Wtorek, 7 kwietnia 2015
Kategoria 50-100, Piaseczno/Ursynów
Z Piaseczna do Gassów
Nie bardzo mi się chce jeździć, ale pretekst jakim było zawiezienie zostawionej czapki do Piaseczna, przyjąłem z dużym zadowoleniem. Czyli nie jest ze mną tak źle, bo okazało się, że jazda nadal sprawia mi przyjemność. Początek drogi do Piaseczna dziś nie Żwirki i Wigury, a Aleją Krakowską, bo chciałem zahaczyć o serwis aparatów fotograficznych na Sabały. W sumie chciałem tylko o coś spytać, ale nie pamiętałem modelu tego aparatu i pan nie mógł mi nic powiedzieć. Obiecałem, że przyjadę z aparatem, to wtedy będzie można rozmawiać konkretnie.
Dojazd rowerem do wiaduktu nad S2 w Dawidach po deszczach staje się bardzo utrudniony, naprawdę wolałem jak to błoto było podmarznięte. Na całe szczęście jest to bardzo krótki odcinek, ale trzeba się nogami podpierać gdzieniegdzie i to nie jest fajne. U córki posiedziałem chwilę, pogadaliśmy, zobaczyłem najnowszy nabytek, kota rasy selkirk rex, (kot, jak kot) - i pojechałem nad Wisłę do Gassów. Skręciłem najpierw na Żabieniec żeby nieco urozmaicić drogę, a w Chylicach wróciłem na starą trasę i Chyliczkowską dojechałem do Konstancina i przez Obory do celu podróży. Na przystani promowej królują wędkarze, a czy w tym roku prom będzie pływał - nie wiadomo. Chwilkę posiedziałem, popatrzyłem na Wisłę, posiliłem się bananem i wybrałem się w drogę powrotną. Do Mostu Siekierkowskiego juz mi się jechać nie chciało, wolałem jechać przez Wilanów, ale summa summarum i tak znalazłem się koło Elekrociepłowni i Augustówką dotarłem do Powsińskiej i dalej do Sobieskiego i do domu.
Pogoda dziś była jakaś dziwna. Niby było prawie 10 stopni, ale zimny wiatr skutecznie ją obniżał. Na szczęście byłem odpowiednio ubrany i nic nie psuło mi czystej przyjemności z jazdy.

