Wpisy archiwalne w kategorii
50-100
| Dystans całkowity: | 71996.85 km (w terenie 1408.00 km; 1.96%) |
| Czas w ruchu: | 3581:51 |
| Średnia prędkość: | 20.05 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 132.12 km/h |
| Suma podjazdów: | 97965 m |
| Suma kalorii: | 1254461 kcal |
| Liczba aktywności: | 1067 |
| Średnio na aktywność: | 67.48 km i 3h 21m |
| Więcej statystyk | |
Czwartek, 2 czerwca 2016
Kategoria 50-100
Droga 92
Jeszcze raz postanowiłem pojechać dawną poznańską wylotówką, by się ostatecznie upewnić, że należy jej unikać. Ostatnio dojechałem tylko do Ołtarzewa, więc nie miałem jeszcze całkowitej pewności. To znaczy tak naprawdę, to wiedziałem od dawna, a ostatnio potwierdzał to też i Hipek, ale musiałem sobie to przypomnieć i utrwalić. Problem z tą drogą jest taki, że za Ołtarzewem stoją znaki zakazu jazdy rowerem i ruchu pieszego, a droga obok ma strasznie powybijaną kostkę i często kończy się zupełnie w polu. Potem, po kilkudziesięciu metrach znów niespodziewanie się pojawia i trzeba żegnać równy asfalt i szerokie pobocze. Szybka jazda po tym tworze drogopodobnym, jest jak praca na zagęszczarce do gruntu - trzęsie, że plomby wypadają.
Do Błonia nie dojechałem, bo nie miałem po co i przed mostem nad Utratą z ulgą zjechałem w prawo na Zaborówek. Potem przez znane tereny, stałą trasą przez zachodnie wioski wróciłem do Warszawy. Zajechałem jeszcze do sklepu rowerowego na Bemowie i kupiłem kasetę, łańcuchy i klocki hamulcowe. Niebawem (kiedyś) jak będę miał wenę, trzeba będzie się tym zająć. Okładziny mają mniej niż milimetr grubości, a kaseta dobija do dziewięciu tysięcy kilometrów. Czas najwyższy.
Dziś bez mapy, bo nie naładowałem baterii w telefonie i wziął i umarł przed końcem podróży.
Do Błonia nie dojechałem, bo nie miałem po co i przed mostem nad Utratą z ulgą zjechałem w prawo na Zaborówek. Potem przez znane tereny, stałą trasą przez zachodnie wioski wróciłem do Warszawy. Zajechałem jeszcze do sklepu rowerowego na Bemowie i kupiłem kasetę, łańcuchy i klocki hamulcowe. Niebawem (kiedyś) jak będę miał wenę, trzeba będzie się tym zająć. Okładziny mają mniej niż milimetr grubości, a kaseta dobija do dziewięciu tysięcy kilometrów. Czas najwyższy.
Dziś bez mapy, bo nie naładowałem baterii w telefonie i wziął i umarł przed końcem podróży.
- DST 64.00km
- Czas 03:11
- VAVG 20.10km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 1 czerwca 2016
Kategoria 50-100
Dzień Dziecka
Jako że dziś ważne święto, to odstawiłem Darkowi dziecka samochód do naprawy. Stamtąd pojechałem do drugiego dziecka, do Piaseczna z życzeniami, a z prezentami dla wnuczek. Nie miałem specjalnego parcia na dystans i wynik, pojechałem więc sprawdzić drogę rowerową pomiędzy Mostem M-C-S, a Mostem "Grota". Dobrze, że jest, bo pamiętam jak kiedyś bezdrożami i chaszczami się tamtędy przebijałem. Nawet pisałem o tym i robiłem zdjęcia, ale oczywiście teraz już tego nie znajdę. Musiałbym cały swój blog od początku przelecieć. A'propos przelecenia, to pod Mostem Grota, nad brzegiem wody stał młody facet z opuszczonymi do kostek spodniami i trzymając telefon w jednej ręce, drugą gmerał sobie w kroku. Musiałem przejechać koło niego całkiem blisko i myślę, że był mocno zaskoczony jak mu znienacka zza pleców wyjechałem.
Droga pomiędzy tymi mostami jest z kostki, ale akurat na tym kawałku to nawet nie przeszkadza. Przecież to przedłużenie drogi spacerowo - rowerowej poprowadzonej po wale wiślanym na Tarchominie i do ścigania się absolutnie nie nadaje. Droga ta kończy się na razie przy elektrociepłowni ale widziałem, że trwają prace przy budowie mostu dla pieszych i rowerzystów nad Kanałem Żerańskim. Kiedyś, kiedyś, zapewne i w Warszawie powstanie po praskiej stronie nadwiślański szlak rowerowy. Tak jak i bulwary wiślane na lewym brzegu Wisły. Może nawet za mojego życia?
Z Piaseczna wracałem przy lekko kropiącym deszczu, a że zapowiadali opady i nawet burze, to nie ryzykowałem wydłużania powrotnej drogi. Po co kusić los?
PS. Patrząc na mapę przejazdu widzę, że rozpiętość granic Warszawy na osi północ - południe, jest większa niż ta zmierzona przeze mnie od Łomianek. Do weryfikacji.
Pod Mostem M.C-S © yurek55

Pod Mostem Gdańskim © yurek55

Mural - reklama społeczna na Powiślu © yurek55
Droga pomiędzy tymi mostami jest z kostki, ale akurat na tym kawałku to nawet nie przeszkadza. Przecież to przedłużenie drogi spacerowo - rowerowej poprowadzonej po wale wiślanym na Tarchominie i do ścigania się absolutnie nie nadaje. Droga ta kończy się na razie przy elektrociepłowni ale widziałem, że trwają prace przy budowie mostu dla pieszych i rowerzystów nad Kanałem Żerańskim. Kiedyś, kiedyś, zapewne i w Warszawie powstanie po praskiej stronie nadwiślański szlak rowerowy. Tak jak i bulwary wiślane na lewym brzegu Wisły. Może nawet za mojego życia?
Z Piaseczna wracałem przy lekko kropiącym deszczu, a że zapowiadali opady i nawet burze, to nie ryzykowałem wydłużania powrotnej drogi. Po co kusić los?
PS. Patrząc na mapę przejazdu widzę, że rozpiętość granic Warszawy na osi północ - południe, jest większa niż ta zmierzona przeze mnie od Łomianek. Do weryfikacji.

Pod Mostem M.C-S © yurek55

Pod Mostem Gdańskim © yurek55

Mural - reklama społeczna na Powiślu © yurek55
- DST 58.50km
- Czas 02:58
- VAVG 19.72km/h
- Temperatura 24.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 30 maja 2016
Kategoria 50-100
Skosić trawę na działce
Znalazłem sobie dobry powód do wyjazdu - postanowiłem, że pojadę skosić trawę na małej działce. Wprawdzie trudno to co tam rośnie nazwać trawą, ale po przejechaniu kosiarką wygląda przynajmniej schludniej i czyściej. Nie można tego robić w weekendy, bo jak się tam wszyscy rozłożymy, to nie ma warunków do koszenia. Hałas nie sprzyja dobremu odpoczynkowi, a do tego rozłożone na ziemi miliony bambetli, leżaki, koce, stoły, zabawki, etc. etc. nie pozwalają na jeżdżenie kosiarką.
Chcąc uniknąć największego upału wyruszyłem zaraz po ósmej i mając sprzyjający wiatr na miejscu byłem przed jedenastą. Avg na dystansie 62 km wyszło mi 23.3 km/h. Dobrze, że tym razem nie musiałem martwić się powrotem, bo ten miałem zaplanowany Kolejami Mazowieckimi. Po pierwsze dlatego, by zdążyć na obiad, po drugie - zapowiadali burze. No i dobrze, bo nie wyobrażam sobie jazdy pod wiatr do Warszawy, po tak intensywnie spędzonym dniu.
Tymczasem jadąc w tamtą stronę mogłem się wcale nie zatrzymywać. Zrobiłem to tylko zwyczajowo przy fontannie w Czosnowie, by zmoczyć chustę i później już tylko dwa razy na szybkie foto. Za to powrót z działki był dla mnie dużą mordęgą. Gdy ;po trzech godzinach intensywnych prac polowych wyjechałem na szosę do Nasielska, przekonałem się jak jestem słaby. Przeciwny wiatr tak mnie sponiewierał, że martwiłem się czy na pociąg zdążę. Wprawdzie zapas czasu miałem więcej niż wystarczający, ale jak patrzyłem na prędkość i czułem jakim jest okupiona wysiłkiem, miałem chwile zwątpienia. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie, bo na stację tym razem dojechałem pół godziny przed odjazdem pociągu. Mogłem spokojnie kupić w biletomacie bilet i jeszcze pokręcić się w okolicach stacji.
PS. Na zjeździe do mostu w Goławicach osiągnąłem 46 km/h, to tylko o dwa kilometry mniej, niż mój ubiegłoroczny rekord na drodze 62 do Czerwińska.

Zjazd do mostu © yurek55

Rzeka Wkra w Borkowie © yurek55

Tegoroczna refulacja - nowa plaża nad Wkrą © yurek55

Tajemnicze ruiny przy stacji Nasielsk © yurek55
Chcąc uniknąć największego upału wyruszyłem zaraz po ósmej i mając sprzyjający wiatr na miejscu byłem przed jedenastą. Avg na dystansie 62 km wyszło mi 23.3 km/h. Dobrze, że tym razem nie musiałem martwić się powrotem, bo ten miałem zaplanowany Kolejami Mazowieckimi. Po pierwsze dlatego, by zdążyć na obiad, po drugie - zapowiadali burze. No i dobrze, bo nie wyobrażam sobie jazdy pod wiatr do Warszawy, po tak intensywnie spędzonym dniu.
Tymczasem jadąc w tamtą stronę mogłem się wcale nie zatrzymywać. Zrobiłem to tylko zwyczajowo przy fontannie w Czosnowie, by zmoczyć chustę i później już tylko dwa razy na szybkie foto. Za to powrót z działki był dla mnie dużą mordęgą. Gdy ;po trzech godzinach intensywnych prac polowych wyjechałem na szosę do Nasielska, przekonałem się jak jestem słaby. Przeciwny wiatr tak mnie sponiewierał, że martwiłem się czy na pociąg zdążę. Wprawdzie zapas czasu miałem więcej niż wystarczający, ale jak patrzyłem na prędkość i czułem jakim jest okupiona wysiłkiem, miałem chwile zwątpienia. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie, bo na stację tym razem dojechałem pół godziny przed odjazdem pociągu. Mogłem spokojnie kupić w biletomacie bilet i jeszcze pokręcić się w okolicach stacji.
PS. Na zjeździe do mostu w Goławicach osiągnąłem 46 km/h, to tylko o dwa kilometry mniej, niż mój ubiegłoroczny rekord na drodze 62 do Czerwińska.

Zjazd do mostu © yurek55

Rzeka Wkra w Borkowie © yurek55

Tegoroczna refulacja - nowa plaża nad Wkrą © yurek55

Tajemnicze ruiny przy stacji Nasielsk © yurek55
- DST 75.23km
- Czas 03:45
- VAVG 20.06km/h
- VMAX 46.00km/h
- Temperatura 30.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 29 maja 2016
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Gassy przed śniadaniem
Wiedziałem, że mam około trzy godziny czasu, a to wystarcza na pętelkę do Gassów, albo przez zachodnie wioski do Zaborowa. Dziś wybrałem trasę numer jeden. Jechało się dużo lepiej niż wczoraj.

Tymczasowy mostek nad Jeziorką © yurek55

Wisłą w Gassach © yurek55

Wodotryski na rynku w Piasecznie © yurek55

Techniczną do Alei Krakowskiej © yurek55

Chyba ich nie lubią na Ochocie? © yurek55

Tymczasowy mostek nad Jeziorką © yurek55

Wisłą w Gassach © yurek55

Wodotryski na rynku w Piasecznie © yurek55

Techniczną do Alei Krakowskiej © yurek55

Chyba ich nie lubią na Ochocie? © yurek55
- DST 65.00km
- Teren 3.00km
- Czas 02:55
- VAVG 22.29km/h
- Temperatura 23.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 23 maja 2016
Kategoria 50-100, Piaseczno/Ursynów
Po zakupy
Znowu rano pojechałem do sklepu, tym razem kupować dziecięce sandałki, sukienki, lalki etc.. Pomimo przyjechania jak zwykle na otwarcie, pierwszy raz nie udało mi się dostać właściwego rozmiaru. Wytrwale i dogłębnie przeszukiwałem kosz, z napierającą na plecy gromadą pań w różnym wieku i niestety w tym kolorze nie znalazłem. Wróciłem do domu, ale podrażniona ambicja nie pozwalała tak zostawić tej sprawy. Rzuciłem sprawunki i natychmiast udałem się do drugiego sklepu, który dla odmiany jest czynny od ósmej. Tym razem polowanie zostało uwieńczone pełnym sukcesem. Następnie porozwoziłem towar do zamawiających, a że dziś nie chciało mi się jechać na 100%, to i średnia mizerna. Za gorąco, czy jak?

Staw pomiędzy Puławską a Rzymowskiego © yurek55

Ulica Koszykowa wraz z powstająca "Halą Koszyki" © yurek55

Staw pomiędzy Puławską a Rzymowskiego © yurek55

Ulica Koszykowa wraz z powstająca "Halą Koszyki" © yurek55
- DST 63.00km
- Czas 03:31
- VAVG 17.91km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 16 maja 2016
Kategoria 50-100
Pomyłka poranna
Dziś rzucili do sklepów niemieckiej sieci na literę el, wiele przedmiotów dziecięcych marzeń, w dość atrakcyjnych cenach. Po wczorajszej naradzie rodzinnej i ustaleniu, kto co kupuje i dla kogo, udałem się dziś z samego rana po zakupy. Pojechałem normalnie ubrany i choć do sklepu jest tylko trzy kilometry, zdążyłem odczuć zimową temperaturę, szczególnie w odkryte dłonie. Po dojechaniu na miejsce, z dużym zaskoczeniem skonstatowałem fakt całkowitego braku klientów oczekujących na otwarcie sklepu! Nigdy dotąd tego nie było! Próbowałem zajrzeć do wnętrza, ale drzwi się nie otwierały, sprawdziłem, czy nie zmieniono godziny otwarcia, a na końcu dopiero zerknąłem na godzinę w telefonie. Była szósta!!! Nic k....dziwnego, że sklep był zamknięty. Wróciłem do domu i ponownie przyjechałem już o właściwej porze, kupiłem - nie bez trudu - to, po co przyjechałem i tym sposobem zaliczyłem w ten zimny poranek dwanaście kilometrów, zamiast sześciu. Po śniadaniu czekała mnie druga podróż, tym razem do Piaseczna. Po drodze podrzuciłem Małżonce do pracy coś, czego zapomniała i prostą drogą, czyli Puławską, dotarłem do córki. Wracałem próbując nie myśleć o gołych nogach, zimnie i wietrze - i udawało mi się to całkiem dobrze. Dwie warstwy i krótkie spodenki dały radę. Nawet wydłużyłem sobie trochę trasę.

Genderowy Hefajstos © yurek55

Orzeł i koński łeb © yurek55

Kuźnia w Janczewicach k/Lesznowoli © yurek55

Genderowy Hefajstos © yurek55

Orzeł i koński łeb © yurek55

Kuźnia w Janczewicach k/Lesznowoli © yurek55
- DST 61.00km
- Czas 03:00
- VAVG 20.33km/h
- Temperatura 11.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 15 maja 2016
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Pętla Gassy - Piaseczno - Puławska
Obudziłem się na tyle wcześnie, by pokusić się o trasę porównywalnej długości co wczoraj. Liczyłem, że znów uda się osiągnąć sensowną średnią prędkość i nie pomyliłem się. Zachodni dość silny i porywisty wiatr ( 3,6 - 8m/s) niezbyt pomagał, a na odcinku od Gassów do Piaseczna wyraźnie przeszkadzał. Pomimo to udawało się utrzymywać 18 - 20 km/h, co wyprzedzający mnie bez wysiłku i gawędzący ze sobą cykliści, musieli kwitować pobłażliwym uśmiechem. No cóż, trzeba znać swoje miejsce w szyku i nie wbijać się zbytnio w dumę. Widziałem przygotowania organizatorów do dzisiejszego wyścigu indywidualnego na czas i trenujących już uczestników, dowiedziałem się też, dlaczego budują kładkę nad Jeziorką. Otóż od 17 maja most będzie zamknięty do remontu i możliwy będzie tylko ruch pieszy i rowerowy, właśnie tą tymczasową przeprawą. Jechałem dziś, tak jak wczoraj, w samej koszulce i z kurtką w kieszeni na plecach - było OK. Wprawdzie dziś odczuwalnie chłodniej, ale jedna warstwa wystarczyła.
Strava znowu zapodała mi dwanaście personalnych rekordów, forma rośnie - zaczynam ocierać się o pierwszą pięćsetkę na niektórych segmentach. ;)

Tymczasowa kładka nad Jeziorką w Obórkach © yurek55
Strava znowu zapodała mi dwanaście personalnych rekordów, forma rośnie - zaczynam ocierać się o pierwszą pięćsetkę na niektórych segmentach. ;)

Tymczasowa kładka nad Jeziorką w Obórkach © yurek55
- DST 60.55km
- Czas 02:42
- VAVG 22.43km/h
- Temperatura 11.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 14 maja 2016
Kategoria 50-100, przed śniadaniem
Poranna pętla przed śniadaniem
Prognozy na sobotę zapowiadały deszcz i to już od godzin przedpołudniowych. Nie wchodziły zatem w grę żadne dalsze podróże i musiała mi wystarczyć szybka, poranna rundka. Zabrałem ze sobą przeciwdeszczową kurtkę, która długo jeździła w bagażniku samochodu, aż wreszcie uznałem, że na rower bardziej się przyda. Tym bardziej, że mieści się doskonale w tylnej kieszeni koszulki i nie trzeba wozić plecaka. Planowana szybka rundka okazała sie naprawdę szybka. Nie wiem czemu to przypisać, ale w ciągu pierwszej godziny przejechałem dwadzieścia pięć kilometrów. Wydaje mi się, że niekoniecznie było to wyłączną zasługą słabego wiatru, raczej od początku podświadomie uciekałem przed spodziewanymi opadami deszczu. Teoria ta słabo się broni w świetle przejechanej trasy, bo zamiast zawrócić w Borzęcinie dojechałem do Zaborowa i pętla wydłużyła się z czterdziestu, do sześćdziesięciu kilometrów - no ale... Szybka jazda skończyła się w Mariewie, gdzie postanowiłem skręcić w las i tamtędy dojechać do Truskawia. Bardzo rzadko to robię, wolę asfalt, ale dziś postanowiłem urozmaicić sobie podróż. Korzystając z wolniejszego tempa jazdy pozwoliłem sobie na foto-stop i dzięki instaweather dowiedziałem się gdzie jestem i jaką mam pogodę. Co do lokalizacji, to nie mam zdania, ale deszczyk jeszcze tam nie padał. Zaczęło kropić dopiero w okolicach Izabelina - Lasek ale tak nieszkodliwie, że nie chciało mi się zatrzymywać i zakładać kurtki. Właściwie z rozsądku, a nie z konieczności włożyłem ją na Powstańców Śląskich. Nie było mi zimno, nie przemokłem do suchej nitki, ale uznałem, że to głupota, jechać w samej koszulce gdy pada deszcz, a kurtkę wieźć z kieszeni. Zresztą zanim dojechałem do domu prawie przestało padać i pewnie i bez niej też bym wytrzymał.

Droga przez puszczę © yurek55

W tym żółtym, to kurtka © yurek55
Według Strawy pobiłem chyba z piętnaście personalnych rekordów.

Droga przez puszczę © yurek55

W tym żółtym, to kurtka © yurek55
Według Strawy pobiłem chyba z piętnaście personalnych rekordów.
- DST 60.00km
- Czas 02:35
- VAVG 23.23km/h
- Temperatura 16.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 11 maja 2016
Kategoria 50-100, Piaseczno/Ursynów
Zabawa w ciuciubabkę z deszczem
Teoretycznie wszystkie warunki do zrobienia dłuższej trasy były dziś spełnione. Musiałem jedynie zajrzeć na chwilę do córki na Ursynów, ale potem już nic nie stało na przeszkodzie. No prawie nic. Gdy dojeżdżałem do Obórek usłyszałem odległe pomruki burzy i poczułem pierwsze krople deszczu. Tym razem nie czekałem aż przemoknę, by dopiero wtedy szukać schronienia, tylko wykorzystałem pierwszą okazję, a była to wiata przystankowa w Obórkach. To była bardzo dobra decyzja. Po chwili dołączyło do mnie małżeństwo, też na rowerach, którym do domu zabrakło pięć minut jazdy. Spędziliśmy razem pod tą wiatą około czterdzieści minut, rozmawiając o ciekawym zjawisku pogodowym jakiego byliśmy świadkami. Dookoła było pogodne niebo, a dokładnie nad nami oberwała się chmura. Nie było wiatru, więc nie mógł tej chmury przegonić i musieliśmy czekać aż się wypada do końca. Żałowaliśmy też rolników wracających z pola po opryskach, bo deszcz spłukał ich pieniądze - i tak to, na niezobowiązujących pogwarkach mijał nam czas. W końcu deszcz minął i mogłem jechać dalej. Zgodnie z tym, co widziałem na przystanku, cztery kilometry dalej nie było śladu deszczu. Z Gassów zadzwoniłem do drugiej córki, a ona własnie w pośpiechu wracała do domu przed nadciągającą burzą i ulewą. Gdy dojechałem do Piaseczna ulice spływały potokami wody, a deszcz ustał jakieś dziesięć minut przed moim przyjazdem. Pod koniec wycieczki dobry duch, albo Anioł Stróż, kazał mi jechać przez Raszyn, gdzie zresztą trochę pobłądziłem - trzy razy przejeżdżałem wiaduktami nad S8. Na dodatek zaczęło lekko kropić, ale dopiero na Szyszkowej zobaczyłem jaka zlewka mnie minęła. Samochody jechały w wodzie do połowy kół, a efektowne fontanny sięgały zdecydowanie za wysoko jak na moje potrzeby. Prysznic to ja jednak wolę brać w domu. Skręciłem w mniej uczęszczane uliczki Okęcia i już bez dodatkowych atrakcji dojechałem do domu. O dokręcaniu do setki nie było mowy - swój limit szczęścia na dziś wykorzystałem z naddatkiem.

Leje deszcz © yurek55

Lekkie zachmurzenie???!!! No weź © yurek55

Czyżby powstawał mostek dla rowerzystów nad Jeziorką w Obórkach? © yurek55

Czasówka 20 km w Gassach © yurek55

Tradycyjna fotka przystani i promu © yurek55

Fotka dla morsa © yurek55

ZiŁ czyli Завод имени Лихачёва © yurek55

Żółtość, nad żółtościami © yurek55

Leje deszcz © yurek55

Lekkie zachmurzenie???!!! No weź © yurek55

Czyżby powstawał mostek dla rowerzystów nad Jeziorką w Obórkach? © yurek55

Czasówka 20 km w Gassach © yurek55

Tradycyjna fotka przystani i promu © yurek55

Fotka dla morsa © yurek55

ZiŁ czyli Завод имени Лихачёва © yurek55

Żółtość, nad żółtościami © yurek55
- DST 86.00km
- Teren 2.00km
- Czas 04:32
- VAVG 18.97km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 5 maja 2016
Kategoria 50-100
Turystycznie
Choć warunki pogodowe nadal sprzyjające odpuściłem setkę, na rzecz turystycznego snucia się po innych, dawno nie eksplorowanych drogach, leśnych dróżkach i miejskich zakamarkach. Ze zdziwieniem odkryłem w południowej części Portu Czerniakowskiego domy na wodzie. Kilka lat temu ten fragment był zarośniętą, bagnistą sadzawką, a po remoncie Portu zyskał zupełnie inny wygląd. Jest nawet kawiarnia na wodzie - "Miejsce". Na bulwarach byłem świadkiem bohaterskiej i spektakularnej akcji strażników miejskich, wypisujących mandat dwóm dziewczynom. Zagroziły porządkowi publicznemu pijąc piwo kupione za dwa złote w sklepie. Gdyby zapłaciły dziesięć i piły pod parasolami tuż obok, wtedy byłoby OK. A gdyby zamiast dwóch nastolatek było czterech karków w dresach, to pewnie dzielni stróże prawa akurat by w drugą stronę patrzyli.
Potem jeszcze podjechałem Agrykolą w górę, ale zbyt ambitnie zacząłem i całkiem spuchłem w trzech czwartych dystansu. Na górę wjechałem "młynkując" z prędkością 8 km/h wyrównując oddech i uspokajając tętno. Czas o dwie sekundy gorszy niż w lutym.
Na zakończenie tej wędrówki pokręciłem się po bezdrożach Pola Mokotowskiego odkrywając dawno zapomniane miejsca. Myślałem, że odnajdę ostatni "fiński" domek, jeszcze kilka lat temu były chyba trzy. Ale już go nie ma. A może źle szukałem?

Strażnicy w akcji © yurek55

Wyszynk pod parasolami jest legalny © yurek55

Panorama portowa © yurek55

Osiedle domów na wodzie © yurek55

Nie wiem co to, ale fajnie wyglada © yurek55

Dom na wodzie © yurek55

Dom na wodzie © yurek55

Dom na wodzie © yurek55

Dom na wodzie (w budowie) © yurek55

Dom na wodzie (w budowie) © yurek55

Dom na wodzie © yurek55
I tyle, mapy nie udało mi się wgrać.
Potem jeszcze podjechałem Agrykolą w górę, ale zbyt ambitnie zacząłem i całkiem spuchłem w trzech czwartych dystansu. Na górę wjechałem "młynkując" z prędkością 8 km/h wyrównując oddech i uspokajając tętno. Czas o dwie sekundy gorszy niż w lutym.
Na zakończenie tej wędrówki pokręciłem się po bezdrożach Pola Mokotowskiego odkrywając dawno zapomniane miejsca. Myślałem, że odnajdę ostatni "fiński" domek, jeszcze kilka lat temu były chyba trzy. Ale już go nie ma. A może źle szukałem?

Strażnicy w akcji © yurek55

Wyszynk pod parasolami jest legalny © yurek55

Panorama portowa © yurek55

Osiedle domów na wodzie © yurek55

Nie wiem co to, ale fajnie wyglada © yurek55

Dom na wodzie © yurek55

Dom na wodzie © yurek55

Dom na wodzie © yurek55

Dom na wodzie (w budowie) © yurek55

Dom na wodzie (w budowie) © yurek55

Dom na wodzie © yurek55
I tyle, mapy nie udało mi się wgrać.
- DST 64.00km
- Teren 2.00km
- Czas 03:51
- VAVG 16.62km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze


























