Wpisy archiwalne w kategorii
50-100
| Dystans całkowity: | 72050.55 km (w terenie 1408.00 km; 1.95%) |
| Czas w ruchu: | 3584:30 |
| Średnia prędkość: | 20.05 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 132.12 km/h |
| Suma podjazdów: | 98160 m |
| Suma kalorii: | 1256240 kcal |
| Liczba aktywności: | 1068 |
| Średnio na aktywność: | 67.46 km i 3h 21m |
| Więcej statystyk | |
Promem do Karczewa
To już ostatnia wspólna wycieczka z Krzysztofem, we wtorek wraca do Cleveland, a dziś chciał jeszcze zaliczyć przeprawę promem przez Wisłę. Tradycyjne on rzucił pomysł, ja wybrałem trasę, a że mam chwilowy przesyt Wału Zawadowskiego pojechaliśmy obok Cargo Okęcie, przez znajome wioski do Piaseczna. Stamtąd do Konstancina już blisko, a na dodatek znam drogę omijającą centrum tego uzdrowiska i obok Domu Pracy Twórczej w Oborach, dojeżdżamy sprawnie do Gassów.
Prom z dwoma samochodami na pokładzie właśnie zdążył odpłynąć, ale że droga na drugi brzeg trwa zaledwie kilka minut, to po krótkiej chwili oczekiwania mogliśmy i my wprowadzić swoje rowery.

W oczekiwaniu na przeprawę © yurek55

Promem przez Wisłę © yurek55
Na drugim brzegu tym razem wybrałem wariant jazdy drogami i ulicami Karczewia, Otwocka, Józefowa, bo pamiętam, że drogą 801 prowadzącą do Warszawy jedzie się mało przyjemnie. Dopiero w Falenicy skierowaliśmy się na powrót do drogi 801, ale do przejechania nią było już malutko i zaraz wjechaliśmy na drogę rowerową wzdłuż Wisły. Na lewy brzeg przejechaliśmy po Moście Siekierkowskim, potem jeszcze tylko moja prywatna "ściana płaczu", czyli Agrykola i przez Plac Konstytucji i Koszykową wróciliśmy na Ochotę.
Następna okazja do wspólnej jazdy będzie za rok.
Prom z dwoma samochodami na pokładzie właśnie zdążył odpłynąć, ale że droga na drugi brzeg trwa zaledwie kilka minut, to po krótkiej chwili oczekiwania mogliśmy i my wprowadzić swoje rowery.

W oczekiwaniu na przeprawę © yurek55

Promem przez Wisłę © yurek55
Na drugim brzegu tym razem wybrałem wariant jazdy drogami i ulicami Karczewia, Otwocka, Józefowa, bo pamiętam, że drogą 801 prowadzącą do Warszawy jedzie się mało przyjemnie. Dopiero w Falenicy skierowaliśmy się na powrót do drogi 801, ale do przejechania nią było już malutko i zaraz wjechaliśmy na drogę rowerową wzdłuż Wisły. Na lewy brzeg przejechaliśmy po Moście Siekierkowskim, potem jeszcze tylko moja prywatna "ściana płaczu", czyli Agrykola i przez Plac Konstytucji i Koszykową wróciliśmy na Ochotę.
Następna okazja do wspólnej jazdy będzie za rok.
- DST 78.00km
- Czas 03:41
- VAVG 21.18km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Jazda terenowa nad Wisłą
Dziś kolejna wycieczka z Krzysztofem, którego pobyt w Polsce powoli dobiega końca. Tym razem zaproponował Zalew Zegrzyński, a mnie pozostawił wybór trasy. Pojechaliśmy drogą nad Kanałem Żerańskim do Nieporętu, a potem przez Wieliszew do Legionowa i Jabłonny. W parku pałacowym bez trudu znalazłem furtkę prowadząca na wał wiślany, której jadąc od tamtej strony nie widziałem. Teraz już będę wiedział gdzie skręcić. A potem pojechaliśmy tak jak jeździłem przedtem, tylko tym razem nie skręciliśmy w Odkrytą na Tarchominie, a pojechaliśmy do końca. Dopiero gdy drogę przegrodził Kanał Żerański i śluza na nim, skręciliśmy do Modlińskiej i drogą rowerową na Moście Grota wróciliśmy na naszą stronę Wisły. Jazda terenowa nie była aż tak uciążliwa, jak późniejszy podjazd Tamką, ale "góralem" już nie będę i premie górskie to nie dla mnie.

Klasyka ergonomii © yurek55

Trudny teren © yurek55

Kierunek Żerań © yurek55 (W sumie takich terenowych kilometrów wyszło dwadzieścia, razem z drogą nad Kanałem)

Śluza "Żerań" © yurek55

Klasyka ergonomii © yurek55

Trudny teren © yurek55

Kierunek Żerań © yurek55 (W sumie takich terenowych kilometrów wyszło dwadzieścia, razem z drogą nad Kanałem)

Śluza "Żerań" © yurek55
- DST 80.00km
- Teren 20.00km
- Czas 04:09
- VAVG 19.28km/h
- Temperatura 5.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 25 października 2014
Kategoria 50-100, Piaseczno/Ursynów, Sobotnio
Premierowy przejazd Mostem Grota
Jadąc nad Wisłą postanowiłem sprawdzić, czy tak zachęcająco wyglądająca droga rowerowa wiodąca na most, jest już przejezdna, czy to tylko podpucha.
Jeszcze trzy tygodnie temu wyglądała
tak więc mój sceptycyzm był wielce uzasadniony.

Wjazd od strony Żoliborza na Most Grota © yurek55
Wprawdzie wiedziałem, że zjazd z Bródna w stronę Łomianek został otwarty dla samochodów, ale to nie musi być równoznaczne z oddaniem drogi dla rowerów. A tymczasem spotkała mnie niespodzianka, bo można nią przejechać Wisłę i tylko po praskiej stronie nie ma jeszcze rozprowadzenia na południe. Na razie trzeba kawałek przejechać ulicą Modlińską, ale jadąc z Tarchomina można bezproblemowo na nią wjechać i dotrzeć wygodnie na Żoliborz. Chociaż stamtąd praktyczniej jest pojechać Mostem Marykury i jechać na południe Nadwiślańskim Szlakiem Rowerowym, no ale... Ważne, że jest już kolejna, bezpieczna dla rowerzystów przeprawa mostowa w Warszawie. Jak sobie przypomnę swoje przejazdy po tym moście, to wydaje mi się, że gorszego dla rowerzystów nie ma. A teraz proszę bardzo!

Droga rowerowa na Moście Grota już otwarta! © yurek55
Można przystanąć, popatrzeć na wodę, zrobić obowiązkową fotkę z mostu - jak dotąd z tego miejsca trudno było robić zdjęcia.

Przyczajone jednostki desantowe, a może to rzeczni piraci? W każdym razie ich kryjówka została zdekonspirowana.

EC Żerań bez dymu z komina © yurek55
...a tymczasem po drugiej stronie Wisły Siekierki grzeją pełną parą. Czyli my mamy ciepło w mieszkaniach, a na Pradze dwudziesty stopień zasilania?

EC Siekierki plus dym z komina © yurek55
Ten dym ponadto uświadamiał mi, że jadę pod wiatr. Zimny wiatr. Będąc po praskiej stronie mogłem przynajmniej schronić się w krzakach nad Wisłą...

Ławeczka z oparciem - ścieżka nad Wisłą © yurek55

Ławeczka bez oparcia - widać Most Łazienkowski © yurek55
...........................................
Dalsza jazda na południe, już po drugiej stronie Wisły, uświadomiła mi straszny fakt upadku Republiki Rowerowej Gassy. Na ponaddwudziestokilometrowej trasie spotkałem zaledwie kilku rowerzystów, w tym tylko jednego na rowerze szosowym! Teraz już Hipek może jechać na tę trasę bez obaw o spotkanie pro-ścigantów.
..........................................
Kiedy w końcu skierowałem się w stronę Konstancina wiatr wreszcie przestał mi przeszkadzać i poczułem prawdziwą radość z jzady. Nie wiadomo kiedy minąłem Chylice i znalazłem się w Piasecznie. Tam miałem krótki postój u córki na ładowanie telefonu i pyszny gorący rosół. Posilony i rozgrzany wyruszyłem do domu, a Dawidach rozwiązała się zagadka stawianych słupów .

Obiekty radiokomuniakcyjnego odbiorczego OR/RX wraz inf.tech i siecią teletechniczną © yurek55

Radiolatarnie lotniska Chopina © yurek55
Nie jest to więc ani początek budowy drogi dojazdowej do wiaduktu, ani magazyn.
Pomimo niskiej temperatury i zimnego wiatru dziś jechało mi się dobrze. Kupiona w Lidlu narciarska kurtka sofshellowa daje radę w zakresie temperatur +5°C do - 15°C. Jak jest cieplej wystarcza deszczówka, jak jest zimniej - nie sprawdzałem.
Aha, i jeszcze zdjęcie - ostrzeżenie przy Powązkach. Wjazdu na górę nie ma już od dwóch tygodni i nie wiadomo ile ten złom tam jeszcze poleży.

Trawers nieczynny, rower wnosimy po schodach © yurek55

Wjazd od strony Żoliborza na Most Grota © yurek55
Wprawdzie wiedziałem, że zjazd z Bródna w stronę Łomianek został otwarty dla samochodów, ale to nie musi być równoznaczne z oddaniem drogi dla rowerów. A tymczasem spotkała mnie niespodzianka, bo można nią przejechać Wisłę i tylko po praskiej stronie nie ma jeszcze rozprowadzenia na południe. Na razie trzeba kawałek przejechać ulicą Modlińską, ale jadąc z Tarchomina można bezproblemowo na nią wjechać i dotrzeć wygodnie na Żoliborz. Chociaż stamtąd praktyczniej jest pojechać Mostem Marykury i jechać na południe Nadwiślańskim Szlakiem Rowerowym, no ale... Ważne, że jest już kolejna, bezpieczna dla rowerzystów przeprawa mostowa w Warszawie. Jak sobie przypomnę swoje przejazdy po tym moście, to wydaje mi się, że gorszego dla rowerzystów nie ma. A teraz proszę bardzo!

Droga rowerowa na Moście Grota już otwarta! © yurek55
Można przystanąć, popatrzeć na wodę, zrobić obowiązkową fotkę z mostu - jak dotąd z tego miejsca trudno było robić zdjęcia.

Przyczajone jednostki desantowe, a może to rzeczni piraci? W każdym razie ich kryjówka została zdekonspirowana.

EC Żerań bez dymu z komina © yurek55
...a tymczasem po drugiej stronie Wisły Siekierki grzeją pełną parą. Czyli my mamy ciepło w mieszkaniach, a na Pradze dwudziesty stopień zasilania?

EC Siekierki plus dym z komina © yurek55
Ten dym ponadto uświadamiał mi, że jadę pod wiatr. Zimny wiatr. Będąc po praskiej stronie mogłem przynajmniej schronić się w krzakach nad Wisłą...

Ławeczka z oparciem - ścieżka nad Wisłą © yurek55

Ławeczka bez oparcia - widać Most Łazienkowski © yurek55
...........................................
Dalsza jazda na południe, już po drugiej stronie Wisły, uświadomiła mi straszny fakt upadku Republiki Rowerowej Gassy. Na ponaddwudziestokilometrowej trasie spotkałem zaledwie kilku rowerzystów, w tym tylko jednego na rowerze szosowym! Teraz już Hipek może jechać na tę trasę bez obaw o spotkanie pro-ścigantów.
..........................................
Kiedy w końcu skierowałem się w stronę Konstancina wiatr wreszcie przestał mi przeszkadzać i poczułem prawdziwą radość z jzady. Nie wiadomo kiedy minąłem Chylice i znalazłem się w Piasecznie. Tam miałem krótki postój u córki na ładowanie telefonu i pyszny gorący rosół. Posilony i rozgrzany wyruszyłem do domu, a Dawidach rozwiązała się zagadka stawianych słupów .

Obiekty radiokomuniakcyjnego odbiorczego OR/RX wraz inf.tech i siecią teletechniczną © yurek55

Radiolatarnie lotniska Chopina © yurek55
Nie jest to więc ani początek budowy drogi dojazdowej do wiaduktu, ani magazyn.
Pomimo niskiej temperatury i zimnego wiatru dziś jechało mi się dobrze. Kupiona w Lidlu narciarska kurtka sofshellowa daje radę w zakresie temperatur +5°C do - 15°C. Jak jest cieplej wystarcza deszczówka, jak jest zimniej - nie sprawdzałem.
Aha, i jeszcze zdjęcie - ostrzeżenie przy Powązkach. Wjazdu na górę nie ma już od dwóch tygodni i nie wiadomo ile ten złom tam jeszcze poleży.

Trawers nieczynny, rower wnosimy po schodach © yurek55
- DST 86.00km
- Czas 04:04
- VAVG 21.15km/h
- Temperatura 0.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 22 października 2014
Kategoria 50-100
I znowu Piaseczno
Dobrze jest być komuś potrzebnym i móc pomagać w razie potrzeby. Realizując te maksymę pojechałem sprawdzić się w roli babysitter. Trasę wybrałem identyczną jak wczoraj, bo pomimo że dłuższa o cztery kilometry, to wcale nie zajmuje więcej czasu. Brak świateł i ruchu ulicznego jest zdecydowanym atutem i aż nadto wystarczającym powodem, by jeździć właśnie tamtędy. Dziś zaskoczył mnie widok robotników i dźwigu stawiającego jakieś słupy na ul. Złotych Łanów róg Kinetycznej. Czyżby zanosiło się na dokończenie budowy drogi od lotniska Okęcie do Dawid Bankowych? Teraz samochody pokonują ten fragment po takich wybojach jakich nie powstydziła by się trasa Rajdu Dakar. A widzę, że pomimo to coraz więcej samochodów tamtędy jeździ, wystawiając zawieszenia na ciężką próbę, bo to jednak jest duży skrót do Warszawy, pozwalający ominąć Aleję Krakowską i prowadzący albo na Służewiec, albo do Żwirki i Wigury.

Ruszyła kontynuacja budowy? © yurek55
Z Piaseczna wracałem Puławską, bo podobno deszcz miał padać, a poza tym miałem książkę do odebrania na Śródmieściu. Przy Auchan rzeczywiście musiałem wyjąć kurtkę z plecaka i założyć na plecy, ale to był jednak fałszywy alarm. Jeszcze zanim skręciłem w Kajakową do Lasu Kabackiego musiałem szybko ją zdejmować, bo deszcz przestał padać, a mnie zrobiło się zbyt gorąco. Hipek zdecydowanie ma rację, że przy obecnych temperaturach trzeba to robić, ZANIM człowiek zdąży się spocić.
............................................
Dziś po raz drugi jechałem drogą rowerową na Świętokrzyskiej i bardzo mi się to podobało, choć pierwszy przejazd nie wywołał entuzjazmu. Widocznie jestem jak inżynier Mamoń, co to mu się podobały melodie, które już wcześniej słyszał.

Ruszyła kontynuacja budowy? © yurek55
Z Piaseczna wracałem Puławską, bo podobno deszcz miał padać, a poza tym miałem książkę do odebrania na Śródmieściu. Przy Auchan rzeczywiście musiałem wyjąć kurtkę z plecaka i założyć na plecy, ale to był jednak fałszywy alarm. Jeszcze zanim skręciłem w Kajakową do Lasu Kabackiego musiałem szybko ją zdejmować, bo deszcz przestał padać, a mnie zrobiło się zbyt gorąco. Hipek zdecydowanie ma rację, że przy obecnych temperaturach trzeba to robić, ZANIM człowiek zdąży się spocić.
............................................
Dziś po raz drugi jechałem drogą rowerową na Świętokrzyskiej i bardzo mi się to podobało, choć pierwszy przejazd nie wywołał entuzjazmu. Widocznie jestem jak inżynier Mamoń, co to mu się podobały melodie, które już wcześniej słyszał.
- DST 54.84km
- Czas 02:32
- VAVG 21.65km/h
- Temperatura 12.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 16 października 2014
Kategoria 50-100
Rozmyśliłem się
Tytuł lakoniczny i tajemniczy, a ja całą drogę i teraz też, myślę: dlaczego nie pojechałem dalej, dlaczego zrezygnowałem z tak precyzyjnie zaplanowanej, narysowanej i wgranej do telefonu wycieczki? Decyzję o tym podjąłem bardzo spontanicznie i szybko, gdy tylko poczułem lekkie pieczenie w miejscu styku pewnej części ciała, z siodełkiem. Może się przestraszyłem, że prawdziwy ból pojawi się później i będę przez następne 100 km cierpiał, w imię nie wiadomo czego? Może doszło do tego nieodpowiednie ubranie, a kurtki zdjąć nie mogłem bo byłem spocony, co przy jedenastu stopniach i w samej koszulce mogło skończyć się chorobą? Może siedząca gdzieś z tyłu głowy informacja z acuweather, o spodziewanej burzy z piorunami o dwunastej? Może lekka obawa przed jazdą przy kiepskiej widoczności drogą krajową 61 do Pułtuska? Może wszystko po trochu, a może nic z tego, bo mi się tylko i po prostu odechciało? Bo po co się męczyć, skoro dziś przekraczam dziesięć tysięcy kilometrów w tym roku?
Wiem, że gdyby myśl o powrocie pojawiła się 5 kilometrów dalej, to na pewno bym się nie wrócił. Ale ponieważ te wątpliwości pojawiły się przed rondem, skręciłem skwapliwie na Nieporęt i najkrótszą drogą wróciłem do domu. Oczywiście nic mnie bolało, burzy nie było, deszczu tez nie było, czasami lekka mżawka, osiadała na okularach. A ja siedzę i myślę: dlaczego właściwie nie zaliczyłem czterech nowych gmin i nie przejechałem dwa razy dłuższego dystansu?

Strażacy udzielają pomocy ofierze wypadku. Lasek na Kole © yurek55
Tu też zastanawiająca historia. Cztery(!) jednostki Straży Pożarnej stojące na lewym pasie, brak policji i pogotowia, skuter stojący z przodu, na oko nieuszkodzony, ofiara leży na jezdni. Same zagadki.

Kanał Żerański © yurek55

Ujście Kanału Markowskiego (rz. Długa) do Kanału Żerańskiego © yurek55

Nieporęt z Legią © yurek55
Wiem, że gdyby myśl o powrocie pojawiła się 5 kilometrów dalej, to na pewno bym się nie wrócił. Ale ponieważ te wątpliwości pojawiły się przed rondem, skręciłem skwapliwie na Nieporęt i najkrótszą drogą wróciłem do domu. Oczywiście nic mnie bolało, burzy nie było, deszczu tez nie było, czasami lekka mżawka, osiadała na okularach. A ja siedzę i myślę: dlaczego właściwie nie zaliczyłem czterech nowych gmin i nie przejechałem dwa razy dłuższego dystansu?

Strażacy udzielają pomocy ofierze wypadku. Lasek na Kole © yurek55
Tu też zastanawiająca historia. Cztery(!) jednostki Straży Pożarnej stojące na lewym pasie, brak policji i pogotowia, skuter stojący z przodu, na oko nieuszkodzony, ofiara leży na jezdni. Same zagadki.

Kanał Żerański © yurek55

Ujście Kanału Markowskiego (rz. Długa) do Kanału Żerańskiego © yurek55

Nieporęt z Legią © yurek55
- DST 69.21km
- Teren 12.00km
- Czas 03:26
- VAVG 20.16km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 4 października 2014
Kategoria 50-100, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Lubię Gassy
Wygląda na to, że nawet jeśli pojadę na północ, to i tak w rezultacie dojadę do przeprawy promowej w Gassach. Wprawdzie dziś musiałem być na Ursynowie, a gdzie stamtąd można jechać? tylko do Powsina. A z Powsina gdzie? No właśnie...
A ponieważ dopiero na miejscu spojrzałem na zegarek, to wyszło na to, że i wracać muszę tą samą drogą, bo tylko wtedy zdążę na czas na obiad. I wcale mi to nie przeszkadzało.

Zjazd rowerowy z estakady Mostu Grota © yurek55 [będziemy ćwiczyć jazdę bez hamowania]

Most Gdański - miło cię widzieć © yurek55 [jeszcze milej będzie, jeśli kiedyś wreszcie skończą bulwary wzdłuż Wisły]

Prom ma powodzenie © yurek55
A ponieważ dopiero na miejscu spojrzałem na zegarek, to wyszło na to, że i wracać muszę tą samą drogą, bo tylko wtedy zdążę na czas na obiad. I wcale mi to nie przeszkadzało.

Zjazd rowerowy z estakady Mostu Grota © yurek55 [będziemy ćwiczyć jazdę bez hamowania]

Most Gdański - miło cię widzieć © yurek55 [jeszcze milej będzie, jeśli kiedyś wreszcie skończą bulwary wzdłuż Wisły]

Prom ma powodzenie © yurek55
- DST 86.00km
- Teren 4.00km
- Czas 03:59
- VAVG 21.59km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 30 września 2014
Kategoria 50-100, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Gassy po raz n-ty
Rano pojechałem na drobny zabieg chirurgiczny i pomimo wyznaczenia daty i godziny już w czerwcu, swoje pod gabinetem musiałem odczekać. To norma w państwowej służbie zdrowia. W ustroju słusznie minionym takim nierozwiązywalnym problemem był sznur do snopowiązałek i papier toaletowy, teraz na to miejsce wskoczyła służba zdrowia.W poczekalni dużo się nasłuchałem o dostępności opieki medycznej "za komuny" i teraz - wnioski nasuwają się same.
Ale nie o tym miałem pisać.
Dodam tylko jeszcze, że okolice Powstańców Śląskich w godzinach porannych, są przejezdne wyłącznie rowerem. Gdybym chciał jechać samochodem spędziłbym w korkach co najmniej godzinę, a tak mogłem tę zaoszczędzoną godzinę spędzić w poczekalni. Po powrocie do domu zastanawiałem się, czy powinienem jeszcze gdzieś jechać i czy mi to nie wyjdzie bokiem. W sumie pan doktor nie mówił nic o leżeniu czy odpoczywaniu, ale skąd mógł wiedzieć, że ja rowerem przyjechałem? Byłem przecież w cywilnym ubraniu, nie w rowerowym rynsztunku. Ponieważ jednak ból nie był specjalnie dokuczliwy a ja zyskałem cel wyjazdu, pojechałem do Piaseczna. Stamtąd powtórzyłem dokładnie sobotnią trasę do przystani promowej, bo to jest bardzo przyjemna droga. Prowadzi trochę bokiem, omija centrum Konstancina i wychodzi niemal prosto na Pałac w Oborach, a stamtąd do Gassów niemal nic nie jeździ. Dziś nawet rowerzystów nie było - pusto. Na tej drodze też pewnie wtedy było pusto...

Za szybko © yurek55
"Teraz jesteś Jarku powietrzem, promykiem słońca na niebie, wolnością bezgraniczną, świadomością już czystą."
Za to, że byłeś.Przyjaciele.
Tym razem darowałem sobie zjazd do przystani i kolejną fotkę promu, zadowoliłem się ogólną panoramą. (Sklejanie zdjęć nie bardzo mi wychodzi, wiem.)

Widok ogólny © yurek55
Po dojechaniu do Czerniakowskiej zobaczyłem, że droga rowerowa rośnie jak na drożdżach, asfalt położono już niemal do Łazienkowskiej, tylko piesi się jeszcze nie przyzwyczaili. Samochód dziś żaden nie parkował, za to ludzie chodzili jak po swoim. Potem jeszcze podjechałem Agrykolą, by po raz kolejny poczuć jak moje płuca zostają na asfalcie - ja naprawdę chyba jestem masochistą. A jeszcze od Ronda Jazdy Polskiej do Grójeckiej pojechałem Trasą Łazienkowską, żeby poczuć ten dreszczyk emocji, tak lubiany przez rowerzystów, gdy mijają ich samochody z lewej i prawej strony. Czasem naprawdę sam siebie nie rozumiem.
Niemniej wycieczkę uznaję za bardzo udaną. Jechałem szybko, bo miałem cel i ramy czasowe, załatwiłem sprawę i zrobiłem dobry uczynek, nigdzie nie błądziłem, deszcz mnie nie zmoczył, pogoda dobra. Same pozytywy.

Jesiennie © yurek55

Wykręcona gałąź © yurek55
Ale nie o tym miałem pisać.
Dodam tylko jeszcze, że okolice Powstańców Śląskich w godzinach porannych, są przejezdne wyłącznie rowerem. Gdybym chciał jechać samochodem spędziłbym w korkach co najmniej godzinę, a tak mogłem tę zaoszczędzoną godzinę spędzić w poczekalni. Po powrocie do domu zastanawiałem się, czy powinienem jeszcze gdzieś jechać i czy mi to nie wyjdzie bokiem. W sumie pan doktor nie mówił nic o leżeniu czy odpoczywaniu, ale skąd mógł wiedzieć, że ja rowerem przyjechałem? Byłem przecież w cywilnym ubraniu, nie w rowerowym rynsztunku. Ponieważ jednak ból nie był specjalnie dokuczliwy a ja zyskałem cel wyjazdu, pojechałem do Piaseczna. Stamtąd powtórzyłem dokładnie sobotnią trasę do przystani promowej, bo to jest bardzo przyjemna droga. Prowadzi trochę bokiem, omija centrum Konstancina i wychodzi niemal prosto na Pałac w Oborach, a stamtąd do Gassów niemal nic nie jeździ. Dziś nawet rowerzystów nie było - pusto. Na tej drodze też pewnie wtedy było pusto...

Za szybko © yurek55
"Teraz jesteś Jarku powietrzem, promykiem słońca na niebie, wolnością bezgraniczną, świadomością już czystą."
Za to, że byłeś.Przyjaciele.
Tym razem darowałem sobie zjazd do przystani i kolejną fotkę promu, zadowoliłem się ogólną panoramą. (Sklejanie zdjęć nie bardzo mi wychodzi, wiem.)

Widok ogólny © yurek55
Po dojechaniu do Czerniakowskiej zobaczyłem, że droga rowerowa rośnie jak na drożdżach, asfalt położono już niemal do Łazienkowskiej, tylko piesi się jeszcze nie przyzwyczaili. Samochód dziś żaden nie parkował, za to ludzie chodzili jak po swoim. Potem jeszcze podjechałem Agrykolą, by po raz kolejny poczuć jak moje płuca zostają na asfalcie - ja naprawdę chyba jestem masochistą. A jeszcze od Ronda Jazdy Polskiej do Grójeckiej pojechałem Trasą Łazienkowską, żeby poczuć ten dreszczyk emocji, tak lubiany przez rowerzystów, gdy mijają ich samochody z lewej i prawej strony. Czasem naprawdę sam siebie nie rozumiem.
Niemniej wycieczkę uznaję za bardzo udaną. Jechałem szybko, bo miałem cel i ramy czasowe, załatwiłem sprawę i zrobiłem dobry uczynek, nigdzie nie błądziłem, deszcz mnie nie zmoczył, pogoda dobra. Same pozytywy.

Jesiennie © yurek55

Wykręcona gałąź © yurek55
- DST 81.60km
- Teren 3.00km
- Czas 03:56
- VAVG 20.75km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 29 września 2014
Kategoria 50-100
Trudna jazda po Kampinosie
Pogoda taka, że szkoda jej nie wykorzystać, a ja nie miałem żadnego pomysłu na trasę, ale postanowiłem przynajmniej pokręcić się trochę po ulicach, zobaczyć co nowego w mieście. Ale najpierw pojechałem na Racławicka i tam w moim centrum medycznym zaszczepiłem się na grypę. Robię to co rok już od kilku lat i rzeczywiście nie choruję. Czy to zasługa szczepionki, czy własnej odporności, nie wiem, ale skoro mam to w pakiecie usług, to dlaczego nie korzystać? Później chciałem zobaczyć odnowioną ulicę Świętokrzyską, ale gdy tam dotarłem zobaczyłem, że jeszcze pracują i to bardzo głośno. Szybko zweryfikowałem swoje zamierzenia i pojechałem na Plac Zamkowy. Tam też nic nowego, a nie..., obejrzałem fotogramy obrazujące historię 50 lat Grubej Kaśki. Potem jeszcze rowerowy spacer po uliczkach Żoliborza, aż wreszcie miałem już dość takiej jazdy. Wymyśliłem na szybko by pojechać do Palmir od drugiej strony. Zawsze jeździłem od Truskawia, tym razem pomyślałem, że można przecież i od Łomnej. W Palmirach diabeł mnie podkusił pojechać czarnym szlakiem, bo sądziłem, że to wygodniejsze od "kocich łbów". Bardzo się pomyliłem. Nie umiem zapamiętać?, zrozumieć?, że w Puszczy Kampinoskiej są SZLAKI PIESZE, nie rowerowe! Jazda po korzeniach, piachu, pod górę, strome zjazdy - jednym słowem - cała gama rowerowych atrakcji dla miłośników ekstremalnej jazdy enduro. Na szczęście po kilometrze, może nieco więcej i po zdobyciu, a co ważniejsze - zjechaniu, z Góry Ćwika, wróciłem na brukowaną drogę i już dalej nie kombinowałem z nowymi drogami. Dopiero na pętli w Truskawiu znów wygrała ciekawość, a wybrana ulica po kilkuset metrach zamieniała się w piaszczystą leśną drogę. Zawróciłem poprzysięgając sobie, że już nigdy nie zjadę z asfaltu i nie będę jeździł po lasach i polach. Przynajmniej do następnego razu. Dalsza droga stałą trasą przez Lipków, Babice, Wieruchów i Szeligi, upłynęła mi bez niespodzianek, przyjemnie i spokojnie. Takimi drogami to ja lubię jeździć, tylko po co w takim razie wybieram bezdroża???

Trudny zjazd z Góry Ćwika © yurek55

Lasek brzozowy © yurek55

Czerwona jesień w Palmirach © yurek55

Zielony potok © yurek55

Abecadło z pieca spadło © yurek55

Bajkowe nazwy ulic w Dziekanowie Leśnym

Trudny zjazd z Góry Ćwika © yurek55

Lasek brzozowy © yurek55

Czerwona jesień w Palmirach © yurek55

Zielony potok © yurek55

Abecadło z pieca spadło © yurek55

Bajkowe nazwy ulic w Dziekanowie Leśnym
- DST 81.60km
- Teren 10.00km
- Czas 04:31
- VAVG 18.07km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
*Słońce rozleniwia*
Nie wiem czy to słońce, czy wczorajsze kilometry, ale nie bardzo chciało mi się jeździć dzisiaj. Aby opóźnić wyjście z domu zdecydowałem się wreszcie na wymianę napędu. Klucz z Hong Kongu spokojnie dał radę odkręcić nakrętkę mocującą kasetę, a łańcuch włożony do rurki doskonale zastąpił bacik. Nie sądziłem, że to takie proste. Nowy napęd trzeba było przetestować, a ja na szczęście miałem coś do załatwienia i to w trzech punktach Warszawy. Tak więc trochę tych kilometrów się uzbierało, ale generalnie dziś był dzień siedzenia i wygrzewania się na słoneczku, a nie kręcenia. Na przykład tu, na wale wiślanym...

Działki wzdłuż Jagiellońskiej © yurek55
...albo tutaj...

Cmentarz na Bródnie © yurek55
...wszystko jedno gdzie, aby nie jechać. Czasu miałem dużo, wiedziałem że zdążę, to po co się miałem spieszyć?

Chemiczne smugi nad Warszawą © yurek55

Chemitrails z Mostu Świętokrzyskiego © yurek55

Chwała saperom © yurek55
Przy wyjściu z Dworca Wschodniego, coś na pocieszenie dla przyjeżdżających do stolicy.

Jestem z miasta? © yurek55

Działki wzdłuż Jagiellońskiej © yurek55
...albo tutaj...

Cmentarz na Bródnie © yurek55
...wszystko jedno gdzie, aby nie jechać. Czasu miałem dużo, wiedziałem że zdążę, to po co się miałem spieszyć?

Chemiczne smugi nad Warszawą © yurek55

Chemitrails z Mostu Świętokrzyskiego © yurek55

Chwała saperom © yurek55
Przy wyjściu z Dworca Wschodniego, coś na pocieszenie dla przyjeżdżających do stolicy.

Jestem z miasta? © yurek55
- DST 59.00km
- Teren 3.00km
- Czas 03:34
- VAVG 16.54km/h
- Temperatura 26.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Festyn na Dzień Wisły
Początek dzisiejszej jazdy zapowiadał się bardzo dobrze, przejechanie pierwszych czterdziestu kilometrów zajęło mi tylko godzinę i czterdzieści jeden minut. Na swojej ulubionej zachodniej trasie, która przecież jeżdżę bardzo często, dziś dopiero zobaczyłem, co budowali obok Szeligowskiej. Cały ten kompleks był dotychczas szczelnie zarośnięty gęstymi krzakami i zasłonięty płotem, teraz widać, że niebawem kolejny Lidl ruszy z handlem.

Rzeźba bramkarza przy Centrum Olimpijskim © yurek55

Zapaśnicy © yurek55

Trzyosobowa ucieczka z peletonu © yurek55

Grupa pościgowa © yurek55
A co do szybkiej jazdy, to później tempo spało jadąc nad Wisłą w Warszawie najpierw zatrzymałem się przy Centrum Olimpijskim na zdjęcia, a potem dojechałem do Płyty Czerniakowskiej, gdzie trwał festyn i okazji Dnia Wisły. Tam utknąłem na dłużej, gapiąc się na żaglówki, motorówki, windsurferów, pokazy rowerowe na rampie, występy na estradzie, etc..., etc... .

Tramwaj wodny na Wiśle © yurek55

Na holu pod prąd i pod wiatr © yurek55

Rzadki widok - windsurfing na Wisle © yurek55
Potem już nie miałem czasu - a tak naprawdę ochoty - na daleką jazdę. Wybiłem się z rytmu. Wjechałem tylko Agrykolą na górę i najkrótszą drogą wróciłem do domu. Na zakończenie jeszcze dwie refleksje. Jechałem drogą dla rowerów, co przy takiej pogodzie jak dziś i w dniu wolnym od pracy, jest doświadczeniem ekstremalnym. Sznury okazjonalnych rowerzystów jadących w obu kierunkach w stylu całkowicie nieprzewidywalnym, a do tego harpagoni na rowerach cisnący pomiędzy nimi z prędkością ponad 30km/h. Do tego jeszcze głośne pokrzykiwania, żeby wszyscy uciekali na boki, bo oto jadą prawdziwi królowie dwóch pedałów. Zapewne napędza ich przeświadczenie, że skoro w terenie zabudowanym można jechać 50km/h, to oni MAJĄ PRAWO. A druga obserwacja dzisiejsza, to ludzie PROWADZĄCY rowery pod górę na Agrykoli. Bardzo mi to podniosło samoocenę - i bez znaczenia jest tu wiek, płeć i tusza piechurów.

Rzeźba bramkarza przy Centrum Olimpijskim © yurek55

Zapaśnicy © yurek55

Trzyosobowa ucieczka z peletonu © yurek55

Grupa pościgowa © yurek55
A co do szybkiej jazdy, to później tempo spało jadąc nad Wisłą w Warszawie najpierw zatrzymałem się przy Centrum Olimpijskim na zdjęcia, a potem dojechałem do Płyty Czerniakowskiej, gdzie trwał festyn i okazji Dnia Wisły. Tam utknąłem na dłużej, gapiąc się na żaglówki, motorówki, windsurferów, pokazy rowerowe na rampie, występy na estradzie, etc..., etc... .

Tramwaj wodny na Wiśle © yurek55

Na holu pod prąd i pod wiatr © yurek55

Rzadki widok - windsurfing na Wisle © yurek55
Potem już nie miałem czasu - a tak naprawdę ochoty - na daleką jazdę. Wybiłem się z rytmu. Wjechałem tylko Agrykolą na górę i najkrótszą drogą wróciłem do domu. Na zakończenie jeszcze dwie refleksje. Jechałem drogą dla rowerów, co przy takiej pogodzie jak dziś i w dniu wolnym od pracy, jest doświadczeniem ekstremalnym. Sznury okazjonalnych rowerzystów jadących w obu kierunkach w stylu całkowicie nieprzewidywalnym, a do tego harpagoni na rowerach cisnący pomiędzy nimi z prędkością ponad 30km/h. Do tego jeszcze głośne pokrzykiwania, żeby wszyscy uciekali na boki, bo oto jadą prawdziwi królowie dwóch pedałów. Zapewne napędza ich przeświadczenie, że skoro w terenie zabudowanym można jechać 50km/h, to oni MAJĄ PRAWO. A druga obserwacja dzisiejsza, to ludzie PROWADZĄCY rowery pod górę na Agrykoli. Bardzo mi to podniosło samoocenę - i bez znaczenia jest tu wiek, płeć i tusza piechurów.
- DST 61.44km
- Czas 03:09
- VAVG 19.50km/h
- Temperatura 26.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























