Wtorek, 23 lutego 2016
Kategoria całe NIC
Przerwana, niedokończona...
Dość niespodziewanie dla siebie samego postanowiłem pojechać w miejsce mojego męczeństwa dziś, a nie w czwartek jak planowałem poprzednio. Miała to być krótka wycieczka na Solec i powrót Agrykolą by sprawdzić, czy uda się poprawić mój 1213 czas na tym segmencie Stravy. :) Nawet na taki kawałek nie ubierałem się rowerowo, nie chciałem zresztą zaskakiwać sportowym strojem pana doktora i pacjentów w poczekalni.
Już przed wyjazdem zaczęły się problemy z telefonem, nie łapał sygnału z gps, żadnych satelitów nie widział i nie pomagało nawet wyłączanie go po drodze i ponowne włączanie. Nie - i już! Postanowiłem zatem sprawdzać co jakiś czas, czy złapał tego fixa wreszcie, bo przecież bez tego Strava mi nie powie, czy pobiłem personal record na Agrykoli. Ale zanim jeszcze dojechałem do Kasprzaka uświadomiłem sobie, że zapomniałem zabrać blokady i nie będę miał jak roweru przymocować pod przychodnią. Zawróciłem więc po nią do domu, ale jak dojeżdżałem, to już mi się odechciało jazdy i tyle.
Na drodze rowerowej wzdłuż Bitwy Warszawskiej wycięto wreszcie gałęzie zahaczające o głowę jadących, ale nie wiem, czy to zasługa mojej powtórnej interwencji. Oni chyba nie do końca ogarniają tematy, ponieważ wczoraj, 22 lutego dostałem od nich maila, że zgłoszenie ma dopiero status - "w trakcie realizacji". Czyli miesiąc po ponownym zgłoszeniu. Mniejsza z tym, ważne, że już nikt se gęby nie podrapie po ciemku. Za to przy Dworcu Zachodnim, w tunelu i na dojazdach kładą jakąś rurę i już od dwóch tygodni sytuacja wygląda tak:
PS. Po powrocie do domu telefon wreszcie złapał sygnał z gps i teraz łapie za każdym razem i szybko, choć nie jest na zewnątrz. Złośliwość rzeczy martwych, na szczęście już niebawem się go pozbędę.

Dojazd do tunelu przy Dworcu Zachodnim © yurek55
Już przed wyjazdem zaczęły się problemy z telefonem, nie łapał sygnału z gps, żadnych satelitów nie widział i nie pomagało nawet wyłączanie go po drodze i ponowne włączanie. Nie - i już! Postanowiłem zatem sprawdzać co jakiś czas, czy złapał tego fixa wreszcie, bo przecież bez tego Strava mi nie powie, czy pobiłem personal record na Agrykoli. Ale zanim jeszcze dojechałem do Kasprzaka uświadomiłem sobie, że zapomniałem zabrać blokady i nie będę miał jak roweru przymocować pod przychodnią. Zawróciłem więc po nią do domu, ale jak dojeżdżałem, to już mi się odechciało jazdy i tyle.
Na drodze rowerowej wzdłuż Bitwy Warszawskiej wycięto wreszcie gałęzie zahaczające o głowę jadących, ale nie wiem, czy to zasługa mojej powtórnej interwencji. Oni chyba nie do końca ogarniają tematy, ponieważ wczoraj, 22 lutego dostałem od nich maila, że zgłoszenie ma dopiero status - "w trakcie realizacji". Czyli miesiąc po ponownym zgłoszeniu. Mniejsza z tym, ważne, że już nikt se gęby nie podrapie po ciemku. Za to przy Dworcu Zachodnim, w tunelu i na dojazdach kładą jakąś rurę i już od dwóch tygodni sytuacja wygląda tak:
PS. Po powrocie do domu telefon wreszcie złapał sygnał z gps i teraz łapie za każdym razem i szybko, choć nie jest na zewnątrz. Złośliwość rzeczy martwych, na szczęście już niebawem się go pozbędę.

Dojazd do tunelu przy Dworcu Zachodnim © yurek55
- DST 4.87km
- Czas 00:16
- VAVG 18.26km/h
- Temperatura 4.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 18 lutego 2016
Kategoria <50, Piaseczno/Ursynów
Po film
Nie miałem zamiaru nigdzie dziś wyjeżdżać, aż tu wczesnym popołudniem zadzwoniła córka z pytaniem, czy nie wybieram się w tamte okolice, bo ma dla nas dobry film. Przeprowadziłem szybki proces myślowy - głównie pod kątem, czy zdążę wrócić na czas - ale w końcu uznałem, że to znak. Szybko dokończyłem domowe zadania, przebrałem się, zdjąłem ze strychu rower i po kilkunastu minutach już mknąłem do Piaseczna. Nota bene po raz trzeci w tym tygodniu. Tym razem wybrałem trasę przez południowe wioski i po niespełna godzinie byłem na miejscu. W porównaniu do wczorajszej syberyjskiej pizgawicy, dziś pogoda była o niebo lepsza i choć miałem tylko koszulkę i kurtkę nieźle się zgrzałem. Nawet rozpięcie kurtki niewiele pomogło.
Z powrotem wybrałem najkrótszą drogę, czyli Puławską, Rzymowskiego i Wołoską. Po remoncie Wołoskiej i wybudowaniu drogi rowerowej na Rzymowskiego jedzie się wygodnie i bezstresowo od Wyścigów aż do Pola Mokotowskiego. Tylko po zimie zostało na ścieżkach jeszcze dużo piasku, ale widziałem ekipy, które go zmiatają. Utrapienie z tymi rowerzystami. Najpierw chcą, żeby im odśnieżać, a potem jeszcze trzeba piach sprzątać z ich dróg. Najwięcej piasku widziałem wczoraj na Wysockiego na Bródnie, tam jeszcze nikt się nim nie zajmował. Na zakończenie jeszcze zrobiłem małe zakupy w Hali Banacha i w piekarni u Oskroby kupiłem ulubiony chleb alpejski. Zdążyłem więc ze wszystkim.
Jako że zdjęcia żadnego nie zrobiłem, coś z komputerowego archiwum.

Na rowerze © yurek55
Z powrotem wybrałem najkrótszą drogę, czyli Puławską, Rzymowskiego i Wołoską. Po remoncie Wołoskiej i wybudowaniu drogi rowerowej na Rzymowskiego jedzie się wygodnie i bezstresowo od Wyścigów aż do Pola Mokotowskiego. Tylko po zimie zostało na ścieżkach jeszcze dużo piasku, ale widziałem ekipy, które go zmiatają. Utrapienie z tymi rowerzystami. Najpierw chcą, żeby im odśnieżać, a potem jeszcze trzeba piach sprzątać z ich dróg. Najwięcej piasku widziałem wczoraj na Wysockiego na Bródnie, tam jeszcze nikt się nim nie zajmował. Na zakończenie jeszcze zrobiłem małe zakupy w Hali Banacha i w piekarni u Oskroby kupiłem ulubiony chleb alpejski. Zdążyłem więc ze wszystkim.
Jako że zdjęcia żadnego nie zrobiłem, coś z komputerowego archiwum.

Na rowerze © yurek55
- DST 39.22km
- Czas 01:54
- VAVG 20.64km/h
- Temperatura 9.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 17 lutego 2016
Kategoria Piaseczno/Ursynów, kurierowo, 50-100
Bez historii
Najpierw pojechałem na Bródno, odebrać dla Dominisi prezent urodzinowy. Druga trasa, praktycznie identyczna jak poniedziałkowa, czyli przez Ursynów do Piaseczna. Pierwszy fragment się nie nagrał, dwa pozostałe zarejestrowałem jako osobne trasy. Wietrzysko dziś straszne i na dodatek zimne, dawało się nieźle we znaki. Dopiero wieczorny powrót z Piaseczna był z wiatrem. I z marznącym deszczem - lodowe igiełki nie tylko czułem, ale i słyszałem na kasku i kurtce.

Z Mostu Gdańskiego © yurek55

Most "Grota" i EC Żerań © yurek55

Droga dla rowerzystów © yurek55

Widoczek na Trasę AK © yurek55

Krzyż przy murze Powązek © yurek55
A z tym krzyżem to jakaś tajemnicza historia, nie sądzicie?
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/495772397/embed/bd42421798d963e5f572bbc365be956b53dafc8f">
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/495776285/embed/464771f6984ec0d0fa47a1802c0c0b8319bbbe0d">
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/495777770/embed/60e101aa7a71a8ace3e1a6897fe8bc731ab4ab80">

Z Mostu Gdańskiego © yurek55

Most "Grota" i EC Żerań © yurek55

Droga dla rowerzystów © yurek55

Widoczek na Trasę AK © yurek55

Krzyż przy murze Powązek © yurek55
A z tym krzyżem to jakaś tajemnicza historia, nie sądzicie?
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/495772397/embed/bd42421798d963e5f572bbc365be956b53dafc8f">
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/495776285/embed/464771f6984ec0d0fa47a1802c0c0b8319bbbe0d">
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/495777770/embed/60e101aa7a71a8ace3e1a6897fe8bc731ab4ab80">
- DST 68.00km
- Czas 03:48
- VAVG 17.89km/h
- Temperatura 2.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Po mieście, nad Wisłą, Agrykola i statystyki Stravy
Miałem dziś jechać na Grochów odebrać kupioną rzecz, ale że to trochę za krótko by było, wybrałem drogę nieco naokoło. Pokręciłem się więc po Warszawie, odwiedziłem kilka dzielnic, a kilometrów wyszło i tak niewiele.

Widok na Wisłę z Mostu Gdańskiego © yurek55

Gdzie jest Jarmark Europa? © yurek55

Wieżyca na "poniatoszczaku" © yurek55

Plaża nad Wisłą © yurek55

Widok na Most Świętokrzyski © yurek55

"Nad Wisłą wstaje warszawski dzień[...]" © yurek55

Kominy dymią EC Siekierki © yurek55

Stadion Narodowy © yurek55
W Porcie Czerniakowskim zaciekawił mnie statek "Loewentin" z giżycką rejestracją różniący się wyglądem, od naszej warszawskiej "białej floty". Jego historia i fotki w linku. Widocznie w Warszawie więcej zarobi niż na Mazurach.

Odrestaurowany parowiec z Królewca - "Loewentin" © yurek55

Port Czerniakowski © yurek55
Podjechałem też sobie Agrykolą, od połowy mniej więcej jadąc z prędkością 10 km/h. Ponieważ mam konto na Stravie, postanowiłem w domu sprawdzić jak wyglądam w rywalizacji na tym segmencie. Z czasem 2 min. 30 sek plasuję się na 1214 miejscu, na 1292 sklasyfikowanych rowerzystów. Rekordzista podjechał ją w 38 sekund z prędkością średnią 45,2 km/h - czyli tyle, co ja z górki. Musi mi wobec tego, wystarczyć satysfakcja z wyprzedzenia pań jadących do kościoła w niedzielę, albo panów z butelkami w reklamówce na kierownicy jadących do pobliskiego GS-u. :)
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/494761912/embed/c44710705400c66011c3470e909155cec981acd5">

Widok na Wisłę z Mostu Gdańskiego © yurek55

Gdzie jest Jarmark Europa? © yurek55

Wieżyca na "poniatoszczaku" © yurek55

Plaża nad Wisłą © yurek55

Widok na Most Świętokrzyski © yurek55

"Nad Wisłą wstaje warszawski dzień[...]" © yurek55

Kominy dymią EC Siekierki © yurek55

Stadion Narodowy © yurek55
W Porcie Czerniakowskim zaciekawił mnie statek "Loewentin" z giżycką rejestracją różniący się wyglądem, od naszej warszawskiej "białej floty". Jego historia i fotki w linku. Widocznie w Warszawie więcej zarobi niż na Mazurach.

Odrestaurowany parowiec z Królewca - "Loewentin" © yurek55

Port Czerniakowski © yurek55
Podjechałem też sobie Agrykolą, od połowy mniej więcej jadąc z prędkością 10 km/h. Ponieważ mam konto na Stravie, postanowiłem w domu sprawdzić jak wyglądam w rywalizacji na tym segmencie. Z czasem 2 min. 30 sek plasuję się na 1214 miejscu, na 1292 sklasyfikowanych rowerzystów. Rekordzista podjechał ją w 38 sekund z prędkością średnią 45,2 km/h - czyli tyle, co ja z górki. Musi mi wobec tego, wystarczyć satysfakcja z wyprzedzenia pań jadących do kościoła w niedzielę, albo panów z butelkami w reklamówce na kierownicy jadących do pobliskiego GS-u. :)
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/494761912/embed/c44710705400c66011c3470e909155cec981acd5">
- DST 37.86km
- Czas 02:04
- VAVG 18.32km/h
- Temperatura 4.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 15 lutego 2016
Kategoria <50, ku pomocy, kurierowo, Piaseczno/Ursynów
Wróciłem!
Po przerwie remontowej przyszedł czas powrotu.

Wujek Dobra Rada © yurek55
Jeszcze tylko fotka naszego podopiecznego, który już wrócił w domowe pielesze, ale tu jest jeszcze u nas.

Archiwalne zdjęcie kota o mrocznym spojrzeniu © yurek55
Ale do ad remu, jak to mówią.
________________________
Na rower wsiadałem z pewną dozą nieśmiałości, bo nie bardzo wiedziałem czy już mogę, czy powinienem, czy nie za wcześnie... Ale jak usiadłem na siodełku i zakręciłem pedałami wiedziałem, że jest dobrze. Planowałem sobie trasę "użytkową" do córki na Ursynów, a jak wszystko będzie dobrze, to i do drugiej, a na koniec powrót przez Magdalenkę do domu.
Pierwszy etap pokonałem bez żadnych dolegliwości bólowych, więc po zostawieniu gościńca u Agnieszki, wróciłem na trasę.

Las Kabacki © yurek55

Kamień upamiętniający miejsce pracy naszych matematyków od Enigmy © yurek55
Widocznym powyżej skrótem przez Las Kabacki dojechałem do Puławskiej i po niedługim czasie byłem już u drugiej córki. Zostawiłem prezent dla małej Julki, wypiłem kawę, posiedziałem chwilę, porozmawialiśmy i mogłem już spokojnie wracać. Do Magdalenki pojechałem, bo byłem bardzo ciekawy, jak wygląda ukończone skrzyżowanie z szosą krakowską i dojazd do Janek, głównie pod kątem rozwiązań dla rowerzystów. W Lesznowoli natknąłem się na słonia na postumencie, a że to nieczęsty widok w tych stronach...

Słoń jaki jest każdy widzi © yurek55

Ekspozycja plenerowa Bruk-Betu w Lesznowoli © yurek55
Skrzyżowanie w Magdalence zyskało szeroką i wygodną kładkę dla rowerów nad szosą krakowską (z niej robiłem zdjęcia), ale nie wiem co jest po drugiej stronie i jak jedzie się rowerem w kierunku Nadarzyna, bo dziś już nie miałem czasu by to sprawdzić, widać natomiast, że w kierunku południowym rowerem jechać nie wolno.

Szosa krakowska kierunek Kraków © yurek55
Do Janek prowadzi dodatkowa, lokalna droga, którą rowerem można jechać, bez konieczności wjeżdżania na fragment mający status drogi ekspresowej. Nie trzeba nawet dojeżdżać do samego skrzyżowania, wcześniej jest prowadzący do niej zakręt - na zdjęciu poniżej widać go po prawej stronie.

Szosa krakowska kierunek Warszawa © yurek55

Droga do Piaseczna © yurek55
Po sesji zdjęciowej na kładce i częściowemu zaspokojeniu ciekawości mogłem już wracać. Na następny raz zostało mi do sprawdzenia, czy rzeczywiście na południe nie da się wyjechać z Warszawy rowerem. Wydaje się to niemożliwe, ale z kładki znak zakazu widać wyraźnie. Trzeba będzie też sprawdzić, jak wygląda droga do Nadarzyna, pod kątem rowerowym oczywiście.
Na mapie jest zrobiony "skrót" z Lesznowoli do szosy krakowskiej, bo tam właśnie przypadkiem zauważyłem, że zgubił się sygnał z satelitów. Po wyłączeniu i ponownym włączeniu gps usterka się naprawiła.
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/494121214/embed/9a4da3f08be3e1bc53f6dff9ee20e0747e145774">

Wujek Dobra Rada © yurek55
Jeszcze tylko fotka naszego podopiecznego, który już wrócił w domowe pielesze, ale tu jest jeszcze u nas.

Archiwalne zdjęcie kota o mrocznym spojrzeniu © yurek55
Ale do ad remu, jak to mówią.
________________________
Na rower wsiadałem z pewną dozą nieśmiałości, bo nie bardzo wiedziałem czy już mogę, czy powinienem, czy nie za wcześnie... Ale jak usiadłem na siodełku i zakręciłem pedałami wiedziałem, że jest dobrze. Planowałem sobie trasę "użytkową" do córki na Ursynów, a jak wszystko będzie dobrze, to i do drugiej, a na koniec powrót przez Magdalenkę do domu.
Pierwszy etap pokonałem bez żadnych dolegliwości bólowych, więc po zostawieniu gościńca u Agnieszki, wróciłem na trasę.

Las Kabacki © yurek55

Kamień upamiętniający miejsce pracy naszych matematyków od Enigmy © yurek55
Widocznym powyżej skrótem przez Las Kabacki dojechałem do Puławskiej i po niedługim czasie byłem już u drugiej córki. Zostawiłem prezent dla małej Julki, wypiłem kawę, posiedziałem chwilę, porozmawialiśmy i mogłem już spokojnie wracać. Do Magdalenki pojechałem, bo byłem bardzo ciekawy, jak wygląda ukończone skrzyżowanie z szosą krakowską i dojazd do Janek, głównie pod kątem rozwiązań dla rowerzystów. W Lesznowoli natknąłem się na słonia na postumencie, a że to nieczęsty widok w tych stronach...

Słoń jaki jest każdy widzi © yurek55

Ekspozycja plenerowa Bruk-Betu w Lesznowoli © yurek55
Skrzyżowanie w Magdalence zyskało szeroką i wygodną kładkę dla rowerów nad szosą krakowską (z niej robiłem zdjęcia), ale nie wiem co jest po drugiej stronie i jak jedzie się rowerem w kierunku Nadarzyna, bo dziś już nie miałem czasu by to sprawdzić, widać natomiast, że w kierunku południowym rowerem jechać nie wolno.

Szosa krakowska kierunek Kraków © yurek55
Do Janek prowadzi dodatkowa, lokalna droga, którą rowerem można jechać, bez konieczności wjeżdżania na fragment mający status drogi ekspresowej. Nie trzeba nawet dojeżdżać do samego skrzyżowania, wcześniej jest prowadzący do niej zakręt - na zdjęciu poniżej widać go po prawej stronie.

Szosa krakowska kierunek Warszawa © yurek55

Droga do Piaseczna © yurek55
Po sesji zdjęciowej na kładce i częściowemu zaspokojeniu ciekawości mogłem już wracać. Na następny raz zostało mi do sprawdzenia, czy rzeczywiście na południe nie da się wyjechać z Warszawy rowerem. Wydaje się to niemożliwe, ale z kładki znak zakazu widać wyraźnie. Trzeba będzie też sprawdzić, jak wygląda droga do Nadarzyna, pod kątem rowerowym oczywiście.
Na mapie jest zrobiony "skrót" z Lesznowoli do szosy krakowskiej, bo tam właśnie przypadkiem zauważyłem, że zgubił się sygnał z satelitów. Po wyłączeniu i ponownym włączeniu gps usterka się naprawiła.
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/494121214/embed/9a4da3f08be3e1bc53f6dff9ee20e0747e145774">
- DST 48.00km
- Teren 1.00km
- Czas 02:26
- VAVG 19.73km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 31 stycznia 2016
Kategoria <50, Piaseczno/Ursynów
Po kocie utensylia
Od wczoraj mamy nowego domownika na czasowym pokomornem. Nazywa się Choco, bo jest barwy czekoladowej, a że to brytyjczyk, to i imię ma cudzoziemskie. Jego właścicielka wyjechała z rodzicami na ferie, a nam pałęta się teraz po domu miauczący stwór. Przywiozłem mu jego miski i zabawki, żeby poczuł się bardziej jak w domu. Jak widać jest na dobrej drodze do zaakceptowania nowego miejsca i nowych opiekunów.

Nasz nowy sublokator © yurek55

Drzemka na parapecie © yurek55
Z Piaseczna chciałem jechać do Magdalenki i szosą krakowską, przez Janki i Okęcie do domu, ale miałem tylko godzinę, a dziesięć kilometrów pod ten wiatr, by mi zabrało zbyt wiele czasu. Wybrałem więc krótszą drogę i z bocznym wiatrem, dzięki czemu spokojnie zdążyłem wrócić na śniadanie.
Licznik pokazuje niemal ze stuprocentową dokładnością, to co Strava.

Kogut na Wyścigach © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/482716337/embed/b4607ae27aafbde257f63df82201c7020cc05f09">

Nasz nowy sublokator © yurek55

Drzemka na parapecie © yurek55
Z Piaseczna chciałem jechać do Magdalenki i szosą krakowską, przez Janki i Okęcie do domu, ale miałem tylko godzinę, a dziesięć kilometrów pod ten wiatr, by mi zabrało zbyt wiele czasu. Wybrałem więc krótszą drogę i z bocznym wiatrem, dzięki czemu spokojnie zdążyłem wrócić na śniadanie.
Licznik pokazuje niemal ze stuprocentową dokładnością, to co Strava.

Kogut na Wyścigach © yurek55
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/482716337/embed/b4607ae27aafbde257f63df82201c7020cc05f09">
- DST 38.89km
- Czas 01:55
- VAVG 20.29km/h
- Temperatura 5.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 stycznia 2016
Kategoria > 100
Pierwsza setka AD 2016
Postanowiłem dziś wreszcie dojechać jakoś do Centrum Mody w Nadarzynie, co po modernizacji trasy katowickiej, nie jest już tak proste jak kiedyś. Poprzednio można było ostatni kilkusetmetrowy odcinek przejechać pod prąd (Centrum jest po lewej stronie dwupasmówki), teraz już tak się nie da. Ale podróż zaczęła się dość pechowo, bo ledwo wyszedłem z klatki schodowej, wypiął się licznik i to już był jego definitywny koniec. Przedtem kilka razy upadał na ziemię - i nic... Pech.
Kiedy dojechałem do Nadarzyna, skręciłem na Piaseczno z zamiarem objechania od tyłu przez Kajetany i dojechania do katowickiej, a potem jadąc w kierunku Warszawy, Centrum Mody jest po prawej stronie i nie ma problemu. Jednak przejeżdżając górą nad trasą, zobaczyłem w oddali kładkę dla pieszych, umożliwiającą przedostanie się na drugą stronę niemal na wysokości celu mojej podróży. Niestety gdy do niej dojechałem okazało się, że jeszcze nie wybudowali schodów... Zawróciłem i dojechałem tak jak planowałem, choć będąc już przy tej kładce mogłem równie dobrze dojechać do świateł i zawrócić. Mniejsza z tym. Aha, Centrum "Maximus" turecki właściciel sprzedał Antkowi Ptakowi, temu od hurtu w Rzgowie, a sam otworzył Modo na Łopuszańskiej.

Centrum Handlowe Moda Ptak (d. Maximus) w Nadarzynie © yurek55
Po załatwieniu sprawy, która od kilku tygodni nie dawała mi spokoju, ze spokojnym sumieniem mogłem udać się w dalszą podróż. Pojechałem w kierunku Błonia z zamiarem powrotu od strony Leszna, czyli podobną trasą do tej, którą ostatnio jeździłem. Nad Autostradą Wolności w okolicy Brwinowa uwieczniłem komin, który rzeczywiście jest pozostałością nigdy nie uruchomionej elektrociepłowni Pruszków II. Oelka znowu miał rację

Jeszcze raz komin w Mosznie © yurek55
W Błoniu na rynku zrobiłem sobie krótki postój, zjadłem banana i sprawdziłem przejechany dystans. Jazda bez licznika ma bardzo dużo minusów, szczególnie jeśli chce się zrealizować plan pod nazwą "100 kilometrów", a na dodatek punktualnie przyjechać do domu na obiad.

Urząd Miasta Błonie © yurek55

Fontanna w Błoniu, symbol polsko - włoskiej przyjaźni © yurek55

Rozkład jazdy fontanny multimedialnej w Błoniu © yurek55
Potem jeszcze dwa razy sprawdzałem kilometraż i w sumie prawie się udało. To znaczy spóźniłem się o te pięć kilometrów ponad stówę, ale obiadu odgrzewać nie trzeba było. Smakował wybornie.
A potem przeprosiłem się ze starym licznikiem, bez pomiaru temperatury, prędkości maksymalnej, spalonych kalorii i jeszcze kliku funkcji. Na razie musi wystarczyć.
Kiedy dojechałem do Nadarzyna, skręciłem na Piaseczno z zamiarem objechania od tyłu przez Kajetany i dojechania do katowickiej, a potem jadąc w kierunku Warszawy, Centrum Mody jest po prawej stronie i nie ma problemu. Jednak przejeżdżając górą nad trasą, zobaczyłem w oddali kładkę dla pieszych, umożliwiającą przedostanie się na drugą stronę niemal na wysokości celu mojej podróży. Niestety gdy do niej dojechałem okazało się, że jeszcze nie wybudowali schodów... Zawróciłem i dojechałem tak jak planowałem, choć będąc już przy tej kładce mogłem równie dobrze dojechać do świateł i zawrócić. Mniejsza z tym. Aha, Centrum "Maximus" turecki właściciel sprzedał Antkowi Ptakowi, temu od hurtu w Rzgowie, a sam otworzył Modo na Łopuszańskiej.

Centrum Handlowe Moda Ptak (d. Maximus) w Nadarzynie © yurek55
Po załatwieniu sprawy, która od kilku tygodni nie dawała mi spokoju, ze spokojnym sumieniem mogłem udać się w dalszą podróż. Pojechałem w kierunku Błonia z zamiarem powrotu od strony Leszna, czyli podobną trasą do tej, którą ostatnio jeździłem. Nad Autostradą Wolności w okolicy Brwinowa uwieczniłem komin, który rzeczywiście jest pozostałością nigdy nie uruchomionej elektrociepłowni Pruszków II. Oelka znowu miał rację

Jeszcze raz komin w Mosznie © yurek55
W Błoniu na rynku zrobiłem sobie krótki postój, zjadłem banana i sprawdziłem przejechany dystans. Jazda bez licznika ma bardzo dużo minusów, szczególnie jeśli chce się zrealizować plan pod nazwą "100 kilometrów", a na dodatek punktualnie przyjechać do domu na obiad.

Urząd Miasta Błonie © yurek55

Fontanna w Błoniu, symbol polsko - włoskiej przyjaźni © yurek55

Rozkład jazdy fontanny multimedialnej w Błoniu © yurek55
Potem jeszcze dwa razy sprawdzałem kilometraż i w sumie prawie się udało. To znaczy spóźniłem się o te pięć kilometrów ponad stówę, ale obiadu odgrzewać nie trzeba było. Smakował wybornie.
A potem przeprosiłem się ze starym licznikiem, bez pomiaru temperatury, prędkości maksymalnej, spalonych kalorii i jeszcze kliku funkcji. Na razie musi wystarczyć.
- DST 104.70km
- Czas 05:18
- VAVG 19.75km/h
- Temperatura 7.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 29 stycznia 2016
Kategoria 50-100
Miejski trip potrójny
Wyjeżdżałem trzy razy, ale podciągnę to pod jedną wycieczkę. Przecież nie będę trzy razy wpisywał. Jak widać po mapie, pokręciłem się po mieście i to tyle, co można o tym napisać. 
Nad Poleczki © yurek55

Inwestycja rośnie w oczach © yurek55

Nad Poleczki © yurek55

Inwestycja rośnie w oczach © yurek55
- DST 55.12km
- Czas 02:43
- VAVG 20.29km/h
- Temperatura 6.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 28 stycznia 2016
Kategoria 50-100
Wiało jak w kieleckiem
Nie był to dobry dzień na jazdę, ale wychodząc z domu nie wiedziałem jak jest. I dobrze, bo gdybym sprawdził prognozę, to pewnie bym w domu został. Wymyśliłem sobie, że pojadę sprawdzić wskazania licznika na drodze do Pilaszkowa, a do domu wrócę tym razem przez Brwinów i Pruszków, a nie jak zwykle przez Zaborów albo Borzęcin. Dopóki nie wyjechałem z Warszawy nie czułem niszczącej siły wiatru, ale na granicy miasta, jadąc wzdłuż autostrady na Poznań, już musiałem kontrować kierownicą, żeby mnie nie zwiało na środek jezdni. Potem jadąc pod wiatr ledwie 15km/h udawało się wyciągnąć, a jak zawiało mocniej to prędkość spadała do 10-12km/h. Na dodatek zaczął padać poziomy deszczyk i byłem bliski skrócenia zaplanowanej trasy, ale odrzuciłem ten szatański podszept i dobrze, bo w Pilaszkowie przestało padać. Po dojechaniu do starej drogi poznańskiej przypomniałem sobie, dlaczego jej nie lubię - zakaz jazdy rowerem i beznadziejna droga rowerowa.
Po przejechaniu niewielkiej rzeczki skręciłem w lewo, by dostać się na drugą stronę torów i rozpocząć powrót do domu. Nie było to łatwe, ale za to znalazłem ciekawe miejsce. Jeżdżąc szosą na pewno bym go nie odkrył.
A rower już doprowadziłem do porządku. Usunąłem skorupę błota z ramy i obręczy, wyczyściłem napęd, zmieniałem i nasmarowałem łańcuch, podregulowałem przerzutkę i tylny hamulec i wreszcie zaczął jakoś wyglądać.
Telefon nie zareagował na start i dość późno to odkryłem, stąd niepełny zapis trasy.

Ceny paliw - Hipek miał rację © yurek55

Orły się nie popisały - nokaut z Chorwacją © yurek55

Iwaszkiewicz młyn tu umieścił © yurek55

Droga na skróty © yurek55

Trzeba przenieść rower © yurek55

Zaskakująca architektura © yurek55

Dom matki z dzieckiem i ludzi starszych im. Marka Kotańskiego © yurek55

Brama wjazdowa domu w Rokitnie © yurek55

Kotański prawie jak święty © yurek55

Cegielniany komin w Koszajcu © yurek55

Jak by tu zatytułować © yurek55
Po przejechaniu niewielkiej rzeczki skręciłem w lewo, by dostać się na drugą stronę torów i rozpocząć powrót do domu. Nie było to łatwe, ale za to znalazłem ciekawe miejsce. Jeżdżąc szosą na pewno bym go nie odkrył.
A rower już doprowadziłem do porządku. Usunąłem skorupę błota z ramy i obręczy, wyczyściłem napęd, zmieniałem i nasmarowałem łańcuch, podregulowałem przerzutkę i tylny hamulec i wreszcie zaczął jakoś wyglądać.
Telefon nie zareagował na start i dość późno to odkryłem, stąd niepełny zapis trasy.

Ceny paliw - Hipek miał rację © yurek55

Orły się nie popisały - nokaut z Chorwacją © yurek55

Iwaszkiewicz młyn tu umieścił © yurek55

Droga na skróty © yurek55

Trzeba przenieść rower © yurek55

Zaskakująca architektura © yurek55

Dom matki z dzieckiem i ludzi starszych im. Marka Kotańskiego © yurek55

Brama wjazdowa domu w Rokitnie © yurek55

Kotański prawie jak święty © yurek55

Cegielniany komin w Koszajcu © yurek55

Jak by tu zatytułować © yurek55
- DST 63.90km
- Czas 03:34
- VAVG 17.92km/h
- Temperatura 8.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 27 stycznia 2016
Kategoria <50, Piaseczno/Ursynów
Jan Sebastian...Bach!!!
Tytuł mówi wszystko, a zdjęcie więcej niż tysiąc słów. Lód był na odcinku kilku, kilkunastu metrów, a ja i tak musiałem się na nim wyłożyć. To masakra jakaś jest. I stało się to dokładnie tak samo, jak w ubiegłym tygodniu. Powolna jazda bez kręcenia, aby tylko przejechać i pod koniec zachwianie równowagi, podpórka nogą, uślizg buta na lodzie i....trrrrrach! Dobrze, że kilkanaście lat grałem w siatkę i te upadki nie robią na mnie wrażenia, ale wkurwia mnie to maksymalnie. To, że jestem taka stara pierdoła.

Jebut!!! © yurek55
Zrobiłem pauzę w nagrywaniu, a potem nie zadziałała funkcja "wznów" i powrotna droga się nie zapisała.

Jebut!!! © yurek55
Zrobiłem pauzę w nagrywaniu, a potem nie zadziałała funkcja "wznów" i powrotna droga się nie zapisała.
- DST 44.70km
- Czas 02:11
- VAVG 20.47km/h
- Temperatura 7.0°C
- Sprzęt Dar Losu
- Aktywność Jazda na rowerze























