Inaczej do Góry Kawalerii
Kolejny słoneczny, ale tym razem naprawdę ciepły dzień marca, skłonił mnie do wydużenia standardowego ostatnio dystansu. Od razu napiszę, że było 13°C, ale jak wracałem termometr pokazywał 18,4°C. I dodam, że jeden kolarz jechał całkiem "na krótko", a ja tylko dół i podciągniete do łokci rękawy koszulki. Jako że wiatr wschodni zagościł na dłużej w naszym kraju, znowu wybrałem kierunek południowy, tym razem przez Gassy do Góry Kalwarii. Dodam, wyjątkowo niechętnie, bo spodziewałem się tłumów - i niestety nie zawiodłem się. Nie będę rozwijał tego watku, ale w takich miejscach widać, że #zostańwdomu to puste hasło. Dlatego wybierałem dotąd trasy, gdzie spotykałem przez trzy, cztery godziny po kilka osób na rowerach, poniżej pięciu. Dziś widziałem conajmniej setkę i obiecałem sobie, że prędko tam nie wrócę.
Ale tymczasem, zanim znalazłem sie na drogach mekki warszawskiego kolarstwa, taki oto obrazek z ulicy Sobieskiego. Tęgi umysł nad tym pomyślał w swoim czasie.

Rowerowa z kostki, chodnik asfaltowy - to Warszawa właśnie! © yurek55
Przejazd przez Miasteczko Wilanów Aleją Rzeczpospolitej, której oś zamyka Świątynia Opatrzności Bożej...

Lemingrad © yurek55
...a z drugiej strony tak wygląda

Niektórzy mówią, wyciskarka do cytryn © yurek55
Stamtąd już tylko żabi skok Przyczółkową i Rosochatą do mostku i za chwilę przystań.

Przystań... dla zakochanych rowerzystów © yurek55
Na promie, choć osłonięty i przy brzegu, flagi łopocą wesoło, czyli że z tym wiatrem od wschodu wcale nie oszukiwałem. :)

Prom jeszcze odpoczywa © yurek55

Prom raz jeszcze, bo co innego? © yurek55
Dlatego postanowiłem skorzystać z pomocy i aż do Obór z wiatrem pojechałem, a potem zamiast do Cieciszewa skierowałem się do Kawęczyna. Kiedy już pokonałem "podjazd", szkoda mi było zjeżdżać tylko po to, by znów wspinać się sławnym segmentem na Lipkowskiej. Zostałem więc na drodze wojewódzkiej 724 z zamiarem dojechania do celu wygodniejszym, choć mniej komfortowym wariantem. Czasem trzeba coś zmienić w stałych trasach, żeby przypomnieć sobie, dlaczego wybieramy właśnie tamte drogi. Na mojej drodze nie było tak tragicznie, ruch w zasadzie normalny, ale porównując z rowerowym wariantem przy Wiśle - niebo a ziemia. A i podjazd też jest, tylko trochę łatwiejszy.

Góra Kawiarnia i Góra Kalwaria, dwie góry i dwa rowery © yurek55
Kiedy już chwilkę posiedziałem i zjadłem com tam miał, wpadłem na pomysł, by wrócić tą klasyczną drogą, którą pominąłem, bo to przecież nie będzie jazda po tym samym śladzie. Później miałem odbić na Piaseczno i tym sposobem zaliczyć piątą marcową setkę.
Ponieważ z szacunków wychodziło mi, że trochę zabraknie wydłużyłem powrót przez Lesznowolę i znów Laszczki, a potem wczorajszym śladem po drogach technicznych przy ekspresówkach.
Na koniec muszę potwierdzić na swoim przykładzie starą prawdę kolarską: Długie spodnie zabierają 10% mocy! Poważnie. ;)

Najlepsze meble w mieście - Jerozolimskie 200! © yurek55
Ale tymczasem, zanim znalazłem sie na drogach mekki warszawskiego kolarstwa, taki oto obrazek z ulicy Sobieskiego. Tęgi umysł nad tym pomyślał w swoim czasie.

Rowerowa z kostki, chodnik asfaltowy - to Warszawa właśnie! © yurek55
Przejazd przez Miasteczko Wilanów Aleją Rzeczpospolitej, której oś zamyka Świątynia Opatrzności Bożej...

Lemingrad © yurek55
...a z drugiej strony tak wygląda

Niektórzy mówią, wyciskarka do cytryn © yurek55
Stamtąd już tylko żabi skok Przyczółkową i Rosochatą do mostku i za chwilę przystań.

Przystań... dla zakochanych rowerzystów © yurek55
Na promie, choć osłonięty i przy brzegu, flagi łopocą wesoło, czyli że z tym wiatrem od wschodu wcale nie oszukiwałem. :)

Prom jeszcze odpoczywa © yurek55

Prom raz jeszcze, bo co innego? © yurek55
Dlatego postanowiłem skorzystać z pomocy i aż do Obór z wiatrem pojechałem, a potem zamiast do Cieciszewa skierowałem się do Kawęczyna. Kiedy już pokonałem "podjazd", szkoda mi było zjeżdżać tylko po to, by znów wspinać się sławnym segmentem na Lipkowskiej. Zostałem więc na drodze wojewódzkiej 724 z zamiarem dojechania do celu wygodniejszym, choć mniej komfortowym wariantem. Czasem trzeba coś zmienić w stałych trasach, żeby przypomnieć sobie, dlaczego wybieramy właśnie tamte drogi. Na mojej drodze nie było tak tragicznie, ruch w zasadzie normalny, ale porównując z rowerowym wariantem przy Wiśle - niebo a ziemia. A i podjazd też jest, tylko trochę łatwiejszy.

Góra Kawiarnia i Góra Kalwaria, dwie góry i dwa rowery © yurek55
Kiedy już chwilkę posiedziałem i zjadłem com tam miał, wpadłem na pomysł, by wrócić tą klasyczną drogą, którą pominąłem, bo to przecież nie będzie jazda po tym samym śladzie. Później miałem odbić na Piaseczno i tym sposobem zaliczyć piątą marcową setkę.
Ponieważ z szacunków wychodziło mi, że trochę zabraknie wydłużyłem powrót przez Lesznowolę i znów Laszczki, a potem wczorajszym śladem po drogach technicznych przy ekspresówkach.
Na koniec muszę potwierdzić na swoim przykładzie starą prawdę kolarską: Długie spodnie zabierają 10% mocy! Poważnie. ;)

Najlepsze meble w mieście - Jerozolimskie 200! © yurek55
- DST 102.28km
- Czas 04:43
- VAVG 21.68km/h
- VMAX 39.96km/h
- Temperatura 18.4°C
- Kalorie 1449kcal
- Podjazdy 264m
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
My dlatego jedziemy opłotkami i daleko od miasta. Nawet wsie staramy się omijać, o ile się da, np. serwisówkami od cmki. Jeździmy do lasu i się zaszywamy na cały dzień, dlatego dystanse nikłe, nie ma zwiedzania, za to jeszcze parę tygodni i zyskam sprawność botanika, tak wiele się uczę nazw roślin. Jak się coś widzi codziennie, to w końcu się zapamięta. ;)
lavinka - 23:54 piątek, 27 marca 2020 | linkuj
Komentuj