Do Czerska
Kolega Krzysztof zaproponował zaległą wizytę na zamku w Czersku, której nie zdążyliśmy zrealizować w ubiegłym tygodniu wracając z Warki. Trasa równie dobra jak każda inna,
więc bez problemu zaakceptowałem jego pomysł i pojechaliśmy.
Zamierzaliśmy dotrzeć tam maksymalnie bocznymi drogami i w sumie się
udało, wprawdzie trochę błądziliśmy, kluczyliśmy i zawracaliśmy, ale
summa sumarum wyjechaliśmy tam gdzie zamierzaliśmy. Na Zamku
niespodzianka - rowerzyści za zwiedzanie płacą tylko 5 zł, czyli o 3 zł
taniej, niż nierowerzyści. To pani dyrektor tak zdecydowała, dziękujemy
Pani. Na Zamku zabawiliśmy niezbyt długo, po wspinaczce na wieżę i sesji zdjęciowej, można było wracać. Za radą bileterki zjechaliśmy na łeb na szyję w dół, dzięki czemu nie wracaliśmy do krajowej "79-tki" i nie wjeżdżaliśmy do Góry Kalwarii, tylko jadąc wśród sadów i wzdłuż wału wiślanego, przejechaliśmy pod krajową "50-tką" i dopiero tam zaczęły się schody. A właściwie nie schody, a kocie łby ulicy Świętego Antoniego pnącej się
tak
stromo w górę, że musiałem zejść i prowadzić rower. Krzysztof chyba żeby mi nie było przykro zrobił to samo i tak dotarliśmy do obrzeży miasta, a po chwili znów pomknęliśmy w dół ulicą Lipkowską nad Wisłę. To ta sama trasa, którą odkryłem w ubiegły czwartek i którą wtedy - i dziś - dotarliśmy do Gassów.

Nad nami tylko niebo © yurek55

Panorama - widok z wieży © yurek55

Na samej górze © yurek55


Schody na wieżę © yurek55

Mur i baszta © yurek55

Mur zamkowy © yurek55

Rower na dziedzińcu © yurek55

Z nieznanych powodów zapisało mi trasę tylko do Czerska, a ja to spostrzegłem dopiero nad Wisłą w Podłęczu i stamtąd jest rejestrowana druga część.
stromo w górę, że musiałem zejść i prowadzić rower. Krzysztof chyba żeby mi nie było przykro zrobił to samo i tak dotarliśmy do obrzeży miasta, a po chwili znów pomknęliśmy w dół ulicą Lipkowską nad Wisłę. To ta sama trasa, którą odkryłem w ubiegły czwartek i którą wtedy - i dziś - dotarliśmy do Gassów.

Nad nami tylko niebo © yurek55

Panorama - widok z wieży © yurek55

Na samej górze © yurek55


Schody na wieżę © yurek55

Mur i baszta © yurek55

Mur zamkowy © yurek55

Rower na dziedzińcu © yurek55

Z nieznanych powodów zapisało mi trasę tylko do Czerska, a ja to spostrzegłem dopiero nad Wisłą w Podłęczu i stamtąd jest rejestrowana druga część.
- DST 134.00km
- Czas 06:30
- VAVG 20.62km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 5 października 2014
*Październik miesiącem... truskawek!*
Już dawno tak późno się nie obudziłem jak dziś. A na dodatek jeszcze przez dwadzieścia minut zastanawiałem się w łóżku, czy gdzieś jechać, czy może lepiej poleżeć jeszcze z książką? Uznałem w końcu, że jakaś krótka trasa przed śniadaniem nie zaszkodzi, ale nawet już po tej decyzji, nie mogłem sie jakoś ogarnąć i zebrać do wyjścia. Tak że jak już w końcu byłem na dole z rowerem, to czasu na jazdę zostało co najwyżej jakieś półtorej godziny. Przypomniałem sobie wówczas, że kiedyś, na początku mojej przygody z rowerem, jeździłem pomiędzy mostami. Najdłuższa pętla, pomiędzy skrajnymi, to w moim przypadku około pięćdziesiąt kilometrów, dziś rzecz jasna musiałem ją skrócić, ale za Wisłę i tak postanowiłem przejechać tym najdalej wysuniętym na południe. Potem w zależności od czasu, mogłem sobie wrócić dowolnym na lewy brzeg i do domu. Mój dojazd do Mostu Siekierkowskiego ma w bonusie zjazd Spacerową, gdzie zwykle licznik pokazuje ponad 40km/h i od Czerniakowskiej trzy kilometry drogi rowerowej. Nie żebym specjalnie lubił ddr, ale ten fragment jest OK pomimo, że z kostki.
Jak już wiedziałem gdzie mam jechać, pozostała kwestia, w czym. Termometr za oknem pokazywał 10, acuweather 6 ale ja i tak wybrałem cienką koszulkę, ale za to z długim rękawem i krótkie spodenki. Nienawidzę ubierać się za ciepło i kiedy pot mi leci po plecach. Wolę założyć coś cienkiego i kręcić mocno, by się rozgrzać. Dziś też się sprawdziło.

