Z kolegą
Jak co rok, znowu przyjechał do Polski mój dawny, jeszcze szkolny kolega i tak jak rok temu postanowiliśmy pojeździć razem. Podszykowałem Krzyśkowi mojego starego Wheelera, żeby miał czym jeździć i umówiliśmy się na dziś na wycieczkę. Wstępnie mieliśmy uzgodnioną trasę, ale rano kolega zaproponował zmianę planów i pojechaliśmy w kierunku Piaseczna. Mnie i tak było wszystko jedno, a w sumie na dobre wyszło, bo za chwilę zadzwoniła córka i spytała czy nie będę przejazdem w okolicy, bo ma do mnie prośbę. To się nazywa mieć szczęście!
Z miasta wyjechaliśmy drogą na Sandomierz, potem skręciliśmy na Okrzeszew i jadąc według wskazówek mojego towarzysza podróży dotarliśmy w końcu do...jego brata mieszkającego w Czachówku. Po tej krótkiej, acz bardzo serdecznej wizycie, napojeni i nakarmieni ruszyliśmy dalej. Krzysiek miał ochotę na eskapadę stamtąd do Warki i Czerska, ale nie mogłem się na to zgodzić, było już za późno na tak długą drogę. Wracaliśmy przez Chynów, Prażmów i Tarczyn, z krótkim przystankiem w tej pierwszej miejscowości, gdzie też trzeba było krewnych odwiedzić. Ja w tym czasie podziwiałem stary kościół i czytałem historię parafii, która liczy sobie - parafia, nie historia - ponad pięścet lat.

Parafia Św. Trójcy w Chynowie © yurek55

Figura wotywna przy kościele © yurek55

Napis na cokole © yurek55
A przejeżdżając przez Prażmów, nie mogłem rzecz jasna nie kupić chleba serwatkowego z Piekarni Wiedeńskiej. Liczyłem, że kupię go prosto z piekarni, ale okazało się, że nie prowadzi ona swojego sklepu. Kupiłem więc chlebek w sklepie gieesu i dalej już bez przystanków, dojechaliśmy do Warszawy.
Z miasta wyjechaliśmy drogą na Sandomierz, potem skręciliśmy na Okrzeszew i jadąc według wskazówek mojego towarzysza podróży dotarliśmy w końcu do...jego brata mieszkającego w Czachówku. Po tej krótkiej, acz bardzo serdecznej wizycie, napojeni i nakarmieni ruszyliśmy dalej. Krzysiek miał ochotę na eskapadę stamtąd do Warki i Czerska, ale nie mogłem się na to zgodzić, było już za późno na tak długą drogę. Wracaliśmy przez Chynów, Prażmów i Tarczyn, z krótkim przystankiem w tej pierwszej miejscowości, gdzie też trzeba było krewnych odwiedzić. Ja w tym czasie podziwiałem stary kościół i czytałem historię parafii, która liczy sobie - parafia, nie historia - ponad pięścet lat.

Parafia Św. Trójcy w Chynowie © yurek55

Figura wotywna przy kościele © yurek55

Napis na cokole © yurek55
A przejeżdżając przez Prażmów, nie mogłem rzecz jasna nie kupić chleba serwatkowego z Piekarni Wiedeńskiej. Liczyłem, że kupię go prosto z piekarni, ale okazało się, że nie prowadzi ona swojego sklepu. Kupiłem więc chlebek w sklepie gieesu i dalej już bez przystanków, dojechaliśmy do Warszawy.
- DST 116.00km
- Czas 05:26
- VAVG 21.35km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Najstarszy kościół drewniany na Mazowszu, bardzo ładny wewnątrz. A "Wiedeńska" faktycznie nie ma żadnego sklepu przy piekarni, Całość pieczywa wywozi w teren.
teich - 17:10 wtorek, 16 września 2014 | linkuj
Komentuj