Niedziela, 28 grudnia 2025
Kategoria <50
Dujawica
Dziś rano już nie znalazłem dobrego pretekstu, by nie iść na rower. A tak dobrze mi się to udawało przez cztery ostatnie dni; a to mróz stał na przeszkodzie, a to mokrość i mgła, a to książka ciekawa, a dziś nic! Dzień wstał jasny, temperatura plus jeden, książki przeczytane, a na dodatek nowe zimowe spodnie czekały na wypróbowanie. W tej sytuacji, sami rozumiecie, nie wypadało zrobić nic innego, jak ruszyć leniwe dupsko. Niestety nie wziąłem pod uwagę wiatru i śliskości na drogach rowerowych. O ile w tamtą stronę jechałem głównie jezdniami i ze sprzyjającym wiatrem, to w drodze powrotnej "skończyły się żarty, zaczęły się schody", jak rzekł pierwszy birbant Drugiej Rzeczpospolitej, Wieniawa - Długoszowski.
Na szczęście dotarłem do domu bez uszczerbku na dumie, czyli bez gleby, za to w tempie bardzo spacerowo - emeryckim. Spodnie spisały się lepiej niż dobrze, ja - tak sobie. :)
Strava
Na szczęście dotarłem do domu bez uszczerbku na dumie, czyli bez gleby, za to w tempie bardzo spacerowo - emeryckim. Spodnie spisały się lepiej niż dobrze, ja - tak sobie. :)
Strava
-
- DST 47.48km
- Czas 02:38
- VAVG 18.03km/h
- VMAX 45.54km/h
- Temperatura 1.0°C
- Kalorie 1352kcal
- Podjazdy 183m
- Sprzęt Holenderka
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj
