Pogłębiarka widok z Mostu Siekierkowskiego © yurek55

Trening wioślarski pod prąd © yurek55

Osada wioślarska na Wiśle - ósemka męska bez dwóch © yurek55 [pewno wczoraj zabalowali i nie przyszli na trening]

Targowa już otwarta © yurek55
A na zakończenie niespodzianka. Jedliście polskie truskawki w październiku? U nas na działce posadziliśmy je w lipcu i owocują od sierpnia. Jedne są czerwone i pyszne, inne jeszcze zielone, a jeszcze inne dopiero kwitną. Jak mróz nie przyjdzie i śniegi nie spadną, to na Boże Narodzenie spodziewam się ostatniego rzutu.:)

Truskawki w październiku? Czemu nie © yurek55
Jak już wiedziałem gdzie mam jechać, pozostała kwestia, w czym. Termometr za oknem pokazywał 10, acuweather 6 ale ja i tak wybrałem cienką koszulkę, ale za to z długim rękawem i krótkie spodenki. Nienawidzę ubierać się za ciepło i kiedy pot mi leci po plecach. Wolę założyć coś cienkiego i kręcić mocno, by się rozgrzać. Dziś też się sprawdziło.

Pogłębiarka widok z Mostu Siekierkowskiego © yurek55

Trening wioślarski pod prąd © yurek55

Osada wioślarska na Wiśle - ósemka męska bez dwóch © yurek55 [pewno wczoraj zabalowali i nie przyszli na trening]

Targowa już otwarta © yurek55
A na zakończenie niespodzianka. Jedliście polskie truskawki w październiku? U nas na działce posadziliśmy je w lipcu i owocują od sierpnia. Jedne są czerwone i pyszne, inne jeszcze zielone, a jeszcze inne dopiero kwitną. Jak mróz nie przyjdzie i śniegi nie spadną, to na Boże Narodzenie spodziewam się ostatniego rzutu.:)

Truskawki w październiku? Czemu nie © yurek55
- DST 30.12km
- Czas 01:25
- VAVG 21.26km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 4 października 2014
Kategoria 50-100, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Lubię Gassy
Wygląda na to, że nawet jeśli pojadę na północ, to i tak w rezultacie dojadę do przeprawy promowej w Gassach. Wprawdzie dziś musiałem być na Ursynowie, a gdzie stamtąd można jechać? tylko do Powsina. A z Powsina gdzie? No właśnie...
A ponieważ dopiero na miejscu spojrzałem na zegarek, to wyszło na to, że i wracać muszę tą samą drogą, bo tylko wtedy zdążę na czas na obiad. I wcale mi to nie przeszkadzało.

Zjazd rowerowy z estakady Mostu Grota © yurek55 [będziemy ćwiczyć jazdę bez hamowania]

Most Gdański - miło cię widzieć © yurek55 [jeszcze milej będzie, jeśli kiedyś wreszcie skończą bulwary wzdłuż Wisły]

Prom ma powodzenie © yurek55
A ponieważ dopiero na miejscu spojrzałem na zegarek, to wyszło na to, że i wracać muszę tą samą drogą, bo tylko wtedy zdążę na czas na obiad. I wcale mi to nie przeszkadzało.

Zjazd rowerowy z estakady Mostu Grota © yurek55 [będziemy ćwiczyć jazdę bez hamowania]

Most Gdański - miło cię widzieć © yurek55 [jeszcze milej będzie, jeśli kiedyś wreszcie skończą bulwary wzdłuż Wisły]

Prom ma powodzenie © yurek55
- DST 86.00km
- Teren 4.00km
- Czas 03:59
- VAVG 21.59km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 3 października 2014
Po mieście
Dziś tylko do serwisu Samsunga na Marynarską i do księgarni na Miodową. Na Świętokrzyskiej wyścigi kolarskie na nowych drogach rowerowych, kolizje z pieszymi są nieuniknione, to tylko kwestia czasu.
- DST 24.20km
- Czas 01:15
- VAVG 19.36km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Daleki rajd po zagłębiu jabłkowym
Po kilku nieudanych próbach umówienia się na wspólną jazdę, dziś udało się nam z Krzyśkiem zgrać terminy i pojechaliśmy. Cel wyprawy zaproponował mój kolega, a po drodze chciał przy okazji załatwić jakąś szybką rodzinną sprawę, porozmawiać, coś zawieźć - mniejsza z tym. Dla mnie w sumie było obojętne gdzie jedziemy, a zadowolony byłem głównie z tego, że na tak dalekiej trasie nie będę musiał martwić się o nawigację, bo to tereny doskonale znane mojemu współtowarzyszowi podróży. No i oczywiście z jego towarzystwa! Ja skupiłem się na nadawaniu odpowiedniego tempa, bo czas mój był ograniczony, a kilometrów do zrobienia sporo. Najpierw pojechaliśmy, jak poprzednio, przez Piaseczno do Czachówka, a stamtąd bocznymi drogami do Chynowa. Po drodze w Sierzchowie stała sobie taka oto wieża ciśnień, z daleka wyglądająca jak makówka na polu. Dlaczego akurat w tej wiosce? nie mam pojęcia.

Wieża ciśnień w Sierzchowie © yurek55
Zdjęcie zrobione z drogi, bliżej nie podjeżdżałem.
Po szybkim rzeczywiście załatwieniu pierwszej i drugiej wizyty rodzinnej, ruszyliśmy boczną drogą do celu naszej podróży. Była nią Warka, najdalej jak dotąd wysunięty punkt w moich rowerowych wędrówkach. Droga mijała szybko i przyjemnie, samochody w śladowych ilościach, czasem traktory z jabłkami, a którymi można się było ścigać. Nie tylko na drodze do Warki, ale niemal na całej trasie widziałem kilometry sadów, setki tysięcy jabłoni i miliony jabłek na drzewach. A ciekawe czy wiecie, ile kosztuje w tym roku kilogram jabłek w skupie? Ja wiem, dziś się dowiedziałem - piętnaście groszy za kilogram! Sadownicy są załamani i wcale się im nie dziwię.
Po drodze zaintrygował mnie ten kościół w Michalczewie, głównie z uwagi na ażurową wieżę.

Kościół w Michalczewie © yurek55
W Warce przystanek na Rynku i w Muzeum Kazimierza Pułaskiego i jazda dalej do Góry Kalwarii. Tu już drogi nie była tak przyjemne, najpierw wojewódzka 731, potem krajowa 79, ale dziś mi to nawet nie przeszkadzało specjalnie, chyba się przyzwyczajam?

Pomnik lotników w Warce © yurek55

Na rynku w Warce © yurek55

Warecki rynek © yurek55

Muzeum K. Pułaskiego w Warce © yurek55

Przy pomniku K. Pułaskiego - bohatera dwóch narodów © yurek55
Przed Górą Kalwarią był drogowskaz Czersk 1, ale zwiedzanie zostawiliśmy sobie na następny raz. W mieście zajechaliśmy na rynek, ale ten nie robi większego wrażenia, Ratusz i kilka ławek na skwerze.

Ratusz w Górze Kalwarii © yurek55

Ziuk w Górze Kalwarii © yurek55
Ostatni fragment drogi chciałem przejechać trasą widzianą gdzieś w internecie, nie na Piaseczno i nie na Konstancin, tylko nad Wisłą do Gassów. Posłużyłem sie nawigacją w tym celu i dodatkowo spytałem kogoś, by się upewnić, czy dobrze jadę. Z Rynku trzeba jechać ulicą księdza Zygmunta Sajny i zaraz potem w prawo Lipkowską ostro w dół i dalej świetny asfalt prowadzi nas wzdłuż wału wiślanego. Jednym słowem rewelacja. Przed Gassami jest ok. trzech kilometrów terenu, ale to nam nie przeszkadzało absolutnie.

Wisła pomiędzy G. Kalwarią a Gassami © yurek55
Bardzo jestem z dzisiejszej wycieczki zadowolony, dzięki Krzyśkowi poznałem nowe, fajne drogi, sam też na koniec jedną znalazłem. Do tego jeszcze wspólna jazda wyzwoliła ukryte pokłady energii i trasę pokonałem właściwie bez zmęczenia, ku zdziwieniu kolegi, który pod koniec już nieco narzekał na bóle mięśniowe. Ale on swoją pierwszą "setkę" zrobił ze mną dwa tygodnie temu, więc nie ma się co dziwić. Ja i tak jestem pod wrażeniem jego kondycji i szybkości, bez trudu jechał ze mną, a jak tylko chciał i przyspieszył, nie byłem w stanie się za nim utrzymać.

Wieża ciśnień w Sierzchowie © yurek55
Zdjęcie zrobione z drogi, bliżej nie podjeżdżałem.
Po szybkim rzeczywiście załatwieniu pierwszej i drugiej wizyty rodzinnej, ruszyliśmy boczną drogą do celu naszej podróży. Była nią Warka, najdalej jak dotąd wysunięty punkt w moich rowerowych wędrówkach. Droga mijała szybko i przyjemnie, samochody w śladowych ilościach, czasem traktory z jabłkami, a którymi można się było ścigać. Nie tylko na drodze do Warki, ale niemal na całej trasie widziałem kilometry sadów, setki tysięcy jabłoni i miliony jabłek na drzewach. A ciekawe czy wiecie, ile kosztuje w tym roku kilogram jabłek w skupie? Ja wiem, dziś się dowiedziałem - piętnaście groszy za kilogram! Sadownicy są załamani i wcale się im nie dziwię.
Po drodze zaintrygował mnie ten kościół w Michalczewie, głównie z uwagi na ażurową wieżę.

Kościół w Michalczewie © yurek55
W Warce przystanek na Rynku i w Muzeum Kazimierza Pułaskiego i jazda dalej do Góry Kalwarii. Tu już drogi nie była tak przyjemne, najpierw wojewódzka 731, potem krajowa 79, ale dziś mi to nawet nie przeszkadzało specjalnie, chyba się przyzwyczajam?

Pomnik lotników w Warce © yurek55

Na rynku w Warce © yurek55

Warecki rynek © yurek55

Muzeum K. Pułaskiego w Warce © yurek55

Przy pomniku K. Pułaskiego - bohatera dwóch narodów © yurek55
Przed Górą Kalwarią był drogowskaz Czersk 1, ale zwiedzanie zostawiliśmy sobie na następny raz. W mieście zajechaliśmy na rynek, ale ten nie robi większego wrażenia, Ratusz i kilka ławek na skwerze.

Ratusz w Górze Kalwarii © yurek55

Ziuk w Górze Kalwarii © yurek55
Ostatni fragment drogi chciałem przejechać trasą widzianą gdzieś w internecie, nie na Piaseczno i nie na Konstancin, tylko nad Wisłą do Gassów. Posłużyłem sie nawigacją w tym celu i dodatkowo spytałem kogoś, by się upewnić, czy dobrze jadę. Z Rynku trzeba jechać ulicą księdza Zygmunta Sajny i zaraz potem w prawo Lipkowską ostro w dół i dalej świetny asfalt prowadzi nas wzdłuż wału wiślanego. Jednym słowem rewelacja. Przed Gassami jest ok. trzech kilometrów terenu, ale to nam nie przeszkadzało absolutnie.

Wisła pomiędzy G. Kalwarią a Gassami © yurek55
Bardzo jestem z dzisiejszej wycieczki zadowolony, dzięki Krzyśkowi poznałem nowe, fajne drogi, sam też na koniec jedną znalazłem. Do tego jeszcze wspólna jazda wyzwoliła ukryte pokłady energii i trasę pokonałem właściwie bez zmęczenia, ku zdziwieniu kolegi, który pod koniec już nieco narzekał na bóle mięśniowe. Ale on swoją pierwszą "setkę" zrobił ze mną dwa tygodnie temu, więc nie ma się co dziwić. Ja i tak jestem pod wrażeniem jego kondycji i szybkości, bez trudu jechał ze mną, a jak tylko chciał i przyspieszył, nie byłem w stanie się za nim utrzymać.
- DST 138.00km
- Teren 8.00km
- Czas 06:09
- VAVG 22.44km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Świętokrzyska ofiarą nowoczesności
Nie wiedziałem gdzie dziś jechać, a nawet nie miałem specjalnie ochoty ruszać się z domu. Mam grubą i bardzo dobrą książkę do skończenia, pogoda też jakaś taka niepewna, więc zanosiło się na dzień bezrowerowy. Ale ponieważ dowiedziałem się, że mam coś tam kupić w sklepie to pomyślałem, że pojadę rowerem. A jak już się przygotowałem do jazdy, to pomyślałem, że szkoda roweru wyciągać na dwa kilometry jazdy i postanowiłem naocznie sprawdzić jak teraz wygląda centrum Warszawy. Budowa II linii metra na cztery lata zamknęła Kasprzaka, Prostą i Świetokrzyską, a wczoraj wieczorem nasza bufetowa symbolicznie odsunęła barierki zamykające. To chyba taka nowa świecka tradycja - zamiast przecinania wstęgi. Przejechałem jedną i drugą stroną i jestem mocno zdegustowany, tym co zobaczyłem. Na siłę postanowiono zrobić z tej ważnej śródmiejskiej arterii tranzytowej deptak spacerowy i teren rekreacyjny, tylko nie pomyślano, po co ludzie mają tamtędy chodzić? A po drugie: zlikwidowano zwężenie na Prostej by udrożnić te arterię, za to zablokowano jej przedłużenie, czyli Świętokrzyską, puszczając ruch po jednym pasie w każdym kierunku. Dziś w środku dniach był tam korek i ona będzie zakorkowana zawsze. A na koniec: ja jako rowerzysta mam w dupie dwa kilometry drogi rowerowej w tym miejscu, która i tak zaczyna się i kończy "nigdzie". Ale widocznie lobby "rowerzystów", którzy raz w tygodniu chcą się polansować na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie miało mocniejsze argumenty. A już jak czytam ten lewacki bełkot o "[...]to wyraźny ukłon w stronę miejskich aktywistów, którzy od lat domagają
się "miasta dla mieszkańców, nie dla samochodów". Nowa Świętokrzyska
przeczy dotychczasowemu zwyczajowi planowania centrum Warszawy, jako
miejsca opanowanego przez auta i idzie w stronę
europejskiego tworzenia
przestrzeni miejskiej, gdzie z samochody z centrów miast są powoli
wypychane
." (podkreślenie moje) to mi się chce rzygać. Więcej peanów na cześć światłych władz stolicy i kraju tu

Świętokrzyska straciła dwa pasy ruchu © yurek55

Świętokrzyska zmieniona w deptak spacerowo-rowerowy © yurek55

Droga dla rowerów na Świętokrzyskiej © yurek55

A to nieoczekiwany początek ddr © yurek55 - wystarczy pokonać krawężnik
Z drugiej strony kończy się tak

Koniec ddr na Prostej przy Rondzie Daszyńskiego © yurek55

Droga dla rowerów na Kasprzaka © yurek55

Świętokrzyska straciła dwa pasy ruchu © yurek55

Świętokrzyska zmieniona w deptak spacerowo-rowerowy © yurek55

Droga dla rowerów na Świętokrzyskiej © yurek55

A to nieoczekiwany początek ddr © yurek55 - wystarczy pokonać krawężnik
Z drugiej strony kończy się tak

Koniec ddr na Prostej przy Rondzie Daszyńskiego © yurek55

Droga dla rowerów na Kasprzaka © yurek55
- DST 15.00km
- Czas 00:53
- VAVG 16.98km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 30 września 2014
Kategoria 50-100, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Gassy po raz n-ty
Rano pojechałem na drobny zabieg chirurgiczny i pomimo wyznaczenia daty i godziny już w czerwcu, swoje pod gabinetem musiałem odczekać. To norma w państwowej służbie zdrowia. W ustroju słusznie minionym takim nierozwiązywalnym problemem był sznur do snopowiązałek i papier toaletowy, teraz na to miejsce wskoczyła służba zdrowia.W poczekalni dużo się nasłuchałem o dostępności opieki medycznej "za komuny" i teraz - wnioski nasuwają się same.
Ale nie o tym miałem pisać.
Dodam tylko jeszcze, że okolice Powstańców Śląskich w godzinach porannych, są przejezdne wyłącznie rowerem. Gdybym chciał jechać samochodem spędziłbym w korkach co najmniej godzinę, a tak mogłem tę zaoszczędzoną godzinę spędzić w poczekalni. Po powrocie do domu zastanawiałem się, czy powinienem jeszcze gdzieś jechać i czy mi to nie wyjdzie bokiem. W sumie pan doktor nie mówił nic o leżeniu czy odpoczywaniu, ale skąd mógł wiedzieć, że ja rowerem przyjechałem? Byłem przecież w cywilnym ubraniu, nie w rowerowym rynsztunku. Ponieważ jednak ból nie był specjalnie dokuczliwy a ja zyskałem cel wyjazdu, pojechałem do Piaseczna. Stamtąd powtórzyłem dokładnie sobotnią trasę do przystani promowej, bo to jest bardzo przyjemna droga. Prowadzi trochę bokiem, omija centrum Konstancina i wychodzi niemal prosto na Pałac w Oborach, a stamtąd do Gassów niemal nic nie jeździ. Dziś nawet rowerzystów nie było - pusto. Na tej drodze też pewnie wtedy było pusto...

