeszcze drogę. Tam skończył się niestety asfalt i przed dalsza jazdą, musiałem wspomóc się mapą w telefonie. Wybrałem kierunek na wprost, po wybojach, dziurach, dołach, kamieniach - ale nie po błocie i piachu i po trzech kilometrach dojechałem do Truskawia. Na tym kawałku naprawdę poczułem różnicę pomiędzy amortyzowanym widelcem, a sztywnym. Ale też niestety poczułem, że mój rower, w odróżnieniu od poprzednika, ma sztywną sztycę podsiodłową... Dalej już po asfalcie w kierunku Izabelina, ale też z pewnymi modyfikacjami trasy. Nie chciałem po raz enty jechać Arkuszową i potem przez Bielany, więc skręcałem tu i tam, utrzymując tylko mniej więcej właściwy kierunek. Przez to narysowany ślad wygląda jak trochę niesymetryczny Batman strzelający sobie w skroń.
W Warszawie już blisko domu zrobiłem ostatni przystanek, żeby ten biurowiec Ruchu jeszcze uwiecznić, zanim zniknie.

Siedziba IPN, przedtem biurowiec RUCH © yurek55

Warsaw Spire - nowy kompleks biurowy na Woli © yurek55

Biurowce na Woli © yurek55
W odróżnieniu od ubiegłego tygodnia, nie miałem problemu z powrotem na czas. Pewnie dlatego, że zdążyłem przestawić zegarki na właściwą godzinę. Jechało się nadspodziewanie szybko, nadal nie mogę się przyzwyczaić do osiąganych maksymalnych prędkości, średnia też wysoka(dla mnie, rzecz jasna), na starym rowerze nieosiągalna.
- DST 61.00km
- Teren 3.00km
- Czas 02:42
- VAVG 22.59km/h
- Temperatura 9.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 5 kwietnia 2014
Stała pętla
Dziś rano, na mojej można powiedzieć stałej już trasie, z wiatrem w plecy udawało się jechać ponad 33km/h. Gorzej było jak już wjechałem na drogę z Leszna do Warszawy, ale tym razem szybko uciekłem w lewo i dalej pojechałem przez Zalesie, Koczargi do Izabelina. Ta droga biegnie w osłonie lasu i przez wsie, jechało się nią dużo lepiej i przyjemniej, niż na wygwizdowie drogi wojewódzkiej "580" do Babic. Tyle juz razy tamtędy jeżdżę i dopiero dziś odkryłem inny, lepszy wariant trasy.
A wczorajszy korek, który pokazałem na blogu nie dziwi, jeśli skonfrontujemy go z tym widokiem, prawda?

Korki być muszą. Prymasa Tysiąclecia © yurek55
Jak widać murale o treści patriotycznej i historycznej nie są tylko domeną środowiska kibiców Legii Warszawa. Ten powstał z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej i Dzielnicy Wola

Mural historyczny na Młynarskiej © yurek55

Fragment murala, czy muralu? © yurek55

Tabliczka informacyjna © yurek55
Najszybszy przejechany dziś kilometr 1:53 min, to zamiast podsumowania i wrażeń z jazdy.
A wczorajszy korek, który pokazałem na blogu nie dziwi, jeśli skonfrontujemy go z tym widokiem, prawda?

Korki być muszą. Prymasa Tysiąclecia © yurek55
Jak widać murale o treści patriotycznej i historycznej nie są tylko domeną środowiska kibiców Legii Warszawa. Ten powstał z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej i Dzielnicy Wola

Mural historyczny na Młynarskiej © yurek55

Fragment murala, czy muralu? © yurek55

Tabliczka informacyjna © yurek55
Najszybszy przejechany dziś kilometr 1:53 min, to zamiast podsumowania i wrażeń z jazdy.
- DST 52.49km
- Czas 02:24
- VAVG 21.87km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Po mieście - kurierowo
Krótka wycieczka celem sprawdzenia, czy dłuższy o dwa ogniwa łańcuch założony wczoraj, ma wpływ na jazdę. Przy okazji odebrałem z Żoliborza jakieś ciuszki dla Julki kupione na aledrogo. Pomimo wczesnej pory korek na Prymasa Tysiąclecia w kierunku Bródno/Marki już od Lasku na Kole, a gdzie początek? Most? Bródno? A może Marki? Wiadomo piątek.

Jedziemy do domu na weekend © yurek55

Jest już przejazd© yurek55
Mapy dziś nie ma, bo niedokładnie włączyłem endo.

Jedziemy do domu na weekend © yurek55

Jest już przejazd© yurek55
Mapy dziś nie ma, bo niedokładnie włączyłem endo.
- DST 23.50km
- Czas 01:15
- VAVG 18.80km/h
- Temperatura 11.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
*Mińsk, pomniki i krzyże.*
Wyjazd z Warszawy w kierunku wschodnim krajową "dwójką", kojarzył mi się zawsze z koszmarem rowerzysty. Dlatego unikałem jak mogłem jeżdżenia w tamtą stronę, ale w sklepie rowerowym w Mińsku Mazowieckim był duży wybór różnych toreb rowerowych i chciałem spokojnie je pooglądać, poprzymierzać i kupić. Stara torba podsiodłowa nie pasuje, a wozić wszystko w plecaku, to już za ciężko i plecy bolą.
Moja obawa co do jazdy w sznurze TIR-ów na rejestracji zza wschodniej granicy okazała się nieuzasadniona. Jak się okazało i co widać na zdjęciu poniżej, do samego miasta dojechałem drogą pieszo-rowerową. Wprawdzie co kilka kilometrów trzeba było zwalniać na "szykanach", ale i tak byłem z tej drogi bardzo zadowolony.

Szykana rowerowa na drodze do Mińska © yurek55
W Dębem tablica przed kościołem upamiętniająca epizod Powstania Listopadowego:
PAMIĘCI PODPUŁKOWNIKA FRANCISZKA SZNAJDEGO I JEGO KARABINIERÓW KONNYCH - ŻANDARMÓW BOHATERÓW ZWYCIĘSKIEJ SZARŻY POD DĘBEM WIELKIEM 31 MARCA 1831 ROKU W XV ROCZNICĘ ODRODZENIA ŻANDARMERII WOJSKOWEJ 18 CZERWCA 2005 ROK

Była rocznica szarży - są kwiaty © yurek55

Dębe Wielkie - kościół © yurek55
W Warszawie nie ma odpowiedniego miejsca dla stosownego upamiętnienia tej tragedii, w Mińsku się znalazło

Mińsk upamiętnił katastrofę smoleńską © yurek55

Prezydent Kaczorowski - Honorowy Obywatel Miasta © yurek55

Pomnik na centralnym placu miasta © yurek55

Bóg Honor Ojczyzna © yurek55
W mieście przez niemal pół wieku stacjonowało wojskowe lotnictwo, nie mogło zabraknąć pomnika

1 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego "Warszawa". Para dyżurnych Mig-ów 21?:) © yurek55
A tu krzyż postawiony 4 kwietnia 1912 roku, czyli niemal dokładnie 102 lata temu. Muszę przyznać, że ta inwokacja mocno mnie zaskoczyła. Czyżby ówcześni mieszkańcy prowadzili aż tak rozwiązły i hulaszczy tryb życia?

Inwokacja - modlitwa © yurek55

Krzyż 4 kwietnia 1912 © yurek55
Nazwa nieodległej wsi jakby potwierdzała...?

Nazwa staropolska © yurek55
Wracałem z Mińska drogą zasugerowaną przez sprzedawcę ze sklepu rowerowego i oczywiście musiałem się gdzieś pomylić. Orientację odzyskałem we wsi Górki, bo mają tam działkę znajomi, a ja do niej wjechałem przez pola i lasy, od zupełnie nieznanej strony. Musiałem przez to wrócić na krajową "2", ale tym razem na krótko, bo uciekłem w lewo na Wiązownę, a potem przez Józefów wróciłem do Warszawy.

Krzyż 1859r - Wiązowna © yurek55
Zarówno z dzisiejszej jazdy, kilometrów i zakupów jestem bardzo zadowolony. Kupiłem torbę pod ramę Kellys Zoffy o pojemności 0.9 l i jest w sam raz, mieści to co potrzeba. Do tego łańcuch CLARKS ze spinką, który od razu po powrocie wymieniłem. Tylko że on ma 116 ogniw, co przeczytałem na pudełku niestety dopiero teraz i nie wiem jak będzie pracował. Przekonam się jutro, a jakby co, to rozkuwacz już mam. Co do jazdy, to deszcz mnie łapał dwa razy i ten pierwszy to nawet dość solidnie mnie zmoczył. Jednak nogi pozostały suche w butach, rękawy od kurtki nie przemiękły, temperatura ok.10°C, więc aż tak dramatycznie jak w lutym nie było. Końcówka przejechanych kilometry najbardziej dała się odczuć w siedzeniu i w nogach, ale taki jest urok dystansów >100 i trzeba się z tym godzić, jak się chce jeździć.
Zaliczone gminy: Dębe Wielkie, Mińsk wiejski, Mińsk miasto.

Szykana rowerowa na drodze do Mińska © yurek55
W Dębem tablica przed kościołem upamiętniająca epizod Powstania Listopadowego:
PAMIĘCI PODPUŁKOWNIKA FRANCISZKA SZNAJDEGO I JEGO KARABINIERÓW KONNYCH - ŻANDARMÓW BOHATERÓW ZWYCIĘSKIEJ SZARŻY POD DĘBEM WIELKIEM 31 MARCA 1831 ROKU W XV ROCZNICĘ ODRODZENIA ŻANDARMERII WOJSKOWEJ 18 CZERWCA 2005 ROK

Była rocznica szarży - są kwiaty © yurek55

Dębe Wielkie - kościół © yurek55
W Warszawie nie ma odpowiedniego miejsca dla stosownego upamiętnienia tej tragedii, w Mińsku się znalazło

Mińsk upamiętnił katastrofę smoleńską © yurek55

Prezydent Kaczorowski - Honorowy Obywatel Miasta © yurek55

Pomnik na centralnym placu miasta © yurek55

Bóg Honor Ojczyzna © yurek55
W mieście przez niemal pół wieku stacjonowało wojskowe lotnictwo, nie mogło zabraknąć pomnika

1 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego "Warszawa". Para dyżurnych Mig-ów 21?:) © yurek55
A tu krzyż postawiony 4 kwietnia 1912 roku, czyli niemal dokładnie 102 lata temu. Muszę przyznać, że ta inwokacja mocno mnie zaskoczyła. Czyżby ówcześni mieszkańcy prowadzili aż tak rozwiązły i hulaszczy tryb życia?

Inwokacja - modlitwa © yurek55

Krzyż 4 kwietnia 1912 © yurek55
Nazwa nieodległej wsi jakby potwierdzała...?

Nazwa staropolska © yurek55
Wracałem z Mińska drogą zasugerowaną przez sprzedawcę ze sklepu rowerowego i oczywiście musiałem się gdzieś pomylić. Orientację odzyskałem we wsi Górki, bo mają tam działkę znajomi, a ja do niej wjechałem przez pola i lasy, od zupełnie nieznanej strony. Musiałem przez to wrócić na krajową "2", ale tym razem na krótko, bo uciekłem w lewo na Wiązownę, a potem przez Józefów wróciłem do Warszawy.

Krzyż 1859r - Wiązowna © yurek55
Zarówno z dzisiejszej jazdy, kilometrów i zakupów jestem bardzo zadowolony. Kupiłem torbę pod ramę Kellys Zoffy o pojemności 0.9 l i jest w sam raz, mieści to co potrzeba. Do tego łańcuch CLARKS ze spinką, który od razu po powrocie wymieniłem. Tylko że on ma 116 ogniw, co przeczytałem na pudełku niestety dopiero teraz i nie wiem jak będzie pracował. Przekonam się jutro, a jakby co, to rozkuwacz już mam. Co do jazdy, to deszcz mnie łapał dwa razy i ten pierwszy to nawet dość solidnie mnie zmoczył. Jednak nogi pozostały suche w butach, rękawy od kurtki nie przemiękły, temperatura ok.10°C, więc aż tak dramatycznie jak w lutym nie było. Końcówka przejechanych kilometry najbardziej dała się odczuć w siedzeniu i w nogach, ale taki jest urok dystansów >100 i trzeba się z tym godzić, jak się chce jeździć.
Zaliczone gminy: Dębe Wielkie, Mińsk wiejski, Mińsk miasto.
- DST 114.90km
- Teren 11.00km
- Czas 05:22
- VAVG 21.41km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 1 kwietnia 2014
Wieczorem "na szybko"
Po receptę. Nic specjalnego.
- DST 13.39km
- Czas 00:40
- VAVG 20.09km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 30 marca 2014
Kategoria <50, przed śniadaniem
Wycieczka pod znakiem wyścigów
Dziś nie miałem żadnego usprawiedliwienia do wylegiwania się w łóżku, więc jak tylko otworzyłem oczy i zobaczyłem pogodę, wstałem i pojechałem. Na początek odwiedziłem Park Szczęśliwicki

