Cztery kilometry z buta po leśnych drogach i bezdrożach
Dwóch kwadratów brakowało do powiększenia niebieskiego i choć zarzekałem się, że na wąskich oponach dam sobie spokój z jazdą terenową, to znowu uległem pokusie. Na mapie nie wyglądało to źle, najwyżej kilometr z małym hakiem. Do tego dystans całkowity wychodził tylko nieco ponad sto kilometrów i nie wymagał jazdy pociągiem. Biorąc to wszystko pod uwagę uznałem, że jednak warto się troszkę pomęczyć i pojechałem. Na Pragę przedostałem się Mostem Świętokrzyskim, a potem Kijowską i Ziemowita, czyli przez Szmulki i Targówek Fabryczny dojechałem do Ząbek, a stamtąd do Zielonki i Ossowa. Na zwiedzanie Muzeum Bitwy Warszawskiej nie miałem czasu, zarejestrowałem jedynie, że jest i wygląda dość monumentalnie. Może kiedyś się tam wybiorę. Do najbardziej na wschód wysuniętej miejscowości Międzyleś, dotarłem dość sprawnie, choć wiatr nie był sprzyjający. Za to na powrocie miałem zapewnioną z jego strony pomoc. Na razie jednak musiałem zagłębić się w las i już po kilkudziesięciu metrach nasze słynne mazowieckie piachy zmusiły mnie do zejścia i przekształcenia się z kolarza w piechura. Tym razem uważnie sprawdzałem swoją lokalizację na mapie kwadratów, bo chyba bym się pochlastał grzebieniem, gdybym znowu nie osiągnął brakującego kwadratu. Zbyt wiele mozołu kosztowało dojście do celu. O ile do pierwszego kwadratu prowadziła normalna, choć piaszczysta, droga, to aby zaliczyć drugi, musiałem zapuścić się w prawdziwe bezdroża. Wprawdzie uważnie patrząc można było domyślić się istnienia tam kiedyś drogi i mój planner trasy też ją miał na swojej mapie, ale to było dawno, dawno temu. Dobrze, że tego przedzierania było najwyżej z dwieście metrów. Na mapie są to te dwa wypustki wysunięte najdalej na wschód. Według statystyk Garmina mój szósty dziesiątek kilometrów zajął mi godzinę i dziesięć minut, co dało średnią 9,4 km/h. No ale kiedy już wydostałem się ponownie na asfalt i zacząłem powrót do domu jechało się bardzo lekko, łatwo, ale bynajmniej nie przyjemnie. Droga wojewódzka 637 na Węgrów, to jest po prostu koszmar rowerzysty. Wprawdzie ja jechałem w kierunku Warszawy, ale z przeciwka sunął niekończący się sznur aut, od Okuniewa do samego Rembertowa. Samochody, które chciały mnie wyprzedzić nie miały szans na zachowanie jednego metra odstępu. Dobrze, że robiły to w miarę ostrożnie i niezbyt szybko, niemniej przyjemne to nie było. Od dziś ten odcinek drogi jest niekwestionowanym liderem mojego prywatnego rankingu najgorszych tras wyjazdowych ze stolicy. Do Warszawy wjechałem ulicą Marsa i przez Gocław, Grochów i Saską Kępę, do Mostu Poniatowskiego i dalej prosto Alejami Jerozolimskimi na Ochotę do domu.
Kwadrat powiększony do 55x55, awansowałem na jedenaste miejsce w rankingu zdobywców. :)
Max square: 55x55 (+1)
Max cluster: 3457 (+6)
Total tiles: 6481 (+26)

Miłe złego początki... © yurek55

... lecz koniec żałosny © yurek55

Maszeruj, albo giń! © yurek55

Bezdroża leśne © yurek55

Wytęż wzrok i znajdź drogę © yurek55
Kwadrat powiększony do 55x55, awansowałem na jedenaste miejsce w rankingu zdobywców. :)
Max square: 55x55 (+1)
Max cluster: 3457 (+6)
Total tiles: 6481 (+26)

Miłe złego początki... © yurek55

... lecz koniec żałosny © yurek55

Maszeruj, albo giń! © yurek55

Bezdroża leśne © yurek55

Wytęż wzrok i znajdź drogę © yurek55
-
- DST 101.72km
- Czas 05:32
- VAVG 18.38km/h
- VMAX 33.33km/h
- Temperatura 23.0°C
- Kalorie 2953kcal
- Podjazdy 132m
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Jak się dobrze przyjrzeć, to coś widać, przynajmniej na ostatnim zdjęciu
jolapm - 20:32 piątek, 20 września 2024 | linkuj
Komentuj