Za szybko © yurek55
"Teraz jesteś Jarku powietrzem, promykiem słońca na niebie, wolnością bezgraniczną, świadomością już czystą."
Za to, że byłeś.Przyjaciele.
Tym razem darowałem sobie zjazd do przystani i kolejną fotkę promu, zadowoliłem się ogólną panoramą. (Sklejanie zdjęć nie bardzo mi wychodzi, wiem.)

Widok ogólny © yurek55
Po dojechaniu do Czerniakowskiej zobaczyłem, że droga rowerowa rośnie jak na drożdżach, asfalt położono już niemal do Łazienkowskiej, tylko piesi się jeszcze nie przyzwyczaili. Samochód dziś żaden nie parkował, za to ludzie chodzili jak po swoim. Potem jeszcze podjechałem Agrykolą, by po raz kolejny poczuć jak moje płuca zostają na asfalcie - ja naprawdę chyba jestem masochistą. A jeszcze od Ronda Jazdy Polskiej do Grójeckiej pojechałem Trasą Łazienkowską, żeby poczuć ten dreszczyk emocji, tak lubiany przez rowerzystów, gdy mijają ich samochody z lewej i prawej strony. Czasem naprawdę sam siebie nie rozumiem.
Niemniej wycieczkę uznaję za bardzo udaną. Jechałem szybko, bo miałem cel i ramy czasowe, załatwiłem sprawę i zrobiłem dobry uczynek, nigdzie nie błądziłem, deszcz mnie nie zmoczył, pogoda dobra. Same pozytywy.

Jesiennie © yurek55

Wykręcona gałąź © yurek55
Ale nie o tym miałem pisać.
Dodam tylko jeszcze, że okolice Powstańców Śląskich w godzinach porannych, są przejezdne wyłącznie rowerem. Gdybym chciał jechać samochodem spędziłbym w korkach co najmniej godzinę, a tak mogłem tę zaoszczędzoną godzinę spędzić w poczekalni. Po powrocie do domu zastanawiałem się, czy powinienem jeszcze gdzieś jechać i czy mi to nie wyjdzie bokiem. W sumie pan doktor nie mówił nic o leżeniu czy odpoczywaniu, ale skąd mógł wiedzieć, że ja rowerem przyjechałem? Byłem przecież w cywilnym ubraniu, nie w rowerowym rynsztunku. Ponieważ jednak ból nie był specjalnie dokuczliwy a ja zyskałem cel wyjazdu, pojechałem do Piaseczna. Stamtąd powtórzyłem dokładnie sobotnią trasę do przystani promowej, bo to jest bardzo przyjemna droga. Prowadzi trochę bokiem, omija centrum Konstancina i wychodzi niemal prosto na Pałac w Oborach, a stamtąd do Gassów niemal nic nie jeździ. Dziś nawet rowerzystów nie było - pusto. Na tej drodze też pewnie wtedy było pusto...

Za szybko © yurek55
"Teraz jesteś Jarku powietrzem, promykiem słońca na niebie, wolnością bezgraniczną, świadomością już czystą."
Za to, że byłeś.Przyjaciele.
Tym razem darowałem sobie zjazd do przystani i kolejną fotkę promu, zadowoliłem się ogólną panoramą. (Sklejanie zdjęć nie bardzo mi wychodzi, wiem.)

Widok ogólny © yurek55
Po dojechaniu do Czerniakowskiej zobaczyłem, że droga rowerowa rośnie jak na drożdżach, asfalt położono już niemal do Łazienkowskiej, tylko piesi się jeszcze nie przyzwyczaili. Samochód dziś żaden nie parkował, za to ludzie chodzili jak po swoim. Potem jeszcze podjechałem Agrykolą, by po raz kolejny poczuć jak moje płuca zostają na asfalcie - ja naprawdę chyba jestem masochistą. A jeszcze od Ronda Jazdy Polskiej do Grójeckiej pojechałem Trasą Łazienkowską, żeby poczuć ten dreszczyk emocji, tak lubiany przez rowerzystów, gdy mijają ich samochody z lewej i prawej strony. Czasem naprawdę sam siebie nie rozumiem.
Niemniej wycieczkę uznaję za bardzo udaną. Jechałem szybko, bo miałem cel i ramy czasowe, załatwiłem sprawę i zrobiłem dobry uczynek, nigdzie nie błądziłem, deszcz mnie nie zmoczył, pogoda dobra. Same pozytywy.

