Wpisy archiwalne w kategorii
> 100
| Dystans całkowity: | 51704.82 km (w terenie 765.00 km; 1.48%) |
| Czas w ruchu: | 2492:37 |
| Średnia prędkość: | 20.74 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 116.95 km/h |
| Suma podjazdów: | 79611 m |
| Suma kalorii: | 865353 kcal |
| Liczba aktywności: | 456 |
| Średnio na aktywność: | 113.39 km i 5h 27m |
| Więcej statystyk | |
Sobota, 29 czerwca 2019
Kategoria > 100
Druga setka czerwcowa
Okazało się, że wyjazd do Piaseczna na niemal dwa tygodnie negatywnie wpłynął na dystans czerwcowy. Naprawdę wolałem zająć się dziesiątkami innych rzeczy, niż jazdą rowerem. Dziś już jednak, po przespanej we własnym łózku nocy uznał em, że warto przejechać jakiś poważniejszy dystans. Nawet mocny wiatr mnie nie zniechęcił. To tylko kwestia wybrania trasy i kierunku jazdy tak, żeby do domu wracać z pomocnikiem, na lekko. Dlatego wybór padł na Puszczę Kampinoską i powrót przez zachodnie wioski.
No i wreszcie chciałem wypróbować moja kamerkę sportową Xiaoyi YI Lite i nowy uchwyt na telefon. Kamera służy na razie do robienia zdjęć, bo filmowanie całych tras jakoś mi nie podchodzi. Obawiam się, że z obróbką bym sobie nie poradził, no i nudne jest oglądanie takiej produkcji. Dlatego nie mam uchwytu na kierę, ani na kask i chyba nie będę kupował. Pomyślę jeszcze nad kijkiem, to może lepsze samojebki będę trzaskał. :) No i może obudowę wodoszczelną na podwodne zdjęcia i filmy, choć na rafę koralową, póki co, się nie wybieram.
Co do samej jazdy, to wyszła mi nadspodziewanie dobrze. Oczywiście najgorzej wspominam szutrowy odcinek w środku Puszczy Górki - Narty, bo taka ma nazwę segment na Stravie. Nawet PR na nim poprawiłem, ale zjezdżanie nawet z tej niewielkiej góreczki grozi wypadnięciem wszystkich plomb, a ja mało okularów nie zgubiłem. Na tarce trzęsie tak, że traci się ostrość widzenia. Nie wiem jak można przejechać to szybciej, ale KOM jest o 20 km/h szybszy niż moje niespełna 15. Może to kwestia bardziej przystosowanego roweru? W miejscowości Kampinos zatrzymałem się na krótki odpoczynek i uzupełnienie bidonu, a przy okazji zjadłem na spokojnie drugi baton zbożowy. Dalej już do samej Warszawy gnałem na skrzydłach wiatru, a najdłuższy segment, z Podkampoinosu do Wieruchowa, przejechałem szybciej aż o pięć minut! Jeszcze siedem minut i pobiję Hipka. :D
Teraz zdjęcia z kamerki, muszę popracować nad uchwytem żeby palców nie było widać. Z dwudziestu siedmiu zrobionych, do pokazania nadaje się pięć.

Ulica © yurek55

Autor © yurek55

Chemitrails © yurek55

Kokpit © yurek55

Droga © yurek55

Pola © yurek55
Z telefonu

Stara i nowa

Wytrysk z kamienia
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/2490086307/embed/01ba27359ae8519934c8f48ac4e62224bd150f08">
No i wreszcie chciałem wypróbować moja kamerkę sportową Xiaoyi YI Lite i nowy uchwyt na telefon. Kamera służy na razie do robienia zdjęć, bo filmowanie całych tras jakoś mi nie podchodzi. Obawiam się, że z obróbką bym sobie nie poradził, no i nudne jest oglądanie takiej produkcji. Dlatego nie mam uchwytu na kierę, ani na kask i chyba nie będę kupował. Pomyślę jeszcze nad kijkiem, to może lepsze samojebki będę trzaskał. :) No i może obudowę wodoszczelną na podwodne zdjęcia i filmy, choć na rafę koralową, póki co, się nie wybieram.
Co do samej jazdy, to wyszła mi nadspodziewanie dobrze. Oczywiście najgorzej wspominam szutrowy odcinek w środku Puszczy Górki - Narty, bo taka ma nazwę segment na Stravie. Nawet PR na nim poprawiłem, ale zjezdżanie nawet z tej niewielkiej góreczki grozi wypadnięciem wszystkich plomb, a ja mało okularów nie zgubiłem. Na tarce trzęsie tak, że traci się ostrość widzenia. Nie wiem jak można przejechać to szybciej, ale KOM jest o 20 km/h szybszy niż moje niespełna 15. Może to kwestia bardziej przystosowanego roweru? W miejscowości Kampinos zatrzymałem się na krótki odpoczynek i uzupełnienie bidonu, a przy okazji zjadłem na spokojnie drugi baton zbożowy. Dalej już do samej Warszawy gnałem na skrzydłach wiatru, a najdłuższy segment, z Podkampoinosu do Wieruchowa, przejechałem szybciej aż o pięć minut! Jeszcze siedem minut i pobiję Hipka. :D
Teraz zdjęcia z kamerki, muszę popracować nad uchwytem żeby palców nie było widać. Z dwudziestu siedmiu zrobionych, do pokazania nadaje się pięć.

Ulica © yurek55

Autor © yurek55

Chemitrails © yurek55

Kokpit © yurek55

Droga © yurek55

Pola © yurek55
Z telefonu

Stara i nowa

Wytrysk z kamienia
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/2490086307/embed/01ba27359ae8519934c8f48ac4e62224bd150f08">
- DST 112.68km
- Teren 2.00km
- Czas 04:49
- VAVG 23.39km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 29.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 13 czerwca 2019
Kategoria > 100
Gorączka 38,7°C, ale pacjent czuje się dobrze
Nie wiem dlaczego akurat dziś, w najgoirętszy dzień roku, przyszło mi do głowy robić taki dystans. Czasami sam siebie nie rozumiem.

Początkowo nie wiedziałem nawet gdzie chcę jechać, wiedziałem tylko, że na zachód. Później zmieniłem zdanie i skręciłem na północ do Łomianek, a potem poczułem nieodparte pragnienie przejechania się ulicą Rolniczą. To jedna z tych dróg, którą jeżdżą wszyscy miłośnicy dwóch kółek, ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy mają kierownicę - baranka. No i po dodaniu drogi rowerowej, tylko ostatnie kilkaset metrów przed Czosnowem trzeba jechać ignorująć znak B-9, bo drogę poprowadzono po lewej stronie. Tamże właśnie, przejeżdżając obok Cholewińskiego przypomniałem sobie, że portfel mi się rozleciał całkiem, a tam jest outlet. Miło było w klimatyzowanym pomieszczeniu spędzić kilka chwil i to dwukrotnie, bo tam gotowizną można tylko płacić i musiałem do bankomatu podjechać. Aha, przedtem w Łomnej uzupełniłem bidon i troszkę się schłodziłem pod hydrantem, oczywiście na cmentarzu. Powiem tylko, że woda jest tam zimniejsza, niż u mnie w kranie. A jaka smaczna! W Czosnowie można wybrać tak właściwie trzy drogi, ja wybrałem tę do Nowego Dworu - i rzecz jasna znowu tą nowoodkrytą. Ale jak nie jechać taką drogą, prawda?