Jeziorko szczęśliwickie w niedzielnym, porannym słońcu © yurek55

Woda w strefie stanów wysokich © yurek55

Stok narciarski na Szczęśliwicach © yurek55

Dzika plaża z czarnym punktem © yurek55

Była impreza! © yurek55
Potem pojechałem stałą trasą przez Szeligi, tym razem aż do drogi 580 Leszno - Warszawa i nią wróciłem do miasta i do domu.
A tytułowy wyścig rozegrałem z traktorem, na dystansie siedmiu kilometrów z Macierzysza do Umiastowa. Traktor wyjechał przede mną z pola i jechał z taką prędkością, że po kilkuset metrach go dogoniłem. Po krótkiej jeździe za nim, poczułem się tak mocny, że postanowiłem go wyprzedzić. Ruchu w niedziele rano, na tej drodze dużego nie ma, więc wyskoczyłem na lewy pas i wyprzedziłem go bez większego trudu, jadąc z prędkością nieco ponad 30km/h. Starałem się utrzymywać to tempo i pyrkotanie traktora zostawało coraz dalej, było coraz cichsze, ale i ja byłem coraz słabszy. O przegranej zadecydowało zjechanie przeze mnie na chodnik, pełniący obowiązki drogi rowerowej. Tam moja szybkość spadła, a traktor bez trudu mnie wyprzedził. Wtedy znowu wjechałem na jezdnię i jechałem za tym traktorem, aż skręcił na Pogroszew. Wydawało mi się, że mógłbym jeszcze raz go wyprzedzić, ale różnica naszych prędkości była tak niewielka, że zrezygnowałem. Patrząc na licznik trudno mi było uwierzyć, że jadę 27km/h i nie wymaga to żadnego wysiłku, że nawet chwilami muszę przestawać kręcić, by nie zbliżać się zbytnio do przyczepy. Jak już nie miałem osłony utrzymanie tej prędkości nie było tak łatwe, ale dawałem radę.
Już w Warszawie czekał mnie drugi wyścig, tym razem z czasem. Zadzwoniła bowiem do mnie Księżna Pani z zapytaniem kiedy wracam i informacją, która jest godzina. Dopiero to uświadomiło mi, że czas na zegarku i liczniku rowerowym jest wczorajszy, a dzisiaj, to już jest godzinę później. Musiałem naprawdę mocno się sprężać, by zdążyć na czas. Ale się udało, a dzisiejsza średnia jest moim życiowym rekordem. Rower sam jeździ, a pedał ucichł, tzn., że wczoraj udało mi się go naprawić.

Wiadukt Szeligowska widok na zachód © yurek55

Jeziorko szczęśliwickie w niedzielnym, porannym słońcu © yurek55

Woda w strefie stanów wysokich © yurek55

Stok narciarski na Szczęśliwicach © yurek55

Dzika plaża z czarnym punktem © yurek55

Była impreza! © yurek55
Potem pojechałem stałą trasą przez Szeligi, tym razem aż do drogi 580 Leszno - Warszawa i nią wróciłem do miasta i do domu.
A tytułowy wyścig rozegrałem z traktorem, na dystansie siedmiu kilometrów z Macierzysza do Umiastowa. Traktor wyjechał przede mną z pola i jechał z taką prędkością, że po kilkuset metrach go dogoniłem. Po krótkiej jeździe za nim, poczułem się tak mocny, że postanowiłem go wyprzedzić. Ruchu w niedziele rano, na tej drodze dużego nie ma, więc wyskoczyłem na lewy pas i wyprzedziłem go bez większego trudu, jadąc z prędkością nieco ponad 30km/h. Starałem się utrzymywać to tempo i pyrkotanie traktora zostawało coraz dalej, było coraz cichsze, ale i ja byłem coraz słabszy. O przegranej zadecydowało zjechanie przeze mnie na chodnik, pełniący obowiązki drogi rowerowej. Tam moja szybkość spadła, a traktor bez trudu mnie wyprzedził. Wtedy znowu wjechałem na jezdnię i jechałem za tym traktorem, aż skręcił na Pogroszew. Wydawało mi się, że mógłbym jeszcze raz go wyprzedzić, ale różnica naszych prędkości była tak niewielka, że zrezygnowałem. Patrząc na licznik trudno mi było uwierzyć, że jadę 27km/h i nie wymaga to żadnego wysiłku, że nawet chwilami muszę przestawać kręcić, by nie zbliżać się zbytnio do przyczepy. Jak już nie miałem osłony utrzymanie tej prędkości nie było tak łatwe, ale dawałem radę.
Już w Warszawie czekał mnie drugi wyścig, tym razem z czasem. Zadzwoniła bowiem do mnie Księżna Pani z zapytaniem kiedy wracam i informacją, która jest godzina. Dopiero to uświadomiło mi, że czas na zegarku i liczniku rowerowym jest wczorajszy, a dzisiaj, to już jest godzinę później. Musiałem naprawdę mocno się sprężać, by zdążyć na czas. Ale się udało, a dzisiejsza średnia jest moim życiowym rekordem. Rower sam jeździ, a pedał ucichł, tzn., że wczoraj udało mi się go naprawić.

Wiadukt Szeligowska widok na zachód © yurek55
- DST 43.12km
- Czas 01:52
- VAVG 23.10km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Trochę wyjaśnień, wspomnień i serwis pedału [nie(a)]
Długo nie jeździłem bo absorbowały mnie inne sprawy np. 17 odcinków (jak dotąd!) House of cards, Klątwa Prometeusza i inne poważne powody. A tak naprawdę, to mi się nie chciało. Na nowym rowerze nie tylko bardziej drętwieją mi dłonie, ale doszedł do tego jeszcze ból nadgarstka, a do kompletu, po przejechaniu około dwudziestu kilometrów, jakiś denerwujący dźwięk się włącza przy każdym obrocie korby. WD-40 nie pomaga. Tak że sami rozumiecie...
Ale przecież nie można takiego niejeżdżenia ciągnąć bez końca, kilometry same się nie nakręcą, statystyki się nie poprawią, no i ubiegłoroczny "top 150" zobowiązuje! Tak że już więcej żadnych wymówek i tanich wykrętów, filmów i książek, kin i teatrów. Trzeba się wziąć w karby i cisnąć ile się da.
Na zdjęciu rondo, świadek mojej porażki w pojedynku z Nissanem Juke. Ja - do Umiastowa, pani z Nissana - z Babic do Bronisz. I co? Kobieta mnie pokonała i to przez k.o.

A po powrocie zabrałem się za naprawę roweru. Już wcześniej na forum sugerowano, że to pedał lub korba są powodem tych denerwujących dźwięków. Rozebrałem pedał na czynniki pierwsze i znalazłem połówkę kulki z łożyska wprasowaną w plastik. Wydłubałem ją czubkiem noża, następnie dołożyłem towotu do miseczek i poukładałem pozostałe kuleczki pojedynczo obok siebie i ponownie skręciłem wszystko do kupy. Ta praca wymaga sporej uwagi i precyzji, bo kuleczki mają po ok. 1mm średnicy i zajęło mi to sporo czasu. Robiłem to po raz pierwszy, każdą umieszczałem na swoim miejscu przy pomocy zapałki umazanej w towocie i jakoś to się udało. Czy jest inny, prostszy sposób - nie wiem. Na sprawdzenie efektów tej naprawy już mi dziś zabrakło czasu, zobaczymy jutro jak jest. A wy jak myślicie, czy kulka w tak nietypowym miejscu mogła być przyczyną? A właściwie połówka kulki.?
Na zakończenie, dla pewności sprawdziłem dokręcenie korby, ale nie były luźne, klucz drgnął tylko odrobinę. To tyle jeśli chodzi o serwis pedału, dla mnie sukcesem jest już to, że kuleczki mi się nie pogubiły i pedał się obraca wokół osi. Moje dotychczasowe naprawy kończyły się zawsze poprawianiem tego, co popsułem...w serwisie.

Ale przecież nie można takiego niejeżdżenia ciągnąć bez końca, kilometry same się nie nakręcą, statystyki się nie poprawią, no i ubiegłoroczny "top 150" zobowiązuje! Tak że już więcej żadnych wymówek i tanich wykrętów, filmów i książek, kin i teatrów. Trzeba się wziąć w karby i cisnąć ile się da.
Na zdjęciu rondo, świadek mojej porażki w pojedynku z Nissanem Juke. Ja - do Umiastowa, pani z Nissana - z Babic do Bronisz. I co? Kobieta mnie pokonała i to przez k.o.

A po powrocie zabrałem się za naprawę roweru. Już wcześniej na forum sugerowano, że to pedał lub korba są powodem tych denerwujących dźwięków. Rozebrałem pedał na czynniki pierwsze i znalazłem połówkę kulki z łożyska wprasowaną w plastik. Wydłubałem ją czubkiem noża, następnie dołożyłem towotu do miseczek i poukładałem pozostałe kuleczki pojedynczo obok siebie i ponownie skręciłem wszystko do kupy. Ta praca wymaga sporej uwagi i precyzji, bo kuleczki mają po ok. 1mm średnicy i zajęło mi to sporo czasu. Robiłem to po raz pierwszy, każdą umieszczałem na swoim miejscu przy pomocy zapałki umazanej w towocie i jakoś to się udało. Czy jest inny, prostszy sposób - nie wiem. Na sprawdzenie efektów tej naprawy już mi dziś zabrakło czasu, zobaczymy jutro jak jest. A wy jak myślicie, czy kulka w tak nietypowym miejscu mogła być przyczyną? A właściwie połówka kulki.?
Na zakończenie, dla pewności sprawdziłem dokręcenie korby, ale nie były luźne, klucz drgnął tylko odrobinę. To tyle jeśli chodzi o serwis pedału, dla mnie sukcesem jest już to, że kuleczki mi się nie pogubiły i pedał się obraca wokół osi. Moje dotychczasowe naprawy kończyły się zawsze poprawianiem tego, co popsułem...w serwisie.

- DST 48.10km
- Czas 02:06
- VAVG 22.90km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Rozczarowania
Najgorzej nie lubię, jak ktoś "na żywca" usiłuje mnie zrobić w uja, a taka sytuacja zaistniała dziś w warsztacie na Powstańców Śląskich. Jeden z młodych pracowników usiłował mi wmówić, że trzeba wymienić łańcuch, bo tak pokazuje przymiar, a tymczasem ja wiem, że ten łańcuch przejechał około 270km! I na dodatek został nabyty właśnie u nich w sklepie. Gdy mu to niezbyt przyjemnym tonem wyjaśniłem uznał, że może jeszcze z 500km wytrzyma. Potem dał mi kartkę na odbiór roweru (miałem go zostawić) z podaną ceną 80zł, za pierwszy przegląd w nowym rowerze! Nie pozostało mi nic innego, jak chłodno się pożegnać, zabrać rower i pojechać dalej. Pomyślę, czy do nich jeszcze pojadę...
A druga wycieczka, do Pruszkowa, przekonała mnie po raz kolejny, że Aleje Jerozolimskie to najgorszy wariant jazdy rowerem jaki może być. Nic się nie poprawiło; asfalt zmasakrowany koleinami i ubytkami, a tam gdzie skrzyżowania z Nowolazurową czy POW, trzy pasy jak na autostradach i kierowcy też jak na autostradach jadą. Nie miałem czasu na trasę bokiem przez Piastów i musiałem tak jechać, ale radości z tego nie miałem. Może tylko z prędkości jaką rozwija nowy rower.
I ślad na mapie taki byle jaki..., w tę i nazad.
A druga wycieczka, do Pruszkowa, przekonała mnie po raz kolejny, że Aleje Jerozolimskie to najgorszy wariant jazdy rowerem jaki może być. Nic się nie poprawiło; asfalt zmasakrowany koleinami i ubytkami, a tam gdzie skrzyżowania z Nowolazurową czy POW, trzy pasy jak na autostradach i kierowcy też jak na autostradach jadą. Nie miałem czasu na trasę bokiem przez Piastów i musiałem tak jechać, ale radości z tego nie miałem. Może tylko z prędkości jaką rozwija nowy rower.
I ślad na mapie taki byle jaki..., w tę i nazad.
- DST 54.04km
- Czas 02:34
- VAVG 21.05km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Na szybko
Wyjazd bez historii. Starałem się kręcić szybko żeby nie zmarznąć bo lekko się ubrałem - i tyle.
Aha i przekroczyłem dwa tysiące kilo metrów w tym roku
Aha i przekroczyłem dwa tysiące kilo metrów w tym roku
- DST 38.88km
- Czas 01:43
- VAVG 22.65km/h
- Temperatura 14.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























