Informacje

  • Wszystkie kilometry: 171110.93 km
  • Km w terenie: 2866.65 km (1.68%)
  • Czas na rowerze: 366d 03h 47m
  • Prędkość średnia: 19.44 km/h
  • Więcej informacji.

AD 2026 button stats bikestats.pl ... i w latach poprzednich

AD 2025 button stats bikestats.pl

AD 2024 button stats 
bikestats.pl

AD 2023 button stats 
bikestats.pl

AD 2022 button stats 
bikestats.pl

AD 2021 button stats 
bikestats.pl

AD 2020 button stats 
bikestats.pl

AD 2019 button stats 
bikestats.pl

AD 2018 button stats 
bikestats.pl

AD 2017 button stats 

bikestats.pl

AD 2016 button stats 

bikestats.pl

AD 2015 button stats 

bikestats.pl                   AD 2014 button stats 

bikestats.pl                   AD 2013 button stats 

bikestats.pl                   AD 2012 button stats 

bikestats.pl                  AD 2011 button stats 

bikestats.pl Gminobranie



Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy yurek55.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Czwartek, 24 września 2015 Kategoria <50

Praca na działce

Malarz małował całymi dniami...
Potem jeszcze po Ochocie się pokręciłem, po podwórkach i starych śmieciach, zajrzałem do pralni po kurtkę, do przychodni na Szczęśliwickiej. Takie bajabongo i pitu-pitu.
  • DST 32.39km
  • Czas 01:45
  • VAVG 18.51km/h
  • VMAX 34.00km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 22 września 2015 Kategoria <50

Serwis przerzutki i jazda testowa

Postanowięłm dziś pobawić się w regualcję przerzutek.

Free Image Hosting at imageshack.com

Otworzyłem powyższe kompendium rowerowej wiedzy na odpowiedniej stronie i stosując się do rad pana Zinna, najpierw załatwiłem sprawę spadania łańcucha poza kasetę i korbę. Tu wystarczył śrubokręt. A do regulacji naciągu linki nie potrzeba żadnych narzędzi, baryłki można kręcic palcami. Wystarczy tylko wiedzieć, w którą stronę.  
Potem wypadało dokonać jazdy próbnej. Z zadowoleniem, ale i niejakim zdziwieniem skonstatowałem, że wszystko działa należycie. Czyli udało mi się nie zepsuć. 

Góra strachu
Góra strachu © yurek55
Tytuł odzwierciedla mój stan ducha, gdy pomyślałem o zjeżdzie "na krechę" prosto w dół. Już parę razy to zrobiłem w ostatnich latach, a dziś...? Naprawdę robię się stary. Zjechałem na klamkach, nie przekraczając 10km/h...
Na dole w uzyciu były jakieś mechaniczne narzędzia polno - ogrodnicze, ale ja się kompletnie na uprawie ziemi nie znam, więc nie wiem, co z tego może wyniknąć. Podjadę tam za kilka dni, może wtedy rozwiążę tę zagadkę.
Tajemnicza aktywność ludzi od zieleni miejskiej na glinkach
Tajemnicza aktywność ludzi od zieleni miejskiej na glinkach © yurek55

  • DST 19.14km
  • Czas 01:02
  • VAVG 18.52km/h
  • VMAX 30.00km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 21 września 2015

*Sklep i drobne prace przy rowerze.*

Wstałem rano i szybko pojechałem na otwarcie sklepu zobaczyć i ewentualnie kupić sobie buty. Na zdjęciu wyglądały nieźle, na żywo i po przymierzeniu okazało sie, że to nie to. Potem zabrałem sie za klocki hamulcowe, bo piszczały tak przeraźliwie, że aż ludzie się za mną oglądali. Po odkręceniu i przeszlifowaniu papierem ściernym zamieniłem przód z tyłem i załozyłem je z powrotem. Zamieniłem tez łańcuch, nasmarowałem i pojechałem na jazdę próbną. Łańcuch jest całkiem cichy, a klocki też piszczą trochę ciszej. 
  • DST 7.76km
  • Czas 00:22
  • VAVG 21.16km/h
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 20 września 2015 Kategoria <50, Piaseczno/Ursynów, przed śniadaniem