Kościół Św. Jadwigi Królowej w Żabieńcu © yurek55

Gassy, przystań promowa © yurek55

Ulubiona trasa treningowa warszawskich szosowców © yurek55

Kominy dymią © yurek55

Kościół Św. Jadwigi Królowej w Żabieńcu © yurek55

Gassy, przystań promowa © yurek55

Ulubiona trasa treningowa warszawskich szosowców © yurek55

Kominy dymią © yurek55
- DST 69.69km
- Teren 3.00km
- Czas 03:34
- VAVG 19.54km/h
- Temperatura 9.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 3 kwietnia 2015
Kategoria Bez wyjazdu
1500 metrów - basen
Zamiast na rowerze - bo pogoda pod psem, a nawet pod dwoma - spędziłem miło i pożytecznie czas na pobliskiej pływalni. W końcu Wielkanoc idzie, trzeba się wreszcie domyć po zimie, prawda? Czas najwyższy. Mało ludzi wpadło na ten sam pomysł i dzięki temu miałem tor tylko dla siebie.
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Zaskakująca statystyka
W natłoku przedświątecznej krzątaniny wygospodarowałem trochę czasu i pojechałem. Zamiary miałem dalekosiężne, to znaczy na jakieś 40 - 50 kilometrów, ale wyszło inaczej. Najpierw wydało mi się, że za lekko jestem ubrany, a jak po kilku kilometrach przyzwyczaiłem się do temperatury, wysiadło endomondo. To znaczy, nie tyle aplikacja, co telefon chyba trochę zgłupiał i jak musiałem sprawdzić na nim pocztę, to zakończył działanie aplikacji. Moim zdaniem ona powinna działać w tle, ale może zły przycisk nacisnąłem? Nie wiem.
W każdym razie potraktowałem to jako znak, żeby wracać do domu, bo tak naprawdę, to nie chciało mi się jeździć - i taka jest bolesna prawda. Wydaje się, że ubiegłoroczny dystans 12 213 km, to było apogeum moich możliwości.
Ale że bikestats pozwala nam na robienie różnych porównań, sprawdziłem jak to było w ubiegłym roku. I co się okazuje? Ku swemu niekłamanemu zaskoczeniu odkryłem, że w pierwszym kwartale tego roku przejechałem o 27,5 km więcej, niż w 2014 roku.
Dziwne.
Trasa w jedną stronę na ulicę Górczewską, po odbiór obcinaczy do kocich pazurów.
W każdym razie potraktowałem to jako znak, żeby wracać do domu, bo tak naprawdę, to nie chciało mi się jeździć - i taka jest bolesna prawda. Wydaje się, że ubiegłoroczny dystans 12 213 km, to było apogeum moich możliwości.
Ale że bikestats pozwala nam na robienie różnych porównań, sprawdziłem jak to było w ubiegłym roku. I co się okazuje? Ku swemu niekłamanemu zaskoczeniu odkryłem, że w pierwszym kwartale tego roku przejechałem o 27,5 km więcej, niż w 2014 roku.
Dziwne.
Trasa w jedną stronę na ulicę Górczewską, po odbiór obcinaczy do kocich pazurów.
- DST 11.60km
- Czas 00:39
- VAVG 17.85km/h
- Temperatura 3.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 29 marca 2015
Kategoria <50, przed śniadaniem
Po bezdrożach Trasy AK
Dziś postanowiłem przejechać się po po mieście, przypomnieć sobie jak Warszawa wygląda. Przy okazji, ponieważ mój nowy licznik zapamiętuje maksymalną prędkość, chciałem zobaczyć ile wykręcę na Agrykoli. Udało mi sie rozpędzić do 45.8km/h, czyli tyle, ile większość jeżdżących osiąga na płaskim. Po przejechaniu na drugą stronę Wisły sprawdziłem, co dzieje sie na Moście Łazienkowskim. Jak widać nie dzieje się nic.

Most Łazienkowski © yurek55
Ale na Pragę już metro dojeżdża.
Metro przy Dworcu Wileńskim © yurek55
Jagielońska 55 © yurek55
Czas mi się kończył i postanowiłem Mostem Grota wracać, a przy okazji sprawdzić, jak tam postępy przy pracach drogowych. Nie był to zbyt dobry pomysł, początek wprawdzie obiecujący, ale potem było już tylko gorzej. A ostatni kawałek do Broniewskiego, to nawet pod prąd musiałem jechać.
Elektrociepłownia Żerań © yurek55
Most Grota © yurek55
Zakończenie drogi rowerowej © yurek55
Wzdłuż Trasy Toruńskiej © yurek55
A tu był ślad, że ktoś rower prowadził, to i ja poszedłem. Ale to był ślepy zaułek, niestety.
Ślepy zaułek © yurek55
Dopiero od Broniewskiego mogłem normalnie jechać i jakoś zdążyłem na czas. A na koniec endomondo mi się wyłączyło i ślad na mapie się nie zamknął.

Most Łazienkowski © yurek55
Ale na Pragę już metro dojeżdża.

Metro przy Dworcu Wileńskim © yurek55

Jagielońska 55 © yurek55
Czas mi się kończył i postanowiłem Mostem Grota wracać, a przy okazji sprawdzić, jak tam postępy przy pracach drogowych. Nie był to zbyt dobry pomysł, początek wprawdzie obiecujący, ale potem było już tylko gorzej. A ostatni kawałek do Broniewskiego, to nawet pod prąd musiałem jechać.

Elektrociepłownia Żerań © yurek55

Most Grota © yurek55

Zakończenie drogi rowerowej © yurek55

Wzdłuż Trasy Toruńskiej © yurek55
A tu był ślad, że ktoś rower prowadził, to i ja poszedłem. Ale to był ślepy zaułek, niestety.

Ślepy zaułek © yurek55
Dopiero od Broniewskiego mogłem normalnie jechać i jakoś zdążyłem na czas. A na koniec endomondo mi się wyłączyło i ślad na mapie się nie zamknął.
- DST 37.79km
- Czas 01:59
- VAVG 19.05km/h
- VMAX 45.80km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 28 marca 2015
Kategoria całe NIC
Do fryzjera
Miałem zamiar poranek spędzić inaczej, ale wyszło, jak wyszło. Obudziłem się zbyt wcześnie i uznałem, że to nieludzka pora na jeżdżenie. Wybrałem książkę. A potem pojechałem zrealizować to, co wczoraj się nie udało. I tyle na dziś.
- DST 3.00km
- Czas 00:10
- VAVG 18.00km/h
- Temperatura 11.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 27 marca 2015
Kategoria <50
Basen i dwie wycieczki, jedna deszczowa
Postanowiłem dziś najpierw popływać, a dopiero potem zrobić sobie jakąś krótką wycieczkę po mieście. Na basenie pomimo niezbyt sprzyjających warunków wykonałem założoną normę 60 długości i dopiero koło południa wyszedłem na rower. Zamierzałem się ostrzyc, ale w dwóch zakładach zostałem odprawiony z kwitkiem, a że byłem na Ursynowie to pomyślałem, że skoro mam więcej czasu, to wrócę przez Konstancin. Jednak gdy przypadkowo spojrzałem w niebo i zobaczyłem nadciągające czarne chmury natychmiast zmieniłem zdanie. Ubrany byłem całkiem jak w lato, krótki rękaw, krótkie spodnie i na 16 stopni to strój wystarczający, ale nie na deszcz! Wracałem do domu popędzany kroplami lekkiego deszczu i w ostatniej chwili zdążyłem do domu. Miałem szczęście tym razem, bo zaraz po deszczu ochłodziło się tak bardzo, że w tym stroju bym chyba zamarzł.
Drugi raz pojechałem po obiedzie, ale już ubrany stosownie do pogody. Kurtka przydała się bardzo, bo tym razem miałem mniej szczęścia i ostatnie piętnaście minut jechałem w strugach deszczu. Dobrze, że tylko tyle.
Druga wycieczka
Drugi raz pojechałem po obiedzie, ale już ubrany stosownie do pogody. Kurtka przydała się bardzo, bo tym razem miałem mniej szczęścia i ostatnie piętnaście minut jechałem w strugach deszczu. Dobrze, że tylko tyle.
Druga wycieczka
- DST 49.00km
- Czas 02:24
- VAVG 20.42km/h
- Temperatura 6.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 26 marca 2015
Kategoria <50, Piaseczno/Ursynów
Do Piaseczna i z powrotem
Stała trasa, w obie strony tą samą drogą przez wioski.
- DST 42.24km
- Czas 02:02
- VAVG 20.77km/h
- VMAX 32.90km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 marca 2015
Piękna pogoda, szybka seteczka. Piąta!
Jak tylko wstałem i spojrzałem za okno wiedziałem, że chcę dziś zrobić setkę i wiedziałem, że chcę pojechać nad Zalew Zegrzyński. Te krótkie tempówki do Piaseczna dwa razy dziennie, nie dają mi jednak wystarczającej satysfakcji. Ale nieoczekiwanie trudno było mi się zebrać: przeglądałem internet, sprawdzałem temperaturę i wiatr na różnych portalach, czekałem, w sumie sam nie wiem na co. Chyba jednak zastanawiałem się... jak się ubrać. Wiem, powód dość głupi, ale nie chciałem psuć sobie przyjemności przegrzaniem, albo przechłodzeniem i nie chciałem też obciążać się dodatkowymi ubraniami.
Tak więc w końcu wyruszyłem po jedenastej, a to dla mnie bardzo późna pora na realizację tak ambitnego zadania. Nie wyciągam średniej 30km/h, ani 25km/h i nawet nie zbliżam się do takich wartości, a czas wycieczki mam ograniczony. Na początek wybrałem kierunek zachodni, by przez Izabelin i Bielany dotrzeć do Mostu Marykury i przez Tarchomin dotrzeć do Jabłonny. Nie odważyłem się zjechać ze stromej skarpy, by zmieścić się w widocznej na zdjęciu furtce, sprowadziłem więc rower i tam właśnie zrobiłem swój pierwszy foto- i sikustop. Jechało mi się tak rewelacyjnie, szybko i bez zmęczenia, że zatrzymywanie się uznałem za zwykłą stratę czasu. Po wyjechaniu za bramę pałacowego parku zdecydowałem, że dziś nie pojadę drogą na Legionowo, tylko zaryzykowałem nieznaną drogę przez Chotomów. Zakładałem, że powinna doprowadzić mnie do Wieliszewa, a stamtąd droga do Nieporętu już prosta. Tak też się stało, ale na bardzo wielu odcinkach stał znak "stosowany na drogach o dużym natężeniu ruchu lub dużej dopuszczalnej prędkości stanowiących niebezpieczeństwo dla kierujących rowerami oraz tam, gdzie w pobliżu została wyznaczona droga dla rowerów oznaczona znakiem C-13".:) Trochę pod strachem, ale ignorowałem go bardzo konsekwentnie, bo szkoda mi było tej zawrotnej i rzadko osiągalnej prędkości, dochodzącej do 28km/h. Na krzywej kostce drogi dla rowerów, krzyżującej się z dziesiątkami wyjazdów, bym jej nie wykręcił na pewno. Spodziewałem się wprawdzie obtrąbiania przez kierowców, ale takie ryzyko byłem gotów ponieść. Interwencji policji nie brałem pod uwagę, by nie psuć sobie humoru. Ku memu zdziwieniu tylko jeden ambitny kierowca - nauczyciel przepisów, zatrąbił na mnie i to już przy znaku "koniec drogi dla rowerów", przed skrzyżowaniem z drogą 61 na Augustów. Miał rejestrację WWL, co tłumaczy jego zachowanie. Wołomin - i wszystko jasne! Nad Zalewem Zegrzyńskim zrobiłem krótki postój w stałym miejscu przy pomoście, zjadłem batona, zrobiłem zdjęcia i czas było jechać dalej. Przedtem sprawdziłem przejechany dystans (65km) i uznałem, że muszę jechać przez Marki i Zielonkę na Rembertów. Wariant przez Nieporęt i Michałów do Białołęki nie gwarantował setki, a dokręcać w Warszawie nie miałem zamiaru. Nie jest ta droga zbyt przyjazna dla rowerzystów, bo od Marek kończy się szerokie pobocze, ale za to drogowcy zakończyli na niej już prace. Teraz nie wyprzedzimy rowerem, kilometrowych sznurów samochodów między Zielonką a Ząbkami. No chyba, że rano, bo rondo rzecz jasna blokuje ruch, ale o tej porze z kierunku "od Warszawy". Po dojechaniu do Marsa miałem jeszcze godzinę na dotarcie do domu. Okazało się to zupełnie wystarczające, choć jazda miejska jest z założenia wolniejsza. Jednak dzisiaj miałem tzw. "dzień konia" - wszystko mi się udawało: siły dopisywały, wiatr nie hamował za bardzo, zaplanowałem dobrą trasę i nigdzie nie błądziłem, zrealizowałem w 100% plan wytyczony przed wyjściem i dzięki temu wszystkiemu osiągnąłem wielce satysfakcjonującą średnią.

Droga z Tarchomina © yurek55

Wąska furtka do pałacowego parku w Jabłonnie © yurek55

Alejka parkowa © yurek55

Piaskują rury w Skrzeszewie, będzie rurociąg? © yurek55

"Czy widzisz ten rząd białych krzyży" - Wieliszew © yurek55

Zdjęcie dla łabądków w Nieporęcie © yurek55

Autoportret z rowerem © yurek55

Autoportret z zakazem skoków © yurek55

Tam daleko jest Warszawa © yurek55
Tak więc w końcu wyruszyłem po jedenastej, a to dla mnie bardzo późna pora na realizację tak ambitnego zadania. Nie wyciągam średniej 30km/h, ani 25km/h i nawet nie zbliżam się do takich wartości, a czas wycieczki mam ograniczony. Na początek wybrałem kierunek zachodni, by przez Izabelin i Bielany dotrzeć do Mostu Marykury i przez Tarchomin dotrzeć do Jabłonny. Nie odważyłem się zjechać ze stromej skarpy, by zmieścić się w widocznej na zdjęciu furtce, sprowadziłem więc rower i tam właśnie zrobiłem swój pierwszy foto- i sikustop. Jechało mi się tak rewelacyjnie, szybko i bez zmęczenia, że zatrzymywanie się uznałem za zwykłą stratę czasu. Po wyjechaniu za bramę pałacowego parku zdecydowałem, że dziś nie pojadę drogą na Legionowo, tylko zaryzykowałem nieznaną drogę przez Chotomów. Zakładałem, że powinna doprowadzić mnie do Wieliszewa, a stamtąd droga do Nieporętu już prosta. Tak też się stało, ale na bardzo wielu odcinkach stał znak "stosowany na drogach o dużym natężeniu ruchu lub dużej dopuszczalnej prędkości stanowiących niebezpieczeństwo dla kierujących rowerami oraz tam, gdzie w pobliżu została wyznaczona droga dla rowerów oznaczona znakiem C-13".:) Trochę pod strachem, ale ignorowałem go bardzo konsekwentnie, bo szkoda mi było tej zawrotnej i rzadko osiągalnej prędkości, dochodzącej do 28km/h. Na krzywej kostce drogi dla rowerów, krzyżującej się z dziesiątkami wyjazdów, bym jej nie wykręcił na pewno. Spodziewałem się wprawdzie obtrąbiania przez kierowców, ale takie ryzyko byłem gotów ponieść. Interwencji policji nie brałem pod uwagę, by nie psuć sobie humoru. Ku memu zdziwieniu tylko jeden ambitny kierowca - nauczyciel przepisów, zatrąbił na mnie i to już przy znaku "koniec drogi dla rowerów", przed skrzyżowaniem z drogą 61 na Augustów. Miał rejestrację WWL, co tłumaczy jego zachowanie. Wołomin - i wszystko jasne! Nad Zalewem Zegrzyńskim zrobiłem krótki postój w stałym miejscu przy pomoście, zjadłem batona, zrobiłem zdjęcia i czas było jechać dalej. Przedtem sprawdziłem przejechany dystans (65km) i uznałem, że muszę jechać przez Marki i Zielonkę na Rembertów. Wariant przez Nieporęt i Michałów do Białołęki nie gwarantował setki, a dokręcać w Warszawie nie miałem zamiaru. Nie jest ta droga zbyt przyjazna dla rowerzystów, bo od Marek kończy się szerokie pobocze, ale za to drogowcy zakończyli na niej już prace. Teraz nie wyprzedzimy rowerem, kilometrowych sznurów samochodów między Zielonką a Ząbkami. No chyba, że rano, bo rondo rzecz jasna blokuje ruch, ale o tej porze z kierunku "od Warszawy". Po dojechaniu do Marsa miałem jeszcze godzinę na dotarcie do domu. Okazało się to zupełnie wystarczające, choć jazda miejska jest z założenia wolniejsza. Jednak dzisiaj miałem tzw. "dzień konia" - wszystko mi się udawało: siły dopisywały, wiatr nie hamował za bardzo, zaplanowałem dobrą trasę i nigdzie nie błądziłem, zrealizowałem w 100% plan wytyczony przed wyjściem i dzięki temu wszystkiemu osiągnąłem wielce satysfakcjonującą średnią.