Oczywiście przejazd mostem imienia Marszałka jest nieważny bez zdjęcia ;)

Z Nowego Dworu Mazowieckiego można już zacząć wracać, a że jest prosta droga do Nieporętu, postanowiłem po drodze odwiedzić Kamila z Cyklista. Tym razem nie zatrzymywałem się nad Zalewem Zegrzyńskim, skutecznie zniechęcił mnie do tego tysięczny tłum i niekończący się sznur aut. Chciałem tylko mieć ten odcinek jak najprędzej z głowy. W sklepie jak zawsze miło, ale tym razem czasu niewiele, więc po paru chwilkach pożegnalismy się i zacząłem - jak się rychło okazało - najtrudniejszy odcinek mojej trasy. Droga nad Zalew jest dość ruchliwa i niezbyt szeroka, ale mnie te setki samochodów już właściwie przestały stresować, zresztą zatrąbił tylko jeden. :) Gorzej, że wiatr miałem w twarz i coraz mniej sił do kręcenia pedałami. Jechałem na miękkich przełożeniach, a pomimo to każdy obrót korbą przychodził coraz ciężej, a dystansu ubywało powoli. Już nawet nie chciałem patrzeć na licznik, żeby się dodatkowo nie dołować osiąganą prędkością, klasyczna zamuła po prostu. Tak toczyłem się aż prawie do końca Białołęckiej zanim wpadłem na pomysł zatrzymania sie przy sklepie. Litr coli i prince polo XXL zjedzone w chłodnym wnętrzu, postawiło mnie na nogi i przejazd przez Warszawę poszedł mi całkiem sprawnie i bezboleśnie. Po drodze też robiłem przystanki w klimatyzowanych sklepach, ale nie kupowałem jedzenia, tylko picie, W sumie przez drogę wypiłem około czterech litrów róznych płynów z przewaga izotoników, ale o jedzeniu też trzeba pamiętać.
Błąd nawigacyjny widoczny na mapce jako cycek najdalej na północ wysunięty, kosztował mnie dwa kilometry po szutrowej drodze z fragmentami tarki i piasku. Za wcześnie skręciłem z wojewódzkiej 631, ale cienisty asfalt w lesie był taki kuszący! Zamiast w Kałuszynie, zrobiłem to już w Tamie. Dobrze, że jak już Locus wyprowadził mnie z tych bezdroży, zaraz potem był sklep z zimnym piciem i klimatyzacją. :)
Na liczniku rowerowym miałem ustawiony ekran z temperaturą i śledziłem na bieżąco jej wahania. Najniższa to 33,4°C, najwyższa 38,7°C.

Most Gdański

Początkowo nie wiedziałem nawet gdzie chcę jechać, wiedziałem tylko, że na zachód. Później zmieniłem zdanie i skręciłem na północ do Łomianek, a potem poczułem nieodparte pragnienie przejechania się ulicą Rolniczą. To jedna z tych dróg, którą jeżdżą wszyscy miłośnicy dwóch kółek, ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy mają kierownicę - baranka. No i po dodaniu drogi rowerowej, tylko ostatnie kilkaset metrów przed Czosnowem trzeba jechać ignorująć znak B-9, bo drogę poprowadzono po lewej stronie. Tamże właśnie, przejeżdżając obok Cholewińskiego przypomniałem sobie, że portfel mi się rozleciał całkiem, a tam jest outlet. Miło było w klimatyzowanym pomieszczeniu spędzić kilka chwil i to dwukrotnie, bo tam gotowizną można tylko płacić i musiałem do bankomatu podjechać. Aha, przedtem w Łomnej uzupełniłem bidon i troszkę się schłodziłem pod hydrantem, oczywiście na cmentarzu. Powiem tylko, że woda jest tam zimniejsza, niż u mnie w kranie. A jaka smaczna! W Czosnowie można wybrać tak właściwie trzy drogi, ja wybrałem tę do Nowego Dworu - i rzecz jasna znowu tą nowoodkrytą. Ale jak nie jechać taką drogą, prawda?


Oczywiście przejazd mostem imienia Marszałka jest nieważny bez zdjęcia ;)

Z Nowego Dworu Mazowieckiego można już zacząć wracać, a że jest prosta droga do Nieporętu, postanowiłem po drodze odwiedzić Kamila z Cyklista. Tym razem nie zatrzymywałem się nad Zalewem Zegrzyńskim, skutecznie zniechęcił mnie do tego tysięczny tłum i niekończący się sznur aut. Chciałem tylko mieć ten odcinek jak najprędzej z głowy. W sklepie jak zawsze miło, ale tym razem czasu niewiele, więc po paru chwilkach pożegnalismy się i zacząłem - jak się rychło okazało - najtrudniejszy odcinek mojej trasy. Droga nad Zalew jest dość ruchliwa i niezbyt szeroka, ale mnie te setki samochodów już właściwie przestały stresować, zresztą zatrąbił tylko jeden. :) Gorzej, że wiatr miałem w twarz i coraz mniej sił do kręcenia pedałami. Jechałem na miękkich przełożeniach, a pomimo to każdy obrót korbą przychodził coraz ciężej, a dystansu ubywało powoli. Już nawet nie chciałem patrzeć na licznik, żeby się dodatkowo nie dołować osiąganą prędkością, klasyczna zamuła po prostu. Tak toczyłem się aż prawie do końca Białołęckiej zanim wpadłem na pomysł zatrzymania sie przy sklepie. Litr coli i prince polo XXL zjedzone w chłodnym wnętrzu, postawiło mnie na nogi i przejazd przez Warszawę poszedł mi całkiem sprawnie i bezboleśnie. Po drodze też robiłem przystanki w klimatyzowanych sklepach, ale nie kupowałem jedzenia, tylko picie, W sumie przez drogę wypiłem około czterech litrów róznych płynów z przewaga izotoników, ale o jedzeniu też trzeba pamiętać.
Błąd nawigacyjny widoczny na mapce jako cycek najdalej na północ wysunięty, kosztował mnie dwa kilometry po szutrowej drodze z fragmentami tarki i piasku. Za wcześnie skręciłem z wojewódzkiej 631, ale cienisty asfalt w lesie był taki kuszący! Zamiast w Kałuszynie, zrobiłem to już w Tamie. Dobrze, że jak już Locus wyprowadził mnie z tych bezdroży, zaraz potem był sklep z zimnym piciem i klimatyzacją. :)
Na liczniku rowerowym miałem ustawiony ekran z temperaturą i śledziłem na bieżąco jej wahania. Najniższa to 33,4°C, najwyższa 38,7°C.

Most Gdański
- DST 114.00km
- Czas 05:21
- VAVG 21.31km/h
- VMAX 40.00km/h
- Temperatura 38.7°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 30 maja 2019
Kategoria > 100
Stajnia rowerowa
Początkowy plan zjedzenia kilku bułeczek w Secyminie Polskim dość szybko przyszło mi zweryfikować, a to z powodu sklepu "Stajnia Rowerowa", odkrytego w Lesie Bemowo, w pobliżu Rezerwatu Łosiowe Błota.

Oto i ona
Prowadzą go jacyś zawodnicy, mają swoją młodzieżową drużynę kolarską, częstują wszystkich rowerzystów kawą, lubią pogadać - i to wszystko sprawiło, że spędziłem tam sporo czasu i już mi się odechciało/czasu było mało, na tak daleką podróż. Namawiali mnie na różne rowery, a nawet chciał mi się dać karnąc na elektryku za 12 000 zł, widocznie wyglądam na uczciwego. Nie skorzystałem z propozycji, ale spróbowałem go podnieść i na pewno nie chciałbym go wnosić gdziekolwiek po schodach. Jego waga to 30 kg, ale facet który skorzystał z zaproszenia do jazdy twierdził, że jeździ się szybko i bez wysiłku. Wspomaganie elektryczne działa tylko do 25km/h, później następuje odcięcie, ale podobno można go przeprogramować. Wtedy da się wyciągnąć powyżej 40 km/h, ale jest to w Polsce nielegalne, bo rower przeskakuje wtedy do kategorii motorowerów, z wszystkimi tego konsekwencjami.
Ale wracając do sklepu, to właściciele muszą być odważnymi ludźmi. według mnie, to nie jest miejsce na taką działalność - ale może się nie znam.


Ta biała kartka, to cena... 41 900!!!
Trasą do Leszna nie jechałem juz dawno i z przyjemnością przypomniałem sobie jaka jest fajna. Kiedy dojechałem do Kampinosu uznałem, że warto chwilkę posiedzieć i wtedy ostatecznie zrezygnowałem z przedłużania dystansu, zadowalając sie tylko setką.

Na ławeczce w Kampinosie

Kamienny wytrysk
Dodaję sześć kilometrów z wieczornej jazdy do Deca poprzymierzać kaski. Żaden nie był wygodny, a jak był, to kolor mi się nie podobał.

Oto i ona
Prowadzą go jacyś zawodnicy, mają swoją młodzieżową drużynę kolarską, częstują wszystkich rowerzystów kawą, lubią pogadać - i to wszystko sprawiło, że spędziłem tam sporo czasu i już mi się odechciało/czasu było mało, na tak daleką podróż. Namawiali mnie na różne rowery, a nawet chciał mi się dać karnąc na elektryku za 12 000 zł, widocznie wyglądam na uczciwego. Nie skorzystałem z propozycji, ale spróbowałem go podnieść i na pewno nie chciałbym go wnosić gdziekolwiek po schodach. Jego waga to 30 kg, ale facet który skorzystał z zaproszenia do jazdy twierdził, że jeździ się szybko i bez wysiłku. Wspomaganie elektryczne działa tylko do 25km/h, później następuje odcięcie, ale podobno można go przeprogramować. Wtedy da się wyciągnąć powyżej 40 km/h, ale jest to w Polsce nielegalne, bo rower przeskakuje wtedy do kategorii motorowerów, z wszystkimi tego konsekwencjami.
Ale wracając do sklepu, to właściciele muszą być odważnymi ludźmi. według mnie, to nie jest miejsce na taką działalność - ale może się nie znam.


Ta biała kartka, to cena... 41 900!!!
Trasą do Leszna nie jechałem juz dawno i z przyjemnością przypomniałem sobie jaka jest fajna. Kiedy dojechałem do Kampinosu uznałem, że warto chwilkę posiedzieć i wtedy ostatecznie zrezygnowałem z przedłużania dystansu, zadowalając sie tylko setką.

Na ławeczce w Kampinosie

Kamienny wytrysk
Dodaję sześć kilometrów z wieczornej jazdy do Deca poprzymierzać kaski. Żaden nie był wygodny, a jak był, to kolor mi się nie podobał.
- DST 107.65km
- Czas 04:32
- VAVG 23.75km/h
- VMAX 37.50km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 11 maja 2019
Kategoria > 100
Pierwsza stówka majowa
W końcu kiedyś musiało do tego dojść, to znaczy do zaliczenia setki. :) Wprawdzie tylko o włos, ale wynik trzycyfrowy, zawsze lepszy, niż dwucyfrowy. Poczatkowo zamierzałem jechać jak najdalej na zachód, ale nie sądziłem, że wiatr aż tak bardzo będzie mi w tym przeszkadzał. Dlatego odbiłem na południe i przez Pruszków dojechałem do Nadarzyna. Nadal trwaja tam potężne roboty drogowe, ale ronda są właściwie na ukończeniu i da się skręcić i na Wólkę Kosowską i na Sękocin. Wybrałem tę druga opcję i powtarzając drogę przez Laszczki, tym razem pojechałem na Dawidy i widząc że kilometrów bedzie trochę mało, wydłużyłem do Puławskiej. Po dojechaniu do miasta, przez Śródmieście wróciłem do domu.
warto wspomnieć o deszczu, właściwie deszczyku, który złapał mnie w okolicy Domaniewka. Miałem moją kurtkę trzepaczkę w kieszonce, ale nie chciało mi się stawać, myślałem że przeleci. Dopiero jak miałem mokre plecy uznałem, że już czas. Przestało padać zaraz potem, a mnie znów nie chciało się stawać i jechałem prawie do Nadarzyna zanim ją zdjąłem.

Wystarczy popatrzeć na flagę © yurek55

Kontrola czasu na Żbikowie © yurek55

Widok z kładki nad "siódemką" © yurek55

Pociąg z Radomia wjeżdża na stację Dawidy © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/2358611151/embed/1eb66939e66d1723125dc072080e31ece0750e69">
warto wspomnieć o deszczu, właściwie deszczyku, który złapał mnie w okolicy Domaniewka. Miałem moją kurtkę trzepaczkę w kieszonce, ale nie chciało mi się stawać, myślałem że przeleci. Dopiero jak miałem mokre plecy uznałem, że już czas. Przestało padać zaraz potem, a mnie znów nie chciało się stawać i jechałem prawie do Nadarzyna zanim ją zdjąłem.

