Zabawiłem się w kuriera miejskiego i pojechałem coś zawieźć córce do centrum. Dystans niewielki, ale wracałem nieco dookoła i udało się uciułać dwucyfrowy wynik. A na zakończenie, jakiś szeryf na emeryturze, postanowił nauczyć mnie przestrzegania przepisów. Przejeżdżałem bardzo powoli skrajem przejścia dla pieszych przy Banacha, a z przeciwka szedł rzeczony szeryf. Gdy się wymijaliśmy, znienacka mnie popchnął, rzucając w moim kierunku, że rower trzeba przeprowadzać. Jak już wspomniałem, miałem niemal zerową prędkość więc zaliczyłem klasyczną glebę. Najpierw jak się podniosłem rzuciłem za nim kwiecistą wiązankę, ale szybko się zreflektowałem, że to nie wystarczy. Zawróciłem, dogoniłem go i po chwili on też leżał na chodniku. Po wyrównaniu rachunków z szeryfem, mogłem już spokojnie wrócić do domu. Myślę, że przynajmniej ten obrońca i nauczyciel prawa, pomyśli dwa razy zanim znów kogoś zaczepi na ulicy.
Miałem dziś z Piaseczna zabrać jakieś ważne papiery i zawieźć drugiej córce do pracy, ale żeby wyszło trochę więcej kilometrów postanowiłem jechać przez Gassy. Wszystko by było dobrze, ale na skutek, chyba(?), pomroczności jasnej, zapomniałem że jest zima. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że wczoraj i przedwczoraj było bardzo ciepło - i to tak, że jeździłem z gołymi nogami. Z tego też powodu zrezygnowałem z nowej kurki, która choć cienka, to jednak nominalnie ma być przecież na zimę. Wyciągnąłem więc z szafy cienką przeciwdeszczówkę z Lidla, na nogi wciągnąłem nogawki z lycry i tak ubrany wyruszyłem w drogę. Początkowo było zupełnie dobrze i nawet jak zaczął siąpić drobny deszczyk, też mi to specjalnie nie przeszkadzało. Jednak po mniej więcej godzinie kurtka zaczęła przepuszczać, a że pod spodem miałem tylko koszulkę, to zaczęło być mokro i chłodno. Nogi przyobleczone w cienki materiał też zaczęły się wychładzać, a i stopy w mokrych skarpetkach dokładały swoje. Na szczęście jak dojechałem do Gassów i zacząłem się oddalać od Wisły, deszcz powoli ustawał i w Konstancinie już było sucho. W Piasecznie u córki wypiłem gorącą kawę, założyłem na siebie coś suchego, mokrą koszulkę rowerową schowałem do plecaka i mogłem wracać. Na szczęście deszcz już nie padał i tylko chłód dawał się nieco we znaki, szczególnie w nogi i pod gołą szyją.
Gdybym założył normalne, długie spodnie i inną kurtkę, to by było zupełnie dobrze, a tak, oceniam wycieczkę na trzy z plusem.
Dziś bez zdjęcia, bo mi się nie chciało zatrzymywać.
Albo dam stare z Papugarni gdzie byłem z Dominiką i Julką.
Pogoda nadal wiosenna więc trzeba korzystać, ale po wyjechaniu z domu żadna sensowna trasa nie przychodziła mi do głowy. Prawdę mówiąc miałem chwilowo dość i Gassów i drogi na Leszno, a na dodatek wiał wiatr i tak naprawdę nie wiedziałem gdzie jechać. Kiedy troszkę niechcący znalazłem się w Ursusie, niemal automatycznie skierowałem się w stronę Macierzysza, ale dziś nie miałem ochoty na wiadukt nad torami, tylko na stary, nieczynny od kilku lat, przejazd w Gołąbkach. Z przejazdu została tylko nazwa ulicy - nomen omen - Przejazdowa.
Ulica Przejazdowa(?) w Gołąbkach
Za daleko na zachód nie zajechałem, bo nie miałem ochoty zmagać się z wiatrem na odkrytych przestrzeniach. Na rondzie w Strzykułach skręciłem na północ i od Izabelina wjechałem do Warszawy. To znaczy nie od razu, bo jeszcze odbiłem w stronę Wólki Węglowej i jadąc koło Cmentarza Północnego wyjechałem na Pułkową. A później skierowałem się na drogę rowerową wzdłuż Wisły, z której mogę skręcić do domu w dowolnym miejscu. Ale dojechałem do końca, do ostatniego mostu i dopiero stamtąd zataczając dodatkowy łuk Doliną Służewiecką, przez Mordor i Pole Mokotowskie dotarłem do celu. Z domu zabrałem zapakowany książkami plecak i pojechałem jeszcze raz. Zawiozłem je na Wydział Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej, mieszczący się przy ulicy Lecha Kaczyńskiego. Tam znajdą lepsze zastosowanie niż u mnie w piwnicy czy, nie daj Boże, na śmietniku.
Facet może nie mieć rąk, może nie mieć nóg - aby tylko nie był inwalida! ;)
Korzystając z wiosennej temperatury pojechałem przez Piaseczno do Gassów, a wracając zawiozłem córki L-4 do Instytutu na Kruczą. Dzieci chorują, mamy na zwolnieniach. W trakcie jazdy kilka razy pokropiło, ale niezbyt intensywnie i nawet nie poczułem wilgoci. Moja kurtka nie boi się takiego deszczyku. Co do samej jazdy, to początek był słaby i mozolny, głównie z powodu przeciwnego wiatru. Tym razem zaplanowałem jazdę biorąc pod uwagę jego kierunek, ale było mi tak ciężko, że skróciłem trasę, a na dodatek zrobiłem sobie przerwę na kawę. Później już było z górki, no może z wyjątkiem podjazdu na Agrykoli. Tam osiągnąłem 28 czas na 29 dotychczasowych moich wjazdów na górę, 9,9 km/h. Moje Waterloo trzyma się mocno.
Ustawa zabraniająca handlu w niedzielę i zamknięte dziś galerie, zaowocowały frekwencją na kolarskich ustawkach. Ojcowie rodzin, zwolnieni tym razem z obowiązku zwiedzania nowych świeckich świątyń pod wezwaniem Św. Konsumpcjusza, gremialnie stawili się na zbiórkach, by wspólnie przeżywać radość z jazdy. Ja mijałem dziś najliczniejszą grupę kolarską jaką dotąd udało się spotkać. Popatrzyłem w domu na Stravie i było na tej ustawce około osiemdziesięciu kolarzy amatorów. To był wiosenny debiut grupy Legion.
A to wszystko zawdzięczamy komu? Oczywiście Dobrej Zmianie!
PS. Stara kolarska prawda, że długie spodnie odbierają 10% mocy, to fakt. Autentyczny. ;) PS. Rano było siedem stopni, a jak wracałem już piętnaście. Wiosna!
Wycieczka dzisiejsza zapisała się jako dwie oddzielne, ale po scaleniu w Locusie i wyeksportowaniu do Navime, kilometry prawie się zgadzają. Tylko ta prosta linia z Bielan do Czosnowa pokazuje, że w tym czasie był brak zapisu, a Navime połączyło punkty od zaprzestania, do ponownego włączenia zapisu trasy. Jechało mi się dziś wyjątkowo dobrze, co znalazło swoje odzwierciedlenie w średniej. Dawno takich wartości nie oglądałem na liczniku. Kurtka spisuje się bardzo dobrze, a jej rzekome mankamenty, które wczoraj wymieniałem, łatwo zniwelować. Dokumenty, które rzeczywiście mogą wypaść z tylnej kieszeni (ale tylko w przypadku potrącenia przez samochód i upadku), można schować do kieszonki w koszulce i już nie będzie kłopotów z identyfikacją. Prawda jakie proste? Na taką temperaturę jak dziś można rozpiąć wywietrzniki pod pachami i rozsunąć suwak pod szyją i też daje radę. Pompka tez spokojnie w tylnej kieszeni przejechała trasę bez tendencji do wypadania. Tylko z chusteczką jest kłopot, bo przy niskich temperaturach przydaje się pod ręką. Niemniej jestem więcej niż zadowolony z tego zakupu.
Nie miałem czasu na jazdę rowerem w dzień, ale za to wracając z Piaseczna samochodem zajechałem do Deca na Okęciu i kupiłem kurtkę B'Twin 700.
Zdjęcie ze strony Decathlon
Chodziłem koło niej już od jakiegoś czasu, oglądałem, przymierzałem, ale cena mnie jednak trochę odrzucała. Czekałem na obniżkę posezonową, obserwując na ich stronie internetowej czy coś się dzieje, ale widać było tylko niedużą przecenę na niebiesko - czarne, a ja chciałem żarówiastą żółtą. No i pojechałem z głupia frant na Okęcie, właściwie bez nadziei, raczej dla spokoju sumienia i z ciekawości. I co? Wisiała i czekała na mnie, na dodatek kosztowała tylko 149,90. Nie miałem już więc żadnego wytłumaczenia i musiałem ją kupić. Zrobiłem to w zasadzie z myślą o przyszłej zimie, wszak napisane jest: "Przeznaczenie: do regularnej jazdy rowerem szosowym w zimne dni (2 do 4 godzinne wyjazdy)" , ale że jest o wiele cieńsza od mojej snowbordowej z Lidla, to chciałem ją sprawdzić. Okazało się, że na dzisiejszą wieczorną temperaturę jest w sam raz. Pod spód wystarcza cienka koszulka z długim rękawem, kurtka bardzo dobrze chroni przed wiatrem, jest obcisła i dzięki temu trzyma ciepło i nie pozwala mu uciekać. Ściągacz rękawa wchodzi pod rękawiczkę, zapina się pod samą brodę, ma przypięty komin (nie używałem), więc na zimę będzie w sam raz. Wystarczy podkoszulka termiczna i grubsza koszulka z długim rękawem, albo cienki polar i powinno być dobrze. Ale teraz szykują się wiosenne temperatury i nie wiem, czy nie będzie w niej za gorąco. Najwyżej wywietrzniki pod pachami odsunę i zobaczymy. No i brakuje mi w niej kieszeni bocznych i wewnętrznych. Portfel z dokumentami w tylnej, niezabezpieczonej kieszeni może wypaść, a do zasuwanej kieszonki się nie mieści. Tam można schować telefon, ale gdy się go używa do robienia zdjęć, to wyjmowanie go zmarzniętymi rękami może być upierdliwe. Nie ma też gdzie trzymać chusteczek, a zimą są bardzo potrzebne - i to pod ręką. Kieszonka na piersi mieści co najwyżej dowód osobisty i kartę płatniczą, a pompka za bardzo wystaje z tylnej kieszeni. Byłbym spokojniejszy, gdyby te kieszenie były jednak głębsze. Ale takie są uroki posiadania profesjonalnej kurtki kolarskiej i trzeba to zaakceptować. PS. Na Okęciu, w końcówkach serii można jeszcze znaleźć wiele innych ubiorów na rower i to w dobrej cenie. Nie widać tego na stronie Decathlonu ani w aplikacji na telefon. Zresztą ja swojego Baranka tez tam wyhaczyłem z niezłym rabatem. Dobry sklep do okazyjnych zakupów.
Dziś dzień szczególny więc wypadało postarać się o jakieś roślinki. Sklep na "L" od dawna reklamował swoją ofertę kwiatową, a że i tak miałem zrobić jakieś zakupy, to wsiadłem na starego osiołka i uwinąłem się z tym jeszcze przed śniadaniem.
Na drugą wycieczkę wyruszyłem zdecydowanie za późno, by myśleć o jakimś dłuższym dystansie i stąd decyzja o trasie, której czas trwania mogłem w miarę dokładnie obliczyć. Wybrałem się drogą w stronę Leszna i nie bacząc na przeciwny wiatr, mozolnie pokonywałem kolejne kilometry. Trochę mnie to deprymowało i początkowo chciałem zawrócić już w Borzęcinie, ale jakoś się przemogłem i dojechałem do Pogroszewa, by dopiero tam skręcić na Zaborów i rozpocząć powrót. Ten właśnie czterokilometrowy odcinek pomiędzy Pogroszewem a Zaborowem, to spełnienie marzeń morsa, gorącego orędownika likwidacji przydrożnych drzew - morderców. :) Od samego skrzyżowania, przez Myszczyn, Feliksów, aż do końca tej drogi, po obu jej stronach leży setki powalonych drzew. Oglądanie tego w takiej masie, takim natężeniu, nawet na mnie zrobiło przykre wrażenie. Nie żebym był jakimś szczególnym obrońcą przyrody, wręcz daleki od tego jestem, ale było tego jak dla mnie za dużo na raz.
Podczas dalszej drogi już nic godnego uwagi nie było. Mogę tylko napisać, że było mi za ciepło w kurtce, której używam przy mrozach dwucyfrowych. To nie dziwne, ale w nogi też było za ciepło, a na krótkie spodnie chyba za wcześnie? Na szkole w Izabelinie było 9°C, a na kinie Ochota plus osiem. To już są temperatury wiosenne. I na koniec jeszcze trzy zdjęcia:
Zdjęcie z dedykacją :)
Przy hali w Pogroszewie dziś pracowało dwóch robotników
Kontrola czasu na kościele w Borzęcinie z innej perspektywy (13:50)
Skoro tak rzadko i nieregularnie jeżdżę rowerem, to jak już wyszedłem, chciałem jakiś solidniejszy dystans zaliczyć. Dobra pogoda zdawała się sprzyjać tym zamiarom, a że chciałem z bliska Wisłę w Gassach zobaczyć, to wybrałem się na południe w kierunku Góry Kalwarii. Wybrałem drogę wzdłuż wału wiślanego i to już od samego Mostu Siekierkowskiego, nie bacząc na szutrowy odcinek, który "terenowe" opony 28 mm znoszą lepiej, niż węższe o trzy milimetry slicki. Jak je założę, to już tamtędy jeździł nie będę. Przy okazji chciałem zobaczyć postęp prac przy budowie obwodnicy i przeprawy mostowej.
Droga po wale zawadowskim
Budowa przeprawy mostowej
Dalej były i takie odcinki
Na przystani w Gassach jakoś pusto bez wędkarzy
Prom jeszcze zimuje
W Górze Kalwarii zrobiłem krótką przerwę na zdjęcie podkoszulki, bo na dzisiejszą temperaturę trzy warstwy, to o jedną za dużo. Miałem też chęć na pozbycie się osłon na buty, ale już nie miałbym ich gdzie utknąć i zrezygnowałem - na szczęście - z tego pomysłu. Na szczęście, bo wkrótce zaczęło coś padać z nieba; najpierw jakaś kasza, potem drobny deszczyk i tak było już do końca wycieczki.
W Krzakach Czaplinkowskich powstaje kolejny fragment obwodnicy
Ten fragment, trzeba przyznać, wygląda dość surrealistycznie. Takie drzwi do lasu.
Kierując się na Prażmów, a następnie na Piaseczno, natknąłem się na cmentarz z pierwszej wojny. Pochowanych jest tam 68 DEUTSCHE i 18 RUSSEN poległych w 1914 i 1915 roku.
A po powrocie zmieniłem łańcuch, będę jeździł na dwa.
PS. Wie ktoś dlaczego mapki ze Stravy nie działają?