Droga z Tarchomina © yurek55

Wąska furtka do pałacowego parku w Jabłonnie © yurek55

Alejka parkowa © yurek55

Piaskują rury w Skrzeszewie, będzie rurociąg? © yurek55

"Czy widzisz ten rząd białych krzyży" - Wieliszew © yurek55

Zdjęcie dla łabądków w Nieporęcie © yurek55

Autoportret z rowerem © yurek55

Autoportret z zakazem skoków © yurek55

Tam daleko jest Warszawa © yurek55
- DST 106.56km
- Teren 5.00km
- Czas 04:51
- VAVG 21.97km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 marca 2015
Kategoria <50, Piaseczno/Ursynów
Krótka historyjka o zagubionym kluczu
Wczoraj.
Taka sytuacja. Zapinam rower pod sklepem, wchodzę, robię szybkie zakupy, wychodzę. Chcę odpiąć rower i nie mogę znaleźć klucza. Im dłużej szukam - tym bardziej go nie ma. Wracam na piechotę (na szczęście niedaleko), biorę jakiś cienki brzeszczot, wracam i zaczynam piłować. Po chwili brzeszczot pęka, jest trudniej, ale nie mam wyjścia - piłuję dalej. Po drugiej chwili pęka jeszcze raz, teraz do piłowania został mi ułomek długości paczki papierosów. Zaczynam rozumieć, co czują więźniowie próbujący przepiłować kraty przemyconą piłką. Tylko ja nie mam tyle czasu co oni. Ludzie przyglądają mi się uważnie, niektórzy pytają, czy to mój rower, tylko patrzeć, jak podjedzie policja. Co bardziej dociekliwym tłumaczę, że gdybym był złodziejem to zapewne miałbym lepszy sprzęt, niż połamany na kawałki brzeszczot. Końcówka linki jest najtrudniejsza do przecięcia, sił brakuje, ręka boli, a ostatnie druciki są najbardziej oporne, ale w końcu udaje się. Wsiadam na rower i odjeżdżam. Kurtyna.
Zdjęcia ze spaceru, nie z jazdy rowerem, ale chyba się liczą?

Koniec jazdy mistrza prostej © yurek55

Koty na Granicznej w Zalesiu © yurek55

Towarzyszka spacerów © yurek55
Taka sytuacja. Zapinam rower pod sklepem, wchodzę, robię szybkie zakupy, wychodzę. Chcę odpiąć rower i nie mogę znaleźć klucza. Im dłużej szukam - tym bardziej go nie ma. Wracam na piechotę (na szczęście niedaleko), biorę jakiś cienki brzeszczot, wracam i zaczynam piłować. Po chwili brzeszczot pęka, jest trudniej, ale nie mam wyjścia - piłuję dalej. Po drugiej chwili pęka jeszcze raz, teraz do piłowania został mi ułomek długości paczki papierosów. Zaczynam rozumieć, co czują więźniowie próbujący przepiłować kraty przemyconą piłką. Tylko ja nie mam tyle czasu co oni. Ludzie przyglądają mi się uważnie, niektórzy pytają, czy to mój rower, tylko patrzeć, jak podjedzie policja. Co bardziej dociekliwym tłumaczę, że gdybym był złodziejem to zapewne miałbym lepszy sprzęt, niż połamany na kawałki brzeszczot. Końcówka linki jest najtrudniejsza do przecięcia, sił brakuje, ręka boli, a ostatnie druciki są najbardziej oporne, ale w końcu udaje się. Wsiadam na rower i odjeżdżam. Kurtyna.
........................................................
Dzisiaj.
Zdjęcia ze spaceru, nie z jazdy rowerem, ale chyba się liczą?

Koniec jazdy mistrza prostej © yurek55

Koty na Granicznej w Zalesiu © yurek55

Towarzyszka spacerów © yurek55
w te... minus 1°C
...i wewte plus 14°C
- DST 42.21km
- Czas 02:02
- VAVG 20.76km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 23 marca 2015
Kategoria <50, Piaseczno/Ursynów
Do Piaseczna i z powrotem
Nieoczekiwanie wypadł mi wyjazd do Piaseczna, ale że dziś wracałem wcześniej, jeszcze za dnia, więc wybrałem tę samą drogę co rano.
Dzięki temu mogłem w Dawidach na koniki popatrzeć.

Korral nieopodal lotniska © yurek55
Koń jaki jest, każdy widzi © yurek55
Końskie zaloty © yurek55
Mały, włochaty i smutny © yurek55

Korral nieopodal lotniska © yurek55

Koń jaki jest, każdy widzi © yurek55

Końskie zaloty © yurek55

Mały, włochaty i smutny © yurek55
droga tam... minus 3°C
... i z powrotem plus 8°C
- DST 42.88km
- Czas 02:01
- VAVG 21.26km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