Jesiennie © yurek55

Wykręcona gałąź © yurek55
- DST 81.60km
- Teren 3.00km
- Czas 03:56
- VAVG 20.75km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 29 września 2014
Kategoria 50-100
Trudna jazda po Kampinosie
Pogoda taka, że szkoda jej nie wykorzystać, a ja nie miałem żadnego pomysłu na trasę, ale postanowiłem przynajmniej pokręcić się trochę po ulicach, zobaczyć co nowego w mieście. Ale najpierw pojechałem na Racławicka i tam w moim centrum medycznym zaszczepiłem się na grypę. Robię to co rok już od kilku lat i rzeczywiście nie choruję. Czy to zasługa szczepionki, czy własnej odporności, nie wiem, ale skoro mam to w pakiecie usług, to dlaczego nie korzystać? Później chciałem zobaczyć odnowioną ulicę Świętokrzyską, ale gdy tam dotarłem zobaczyłem, że jeszcze pracują i to bardzo głośno. Szybko zweryfikowałem swoje zamierzenia i pojechałem na Plac Zamkowy. Tam też nic nowego, a nie..., obejrzałem fotogramy obrazujące historię 50 lat Grubej Kaśki. Potem jeszcze rowerowy spacer po uliczkach Żoliborza, aż wreszcie miałem już dość takiej jazdy. Wymyśliłem na szybko by pojechać do Palmir od drugiej strony. Zawsze jeździłem od Truskawia, tym razem pomyślałem, że można przecież i od Łomnej. W Palmirach diabeł mnie podkusił pojechać czarnym szlakiem, bo sądziłem, że to wygodniejsze od "kocich łbów". Bardzo się pomyliłem. Nie umiem zapamiętać?, zrozumieć?, że w Puszczy Kampinoskiej są SZLAKI PIESZE, nie rowerowe! Jazda po korzeniach, piachu, pod górę, strome zjazdy - jednym słowem - cała gama rowerowych atrakcji dla miłośników ekstremalnej jazdy enduro. Na szczęście po kilometrze, może nieco więcej i po zdobyciu, a co ważniejsze - zjechaniu, z Góry Ćwika, wróciłem na brukowaną drogę i już dalej nie kombinowałem z nowymi drogami. Dopiero na pętli w Truskawiu znów wygrała ciekawość, a wybrana ulica po kilkuset metrach zamieniała się w piaszczystą leśną drogę. Zawróciłem poprzysięgając sobie, że już nigdy nie zjadę z asfaltu i nie będę jeździł po lasach i polach. Przynajmniej do następnego razu. Dalsza droga stałą trasą przez Lipków, Babice, Wieruchów i Szeligi, upłynęła mi bez niespodzianek, przyjemnie i spokojnie. Takimi drogami to ja lubię jeździć, tylko po co w takim razie wybieram bezdroża???

Trudny zjazd z Góry Ćwika © yurek55

Lasek brzozowy © yurek55

Czerwona jesień w Palmirach © yurek55

Zielony potok © yurek55

Abecadło z pieca spadło © yurek55

Bajkowe nazwy ulic w Dziekanowie Leśnym

Trudny zjazd z Góry Ćwika © yurek55

Lasek brzozowy © yurek55

Czerwona jesień w Palmirach © yurek55

Zielony potok © yurek55

Abecadło z pieca spadło © yurek55

Bajkowe nazwy ulic w Dziekanowie Leśnym
- DST 81.60km
- Teren 10.00km
- Czas 04:31
- VAVG 18.07km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 28 września 2014
Kategoria <50, przed śniadaniem
Maraton Warszawski
Nie, nie, spokojnie, nie zmieniłem dyscypliny sportowej, bieganie to już nie dla mnie. Ale pomyślałem sobie rano, że warto z bliska zobaczyć tę imprezę przejeżdżając trasę maratonu na rowerze. To - pomijając masy krytyczne - jedyna okazja, by bez stresu pojeździć po warszawskich ulicach. Na masy nie jeżdżę, bo są tylko narzędziem antagonizowania kierowców i rowerzystów, a nie środkiem poprawy sytuacji, więc dziś skorzystałem z zamknięcia ulic. A wracając do maratonu, to zazdroszczę trochę uczestnikom zainteresowania i popularności. Nie ujmując nic ich wysiłkowi na trasie, uczestnicy BBTour dokonali większej rzeczy niż przebiegnięcie 42 km 195m, a ich wyczynem pies z kulawą nogą się nie zainteresował.
A z moich indywidualnych osiągnięć, to pragnę się pochwalić, że pod koniec dziewiątego miesiąca roku, przekroczyłem dziewięć tysięcy kilometrów.
Początek filmu pokazuje biegaczy na dystansie 5 km.

Palma w okrążeniu © yurek55
Biegać każdy może © yurek55

Cheerleaderki na trasie z flagami © yurek55

Monster truck z wieżycą w tle © yurek55

Końcówka dystansu 5km © yurek55

Doping międzynarodowy © yurek55
A z moich indywidualnych osiągnięć, to pragnę się pochwalić, że pod koniec dziewiątego miesiąca roku, przekroczyłem dziewięć tysięcy kilometrów.
Początek filmu pokazuje biegaczy na dystansie 5 km.

Palma w okrążeniu © yurek55

Biegać każdy może © yurek55

Cheerleaderki na trasie z flagami © yurek55

Monster truck z wieżycą w tle © yurek55

Końcówka dystansu 5km © yurek55

Doping międzynarodowy © yurek55
- DST 36.60km
- Czas 01:46
- VAVG 20.72km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 27 września 2014
Kategoria <50
Przyprowadziłem rower
Z przyczyn, o których tu pisał nie będę, jak pojechałem w poniedziałek do Piaseczna, tak dopiero dziś przywiozłem stamtąd swój rower. Czasu miałem akurat tyle, by pojechać do rowerowej republiki Gassy i wzdłuż Wisły wrócić do domu zdążając na obiad. Sobotnia pogoda sprzyjała rowerzystom i na tym popularnym szlaku spotkałem ich co najmniej setkę, ale miejsca na drodze wystarcza dla wszystkich.
W Gassach obowiązkowa fotka promu...

Prom będzie pływał do 31 listopada © yurek55
...i niestety flagi pokazują wyraźnie, że dalsza część drogi będzie pod wiatr. A już było tak pięknie... Endomondo pokazało, że jadąc prowadzącą do przystani ulicą o bezpretensjonalnej nazwie "Poniedziałek", przejechałem kilometr w czasie 1:48, bijąc swój dotychczasowy rekord prędkości po płaskim. Ale i droga pod wiatr nie była jakoś specjalnie dolegliwa, więc do Czerniakowskiej dojechałem w zakładanym wcześniej czasie i mogłem już potwierdzić podaną w Gassach godzinę obiadu.

Będzie ddr na Czerniakowskiej © yurek55
Dojechałem dokładnie w momencie, gdy talerze wjeżdżały na stół. Punktualność godna przedwojennych pociągów.
Endomondo mi się spauzowało i ruszyłem zapis dopiero jak dzwoniłem do domu, stąd duża różnica kilometrów i dziwnie prosta linia od Wału Zawadowskiego, m.in. przez Jeziorko Czerniakowskie.
I jeszcze zaległe zdjęcia z poniedziałku - mur Wyścigów Konnych na Służewcu.

Bardzo publiczne wyznanie miłości © yurek55

Grupa wsparcia © yurek55
W Gassach obowiązkowa fotka promu...

Prom będzie pływał do 31 listopada © yurek55
...i niestety flagi pokazują wyraźnie, że dalsza część drogi będzie pod wiatr. A już było tak pięknie... Endomondo pokazało, że jadąc prowadzącą do przystani ulicą o bezpretensjonalnej nazwie "Poniedziałek", przejechałem kilometr w czasie 1:48, bijąc swój dotychczasowy rekord prędkości po płaskim. Ale i droga pod wiatr nie była jakoś specjalnie dolegliwa, więc do Czerniakowskiej dojechałem w zakładanym wcześniej czasie i mogłem już potwierdzić podaną w Gassach godzinę obiadu.

Będzie ddr na Czerniakowskiej © yurek55
Dojechałem dokładnie w momencie, gdy talerze wjeżdżały na stół. Punktualność godna przedwojennych pociągów.
Endomondo mi się spauzowało i ruszyłem zapis dopiero jak dzwoniłem do domu, stąd duża różnica kilometrów i dziwnie prosta linia od Wału Zawadowskiego, m.in. przez Jeziorko Czerniakowskie.
I jeszcze zaległe zdjęcia z poniedziałku - mur Wyścigów Konnych na Służewcu.

Bardzo publiczne wyznanie miłości © yurek55

Grupa wsparcia © yurek55
- DST 47.00km
- Teren 3.00km
- Czas 02:14
- VAVG 21.04km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























