Wpisy archiwalne w kategorii
z kolegą
Dystans całkowity: | 1619.09 km (w terenie 58.00 km; 3.58%) |
Czas w ruchu: | 79:40 |
Średnia prędkość: | 20.32 km/h |
Maksymalna prędkość: | 34.60 km/h |
Suma podjazdów: | 115 m |
Suma kalorii: | 2139 kcal |
Liczba aktywności: | 18 |
Średnio na aktywność: | 89.95 km i 4h 25m |
Więcej statystyk |
Promem do Karczewa
To już ostatnia wspólna wycieczka z Krzysztofem, we wtorek wraca do Cleveland, a dziś chciał jeszcze zaliczyć przeprawę promem przez Wisłę. Tradycyjne on rzucił pomysł, ja wybrałem trasę, a że mam chwilowy przesyt Wału Zawadowskiego pojechaliśmy obok Cargo Okęcie, przez znajome wioski do Piaseczna. Stamtąd do Konstancina już blisko, a na dodatek znam drogę omijającą centrum tego uzdrowiska i obok Domu Pracy Twórczej w Oborach, dojeżdżamy sprawnie do Gassów.
Prom z dwoma samochodami na pokładzie właśnie zdążył odpłynąć, ale że droga na drugi brzeg trwa zaledwie kilka minut, to po krótkiej chwili oczekiwania mogliśmy i my wprowadzić swoje rowery.

W oczekiwaniu na przeprawę © yurek55

Promem przez Wisłę © yurek55
Na drugim brzegu tym razem wybrałem wariant jazdy drogami i ulicami Karczewia, Otwocka, Józefowa, bo pamiętam, że drogą 801 prowadzącą do Warszawy jedzie się mało przyjemnie. Dopiero w Falenicy skierowaliśmy się na powrót do drogi 801, ale do przejechania nią było już malutko i zaraz wjechaliśmy na drogę rowerową wzdłuż Wisły. Na lewy brzeg przejechaliśmy po Moście Siekierkowskim, potem jeszcze tylko moja prywatna "ściana płaczu", czyli Agrykola i przez Plac Konstytucji i Koszykową wróciliśmy na Ochotę.
Następna okazja do wspólnej jazdy będzie za rok.
Prom z dwoma samochodami na pokładzie właśnie zdążył odpłynąć, ale że droga na drugi brzeg trwa zaledwie kilka minut, to po krótkiej chwili oczekiwania mogliśmy i my wprowadzić swoje rowery.

W oczekiwaniu na przeprawę © yurek55

Promem przez Wisłę © yurek55
Na drugim brzegu tym razem wybrałem wariant jazdy drogami i ulicami Karczewia, Otwocka, Józefowa, bo pamiętam, że drogą 801 prowadzącą do Warszawy jedzie się mało przyjemnie. Dopiero w Falenicy skierowaliśmy się na powrót do drogi 801, ale do przejechania nią było już malutko i zaraz wjechaliśmy na drogę rowerową wzdłuż Wisły. Na lewy brzeg przejechaliśmy po Moście Siekierkowskim, potem jeszcze tylko moja prywatna "ściana płaczu", czyli Agrykola i przez Plac Konstytucji i Koszykową wróciliśmy na Ochotę.
Następna okazja do wspólnej jazdy będzie za rok.
- DST 78.00km
- Czas 03:41
- VAVG 21.18km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Jazda terenowa nad Wisłą
Dziś kolejna wycieczka z Krzysztofem, którego pobyt w Polsce powoli dobiega końca. Tym razem zaproponował Zalew Zegrzyński, a mnie pozostawił wybór trasy. Pojechaliśmy drogą nad Kanałem Żerańskim do Nieporętu, a potem przez Wieliszew do Legionowa i Jabłonny. W parku pałacowym bez trudu znalazłem furtkę prowadząca na wał wiślany, której jadąc od tamtej strony nie widziałem. Teraz już będę wiedział gdzie skręcić. A potem pojechaliśmy tak jak jeździłem przedtem, tylko tym razem nie skręciliśmy w Odkrytą na Tarchominie, a pojechaliśmy do końca. Dopiero gdy drogę przegrodził Kanał Żerański i śluza na nim, skręciliśmy do Modlińskiej i drogą rowerową na Moście Grota wróciliśmy na naszą stronę Wisły. Jazda terenowa nie była aż tak uciążliwa, jak późniejszy podjazd Tamką, ale "góralem" już nie będę i premie górskie to nie dla mnie.

Klasyka ergonomii © yurek55

Trudny teren © yurek55

Kierunek Żerań © yurek55 (W sumie takich terenowych kilometrów wyszło dwadzieścia, razem z drogą nad Kanałem)

Śluza "Żerań" © yurek55

Klasyka ergonomii © yurek55

Trudny teren © yurek55

Kierunek Żerań © yurek55 (W sumie takich terenowych kilometrów wyszło dwadzieścia, razem z drogą nad Kanałem)

Śluza "Żerań" © yurek55
- DST 80.00km
- Teren 20.00km
- Czas 04:09
- VAVG 19.28km/h
- Temperatura 5.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Powtórka pamiętnej trasy przedświątecznej
Kolega Krzysztof w swoich planach pobytowych w Polsce uwzględnił odwiedziny u krewnych/kuzynów/kuzynek, dzięki czemu poznaję nowe drogi i nie muszę zastanawiać się dokąd jechać i wymyślać tras i celów podróży. Dziś jednak to ja pokazałem Krzyśkowi nową trasę, która pojechaliśmy do jego kuzynki. Okazało się bowiem, że przez tę miejscowość przejeżdżałem w Wielką Sobotę niemal dokładnie pół roku temu. Dla pewności, żeby nie zgubić tamtej drogi, bo w końcu pamięć już nie ta, wgrałem ślad do locusa free w telefonie i pojechaliśmy. Drogę do Leszna przez Pilaszków, Wąsy itd. znam na pamięć, przed miastem skręt w lewo wzdłuż muru pałacu, gdzie teraz BGŻ ma swój ośrodek szkoleniowy, a potem naprawdę bocznymi drogami, aż do szosy poznańskiej. Co jakiś czas sprawdzałem czy dobrze jadę, korzystając z funkcji przewodnika na locusie i już wiem, że to bardzo przydatna aplikacja. Teraz już się nigdzie nie zgubię. Trasę narysować umiem, wiem jak ją zapisać i pobrać na komputer, a następnie wyeksportować do apki w telefonie.
A wracając do jazdy, to wiatr wiał mocno, ale w innym kierunku niż wtedy, dzięki czemu wracaliśmy z wiatrem. Ale pierwsza połowa trasy była dość masakryczna, więcej jak 20km/h nie dało się wykręcić i momentami było naprawdę ciężko. Na szczęście temperatura pozwalała, pewnie ostatni raz w tym roku, pojeździć w letnim zestawie ubraniowym.

W październiku kwitnie gorczyca polna © yurek55

Aaaa, rowery dwa... i jeden rowerzysta © yurek55

Jazda po błońskim rynku © yurek55
--------------------------------------------------
Endomondo włączyłem nie od początku, tylko jak kurtkę zdejmowałem i sobie przypomniałem o rejestracji trasy. A potem aplikacja się wyłączyła nie wiedzieć czemu, w momencie dojazdu do drogi poznańskiej, Stąd taki ślad, bez początku i końca.
A wracając do jazdy, to wiatr wiał mocno, ale w innym kierunku niż wtedy, dzięki czemu wracaliśmy z wiatrem. Ale pierwsza połowa trasy była dość masakryczna, więcej jak 20km/h nie dało się wykręcić i momentami było naprawdę ciężko. Na szczęście temperatura pozwalała, pewnie ostatni raz w tym roku, pojeździć w letnim zestawie ubraniowym.

W październiku kwitnie gorczyca polna © yurek55

Aaaa, rowery dwa... i jeden rowerzysta © yurek55

Jazda po błońskim rynku © yurek55
--------------------------------------------------
Endomondo włączyłem nie od początku, tylko jak kurtkę zdejmowałem i sobie przypomniałem o rejestracji trasy. A potem aplikacja się wyłączyła nie wiedzieć czemu, w momencie dojazdu do drogi poznańskiej, Stąd taki ślad, bez początku i końca.
- DST 107.42km
- Czas 04:58
- VAVG 21.63km/h
- Temperatura 16.7°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Po mieście
Pokręciliśmy się dziś z kolegą Krzysztofem po Warszawie, ale unikając w miarę możności jazdy po jezdniach. W dużej mierze się to udało, czyli z naszą infrastrukturą rowerową nie jest tak najgorzej. Jak komuś zależy i chce się tylko przejechać, a nie gdzieś dojechać, to spokojnie może drogami rowerowymi i mało ruchliwymi ulicami przejechać całkiem spory dystans. Nad Wisłą udostępniono kilka dni temu odcinek spacerowo-rowerowy biegnący na tyłach KS "Spójnia"i Narodowego Centrum Sportu, do Mostu Grota, o czym napisał Pełnomocnik Rowerowy. Rzeczywiście fajna droga gruntowa oddalona od Wybrzeża Gdyńskiego, wśród drzew, można się poczuć jak poza miastem, nawet samochodów nie słychać. Po drugiej stronie Wisły jest o wiele dłuższy odcinek drogi wśród krzewów i drzew, od Mostu Grota do Łazienkowskiego, jest gdzie jeździć terenowo.

Synagoga Nożyków na Twardej © yurek55
Synagoga ufundowana przez Zalmana i Ryfkę małżeństwo Nożyków, wybudowana w latach 1898-1902, odrestaurowana w 2008.

Zrewitalizowana płd strona ulicy Próżnej © yurek55

Park fontann na Podzamczu © yurek55

Fragment Nadwiślańskiego Szlaku Rowerowego (zdjęcie z fanpagu Pełnomocnika Rowerowego Prezydenta ds komunikacji rowerowej)
...........................................
PS.
A pod Agrykolę podjechałem, jak Krzysiek już parę kółek na górze zrobił...

Synagoga Nożyków na Twardej © yurek55
Synagoga ufundowana przez Zalmana i Ryfkę małżeństwo Nożyków, wybudowana w latach 1898-1902, odrestaurowana w 2008.

Zrewitalizowana płd strona ulicy Próżnej © yurek55

Park fontann na Podzamczu © yurek55

Fragment Nadwiślańskiego Szlaku Rowerowego (zdjęcie z fanpagu Pełnomocnika Rowerowego Prezydenta ds komunikacji rowerowej)
...........................................
PS.
A pod Agrykolę podjechałem, jak Krzysiek już parę kółek na górze zrobił...
- DST 49.60km
- Czas 02:46
- VAVG 17.93km/h
- Temperatura 12.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Do Czerska
Kolega Krzysztof zaproponował zaległą wizytę na zamku w Czersku, której nie zdążyliśmy zrealizować w ubiegłym tygodniu wracając z Warki. Trasa równie dobra jak każda inna,
więc bez problemu zaakceptowałem jego pomysł i pojechaliśmy.
Zamierzaliśmy dotrzeć tam maksymalnie bocznymi drogami i w sumie się
udało, wprawdzie trochę błądziliśmy, kluczyliśmy i zawracaliśmy, ale
summa sumarum wyjechaliśmy tam gdzie zamierzaliśmy. Na Zamku
niespodzianka - rowerzyści za zwiedzanie płacą tylko 5 zł, czyli o 3 zł
taniej, niż nierowerzyści. To pani dyrektor tak zdecydowała, dziękujemy
Pani. Na Zamku zabawiliśmy niezbyt długo, po wspinaczce na wieżę i sesji zdjęciowej, można było wracać. Za radą bileterki zjechaliśmy na łeb na szyję w dół, dzięki czemu nie wracaliśmy do krajowej "79-tki" i nie wjeżdżaliśmy do Góry Kalwarii, tylko jadąc wśród sadów i wzdłuż wału wiślanego, przejechaliśmy pod krajową "50-tką" i dopiero tam zaczęły się schody. A właściwie nie schody, a kocie łby ulicy Świętego Antoniego pnącej się
tak
stromo w górę, że musiałem zejść i prowadzić rower. Krzysztof chyba żeby mi nie było przykro zrobił to samo i tak dotarliśmy do obrzeży miasta, a po chwili znów pomknęliśmy w dół ulicą Lipkowską nad Wisłę. To ta sama trasa, którą odkryłem w ubiegły czwartek i którą wtedy - i dziś - dotarliśmy do Gassów.

Nad nami tylko niebo © yurek55

Panorama - widok z wieży © yurek55

Na samej górze © yurek55


Schody na wieżę © yurek55

Mur i baszta © yurek55

Mur zamkowy © yurek55

Rower na dziedzińcu © yurek55

Z nieznanych powodów zapisało mi trasę tylko do Czerska, a ja to spostrzegłem dopiero nad Wisłą w Podłęczu i stamtąd jest rejestrowana druga część.
stromo w górę, że musiałem zejść i prowadzić rower. Krzysztof chyba żeby mi nie było przykro zrobił to samo i tak dotarliśmy do obrzeży miasta, a po chwili znów pomknęliśmy w dół ulicą Lipkowską nad Wisłę. To ta sama trasa, którą odkryłem w ubiegły czwartek i którą wtedy - i dziś - dotarliśmy do Gassów.

Nad nami tylko niebo © yurek55

Panorama - widok z wieży © yurek55

Na samej górze © yurek55


Schody na wieżę © yurek55

Mur i baszta © yurek55

Mur zamkowy © yurek55

Rower na dziedzińcu © yurek55

Z nieznanych powodów zapisało mi trasę tylko do Czerska, a ja to spostrzegłem dopiero nad Wisłą w Podłęczu i stamtąd jest rejestrowana druga część.
- DST 134.00km
- Czas 06:30
- VAVG 20.62km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Daleki rajd po zagłębiu jabłkowym
Po kilku nieudanych próbach umówienia się na wspólną jazdę, dziś udało się nam z Krzyśkiem zgrać terminy i pojechaliśmy. Cel wyprawy zaproponował mój kolega, a po drodze chciał przy okazji załatwić jakąś szybką rodzinną sprawę, porozmawiać, coś zawieźć - mniejsza z tym. Dla mnie w sumie było obojętne gdzie jedziemy, a zadowolony byłem głównie z tego, że na tak dalekiej trasie nie będę musiał martwić się o nawigację, bo to tereny doskonale znane mojemu współtowarzyszowi podróży. No i oczywiście z jego towarzystwa! Ja skupiłem się na nadawaniu odpowiedniego tempa, bo czas mój był ograniczony, a kilometrów do zrobienia sporo. Najpierw pojechaliśmy, jak poprzednio, przez Piaseczno do Czachówka, a stamtąd bocznymi drogami do Chynowa. Po drodze w Sierzchowie stała sobie taka oto wieża ciśnień, z daleka wyglądająca jak makówka na polu. Dlaczego akurat w tej wiosce? nie mam pojęcia.

Wieża ciśnień w Sierzchowie © yurek55
Zdjęcie zrobione z drogi, bliżej nie podjeżdżałem.
Po szybkim rzeczywiście załatwieniu pierwszej i drugiej wizyty rodzinnej, ruszyliśmy boczną drogą do celu naszej podróży. Była nią Warka, najdalej jak dotąd wysunięty punkt w moich rowerowych wędrówkach. Droga mijała szybko i przyjemnie, samochody w śladowych ilościach, czasem traktory z jabłkami, a którymi można się było ścigać. Nie tylko na drodze do Warki, ale niemal na całej trasie widziałem kilometry sadów, setki tysięcy jabłoni i miliony jabłek na drzewach. A ciekawe czy wiecie, ile kosztuje w tym roku kilogram jabłek w skupie? Ja wiem, dziś się dowiedziałem - piętnaście groszy za kilogram! Sadownicy są załamani i wcale się im nie dziwię.
Po drodze zaintrygował mnie ten kościół w Michalczewie, głównie z uwagi na ażurową wieżę.

Kościół w Michalczewie © yurek55
W Warce przystanek na Rynku i w Muzeum Kazimierza Pułaskiego i jazda dalej do Góry Kalwarii. Tu już drogi nie była tak przyjemne, najpierw wojewódzka 731, potem krajowa 79, ale dziś mi to nawet nie przeszkadzało specjalnie, chyba się przyzwyczajam?

Pomnik lotników w Warce © yurek55

Na rynku w Warce © yurek55

Warecki rynek © yurek55

Muzeum K. Pułaskiego w Warce © yurek55

Przy pomniku K. Pułaskiego - bohatera dwóch narodów © yurek55
Przed Górą Kalwarią był drogowskaz Czersk 1, ale zwiedzanie zostawiliśmy sobie na następny raz. W mieście zajechaliśmy na rynek, ale ten nie robi większego wrażenia, Ratusz i kilka ławek na skwerze.

Ratusz w Górze Kalwarii © yurek55

Ziuk w Górze Kalwarii © yurek55
Ostatni fragment drogi chciałem przejechać trasą widzianą gdzieś w internecie, nie na Piaseczno i nie na Konstancin, tylko nad Wisłą do Gassów. Posłużyłem sie nawigacją w tym celu i dodatkowo spytałem kogoś, by się upewnić, czy dobrze jadę. Z Rynku trzeba jechać ulicą księdza Zygmunta Sajny i zaraz potem w prawo Lipkowską ostro w dół i dalej świetny asfalt prowadzi nas wzdłuż wału wiślanego. Jednym słowem rewelacja. Przed Gassami jest ok. trzech kilometrów terenu, ale to nam nie przeszkadzało absolutnie.

Wisła pomiędzy G. Kalwarią a Gassami © yurek55
Bardzo jestem z dzisiejszej wycieczki zadowolony, dzięki Krzyśkowi poznałem nowe, fajne drogi, sam też na koniec jedną znalazłem. Do tego jeszcze wspólna jazda wyzwoliła ukryte pokłady energii i trasę pokonałem właściwie bez zmęczenia, ku zdziwieniu kolegi, który pod koniec już nieco narzekał na bóle mięśniowe. Ale on swoją pierwszą "setkę" zrobił ze mną dwa tygodnie temu, więc nie ma się co dziwić. Ja i tak jestem pod wrażeniem jego kondycji i szybkości, bez trudu jechał ze mną, a jak tylko chciał i przyspieszył, nie byłem w stanie się za nim utrzymać.

Wieża ciśnień w Sierzchowie © yurek55
Zdjęcie zrobione z drogi, bliżej nie podjeżdżałem.
Po szybkim rzeczywiście załatwieniu pierwszej i drugiej wizyty rodzinnej, ruszyliśmy boczną drogą do celu naszej podróży. Była nią Warka, najdalej jak dotąd wysunięty punkt w moich rowerowych wędrówkach. Droga mijała szybko i przyjemnie, samochody w śladowych ilościach, czasem traktory z jabłkami, a którymi można się było ścigać. Nie tylko na drodze do Warki, ale niemal na całej trasie widziałem kilometry sadów, setki tysięcy jabłoni i miliony jabłek na drzewach. A ciekawe czy wiecie, ile kosztuje w tym roku kilogram jabłek w skupie? Ja wiem, dziś się dowiedziałem - piętnaście groszy za kilogram! Sadownicy są załamani i wcale się im nie dziwię.
Po drodze zaintrygował mnie ten kościół w Michalczewie, głównie z uwagi na ażurową wieżę.

Kościół w Michalczewie © yurek55
W Warce przystanek na Rynku i w Muzeum Kazimierza Pułaskiego i jazda dalej do Góry Kalwarii. Tu już drogi nie była tak przyjemne, najpierw wojewódzka 731, potem krajowa 79, ale dziś mi to nawet nie przeszkadzało specjalnie, chyba się przyzwyczajam?

Pomnik lotników w Warce © yurek55

Na rynku w Warce © yurek55

Warecki rynek © yurek55

Muzeum K. Pułaskiego w Warce © yurek55

Przy pomniku K. Pułaskiego - bohatera dwóch narodów © yurek55
Przed Górą Kalwarią był drogowskaz Czersk 1, ale zwiedzanie zostawiliśmy sobie na następny raz. W mieście zajechaliśmy na rynek, ale ten nie robi większego wrażenia, Ratusz i kilka ławek na skwerze.

Ratusz w Górze Kalwarii © yurek55

Ziuk w Górze Kalwarii © yurek55
Ostatni fragment drogi chciałem przejechać trasą widzianą gdzieś w internecie, nie na Piaseczno i nie na Konstancin, tylko nad Wisłą do Gassów. Posłużyłem sie nawigacją w tym celu i dodatkowo spytałem kogoś, by się upewnić, czy dobrze jadę. Z Rynku trzeba jechać ulicą księdza Zygmunta Sajny i zaraz potem w prawo Lipkowską ostro w dół i dalej świetny asfalt prowadzi nas wzdłuż wału wiślanego. Jednym słowem rewelacja. Przed Gassami jest ok. trzech kilometrów terenu, ale to nam nie przeszkadzało absolutnie.

Wisła pomiędzy G. Kalwarią a Gassami © yurek55
Bardzo jestem z dzisiejszej wycieczki zadowolony, dzięki Krzyśkowi poznałem nowe, fajne drogi, sam też na koniec jedną znalazłem. Do tego jeszcze wspólna jazda wyzwoliła ukryte pokłady energii i trasę pokonałem właściwie bez zmęczenia, ku zdziwieniu kolegi, który pod koniec już nieco narzekał na bóle mięśniowe. Ale on swoją pierwszą "setkę" zrobił ze mną dwa tygodnie temu, więc nie ma się co dziwić. Ja i tak jestem pod wrażeniem jego kondycji i szybkości, bez trudu jechał ze mną, a jak tylko chciał i przyspieszył, nie byłem w stanie się za nim utrzymać.
- DST 138.00km
- Teren 8.00km
- Czas 06:09
- VAVG 22.44km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Rajd terenowy po Puszczy Kampinoskiej
Na dziś znowu mieliśmy zaplanowaną wspólną jazdę z kolegą Krzyśkiem, a ponieważ musiałem rano pojechać do warsztatu na Parowcową, pojechaliśmy najpierw tam. Stamtąd Dźwigową pod tunelem, kawałek Połczyńską, szybki skręt w Szeligowską i po chwili już byliśmy w drugiej strefie taxi. Dalej trasa, która mi się nigdy nie nudzi i którą dziś dojechaliśmy aż za Roztokę, by tam skręcić w stronę Puszczy Kampinoskiej. Chciałem pokazać koledze piękno leśnych dróg puszczańskich, a teraz była dobra okazja, bo dawno nie padało i dawało się o suchym kole przejechać. Parę razy wprawdzie musieliśmy schodzić z naszych rowerów o wąskich oponach i prowadzić po piachu, ale takie bywają uroki jazdy terenowej. Od cmentarza w Palmirach, na szczęście zaczynał się już asfalt i wreszcie mogliśmy pojechać normalnym tempem i to bez narażania rowerów na dekompozycję. Jednak gdy dojechaliśmy do Łomianek, skręciliśmy w stronę Wisły i znowu zaczęła się ciężka jazda terenowa, tym razem po wale wiślanym. Potem jeszcze tylko lekki teren w Lasku na Młocinach i wreszcie mogliśmy przywitać warszawskie ulice. A niemal na zakończenie, mając już setkę w nogach, zafundowaliśmy sobie jeszcze podjazd Agrykolą, Ja wjechałem jak zawsze z dużym trudem, od połowy młynkując i wypluwając płuca, a kolega nawet się nie zdyszał, omawiając różne techniki pokonywania wzniesień...
I to tyle na temat mojej wydolności.

Jedna ze stacji Drogi Krzyżowej w Wierszach © yurek55

Aleja Pamięci Rzeczpospolitej Kampinoskiej © yurek55

Droga w puszczy © yurek55

Z kolegą © yurek55
I to tyle na temat mojej wydolności.

Jedna ze stacji Drogi Krzyżowej w Wierszach © yurek55

Aleja Pamięci Rzeczpospolitej Kampinoskiej © yurek55

Droga w puszczy © yurek55

Z kolegą © yurek55
- DST 107.00km
- Teren 23.00km
- Czas 05:40
- VAVG 18.88km/h
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Z kolegą
Jak co rok, znowu przyjechał do Polski mój dawny, jeszcze szkolny kolega i tak jak rok temu postanowiliśmy pojeździć razem. Podszykowałem Krzyśkowi mojego starego Wheelera, żeby miał czym jeździć i umówiliśmy się na dziś na wycieczkę. Wstępnie mieliśmy uzgodnioną trasę, ale rano kolega zaproponował zmianę planów i pojechaliśmy w kierunku Piaseczna. Mnie i tak było wszystko jedno, a w sumie na dobre wyszło, bo za chwilę zadzwoniła córka i spytała czy nie będę przejazdem w okolicy, bo ma do mnie prośbę. To się nazywa mieć szczęście!
Z miasta wyjechaliśmy drogą na Sandomierz, potem skręciliśmy na Okrzeszew i jadąc według wskazówek mojego towarzysza podróży dotarliśmy w końcu do...jego brata mieszkającego w Czachówku. Po tej krótkiej, acz bardzo serdecznej wizycie, napojeni i nakarmieni ruszyliśmy dalej. Krzysiek miał ochotę na eskapadę stamtąd do Warki i Czerska, ale nie mogłem się na to zgodzić, było już za późno na tak długą drogę. Wracaliśmy przez Chynów, Prażmów i Tarczyn, z krótkim przystankiem w tej pierwszej miejscowości, gdzie też trzeba było krewnych odwiedzić. Ja w tym czasie podziwiałem stary kościół i czytałem historię parafii, która liczy sobie - parafia, nie historia - ponad pięścet lat.

Parafia Św. Trójcy w Chynowie © yurek55

Figura wotywna przy kościele © yurek55

Napis na cokole © yurek55
A przejeżdżając przez Prażmów, nie mogłem rzecz jasna nie kupić chleba serwatkowego z Piekarni Wiedeńskiej. Liczyłem, że kupię go prosto z piekarni, ale okazało się, że nie prowadzi ona swojego sklepu. Kupiłem więc chlebek w sklepie gieesu i dalej już bez przystanków, dojechaliśmy do Warszawy.
Z miasta wyjechaliśmy drogą na Sandomierz, potem skręciliśmy na Okrzeszew i jadąc według wskazówek mojego towarzysza podróży dotarliśmy w końcu do...jego brata mieszkającego w Czachówku. Po tej krótkiej, acz bardzo serdecznej wizycie, napojeni i nakarmieni ruszyliśmy dalej. Krzysiek miał ochotę na eskapadę stamtąd do Warki i Czerska, ale nie mogłem się na to zgodzić, było już za późno na tak długą drogę. Wracaliśmy przez Chynów, Prażmów i Tarczyn, z krótkim przystankiem w tej pierwszej miejscowości, gdzie też trzeba było krewnych odwiedzić. Ja w tym czasie podziwiałem stary kościół i czytałem historię parafii, która liczy sobie - parafia, nie historia - ponad pięścet lat.

Parafia Św. Trójcy w Chynowie © yurek55

Figura wotywna przy kościele © yurek55

Napis na cokole © yurek55
A przejeżdżając przez Prażmów, nie mogłem rzecz jasna nie kupić chleba serwatkowego z Piekarni Wiedeńskiej. Liczyłem, że kupię go prosto z piekarni, ale okazało się, że nie prowadzi ona swojego sklepu. Kupiłem więc chlebek w sklepie gieesu i dalej już bez przystanków, dojechaliśmy do Warszawy.
- DST 116.00km
- Czas 05:26
- VAVG 21.35km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze