Wpisy archiwalne w miesiącu
Wrzesień, 2018
Dystans całkowity: | 2209.26 km (w terenie 2.00 km; 0.09%) |
Czas w ruchu: | 98:24 |
Średnia prędkość: | 22.45 km/h |
Liczba aktywności: | 27 |
Średnio na aktywność: | 81.82 km i 3h 38m |
Więcej statystyk |
Poniedziałek, 10 września 2018
Kategoria <50
Na wieczorowego
Wprawdzie nie lubię jazdy po ciemku, ale dzis zrobiłem wyjatek. Powody były trzy: pierwszy - wczoraj nie jeździłem, a dzis w dzień nie miałem czasu, drugi - zamieniłem łańcuch, umyłem i nasmarowałem napęd, więc chciałem żeby się ułozyło i rozprowadziło, no i po trzecie - mam przeciez lampkę Mactronic 300 lm. Zacznę od końca. Trzysta lumenów to za mało, by komfortowo widziec drogę w całkowitej ciemności. Oczywiście jechać się dawało, ale wolałbym widzieć więcej, by jechać szybciej. Napęd po wymianie łańcucha, chodzi bezszelestnie i gładko pomimo swoich dziewięciu tysięcy. Generalnie, w ten ciepły wrzesniowy wieczór jechało się miło i przyjemnie.
Wiadomo gdzie i wiadomo co



- DST 40.00km
- Czas 01:45
- VAVG 22.86km/h
- Temperatura 18.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 8 września 2018
Kategoria > 100
Po bułeczki po raz trzeci (w tym tygodniu)
Cel wycieczki miałem już ustalony, do rozważenie była tylko trasa dojazdu. Tak czy inaczej ruszyłem po raz kolejny na zachód i spotkałem w pewnym momencie wyjeżdżającą z boku, od strony Witków, kolarską ustawkę. Gdy mnie mijali chciałem spróbować z nimi kawałek pojechać, niestety po kilkuset metrach odpadłem. Jechali za szybko jak dla mnie, a przecież się nie ścigali. Rozmawiali, śmiali się z dowcipów, popijali z bidonów - pełen luz, a ja z językiem na wierchu zostawałem z każdym metrem coraz bardziej w tyle. Takie życie...
Ponieważ od Żelaowej Woli i Kampinosu już do Secymina jechałem, dziś w Lesznie skręciłem na północ i gdy tylko mogłem, wybrałem jazdę przez Puszczę jeszcze innymi drogami. Oczywiście ostatni fragment, ten najlepszy, pokrywał się z wczorajszą trasę, ale w Nowym Wilkowie tym reazem sklręciłem na zachód i do celu dojechałem od Nowin. Na miejscu pani Marta ostudziła mój kulinarny zapał hiobową wieścią: bułeczek w tym tygodniu nie ma! Nie upiekli i wszystko w temacie. Ale w zastępstwie zaproponowała pączki z budyniem na wagę. Z braku laku zjadłem pięć sztuk, popiłem colą i po tym też smacznym posiłku, ruszyłem do domu. Jechałem bardzo szybko, bo z nieba zaczęło coś pokropywać, a ja wybrałem się całkiem na krótko i bez kurtki. Na szczęście na strachu się skończyło. I tak kolejny raz dojechałęm do Czosnowa i znów powrót Rolniczą do Łomianek. Chciałem porównać różnicę w kilometrach z wczorajszym dniem i zobaczyć, czy dobrze zrobiłem rezygnując z jazdy do sklepu. Wyszło mi, że wczoraj zdążyłbym spokojnie, ale gdzie bym wtedy dziś pojechał?
PS.
W przyszłym tygodniu zamówią dwa razy więcej tych bułeczek, jest szansa na załapanie się.

Kościół pośrodku Puszczy © yurek55

Osiem błogosławieństw © yurek55

Rozczarowanie, ale nie do końca © yurek55

W Secyminie pływał kiedyś prom © yurek55

Górą do promu, dołem na Gassy Północy © yurek55

Stoję na światłach, zdjęcia robię © yurek55
Ponieważ od Żelaowej Woli i Kampinosu już do Secymina jechałem, dziś w Lesznie skręciłem na północ i gdy tylko mogłem, wybrałem jazdę przez Puszczę jeszcze innymi drogami. Oczywiście ostatni fragment, ten najlepszy, pokrywał się z wczorajszą trasę, ale w Nowym Wilkowie tym reazem sklręciłem na zachód i do celu dojechałem od Nowin. Na miejscu pani Marta ostudziła mój kulinarny zapał hiobową wieścią: bułeczek w tym tygodniu nie ma! Nie upiekli i wszystko w temacie. Ale w zastępstwie zaproponowała pączki z budyniem na wagę. Z braku laku zjadłem pięć sztuk, popiłem colą i po tym też smacznym posiłku, ruszyłem do domu. Jechałem bardzo szybko, bo z nieba zaczęło coś pokropywać, a ja wybrałem się całkiem na krótko i bez kurtki. Na szczęście na strachu się skończyło. I tak kolejny raz dojechałęm do Czosnowa i znów powrót Rolniczą do Łomianek. Chciałem porównać różnicę w kilometrach z wczorajszym dniem i zobaczyć, czy dobrze zrobiłem rezygnując z jazdy do sklepu. Wyszło mi, że wczoraj zdążyłbym spokojnie, ale gdzie bym wtedy dziś pojechał?
PS.
W przyszłym tygodniu zamówią dwa razy więcej tych bułeczek, jest szansa na załapanie się.

Kościół pośrodku Puszczy © yurek55

Osiem błogosławieństw © yurek55

Rozczarowanie, ale nie do końca © yurek55

W Secyminie pływał kiedyś prom © yurek55

Górą do promu, dołem na Gassy Północy © yurek55

Stoję na światłach, zdjęcia robię © yurek55
- DST 127.00km
- Czas 05:19
- VAVG 23.89km/h
- Temperatura 23.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 7 września 2018
Kategoria > 100
Pół - Kampinos
Opis i zdjęcia później.
Później...
Napaliłem się na te bułeczki z mascarpone jak szczerbaty na suchary. Uznałem, że w piątek, dzień po dostawie, nie ma prawa ich zabraknąć. Tak więc drugi raz w tym tygodniu wyruszyłem na zachód, a że czas miałem nieco bardziej ograniczony, zastosowałem skróconą wersję pętli wokół Kampinosu, czyli skrót przez środek Puszczy. Jest tam wprawdzie dwa kilometry gruntówki zaczynającej się na granicy gminy Leoncin, ale przecież da się nią przejechać nawet na szosie. Pod warunkiem, że nie przekracza się 10 km/h. :)
Niestety wybór nieco krótszej trasy był trochę niekonsekwentny, jak wiele moich decyzji na rowerze, gdyż zanim dojechałem do Kampinosu byłem i w Witkach i w Radzikowie i w Rochalach, a to jednak trochę naokrągło jest. Summa summarum gdy wyjechałem z puszczy musiałem skręcać do Warszawy, a nie do sklepu w Secyminie. Nawet nie żalowałem specjalnie, bo już planowałem kolejną trasę po bułeczki. Jechałem sobie spokojnie drogą do Kazunia, gdy wtem usłyszałem w lesie potężny huk. Pomyślałem, że z armaty walą na poligonie tym bardziej, że jeszcze cztery razy walnąło. dopiero kawałek dalej zobaczyłęm wyjeżdżający z lasu samochód z napisem patrol saperski - i wszystko stało się jasne. Innych przygód ani ciekawych zdarzeń na drodze nie miałem.
A nie!
W Kaputach z wyprzedzającego mnie samochody Straży Gminnej ktoś krzyknął: "Tam jest ścieżka" - i pojechali dalej. To ja też.

Rondo w Pilaszkowie już właściwie przejezdne © yurek55

Droga pośród kukurydzy © yurek55

W Kampinosie zmiany - budka z lodami © yurek55

Fontanna była i jest © yurek55

Droga przez Kampinos z Kampinosu - początek © yurek55

Droga przez Kampinos wersja terenowa - kontynuacja © yurek55

Droga przez Kampinos - najnowszy i najlepszy fragment do Nowego Wilkowa © yurek55

Kontrola czasu w Leoncinie © yurek55

Remont drogi Leoncin - Gać © yurek55

Tu słychać wybuchy niewybuchów - okolice poligonu saperów z Kazunia © yurek55

Odpoczynek na fotkę przy Arkadii - dziś brz flagi © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/1825163876/embed/50ae4bfef507e40f1381d7eb7ca8b04d924240cb">
Później...
Napaliłem się na te bułeczki z mascarpone jak szczerbaty na suchary. Uznałem, że w piątek, dzień po dostawie, nie ma prawa ich zabraknąć. Tak więc drugi raz w tym tygodniu wyruszyłem na zachód, a że czas miałem nieco bardziej ograniczony, zastosowałem skróconą wersję pętli wokół Kampinosu, czyli skrót przez środek Puszczy. Jest tam wprawdzie dwa kilometry gruntówki zaczynającej się na granicy gminy Leoncin, ale przecież da się nią przejechać nawet na szosie. Pod warunkiem, że nie przekracza się 10 km/h. :)
Niestety wybór nieco krótszej trasy był trochę niekonsekwentny, jak wiele moich decyzji na rowerze, gdyż zanim dojechałem do Kampinosu byłem i w Witkach i w Radzikowie i w Rochalach, a to jednak trochę naokrągło jest. Summa summarum gdy wyjechałem z puszczy musiałem skręcać do Warszawy, a nie do sklepu w Secyminie. Nawet nie żalowałem specjalnie, bo już planowałem kolejną trasę po bułeczki. Jechałem sobie spokojnie drogą do Kazunia, gdy wtem usłyszałem w lesie potężny huk. Pomyślałem, że z armaty walą na poligonie tym bardziej, że jeszcze cztery razy walnąło. dopiero kawałek dalej zobaczyłęm wyjeżdżający z lasu samochód z napisem patrol saperski - i wszystko stało się jasne. Innych przygód ani ciekawych zdarzeń na drodze nie miałem.
A nie!
W Kaputach z wyprzedzającego mnie samochody Straży Gminnej ktoś krzyknął: "Tam jest ścieżka" - i pojechali dalej. To ja też.

Rondo w Pilaszkowie już właściwie przejezdne © yurek55

Droga pośród kukurydzy © yurek55

W Kampinosie zmiany - budka z lodami © yurek55

Fontanna była i jest © yurek55

Droga przez Kampinos z Kampinosu - początek © yurek55

Droga przez Kampinos wersja terenowa - kontynuacja © yurek55

Droga przez Kampinos - najnowszy i najlepszy fragment do Nowego Wilkowa © yurek55

Kontrola czasu w Leoncinie © yurek55

Remont drogi Leoncin - Gać © yurek55

Tu słychać wybuchy niewybuchów - okolice poligonu saperów z Kazunia © yurek55

Odpoczynek na fotkę przy Arkadii - dziś brz flagi © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/1825163876/embed/50ae4bfef507e40f1381d7eb7ca8b04d924240cb">
- DST 115.00km
- Teren 2.00km
- Czas 04:55
- VAVG 23.39km/h
- Temperatura 28.4°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 6 września 2018
Kruca bomba, mało casu...
Tym razem na zachód, bo łatwiej czas mi wyliczyć gdy jadę w tamtą stronę, a czas miałem dziś mocno reglamentowany. Ustawiłem sobie nawet na liczniku czas, a nie przejechany dystans, by precyzyjnie go zagospodarować. Okazało się w rezultacie, że wróciłem do domu sporo przed wyznaczoną godziną i zdążyłem nawet spokojnie kawę wypić.
Zdjęcie zrobiłem, a przynajmniej tak myślałem, ale w domu okazało się, że go nie ma. Cuda panie, cuda...
Zdjęcie zrobiłem, a przynajmniej tak myślałem, ale w domu okazało się, że go nie ma. Cuda panie, cuda...
- DST 55.00km
- Czas 02:21
- VAVG 23.40km/h
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 5 września 2018
Kategoria <50, Piaseczno/Ursynów
Do Piaseczna i z powrotem
Teraz jadąc do córki krócej i szybciej jest wybrać drogę przez Kolonię Lesznowola, Bobrowiec i Jazgarzewszczyznę. Nie muszę wtedy dwa razy przejeżdżać przez tory i omijam de facto Piaseczno, zajeżdżając od drugiej strony. Pojechałem pomóc składac batutę, ale zanim się do tego zabrałem, korzystając z okazji opłukałem rower z cementowego pyłu i porządnie umyłem.

Teraz mycie roweru nie będzie już problemem.
A właściwy powód dla którego przyjechałem jest poniżej.

Brodzik od kabiny prysznicowej widoczny na zdjęciu jest do oddania.

Trampolina gotowa, można wracać

Tu jeszcze bez batuty

Koniki w Dawidach
Zaczęło kropić jak byłem na Banacha, ale naprawdę lunęło jak już byłem w domu.

Teraz mycie roweru nie będzie już problemem.
A właściwy powód dla którego przyjechałem jest poniżej.

Brodzik od kabiny prysznicowej widoczny na zdjęciu jest do oddania.

Trampolina gotowa, można wracać

Tu jeszcze bez batuty

Koniki w Dawidach
Zaczęło kropić jak byłem na Banacha, ale naprawdę lunęło jak już byłem w domu.
- DST 41.00km
- Czas 01:52
- VAVG 21.96km/h
- Temperatura 22.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Gassy i dużo dalej
Ponieważ dawno nie eksplorowałem tras w okolicach Góry Kalwarii i dawno nie byłem w Gassach, dziś przyszła kolej na te tereny. Początek był nieco inny niż zwykle i w rezultacie znalazłem się na Marynarskiej. Co tam sie teraz dzieje, to przechodzi ludzkie pojęcie. Samochody stoją w monstrualnym korku zaczynającym się dużo przed wiaduktem nad Żwirki i Wigury. Ruch w obie strony odbywa się tylko północnym pasem, a drugi przeznaczony jest dla rowerów. :) Grzech nie skorzystać z dwóch pustych pasów, prawda? Co najwyżej jakieś stojące ciężarówki gdzieniegdzie. Tak więc sprawnie przemieściłem się do Wilanowa, równie sprawnie ominąłem korek na Vogla spowodowany jakąś stłuczką i po chwili byłem na ulicy Ruczaj. To już właściwie są wrota do Republiki Rowerowej, bo potem tylko Rosy i Prętowa, takie małe wilanowskie uliczki, ale właśnie na tej ostatniej kładą wodociąg. Zresztą od dawna, ale teraz to już naprawdę przeszkadza. Tam zrozumiałem co krzyczał do nas kolega po kole widząc, że skręcamy. On pojechał prosto ulicą Ruczaj, którą tez mozna dojechać do mostu w Obórkach.

Pamiętać! Nie jechać Prętową! © yurek55

Dawno nie było, ujście Jeziorki © yurek55
W Gassach na przystani kolejka do przeprawy jak nigdy, ale rowerzyści wchodzą bez kolejki. Ja na tamtym brzegu nie miałem czego szukać więc tylko zmoczyłem chustkę, zamieniłem parę słów na temat wciąż nieodnalezionego pytona i dalej jazda do Góry Kawalerii.

Kolejka na dziesięć samochodów © yurek55

Przystań w Gassach © yurek55
W Górze słynny podjazd ulicą Lipkowską jak zwykle wchodził bardzo powoli i z wielkim mozołewm. Na końcówce miałem 8 km/h na liczniku, a moje sapanie było słychać na Rynku pod kościołem. Tam kolejny przystanek dla ochłody w umywalni przedsiębiorstwa ze zdjęcia poniżej.

Stały punkt poboru wody w GK. © yurek55
Z Góry, jeśli się nie chce przekraczać Wisły, można wyjechać albo na Czersk, albo na Krzaki Czaplinkowskie. Wybrałem Czersk i to był mój drugi tego dnia zły wybór. Za rondem zaczyna się rozgrzebana olbrzymia inwestycja drogowa, a szosa zatacza wielkie koło aby ją ominąć. Na właściwą prostą wraca dopiero przy skręcie na Czersk. Niestety nie mam drona z kamerą, bo to zdjęcie nie oddaje wielkości tego objazdu i karawany TIR-ów jadących "79" w stronę Kozienic i Sandomierza.

Prawdziwy drogowy armagedon w GK na drodze do Czerska © yurek55
Jeszcze tylko krótki przystanek na fotkę...

Widok ze skarpy w Czersku © yurek55
... i po chwili już karkołomny zjazd Mostową. Zawsze tam mam duszę na ramieniu, bo droga trochę dziurawa i jeszcze zakręt..., może kiedyś, kiedyś nią przejadę bez panicznego naciskania hamulców? :) Dalej to już tylko kilometry sielskich widoczków jabłkowych sadów, ale i smutny widok zmarnowanych owoców ludzkiej pracy.

Nie ma kto zbierać jabłek © yurek55
Kolejny krótki przystanek w Chynowie...

Jeden z najstarszych drewnianych na Mazowszu © yurek55

NA CHWAŁE SERCU JEZUSOWEMU PAMIĄTKA JUBILEUSZU 500 LECIA KOŚCIOŁA W CHYNOWIE PARAFJANIE CHYNOWSCY 1934 R. © yurek55
...ale już bez korzystania z wodociagu na cmentarzu i po dojechaniu do Drwalewa opuściłem starą "50", największą zmorę rowerzystów. Na tym odcinku akurat ruch jest tylko lokalny, bo ta właściwa droga krajowa biegnie teraz obok i po przejechaniu nad nią wiaduktem skierowałem się wreszcie na północ w kierunku Warszawy. W Pieczyskach skorzystałem z okazji, że jest tam sanktuarium i pod pozorem zrobienia fotek poleżałem trochę na trawie i zjadłem drugiego - i ostatniego batona zbożowego. Zaczynało robić się ciężko co kładłem na karb zmęczenia i słabej kondycji, ale dopiero patrząc na mapę zrozumiałem, że po prostu jechałem pod wiatr. Nie był on może nadzwyczajnie silny, ale dla mnie wystarczał.

Sanktuarium Maryjne w Pieczyskach © yurek55

Przyjechałem z Drwalewa, jadę na Piaseczno © yurek55
Niestety dalej nie było nic godnego fotografowania, a i ja nie szukałem na siłę okazji do stawania, tylko ciągnąłem do domu, żeby wreszcie skończyć tę jazdę. Dopiero w Dawidach na wiadukcie się skusiłem, nie dla widoku, a dla samego stanięcia choć na chwilę.

Ostatni przystanek w Dawidach © yurek55
Więcej grzechów nie pamiętam...

Pamiętać! Nie jechać Prętową! © yurek55

Dawno nie było, ujście Jeziorki © yurek55
W Gassach na przystani kolejka do przeprawy jak nigdy, ale rowerzyści wchodzą bez kolejki. Ja na tamtym brzegu nie miałem czego szukać więc tylko zmoczyłem chustkę, zamieniłem parę słów na temat wciąż nieodnalezionego pytona i dalej jazda do Góry Kawalerii.

Kolejka na dziesięć samochodów © yurek55

Przystań w Gassach © yurek55
W Górze słynny podjazd ulicą Lipkowską jak zwykle wchodził bardzo powoli i z wielkim mozołewm. Na końcówce miałem 8 km/h na liczniku, a moje sapanie było słychać na Rynku pod kościołem. Tam kolejny przystanek dla ochłody w umywalni przedsiębiorstwa ze zdjęcia poniżej.

Stały punkt poboru wody w GK. © yurek55
Z Góry, jeśli się nie chce przekraczać Wisły, można wyjechać albo na Czersk, albo na Krzaki Czaplinkowskie. Wybrałem Czersk i to był mój drugi tego dnia zły wybór. Za rondem zaczyna się rozgrzebana olbrzymia inwestycja drogowa, a szosa zatacza wielkie koło aby ją ominąć. Na właściwą prostą wraca dopiero przy skręcie na Czersk. Niestety nie mam drona z kamerą, bo to zdjęcie nie oddaje wielkości tego objazdu i karawany TIR-ów jadących "79" w stronę Kozienic i Sandomierza.

Prawdziwy drogowy armagedon w GK na drodze do Czerska © yurek55
Jeszcze tylko krótki przystanek na fotkę...

Widok ze skarpy w Czersku © yurek55
... i po chwili już karkołomny zjazd Mostową. Zawsze tam mam duszę na ramieniu, bo droga trochę dziurawa i jeszcze zakręt..., może kiedyś, kiedyś nią przejadę bez panicznego naciskania hamulców? :) Dalej to już tylko kilometry sielskich widoczków jabłkowych sadów, ale i smutny widok zmarnowanych owoców ludzkiej pracy.

Nie ma kto zbierać jabłek © yurek55
Kolejny krótki przystanek w Chynowie...

Jeden z najstarszych drewnianych na Mazowszu © yurek55

NA CHWAŁE SERCU JEZUSOWEMU PAMIĄTKA JUBILEUSZU 500 LECIA KOŚCIOŁA W CHYNOWIE PARAFJANIE CHYNOWSCY 1934 R. © yurek55
...ale już bez korzystania z wodociagu na cmentarzu i po dojechaniu do Drwalewa opuściłem starą "50", największą zmorę rowerzystów. Na tym odcinku akurat ruch jest tylko lokalny, bo ta właściwa droga krajowa biegnie teraz obok i po przejechaniu nad nią wiaduktem skierowałem się wreszcie na północ w kierunku Warszawy. W Pieczyskach skorzystałem z okazji, że jest tam sanktuarium i pod pozorem zrobienia fotek poleżałem trochę na trawie i zjadłem drugiego - i ostatniego batona zbożowego. Zaczynało robić się ciężko co kładłem na karb zmęczenia i słabej kondycji, ale dopiero patrząc na mapę zrozumiałem, że po prostu jechałem pod wiatr. Nie był on może nadzwyczajnie silny, ale dla mnie wystarczał.

Sanktuarium Maryjne w Pieczyskach © yurek55

Przyjechałem z Drwalewa, jadę na Piaseczno © yurek55
Niestety dalej nie było nic godnego fotografowania, a i ja nie szukałem na siłę okazji do stawania, tylko ciągnąłem do domu, żeby wreszcie skończyć tę jazdę. Dopiero w Dawidach na wiadukcie się skusiłem, nie dla widoku, a dla samego stanięcia choć na chwilę.

Ostatni przystanek w Dawidach © yurek55
Więcej grzechów nie pamiętam...
- DST 114.00km
- Czas 05:10
- VAVG 22.06km/h
- Temperatura 27.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 3 września 2018
Kategoria > 100
Duża pętla kampinoska
Czasu w sierpniu na jeżdżenie zabrakło, to i wynik mizerny - tylko 854 kilometry. Gorzej było jedynie w styczniu i lutym, ale teraz zacznę odrabiać czas i stracone kilometry. Postanowiłem wrócić na dużą pętlę wokół Kampinosu, a przy okazji spróbować słodkich bułeczek z mascarpone w Secyminie. Wprawdzie miałem podejrzenia, że fama o ich nadzwyczajnym smaku rozeszła sie szeroko pośród rowerowej braci i pewnie ich zabraknie, ale sprawdzić nie zawadzi. Wyprzedzając chronologię napiszę od razu, że nawet śladu po nich nie zostało. W sobotę i niedzielę każda grupa kolarska i każdy solista zajeżdzali do sklepu i wszyscy oczywiście po smakowite bułeczki. Zapewne niebawem staną się kultowe w kręgach zbliżonych do dwóch kółek i pedałów.
Ale po kolei.
Początek trasy przy lekko sprzyjającym wietrze i blisko 30 km/h na liczniku dawał dużo frajdy. Noga podawała, samochodów niedużo, asfalt dobry i tak sobie pomykałem aż do remontowanego ronda wPogroszewie Pilaszkowie. Z daleka juz widziałem chmurę nie-wiadomo-czego, ale nie był to kurz, ani pył, tylko cement wysypywany na rondo. Jeżdżący w kółko samochód robił zapewne podsypkę pod asfalt, albo coś - nie znam się na budowie dróg. W każdym razie po przejściu tego kawałka miałem białe buty, białe obręcze i pedały. Z sekwencji zdjęć poniżej wynika, że wystarczyło poczekać kilka chwil...

Siwy dym! © yurek55

Rondo wPogroszewie Pilaszkowie© yurek55

Rondo wPogroszewie Pilaszkowie po chwili i z innej strony © yurek55

Zdjęcie z cyklu ambitnych, czyli pseudo artystyczne © yurek55
Dalej już obyło się bez przeszkód. Pojechałem przez Witki z myślą o trasie przez Radzików i Rochale, ale zagapiłem się i znów znalazłem się na standardowej drodze do Leszna. Później już byłem bardziej czujny i do Fryderykowa Chopinowa dojechałem od dobrej strony.

Tytuł niepotrzebny © yurek55
Tam uzupełniłem bidon rozwadniając mocno sportowy napój izotoniczny, opłukałem twarz, zmoczyłem chustkę na głowę i dalej w trasę.Tym razem ominąłem kościół w Brochowie i kierując się na północ dotarłem do zachodniego skraju Puszczy Kampinoskiej.

Miejscowość Wilcze Tułowieckie © yurek55
Kolejny przystanek i pośredni cel podróży opisałem na początku. Tym razem w sklepie musiałem sie zadowloić jakimiś wafelkami w czekoladzie i popiwszy je colą, byłem gotowy do dalszych zmagań.

Sklep, który będzie kultowy. A może już jest? © yurek55

Sanktuarium Matki Boskiej Radosnej Opiekunki Przyrody w Secyminie © yurek55

Gassy Północy w gminie Leoncin © yurek55
Od tego punktu zaczął się właściwy powrót do domu, a że czasu było na styk, nie kombinowałem, tylko najkrótszą drogą pojechałem do Czosnowa. Liczyłem na ochłodę w fontannie, ale na miesjcu zastałem smętny obrazek. Fontanna miała dolegliwość suchości, a na to nie pomaga żaden olejek ani żel.

Sucha fontanna w Czosnowie © yurek55
Wyruszyłem więc dalej...

Frgmenty drogi rowerowej w Czosnowie © yurek55
... i ochłodę znalazłem w miejscu pod tym względem niezawodnym.

Pompa z wodą na cmentarzu w Łomnej © yurek55
Dalej juyż nie bardzo jest co opisywać: Rolniczą do Łomianek, Pułkową do Warszawy..., a nie, stop!
Przejazd przez Łomianki drogą dla rowerów wymaga o wiele większej czujności niż w Warszawie. Tam NIKT z jadących na rowerze nie zna przepsów i NIKT nie istnieją żadne zasady. Mieszkańcy traktują ddr jak kiedyś dróżki polne, którymi się poruszali dojeżdżając do GS. Żadnych środków ostrosności, jazda dowolną stroną, zabawy dzieci i młodzieży w jazdę zygzakiem, stawanie na środku i cała gama innych podobnych zachowań. Widać, że to norma i żę prędko się to nie zmieni.
I tym optymistycznym akcentem zakończę tę nieco przydługą relację.

Ostatni przystanek - Rondo Babka © yurek55
PS. Na obiad zdążyłem z niewielkim zapasem.
Ale po kolei.
Początek trasy przy lekko sprzyjającym wietrze i blisko 30 km/h na liczniku dawał dużo frajdy. Noga podawała, samochodów niedużo, asfalt dobry i tak sobie pomykałem aż do remontowanego ronda w

Siwy dym! © yurek55

Rondo w

Rondo w

Zdjęcie z cyklu ambitnych, czyli pseudo artystyczne © yurek55
Dalej już obyło się bez przeszkód. Pojechałem przez Witki z myślą o trasie przez Radzików i Rochale, ale zagapiłem się i znów znalazłem się na standardowej drodze do Leszna. Później już byłem bardziej czujny i do Fryderykowa Chopinowa dojechałem od dobrej strony.

Tytuł niepotrzebny © yurek55
Tam uzupełniłem bidon rozwadniając mocno sportowy napój izotoniczny, opłukałem twarz, zmoczyłem chustkę na głowę i dalej w trasę.Tym razem ominąłem kościół w Brochowie i kierując się na północ dotarłem do zachodniego skraju Puszczy Kampinoskiej.

Miejscowość Wilcze Tułowieckie © yurek55
Kolejny przystanek i pośredni cel podróży opisałem na początku. Tym razem w sklepie musiałem sie zadowloić jakimiś wafelkami w czekoladzie i popiwszy je colą, byłem gotowy do dalszych zmagań.

Sklep, który będzie kultowy. A może już jest? © yurek55

Sanktuarium Matki Boskiej Radosnej Opiekunki Przyrody w Secyminie © yurek55

Gassy Północy w gminie Leoncin © yurek55
Od tego punktu zaczął się właściwy powrót do domu, a że czasu było na styk, nie kombinowałem, tylko najkrótszą drogą pojechałem do Czosnowa. Liczyłem na ochłodę w fontannie, ale na miesjcu zastałem smętny obrazek. Fontanna miała dolegliwość suchości, a na to nie pomaga żaden olejek ani żel.

Sucha fontanna w Czosnowie © yurek55
Wyruszyłem więc dalej...

Frgmenty drogi rowerowej w Czosnowie © yurek55
... i ochłodę znalazłem w miejscu pod tym względem niezawodnym.

Pompa z wodą na cmentarzu w Łomnej © yurek55
Dalej juyż nie bardzo jest co opisywać: Rolniczą do Łomianek, Pułkową do Warszawy..., a nie, stop!
Przejazd przez Łomianki drogą dla rowerów wymaga o wiele większej czujności niż w Warszawie. Tam NIKT z jadących na rowerze nie zna przepsów i NIKT nie istnieją żadne zasady. Mieszkańcy traktują ddr jak kiedyś dróżki polne, którymi się poruszali dojeżdżając do GS. Żadnych środków ostrosności, jazda dowolną stroną, zabawy dzieci i młodzieży w jazdę zygzakiem, stawanie na środku i cała gama innych podobnych zachowań. Widać, że to norma i żę prędko się to nie zmieni.
I tym optymistycznym akcentem zakończę tę nieco przydługą relację.

Ostatni przystanek - Rondo Babka © yurek55
PS. Na obiad zdążyłem z niewielkim zapasem.
- DST 138.00km
- Czas 05:58
- VAVG 23.13km/h
- Temperatura 27.6°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze