Czwartek, 10 stycznia 2013
Dlaczego nie jeżdżę w taką pogodę.
Wbrew swoim własnym zasadom wsiadłem dziś na rower i po raz kolejny muszę uznać, że jazda w takich warunkach pogodowych, to sport nie dla mnie. Dlaczego więc to zrobiłem? Co mnie popchnęło do tego kroku? Kto mnie zmusił? Otóż nic z tych rzeczy. Ja tylko inteligentnie założyłem, zerkając rano za okno, że śnieg jest biały, ładny i świeży i będzie się po nim fajnie jechało. Znalazłem sobie dobry powód do wyjazdu - zakup tuszu do drukarki, a marszruta miała przebiegać w przeważającej części ścieżkami rowerowymi. Po wyjściu z domu moje optymistyczne założenia legły w gruzach i do końca wycieczki się nie podniosły. Śnieg okazał się rozmokłą breją, a na jezdniach straszyły kałuże o rozmiarach Wielkich Jezior Mazurskich. Ich zasięg rażenia po wjechaniu z dużą prędkością ciężarówki, lub autobusu wynosił 3-4 metry w górę i 10 metrów na bok. Sam cudem uniknąłem spotkania z taką wodno-błotną Niagarą w miejscu widocznym na zdjęciu, tylko dlatego, że ciut za wolno jechałem. Zabrakło mi może 5 sekund, by znaleźć się w centralnym punkcie kaskady wodnej. Zdjęcie zrobiłem wracając, więc nie ma już tej gigantycznej kałuży, ale po śladach na chodniku i DDR, widać jej niszczący zasięg:)


Jeśli chodzi o samo jechanie to nie mam zastrzeżeń. Prymasa i Górczewską przejechałem powoli ścieżkami, a z powrotem, Powstańców Śląskich i Połczyńską/Kasprzaka - jezdnią. Do sukcesów zaliczam, że udało mi się ani razu nie wywalić i nie ochlapał mnie żaden samochód. Wprawdzie raz byłem blisko wywrotki, ale na szczęście tylko rower upadł, a ja jednak ustałem zeskok. Jak Małysz. Na dodatek, o dziwo rower dziś przestał zgrzytać i stukać, ale to zasługa "nasmarowania" wszystkich ruchomych części napędu wodą i śniegiem. Jak wyschnie znów będzie wydawał odgłosy jak w Stoczni Remontowej, podczas naprawy kadłuba statku.
Jako podsumowanie muszę wymienić i ZAPISAĆ(!!!), dlaczego nie lubię jeździć w takich warunkach. A jeśli zapomnę i znów będę chciał wsiąść na rower, to niech mnie ktoś kopnie mocno w dupę!
Generalnie po dzisiejszej jeździe po stronie strat zapisuję:
- mokre spodnie
- mokra i zmarznięta dupa
- przemoczone i ubłocone buty
- mokre skarpety
- mokre nogi
- uświniony plecak
- uświnione spodnie
- uświniona nowa, śliczna, czerwona kurtka
- ubłocony rower (najmniejszy problem)

Po stronie zysków:
- kupiłem tusz do drukarki (nie był potrzebny "na już")
I co wy na to drodzy czytelnicy? ;)

Aleja Prymasa Tysiąclecia Warszawa© yurek55

Aleja Prymasa Tysiąclecia© yurek55
Jeśli chodzi o samo jechanie to nie mam zastrzeżeń. Prymasa i Górczewską przejechałem powoli ścieżkami, a z powrotem, Powstańców Śląskich i Połczyńską/Kasprzaka - jezdnią. Do sukcesów zaliczam, że udało mi się ani razu nie wywalić i nie ochlapał mnie żaden samochód. Wprawdzie raz byłem blisko wywrotki, ale na szczęście tylko rower upadł, a ja jednak ustałem zeskok. Jak Małysz. Na dodatek, o dziwo rower dziś przestał zgrzytać i stukać, ale to zasługa "nasmarowania" wszystkich ruchomych części napędu wodą i śniegiem. Jak wyschnie znów będzie wydawał odgłosy jak w Stoczni Remontowej, podczas naprawy kadłuba statku.
Jako podsumowanie muszę wymienić i ZAPISAĆ(!!!), dlaczego nie lubię jeździć w takich warunkach. A jeśli zapomnę i znów będę chciał wsiąść na rower, to niech mnie ktoś kopnie mocno w dupę!
Generalnie po dzisiejszej jeździe po stronie strat zapisuję:
- mokre spodnie
- mokra i zmarznięta dupa
- przemoczone i ubłocone buty
- mokre skarpety
- mokre nogi
- uświniony plecak
- uświnione spodnie
- uświniona nowa, śliczna, czerwona kurtka
- ubłocony rower (najmniejszy problem)

Mój rower po dzisiejszej eskapadzie© yurek55
Po stronie zysków:
- kupiłem tusz do drukarki (nie był potrzebny "na już")
I co wy na to drodzy czytelnicy? ;)
- DST 22.00km
- Czas 01:20
- VAVG 16.50km/h
- Temperatura 3.0°C
- Sprzęt Wheeler
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Masz olej do łańcucha i benzynę ekstrakcyjną do oczyszczenia go uprzednio? Jakby co, to ja mam, możesz do mnie zajrzeć w poniedziałek, masz blisko ;)
Savil - 01:45 piątek, 11 stycznia 2013 | linkuj
Jeździć to owszem jeździłem, ale ok. 40 km z tego wyszło, za to jutro sobie to odbiję, a co! :)
lukasz78 - 20:29 czwartek, 10 stycznia 2013 | linkuj
Nie no nie wierzę, lukasz 78 miał dość, gość który kręci kaemy jak szalony przez okrągły rok, miał dość ??? :-)
TomliDzons - 20:01 czwartek, 10 stycznia 2013 | linkuj
Jak to mawiają każdy powód jest dobry, żeby trochę pokręcić :-) A że rachunek zysków i strat ( z przewagą na strat ) nie jest równy to druga sprawa. Mimo wszystko gratuluję samozaparcia !
TomliDzons - 19:58 czwartek, 10 stycznia 2013 | linkuj
Nie przejmuj się, dzisiaj to nawet ja miałem dosyć :)
lukasz78 - 19:54 czwartek, 10 stycznia 2013 | linkuj
Komentuj