Do Piaseczna

Zarzuciłem ostatnio swoje niedzielne, przedśniadaniowe wycieczki, ale w końcu postanowiłem skończyć z lenistwem i porannym wylegiwaniem się w wyrze. Kilometry same się nie nakręcą. Dziś dodatkowo znalazłem dobry powód do wyjazdu. Wczoraj mieliśmy gości na obiedzie i został u nas jeden nadprogramowy telefon. A bez telefonu, jak bez ręki, wiadomo. Pojechałem więc do Piaseczna pustymi ulicami i jeszcze bardziej pustymi wiejskimi drogami, a że było z wiatrem, to zajęło mi to tylko 50 minut. To najlepszy czas jak dotąd na tej trasie. Do domu wracałem przez Magdalenkę, bo już tydzień "siódemką" nie jechałem i chciałem zobaczyć jak tam prace drogowe. Cała prawa strona drogi od tamtego ronda,  aż do skrzyżowania w Jankach, jest wolna od ruchu samochodowego, więc jedzie się całkiem przyjemnie i bezstresowo. Gorzej będzie jak skończą, bo drogi rowerowej chyba nie będzie. A w Raszynie zobaczyłem, że teraz nie tylko trupy na jezdni, ale także przewrócone samochody, zasłania się specjalnymi parawanami. Wszystko po to, by kierowcy się nie gapili i nie blokowali ruchu.

Fort Zbarż w niedzielny, wrześniowy poranek
Fort Zbarż w niedzielny, wrześniowy poranek © yurek55
Zagadka.Miedziana linka u podstawy latarni
Zagadka. Miedziana linka u podstawy latarni © yurek55
Tu łatwo o wywrotkę, wiem coś o tym
Tu łatwo o wywrotkę, wiem coś o tym © yurek55
Węzeł przy Magdaleńskiej
Węzeł przy Magdaleńskiej © yurek55
Oddana estakada - łącznik z katowicką
Oddana estakada - łącznik z katowicką © yurek55
Szeroki, wygodny i bezpieczny dojazd do Janek
Szeroki, wygodny i bezpieczny dojazd do Janek © yurek55
Poważny wypadek w Raszynie
Poważny wypadek w Raszynie © yurek55
Mapę musiałem sam narysować, bo zapomniałem włączyć rejestrację.

Route 3 277 971 - powered by www.bikemap.net
  • DST 44.57km
  • Czas 02:04
  • VAVG 21.57km/h
  • VMAX 36.50km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 września 2015 Kategoria > 100

Podróż koleją skraca czas podróży pociągiem

Chwilowo znudził mi się kierunek radomski, choć gmin do zaliczenia w tamtych okolicach jest jeszcze sporawo, ale trzeci tydzień pod rząd, to za wiele. Zdecydowałem się dla odmiany na kierunek północny, tam też są przecież gminy, prawda? Po drodze miałem problemy najpierw z aplikacją Locus, a potem z telefonem, bo lekkomyślnie nie zabrałem powerbanka. Jakoś mi się wydawało, że dziś to krótki wyjazd będzie. Gdy byłem mniej więcej w połowie trasy, zrobiłem sobie krótki postój na analizę połączeń kolejowych z Nasielska. (Dziękuję Katana za sugestię zainstalowania sobie aplikacji na telefon) Wyszło mi, że mam szansę zdążyć na ten o 15:24. Później jednak zrobiło sie nieco nerwowo, bo telefon już nie chciał wyświetlać mapy, a ja byłem akurat na jakiejś bocznej drodze. Orientować się według słońca niby umiem, wiem jak kierunki świata określić, ale niestety nie wiedziałem gdzie jest Nasielsk. W desperacji zagadałem przez płot do młodego chłopaka na podwórku koło domu, czy nie może mi choć trochę podładować telefonu. Na szczęście miał pasującą ładowarkę i był niezwykle życzliwy i uczynny. Dzięki temu sygnał całkowitego rozładowania, usłyszałem dopiero wsiadając do pociągu.
Nastepny most dopiero w Nowym Dworze
Nastepny most dopiero w Nowym Dworze © yurek55
Most na Narwi
Most na Narwi © yurek55
Rozlewisko Narwi
Rozlewisko Narwi © yurek55
Lotnisko i lądowisko spadochronowe w Chrcynnie
Lotnisko i lądowisko spadochronowe w Chrcynnie © yurek55
Paraszutnik
Paraszutnik © yurek55
Drewniany kościoł w Gąsiorowie
Drewniany kościoł w Gąsiorowie © yurek55
Drewniany kościół w Ślubowie
Drewniany kościół w Ślubowie © yurek55
Wygodna podróż w Pesa Elf
Wygodny powrót w Pesa Elf © yurek55
Fotka z mostu kolejowego przy Cytadeli
Fotka z mostu kolejowego przy Cytadeli © yurek55



  • DST 121.33km
  • Czas 05:27
  • VAVG 22.26km/h
  • VMAX 38.60km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 18 września 2015 Kategoria 50-100

Nowe drogi rowerowe

Dawno już nie byłem w okolicach Rembertowa, a dziś trafiła się okazja żeby tam pojechać. Gdy już załatwiłem zleconą sprawę, czyli odebrałem zakupione zabawkli, postanowiłem zatoczyć zgrabne kółeczko i wrócić Trasą Armii Krajowej. Na wyremontowanej już wreszcie do końca ulicy Żołnierskiej, będącą częścią drogi Nieporęt - Rembertów, pojawiła się piękna droga dla rowerów. Daleko nią nie pojechałem, bo skręciłem do Ząbek, ale jeszcze kiedyś to sprawdzę. W Ząbkach za to nic się nie zmieniło, korek jak zawsze na całej długości Łodygowej, aż do Radzymińskiej. Ponieważ dziś nigdzie mi się nie spieszyło, postanowiłem nie jechać najprostszą drogą na Bródno, lecz skręciłem w prawo w las i po chwili dojechałem do jakiejś jednostki wojskowej. Na mapie jest to zaznaczone jako Fort Lewicpol, ale ja dotychczas nie miałem pojęcia, ani o wojsku, ani o Forcie w tym miejscu. Tak czy owak musiałem zawrócić, ale po chwili skręciłem w pierwszą dróżkę leśną, potem w następną i raptem znalazłem się na zapleczu Liroya na Targówku. Stamtąd drogą rowerową dotarłem do Modlińskiej, przejazd na drugą stronę nadal sprawia trochę kłopotów, ale potem wjazd na most i... niespodzianka. Za mostem wzdłuż trasy jest już przejezdna  droga dla rowerów.  Wprawdzie jeszcze trwaja jakieś roboty wykończeniowe, ale odcinek od mostu, do Cmentarza Powązkowskiego można całkiem wygodnie przejechać. Nareszcie!
Fota z mostu być musi
Fota z mostu być musi © yurek55
Cel wycieczki
Cel wycieczki © yurek55
Leśna galeria sztuki?
Leśna galeria sztuki? © yurek55
Liroy od zakrystii
Liroy od zakrystii © yurek55
Czerwony dwupłatowiec na niebie
Czerwony dwupłatowiec na niebie © yurek55
Znowu fotka z mostu
Znowu fotka z mostu © yurek55
Można już jeździć wygodnie i bezpiecznie
Można już jeździć wygodnie i bezpiecznie © yurek55
Droga rowerowa
Droga rowerowa © yurek55
Dedeerka na wypasie
Dedeerka na wypasie © yurek55
Jest wreszcie dobry dojazd rowerowy
Jest wreszcie dobry dojazd rowerowy © yurek55
Pomnik 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK - Skwer Wołyński
Pomnik 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK - Skwer Wołyński © yurek55
Napis na płycie: BIEGLIŚMY, LECZ ŚMIERĆ MIEWAŁA BLIŻEJ, GDYŻ SZŁA OD WSPÓŁZIOMKÓW
Napis na płycie: BIEGLIŚMY, LECZ ŚMIERĆ MIEWAŁA BLIŻEJ, GDYŻ SZŁA OD WSPÓŁZIOMKÓW © yurek55
Czerwony samolot na warszawskim niebie
Czerwony samolot na warszawskim niebie © yurek55
Drugi wyjazd wieczorny bez mapki.
Vmax na Spacerowej

  • DST 72.48km
  • Czas 03:45
  • VAVG 19.33km/h
  • VMAX 45.00km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 17 września 2015 Kategoria <50

Miasto

Gorąco!
Przedwieczorne zdjęcie z okna
Mam w oczach swych kolor nieba z moich stron
Mam w oczach swych kolor nieba z moich stron © yurek55
  • DST 24.35km
  • Czas 01:16
  • VAVG 19.22km/h
  • VMAX 30.20km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 16 września 2015 Kategoria > 100, kurierowo, gminobranie

Powroty to moja specjalność

Znowu nie udało mi się wrócić zbiorkomem i znowu zabrakło mi dosłownie minuty, tym razem nie zdążyłem na pociąg w Otwocku. Nie mam widocznie szczęścia do powrotów na innych kołach, niż moje rowerowe. Ale po kolei.
Wytyczyłem sobie wczoraj trasę po trzy gminy w powiecie mińskim i choć wydawało się, że to daleko, to na mojej mapce miała tylko 56,5 km. Nie bez znaczenia był pewnie fakt zaczęscia rysowania od Góry Kalwarii. Rano najpierw pojechałem do X.P. po jakieś papiery, które następnie zawiozłem do Piaseczna i tym razem bez kombinowania, najkrótszą drogą do punktu startu.
Mało Wisły w Wiśle w Górze Kawalerii
Mało Wisły w Wiśle w Górze Kawalerii © yurek55
Potem kolejną drogą krajową, tym razem sławną "50-ką", w towarzystwie pędzących tirów dojechałem sprawnie do Kołbieli. Nie mogą niestety tego powiedzieć kierowcy stojący w kilometrowym korku do ronda. Kolejka do ronda w Kołbieli
Kolejka do ronda w Kołbieli © yurek55
Siedziałem sobie na rowie, posilałem się i patrzyłem na samochody, ale coś mi nie pasowało w tej drodze. Krajowa siedemnastka prowadzi do Garwolina, a tam juz przecież byłem. Po uważnym spojrzeniu w mapę dostrzegłem, że ślad właśnie w tym miejscu gdzie siedzę, odchodzi od drogi głównej. W luce pomiędzy sznurem samochodów zauważyłem po przeciwnej stronie drogi tabliczkę drogowskazową na Sufczyn. Dobrze, że akurat w tym momencie sprawdziłem, bo bym się musiał wracać. Pożegnałem drogę krajową i dalej już wiejskimi drogami pojechałem dalej. Fresk w remizie a Gadce
Fresk w remizie w Gadce © yurek55
Koniec gadki!
Koniec gadki! © yurek55
Kaplica w Radachówce 1935r
Kaplica w Radachówce 1935r © yurek55
Otoczenie kaplicy
Otoczenie kaplicy © yurek55
Są sztalugi i obraz, tylko malarza nie widać.

Wiedziałem już, że zabraknie mi czasu na wszystkie zaplanowane gminy i postanowiłem zaliczyć tylko najbliższą. Problem tkwił w tym, że nie miałem pojęcia gdzie ona się zaczyna. Na mapie w telefonie granice gmin nie sa zaznaczone. Wreszcie zobaczylem sklep i tam dowiedziałem sie, że już mogę wracać. Pani sklepowa potwierdziła, że drogą gruntową przy jej sklepie dojadę do asfaltu i do Kołbieli. Dzięki temu nie musiałem jechać tą samą drogą. Były odcinki, że trzeba było prowadzić rower, ale w końcu wydostałem się z lasu i rzeczywiście było już całkiem blisko. Ciężki, oj ciężki teren
Ciężki, oj ciężki teren © yurek55
Już wiedziałem, że wracać chcę pociągiem, bo znudziła mi się jazda i chciałem zdążyć na czas do domu. W Celestynowie do miasta i stacji trzeba by trochę zawrócić, więc postanowiłem wsiąść w Otwocku. Przy kasie facet pytał o odjazd i usłyszałem, że za dwadzieścia minut. Kupiłem bilet i usiadłem popijając wodę i zajadając batona. W końcu pociąg przyjechał...ale do Modlina. Do Warszawy miał być o 16-ej. Postanowiłem więc zrobić na złość Kolejowym Mazowieckim i nie jechać. Wprawdzie zwrotu biletu nie mogłem dokonać, ale i tak dałem im niezłą nauczkę: kupiłem bilet i pojechałem rowerem. Znacznie lepiej wychodzi mi jednak jazda zbiorkomem tam, niż z powrotem. Te dzisiejsze gminy zaliczę zaczynając w Pilawie, albo Celestynowie, jeszcze pomyślę.
Więcej Wisły w Wiśle. Warszawa
Więcej Wisły w Wiśle. Warszawa © yurek55
Zaliczona gmina: Siennica
PS. Kilometry są jeszcze z wieczornej wyprawy do hipermarketu budowlanego, stąd róznica.
  • DST 137.52km
  • Teren 5.00km
  • Czas 06:45
  • VAVG 20.37km/h
  • VMAX 36.80km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 12 września 2015 Kategoria > 100, gminobranie

Jeszcze raz Radom

Sobotni wyjazd do Radomia po nowe gminy zrodził się bardzo spontanicznie. W telefonie od dawna mam wgranych kilka "gminnych" tras zaczynających sie w tym mieście, więc z realizacją nie było problemu. Postanowiłem jedynie darować sobie kolejny powrót "siódemką" i tym razem zakończyć jazdę w Grójcu, a do Warszawy dotrzeć autobusem.  
Poranna pogoda nie nastrajała zbyt optymistycznie, mokre ulice po nocnym deszczu, pochmurno i dość chłodno, ale pocieszałem się, że na miejscu będzie lepiej, a potem miała nastąpić poprawa aury. Na dworcu czekała na mnie kolejna niemiła niespodzianka, pociąg miał opóźnienie, a na dodatek jechał tylko do Lesiowa, a dalej komunikacja zastępcza. Na szczęście dwa autobusy wystarczyły dla wszystkich pasażerów i mój rower też bez trudu się zmieścił. W Radomiu najpierw tradycyjnie skorzystałem z nowoczesnej toalety dworcowej, gdzie tradycyjna babka klozetowa tylko rozmienia pieniądze do automatu, a potem włożyłem kurtkę i ruszyłem w drogę. Szybko znalazłem właściwą drogę wyjazdową z miasta i nawet się nie przejąłem, że jest to krajowa dwunastka. Podczas planowana trasy w ogóle nie zwracałem uwagi na status dróg, więc i teraz trzeba było przyjąć to ze spokojem i jechać. Zanim dojechałem do granicy miasta przestało całkiem padać i dalej już do końca drogi kurtka nie była potrzebna. Na następnym przystanku w Przysusze mogłem też zdjąć i bluzę, bo zrobiło się wreszcie całkiem ciepło, czyli pogodowe prognozy zaczęły się sprawdzać. Pokonywałem gładko kilometry zaliczając kolejne gminy, a ja pchany wiatrem jechałem na zachód, aż ujrzałem tablicę obwieszczającą, że właśnie wjeżdżam do województwa łódzkiego i zdobywam gminę Drzewica. Trochę mnie to zaskoczyło, bo wcale nie zamierzałem wyjeżdżać z naszego Mazowsza, ale widać pomyłki mi się zdarzają nie tylko w nawigacji. Po co mi jedna gmina w łódzkiem? Po co ja w ogóle tak daleko się pchałem na zachód? Tak sobie myślałem ze złością na samego siebie, gdy zobaczyłem tablicę "Grójec 53", a do odjazdu autobusu zostało dwie godziny i dwadzieścia minut. Dla czytelników tego bloga to czas w zupełności wystarczający i to z dużym zapasem, ale ja wiedziałem, że czeka mnie bardzo, ale to bardzo trudne zadanie. Nie mogłem sobie pozwolić już na żaden postój i na dodatek musiałem osiągnąć średnią blisko 25km/h, by zdążyć jeszcze znaleźć dworzec autobusowy w Grójcu. Jechałem najszybciej jak mi pozwalały nogi, serce i płuca, nie patrzyłem też na zegarek, by przedwcześnie nie odbierać sobie nadziei, że zdążę. Naprawdę miałem już dość tej jazdy i nie chciałem pokonywać dodatkowych czterdziestu kilometrów "Szosą E7". Pielęgnowałem w mózgu myśl, że oto za chwilę wygodnie usiądę w autobusie, który dowiezie mnie do domu, na nieco tylko spóźniony obiad. Niestety marzenia nie zawsze się spełniają, a powiedzenie "wyżej ch.... nie podskoczysz" pokazało swą brutalną i bezlitosną prawdziwość. Wprawdzie gdy minąłem tabliczkę z nazwą Grójec, wstąpiły we mnie jakieś nowe siły, ale nic to niestety nie dało. Gdy byłem blisko już centrum i spojrzałem na zegarek, było dwie minuty po odjeździe. Ponieważ nadzieja umiera ostatnia, myślałem, że może będę miał szczęście i przechwycę go gdzieś na ulicach miasta i skłonię jakoś do zatrzymania i wpuszczenia mnie do środka. Ale skoro nawet nie wiedziałem skąd on rusza i którędy jedzie, to jak to się mogło udać? To tylko skrajna desperacja kazała mi łudzić się do końca. Kiedy okazało się, że cały misterny plan...
...cóż mi pozostało? Wprawdzie rozważałem w drodze - a właściwie pieściłem myślami - plan awaryjny, że poczekam w Grójcu godzinę na następny autobus do Warszawy, ale na miejscu jakoś mi to przeszło. Zresztą w tym amoku pojechałem w złym kierunku i musiałem zawracać, przez co całkiem straciłem ochotę na dodatkowe kluczenie i szukania dworca. Wiedziałem już, że żadna czarodziejska różdżka nie sprawi bym znalazł się domu, że sam muszę te dotakowe kilometry przejechać. Zaakceptowanie tej myśli przyszło mi nawet łatwo, zadziałał zapewne jakiś psychologiczny mechanizm w rodzaju:  niech będzie, co ma być!, raz kozie śmierć!, nie warto sie kopać z koniem, czy temu podobne. Mam na myśli pewien fatalizm i zaakceptowanie tego, co przyniósł los.  Skoro nie mogę pojechać autobusem, to do domu muszę dojechać rowerem, innej alternatywy nie mam. Po wyjechaniu z Grójca zrobiłem sobie wreszcie krótki postój na przystanku. Zjadłem kanapkę zabraną rano z domu, założyłem bluzę, bo już chłodno się robiło, powiadomiłem X.P., żeby z obiadem na mnie nie czekała i już bez stresu związanego z presją czasu, wyruszyłem na ten ostatni odcinek. U mnie zresztą nie ma to znaczenia, czy się spinam, czy nie, średnia prędkość wychodzi taka sama. Taka jest zaprogramowana wydolność mojego organizmu i mogę ją poprawiać w bardzo niewielkim stopniu. Nie mam ambicji startowania w wyścigach, maratonach, rajdach rowerowych, jeżdżę tylko dla siebie i swojej własnej satysfakcji i przyjemności. Choć z tą przyjemnością, to podczas tej końcówki nie było najlepiej. Zmęczenie dawało już znać o sobie, do tego bezustanny szum i hałas setek samochodów zmierzających do stolicy, zapadająca powoli ciemność i ciągle jeszcze tak daleko. Myślałem i zastanawiałem się - mając świeżo w pamięci relacje uczestników GMRDP - jak można wytrzymać kilkadziesiąt godzin na rowerze. Jak twardzi i zdeterminowani muszą być ci ludzi, by poradzić sobie z bólem nadgarstków, przedramion, obręczy barkowych, stóp, a wreszcie, za przeproszeniem, dupy - i to bez nadziei na rychły koniec tej męki. Ja aż takich cierpień nie przechodziłem, choc te wszystkie wymienione części ciała bolały mocno, ale wiedziałem, że zaraz będą w domu i wszystko szybko minie. Oni z większymi cierpieniami jechali po kilkaset kilometrów.  Myślałem też po drodze, że na pętli na Okęciu to już wsiądę w tramwaj, bo po co się męczyć. Zresztą takie myśli miałem już w Wólce Kosowskiej, jak zobaczyłem ludzi czekających na 721, potem mignął mi pomysł, by autobusem Ikei dotrzeć z Janek do domu. To jednak było tylko takie samooszukiwanie się, że mam jakąś alternatywę, że nie muszę się dalej męczyć. W głębi duszy wiedziałem bowiem, że gdy to zrobię, będę miał do siebie pretensję. Nie chodzi rzecz jasna, o te kilka, kilkanaście kilometrów, ale o sam fakt, że nie dojechałem.
Więc dojechałem.
O 19:30.
Obiad zjadłem odgrzewany, ale i tak smakował bosko.
Zdjęcia
Dworzec w mokrym Radomiu
Dworzec w mokrym Radomiu © yurek55
Tu juz można zdjąć kurtkę
Tu juz można zdjąć kurtkę © yurek55

"Góry Świętokrzyskie, drogie są i bliskie" © yurek55
Drugi przystanek - Przysucha
Rynek w miasteczku Przysucha
Rynek w miasteczku Przysucha © yurek55
Skromny Urząd Miasta i Gminy - Przysucha
Skromny Urząd Miasta i Gminy - Przysucha © yurek55
Plenerowa wystawa rzeźby na rynku w Przysusze
Plenerowa wystawa rzeźby na rynku w Przysusze © yurek55
Selfie z Oskarem Kolbergiem na jego ławeczce - Przysucha
Selfie z Oskarem Kolbergiem na jego ławeczce - Przysucha © yurek55
Trzeci przystanek - [url=http://www.parafia-rzymskokatolicka-bieliny.pl/str... w Bielinach[/url]
Drewniany kościół w Bielinach ok. 1780r
Drewniany kościół w Bielinach ok. 1780r © yurek55
Brama na teren kościelny w Bieinach
Brama na teren kościelny w Bieinach © yurek55
Kapliczka z 1929 r, obok kościoła w Bielinach
Kapliczka z 1929 r, obok kościoła w Bielinach © yurek55
"Pójdźcie do mnie wszyscy którzy pracujecie  i obciążeni jesteście a ja was ochłodzę"
Bieliny, kościół pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy
Bieliny, kościół pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy © yurek55
Trzeci, przedostatni przytanek - Drzewica 
Fontanna na rynku w Drzewicy
Fontanna na rynku w Drzewicy © yurek55
Taka miniaturka tej w Ogrodzie Saskim.
Partyzantom i żołnierzom
Partyzantom i żołnierzom © yurek55
Do Warszawy jeszcze ponad stówa
Do Warszawy jeszcze ponad stówa © yurek55
Wyjazd z Drzewicy
Powracam na Mazowsze
Powracam na Mazowsze © yurek55
Żegnam łódzkie
Żegnam łódzkie © yurek55

PS.Dwa razy rano na Zachodni jeździłem bom się wracać do domu musiał, stąd na liczniku kilometrów więcej niż na mapie.
PS2. A te "dziury" w gminach na zachód od Radomia bardzo mnie denerwują: Zakrzew, Przytyk, Potworów, Rusinów, Klwów, Wyśmierzyce. No i ta gmina pominięta przez mój błąd nawigacyjny poprzednim razem - Goszczyn. Coś trzeba będzie z tym zrobić.
Koniec.

  • DST 166.00km
  • Czas 07:27
  • VAVG 22.28km/h
  • VMAX 45.60km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 749m
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 11 września 2015 Kategoria 50-100, Piaseczno/Ursynów

Z wiatrem w zawody

Wiało dziś nieźle. ale w mieście wiatr nie odgrywa wielkiej roli. Za to wracając z Piaseczna udało mi się pobić rekord prędkości na płaskim - mój licznik zarejestrował 40,2 km/h! To nawet więcej, niż udało mi się przedwczoraj pojechać na drodze ekspresowej. 
Drugim zdarzeniem, które chcę wspomnieć, to wyścig na drodze rowerowej na Broniewskiego. Wyprzedziła mnie dziewczyna, a we mnie zagrała ambicja i zacząłem jechać za nią. Zasuwała momentami powyżej 30 km/h, ale nie odpuściłem i choć na ddr taka prędkość nie jest bezpieczna, to ona torowała mi drogę, ja tylko się trzymałem z tyłu. A po ostatnim skrzyżowaniu, jak już nikogo przed nami nie było, wyprzedziłem ją i teraz ona "trzymała koło" i dopiero na Rejmontra gdzieś mi zginęła. 
A zdjęcie jest z dawnego, letniego spaceru, bo dziś nie robiłem.

Na bulwarze wiślanym
Na bulwarze wiślanym © yurek55
  • DST 68.88km
  • Czas 03:21
  • VAVG 20.56km/h
  • VMAX 40.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Sprzęt Dar Losu
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl