Wpisy archiwalne w kategorii
50-100
| Dystans całkowity: | 69107.22 km (w terenie 1408.00 km; 2.04%) |
| Czas w ruchu: | 3435:49 |
| Średnia prędkość: | 20.06 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 132.12 km/h |
| Suma podjazdów: | 88997 m |
| Suma kalorii: | 1013207 kcal |
| Liczba aktywności: | 1024 |
| Średnio na aktywność: | 67.49 km i 3h 21m |
| Więcej statystyk | |
Środa, 2 lipca 2014
Kategoria 50-100, nad morzem 2, przed śniadaniem
Dzień drugi: Z problemami
Dzień zaczął się niezbyt fortunnie, ledwo wstałem i się ubrałem do jazdy, gdy już usłyszałem za oknem niepokojący szum. Rzut oka za okno upewnił mnie, że to sprawka rzęsistego i gwałtownego deszczu. Nie pozostawało nic innego jak wrócić do łóżka i próbować spać, albo czytać - ja wybrałem to drugie, mając nadzieję, że ta poranna ulewa szybko się skończy. Tak tez się stało i kilka minut po siódmej mogłem spokojnie wyruszyć na kolejną nadmorską wycieczkę. Ledwo pokonałem pierwsze sto metrów i już musiałem zawrócić, tym razem przyczyną było zostawienie na wieszaku kurtki przeciwdeszczowej. Przy tak kapryśnej pogodzie nie chciałem ryzykować jazdy bez niej. Znowu więc musiałem powtórzyć procedurę otwierania i zamykania furki i domu, co wbrew pozorom nie jest sprawą prostą i łatwą, szczególnie gdy wszyscy śpią i chce się zachować ciszę. Po przejechaniu pierwszego kilometra usłyszałem charakterystyczny dźwięk telefonu sygnalizujący wyczerpanie baterii. Wprawdzie kabel od ładowarki tkwił całą noc w gniazdku telefonu, ale z drugiej strony w "złodziejce" coś nie kontaktowało i się nie ładował. Wyłączyłem rejestracje trasy i odbiornik gps by oszczędzić baterie i móc w razie czego choć jeden telefon wykonać i pojechałem dalej, zastanawiając się, co jeszcze może "wyskoczyć". Ale to już był koniec porannych niespodzianek.
Dziś zrobiłem identyczny przejazd jak wczoraj, tylko w odwrotną stronę i bez kręcenia się po Władysławowie. Jadąc wzdłuż ciągu nadmorskiego, pomimo wczesnej dosyć pory, widziałem wielu wczasowiczów idących z parawanami i innym sprzętem plażowym zażywać kąpieli słonecznych. Normalni ludzie na wczasach to śpią o tej porze (albo na rowerze jeżdżą, albo biegają), a nie na plażę się spieszą, prawda? :) Po dojechaniu do Karwi kupiłem pieczywo i jakieś słodkości, w firmowym sklepie miejscowego potentata piekarsko - cukierniczego "Konkol" i szosą, nie lasem, dojechałem do siebie. Szosą jest trochę dalej, a chciałem przekroczyć 50 km i się udało.
PS. Około 11 nadeszła burza z piorunami, ciekawe jak szybko zmykali plażowicze...

Kościół Najświętszej Marii Panny Królowej Polskiego Morza - Sanktuarium w Swarzewie © yurek55

Kamień węgielny położono 15.09.1877 r., a poświęcenie 4.01.1880 © yurek55

Historia wioski Karwieńskie Błoto Drugie © yurek55
Dziś zrobiłem identyczny przejazd jak wczoraj, tylko w odwrotną stronę i bez kręcenia się po Władysławowie. Jadąc wzdłuż ciągu nadmorskiego, pomimo wczesnej dosyć pory, widziałem wielu wczasowiczów idących z parawanami i innym sprzętem plażowym zażywać kąpieli słonecznych. Normalni ludzie na wczasach to śpią o tej porze (albo na rowerze jeżdżą, albo biegają), a nie na plażę się spieszą, prawda? :) Po dojechaniu do Karwi kupiłem pieczywo i jakieś słodkości, w firmowym sklepie miejscowego potentata piekarsko - cukierniczego "Konkol" i szosą, nie lasem, dojechałem do siebie. Szosą jest trochę dalej, a chciałem przekroczyć 50 km i się udało.
PS. Około 11 nadeszła burza z piorunami, ciekawe jak szybko zmykali plażowicze...

Kościół Najświętszej Marii Panny Królowej Polskiego Morza - Sanktuarium w Swarzewie © yurek55

Kamień węgielny położono 15.09.1877 r., a poświęcenie 4.01.1880 © yurek55

Historia wioski Karwieńskie Błoto Drugie © yurek55
- DST 52.70km
- Czas 02:27
- VAVG 21.51km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 26 czerwca 2014
Kategoria 50-100
Cztery szóstki
Zdjęcie zrobione pod klatką

Dzisiejszy dystans kilometrowy © yurek55
Przyjemnie się jechało, pogoda dobra do jazdy, trasa tez lepsza niż wczorajsza, bo pojechałem standardowymi drogami okołopuszczańskimi: Klaudyn, Izabelin, Truskaw, Borzęcin etc. Czasu nie wpisuję, bo zapomniałem na liczniku zobaczyć. Jutro uzupełnię.

Dzisiejszy dystans kilometrowy © yurek55
Przyjemnie się jechało, pogoda dobra do jazdy, trasa tez lepsza niż wczorajsza, bo pojechałem standardowymi drogami okołopuszczańskimi: Klaudyn, Izabelin, Truskaw, Borzęcin etc. Czasu nie wpisuję, bo zapomniałem na liczniku zobaczyć. Jutro uzupełnię.
- DST 66.66km
- Teren 3.00km
- Temperatura 19.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 23 czerwca 2014
Kategoria 50-100
Naokoło na Mińską
Silny wiatr wiejący od rana skłaniał do precyzyjnego zaplanowania trasy tak, żeby wracać z wiatrem. Jedyne co mi przychodziło do głowy to powtórka z wczoraj, być może z zatoczeniem większej pętli do Leszna, albo i do Niepokalanowa jak w Wielką Sobotę. Wtedy ledwo pokonywałem ostatnie kilometry pod wiatr, dziś by było odwrotnie - wiatr przywiał by mnie do domu lekko, łatwo i przyjemnie. Zanim jednak mogłem wyjechać zrobiło się trochę późno na taki dystans, a po drugie - i to ważniejszy powód - postanowiłem sprawdzić, czy optyk na Mińskiej jest w stanie naprawić moje oprawki od okularów. Przy zderzeniu z samochodem i upadku ułamał się taki drobny element, co zauważyłem dopiero po pewnym czasie.
Wobec powyższego pojechałem tam wybierając oczywiście mocno okrężną trasę bo prostą drogą jest za blisko. Powrót też naokoło i dopiero na Trasie Toruńskiej trafiłem na wiatr centralnie od przodu i to na odkrytym terenie. Ale to tylko siedem kilometrów, inne fragmenty nie były takie straszne.

Tradycyjne zdjęcie z mostu © yurek55
Niespodziewanie na peryferiach stolicy natknąłem się na HILTONA

Hilton na Trakcie Lubelskim © yurek55
A na Grochowie straszą obiekty słynnego warszawskiego klubu kolarskiego.

"Orzeł" wylądował © yurek55
Nachylenie łuków jest większe niż na torze jazd próbnych FSO, choć kolarze torowi nie osiągają takich prędkości jak Polskie Fiaty 125p czy Polonezy. Pewnie dlatego, że rowery mają tylko dwa koła?

Tor kolarski na Podskarbińskiej © yurek55

Tor Orła na Grochowie © yurek55
Optyk na Mińskiej oczywiście naprawi moje oprawki, tylko muszę mu je zostawić na godzinę. Dziś tego zrobić nie mogłem, bo nie miałem zapasowych okularów, a bez nich jestem ślepy jak nietoperz.
Edit: dodaje mapę przejazdu bo wczoraj nie sprawdziłem i się nie dodała
Wobec powyższego pojechałem tam wybierając oczywiście mocno okrężną trasę bo prostą drogą jest za blisko. Powrót też naokoło i dopiero na Trasie Toruńskiej trafiłem na wiatr centralnie od przodu i to na odkrytym terenie. Ale to tylko siedem kilometrów, inne fragmenty nie były takie straszne.

Tradycyjne zdjęcie z mostu © yurek55
Niespodziewanie na peryferiach stolicy natknąłem się na HILTONA

Hilton na Trakcie Lubelskim © yurek55
A na Grochowie straszą obiekty słynnego warszawskiego klubu kolarskiego.

"Orzeł" wylądował © yurek55
Nachylenie łuków jest większe niż na torze jazd próbnych FSO, choć kolarze torowi nie osiągają takich prędkości jak Polskie Fiaty 125p czy Polonezy. Pewnie dlatego, że rowery mają tylko dwa koła?

Tor kolarski na Podskarbińskiej © yurek55

Tor Orła na Grochowie © yurek55
Optyk na Mińskiej oczywiście naprawi moje oprawki, tylko muszę mu je zostawić na godzinę. Dziś tego zrobić nie mogłem, bo nie miałem zapasowych okularów, a bez nich jestem ślepy jak nietoperz.
Edit: dodaje mapę przejazdu bo wczoraj nie sprawdziłem i się nie dodała
- DST 66.39km
- Czas 03:13
- VAVG 20.64km/h
- Temperatura 17.5°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 22 czerwca 2014
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
*Trochę słońce, trochę deszcz*
Gdy dziś rano otworzyłem oczy było wprawdzie pochmurnie i wiał silny wiatr, ale nie padało, a to najważniejsze. Postanowiłem przejechać moją ulubioną trasą głównie z powodu, że wiem ile zajmie mi czasu, a to jest w niedzielę istotne, bo chcę zdążyć na wspólne śniadanie. Miłym zaskoczeniem była praca napędu po powrocie do starego łańcucha, rower poruszał się niemal bezszelestnie, nic nie przeskakiwało, przerzutka też bez zastrzeżeń. Okazuje się, że zbyt pochopnie i zdecydowanie przedwcześnie założyłem nowy łańcuch, właściwie tylko dlatego, że przymiary w serwisach pokazywały jak jest rozciągnięty. Niech sobie będzie, ale skoro coś działa, to - pierwsza zasada - nie ruszać!
Początkową część trasy, aż do kościoła w Borzęcinie jechałem pod wiatr, ale o dziwo niespecjalnie mi to dziś przeszkadzało i zajęło tylko godzinę. Widocznie wiszące nisko chmury działały na moją podświadomość i kazały szybko jechać, by zdążyć przed deszczem. Od Mariewa gdzie skręciłem w powrotną drogę wiatr stał się moim sprzymierzeńcem, ale za to zaczął padać najpierw drobny, a potem rzęsisty deszcz. Cóż było robić? Na przystanku autobusowym w Wojcieszynie założyłem kurtkę i pojechałem dalej. Po kilku minutach wydostałem się ze strefy opadu, ale od tamtej pory cyklicznie, co kilkanaście - kilkadziesiąt minut strefa deszczu mnie dopadała i tak sobie jechałem - raz w słońcu, raz w deszczu. Słońca było jednak więcej, tak że do domu dojechałem już prawie suchy z wyjątkiem spodenek i bielizny. Ale to wina braku błotników, bo kałuże jednak były spore na jezdniach, a ja nadal nie mogę się zdecydować na zakup. Ale nawet pomimo tego nie narzekam i uważam wycieczkę za bardzo udaną.

Droga do kościoła w Borzęcinie © yurek55

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Przystanek na przebranie © yurek55
A to dwa kilometry dalej

W Koczargach jeszcze nie pada © yurek55

Najtańsze paliwo w Warszawie © yurek55
Początkową część trasy, aż do kościoła w Borzęcinie jechałem pod wiatr, ale o dziwo niespecjalnie mi to dziś przeszkadzało i zajęło tylko godzinę. Widocznie wiszące nisko chmury działały na moją podświadomość i kazały szybko jechać, by zdążyć przed deszczem. Od Mariewa gdzie skręciłem w powrotną drogę wiatr stał się moim sprzymierzeńcem, ale za to zaczął padać najpierw drobny, a potem rzęsisty deszcz. Cóż było robić? Na przystanku autobusowym w Wojcieszynie założyłem kurtkę i pojechałem dalej. Po kilku minutach wydostałem się ze strefy opadu, ale od tamtej pory cyklicznie, co kilkanaście - kilkadziesiąt minut strefa deszczu mnie dopadała i tak sobie jechałem - raz w słońcu, raz w deszczu. Słońca było jednak więcej, tak że do domu dojechałem już prawie suchy z wyjątkiem spodenek i bielizny. Ale to wina braku błotników, bo kałuże jednak były spore na jezdniach, a ja nadal nie mogę się zdecydować na zakup. Ale nawet pomimo tego nie narzekam i uważam wycieczkę za bardzo udaną.

Droga do kościoła w Borzęcinie © yurek55

Kościół w Borzęcinie © yurek55

Przystanek na przebranie © yurek55
A to dwa kilometry dalej

W Koczargach jeszcze nie pada © yurek55

Najtańsze paliwo w Warszawie © yurek55
- DST 55.51km
- Czas 02:22
- VAVG 23.45km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Z wiatrem i pod wiatr.
Nowy łańcuch nadal nie bardzo chce współpracować z kasetą i to pomimo, że jeździłem na trzy łańcuchy i przejechałem niecałe 3500 kilometrów. Postanowiłem wobec tego wrócić do jazdy na starych łańcuchach, przejechać drugie tyle i dopiero wtedy wymienić jedno i drugie. Dokładnie przymierzyłem do siebie wszystkie trzy i okazało się, że jeden z nich jest wyciągnięty o prawie jedno ogniwo, w stosunku do dwóch pozostałych. Wybrałem najkrótszy, wykąpałem go w benzynie, wysuszyłem, założyłem, nasmarowałem i zobaczymy jak będzie się jeździć. Ale powinno być dobrze. A przy zdejmowaniu nowego łańcucha zauważyłem, że w miejscu zakucia już prawie rozeszły się ogniwa, bo za płytko, albo za głęboko wcisnąłem pin. Dobrze, że się za to wziąłem, bo w trasie bym miał kłopot jak by się rozerwał. Zdjąłem więc jedno ogniwo i wrócę do sprawdzonego systemu łączenia na spinkę, to przy moich umiejętnościach zdecydowanie bardziej niezawodny sposób. Nie zmienia to jednak faktu, że chcę robić samodzielnie coraz więcej rzeczy przy rowerze i sprawia mi to satysfakcję. Muszę zacząć kompletować narzędzia.

Był Ruch, był IPN, będzie...? © yurek55
Nogi i kondycję trenuję nie tylko na rowerze. Po schodach chodzimy już 19 dni.

Drzwi już są na wszystkich piętrach © yurek55

Był Ruch, był IPN, będzie...? © yurek55
Nogi i kondycję trenuję nie tylko na rowerze. Po schodach chodzimy już 19 dni.

Drzwi już są na wszystkich piętrach © yurek55
- DST 51.16km
- Czas 02:13
- VAVG 23.08km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Serwisować, czy nie?
Wreszcie po kilku pochmurnych i deszczowych dniach, słońce pokazało się już od rana w swej pełnej krasie, zapowiadając piękny dzień. Akurat bardzo dobrze się składało, bo miałem do załatwienia kilka spraw i mogłem - co bardzo lubię - połączyć przyjemne z pożytecznym. Najpierw pojechałem do najbliższego Lidla po szybkie i niewielkie zakupy (winda nadal w remoncie) i po powrocie do domu zabrałem się za usprawnianie mojego roweru. Ponieważ znalazłem dawcę, zamieniłem sobie pedały, mostek i chwyty i pojechałem sprawdzić, czy jest lepiej, czy gorzej, czy tak samo. Pedały platformowe z plastiku spełniły moje oczekiwania, są szersze, wygodniejsze, lepiej się trzyma na nich nogę, niż na metalowych oryginalnych poprzednikach. Mostek jest niemal identyczny; wznios ma ten sam, jest minimalnie krótszy, o około jeden - dwa centymetry, tak że trudno mówić o jakiejś zmianie, czy poprawie pozycji. Założone gripy, bez szału, bo ręce drętwieją nadal, ale chyba lepsze od tych gumowych niby-ergonomicznych. No nic, pojeździmy - zobaczymy.
W serwisie-sklepie rowerowym na ulicy Michalinki w Falenicy, gdzie pojechałem odebrać olej do łańcucha poprosiłem o pomiar rozciągnięcia łańcucha. Przymiar wszedł w ogniwa bez żadnego oporu, co niestety oznacza zużycie i konieczność wymiany - mam nadzieję, że kaseta jeszcze przyjmie. Zobaczymy jutro.
Tu chciałbym się na chwilę zatrzymać. Od początku jeżdżenia tym rowerem postanowiłem oszczędzać kasetę i jeździłem na trzy łańcuchy, wymieniane co około pięćset kilometrów. Czytając opinie na ten temat sądziłem, że dzięki temu do jesieni będę miał spokój z napędem. Tymczasem przejechałem niecałe 3400 kilometrów i wszystkie trzy łańcuchy są wyciągnięte ponad miarę, a co do kasety - na dwoje babka wróżyła. Sądzę, że tyle samo kilometrów bym przejechał nie dotykając się w ogóle do niczego. Czy nie lepiej w takim razie, nie robić absolutnie nic i tylko jeździć? Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Po powrocie przymierzyłem wszystkie trzy łańcuchy do siebie, założyłem ten najmniej wyciągnięty i pojechałem do najbliższego sklepu rowerowego zmierzyć go i ewentualnie kupić nowy. Także i w tym łańcuchu przymiar wpadł w dziury na durch, ale z zakupu zrezygnowałem, bo cenę mi zaśpiewał jakąś z sufitu. Aż zapytałem, czy to z wymianą ta cena - ale nie. Jutro za te pieniądze dwa kupię i jeszcze złotówka mi zostanie.
Zapis trasy włączony z opóźnieniem w miejsce zrobienia zdjęcia, a odcinka porannego i popołudniowego nie ma wcale. Stąd większa różnica kilometrów niż zwykle.
PS. Na Spacerowej pobiłem swój rekord międzyczasów - przejechałem kilometr w 1 min 35 sek, co daje Vśr. na tym odcinku 37,89 km/h !!! Prędkość maksymalną jaką zauważyłem to 44km/h, a może i 45 mi mignęło, ale nie jestem pewien, bo nie wpatrywałem się na zjeździe w licznik, tylko walczyłem o życie... :-)

Ścieżka Kapuścińskiego na Polu Mokotowskim z Jeffsem w tle © yurek55
W serwisie-sklepie rowerowym na ulicy Michalinki w Falenicy, gdzie pojechałem odebrać olej do łańcucha poprosiłem o pomiar rozciągnięcia łańcucha. Przymiar wszedł w ogniwa bez żadnego oporu, co niestety oznacza zużycie i konieczność wymiany - mam nadzieję, że kaseta jeszcze przyjmie. Zobaczymy jutro.
Tu chciałbym się na chwilę zatrzymać. Od początku jeżdżenia tym rowerem postanowiłem oszczędzać kasetę i jeździłem na trzy łańcuchy, wymieniane co około pięćset kilometrów. Czytając opinie na ten temat sądziłem, że dzięki temu do jesieni będę miał spokój z napędem. Tymczasem przejechałem niecałe 3400 kilometrów i wszystkie trzy łańcuchy są wyciągnięte ponad miarę, a co do kasety - na dwoje babka wróżyła. Sądzę, że tyle samo kilometrów bym przejechał nie dotykając się w ogóle do niczego. Czy nie lepiej w takim razie, nie robić absolutnie nic i tylko jeździć? Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Po powrocie przymierzyłem wszystkie trzy łańcuchy do siebie, założyłem ten najmniej wyciągnięty i pojechałem do najbliższego sklepu rowerowego zmierzyć go i ewentualnie kupić nowy. Także i w tym łańcuchu przymiar wpadł w dziury na durch, ale z zakupu zrezygnowałem, bo cenę mi zaśpiewał jakąś z sufitu. Aż zapytałem, czy to z wymianą ta cena - ale nie. Jutro za te pieniądze dwa kupię i jeszcze złotówka mi zostanie.
Zapis trasy włączony z opóźnieniem w miejsce zrobienia zdjęcia, a odcinka porannego i popołudniowego nie ma wcale. Stąd większa różnica kilometrów niż zwykle.
PS. Na Spacerowej pobiłem swój rekord międzyczasów - przejechałem kilometr w 1 min 35 sek, co daje Vśr. na tym odcinku 37,89 km/h !!! Prędkość maksymalną jaką zauważyłem to 44km/h, a może i 45 mi mignęło, ale nie jestem pewien, bo nie wpatrywałem się na zjeździe w licznik, tylko walczyłem o życie... :-)

Ścieżka Kapuścińskiego na Polu Mokotowskim z Jeffsem w tle © yurek55
- DST 75.00km
- Czas 03:29
- VAVG 21.53km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 11 czerwca 2014
Kategoria 50-100, ku pomocy, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Sposoby na upał.
Jazda rowerem w temperaturze powyżej trzydziestu stopni Celsjusza, to dla mnie poważne wyzwanie. Najbardziej nie lubię momentów gdy muszę stanąć, bo natychmiast jestem zalany potem od stóp do głów. W czasie jazdy pęd powietrza trochę osusza krople potu - o ile pędem można nazwać te 20-25km/h, które udaje mi się osiągać - ale postoje to istny koszmar. Druga denerwująca rzecz to pot zalewający oko i na dodatek szczypiący nieprzyjemnie - taka już jego wredna natura. Potnik wewnątrz kasku ma zbyt małą pojemność wchłaniania i po pewnym czasie, po prostu przesiąka. Trzeba odpowiednio ustawić głowę i wtedy widać jak krople spadają na ziemię, a nie spływają do oka. Można też zatrzymać się, zdjąć kask i wycisnąć nagromadzoną wilgoć.
Rozwiązanie tego drugiego problemu jest banalnie proste. Można założyć na czoło zwiniętą bandamkę, wtedy pot ma dodatkową przeszkodę, ja natomiast dziś zastosowałem wariant ultratropikalny. Rozwinąłem ją i założyłem jak piracką chustę, uprzednio zmoczywszy ją obficie w zimnej wodzie. Na to kask i jazda! Potem jeszcze kilka razy polewałem ją wodą z bidonu, a raz zmoczyłem w fontannie i tym sposobem pozbyłem się uciążliwego problemu. A gdy musiałem się zatrzymać, wilgotna chustka doskonale wycierała i zmywała pot z twarzy i szyi. A jakie są wasze patenty na walkę z upałem w czasie jazdy?
Rozwiązanie tego drugiego problemu jest banalnie proste. Można założyć na czoło zwiniętą bandamkę, wtedy pot ma dodatkową przeszkodę, ja natomiast dziś zastosowałem wariant ultratropikalny. Rozwinąłem ją i założyłem jak piracką chustę, uprzednio zmoczywszy ją obficie w zimnej wodzie. Na to kask i jazda! Potem jeszcze kilka razy polewałem ją wodą z bidonu, a raz zmoczyłem w fontannie i tym sposobem pozbyłem się uciążliwego problemu. A gdy musiałem się zatrzymać, wilgotna chustka doskonale wycierała i zmywała pot z twarzy i szyi. A jakie są wasze patenty na walkę z upałem w czasie jazdy?
- DST 56.18km
- Czas 02:41
- VAVG 20.94km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
*Na raty z interwałem samochodowym*
Dziś rower posłużył mi stricte jako środek transportu. Rano zawiózł mnie do brata pod Radzymin, tam załadowałem go do dostawczaka i pojechaliśmy za Nasielsk. Tam zrobiliśmy cośmy mieli do zrobienia, a wracając kazałem się wysadzić na rondzie Wieliszew-Nieporęt-Zegrze-Legionowo i stamtąd wróciłem na dwóch kołach do domu. A po drodze odebrałem jeszcze w Stanisławowie Drugim receptę. W sumie 34 + 37 kilometrów.
Ponieważ jak napisałem, rower potraktowałem transportowo, to średnia prędkość wyszła kosmiczna jak na mnie, ale cisnąłem niemal bez zatrzymywania i nie po mieście. O drodze nie bardzo jest co pisać; trasa wylotowa na Białystok nieprzyjemna jak zawsze, z Wieliszewa do Jabłonny i później Modlińska, też bez rewelacji.
Ale uczestnicy Maratonu Podróżnika mieli więcej do przejechania i po gorszych drogach. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich wytrwałości, kondycji i samozaparcia. A wyczyn Hipka i Hipci , którzy po ukończeniu maratonu 500km poniżej 24h, wrócili jeszcze na rowerach do Warszawy przejeżdżając w sumie 687 kilometrów, to już kosmiczny odlot jakiś jest. Pozdrawiam.

Sanktuarium maryjne przemienienia pańskiego w radzyminie © yurek55

Historia Sanktuarium radzymińskiego © yurek55

Nikt nie jedzie na moście © yurek55
Zapomniałem włączyć endo zaaferowany wyciąganiem roweru z paki samochodu, stąd różnica w kilometrach.
Ponieważ jak napisałem, rower potraktowałem transportowo, to średnia prędkość wyszła kosmiczna jak na mnie, ale cisnąłem niemal bez zatrzymywania i nie po mieście. O drodze nie bardzo jest co pisać; trasa wylotowa na Białystok nieprzyjemna jak zawsze, z Wieliszewa do Jabłonny i później Modlińska, też bez rewelacji.
Ale uczestnicy Maratonu Podróżnika mieli więcej do przejechania i po gorszych drogach. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich wytrwałości, kondycji i samozaparcia. A wyczyn Hipka i Hipci , którzy po ukończeniu maratonu 500km poniżej 24h, wrócili jeszcze na rowerach do Warszawy przejeżdżając w sumie 687 kilometrów, to już kosmiczny odlot jakiś jest. Pozdrawiam.

Sanktuarium maryjne przemienienia pańskiego w radzyminie © yurek55

Historia Sanktuarium radzymińskiego © yurek55

Nikt nie jedzie na moście © yurek55
Zapomniałem włączyć endo zaaferowany wyciąganiem roweru z paki samochodu, stąd różnica w kilometrach.
- DST 71.00km
- Czas 03:09
- VAVG 22.54km/h
- Temperatura 30.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Znowu Kampinos
Podróż zacząłem na dalekiej Białołęce, bo tam zostawiłem w dobrych rękach samochód i przesiadłem się na rower. Naturalnym wyborem w tej sytuacji był kierunek północny, czyli Nowy Dwór i powrót przez Czosnów i Łomianki. Taki był pierwotny zamysł, ale w trakcie jazdy różne warianty przychodziły mi do głowy. Ostateczny przebieg trasy widać na endo i jest on wynikiem na bieżąco podejmowanych decyzji, w zależności od tego, gdzie się zatrzymałem, by sprawdzić swoje położenie.

Most w Nowym Dworze © yurek55

Widok na Twierdzę Modlin © yurek55
Za mostem skierowałem się na Kamion z myślą, że spokojnymi drogami, a nie wzdłuż "siódemki", dojadę do Czosnowa, a potem przez Palmiry do Truskawia. Przy okazji sprawdziłem gdzie prowadzi droga w prawo i znalazłem się w osiedlu wojskowym w Kazuniu Nowym.

Kazuń Nowe Osiedle. Pomnik poległych w 1939r © yurek55
Napis na tabliczce:
"TU SPOCZYWAJĄ
ŻOŁNIERZE WOJSKA POLSKIEGO
POLEGLI WE WRZEŚNIU 1939 r.
W WALKACH Z NIEMIECKIM NAJEŹDŹCĄ
PODCZAS OBRONY MODLINA I KAZUNIA
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!"
Trwają jakieś prace przy modernizacji otoczenia pomnika, co widać. To koparko-spychacz wykonuje swoją pracę.
Zawróciłem do drogi głównej i tak wybierałem trasę kierując się drogowskazami, że zupełnie niezamierzenie (jak zawsze) znalazłem się na drodze do Leszna-Błonia. Tam też stoi ta kapliczka.

Kapliczka wotywna wsi Aleksandrów © yurek55
A drogę 579 mogłem opuścić kierując się na Cząstków, ale widzę to dopiero teraz analizując swoją trasę, a w czasie jazdy uznałem, że pojadę jednak prosto. Chciałem teraz - to kolejna modyfikacja - skręcić w lewo i odnaleźć żółty szlak do parkingu w Truskawiu. Tym razem mi się udało i kolejne 8 kilometrów pokonałem po drogach tylko niewiele lepszych niż ten "pioch mazowiecki", a ponieważ single tracki i downhill to nie moja bajka, nie zamierzam prędko powtarzać tej trasy.

Piasek nasz mazowiecki w Kampinosie © yurek55
Z Truskawia już nic nie kombinowałem tylko znanymi drogami dotarłem do miasta i do domu.
Po krótkiej przerwie i ogarnięciu paru rzeczy w domu pojechałem jeszcze raz, tym razem zawieźć tablet do serwisu samsunga na Marynarską. Sprawy nie załatwiłem, ale nie ma tego złego. Pojadę jeszcze raz.
Dystans i czas obu jazd liczony łącznie - z licznika. Nie kasowałem go po pierwszym przejeździe.
Dziś trzy razy zaliczałem schody, winda nadal nie działa.

Most w Nowym Dworze © yurek55

Widok na Twierdzę Modlin © yurek55
Za mostem skierowałem się na Kamion z myślą, że spokojnymi drogami, a nie wzdłuż "siódemki", dojadę do Czosnowa, a potem przez Palmiry do Truskawia. Przy okazji sprawdziłem gdzie prowadzi droga w prawo i znalazłem się w osiedlu wojskowym w Kazuniu Nowym.

Kazuń Nowe Osiedle. Pomnik poległych w 1939r © yurek55
Napis na tabliczce:
"TU SPOCZYWAJĄ
ŻOŁNIERZE WOJSKA POLSKIEGO
POLEGLI WE WRZEŚNIU 1939 r.
W WALKACH Z NIEMIECKIM NAJEŹDŹCĄ
PODCZAS OBRONY MODLINA I KAZUNIA
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!"
Trwają jakieś prace przy modernizacji otoczenia pomnika, co widać. To koparko-spychacz wykonuje swoją pracę.
Zawróciłem do drogi głównej i tak wybierałem trasę kierując się drogowskazami, że zupełnie niezamierzenie (jak zawsze) znalazłem się na drodze do Leszna-Błonia. Tam też stoi ta kapliczka.

Kapliczka wotywna wsi Aleksandrów © yurek55
A drogę 579 mogłem opuścić kierując się na Cząstków, ale widzę to dopiero teraz analizując swoją trasę, a w czasie jazdy uznałem, że pojadę jednak prosto. Chciałem teraz - to kolejna modyfikacja - skręcić w lewo i odnaleźć żółty szlak do parkingu w Truskawiu. Tym razem mi się udało i kolejne 8 kilometrów pokonałem po drogach tylko niewiele lepszych niż ten "pioch mazowiecki", a ponieważ single tracki i downhill to nie moja bajka, nie zamierzam prędko powtarzać tej trasy.

Piasek nasz mazowiecki w Kampinosie © yurek55
Z Truskawia już nic nie kombinowałem tylko znanymi drogami dotarłem do miasta i do domu.
Po krótkiej przerwie i ogarnięciu paru rzeczy w domu pojechałem jeszcze raz, tym razem zawieźć tablet do serwisu samsunga na Marynarską. Sprawy nie załatwiłem, ale nie ma tego złego. Pojadę jeszcze raz.
Dystans i czas obu jazd liczony łącznie - z licznika. Nie kasowałem go po pierwszym przejeździe.
Dziś trzy razy zaliczałem schody, winda nadal nie działa.
- DST 90.80km
- Teren 9.00km
- Czas 04:38
- VAVG 19.60km/h
- Temperatura 30.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 5 czerwca 2014
Kategoria 50-100
Przez Kampinos+zwiedzanie muzeum w Palmirach
Dziś tylko obrazki i mapa.

Sory, takie mamy nazwy ulic w Truskawiu © yurek55

Jestem dumnym Polakiem © yurek55

Artystyczna robota © yurek55

Droga do cmentarza w Palmirach © yurek55

Cmentarz Palmiry © yurek55

Muzeum Historyczne m.st.Warszawy - Oddział Muzeum Miejsce Pamięci Palmiry © yurek55

Wnętrze muzeum © yurek55

Muzealna brzoza © yurek55

Ekspozycja ścienna © yurek55

CKM odkopany w Kampinosie © yurek55

Łomianki-wał p/powodziowy, tędy jechałem © yurek55

Sory, takie mamy nazwy ulic w Truskawiu © yurek55

Jestem dumnym Polakiem © yurek55

Artystyczna robota © yurek55

Droga do cmentarza w Palmirach © yurek55

Cmentarz Palmiry © yurek55

Muzeum Historyczne m.st.Warszawy - Oddział Muzeum Miejsce Pamięci Palmiry © yurek55

Wnętrze muzeum © yurek55

Muzealna brzoza © yurek55

Ekspozycja ścienna © yurek55

CKM odkopany w Kampinosie © yurek55

Łomianki-wał p/powodziowy, tędy jechałem © yurek55
- DST 67.36km
- Teren 8.00km
- Czas 03:28
- VAVG 19.43km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























