Poniedziałek, 17 kwietnia 2017
Kategoria <50, przed śniadaniem
Zimny, ale suchy lany poniedziałek
Słabo jakoś w tym kwietniu z jeżdżeniem u mnie: albo pogoda nie taka, albo czasu nie ma, albo lenistwo przemożne nie pozwala ruszyć się z domu. W efekcie, dopiero sześć razy usiadłem na siodełku i przejechałem zaledwie 359 kilometrów. Dziś, skoro już udało mi się w miarę wcześnie obudzić i na dodatek nie padało, a na dodatek po kilkunastu minutach usilnych prób, nadal nie zasnąłem, nie znajdowałem usprawiedliwienia do dalszego wylegiwania się w łóżku, skoro do spalenia było tyle kalorii świątecznego rozpasania, że aż strach myśleć. (Ufff, dobrnąłem do końca zdania!)
Widząć, że odczuwalna temperatura nieznacznie tylko przekracza zero stopni, przeprosiłem długie spodnie i rękawiczki, włozyłem koszulkę z długim rękawem i kurtkę przecideszczową i tak wyekwipowany wyruszyłem z domu. Wnet się okazało, że zastosowany wariant ubraniowy jest strzałem w dziesiątkę i do końca wycieczki ani się nie przegrzałem, ani nie zmarzłem.
Korzystając ze śladowego ruchu samochodowego w świąteczny poranek, pojechałem najpierw zobaczyć szkielet Rotundy. Widok tej konstrukcji mnie nie zaskoczył, ale za to zaskoczył mnie kompletnie brak biurowca Universalu, który od tylu lat tam stał - i był. Nie mam pojęcia jak mogłem fakt rozbiórki wielkiego budynku w centrum miasta tak całkowicie przeoczyć? To gdzie teraz zawisną te gigantyczne szmaty reklamowe, które tak wiele uroku dodawały przestrzeni miejskiej?

Rotunda PKO © yurek55

...a właściwie, co z niej zostało © yurek55
Kiedy już się dość nadziwowałem i nafotografowałem, spokojnie zjechałem z wysepki na środku najruchliwszego zwykle ronda w Warszawie i pustą Marszałkowską skierowałem się przez środek miasta na Żoliborz, Bielany, aż dojechałem do Łomianek. Ponieważ jechałem "siódemką", a nie drogą przez Lasek na Młocinach mogłem zaobserwować, że warszawskie fotoradary rzeczywiście już znowu pracują. Facet na lewym pasie wcale szybko nie jechał, ale coś tam przekroczył i to wystarczyło na błysk lampy i trzask migawki. Swoją drogą, z roweru lepiej widać i słychać pracę urządzenia robiącego zdjęcia. Z Łomianek wiedziałem już, że wracał będę zahaczając przynajmniej o zachodnie wioski. Jadąc koło Oszą wkrórtce dotarłem do Mościsk, Klaudyna i wreszcie Babic.

Babice Stare © yurek55

Kościół parafialny w Babicach Starych © yurek55
Dalej już wiadomo: Macierzysz, Szeligi i przy Lidzie wyskoczyłem do Lazurowej.

Pola wsi Szeligi u granic miasta © yurek55
Dalszy przebieg dnia zniweczył cały mój poranny wysiłek. Najpierw świąteczne śniadanie i znowu te mięsa pieczone, boczki, schaby, wędliny, sałatki, a gdy wreszcie wstałem od stołu, to zaraz był obiad u córki - i poooooszło wszystko! Jak krew w piach! Od jutra trzeba poważnie zabrać się za kręcenie, bo szkoda kół i ramy, no i widelaca z karbonu. Rowery szosowe nie są konstruowane z myślą o grubasach i może rychło dojść do awarii. Wprawdzie niby mam na ramę dożywotnią gwarancję, ale nie wiem, czy nie ma tam czegoś o nadmiernym obciążaniu. Święta, Święta i po Świętach.
Na zakończenie ciekawostka meteorologiczna.
... i tym optymistycznym akcentem...

Rotunda PKO © yurek55

...a właściwie, co z niej zostało © yurek55
Kiedy już się dość nadziwowałem i nafotografowałem, spokojnie zjechałem z wysepki na środku najruchliwszego zwykle ronda w Warszawie i pustą Marszałkowską skierowałem się przez środek miasta na Żoliborz, Bielany, aż dojechałem do Łomianek. Ponieważ jechałem "siódemką", a nie drogą przez Lasek na Młocinach mogłem zaobserwować, że warszawskie fotoradary rzeczywiście już znowu pracują. Facet na lewym pasie wcale szybko nie jechał, ale coś tam przekroczył i to wystarczyło na błysk lampy i trzask migawki. Swoją drogą, z roweru lepiej widać i słychać pracę urządzenia robiącego zdjęcia. Z Łomianek wiedziałem już, że wracał będę zahaczając przynajmniej o zachodnie wioski. Jadąc koło Oszą wkrórtce dotarłem do Mościsk, Klaudyna i wreszcie Babic.

Babice Stare © yurek55

Kościół parafialny w Babicach Starych © yurek55
Dalej już wiadomo: Macierzysz, Szeligi i przy Lidzie wyskoczyłem do Lazurowej.

Pola wsi Szeligi u granic miasta © yurek55
Dalszy przebieg dnia zniweczył cały mój poranny wysiłek. Najpierw świąteczne śniadanie i znowu te mięsa pieczone, boczki, schaby, wędliny, sałatki, a gdy wreszcie wstałem od stołu, to zaraz był obiad u córki - i poooooszło wszystko! Jak krew w piach! Od jutra trzeba poważnie zabrać się za kręcenie, bo szkoda kół i ramy, no i widelaca z karbonu. Rowery szosowe nie są konstruowane z myślą o grubasach i może rychło dojść do awarii. Wprawdzie niby mam na ramę dożywotnią gwarancję, ale nie wiem, czy nie ma tam czegoś o nadmiernym obciążaniu. Święta, Święta i po Świętach.
Na zakończenie ciekawostka meteorologiczna.

... i tym optymistycznym akcentem...
- DST 47.70km
- Czas 02:04
- VAVG 23.08km/h
- Temperatura 3.0°C
- Sprzęt Bystry Baranek
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma uniwersalu, nie będzie i rotundy. Czyściciele robią wolne miejsce pod jakąś spektakularną budowlę? Lokalizacja perfekcyjna.
Gość - 10:03 czwartek, 27 kwietnia 2017 | linkuj
Ta ustawa to już od 4 lat wchodzi. Obiecanki cacanki.
lavinka - 17:20 wtorek, 18 kwietnia 2017 | linkuj
ma wejść jakaś ustawa o reklamach w mieście - coś mi się o uszy obiło ...
Widziałam sporo grubasów na szosach - także spokojnie Yurek możesz jeszcze trochę pojeść :))) Katana1978 - 20:30 poniedziałek, 17 kwietnia 2017 | linkuj
Widziałam sporo grubasów na szosach - także spokojnie Yurek możesz jeszcze trochę pojeść :))) Katana1978 - 20:30 poniedziałek, 17 kwietnia 2017 | linkuj
Gdyby tak przepisy zabraniały szpecenia reklamami elewacji budynków...
malarz - 20:22 poniedziałek, 17 kwietnia 2017 | linkuj
Komentuj