Wystarczy popatrzeć na flagę © yurek55

Kontrola czasu na Żbikowie © yurek55

Widok z kładki nad "siódemką" © yurek55

Pociąg z Radomia wjeżdża na stację Dawidy © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/2358611151/embed/1eb66939e66d1723125dc072080e31ece0750e69">
- DST 100.50km
- Czas 04:31
- VAVG 22.25km/h
- VMAX 38.20km/h
- Temperatura 19.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Trzy cyferki, zawsze lepsze od dwóch
To stara kolarska prawda, a ja ją usłyszałem dopiero dziś. Dowiedziałem się też, że aby skończyć jazdę przy stanie 99 na liczniku, to trzeba mieć bardzo silne nerwy. A to wszystko z wywiadu z Kamilą Pociech na weszlofm, bardziej znaną w środowisku kolarskich mirków i mirabelek, jako @rdza #pozdrodlakumatych. ;)
A co do jazdy, to pomimo że wstałem wcześnie bardzo i miałem ambitne plany, to z minuty na minutę mi się odechciewało i tylko obietnica odebrania ze sklepu zoologicznego w Wieruchowie zamówionych psich produktów, zmusiła mnie niejako do wyjścia z domu. Jak już pokonałem tę swoją magiczną granicę, pomiędzy krainą lenia, a rowerem, poszło z górki. Do rozważenia w trakcie jazdy miałem tylko trasę, przy założeniu, że odbieram rzeczy w drodze powrotnej i nie jadę po swoim śladzie w tę i z powrotem. Tym razem podróż na zachodnie wioski zacząłem od jazdy przez miasto ku Wiśle, czyli tak, jakbym jechał na południe do Gassów. Tam jednak zrobiłem zmyłkę i skierowałem się na północ, bo wymysliłem sobie zaatakowanie zachodnich wiosek od strony Łomianek. Później pomyślałem, że może skręcę na zachód w Kiełpinie i przez Palmiry dojadę do Truskawia, testując jazdę na Bystrym B. po przedwojennych kocich łbach. Ale z Kiełpina było już tak blisko do Czosnowa, że wybrałem docelowy wreszcie wariant przez Wiersze do szosy Leszno - Nowy Dwór. W Lesznie na liczniku było sześćdziesiąt kilometrów, a do domu trzydzieści, więc zakręciłem jeszcze kawałek na zachód i jadąc troszkę dookoła dokręciłem brakujące kilometry. W mieście, pod domem, na pewno by mi się nie chciało. Niestety ten nadprogramowy odcinek i cała reszta też, wypadała w szczerym polu, a wiatr z północnego wschodu, choć nie silny i porywisty, to jednak odbierał siły nadwątlone dystansem i zimnem. Nawet usiadłem na chwilę na przystanku odpocząć i pociągnąć kilka łyków z manierki. Wzmocniony Oshee jakoś doturlałem się do hurtowni w Wieruchowie . Na szczęście zakupy mogłem poupychać po kieszonkach i ruszyłem na ostatni etap. W mieście było już lepiej, wiatr przestał być tak dokuczliwy i na światłach mogłem nieco odsapnąć. Jeszcze tylko zajechałem do księgarni odebrać książkę, którą też udało się zmieścić w kieszeni i po chwili byłem już w domu.
Koniec i bomba, kto czytał, ten trąba!

Holownik holuje © yurek55

Pchacz pcha © yurek55

Las Młociny © yurek55

Puszczańska miejscowość z pustostanem w tle© yurek55

Kościół w Wierszach © yurek55
A co do jazdy, to pomimo że wstałem wcześnie bardzo i miałem ambitne plany, to z minuty na minutę mi się odechciewało i tylko obietnica odebrania ze sklepu zoologicznego w Wieruchowie zamówionych psich produktów, zmusiła mnie niejako do wyjścia z domu. Jak już pokonałem tę swoją magiczną granicę, pomiędzy krainą lenia, a rowerem, poszło z górki. Do rozważenia w trakcie jazdy miałem tylko trasę, przy założeniu, że odbieram rzeczy w drodze powrotnej i nie jadę po swoim śladzie w tę i z powrotem. Tym razem podróż na zachodnie wioski zacząłem od jazdy przez miasto ku Wiśle, czyli tak, jakbym jechał na południe do Gassów. Tam jednak zrobiłem zmyłkę i skierowałem się na północ, bo wymysliłem sobie zaatakowanie zachodnich wiosek od strony Łomianek. Później pomyślałem, że może skręcę na zachód w Kiełpinie i przez Palmiry dojadę do Truskawia, testując jazdę na Bystrym B. po przedwojennych kocich łbach. Ale z Kiełpina było już tak blisko do Czosnowa, że wybrałem docelowy wreszcie wariant przez Wiersze do szosy Leszno - Nowy Dwór. W Lesznie na liczniku było sześćdziesiąt kilometrów, a do domu trzydzieści, więc zakręciłem jeszcze kawałek na zachód i jadąc troszkę dookoła dokręciłem brakujące kilometry. W mieście, pod domem, na pewno by mi się nie chciało. Niestety ten nadprogramowy odcinek i cała reszta też, wypadała w szczerym polu, a wiatr z północnego wschodu, choć nie silny i porywisty, to jednak odbierał siły nadwątlone dystansem i zimnem. Nawet usiadłem na chwilę na przystanku odpocząć i pociągnąć kilka łyków z manierki. Wzmocniony Oshee jakoś doturlałem się do hurtowni w Wieruchowie . Na szczęście zakupy mogłem poupychać po kieszonkach i ruszyłem na ostatni etap. W mieście było już lepiej, wiatr przestał być tak dokuczliwy i na światłach mogłem nieco odsapnąć. Jeszcze tylko zajechałem do księgarni odebrać książkę, którą też udało się zmieścić w kieszeni i po chwili byłem już w domu.
Koniec i bomba, kto czytał, ten trąba!

Holownik holuje © yurek55

Pchacz pcha © yurek55

Las Młociny © yurek55

Puszczańska miejscowość z pustostanem w tle© yurek55

Kościół w Wierszach © yurek55
- DST 106.00km
- Czas 04:43
- VAVG 22.47km/h
- VMAX 45.00km/h
- Temperatura 7.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 marca 2019
Kategoria > 100
Większy kawałek świata
Dziś postanowiłem pojechać gdzieś dalej i gdzieś indziej niż ciągle ostatnio jeżdżę. Wymyśliłem sobie trasę do Nasielska, ale nie przez Pomiechówek i wzdłuż Wkry, tylko przez Modlin i Zakroczym. Trasę znam na pamięć, nie wymaga jechania po śladzie i ciągłego patrzenia w telefon, pogoda miała być optymalna - nic tylko jechać.
Przez Warszawę jechałem tak, by zaliczyć licznik na Świętokrzyskiej i okazało się, że jest popsuty. Tan "mój" stał tydzień i ruszył dopiero wczoraj, ten stoi nie wiadomo od kiedy.

Zepsuty licznik na Świętokrzyskiej © yurek55

Kontrola czasu © yurek55
Nad Wisłą ciekawy widok: młody człowiek masuje (głaszcze?) plecy Syrenki, a dwie inne osoby uwieczniają to przy pomocy dobrych aparatów. Podejrzewam to, co w podpisie zdjęcia.

Masaż pleców - ktoś robi materiał na vloga © yurek55
Droga do Łomianek i dalej, Rolnicza do Czosnowa to sama przyjemność. Pojawiły sie wydzielone pasy dla rowerzystów i to jak widać na zdjęciu, po obu stronach. Samochodom zostawili tylko fragment na środku jezdni i to o szerokości uniemożliwiającej wymijanie. Jeśli kierowcy poważnie podejdą do ciagłych linii, to nigdy się nie wyminą, chyba, że powstaną światła i będzie ruch naprzemienny. :)
A na poważnie, to kliniczny przykład organizacji ruchu wymuszający łamanie przepisów. Skąd ma się więc brać u Polaków szacunek dla prawa?

Malowanie pasów dla rowerów © yurek55
W Cząstkowie byłem już kilkadziesiąt razy, ale i tak udało mi się odkryć nowy, fajny kawałek objazdu do Dębiny. Nie trzeba po śmieszce z kostki jechać przez Czosnów, tylko wyskakuje się spory kawałek dalej...

Odkryta droga z Czosnowa do Dębiny © yurek55
...właśnie tu. Aha, w Cząstkowie, po 35 km zauważyłem, że trasa się nie rejestruje. Ale jak miała się rejestrować, skoro nie włączyłem nagrywania? Brawo ja!

Nowy ddr © yurek55
No i po raz pierwszy miałem przyjemnośc przejechać do mostu w Nowym Dworze oddana już drogą.

Z Czosnowa do niebieskiego mostu © yurek55

Niebieski most © yurek55
Za mostem już tylko mały kawałek do ronda i mogłem uciec z bardzo ruchliwej na tym fragmencie drogi krajowej numer 85. Skierowałem się na spokojny odcinek do Twierdzy Modlin, a potem też boczną drogą do Zakroczymia.

Wojskowa ekspozycja © yurek55

Rok budowy 1900 © yurek55

Ulica koszarowa w Twierdzy Modlin © yurek55
Ten pomnik na środku powstał w 1965 roku i upamiętnia 900 lat tego najstarszego na Mazowszu grodu. Stoi w miejscu dawnego ratusza. Więcej można dowiedzieć się na nieocenionej Polsce Niezwykłej.

Brukowany rynek w Zakroczymiu © yurek55
Nie ukrywam, zaintrygował mnie napis. Okazuje się, że jest to dewiza FIDE (Międzynarodowej Federacji Szachowej) i oznacza: "jesteśmy jedną rodziną". Tylko dlaczego na rondzie w Zakroczymiu?

Co autor miał na myśli? © yurek55
Kolejny fragment drogi poznałem jak własną kieszeń, jeżdżąc na działkę do Cieksyna, ale ponieważ zapowiada się tam masowa wycinka drzew, postanowiłem zrobić kilka fotek jeszcze z drzewami. Nie ukrywam, że szkoda mi ich. Tym bardziej, że padną w imię powstawania kolejnych kilometrów niepotrzebnych chodników. Ruch pieszy jest tam śladowy, ruch samochodowy tak niewielki, że można zupełnie bezpiecznie chodzić szosą. Ale cóż, pewnie ja się nie znam.

Droga powiatowa Zakroczym - Błędowo, z chodnikiem, a jakże! © yurek55

Tych drzew nie będzie © yurek55

I tych też © yurek55

I tych... © yurek55

Znikną drzewa, powstanie chodnik. © yurek55
Po lewej klub golfowy Lisia Dolina, już widzę golfistów, jak na piechotę, albo rowerami dojeżdżają sobie pograć

Sześć kilometrów wycinki © yurek55
Po numerkach na drzewach widać, że padnie 200 - 300 drzew.
W Borkowie zrobiłem sobie popas, ale wybór był dramatycznie mały. Kupiłem ostatni kawałek sernika i kolę i z ulgą pozbyłem się nogawek i kurtki-trzepaczki. Było naprawdę ciepło.
W drodze powrotnej już nic godnego zapisania nie było. Jechałem, jechałem, aż dojechałem do domu - prosto na obiad Po takiej jeżdzie smakował wybornie!

Popas z widokiem na most © yurek55

Szlak Bitwy Warszawskiej 1920. Borkowo © yurek55

Plaża © yurek55

Rzeka Wkra © yurek55

Pieścirogi © yurek55

Odnawialne źródła energii © yurek55

Jazda na rowerze © yurek55

W drodze © yurek55

W drodze © yurek55

Na pomoście nad zalewem © yurek55
Przez Warszawę jechałem tak, by zaliczyć licznik na Świętokrzyskiej i okazało się, że jest popsuty. Tan "mój" stał tydzień i ruszył dopiero wczoraj, ten stoi nie wiadomo od kiedy.

Zepsuty licznik na Świętokrzyskiej © yurek55

Kontrola czasu © yurek55
Nad Wisłą ciekawy widok: młody człowiek masuje (głaszcze?) plecy Syrenki, a dwie inne osoby uwieczniają to przy pomocy dobrych aparatów. Podejrzewam to, co w podpisie zdjęcia.

Masaż pleców - ktoś robi materiał na vloga © yurek55
Droga do Łomianek i dalej, Rolnicza do Czosnowa to sama przyjemność. Pojawiły sie wydzielone pasy dla rowerzystów i to jak widać na zdjęciu, po obu stronach. Samochodom zostawili tylko fragment na środku jezdni i to o szerokości uniemożliwiającej wymijanie. Jeśli kierowcy poważnie podejdą do ciagłych linii, to nigdy się nie wyminą, chyba, że powstaną światła i będzie ruch naprzemienny. :)
A na poważnie, to kliniczny przykład organizacji ruchu wymuszający łamanie przepisów. Skąd ma się więc brać u Polaków szacunek dla prawa?

Malowanie pasów dla rowerów © yurek55
W Cząstkowie byłem już kilkadziesiąt razy, ale i tak udało mi się odkryć nowy, fajny kawałek objazdu do Dębiny. Nie trzeba po śmieszce z kostki jechać przez Czosnów, tylko wyskakuje się spory kawałek dalej...

Odkryta droga z Czosnowa do Dębiny © yurek55
...właśnie tu. Aha, w Cząstkowie, po 35 km zauważyłem, że trasa się nie rejestruje. Ale jak miała się rejestrować, skoro nie włączyłem nagrywania? Brawo ja!

Nowy ddr © yurek55
No i po raz pierwszy miałem przyjemnośc przejechać do mostu w Nowym Dworze oddana już drogą.

Z Czosnowa do niebieskiego mostu © yurek55

Niebieski most © yurek55
Za mostem już tylko mały kawałek do ronda i mogłem uciec z bardzo ruchliwej na tym fragmencie drogi krajowej numer 85. Skierowałem się na spokojny odcinek do Twierdzy Modlin, a potem też boczną drogą do Zakroczymia.

Wojskowa ekspozycja © yurek55

Rok budowy 1900 © yurek55

Ulica koszarowa w Twierdzy Modlin © yurek55
Ten pomnik na środku powstał w 1965 roku i upamiętnia 900 lat tego najstarszego na Mazowszu grodu. Stoi w miejscu dawnego ratusza. Więcej można dowiedzieć się na nieocenionej Polsce Niezwykłej.

Brukowany rynek w Zakroczymiu © yurek55
Nie ukrywam, zaintrygował mnie napis. Okazuje się, że jest to dewiza FIDE (Międzynarodowej Federacji Szachowej) i oznacza: "jesteśmy jedną rodziną". Tylko dlaczego na rondzie w Zakroczymiu?

Co autor miał na myśli? © yurek55
Kolejny fragment drogi poznałem jak własną kieszeń, jeżdżąc na działkę do Cieksyna, ale ponieważ zapowiada się tam masowa wycinka drzew, postanowiłem zrobić kilka fotek jeszcze z drzewami. Nie ukrywam, że szkoda mi ich. Tym bardziej, że padną w imię powstawania kolejnych kilometrów niepotrzebnych chodników. Ruch pieszy jest tam śladowy, ruch samochodowy tak niewielki, że można zupełnie bezpiecznie chodzić szosą. Ale cóż, pewnie ja się nie znam.

Droga powiatowa Zakroczym - Błędowo, z chodnikiem, a jakże! © yurek55

Tych drzew nie będzie © yurek55

I tych też © yurek55

I tych... © yurek55

Znikną drzewa, powstanie chodnik. © yurek55
Po lewej klub golfowy Lisia Dolina, już widzę golfistów, jak na piechotę, albo rowerami dojeżdżają sobie pograć

Sześć kilometrów wycinki © yurek55
Po numerkach na drzewach widać, że padnie 200 - 300 drzew.
W Borkowie zrobiłem sobie popas, ale wybór był dramatycznie mały. Kupiłem ostatni kawałek sernika i kolę i z ulgą pozbyłem się nogawek i kurtki-trzepaczki. Było naprawdę ciepło.
W drodze powrotnej już nic godnego zapisania nie było. Jechałem, jechałem, aż dojechałem do domu - prosto na obiad Po takiej jeżdzie smakował wybornie!

Popas z widokiem na most © yurek55

Szlak Bitwy Warszawskiej 1920. Borkowo © yurek55

Plaża © yurek55

Rzeka Wkra © yurek55

Pieścirogi © yurek55

Odnawialne źródła energii © yurek55

Jazda na rowerze © yurek55

W drodze © yurek55

W drodze © yurek55

Na pomoście nad zalewem © yurek55
- DST 140.00km
- Czas 06:30
- VAVG 21.54km/h
- Temperatura 15.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 19 marca 2019
Kategoria > 100, Piaseczno/Ursynów
Ścieżka dla rowerów, to jest dla mnie?
Takie pytanie usłyszałem z mijającego mnie samochodu nadarzyńskiej Straży Gminnej. Prawidłowo nazywa się to "droga dla rowerów", a potocznie "ścieżka rowerowa", ale takiej zbitki językowej jeszcze nie słyszałem. Choć pytanie było retoryczne, dla świętego spokoju zjechałem z jezdni, bo i tak kontrolę czasu musiałem sfotografować.:) Same utrapienia z tymi śmieszkami w tych małych miejscowościach.
Z tą pogodą też utrapienie; niby wiosna już blisko, dzień dłuższy, a wiatr zimny, że trzeba w zimowych rękawicach jeżdzić. Kurtka wprawdzie już od dawna wiosenna i dziś nawet bez podkoszulki jechałem, ale to nie był dobry pomysł. Za to dobrym pomysłem było odwiedzenie córki i napicie się gorącej kawy i uzupełnienie cukru w organiżmie. :)
Na dziś to tyle.

Kontrola czasu w Nadarzynie © yurek55

Na rynku w Brwinowie © yurek55

Nepomuk w Nadarzynie © yurek55

IHAR w Młochowie i park im. Janusza Grzyba © yurek55

Św. Jan Nepomucen © yurek55

Kontrola rowerowa © yurek55
2.03. - 30 000
11.03. - 40 000
19.03. - 50 000
Najpierw dziewięć dni. z 30 do 40 tysięcy, teraz osiem. z 40 do 50 tysięcy
Czwarta stówa w tym roku.
Z tą pogodą też utrapienie; niby wiosna już blisko, dzień dłuższy, a wiatr zimny, że trzeba w zimowych rękawicach jeżdzić. Kurtka wprawdzie już od dawna wiosenna i dziś nawet bez podkoszulki jechałem, ale to nie był dobry pomysł. Za to dobrym pomysłem było odwiedzenie córki i napicie się gorącej kawy i uzupełnienie cukru w organiżmie. :)
Na dziś to tyle.

Kontrola czasu w Nadarzynie © yurek55

Na rynku w Brwinowie © yurek55

Nepomuk w Nadarzynie © yurek55

IHAR w Młochowie i park im. Janusza Grzyba © yurek55

Św. Jan Nepomucen © yurek55

Kontrola rowerowa © yurek55
2.03. - 30 000
11.03. - 40 000
19.03. - 50 000
Najpierw dziewięć dni. z 30 do 40 tysięcy, teraz osiem. z 40 do 50 tysięcy
Czwarta stówa w tym roku.
- DST 112.00km
- Czas 04:59
- VAVG 22.47km/h
- Temperatura 7.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 14 lutego 2019
Kategoria > 100
Dookoła Puszczy plus bułeczki w Secyminie
Miałem zaplanowaną na dziś degustację bułeczek, połączoną z objazdem Puszczy Kampinoskiej. Trasę właściwie znam na pamięć i do Żelazowej Woli dojechałem z jednym, krótkim przystankiem na wyjęcie banana z kieszonki. W czasie jazdy jakoś nie udawało mi się po niego sięgnąć.

Żelazowa Wola © yurek55
Kolejny obiekt na trasie, który prawie zawsze fotografuję to kościół, gdzie ochrzczony został mały Fryderyk. Po drodze minął mnie jadący na sygnale samochód terenowy Straży Pożarnej ciągnący łódź pontonową. Zapewne jechali ratować kogoś, pod kim lód się załamał.

Kościół w Brochowie © yurek55
Kolejne kilometry mijały monotonnie i bez emocji, aż w końcu postanowiłem zrobić sobie sesję fotograficzną.

Zdjęcie w drodze © yurek55

Na tle nieba © yurek55

Samopstryk rowerowy © yurek55
W Śladowie skręciłem wreszcie na zachód i rozpocząłem zbliżanie się do domu, co było o tyle przyjemne, że wreszcie wiatr przestał mi przeszkadzać. Wiało z północnego - zachodu więc najgorszy kawałek miałem już za sobą. Wkrótce dojechałem do Sklepu u Marty, która od razu zapytała: - ile? W rozmowie dowiedziałem się, że już miała w tym roku klientów na rowerach, a dziś nadzienie w bułeczkach jest bez dodatków owocowych, tylko sam mascarpone. Zaordynowałem sobie pięć sztuk, do tego pół litra i mogłem zasiąść do uczty.

Będzie jedzone! © yurek55

Jest jedzone © yurek55

Widok z lotu ptaka © yurek55
Solidnie posilony i napity wsiadłem na rower i bezwiednie skierowałem się na Warszawę, zamiast jak zwykle zawrócić kilkaset metrów, by pojechać Gassami Północy nad Wisłą. Nawet dość szybko odkryłem pomyłkę, ale już nie chciało mi się zawracać. Zresztą była już czternasta, a do domu jeszcze kawał drogi, więc tym razem odpuściłem. W okolicach Kazunia, jadąc na pamięć, za wcześnie skręciłem i znalazłem się na drodze do Leszna, co absolutnie nie było moim zamiarem. Chciałem jak zawsze przejechać ulicą Rolniczą do Łomianek. Nie pozostało nic innego, jak zawrócić, ale po chwili znów popełniłem błąd nawigacyjny skręcając za wcześnie i do Czosnowa wjechałem od dołu, a nie przez Dębinę. Widać to na śladzie, że chyba dużo nie nadrobiłem kilometrów. Może ten jeden? :)
W Dziekanowie nie mogłem sobie odmówić tej fotki, tym bardziej, że autobus, pomimo że stoi, to stanął komus na drodze.:)

Szósta rocznica postoju © yurek55
Droga do Łomianek, pomimo oddanych po części dróg rowerowych, bardzo wygodna i bezproblemowa. Wszyscy na nią psioczą ile wlezie, a ja ja lubię. Wjazd od Gdańska jak zwykle zakorkowany już od "górki", ale mnie korki nie dotyczą, potem szybki przelot Marymoncką i Popiełuszki do Ronda "Babka", a tam już prawie ostatnia prosta Okopową i Towarową. Lekko zaczynało sie już zmierzchać i zwróciłem młodemu koledze uwagę, że chyba zgubił tylne światło w rowerze. Odpowiedział, że jeszcze jest widno. Ręce opadają. Kiedyś w samochodach przy takim "widno", wszyscy kierowcy już zapalali światła, ale nie miałem ochoty mu tłumaczyć, jak niebezpieczna jest taka jazda.
Po obiedzie poszedłem do paczkomatu odebrać błotniki, ale ponoć na razie ma być sucho, więc z montażem jeszcze chwilkę poczekam.

Żelazowa Wola © yurek55
Kolejny obiekt na trasie, który prawie zawsze fotografuję to kościół, gdzie ochrzczony został mały Fryderyk. Po drodze minął mnie jadący na sygnale samochód terenowy Straży Pożarnej ciągnący łódź pontonową. Zapewne jechali ratować kogoś, pod kim lód się załamał.

Kościół w Brochowie © yurek55
Kolejne kilometry mijały monotonnie i bez emocji, aż w końcu postanowiłem zrobić sobie sesję fotograficzną.

Zdjęcie w drodze © yurek55

Na tle nieba © yurek55

Samopstryk rowerowy © yurek55
W Śladowie skręciłem wreszcie na zachód i rozpocząłem zbliżanie się do domu, co było o tyle przyjemne, że wreszcie wiatr przestał mi przeszkadzać. Wiało z północnego - zachodu więc najgorszy kawałek miałem już za sobą. Wkrótce dojechałem do Sklepu u Marty, która od razu zapytała: - ile? W rozmowie dowiedziałem się, że już miała w tym roku klientów na rowerach, a dziś nadzienie w bułeczkach jest bez dodatków owocowych, tylko sam mascarpone. Zaordynowałem sobie pięć sztuk, do tego pół litra i mogłem zasiąść do uczty.

Będzie jedzone! © yurek55

Jest jedzone © yurek55

Widok z lotu ptaka © yurek55
Solidnie posilony i napity wsiadłem na rower i bezwiednie skierowałem się na Warszawę, zamiast jak zwykle zawrócić kilkaset metrów, by pojechać Gassami Północy nad Wisłą. Nawet dość szybko odkryłem pomyłkę, ale już nie chciało mi się zawracać. Zresztą była już czternasta, a do domu jeszcze kawał drogi, więc tym razem odpuściłem. W okolicach Kazunia, jadąc na pamięć, za wcześnie skręciłem i znalazłem się na drodze do Leszna, co absolutnie nie było moim zamiarem. Chciałem jak zawsze przejechać ulicą Rolniczą do Łomianek. Nie pozostało nic innego, jak zawrócić, ale po chwili znów popełniłem błąd nawigacyjny skręcając za wcześnie i do Czosnowa wjechałem od dołu, a nie przez Dębinę. Widać to na śladzie, że chyba dużo nie nadrobiłem kilometrów. Może ten jeden? :)
W Dziekanowie nie mogłem sobie odmówić tej fotki, tym bardziej, że autobus, pomimo że stoi, to stanął komus na drodze.:)

Szósta rocznica postoju © yurek55
Droga do Łomianek, pomimo oddanych po części dróg rowerowych, bardzo wygodna i bezproblemowa. Wszyscy na nią psioczą ile wlezie, a ja ja lubię. Wjazd od Gdańska jak zwykle zakorkowany już od "górki", ale mnie korki nie dotyczą, potem szybki przelot Marymoncką i Popiełuszki do Ronda "Babka", a tam już prawie ostatnia prosta Okopową i Towarową. Lekko zaczynało sie już zmierzchać i zwróciłem młodemu koledze uwagę, że chyba zgubił tylne światło w rowerze. Odpowiedział, że jeszcze jest widno. Ręce opadają. Kiedyś w samochodach przy takim "widno", wszyscy kierowcy już zapalali światła, ale nie miałem ochoty mu tłumaczyć, jak niebezpieczna jest taka jazda.
Po obiedzie poszedłem do paczkomatu odebrać błotniki, ale ponoć na razie ma być sucho, więc z montażem jeszcze chwilkę poczekam.
- DST 141.10km
- Czas 06:31
- VAVG 21.65km/h
- Temperatura 7.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 2 lutego 2019
Kategoria > 100
Pierwsza Góra Kalwaria w 2019
Tym razem wziąłem pod uwagę kierunek wiatru przy ustalaniu marszruty, tym bardziej, że planowałem dłuższą trasę na sobotę. Z tego względu zrezygnowałem z bułeczek z nadzieniem mascarpone w Secyminie i wybrałem się do Góry Kaalwarii. Trasa sprawdzona, znana, bez niespodzianek, tylko fragmenty z drogami rowerowymi nie do końca fajne. Tym razem zabrałem ze sobą dwa batony zbożowe i wypiłem trochę izotonika, ale nie wpłynęło to na poprawę wydolności. Mniejsza z tym.

Podjazd na estakadę © yurek55

SamoLOT © yurek55

Ddr w Nadarzynie © yurek55

Kontrola czasu © yurek55

Droga gdzieś tam © yurek55

Tarczyn - Rynek z jabłkiem © yurek55

Drogowskaz Prace Duże © yurek55

Parkuj rower i jedź - przystanek Krzaki Czaplinkowskie © yurek55

POW w Górze Kalwarii © yurek55

Droga gdzieś tam © yurek55 (okolice Kawęczyna)

W Gassach © yurek55
Kto pamięta zakłady "Unitra"? Chyba wszyscy. Każdy miał jakiś sprzęt tej firmy. Kontener ze zdjęcia stoi przy boisku piłkarskim w Gassach, pewnie dar Polkoloru z Piaseczna.

Kontrola licznika © yurek55

Podjazd na estakadę © yurek55

SamoLOT © yurek55

Ddr w Nadarzynie © yurek55

Kontrola czasu © yurek55

Droga gdzieś tam © yurek55

Tarczyn - Rynek z jabłkiem © yurek55

Drogowskaz Prace Duże © yurek55

Parkuj rower i jedź - przystanek Krzaki Czaplinkowskie © yurek55

POW w Górze Kalwarii © yurek55

Droga gdzieś tam © yurek55 (okolice Kawęczyna)

W Gassach © yurek55
Kto pamięta zakłady "Unitra"? Chyba wszyscy. Każdy miał jakiś sprzęt tej firmy. Kontener ze zdjęcia stoi przy boisku piłkarskim w Gassach, pewnie dar Polkoloru z Piaseczna.

Kontrola licznika © yurek55
- DST 119.00km
- Czas 06:05
- VAVG 19.56km/h
- Temperatura 7.0°C
- Kalorie 3164kcal
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 stycznia 2019
Kategoria > 100
Wymęczona setka
Wprawdzie już wczoraj obiecałem sobie, że wreszcie zrobie pierwszą stówkę w tym roku, ale rano byłem bliski rezygnacji z tego pomysłu. Po śniadaniu, zamiast zakładać rowerowe ciuchy usiadłem i po prostu siedziałem. Myśli moje intensywnie krążyły wokół wygodnego zalegiwania na kanapie i ogladania filmów dokumentalnych na youtube, na zmianę z trasą, którą ewentualnie pojadę. W końcu poderwałem się energicznie, i szybko - żeby się nie rozmyslić - ubrałem się rowerowo i klamka zapadła. Kierunek jazdy wybrałem biorąc pod uwagę wiatr, więc połowę trasy przejechałem z hukiem w uszach. Pewnie gdybym miał na głowie i twarzy coś osłaniającego uszy, w rodzaju buffa, chusty, czy kominiarki, poziom hałasu byłby o wiele niższy, ale nie lubię osłaniać twarzy. Nie przeszkadza mi zimny wiatr. Jazda do Czosnowa przez Łomianki, tak nielubianaą przez wielu Rolniczą, nie sprawiła mi żadnego dyskomfortu. Ciekawy byłem drogi rowerowej, ale okazało się, została poprowadzona po jezdni i nie ma problemów z wyjazdami z posesji. Jadąc, kontynuowałem poranny proces myślowy: jechać, czy nie jechać do Secymina na bułeczki z mascarpone? W końcu zdecydowałem, że to będzie dla mnie za daleko. Skręciłem na drogę do Leszna i w Sowiej Woli zatrzymałem się, by zobaczyć ile przejechałem. Musiałem w tym celu wyciągnąć telefon, bo licznik wariuje od kilku dni - raz działa, raz nie działa. Dziś działał przez niespełna cztery kilometry. No więc sprawdziłem, że to dopiero czterdzieści z hakiem i gdybym pojechał prosto, to do stówy sporo by zabrakło. Przy swojej dzisiejszej dyspozycji na pewno bym nie dokręcał, więc jedynym wyjściem była jazda przez Puszczę do Kampinosu. Jakoś przecierpiałem oblodzony fragment, pokonując go z prędkością pieszego i całą resztę z dwukilometrowego odcinka terenowego i dotarłem wreszcie do Kampinosu. Dopiero od tego miejsca przestało mi świszczeć w uszach, ale na prędkość jazdy chyba niezbyt się to przełożyło. Nie mogłem tego sprawdzać na liczniku, ale Vśr mówi wszystko.
W gruncie rzeczy zadowolony jestem z wycieczki, ochraniacze na buty dobrze chroniły stopy przed przemarznięciem, rąk też jakoś specjalnie nie przemroziłem, czyli uniknąłem bólu odmarzania w cieple. Tylko ta forma i kondycja coraz gorsza...

Wisła - widok w stronę Mostu M-C © yurek55

Wisła - widok w stronę Mostu "Grota" Roweckiego © yurek55

Skrzyżowanie w Puszczy Kampinoskiej © yurek55

Prosto - Nowy Wilków, w prawo - Sowia Wola, z tyłu - Kampinos © yurek55

Jazda terenowa po lodzie na oponach szosowych © yurek55

Kościół w Kampinosie © yurek55
Szukając inspiracji do zatytułowania tego zdjęcia w mapach google, znalazłem. To jest park?!

Park Miejski (sic!) w Kampinosie © yurek55

Ostatnia prosta z Leszna, jeszcze 30 kilometrów © yurek55
W gruncie rzeczy zadowolony jestem z wycieczki, ochraniacze na buty dobrze chroniły stopy przed przemarznięciem, rąk też jakoś specjalnie nie przemroziłem, czyli uniknąłem bólu odmarzania w cieple. Tylko ta forma i kondycja coraz gorsza...

Wisła - widok w stronę Mostu M-C © yurek55

Wisła - widok w stronę Mostu "Grota" Roweckiego © yurek55

Skrzyżowanie w Puszczy Kampinoskiej © yurek55

Prosto - Nowy Wilków, w prawo - Sowia Wola, z tyłu - Kampinos © yurek55

Jazda terenowa po lodzie na oponach szosowych © yurek55

Kościół w Kampinosie © yurek55
Szukając inspiracji do zatytułowania tego zdjęcia w mapach google, znalazłem. To jest park?!

Park Miejski (sic!) w Kampinosie © yurek55

Ostatnia prosta z Leszna, jeszcze 30 kilometrów © yurek55
- DST 106.00km
- Teren 2.00km
- Czas 05:13
- VAVG 20.32km/h
- Kalorie 2782kcal
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze























