Wpisy archiwalne w kategorii
> 100
| Dystans całkowity: | 51704.82 km (w terenie 765.00 km; 1.48%) |
| Czas w ruchu: | 2492:37 |
| Średnia prędkość: | 20.74 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 116.95 km/h |
| Suma podjazdów: | 79611 m |
| Suma kalorii: | 865353 kcal |
| Liczba aktywności: | 456 |
| Średnio na aktywność: | 113.39 km i 5h 27m |
| Więcej statystyk | |
Sobota, 10 czerwca 2017
Kategoria > 100
Wilkowa trasa 2
Według moich danych miało padać gdzieś tak od szesnastej, siedemnastej, ale udało mi się tak wcześnie wyruszyć, że nie obawiałem się zmoknięcia, choć zaplanowałem trasę 100+. Przyjemna poranna temperatura, mały ruch na ulicach i na pamięć znana trasa pozwala dojechać do Gassów w godzinę piętnaście.

Wisła, kierunek Gdańsk © yurek55

Wisła, kierunek Kraków © yurek55
Zaczyna się robić ciepło i postanawiam zajechać na przystań, choć początkowo nie miałem takiego zamiaru. Wiem jednak, że powinienem sobie schłodzić głowę, a następna okazja będzie dopiero w Górze Kalwarii. Zmoczyłem chustkę w wiślanej wodzie i okazało się, że była to dobra decyzja, bo w Górze Kalwarii moja wodna miejscówka, czyli ZGK, w sobotę nie pracuje.

Budynek ZGK - tam jest woda © yurek55
Za to jakiś festyn się szykował, czy odpust, ale wody od tego nie przybyło. Mogłem na straganie kupić "pierzastych kogucików, baloników na druciku", ale pojechałem dalej. Zanim jednak znalazłem się w GK, po drodze mijały mnie niekończące się grupy. grupki i soliści, a ja nawet raz spróbowałem podskoczyć i złapać koło jakiegoś kolegi na Tribanie, ale utrzymałem się najwyżej przez sto metrów - tempo było dla mnie za mocne. Aha! I jeszcze na początku drogi minęła mnie dziewczyna, widziałem ją przed sobą dłuższy czas i była coraz dalej... i dalej... i dalej... Drugi raz zobaczyłem ją, jak już wracała z GK, a ja miałem jeszcze spory kawałek. To tyle na temat moich kolarskich możliwości. Jedyną trzyosobową grupkę, która mnie nie urwała, udało się spotkać w okolicach Baniochy i przejechać z nimi ze dwa, trzy kilometry zanim skręcili na Szymanów. Panowie byli w strojach kolarskich, jechali na rowerach szosowych i reprezentowali kategorię wiekową 55+, czyli grupa w sam raz dla mnie. Ja jechałem zgodnie z trasą wytyczoną przez Wilka, a ona prowadziła do Konstancina. Dziś nie miałem problemów ze sprawdzaniem trasy, bo zamontowałem uchwyt na kierownicy i bez zatrzymywania wiedziałem gdzie jechać.

Wodny przystanek w Chynowie © yurek55
Przystanek za to zrobiłem sobie przy cmentarzu w Chynowie, słusznie uważając, że musi tam być woda. Gdyby jakiś spocony i spragniony rowerzysta chciał się ochłodzić, to kran jest po lewej stronie przy murze, pod wielką sosną. Ostatnia okazja do zmoczenia chustki była w Konstancinie - Mirkowie, przy jeziorku z wyciągiem do wakeboardu.

Ostatni wodny przystanek © yurek55
Naprawdę polecam wszystkim ten sposób na jazdę w wysokich temperaturach. Z reguły miewam w butelce wodę i polewam głowę w czasie jazdy, ale dziś zaszalałem i miałem Oshee różowe, a jego działania na włosy nie znam. Może jest takie, jak opryski drzew owocowych w sadach, na rosnącą pod nimi trawę? Wolałem nie ryzykować.

Trawa ma kolor... żółty © yurek55

Gdzie woda czysta i trawa zielona © yurek55

Charakterystyczny kolor trawy © yurek55

Drzewa pod szkłem © yurek55

Drwalew - wieża ciśnień? © yurek55

Kontrola czasu w Konstancinie © yurek55

Wiadomo co będzie, podjazd do Coniewa © yurek55

Wisła, kierunek Gdańsk © yurek55

Wisła, kierunek Kraków © yurek55
Zaczyna się robić ciepło i postanawiam zajechać na przystań, choć początkowo nie miałem takiego zamiaru. Wiem jednak, że powinienem sobie schłodzić głowę, a następna okazja będzie dopiero w Górze Kalwarii. Zmoczyłem chustkę w wiślanej wodzie i okazało się, że była to dobra decyzja, bo w Górze Kalwarii moja wodna miejscówka, czyli ZGK, w sobotę nie pracuje.

Budynek ZGK - tam jest woda © yurek55
Za to jakiś festyn się szykował, czy odpust, ale wody od tego nie przybyło. Mogłem na straganie kupić "pierzastych kogucików, baloników na druciku", ale pojechałem dalej. Zanim jednak znalazłem się w GK, po drodze mijały mnie niekończące się grupy. grupki i soliści, a ja nawet raz spróbowałem podskoczyć i złapać koło jakiegoś kolegi na Tribanie, ale utrzymałem się najwyżej przez sto metrów - tempo było dla mnie za mocne. Aha! I jeszcze na początku drogi minęła mnie dziewczyna, widziałem ją przed sobą dłuższy czas i była coraz dalej... i dalej... i dalej... Drugi raz zobaczyłem ją, jak już wracała z GK, a ja miałem jeszcze spory kawałek. To tyle na temat moich kolarskich możliwości. Jedyną trzyosobową grupkę, która mnie nie urwała, udało się spotkać w okolicach Baniochy i przejechać z nimi ze dwa, trzy kilometry zanim skręcili na Szymanów. Panowie byli w strojach kolarskich, jechali na rowerach szosowych i reprezentowali kategorię wiekową 55+, czyli grupa w sam raz dla mnie. Ja jechałem zgodnie z trasą wytyczoną przez Wilka, a ona prowadziła do Konstancina. Dziś nie miałem problemów ze sprawdzaniem trasy, bo zamontowałem uchwyt na kierownicy i bez zatrzymywania wiedziałem gdzie jechać.

Wodny przystanek w Chynowie © yurek55
Przystanek za to zrobiłem sobie przy cmentarzu w Chynowie, słusznie uważając, że musi tam być woda. Gdyby jakiś spocony i spragniony rowerzysta chciał się ochłodzić, to kran jest po lewej stronie przy murze, pod wielką sosną. Ostatnia okazja do zmoczenia chustki była w Konstancinie - Mirkowie, przy jeziorku z wyciągiem do wakeboardu.

Ostatni wodny przystanek © yurek55
Naprawdę polecam wszystkim ten sposób na jazdę w wysokich temperaturach. Z reguły miewam w butelce wodę i polewam głowę w czasie jazdy, ale dziś zaszalałem i miałem Oshee różowe, a jego działania na włosy nie znam. Może jest takie, jak opryski drzew owocowych w sadach, na rosnącą pod nimi trawę? Wolałem nie ryzykować.

Trawa ma kolor... żółty © yurek55

Gdzie woda czysta i trawa zielona © yurek55

Charakterystyczny kolor trawy © yurek55

Drzewa pod szkłem © yurek55

Drwalew - wieża ciśnień? © yurek55

Kontrola czasu w Konstancinie © yurek55

Wiadomo co będzie, podjazd do Coniewa © yurek55
- DST 127.00km
- Czas 06:07
- VAVG 20.76km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 7 czerwca 2017
Kategoria > 100
Nowe drogi
Od czasu do czasu, gdy tylko uda mi się znaleźć bądź dostać od kogoś interesującą trasę, umieszczam ją w katalogu Locusa o nazwie "warto przejechać". Nie pamiętam już skąd znalazła sie tam trasa o nazwie "Tarczyneiro", ale dziś postanowiłem ją wreszcie przetestować. Na dodatek wiatr z zachodu niezbyt przeszkadzał, a w końcówce, zgodnie z moimi przewuidywaniami, okazał się nawet trochę pomocny. Trasa wbrew pozorom okazała się dla mnie bardzo trudna nawigacyjnie. Nadal nie wiem jak ustawić głosowe nawigowanie po wybranym śladzie. W Tarczynie chyba z piętnaście minut siedziałem na ławce i próbowałem to rozwikłać, ale bez skutku. Wydaje mi się, że może dlatego, że trasa wytyczona była w odwrotnym kierunku niż ja jechałem? Ciągle obliczona przez nawigację trasa zataczała koło i znowu prowadziła do Tarczyna i z powrotem drogą, którą przyjechałem. Rozwiązaniem jest rzecz jasna umieszczenie telefonu na kierownicy i jechanie zgodnie z wyświetloną trasą, ale nie zakładałem jeszcze uchwytu do Bystrego B. Dlatego podczas dzisiejszej podróży musiałem sie zatrzymywać przy każdym zakręcie i rozwidleniu dróg, wyjmować telefon z kieszonki i sprawdzać kierunek jazdy. To było bardzo upierdliwe. A poza tym, nowa trasa całkiem przyjemna, choć niektóre odcinki dziurawe, a w Książenicy nawet kawałek po płytach betonowych. Na szczęście te słabe kawałki nie miały więcej niż kilkaset metrów, można wytrzymać. Na Maratonie Podróżnika dłużej i po gorszych dziurach jeździli.
PS.
Po południu jeszcze krótka wycieczka do sklepu, stąd róznica w kilometrach. Druga mapa jest na Strava.
Fioletowe pole k/ Wilczej Góry © yurek55
... niestety nie wiem co to jest

Nadpsute jabłko w Tarczynie © yurek55

Lepsza kostka dauna niż płyty MON - Książenice © yurek55

Kontrola czasu w Nadarzynie © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/1025149533/embed/b2b22a3ccaff791cf39dc97fff20a6280e462ed8">
PS.
Po południu jeszcze krótka wycieczka do sklepu, stąd róznica w kilometrach. Druga mapa jest na Strava.

Fioletowe pole k/ Wilczej Góry © yurek55
... niestety nie wiem co to jest

Nadpsute jabłko w Tarczynie © yurek55

Lepsza kostka dauna niż płyty MON - Książenice © yurek55

Kontrola czasu w Nadarzynie © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/1025149533/embed/b2b22a3ccaff791cf39dc97fff20a6280e462ed8">
- DST 118.00km
- Czas 05:35
- VAVG 21.13km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 29 maja 2017
Kategoria > 100
Nowa trasa, wilczym śladem
Poporosiłem kiedyś Wilka o przesłanie śladu jego pętelki przez Czersk, Chynów i Drwalew i dziś wreszcie przyszedł czas bym ją przejechał. Okolice Góry Kalwarii to bardzo popularny cel, tych troszkę dalszych rowerowych pojeżdżawek, bo te bliższe kończą się w Słomczynie, albo Ciszycy. Mowa tu rzecz jasna o trasach wiodących drogami Republiki rowerowej Gassy. Ja dotychczas z Góry jeździłem na drugą stronę Wisły, albo - ostatnio - trasą dookoła Piaseczna, jak ją nazwała Katana .
Dziś trasa wiodła inaczej. Po przejechania niedużego, około półtora kilometra, kawałka drogą krajową 79 na Sandomierz, skręciłem na Czersk, potem koło kościoła i zamku w dół, z górki na pazurki i znalazłem się w krainie ciszy, spokoju, sadów i dobrego asfaltu. Trzymając się wgranego do telefonu wilczego śladu, pokonywałem kolejne kilometry, a każdy następny kawałek trasy był tak samo urokliwy, jak poprzednie. Piękne, spokojne tereny, minimalny ruch samochodowy, można naprawdę poczuć radość z jazdy. Tylko w miarę pokonywania kolejnych kilometrów rozbiło się coraz goręcej, ale to już nie wina trasy... W Nowym Wągrodnie pożegnałem ślad i skręciłem na Prażmów, a potem w Jazgarzewie przed Piasecznem, znalazłem wreszcie właściwy skrót i kierując się na Lesznowolę, a potem NIE jadąc tak jak podpowiada pierwszeństwo na skrzyżowaniu, tylko prosto, dojechałem do Kolonii Lesznowola. Dalej to już banał, setki razy przemierzyłem tę trasę jadąc do córki, albo wracając od niej.
Jak wspomniałem wyżej, temperatura poczatkowo dość komfortowa, rosła z każdą godziną i już gdzieś od trzynastej zrobił się upał. Wprawdzie wiatr przynosił ochłodzenie, ale na niektórych fragmentach trasy redukował moją predkośc do 15 km/h. Na szczęście zaplanowałem powrót z wiatrem tylnym i tylno - bocznym i w miarę tak było. Włożyłem też mokrą chustkę pod kask, którą dodatkowo moczyłem w Górze Kalwarii w szatni pracowniczej Wodociągów Gminnych. Najpierw szukałem fontanny, ale nie znalazłem na żadnym odnowionym placu, ani skwerze. Następną okazję miałem dopiero w Gołkowie, kiedy to zatrzymałem się przy kompleksie warsztatów samochodowych i poprosiłem o wodę. Dostałem do pustej już butelki po Oshee, wodę z dystrybutora, a ze szlauchu wodę do zmoczenia chustki i przemycia twarzy. Podsumowaując: Wycieczka udana, nowa trasa spełniła z naddatkiem wszystkie moje oczekiwania, a jedyne niewielkie pretensje moge mieć do siebie. Drugi już raz skusiłem się na skręt w lewo, zgodnie z drogowskazem Prażmów, bo jest tam kuszący zjazd w dół. Nie trzeba tego robić, do Jazgarzewa prowadzi też prostsza droga. Piszę to, bo może dzięki temu zapamiętam i za trzecim razem pojadę lepiej.

Sanktuarium w Pieczyskach © yurek55

Sanktuarium w Pieczyskach © yurek55

Upamiętnienie katastrofy smoleńskiej © yurek55

W Drwalewie © yurek55

Kościół w Chynowie, jeden z najstarszych drewnianych © yurek55

Zachowaj Panie od wszelkiego złego 1831 - Pęcław © yurek55

Oto moje dzisiejsze drogi © yurek55

Rowerzyści mogą tylko podziękować © yurek55

Niespełna pół roku po remoncie - poprawki malarskie © yurek55

Wiadukt w Dawidach © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/1011296294/embed/132140231cd692572df58531842277f021523b98">
Jak wspomniałem wyżej, temperatura poczatkowo dość komfortowa, rosła z każdą godziną i już gdzieś od trzynastej zrobił się upał. Wprawdzie wiatr przynosił ochłodzenie, ale na niektórych fragmentach trasy redukował moją predkośc do 15 km/h. Na szczęście zaplanowałem powrót z wiatrem tylnym i tylno - bocznym i w miarę tak było. Włożyłem też mokrą chustkę pod kask, którą dodatkowo moczyłem w Górze Kalwarii w szatni pracowniczej Wodociągów Gminnych. Najpierw szukałem fontanny, ale nie znalazłem na żadnym odnowionym placu, ani skwerze. Następną okazję miałem dopiero w Gołkowie, kiedy to zatrzymałem się przy kompleksie warsztatów samochodowych i poprosiłem o wodę. Dostałem do pustej już butelki po Oshee, wodę z dystrybutora, a ze szlauchu wodę do zmoczenia chustki i przemycia twarzy. Podsumowaując: Wycieczka udana, nowa trasa spełniła z naddatkiem wszystkie moje oczekiwania, a jedyne niewielkie pretensje moge mieć do siebie. Drugi już raz skusiłem się na skręt w lewo, zgodnie z drogowskazem Prażmów, bo jest tam kuszący zjazd w dół. Nie trzeba tego robić, do Jazgarzewa prowadzi też prostsza droga. Piszę to, bo może dzięki temu zapamiętam i za trzecim razem pojadę lepiej.

Sanktuarium w Pieczyskach © yurek55

Sanktuarium w Pieczyskach © yurek55

Upamiętnienie katastrofy smoleńskiej © yurek55

W Drwalewie © yurek55

Kościół w Chynowie, jeden z najstarszych drewnianych © yurek55

Zachowaj Panie od wszelkiego złego 1831 - Pęcław © yurek55

Oto moje dzisiejsze drogi © yurek55

Rowerzyści mogą tylko podziękować © yurek55

Niespełna pół roku po remoncie - poprawki malarskie © yurek55

Wiadukt w Dawidach © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/1011296294/embed/132140231cd692572df58531842277f021523b98">
- DST 119.20km
- Czas 05:42
- VAVG 20.91km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 17 maja 2017
Kategoria > 100
Kolarska opalenizna sama się nie zrobi
Mieszkam w południowo-zachodniej części Warszawy i kierunek wschodni, z natury rzeczy nie jest przez mnie często eksplorowany. Dzis wypadło mi jechać na Głębocką i tylko dlatego pociągnąłem w tamtą stronę. Zanim jednakże dojechałem do pierwotnego celu podrózy, miałem po drodze Cmentarz Bródnowski. Spędziłem tam trochę czasu przy grobie mojej mamy, zrobiłem trochę porządku, zapaliłem znicze i z czystym sumieniem mogłem jechać dalej. Gdy jadąc Głębocką przeciąłem górą Trasę Toruńską, zobaczyłem mnóstwo nowych bloków i osiedli. Tylko ulica została ta sama: wąska, dziurawa i pomimo wczesnej pory bardzo zatłoczona. Jeszcze kilknaście lat temu była to lokalna droga do Marek, która pozwalała omijać Radzymińską, teraz jeżdżą nią tysiące samochodów. Dobrze, że tam nie mieszkam. Jadąc w stronę Marek, droga nabierała z powrotem swojego wiejskiego charakteru, aż do momemntu, gdy asfalt zupełnie się skończył. Spodziewałem się tego, bo już kilkakrotnie tamtędy jechałem, szukając alternatywnej drogi do brata, ale chciałem sprawdzić, czy przypadkiem nie połozyli asfaltu. Niestety nie połozyli, a ja nie mam już Kandsa, tylko szosę.
Napotkany biegacz skierował mnie na szutrówkę...

Kawałek drogi gruntowej też się trafił © yurek55
... i wkrótce dojechałem do asfaltu, czyli ulicy Berentsena.

"Pocieszycielko wiernych módl się za nami" © yurek55
Klucząc nieco, dotarłem wreszcie do najlepszego fragmentu dzisiejszej trasy, czyli wylotówki na Białystok. Tiry zajmowały cały prawy pas, lewym poruszały się pozostałe pojazdy. Na szczęście to było tylko tylko sześć kilometrów jazdy w korku - i myślę, że zarówno ja, jak i kierowcy, którzy nie bardzo mogli mnie swobodnie wyprzedzać, byli jednako zadowoleni. Potem pojawiło się szerokie pobocze i wszyscy mogli odetchnąć z ulgą. W Słupnie opuściłem krajową "ósemkę" i chciałem inną drogą dojechać do Radzymina, omijając jego centrum. Kiedyś brat samochodem pokazał mi taki myk, ale dziś go nie znalazłem. Dopiero w domu zobaczyłem na mapie, gdzie popełniłem błąd nawigacyjny. Ale za to natknąłem się na tajemnicze miejsce z krzyżem i fragmentem ogrodzenia.

Zagadkowe miejsce ul. Polna, Radzymin © yurek55

Zagadkowy krzyż © yurek55
Jadąc w kierunku Starych Załubic skróciłem sobie drogę i przez Borki dojechałem do drogi na Nieporęt.

Skrót przez Borki © yurek55

Do Nieporętu © yurek55
Niestety w Białobrzegach zaczyna sie droga dla rowerów, która zapewne cieszy wypoczywających nad Zalewem Zegrzyńskim, ale mnie nie ucieszyła. Cóż było jednak robić? Mając w pamięci przygody innych bikestatowiczów z policją na tym odcinku, wolałem nie ryzykować. W pewnym momencie na skutek drgań, poluzowała się śruba od siodełka i nosek podniósł się do góry, a tyłek zaczął zjeżdżać. Dojechałem do Portu Pilawa i tam zrobiłem postój serwisowy i odpoczynkowy. Tym razem mocno dokręciłem siodełko i mogłem jechać do Księgowego.

Odpoczynek nad wodą © yurek55

Most nad Kanałem Królewskim z widokiem na marinę © yurek55
Chciałem sprawdzić wersję katany o braku komina w budynku, ale tak naprawdę, to już taka moja tradycja. Tym razem wizyta była krótka, Adam i Kamil byli zajęci pracą, każdy przy swoim rowerze na wieszaku i nie chciałem przeszkadzać. Po chwili rozmowy i ponownym dopompowaniu kół (zeszło po ok, 1 - 1,5 atm), pożegnałem się i ruszyłem do Warszawy. Okazało się, że jest segment Stravy z Nieporętu do Płochocińskiej i dziś tam zrobiłem swój najlepszy czas. Jesli nie będę robił postojów u Księgowego, to wynik będzie jeszcze lepszy. Ale co z tradycją i czy Adam się nie obrazi?

Jest komin! © yurek55
A skoro przy Stravie jestem, to dostałem od niej 15 kieliszków, choć PR miałem tylko 8. Ale dostaje się także za drugi i trzeci czas na danym segmencie.
W czasie tej ostatniej prostej do Warszawy zacząłem przeliczać czas i przejechane kilometry i wyszło mi, że powinienem zdążyć "setkę" machnąć. Dlatego nie skręciłem w Białołęcką, tylko prosto Płochocińską do Modlińskiej i Mostu MC-S.

Most nad Kanałem Królewskim na Annopolu © yurek55
Przy Hucie Warszawa zaintrygował mnie potężny wykop i aż się zatrzymałem by fotkę zrobić. Poprzewdnio gdyb tamtędy jechałem, było już ogrodzone stały dźwigi i jeździły wywrotki, ale myslałem, że osiedle budują. A to będzie kolejna galeria handlowa.

Wykop, jak pod schron atomowy © yurek55

Budowa Galerii Młociny © yurek55
Reszta drogi to juz typowe ciułanie kilometrów, które zaprowadziło mnie do Babic i to pozwoliło mi zrealizować plan. PS. Kilometry są z licznika, bo telefon na Okopowej zgubił satelity i dopiero na cmentarzu to zobaczyłem. Stąd prosta linia i mniej kilometrów.
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/992252368/embed/3ec52768546d2322e63796d382c77877ac35e9cf">

Kawałek drogi gruntowej też się trafił © yurek55
... i wkrótce dojechałem do asfaltu, czyli ulicy Berentsena.

"Pocieszycielko wiernych módl się za nami" © yurek55
Klucząc nieco, dotarłem wreszcie do najlepszego fragmentu dzisiejszej trasy, czyli wylotówki na Białystok. Tiry zajmowały cały prawy pas, lewym poruszały się pozostałe pojazdy. Na szczęście to było tylko tylko sześć kilometrów jazdy w korku - i myślę, że zarówno ja, jak i kierowcy, którzy nie bardzo mogli mnie swobodnie wyprzedzać, byli jednako zadowoleni. Potem pojawiło się szerokie pobocze i wszyscy mogli odetchnąć z ulgą. W Słupnie opuściłem krajową "ósemkę" i chciałem inną drogą dojechać do Radzymina, omijając jego centrum. Kiedyś brat samochodem pokazał mi taki myk, ale dziś go nie znalazłem. Dopiero w domu zobaczyłem na mapie, gdzie popełniłem błąd nawigacyjny. Ale za to natknąłem się na tajemnicze miejsce z krzyżem i fragmentem ogrodzenia.

Zagadkowe miejsce ul. Polna, Radzymin © yurek55

Zagadkowy krzyż © yurek55
Jadąc w kierunku Starych Załubic skróciłem sobie drogę i przez Borki dojechałem do drogi na Nieporęt.

Skrót przez Borki © yurek55

Do Nieporętu © yurek55
Niestety w Białobrzegach zaczyna sie droga dla rowerów, która zapewne cieszy wypoczywających nad Zalewem Zegrzyńskim, ale mnie nie ucieszyła. Cóż było jednak robić? Mając w pamięci przygody innych bikestatowiczów z policją na tym odcinku, wolałem nie ryzykować. W pewnym momencie na skutek drgań, poluzowała się śruba od siodełka i nosek podniósł się do góry, a tyłek zaczął zjeżdżać. Dojechałem do Portu Pilawa i tam zrobiłem postój serwisowy i odpoczynkowy. Tym razem mocno dokręciłem siodełko i mogłem jechać do Księgowego.

Odpoczynek nad wodą © yurek55

Most nad Kanałem Królewskim z widokiem na marinę © yurek55
Chciałem sprawdzić wersję katany o braku komina w budynku, ale tak naprawdę, to już taka moja tradycja. Tym razem wizyta była krótka, Adam i Kamil byli zajęci pracą, każdy przy swoim rowerze na wieszaku i nie chciałem przeszkadzać. Po chwili rozmowy i ponownym dopompowaniu kół (zeszło po ok, 1 - 1,5 atm), pożegnałem się i ruszyłem do Warszawy. Okazało się, że jest segment Stravy z Nieporętu do Płochocińskiej i dziś tam zrobiłem swój najlepszy czas. Jesli nie będę robił postojów u Księgowego, to wynik będzie jeszcze lepszy. Ale co z tradycją i czy Adam się nie obrazi?

Jest komin! © yurek55
A skoro przy Stravie jestem, to dostałem od niej 15 kieliszków, choć PR miałem tylko 8. Ale dostaje się także za drugi i trzeci czas na danym segmencie.
W czasie tej ostatniej prostej do Warszawy zacząłem przeliczać czas i przejechane kilometry i wyszło mi, że powinienem zdążyć "setkę" machnąć. Dlatego nie skręciłem w Białołęcką, tylko prosto Płochocińską do Modlińskiej i Mostu MC-S.

Most nad Kanałem Królewskim na Annopolu © yurek55
Przy Hucie Warszawa zaintrygował mnie potężny wykop i aż się zatrzymałem by fotkę zrobić. Poprzewdnio gdyb tamtędy jechałem, było już ogrodzone stały dźwigi i jeździły wywrotki, ale myslałem, że osiedle budują. A to będzie kolejna galeria handlowa.

Wykop, jak pod schron atomowy © yurek55

Budowa Galerii Młociny © yurek55
Reszta drogi to juz typowe ciułanie kilometrów, które zaprowadziło mnie do Babic i to pozwoliło mi zrealizować plan. PS. Kilometry są z licznika, bo telefon na Okopowej zgubił satelity i dopiero na cmentarzu to zobaczyłem. Stąd prosta linia i mniej kilometrów.
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/992252368/embed/3ec52768546d2322e63796d382c77877ac35e9cf">
- DST 104.00km
- Teren 1.00km
- Czas 04:54
- VAVG 21.22km/h
- Temperatura 26.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 2 maja 2017
Kategoria > 100
Za daleko i za długo
Trzeci dzień pod rząd pojechałem do Republiki Rowerowej Gassy z tym, że dziś pojechałem dalej, bo aż do Góry Kalwarii. Na przystani zrobiłem krótką przerwę na fotki i z zaskoczeniem stwierdziłem, że prom nie pływa. Byłem tam przecież już dobre kilkadziesiąt razy od uruchomienia przeprawy i to pierwszy taki przypadek. Okazało się, że jest za wysoki poziom wody w Wiśle, a to grozi wywrotką promu i holownika, bo ma wysoko środek ciężkości. Dowiedziałem się tego rozmawiając z obsługą i dowiedziałem się, że wysoka woda potrwa jeszcze kilka dni. Oni na bieżąco śledzą mapę opadów na południu kraju i alerty powodziowe. A mnie się wydawało, że to taka prosta i bezpieczna praca.
Potem pojechałem stałą i znaną trasą nad Wisłą wśród kwitnących sadów, po dobrym asfalcie i bez ruchu samochodowego, aż do podjazdu ulicą Lipkowską. Gdy z wielkim mozołem wdrapałem się pod górę (na segmencie Strawy odnotowałem czas w okolicach tysiąc osiemsetnego miejsca), miałem naprawdę szczery zamiar wracać krajową 92 do Piaseczna. Tymczasem licho jakieś mnie podkusiło by wydłużyć drogę powrotną przez Sobików i Prażmów, bo jakoś mi się zdawało, że to niewiele dalej będzie jeśli potem skręcę na Piaseczno. Nie wziąłem niestety pod uwagę siły wiatru i tego, że im dalej, tym trudniej. Do tego wszystkiego byłem w dużym niedoczasie. Miałem odebrać zonę z pracy i wiedziałem, że szanse na to są coraz mniejsze. Do tego jeszcze głupio jechałem i nadłożyłem bez potrzeby kilka kilometrów. Jednym słowem: same problemy! Ale każda podróż kiedyś skończyć się musi, więc i ja jakoś do domu dotarłem. Nawet zdążyłem żonę przywieźć. Ze stacji metra. I wszystko szczęśliwie się skończyło.

Terenowy dojazd do przystani © yurek55

Sto metrów jazdy terenowej © yurek55

Uziemiony prom przy nabrzeżu - za wysoka woda © yurek55
Potem pojechałem stałą i znaną trasą nad Wisłą wśród kwitnących sadów, po dobrym asfalcie i bez ruchu samochodowego, aż do podjazdu ulicą Lipkowską. Gdy z wielkim mozołem wdrapałem się pod górę (na segmencie Strawy odnotowałem czas w okolicach tysiąc osiemsetnego miejsca), miałem naprawdę szczery zamiar wracać krajową 92 do Piaseczna. Tymczasem licho jakieś mnie podkusiło by wydłużyć drogę powrotną przez Sobików i Prażmów, bo jakoś mi się zdawało, że to niewiele dalej będzie jeśli potem skręcę na Piaseczno. Nie wziąłem niestety pod uwagę siły wiatru i tego, że im dalej, tym trudniej. Do tego wszystkiego byłem w dużym niedoczasie. Miałem odebrać zonę z pracy i wiedziałem, że szanse na to są coraz mniejsze. Do tego jeszcze głupio jechałem i nadłożyłem bez potrzeby kilka kilometrów. Jednym słowem: same problemy! Ale każda podróż kiedyś skończyć się musi, więc i ja jakoś do domu dotarłem. Nawet zdążyłem żonę przywieźć. Ze stacji metra. I wszystko szczęśliwie się skończyło.

Terenowy dojazd do przystani © yurek55

Sto metrów jazdy terenowej © yurek55

Uziemiony prom przy nabrzeżu - za wysoka woda © yurek55
- DST 107.00km
- Czas 04:57
- VAVG 21.62km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 5 kwietnia 2017
Kategoria > 100
Nieplanowana seteczka
Okazją do dzisiejszego wyjazdu był paszport Dominiki, a właściwie jego upływający termin wazności. Stary paszport, jak wiadomo, trzeba oddać przy wyrabianiu nowego, a że miała go na stałe ciocia, jako główny globtroter rodzinny, pojechałem go jej odebrać i przekazać rodzicielce. Wiem, że to trochę skomplikowane, ale mniejsza z tym - ważne że miałem po co jechać. Już od początku czułem, że jedzie się lekko i szybko; na Taneczną zajechałem w 27 minut, a w Piasecznie, u drugiej córki zameldowałem się po 28 minutach. Miałem początkowo zamiar pojechać od razu do Gassów i tamtędy wrócić do Warszawy, ale jakoś znalazłem się na wylotówce do Sandomierza, a tam znak "Góra Kalwaria 16". No to pojechałem do Góry Kawalerii. Wprawdzie droga krajowa 79 to nie jest to, co rowerzyści lubią najbardziej, ale taki kawałek dało się przejechać bez nadmiernego stresu. Długo to zreszta nie trwało, bo jak już pisałem, jechałem całkiem szybko. W powrotnej drodze okazało się, że wcale moja prędkość nie spadała, co mnie mocno zdziwiło. Udawało mi się przez cały czas utrzymywać średnią prędkość powyżej 25km/h i dopiero jazda na dróżkach i światłach po mieście obniżyła mi ją do 23,5km/h. Ale i tak miałem zapas czasu, więc dokręciłem jadąc nad Wisłą na północ i dopiero przy Dewaytis odbiłem w lewo pod górę, do Uniwersytetu im. Kardynała Wyszyńskiego. Tym sposobem udało się zaliczyć kolejną, dziesiątą w tym roku, setkę.

Prom jeszcze nie pływa © yurek55

Nowa lina do promu © yurek55

Citroen 2CV na przystani w Gassach © yurek55

Wisła na Żoliborzu © yurek55

Wisła z Tribanem © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/929181763/embed/680fe36f99f4259609153d1927b287bcc0e128a5">

Prom jeszcze nie pływa © yurek55

Nowa lina do promu © yurek55

Citroen 2CV na przystani w Gassach © yurek55

Wisła na Żoliborzu © yurek55

Wisła z Tribanem © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/929181763/embed/680fe36f99f4259609153d1927b287bcc0e128a5">
- DST 101.73km
- Czas 04:18
- VAVG 23.66km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 29 marca 2017
Kategoria > 100
Ukołysał wiater? Tia, chyba ciebie!
Wszyscy znamy popularną na Podhalu piosneczkę:
Hej, góral, ja ci góral
Hej, spod samiuśkich Tater
Hej, descyk mnie ukompoł
Hej, ukołysał wiater
Jak myślicie, czy ukołysanie przez wiater dotyczy też rowerzystów, czy tylko górali? Mnie tam dziś nie ukołysało, powiem wręcz, że sponiewierał mnie skurczybyk okrutnie! Gdybym wracał, jak wczoraj, prosto na wschód do Warszawy, to wtedy bym na mocno pchający wiatr nie narzekał, więc w sumie mam co chciałem. :) Ale dzięki tej decyzji powstał ślad o niebanalnym kształcie, ja zaliczyłem "setkę' bez dokręcania po mieście, i najważniejsze - zdążyłem przed deszczem. Moja pogodowa aplikacja przewidziała opad deszczu od godziny czternastej i to się sprawdziło. Pierwsze krople spadły gdy otwierałem drzwi od klatki schodowej.
A jazda przy tak silnym bocznym wietrze wymaga uwagi i skupienia i potrafi nieźle wymęczyć. Strój kolarski, taki jak wczoraj - zestaw letni ponownie okazał się wystarczający. Tyle słów na dzień dzisiejszy.

Willa Wiktoria 2009 © yurek55

Bardziej pałac niż willa © yurek55
Samochód przed wejściem to serwis basenowy 24h, kompleksowa obsługa basenów. Nie sądziłem, że pogotowie basenowe też jest potrzebne. To co widać na zdjęciu, to niewielki fragment tej posiadłości.

Ławeczka na słoneczku przed pałacem zaprasza do odpoczynku © yurek55
Pierwszy i jedyny przystanek podczas dzisiejszej wycieczki. I gdy tak sobie siedziałem, niespodzianka! Czy to może być inspiracją do wykonania sobie takiego tatuażu w kształcie blatu?

Wtem! :) © yurek55

XVIII - wieczny późnobarokowy pałac Łuszczewskich w Lesznie © yurek55
Obecnie Ośrodek szkoleniowo - Konferencyjny BGŻ

Cmentarz wojenny w Ołtarzewie - Ożarowie Maz © yurek55

Przechodniu powiedz Polsce tu leżym jej syny, prawom jej do ostatniej posłuszni godziny © yurek55

...Zanim padłeś jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką, czy to kula synu, czy to serce pękło? © yurek55

Tory pod Lazurową © yurek55

Firmowe przesłanie? © yurek55
To nie jest kryptoreklama telcomu, tylko nieustannie zadziwia mnie ten napis nad wejściem.
Hej, góral, ja ci góral
Hej, spod samiuśkich Tater
Hej, descyk mnie ukompoł
Hej, ukołysał wiater
Jak myślicie, czy ukołysanie przez wiater dotyczy też rowerzystów, czy tylko górali? Mnie tam dziś nie ukołysało, powiem wręcz, że sponiewierał mnie skurczybyk okrutnie! Gdybym wracał, jak wczoraj, prosto na wschód do Warszawy, to wtedy bym na mocno pchający wiatr nie narzekał, więc w sumie mam co chciałem. :) Ale dzięki tej decyzji powstał ślad o niebanalnym kształcie, ja zaliczyłem "setkę' bez dokręcania po mieście, i najważniejsze - zdążyłem przed deszczem. Moja pogodowa aplikacja przewidziała opad deszczu od godziny czternastej i to się sprawdziło. Pierwsze krople spadły gdy otwierałem drzwi od klatki schodowej.
A jazda przy tak silnym bocznym wietrze wymaga uwagi i skupienia i potrafi nieźle wymęczyć. Strój kolarski, taki jak wczoraj - zestaw letni ponownie okazał się wystarczający. Tyle słów na dzień dzisiejszy.

Willa Wiktoria 2009 © yurek55

Bardziej pałac niż willa © yurek55
Samochód przed wejściem to serwis basenowy 24h, kompleksowa obsługa basenów. Nie sądziłem, że pogotowie basenowe też jest potrzebne. To co widać na zdjęciu, to niewielki fragment tej posiadłości.

Ławeczka na słoneczku przed pałacem zaprasza do odpoczynku © yurek55
Pierwszy i jedyny przystanek podczas dzisiejszej wycieczki. I gdy tak sobie siedziałem, niespodzianka! Czy to może być inspiracją do wykonania sobie takiego tatuażu w kształcie blatu?

Wtem! :) © yurek55

XVIII - wieczny późnobarokowy pałac Łuszczewskich w Lesznie © yurek55
Obecnie Ośrodek szkoleniowo - Konferencyjny BGŻ

Cmentarz wojenny w Ołtarzewie - Ożarowie Maz © yurek55

Przechodniu powiedz Polsce tu leżym jej syny, prawom jej do ostatniej posłuszni godziny © yurek55

...Zanim padłeś jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką, czy to kula synu, czy to serce pękło? © yurek55

Tory pod Lazurową © yurek55

Firmowe przesłanie? © yurek55
To nie jest kryptoreklama telcomu, tylko nieustannie zadziwia mnie ten napis nad wejściem.
- DST 105.00km
- Czas 04:45
- VAVG 22.11km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 28 marca 2017
Kategoria > 100
Kolejna setka - nuda
Kolejny raz przyszło mi penetrować kierunek zachodni. Tym razem, żeby nie było nudno, nie jechałem prosto jak strzelił, tylko opuszczałem i wracałem na drogę do Leszna, aż dojechałem do Borzęcina. Już z daleka słyszałem melodię wygrywaną przez dzwony kościelne, bo akurat dwunasta była, ale nie udało mi się jej rozpoznać. Na pewno nie była to "Oda do radości". ;)
Stamtąd skierowałem się w stronę Mariewa, tylko dziś, w odróżnieniu od wczorajszej trasy, zaatakowałem go z drugiej strony i po chwili byłem w Zaborowie. Gdy w Lesznie robiłem zdjęcie odkryłem, że telefon nie zarejestrował mojej nowatorskiej trasy (z mojej winy, niestety) i znów mam prostą krechę zamiast fantazyjnego śladu. Pomyślałem, że jutro przejadę ją jeszcze raz i tyle, a dziś mapy nie będzie. Dalsza droga wiodła do Błonia, a potem kawałeczek poznańską do mostu na Utracie i przez Witki wróciłem do starej znajomej - drogi do Umiastowa. W Warszawie postanowiłem pokręcić się nieco po mieście bo na zegarze w Urzędzie Dzielnicy Włochy była druga za piętnaście, a mnie trochę brakowało do setki. Wprawdzie po chwili sprawdziłem u siebie i okazało się, że gminny zegar był nieprzestawiony, ale i tak dokręciłem. Miałem dziś "dzień konia" - tak nazywaliśmy na siatkówce dzień, w którym komuś wszystko wychodzi: każdy atak, blok, obrona, kończą się sukcesem. Mnie dziś za to jechało się szybko, bez wysiłku i przyjemnie. Nawet te ostatnie dziesięć kilometrów po zatłoczonych ulicach pełnych świateł, nie obniżyły mi średniej zbytnio. Jest satysfakcjonująca, nigdy jeszcze tak szybko nie przejechałem setki.

Nowa ddr w Borzęcinie - całe 220 metrów! © yurek55

Neogotycki kościół Św. Jana Chrzciciela w Lesznie z końca XIX w © yurek55

Kapliczka z 1925 roku w Wąsikach © yurek55

Fundatorzy - włościanie z Wąsików © yurek55

Droga Pogroszew - Umiastów w lusterku © yurek55
Stamtąd skierowałem się w stronę Mariewa, tylko dziś, w odróżnieniu od wczorajszej trasy, zaatakowałem go z drugiej strony i po chwili byłem w Zaborowie. Gdy w Lesznie robiłem zdjęcie odkryłem, że telefon nie zarejestrował mojej nowatorskiej trasy (z mojej winy, niestety) i znów mam prostą krechę zamiast fantazyjnego śladu. Pomyślałem, że jutro przejadę ją jeszcze raz i tyle, a dziś mapy nie będzie. Dalsza droga wiodła do Błonia, a potem kawałeczek poznańską do mostu na Utracie i przez Witki wróciłem do starej znajomej - drogi do Umiastowa. W Warszawie postanowiłem pokręcić się nieco po mieście bo na zegarze w Urzędzie Dzielnicy Włochy była druga za piętnaście, a mnie trochę brakowało do setki. Wprawdzie po chwili sprawdziłem u siebie i okazało się, że gminny zegar był nieprzestawiony, ale i tak dokręciłem. Miałem dziś "dzień konia" - tak nazywaliśmy na siatkówce dzień, w którym komuś wszystko wychodzi: każdy atak, blok, obrona, kończą się sukcesem. Mnie dziś za to jechało się szybko, bez wysiłku i przyjemnie. Nawet te ostatnie dziesięć kilometrów po zatłoczonych ulicach pełnych świateł, nie obniżyły mi średniej zbytnio. Jest satysfakcjonująca, nigdy jeszcze tak szybko nie przejechałem setki.

Nowa ddr w Borzęcinie - całe 220 metrów! © yurek55

Neogotycki kościół Św. Jana Chrzciciela w Lesznie z końca XIX w © yurek55

Kapliczka z 1925 roku w Wąsikach © yurek55

Fundatorzy - włościanie z Wąsików © yurek55

Droga Pogroszew - Umiastów w lusterku © yurek55
- DST 101.68km
- Czas 04:30
- VAVG 22.60km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 25 marca 2017
Kategoria > 100
Wietrzna setka
Dziwna ta moja dzisiejsza wycieczka. Zamiast połykać przestrzeń, snułem się nad Wisłą po obu jej brzegach i dopiero ostatnie czterdzieści kilometrów, od Huty, jechałem tak jak należy. A dziś nad Wisłą i otwarcie Muzeum wraz z wystawą "Syrena herbem swym zwodnicza" i dalej Światowy Dzień Wody, organizowany przez Wodociągi Warszawskie - to nie warunki na ustanawianie rekordów. Po prostu jechałem, żeby jechać i tyle. Już nawet wiatr nie robił na mnie wrażenia, przez tyle dni był czas się przyzwyczaić.

Tuning ekstremalny © yurek55

Silnik od Syreny 105 © yurek55

Bus po uderzeniu w sygnalizator © yurek55

Kierowca i pasażerowie mieli szczęście © yurek55

Kładka na Żeraniu © yurek55

Tuning ekstremalny © yurek55

Silnik od Syreny 105 © yurek55

Bus po uderzeniu w sygnalizator © yurek55

Kierowca i pasażerowie mieli szczęście © yurek55

Kładka na Żeraniu © yurek55
- DST 103.23km
- Czas 05:20
- VAVG 19.36km/h
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 14 marca 2017
Kategoria > 100
Jedziemy!
Wczorajsze lenistwo ciążyło mi na sumieniu i musiałem jakoś się zrehabilitować we własnych oczach. Wybrałem nieco zmodyfikowaną drogę na zachód, a potem na północ do Nowego Dworu i powrót po drugiej stronie Wisły. Początki nie były najlepsze, wiatrówka postawiona w łopot skutecznie mnie spowalniała, a potem wpakowałem się w drogę przez Puszczę Kampinoską z Truskawia do Mariewa. Wprawdzie to tylko trzy kilometry, ale kilkaset metrów musiałem przejechać po tłuczniu, a ostre kamienie strzelające z pod kół, wywoływały u mnie palpitację serca. Na szczęście opony, choć szosowe, wytrzymały tę ciężką próbę. Ale przyrzekłem sobie, że pierwszy i ostatni raz tamtędy pojechałem Barankiem.

Kampinoska masakra szosowa © yurek55

Truskaw - Mariew © yurek55
A wracając do mojej kurtki - wiatrówki, to ona nie jest rowerowa, tylko reklamowa z nadrukiem firmy samochodowej. Teraz, gdy jeżdżę pod wiatr nieco szybciej niż na poprzednim rowerze, ten furkot materiału i opór powietrza trochę mnie osłabia. Rozumiem teraz jeszcze lepiej, dlaczego ciuchy rowerowe są obcisłe.
W Zaborowie nie skręciłem na Leszno, bo wolałem jechać po mniej uczęszczanych drogach i na rondzie... pomyliłem drogę! A przecież kilkadziesiąt razy tam byłem i na dodatek kiedyś już też tak źle pojechałem. No cóż, musiałem po prostu przejechać kolejny kilometr z kawałkiem po gruntówce.
Dalsza droga przebiegła bez zakłóceń i bez przygód. Od Nowego Dworu mogłem wreszcie wykorzystać sprzyjający wiatr i podkręcić trochę średnią. Zrobiło się na tyle ciepło, że dokuczało mi trochę pragnienie, a woda dawno się skończyła, ale tu poratowały mnie miłe recepcjonistki w przychodni DPMed w Jabłonnie.
A na zakończenie podróży, na Grójeckiej wyprzedził mnie koleś na przedpotopowym rowerze miejskim, z przerzutką w piaście i na cienkich, stalowych rurkach. Siedział na nim wyprostowany, jak prymus w ławce szkolnej, a pomykał na tym swoim rowerku, że tylko oddalające się plecy widziałem. Byłem bez szans, jak widać - nie szosa czyni kolarza. :)

Kampinoska Droga Krzyżowa - koniec przy kościele w Wierszach © yurek55

Przy cmentarzu w Wierszach © yurek55

Pierwsza Stacja Drogi Krzyżowej wzdłuż drogi Armii Krajowej w Wierszach © yurek55

Most stalowy - wiadomo gdzie 449 km © yurek55

Słynna budowla w NDM © yurek55

Tu miłe panie częstują rowerzystów wodą z dystrybutora © yurek55

Kampinoska masakra szosowa © yurek55

Truskaw - Mariew © yurek55
A wracając do mojej kurtki - wiatrówki, to ona nie jest rowerowa, tylko reklamowa z nadrukiem firmy samochodowej. Teraz, gdy jeżdżę pod wiatr nieco szybciej niż na poprzednim rowerze, ten furkot materiału i opór powietrza trochę mnie osłabia. Rozumiem teraz jeszcze lepiej, dlaczego ciuchy rowerowe są obcisłe.
W Zaborowie nie skręciłem na Leszno, bo wolałem jechać po mniej uczęszczanych drogach i na rondzie... pomyliłem drogę! A przecież kilkadziesiąt razy tam byłem i na dodatek kiedyś już też tak źle pojechałem. No cóż, musiałem po prostu przejechać kolejny kilometr z kawałkiem po gruntówce.
Dalsza droga przebiegła bez zakłóceń i bez przygód. Od Nowego Dworu mogłem wreszcie wykorzystać sprzyjający wiatr i podkręcić trochę średnią. Zrobiło się na tyle ciepło, że dokuczało mi trochę pragnienie, a woda dawno się skończyła, ale tu poratowały mnie miłe recepcjonistki w przychodni DPMed w Jabłonnie.
A na zakończenie podróży, na Grójeckiej wyprzedził mnie koleś na przedpotopowym rowerze miejskim, z przerzutką w piaście i na cienkich, stalowych rurkach. Siedział na nim wyprostowany, jak prymus w ławce szkolnej, a pomykał na tym swoim rowerku, że tylko oddalające się plecy widziałem. Byłem bez szans, jak widać - nie szosa czyni kolarza. :)

Kampinoska Droga Krzyżowa - koniec przy kościele w Wierszach © yurek55

Przy cmentarzu w Wierszach © yurek55

Pierwsza Stacja Drogi Krzyżowej wzdłuż drogi Armii Krajowej w Wierszach © yurek55

Most stalowy - wiadomo gdzie 449 km © yurek55

Słynna budowla w NDM © yurek55

Tu miłe panie częstują rowerzystów wodą z dystrybutora © yurek55
- DST 115.90km
- Czas 05:29
- VAVG 21.14km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze























